Wujku a co te konie lubią cz.1

Wujku a co te konie lubią cz.1

– Ja na pewno nie pojadę do babci – głośno krzyknęła w kierunku mamy.
– Wiesz przecież, że ja w lipcu jadę na miesiąc do sanatorium a tata cały czas w delegacji i musisz jechać przynajmniej na cały lipiec – mama tłumaczyła jej spokojnie.
– Ale tam są takie nudy – dalej się buntowała ale już wiedziała, że to nic nie da.
Kiedyś jak była mała, to bardzo lubiła, jeździć do babci. Teraz jako 15-latka uznawała, że to strata czasu. A tak w ogóle to ma na imię Kinga i kończyła właśnie II klasę w gimnazjum.
W czerwcu kończyła 15 lat. W klasie niczym się nie wyróżniała. Należała raczej do dziewczyn drobnych. 160 cm wzrostu i 38 kg wagi. Małe cycuszki i taka sama dupka. Wiele dziewczyn wyglądało o wiele bardziej kobieco niż ona. No cóż trochę im zazdrościła ale ona za to była dosyć ładna na buzi a na resztę przyjdzie czas.
Do babci nie jeździła na wakacje chyba z pięć lat. Były tego dwa powody. Jeden to nuda a drugi to starszy od niej o cztery lata kuzyn Tomek. Zawsze ją wkurzał, bo się zaczepiał.
Babcia mieszkała na wsi. Razem z nią mieszkał 45 – letni jej syn a brat jej mamy Marek, jego 42 – letnia żona Natalia i ich syn, wcześniej już wymieniany 19 – letni Tomek.
Wujek, bo on był głównym gospodarzem przy tradycyjnym gospodarstwie miał jeszcze za stodołą trzy średniej wielkości pieczarkarnie i sad 1 ha śliwek, które to głównie przynosiły mu zyski. Reszta czyli: kilkanaście kur i dwa koguty, dumnie przechadzające się po podwórzu, kilka kaczek, kilka świnek, dwie krowy mleczne i cztery chowane dla mięsa oraz dwa byki. Dumą gospodarstwa była ładna 12 – letnia klacz i dorodny, kary 10 – letni ogier. Tradycyjnie też po cichutku skradały się trzy koty i dwa psy: jeden kundel Azor i piękny 6 – letni wilczur Atos.
Ledwo zaczęły się wakacje a Kinga miała się spakować i jeszcze w sobotę pojechały z mamą do babci.
Zaraz na wstępie Kinga przeżyła pierwszy szok. Po obejściu kręcił się niezwykle przystojny, wysoki, mocno zbudowany, blondyn o ciemnej karnacji. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. czyżby to był ten znienawidzony przez nią Tomek.
– Tomek, Tomek. Otwieraj bramę. Goście przyjechali – z progu chałupy głośno krzyczała starsza kobieta.
Chłopak szybko odwrócił się i otworzył im bramę.
Kinga jeszcze raz spojrzała w jego kierunku i spiekła raka.
– Ale ten Tomek wyrósł i tak zmężniał – mama zauważyła jej zmieszanie – Myślę, że znajdziecie teraz wspólny język – dodała, pomna na ich wcześniejsze waśnie.
– Mamo przestań. I tak go nie lubię – jęknęła Kinga i wcale nie była pewna tych swoich ostatnich słów.
– A cóż to za koza do nas przyjechała – z promiennym uśmiechem na ustach Tomek przywitał kuzyneczkę.
Znowu spiekła raka i z wzrokiem utkwionym w czubkach swoich adidasów coś tam odburknęła pod jego adresem.
Mama podeszła i przywitała się z babcią i z Tomkiem, który w tym czasie podszedł. Od niechcenia podała mu rękę, którą znacząco lekko uścisnął.

Podczas obiadu, który był niedługo po naszym przyjeździe, kuzyn zerkał w jej kierunku i wtedy postanowiła dać mu nauczkę i zacząć go kokietować. Miała dopiero 15 lat ale już wiedziała jak wykorzystać to , że jestem dosyć ładna. Po godzinie powłóczystych spojrzeń i trzepania rzęsami, był już prawie całkiem urobiony.
– Jeśli Kinga ma zostać u nas, to może byś pokazał jej gospodarstwo – wujek Marek zwrócił się do Tomka.
– A wiesz tato, że zrobię to z dużą chęcią – kuzyn puścił w jej kierunku oczko i wstał, dziękując, od stołu.
Kinga zerwała się też na równe nogi. Wewnętrzny głos mówił jej, że warto iść na ten spacer z Tomkiem.
– To nasze główne źródło utrzymania – powiedział pokazując jej pieczarkarnie – O zobacz: ta jest teraz czyszczona, w tej nałożono świeże podłoże a w tej lada moment zacznie się pierwszy rzut. Zobacz jakie białe są półki.
Poszli dalej i teraz dłużej zatrzymali się w stajni gdzie stały dwa konie.
– Mówią, że koń to historia ale ja bardzo lubię osiodłać karego i puścić się cwałem w kierunku pobliskiego lasu.
– Myślisz, że ja bym też mogła pojeździć?
– Polecam ci klacz, jest znacznie spokojniejsza.
Nagle poczuła jak stojący za nią kuzyn, położył swoje dłonie na jej ramionach. Przeszył ją dreszcz emocji. Z jednej strony podobał się jej ten niedawny maturzysta a z drugiej przecież miała mu dać nauczkę za tą kozę. Zrobiła gwałtowny krok do przodu i obróciła się, co spowodowało, że jego ręce opadły na dół z jej ramion.
– Chodźmy do domu, bo zaraz babcia będzie wołać na podwieczorek – pamiętała to jeszcze z poprzednich przyjazdów.
Rzeczywiście ledwo weszli do sieni a zapachniało świeżo zaparzoną kawą i pysznym plackiem.

Do wieczora już nic się nie wydarzyło. Mama Kingi pojechała do domu i wszyscy rozeszli się do swoich zajęć wieczornych. Dziewczyna przyglądała się pracom wykonywanym przez ciotkę a potem pomagała babci szykować kolację. Było już po dziewiątej kiedy przebrała się dresik, służący jako piżamka i poszła do łazienki wziąć prysznic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *