Współlokatorka, fetysz i facesitting (rozdział 1)

Współlokatorka, fetysz i facesitting (rozdział 1)

Rozdział 1 – Cicha woda…

Magdę poznałem na pierwszym roku studiów. Mimo, iż w moim mieście była publiczna uczelnia, o dość dobrej renomie, to postanowiłem, że poszukam czegoś dalej od domu, aby się nieco usamodzielnić i móc żyć własnym życiem, bez wtrącania się rodziny w moje sprawy. Poszukiwania mieszkania przebiegły w miarę sprawnie. Po obejrzeniu kilku z nich trafiłem w końcu na to, czego szukałem – odpowiednia lokalizacja, przystępna cena i w miarę ludzkie warunki mieszkaniowe (tutaj nie miałem dużych wymagań, byle był internet i toaleta w mieszkaniu). Aby to wszystko pogodzić nie obyło się bez dzielenia się przestrzenią z kimś innym. Okazało się, że przede mną do mieszkania wprowadziła się… ona. Magda, bo tak przedstawiła się dziewczyna, z którą miałem zamieszkać, miała tak samo jak ja 19 lat i dopiero zaczynała swoją przygodę na studiach. Z wyglądu wydała mi się bardzo ładna, o miłych rysach twarzy i zgrabnych nogach, wychodzących spod krótkiej niebieskiej sukienki. Na nóżkach zdołałem dojrzeć cieniutkie rajstopy o cielistym kolorze. Całość sprawiała mocne, przyjemne wrażenie. Kiedy oglądałem mieszkanie, ona akurat wychodziła załatwiać jakieś sprawy na wydziale, więc przywitaliśmy się tylko, po czym wyszła z moim wzrokiem na sobie, który jak miałem nadzieję, był dostatecznie dyskretny i niezauważalny. Dalsza część oglądania mieszkania była już tylko formalnością. Warunki finansowe i lokalizacyjne znałem przed przyjściem, a to co zastałem w środku było do zaakceptowania. Mój przyszły pokój nosił wprawdzie widoczne ślady użytkowania, ale było czysto, a meble, mimo widocznego upływu czasu, nadawały się dla typowego studenta. Umówiłem się z właścicielem mieszkania, że się wprowadzę na drugi dzień (ponieważ miałem wykupioną jeszcze jedną noc w hotelu, z racji poszukiwań mieszkania i załatwiania innych spraw). Po podpisaniu umowy i wypełnieniu innych formalności wróciłem do swojego pokoju w hotelu. Wracając autobusem rozmyślałem jak to będzie żyć w końcu na własną rękę. Myślałem też o Magdzie. Spodobała mi się bardzo, ale nie robiłem sobie nadziei na cokolwiek. Należę do osób nieśmiałych, o dość niskiej samoocenie, więc miałem tylko nadzieję, że wyjdzie z tego chociaż dobra przyjaźń i będziemy żyć w zgodzie. Po cichu fantazjowałem sobie jednak na jej temat i tego co mogłoby się między nami wydarzyć… szczególnie jeśli jej styl ubierania był taki jak się zapowiadało.

Następny dzień upłynął pod znakiem przeprowadzki, wizyty w dziekanacie i załatwieniu sobie biletu miesięcznego. Dopiero po południu mogłem wreszcie przyjść na swój kwadrat i oddać się temu co lubiłem robić najbardziej… graniu na kompie. Cóż, jako osoba ze skłonnościami introwertycznymi, nieco samotnicza i stroniąca od ludzi (a przynajmniej ich większych skupisk) i tak nie widziałem lepszej alternatywy. Poza tym sprawiało mi to przyjemność i satysfakcję. Potrafiłem spędzać tak większość wolnego czasu, choć zdarzało się, że znajomi wyciągali mnie na piłkę halową lub siatkówkę. Z wiekiem bardziej wkręciłem się w te sporty i inne formy spędzania czasu, ale w tamtym czasie komputer dominował bezwzględnie.

Pierwsze dni upływały spokojnie i bez jakichś większych wydarzeń. Z krótkich rozmów dowiedziałem się, że Magda studiuje co prawda na innym kierunku i wydziale, ale znajduje się on blisko mojego. Wyszło zatem, że czasem drogę na uczelnię mieliśmy pokonywać wspólnie. Uśmiechnąłem się na myśl o tym i ona chyba to zobaczyła… po czym również się uśmiechnęła. Sytuacja ta sprawiła małe zakłopotanie u mnie i zamilkłem. Jej uśmiech wydał mi się zagadkowy, nie taki do końca przypadkowy. Próbowałem sobie wmówić, że to moja rozbujała wyobraźnia dochodzi do głosu, ale… nie dawało mi to spokoju.

Nadszedł czas rozpoczęcia roku szkolnego. Przygotowywałem się do wyjścia. Miałem na sobie standardowy garnitur o szarym odcieniu, koszulę z kamizelką i krawatem. Zestaw jeszcze z niedawnej matury. Wyjątkowo na tą okazję użyłem również wody po goleniu, która była prezentem z niepamiętanej już przeze mnie okazji. W międzyczasie moich przygotowań zdarzało mi widzieć Magdę na korytarzu i w kuchni. Miała na sobie elegancką, czarną sukienkę, która znowu odsłaniała tylko tyle i aż tyle, żeby wzbudzić we mnie żywsze bicie serca. Na nogach był pasujący do reszty stroju materiał czarnych rajstop, choć z mojej perspektywy mogły to być również pończochy. Nie dało się tego poznać z zewnątrz, więc jak zwykle odruchowo zakładałem, że mam do czynienia z tym pierwszym. Sukienka miała również spory dekolt i pierwszy raz mogłem dostrzec, że moja współlokatorka była posiadaczką chyba idealnego rozmiaru biustu. Wtedy nie znałem się na rozmiarach, ale teraz stwierdziłbym, że było to coś pomiędzy B i C. W każdym razie dość szybko wyobraziłem sobie jej jędrne piersi na moich dłoniach i paluszkach muskających jej delikatną młodą skórę i suteczki. Trwało to może ułamki sekund, ale wystarczyło, aby moja krew zmieniła kierunek podróży i powędrowała do strategicznego miejsca, posądzanego przez niektórych o własne źródło inteligencji. Zebrałem w sobie dość odwagi i powiedziałem jej jak pięknie wygląda. Podziękowała z uśmiechem, po czym zapytała, skoro idziemy w to samo miejsce, to czy bym na nią nie zaczekał. Oczywiście się zgodziłem.

Po wyjściu udaliśmy się na przystanek i po odczekaniu paru minut wsiedliśmy do swojego autobusu. Przez całą podróż rozmawialiśmy ze sobą. Dowiedziałem się z jakiego miasta pochodzi (niestety dalekiego od mojego), czemu wybrała ten kierunek i tą uczelnię, że czuje się tutaj trochę samotnie (oboje nie mieliśmy tu żadnej rodziny, czy znajomych), a także wymieniliśmy się paroma innymi osobistymi szczegółami. Przez cały czas nie mogłem oderwać wzroku od jej pięknych kolan, łydek i ud, przykrytych najlepszym materiałem, jaki tylko można użyć w celu podkreślenia zgrabnej linii nóg i seksapilu ich posiadaczki. Jak zwykle starałem się zerkać tak, aby było to niedostrzegalne, czyli krótkimi seriami, odwracając co i rusz głowę w innym kierunku. Wynikało to między innymi stąd, że odwróciwszy głowę w neutralny punkt, natychmiast pojawiała się ochota na ponownie zobaczenie tego pięknego widoku. Ulegałem tej pokusie stanowczo za szybko i po krótkim spojrzeniu, znowu odchylałem głowę. To błędne koło towarzyszyło mi odkąd sięgam pamięcią. Dotarliśmy w końcu na miejsce i nasze drogi dość szybko się rozeszły. Po wejściu do budynku auli rozdzieliliśmy się i ostatecznie każde z nas wylądowało w innym miejscu na sali. Po uroczystości nie udało mi się na trafić znowu na Magdę, ale widziałem, że wychodziła z grupką studentów, prawdopodobnie do jakiegoś lokalu napić się i zintegrować. Westchnąłem sobie lekko w duchu, choć nie z zazdrości. Wiedziałem, że oboje żyjemy w dwóch innych światach i jak bardzo się różnimy od siebie. Pocieszał mnie jedynie fakt, że przez co najmniej następny rok mogłem być blisko niej.

Dalsze dni upływały normalnie, chodziliśmy na swoje zajęcia, od czasu do czasu natykając się na siebie w domu. Przez ten czas poznaliśmy się trochę lepiej i dystans się nieco zmniejszył. Widziałem, że jest bardziej towarzyską osobą ode mnie i w ciągu paru tygodni miała już swoją grupkę znajomych, z którą spędzała sporo czasu. Raz na jakiś czas wychodziła na imprezę do jakiegoś klubu. Ku mojemu zaskoczeniu, jej styl ubierania trzymał poziom nawet przy takich okazjach. Mimo, że ubierała się bardzo seksownie, widać było, że ceni sobie również elegancję i zachowywała te małe oznaki skromności. W mojej ocenie jej spódniczki i sukienki nie były wyzywające, za krótkie, ale w sam raz.

Po pierwszym miesiącu zdarzyło się, że obejrzeliśmy wspólnie film na komputerze. Co ciekawsze nastąpiło to z jej inicjatywy. Ot, był nudny dzień, ona nie miała pomysłu jak go spędzić, a że ja czas spędzałem tak jak spędzałem, wymyśliła, że może raz dotrzymałbym jej towarzystwa w trakcie seansu. Pomysł mi się spodobał i powędrowałem z nią do jej pokoju. Oczywiście nie wydarzyło tu się jednak nic szczególnego… Zwyczajnie usiedliśmy sobie na jej łóżku, oparliśmy się o ścianę i poduszki i oglądaliśmy jakąś komedię. Tego dnia miała akurat spodnie (a to nieczęsto się zdarzało), więc moja uwaga była tam gdzie być powinna, czyli na ekranie monitora. Po filmie porozmawialiśmy jeszcze trochę ze sobą, po czym poszedłem znowu do siebie. W naszych kontaktach dostrzegałem czasem pewną nutkę czegoś co trudno mi było zdefiniować… Była dla mnie miła i w ogóle, ale tutaj było coś więcej na rzeczy. Wydawało mi się, że coś jej chodzi po głowie, że chciałaby o czymś porozmawiać lub coś zrobić. Nie byłem jednak w stanie nic z niej wyciągnąć. Tak jakby to było jakimś tabu lub wielkim sekretem, który chowała przed całym światem. Potwierdzenie tego przypuszczenia znajdowałem w naszych kolejnych posiadówach, które czasem nie polegały na oglądaniu filmów, ale na samej rozmowie. Nie ukrywam, że większość z tych spotkań była z jej inicjatywy, ale i ja zaczynałem się z czasem przełamywać i zaglądać do niej, ot tak dla nawiązania rozmowy (choć i widoki swoje robiły).

Dalsze miesiące zbliżały nas do siebie, ale bardziej w relacji przyjacielskiej, niż romantycznej. Ja nie potrafiłem podjąć się tego, aby inaczej do niej zagadać, dać znać, że mi się podoba i jak bardzo ją polubiłem, a ona… mimo, że widziałem u niej chęci na coś więcej, nie mówiła i nie okazywała tego wprost. Może coś ją hamowało, a może po prostu czekała na mój ruch.

Przełomem stał się pewien zimowy, styczniowy wieczór, kiedy wróciła z imprezy świętującej zaliczony egzamin. Mimo, iż zdarzało się jej przychodzić do mieszkania w stanie nietrzeźwym, to tym razem widać było po niej, że pozwoliła sobie na więcej niż zwykle. Było już bardzo późno, ale ja jak zwykle do spania się jeszcze nie garnąłem. Wszedłem do kuchni, gdzie akurat się krzątała i zagadnąłem.
– I jak tam było w klubie?
– A spoko, wytańczyłam się tak, że padam z nóg… marzę teraz tylko o szybkim prysznicu i ciepłym łóżeczku. – Odparła.
– No to łazienka jest wolna, do dzieła – powiedziałem z uśmiechem, być może lekko prowokującym. Nie wiem czy go zauważyła, bo była zajęta wstawianiem wody do czajnika.
– Dzięki, później skorzystam… teraz napiję się kawy i odpocznę chwilę u siebie. – odrzekła spokojnie.
„Kawy?” – pomyślałem – „O pierwszej w nocy?” – zachowania niektórych „kawopijców” od zawsze mnie zaskakiwały.
Potowarzyszyłem jej chwilę w kuchni i upewniwszy się, że nie będzie przeszkadzać jej moja obecność, poszedłem za nią do pokoju. Po wejściu zajęła miejsce na łóżku, tak jak do oglądania filmu z komputera, opierając się plecami o ścianę, a nogi układając swobodnie na kocu przykrywającym kołdrę. Zbliżając się do niej, aby usiąść obok, w tej samej pozycji, nie mogłem się powstrzymać od spojrzenia na obiekt moich wielokrotnych westchnień. Jej nóżki działały na mnie jak zwykle – hipnotyzująco – i w środku czułem pragnienie ich dotyku, pieszczoty, a także… czegoś więcej. Miała na sobie niebieską, rozkloszowaną sukienkę z cieniutkim, czarnym paskiem w talii i czarne, cieniutkie, lekko połyskujące rajstopy z lycry. Widok był nieziemski, ale musiałem być powściągliwy. Zawsze taki byłem. Miało się to jednak wkrótce zmienić.

Nasza rozmowa toczyła się zwyczajnie do czasu, kiedy dziwnym trafem zeszliśmy na tematy bardzo mi bliskie…
– … a oni ciągle tylko gapili się na moje nogi. – z nieukrywanym zirytowaniem powiedziała Magda – Czy wam tylko jedno w głowie?
– No cóż… niekoniecznie jedno, ale na pewno ma to związek właśnie z nimi – powiedziałem znowu uśmiechając się. – Trzeba przyznać, że twoje działają na wyobraźnie.
Jej oskarżenie było jak najbardziej na miejscu, choć w moim przypadku… tym „jednym” w głowie było coś nieco innego, niż jej towarzyszom w klubie.
– Tak… nie wątpię. – odpowiedziała. – Szkoda tylko, że ta wyobraźnia sprowadza się tylko do seksu.
– Nie tylko, przynajmniej nie u każdego – stwierdziłem.
– Nie u każdego? A do czego się może jeszcze sprowadzać? – odparła Magda z nieukrywanym zainteresowaniem. Mówiąc to spojrzała się na mnie, co wprawiło mnie w zakłopotanie.
Przed odpowiedzią chwilę się zawahałem. Część mnie chciała powiedzieć wprost co lubię, jak to lubię, jak Magda na mnie działa, zarówno w swoim zachowaniu jak i wyglądzie. Druga część mnie mówiła, aby nie robić tego. „Po co psuć coś bezpiecznego… spokojnie pielęgnowanej znajomości, która może z czasem zostać nazwana przyjaźnią.” – tak część mojej podświadomości próbowała mnie zablokować. Po tej kilkusekundowej, wyrównanej walce zdecydowałem się na kompromis…
– No… a znasz pojęcie pettingu? – zapytałem.
Zważywszy na jej wcześniejszy zarzut, nie miałem pewności czy brnę w ślepą uliczkę, czy może…
– …znam – z lekką niepewnością w głosie odpowiedziała moja współlokatorka.
– No to widzisz… można mieć trochę inne spojrzenie na ten temat. – Mówiąc to wpadałem w coraz większe zawstydzenie, a zarazem biłem się w wyobraźni w czoło. Przecież mogła wrzucić mnie do jednego worka z „tamtymi”.
– Co masz na myśli? Hmm…? – tym razem pewnym głosem odrzekła, znowu patrząc się na mnie.
I znowu. Tutaj zaciąłem się na tyle sekund, że prawie straciłbym okazję do powiedzenia czegokolwiek. Z jednej strony jej słowa napawały mnie nadzieją, a z drugiej przerażały. Czułem się jak na kolejce górskiej, w wesołym miasteczku, tuż przed wielkim, gigantycznym zjazdem. Takim, gdzie żołądek podchodzi pod same gardło.
– No to do czego może służyć petting… np. grę wstępną…. – mówiłem powoli – …czy jakieś inne… zabawy – dodałem. Mój dobór słów mnie dobijał.
W tym momencie wiedziałem już jakiego pytania się spodziewać dalej. Próbowałem się na nie przygotować, nastawić jakoś, zebrać odwagę…
– Inne zabawy? Jakie np.? – dość przewidywalnie odparła Magda.
– Na przykład… fetysze… – odpowiedziałem.

Dalsza rozmowa przebiegła pod znakiem intymnego zwierzania się z tego co mnie nakręcało i o czym fantazjowałem wielokrotnie. Niełatwo było mi o tym mówić, ale jak już wcześniej było wspomniane… nie to było moim największym strachem. Zwierzając się jej, wiedziałem tylko, że pozna mnie z bardzo intymnej strony i to nie musi zmieniać niczego co do tej pory nas łączyło. Może liczyłem na to, że w „najgorszym” przypadku nasza przyjaźń po prostu się zacieśni, ale nie do tego stopnia o jakim marzyłem. W każdym razie, w lekko chaotycznym tonie, poznała to na co zwracam uwagę, o czym wtedy myślę i jak bardzo chciałbym, aby prowadziło to do…
– Na prawdę? Lubisz jak… – powiedziała, zatrzymując się na ułamek sekundy.
– …jak dziewczyna siada mi na twarzy. – dokończyłem za nią – I jak siedzi na niej… w spódniczce lub sukience, z nóżkami pokrytymi cienką warstwą materiału rajstop lub pończoch… z majteczkami przyciśniętymi do mojej buzi.
Muszę przyznać, że jak temat tabu został przełamany, to moja nieśmiałość zaczęła nieco ustępować. Nadal nie wiedziałem jednak jakie jest jej zdanie na mój temat i czy ona w ogóle brała mnie kiedykolwiek pod uwagę, w charakterze kogoś więcej niż tylko kolega-współlokator.
Nastąpiło parę sekund ciszy. Zacząłem zastanawiać się nad kolejnym ruchem, kiedy ona pierwsza się odezwała:
– W takim razie nie miałbyś pewnie nic przeciwko temu, abym sobie posiedziała na tobie w tej chwili… o tak po prostu? – zapytała z uśmiechem i to takim, że widać było, że to nie był żart.
Ciężko byłoby mój stan w tym momencie opisać słowami. Ogromne fale ciepła przeszywały moje ciało. Wiedziałem co się za chwilę wydarzy, miałem już tego niemal stuprocentową pewność. Strach powoli ustępował… nawet moje małe niedowierzanie, maluteńka wątpliwość, że może to nie było jednak na serio, nie były w stanie zakryć mojej wewnętrznej euforii. To nie była jednak chwila, z której bym się już wycofał. Spojrzałem jej głęboko w oczy…
– Chyba czytasz w moich myślach – odrzekłem również z uśmiechem. – Oczywiście, że nie miałbym nic przeciwko.
– No to dalej… kładź się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *