Wymiana językowa 3

Wymiana językowa 3

– Zmarzniesz tak – szepnął.

Racja. Jego otulałem ręcznikiem, a sam stałem nagi i nie zauważyłem nawet, że mam już gęsią skórkę.

– Już zmarzłem. Chodź, położymy się, ogrzejesz mnie.

W pokoju poczułem, że muszę jednak wrócić na chwilę do łazienki. Opłukałem się jeszcze raz i nagle zawładnęły mną czarne myśli. Nigdy nie rozumiałem, jak ludzie mogą być tak nieodpowiedzialni i robić to bez zabezpieczenia. Nie mogą na chwilę zastopować, żeby włożyć tę głupią prezerwatywę? Jak widać, czasem nie mogą: właśnie sam się o tym przekonałem. Pięknie!

Poszedłem do pokoju z nietęgą miną i wślizgnąłem się pod kołdrę obok Ivo.

– Wszystko w porządku? – spytał.

– Tak, tak – mruknąłem.

– Nie kłam.

Westchnąłem.

– Martwię się, bo zrobiliśmy to bez gumy.

– A co, masz teraz płodny okres? – w jego oczach zapaliły się złośliwe ogniki.

– Bardzo śmieszne!

– Wiem, wiem, boisz się, że zaraziłem cię HIV. Niepotrzebnie. W Bułgarii najwyżej połowa populacji ma HIV, więc ryzyko niewielkie – wyszczerzył się w sztucznym uśmiechu – To żółtaczki powinieneś się obawiać, dając dupy przybłędzie z dzikiego kraju. Żółtaczkę ma u nas pewnie jakieś 90% społeczeństwa.

– Rzeczywiście, HIV to pół biedy, łatwiej by nam było zachować miłość aż do śmierci. A żółtaczka to tylko kłopot – próbowałem robić dobrą minę do złej gry, ale autentycznie mnie zirytował. Ja i dyskryminacja ludzi ze względu na narodowość? Co za absurd! – A tak już bez żartów, mieszkaniec każdego kraju może być nosicielem jakiejś choroby i nawet o tym nie wiedzieć. Nie masz się o co dąsać i nie musisz być wulgarny. Nie do twarzy ci.

Położyłem się na wznak i gapiłem się ponuro w sufit. Ivo spoważniał. Chciał coś mi powiedzieć, ale wyraźnie nie mógł się zebrać. Wydawał się zmieszany. Widziałem to i zdecydowanie mnie to nie pocieszało.

– Ja badam się regularnie i zawsze dbam o zabezpieczenie – kontynuowałem, teraz już głównie zły na siebie – Takie mam zasady. Przynajmniej dotąd zawsze dbałem. A dziś?…

– Nie bój się, Janek – wydusił w końcu, dotykając nieśmiało mojego ramienia – jestem czysty. Zrobiłem przed wyjazdem komplet badań.

– To czemu od razu nie mówisz?

Spojrzał na mnie uważnie, unosząc brwi. I wtedy do mnie dotarło.

– Acha… Zrobiłeś badania akurat przed wyjazdem… Czyli wiedziałeś, że ja…? – uniosłem się na łokciu – Oskarżałeś mnie o plany wobec ciebie, bo sam takie miałeś wobec mnie!

Śmiać się, czy gniewać?

– To nie do końca tak…

– Chyba że wcale ci nie chodziło o mnie – rzuciłem ze skwaszoną miną, opadając znowu na łóżko. Nie wiedziałem już, co mam sobie o nim myśleć.

– Nie, Janek, no coś ty! – położył mi dłoń na piersi, ale zignorowałem go. Chwilę się zawahał i nieoczekiwanie mnie objął – Nie mów tak, proszę. Ja wyjaśnię…

Ta nagła fala czułości z jego strony całkiem mnie rozbroiła. Chciałem też go przytulić, ale wywinął mi się, usiadł obok i zaczął nieskładnie tłumaczyć.

– Słuchaj, to było tak. Kojarzysz ten motyw z bajek, z aniołkiem i diabełkiem? Gdy postać ma jakiś dylemat? Widzisz, u mnie oba były zgodne. Aniołek na prawym ramieniu namawiał, żebym do ciebie przyjechał, bo na pewno jesteś… Wiesz… Normalny. A badania zrobić zawsze warto, przecież trzeba dbać o zdrowie! Diabełek na lewym ramieniu też namawiał, żeby przyjechać, bo może jednak… A wtedy, sam rozumiesz, gdyby się okazało, że ty… No wiesz… – był wzruszająco skrępowany, ale wziął głęboki oddech i dalej mówił już swoim zwykłem, rzeczowym tonem – Seks pozamałżeński na sumieniu to poważna sprawa, ale gdybym cię czymś zaraził… Przecież nigdy nie wiadomo, prawda? To bym sobie tego nie wybaczył.

Usiadłem naprzeciwko i wpatrywałem się w niego z niedowierzaniem.

– Zwłaszcza że ja… Jak już przychodzi co do czego… Jeśli już nie uda mi się powstrzymać, to idę na całego i nie myślę o zabezpieczeniu – znowu spochmurniał. Nie podobał mi się cień, który przeszedł przez jego twarz – Zresztą sam widziałeś.

Westchnąłem głęboko. Miałem w tym momencie trochę dość jego dylematów, zmian nastroju i czego tam jeszcze. Rozłożyłem go na łopatki, dałem mu buziaka i złożyłem najoczywistszą w tej sytuacji propozycję.

– Ivo, miłości moja, wyjdź za mnie! Odpadną ci wyrzuty sumienia o seks pozamałżeński i nikt cię już w twoim dzikim kraju żółtaczką nie zarazi. Co ty na to? Bodajże w Szwecji dają homisiom śluby kościelne. Dla ciebie się nawrócę! Na co chcesz, żebym się nawrócił?

Wybuchnął nieopanowanym śmiechem, a ja na przemian domagałem się odpowiedzi i zasypywałem go całusami.

– Ja się nawet dla ciebie rozwiodę! – wytoczyłem ostateczny argument.

– Co?!

Ale zrobił minę! Teraz to ja nie mogłem przestać się śmiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *