Zdrada cz. 1 – Krystyna

Zdrada cz. 1 – Krystyna

Przyspieszyła kroku. Opuściła głowę, mijając kolejną grupkę hałaśliwych mężczyzn. Było ciemno i późno, żadnego ‚normalnego’ przechodnia w zasięgu wzroku, część latarni nie paliła się, a ta dzielnica nie należała do bezpiecznych. Wściekała się na samą siebie. Krystyna zagadała się z koleżanką.

Dwie 30-letnie kobiety, koleżanki podczas studiów, przed rokiem przypadkowo odkryły, że mieszkają w tym samym mieście i prawie po sąsiedzku! Odnowiły znajomość. Spotykały się nieregularnie. Wszystko zależało w zasadzie od przypadku. Czasami wystarczała rozmowa przez telefon i po pracy jechały do kawiarni lub restauracji. Partnerzy byli uprzedzeni. Dzieci nie miały i nie planowały. Nie spotykały się częściej niż raz w miesiącu.

Kolejny wypad do kawiarni na bezalkoholowe drinki okazał się tak udany, że wracając, zdecydowały się jeszcze na herbatę u Patrycji w domu. Była tutaj po raz pierwszy. Skończyło się na skromnej kolacji i dwóch lampkach wina. Samo mieszkanie wywarło ogromne wrażenie na Krystynie. Tworzyły je dwa połączone mieszkania, w sumie ponad 150 m kwadratowych. Mieszkanie urządzono kosztownie i ze smakiem. Pati nawet wymieniła nazwisko znanego projektanta wnętrz. Krystyna pokiwała głową nad trafnym wyborem, ale nigdy nie słyszała o nim. Zresztą, o innych też nie. Patrycja, pokazując mieszkanie, robiła to z nieukrywaną przyjemnością, wręcz z dumą. Ale w przyszłości i tak zamierzali wyprowadzić się pod miasto. „Z dala od wielkomiejskiego gwaru” – jak parokrotnie podkreślała Pati, dając do zrozumienia, że dacza latem to za mało dla systematycznego i efektywnego wypoczynku. Stopień zamożności koleżanki był dla Krystyny i jej męża nieosiągalny. „W końcu nie wszystkie wychodzą za prawników i mają zamożnych rodziców” – myślała w drodze powrotnej. Stąd Krystyna nie miała już daleko do ‘swojego’ bloku, więc tych kilka ulic pokona pieszo, zdecydowała, wychodząc od Patrycji. Mąż w delegacji, dziecko nie płacze, zatem nie musiała spieszyć się. Jednak, kiedy spojrzała na zegarek, okazało się, że jest już bardzo późno.

*

Kiedy mijała kolejną zaniedbaną kamienicę, wyrosło przed nią trzech mężczyzn. Próbowała ich wyminąć, ale to okazało się niemożliwe. Kiedy zeszła na jezdnię, jeden z nich zablokował jej drogę, a drugi szarpnięciem za ramię wciągnął na chodnik. Kiedy drżącym głosem zaczęła prosić o przepuszczenie, jeden z mężczyzn szybkim ruchem wepchnął do ust jej własny szalik. Nawet nie zdążyła zareagować, a dwóch chwyciło ją pod ramiona i ruszyło w głąb cuchnącego korytarza kamienicy. Czwarty, którego jeszcze nie widziała, podniósł torebkę, uważnie rozejrzał się dookoła i ruszył za nimi, zamykając skrzypiące ciężkie drzwi. W korytarzu czuć było odór moczu i taniego wina.

Dotychczas słabo protestująca dziewczyna, sparaliżowana przemocą, nagle zaczęła głośno wzywać pomocy, gwałtownie szarpała się, próbowała kopnąć jednego z mężczyzn. Głos rozniósł się echem po kamienicy. Zaskoczeni napastnicy prawie pozwolili dziewczynie uwolnić się. I nagle osunęła się w ich ręce. Cios pięścią zadany w tył głowy oszołomił ją. To zaatakował ten, który podniósł torebkę. Bliska omdlenia, bez wysiłku podtrzymywana przez dwóch mężczyzn i trzeciego, który chwycił jej nogi, została przeniesiona przez puste podwórko i kolejny korytarz. Mężczyźni weszli do następnej piętrowej kamienicy, w której czuło się stęchliznę, typową dla wielu starych i zapuszczonych budynków. Po ciemku zeszli po betonowych schodach, skręcili, pokonali kilka metrów, otworzyli drzwi, weszli i zatrzymali się. Powoli i delikatnie postawili ją, puścili ramiona i zablokowali wyjście. Była roztrzęsiona. I tak przerażona, że nie potrafiła krzyczeć.

*

Ktoś włączył światło. Dochodząca do siebie kobieta zobaczyła przestronne, niskie pomieszczenie o różnokolorowych ścianach, jeszcze podkreślających tymczasowość miejsca. Czuła zapach wody kolońskiej. Jej torebka wylądowała na szerokim, nowym tapczanie, który stał po prawej, przy różowej ścianie. Naprzeciwko, pod beżową ścianą, na starym biurku stał telewizor i magnetowid. Obok piętrzył się stos kaset video. Przy ścianie jasnoszarej z oknem pod sufitem, na którą patrzyła, na stoliku stały słodkie napoje, alkohole, aparat fotograficzny, talia kart, popielniczka i kamery. Obok mruczała mała lodówka, a kabel od niej ciągnął się i znikał gdzieś w ścianie. Na podłodze leżały statywy. Przy wejściu, przy białej ścianie za jej plecami, stała wysoka, brązowa szafka. Ścianę uzupełniały drewniane drzwi, w tej chwili zamknięte i zasłonięte grubą zasłoną, która zapewne miała tłumić hałas. Umeblowania dopełniał klubowy fotel i kilka składanych krzesełek. Podłogę pokrywał gruby wielokolorowy dywan pamiętający lepsze czasy. Jednak pokój wręcz lśnił czystością. Jego czystość kontrastowała ze stanem korytarzy, przez które była niesiona.

Bała się. Bała się coraz bardziej, drżały jej ręce. Ogarniała ją panika. Szarpnięciem wyciągnęła szalik z ust i wrzasnęła. Bez reakcji. Nawet nikt nie ruszył się! Spojrzała na mężczyzn. Wszyscy patrzyli na nią natarczywie. Żaden nie odezwał się. Dwóch z nich ostentacyjnie masowało krocze. Była przerażona.

*

Do pomieszczenia wszedł szczupły, wysoki mężczyzna, w ciemnych okularach, szpakowaty. Przerzedzone włosy zaczesywał do tyłu. Był ubrany w jasnoszarą, sportową marynarkę, grafitowy golf, ciemne spodnie i czarne mokasyny. Spojrzał na kobietę, lekko skłonił głowę, podszedł i usiadł w fotelu. Założył nogę na nogę. Splótł ręce. Czterej mężczyźni stali, opierając się o ściany. Wyczuwało się respekt, jakim go darzyli. – „Szef” – przemknęło jej przez myśl.

*

– Możesz krzyczeć – obojętnie kiwnął głową. – Nie takie hałasy stąd dochodziły – cień uśmiechu przemknął przez jego twarz na wspomnienie ledwie kilku zdarzeń. Kliku mężczyzn pokiwało głowami. „Szef” ręką wykonał obszerny gest. – To pomieszczenie to są cztery dawne piwnice. Trochę to zmieniliśmy, zadbaliśmy o wygodną kanapę, ale projektant nie musiał trudzić się – uznał, że warto przynajmniej uśmiechnąć się z własnego żartu. – Wcześniej odbywały się tutaj głośne imprezy alkoholowe, teraz my zabawiamy naszych miłych i długo oczekiwanych gości – rozbawiony spojrzał na kolegów. Któryś parsknął śmiechem, inny zarechotał.

– Policja tutaj nie zagląda, a sąsiedzi są przyzwyczajeni do głośniejszych zabaw. Młodzież już nie odważy się nas niepokoić, ale mimo to szukamy innego lokalu, spełniającego nasze wymagania. – Rozejrzał się. Potem ponownie utkwił wzrok w kobiecie.

– Dzisiaj ty jesteś naszym gościem. Musisz wybaczyć moim kolegom nieco, hm, ‘dynamiczne’ powitanie, ale sprawiłaś znacznie więcej kłopotów niż zakładaliśmy. – Sprawdził godzinę na zegarku, rozsiadł się wygodniej w fotelu, strząsnął niewidoczny pyłek ze swoich wyprasowanych, ciemnych spodni i przyjrzał się kobiecie.

– Chodź do mnie, nie mamy zbyt wiele czasu. – Przywołał ją gestem. Miał długie palce, szczupłe, zadbane dłonie.

Wszyscy mężczyźni oderwali się od ściany. Spojrzała na szefa, na nich, zrobiła krok w ich stronę. Powoli pochyliła się, podniosła swoją torebkę z kanapy, jakby chciała mieć ją przy sobie, wykonała krok w kierunku szefa i nagle gwałtownym ruchem rzuciła torebką w najbliższego z mężczyzn, wykonała półobrót i jednym susem dopadła do wyjścia. Zasłonę szarpnęła w bok, otworzyła drzwi i… stanęła przed drugimi drzwiami. Chwyciła za klamkę. Na próżno. Za plecami usłyszała wybuch śmiechu.

– Panowie – jowialnie strofował podwładnych rozbawiony szef, przyglądając się ich ofierze.

*

Zrezygnowana odwróciła się. Na jej twarzy malowała się rozpacz. Spojrzała na mężczyzn. Krzyknęła. Była bezradna, zaczęła cicho szlochać.

– Panowie – tym razem szpakowaty mężczyzna poważnym tonem wydał polecenie. Jeden z mężczyzn, którzy ją porwali, podszedł, minął kobietę bez słowa, zamknął drugie drzwi, zasłonił je. Klucz powiesił obok drzwi i stanął przy kobiecie. Inny włączył telewizor, magnetowid i na ekranie telewizora pojawił się pornos. Kilku mężczyzn spółkowało z kobietą. Kolejny mężczyzna rozstawiał szklanki, nalewał napoje, po kolei patrząc na każdego z obecnych.

Szef dostrzegł jej wzrok utkwiony w ekran. – Będziesz lepsza – stwierdził z przekonaniem, jednocześnie obdarzając ją pogodnym uśmiechem, jakby chciał dodać je otuchy. Ponownie gestem przywołał kobietę do siebie.

Dwaj mężczyźni siłą doprowadzili ją przed oblicze szefa. Przerażenie zamknęło jej usta. Łzy spływały po policzkach. Bała się gwałtu, przemocy, bicia, poniżania. Zatkanie ust szalikiem sparaliżowało ją. Widocznie wystarczył tak prosty gest, żeby niepodzielne zawładnął nią strach.

– Zrobisz striptiz dla nas? – zapytał szef. Przecząco pokręciła głową. Objęła się rękoma, jakby ten gest miał zapewnić jej nietykalność. Miała 168 cm wzrostu. Zielonooka szatynka o prostych, długich włosach związanych gumką nie była otyła, ale anoreksja też jej nie groziła. Spory biust zawsze zwracał uwagę mężczyzn. Ładny makijaż, stonowany strój, krótka spódniczka, szpilki, elegancki chód. Musiała podobać się mężczyznom. Szef patrzył na nią i bawił się biczem, który jeden z mężczyzn wyjął z szafki stojącej nieopodal drzwi. – Tak byłoby lepiej dla ciebie – jeszcze próbował ją przekonywać. W końcu obserwowali ją od kilku dni. Dzisiaj dostali wiadomość i byli przygotowani. Patrzyła z nienawiścią w jego kierunku. Westchnął z nieukrywanym rozczarowaniem, kręcąc głową.

– Panowie, jest wasza – podniósł wzrok i uśmiechnął się w jej kierunku. Rozłożył ręce w geście bezradności, rozsiadając się wygodnie w fotelu. I patrzył. Delikatny uśmiech nie schodził z jego ust. Mężczyźni powoli zaczęli zbliżać się do niej. Wszyscy byli od niej wyżsi, silniejsi i ciężsi. Jednak postanowiła walczyć. Nagle rzuciła się z pazurami w kierunku twarzy mężczyzny zbliżającego się od przodu. Mężczyzna odchylił się, uskoczył, a dwaj inni chwycili ją żelaznym chwytem za ręce. Zaczęła krzyczeć. Trzeci, od tyłu zablokował jej nogi, a atakowany przed chwilą ramieniem objął jej głowę, zacisnął klamrę na nosie i odchylił jej głowę. Kobieta wrzeszczała i szamotała się. Szybko wetknął lejek głęboko w usta i zaczął wlewać napój do lejka.

Kiedy trochę wypiła, puścili ją i spokojnie obserwowali. W tej chwili czuła się jak zwierzę w klatce, na którym prowadzi się eksperymenty. Była skromną dziewczyną. Nie lubiła być w centrum uwagi. Na studiach krępowało ją nawet zabieranie głosu bądź występowanie z prezentacją przed niewielkim gremium, na ogół niezainteresowanej tematem, grupy studenckiej. Łzy napłynęły jej do oczu. Rozglądała się trwożliwie, nie miała pojęcia, kiedy i z której strony nastąpi kolejny atak. Na znak szefa ponownie ruszyli do niej, złapali i zaczęli rozbierać. Szef odwrócił się, sięgnął po kamerę, włączył ją, ustawił na stoliku, chwilę obserwował podgląd, w końcu nieco zmienił kąt ustawienia i zadowolony usiadł w fotelu.

Szamotała się, traciła siły, krzyczała, ubliżała im, próbowała gryźć, uderzać głową, kopać, a i tak traciła kolejne części garderoby. Kurtka, szalik, pierwszy guzik bluzki, drugi, trzeci, czwarty, prawy rękaw, lewy, bluzka w dół, zapięcie stanika, ramiączka stanika, stanik, zamek spódniczki rozpinany w dół, guzik, spódniczka… Wreszcie położyli ją na kanapie. Dopiero wówczas zdjęli szpilki, rajstopy i stringi. Każdy mężczyzna żelaznym uściskiem trzymał za jedną kończynę; miała szeroko rozstawione nogi i ręce. Była zupełnie bezbronna. I naga. Ciężko dyszała. Piersi unosiły się rytmicznie, brodawki sterczały. Pełna wstydu i strachu starała się nie patrzeć na mężczyzn.

*

Uspokajała się. Mężczyźni nie puszczali ramion i nóg kobiety. Wypity napój zaczął działać. Jej głowa bezwładnie opadła na bok. Przymknęła powieki.

– No, nareszcie! – usłyszała czyjś głos wypełniony ulgą. Zmęczona zanotowała jeszcze w pamięci, że coś dosypano do płynu, który w nią wlano. Nie widziała ostrych obrazów. Głosy słyszała jak przez ścianę. Były wytłumione, niezbyt wyraźne, ale nie zasnęła.

Właśnie szef wydał jakieś polecenie. Nic nie zrozumiała. Mężczyźni nachylili się nad nią i jednocześnie zaczęli zachłannie pieścić kobietę. Cztery dłonie, dwadzieścia palców, cztery pary ust, cztery języki; rzęsy, wąsy, zęby. Każda dłoń poruszała się w innym tempie, w innym miejscu. Każde usta zachowywały się inaczej i dotykały innej części jej ciała. Była naga. Odprężona. Delikatne dotknięcia wrażliwych części ciała zaczynały ją podniecać. Obawy, strach, zdenerwowanie ulatywały. Podniecenie rosło. Czuła się cudownie, wspaniale! Takie pieszczoty! Podniecenie dało wyraz w jękach i sapaniu, jakie wydobywało się z jej ust. Nigdy nie było jej dane przeżyć czegoś takiego!

Była w euforii, jęczała cicho, kiedy anonimowi, milczący mężczyźni nadal pieścili ją. Nie patrzyła na nich. Miała zamknięte oczy, ale słyszała jak zamieniają się miejscami. Czuła wilgoć w pochwie. I delikatną penetrację językiem. Już drugim… A może trzecim? Mimo ogromnego podniecenia, różnorakich pieszczot, nie zmieniła pozycji. Nie była w stanie nawet spróbować ruszyć się. Napawała się własną przyjemnością. „Róbcie, róbcie ze mną wszystko, co chcecie!” – chciała krzyczeć i żądać więcej. I dalej mruczała z błogim uśmiechem na ustach. Zaczęła odczuwać dreszcze, które coraz częściej przeszywały jej ciało. Stawały się coraz mocniejsze. Poczuła jak burzy się jej ciało. Robiło się coraz bardziej ciepło, gorąco. Napięła wszystkie mięśnie. Ciało wygięła w łuk. Z jej ust wyrwał się przeciągły, namiętny krzyk. Wreszcie nadszedł orgazm! Rozluźniła mięśnie, opadła na kanapę, westchnęła głośno. Ciężko oddychając, leżała z rozrzuconymi rękoma i nogami. Uśmiechała się. Nie otwierała oczu. Nie miała siły ruszyć się. Nie chciała. Była szczęśliwa.

*

Powoli dochodziła do siebie. Siła ‘magicznego’ napoju dobiegała końca. Zaczynało do niej docierać, gdzie jest, co się wydarzyło i jak wygląda. Strach i wstyd ponownie zajęły miejsce radości i chwilowej euforii. Zalękniona obserwowała milczących mężczyzn. Nikt nie komentował jej zachowania.

Tymczasem oni założyli szerokie, czarne taśmy na jej ręce. Taśmy oplatające nadgarstki schodziły do ud i ciasno oplatały je. Mężczyźni przypadkowo dotknęli krocza przy oplataniu ud. Zadrżała. Spojrzała na taśmy. Uciskały twardymi krawędziami w kroczu, ale nie bolało. Pokręciła przecząco głową, odpowiadając właśnie na pytanie w tej sprawie. Zapięcia na szerokie rzepy utrudniały wszelkie manipulacje. Nie mogła unieść ręki bez uniesienia nogi. Jeżeli położy się na lewym boku, przygniecie lewą rękę. O spleceniu albo nawet dotknięciu dłoni nie mogło być mowy. Kolejne dwie taśmy obejmowały kostki u nogi, a drugie końce znikały przy nogach kanapy. Była zdana na ich łaskę. Nieoczekiwanie dodatkowo założyli jej duży knebel, który uniemożliwiał zatykanie ust językiem. Zaczynała wracać do brutalnej rzeczywistości. Bawili się nią. Miała ochotę krzyczeć i walić pięściami i nogami w tapczan. Ale nie mogła. Wiązania były solidne. Leżała i bezradnie gapiła się w sufit.

*

Mężczyźni, patrząc na skrępowaną zdobycz, w milczeniu rozbierali się do naga. Każdy nagi mężczyzn już miał wzwód. Zerkała na nich przerażona. Łzy ciekły z kącików jej oczu, a ona wyła i rzucała ciałem w nadziei uwolnienia się z taśm krępujących ciało. Próbowała im grozić, przeklinała ich, błagała o litość, oferowała pieniądze. Z jej ust wydobywał się niezrozumiały bełkot, więc nikt nie zareagował na jej dźwięki. Wszyscy wydawali się coraz bardziej podnieceni. Zbliżyli się do kanapy.

*

Podszedł nagi szef. Jego penis sterczał. Nachylił się nad dziewczyną. Kciukiem, potem palcem wskazującym pogłaskał brodawkę prawej piersi. Najpierw delikatnie, a po dłuższej chwili, kiedy ciało oswoiło się z pieszczotą, coraz mocniej zaciskał na niej dwa palce i ciągnął w górę, patrząc jak kobieta wygina się w naiwnej nadziei złagodzenia bólu. Z ust wydobywał się przeciągły skowyt. Przerwał, ciało opadło na kanapę. Westchnęła przeciągle, ale nie dane było jej odpocząć. Znowu ścisnął. Ciało momentalnie napięło się. Stopy ocierała o siebie, w ten sposób próbując stłumić ból i jęk. Znowu pociągnął za brodawkę w górę. Kobieta ponownie wygięła się. Po chwili zaczął skręcać brodawkę, mocniej niż poprzednio, aż z jej ust wyrwał głośne nieludzkie wycie. Odczekał jeszcze moment i uwolnił brodawkę. Opadła bezwładnie. Głośno łkała, z ust przez knebel sączyła się ślina, gwałtownie oddychała. Sięgnął do drugiej piersi. Zrobił to samo, ale znacznie szybciej. Podziwiał szczupłe, wygięte ciało. Jednak tym razem brodawkę wykręcał znacznie dłużej, wsłuchując się w jej wycie. Ciało pokryło się potem. Po chwili powtórzył zabawę.

Kiedy skończył, płakała cicho, a łzy powoli spływały dalej rozmazując tusz. Poczuła wilgoć w kroczu. Uświadomiła sobie, że z bólu popuściła mocz. Kiedy zrozumiała, jak zareagowała na tę bolesną pieszczotę, zaczęła głośniej płakać.

Cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *