Współczesny niewolnik. Rozdział 1.

Współczesny niewolnik. Rozdział 1.

Współczesny niewolnik

Rozdział 1

Ten dzień miał być dokładnie taki sam jak każdy inny. Szkoła, odrabianie pracy domowej i wyjście z kolegami, by spędzić wolny czas na rozmowach o najnowszych samochodach, grach komputerowych, czy na opowiadaniu usłyszanych dowcipów. Jednak tego dnia, choć nic na to nie wskazywało, moje życie miało zmienić się o 180 stopni.
Obudziłem się wczesnym rankiem, obmyłem twarz i przejrzałem się w lustrze. Nic specjalnego, zwykły, przeciętny szesnastolatek. Średniej długości proste blond włosy opadające na uszy, których fryzjer zaleciłby przycięcie. Odrobinę blada cera, duże niebieskie oczy i mały nosek sprawiały że wyglądałem młodziej, niżby wskazywał na to mój wiek. Jako, że byłem też chudzielcem i przy okazji najniższym w klasie, automatycznie stawiało mnie to na pozycji klasowego popychadła, aczkolwiek nie zamartwiałem się tym faktem. Nigdy przecież nie zależało mi na tym by być przywódcą klasowych osiłków.

– Adam! – usłyszałem wołanie przez ohydny, chrapliwy głos. – Pospiesz się! To ważne!

To był mój ojciec. Bezrobotny pijak, którego życie od dawna nie miało najmniejszego sensu. Po śmierci mamy, gdy miałem dwa lata, ojciec zmienił się z poważnego mężczyzny, w życiowego nieudacznika. Nic dla mnie nie znaczył. Po prostu z nim mieszkałem i był moim prawnym opiekunem. Do trzynastego roku życia przede wszystkim zajmowała się mną babcia, ale gdy i ona zmarła z najbliższej rodziny pozostał tylko on.

– Co się stało tato? – zapytałem ojca wychodząc z łazienki gotowy do założenia na plecy tornistra i udania się do szkoły.
– Nie pójdziesz dziś do szkoły. Idziemy do bardzo ważnego miejsca. Nie bierz nic ze sobą, po prostu zakładaj kurtkę i wychodzimy, bo inaczej się spóźnimy, a tam się nie można spóźniać.

I tak o to pięć minut później byliśmy już w miejskim autobusie. Ojciec nie chciał odpowiedzieć na żadne pytania. Po prostu miałem być cierpliwy i nie zadawać za dużo pytań.
Po kolejnej chwili staliśmy już przed ogromnym, bogato zdobionym domem. Właściciel z pewnością należał do ludzi bardzo zamożnych. Widziałem co prawda w niektórych częściach miasta jeszcze bardziej luksusowe posiadłości, ale mimo wszystko osoby z tej klasy społecznej co ja i tata, raczej nieczęsto mają okazję zawitać do tak pięknych will.
Po chwili oczekiwania otwarły się duże drewniane drzwi, a miły lokaj poinformował nas, że pan domu oczekuje nas w swoim gabinecie na końcu korytarza.
Ojciec wydawał mi się mocno zdenerwowany i co chwilę oglądał się za siebie, jakby obawiał się, że jest śledzony. Gdy weszliśmy do gabinetu zdawało mi się, że zobaczyłem stróżki potu na jego czole.
Pan domu okazał się być niskim, puszystym mężczyzną po pięćdziesiątce. Mimo niewielkiego wzrostu wydawał się być człowiekiem władzy, przed którym inni powinni klękać na kolana. On jednak kazał mi usiąść na jedynym krześle w gabinecie, oprócz jego własnego skórzanego fotela.

– Pan może wyjść – zwrócił się do ojca. – Proszę się udać do sekretariatu. Drzwi obok. Pani Zosia się z panem rozliczy i to by było na tyle.

Ojciec posłusznie skinął głową i opuścił gabinet. Nie byłbym zaniepokojony gdyby nie to, że po chwili usłyszałem dźwięk zamka. Byłem sam na sam na sam z panem domu, który po kilku spojrzeniach na mnie, rozsiadł się w swoim fotelu, eksponując swój okrągły brzuch, który jak się zdawało chciał rozedrzeć odrobinę za małą koszulę.

– Cóż, Adamie. Wyglądasz jeszcze lepiej niż na zdjęciach – powiedział niskim, poważnym głosem. – Postaram się zwięźle wyjaśnić twoją sytuację. Otóż twój ojciec postanowił cię sprzedać.

Gdy to usłyszałem, wydawało mi się, że to jakiś naprawdę dobry żart, ale gdy spojrzałem wprost w oczy tego mężczyzny, zacząłem mieć wątpliwości, czy on czasem nie mówi tego naprawdę.

– Tak, zostałeś sprzedany. Ja cię kupiłem. Po co? Po to by cię sprzedać komuś kto zapłaci mi jeszcze więcej, a gdy tak sobie na ciebie patrzę, zdaje się, że możesz być naprawdę niezłym interesem Adasiu. – Mówił to do mnie tak, jakby było to coś zupełnie normalnego, a ja nie miałem odwagi by mu przerwać. – Trafiłeś do świata kompletnie innego niż dotychczas ci znany. Czytałeś kiedyś Harry’ego Pottera? Wyobraź sobie, że do tej pory żyłeś wśród mugoli, a teraz nagle odkrywasz istnienie czarodziejskiego świata, który istnieje tuż obok wszystkiego co do dziś znałeś. Ale nie myśl sobie, że paramy się tu magią! Nie, nic z tych rzeczy! Od dziś stajesz się niewolnikiem, wszystkie twoje prawa, które miałeś w swym normalnym świece zostają ci odebrane, do czasu gdy ktoś cię jakimś obdaruje. Na mnie nie licz, bo już jutro będziesz miał nowego właściciela, który sam zdecyduje co ci wolno.

Słuchałem go jak w transie. „Czy to nie sen? Koszmar?” myślałem w duchu, ale uszczypnięcie się w rękę nie wywołało innego rezultatu, niż pełen politowania uśmiech pana domu.

– Wezwę policję! Jak pan może wygadywać takie rzeczy. Niech pan tylko spróbuje coś mi zrobić! Chcę wyjść natychmiast. Jeśli nie pojawię się w szkole na pewno będą mnie szukać! – wykrzyczałem starając się brzmieć najgroźniej jak tylko potrafię.
– Policja? Ha ha ha! – roześmiał się mężczyzna. – Policja jest na naszych usługach. Politycy są na naszych usługach. Dziennikarze, lekarze, biznesmeni, ludzie szołbiznesu, urzędnicy, czy nauczyciele są naszymi członkami. Mamy wszędzie swoich ludzi Adasiu. Nic nie jest w stanie zniszczyć naszego świata, bo jest on zbyt dobrze zabezpieczony. I to twoja pierwsza lekcja. Nie próbuj nigdy grozić swemu właścicielowi, bo jedyne co na ciebie wtedy czeka to sroga kara. Zaraz zapadniesz w głęboki sen, abyśmy mogli cię przetransportować do innej kwatery. Jutro odbędzie się licytacja i będziesz moją prawdziwą perełką, więc wyśpij się dobrze!

Po tych słowach mężczyzna wstał, i zwinnym ruchem ręki przyłożył mi do twarzy wilgotną chusteczkę. Starałem się uciec od jego silnych ramion, jednak już po kilku sekundach ogarnęła mnie ciemność. Zasnąłem na kilka długich godzin.

***

Otwarłem oczy i uświadomiłem sobie, że rozmowa z owym panem domu nie była tylko sennym koszmarem. Oddychałem głośno próbując zorientować się w swojej sytuacji. Znajdowałem się w niewielkim pomieszczeniu wypełnionym dziesięcioma łóżkami. Każde z nich było zajęte przez innych chłopców i dziewczyny. Wszyscy spali oprócz jednego, znajdującego się naprzeciwko mnie.
– Cześć! Jestem Marcin – przedstawił się. – Widziałem jak cię tu wnosili. Fajnie że zapełniłeś już ostatnie łóżko, bo pewnie oznacza to, że w końcu będzie ta licytacja.
– Yyyy, licytacja… yyyy, tak, chyba tak – wyjąkałem.
– Ja tu siedzę już trzy dni, ale niektórzy prawie dwa tygodnie, czekając aż zbierze się nas dziesięciu. Wiem co nieco o tutejszym świecie. Rodzice mi opowiedzieli. Nie chcieli mnie sprzedać, ale trudna sytuacja w jakiej się znaleźli zmusiła ich do tego. A mojego starszego brata nie udało się sprzedać. Podobno był zbyt brzydki.
– Co? A więc wiesz wszystko o sytuacji, w której się znaleźliśmy? – wyszeptałem, bojąc się, że ktoś może mnie usłyszeć.
– Jasne. Większość nic nie wie, ale mnie rodzice poinformowali o całej sytuacji. Nie chciałem żeby mnie sprzedali handlarzowi niewolników, ale chyba nie mieli innego wyboru.
– I za ile cię sprzedali? – zapytałem, obawiając się, czy nie jest to zbyt delikatny punkt.
– Jakieś siedemdziesiąt tysięcy. Słyszałem, że za niektórych chłopaków płacą nawet jeszcze więcej, ale muszą to być naprawdę lalusie. No i dziewczyny są więcej warte. Chyba nawet podwójnie.

Nie chciałem wierzyć w to co słyszę. Nie miałem jednak wątpliwości, że mój ojciec – pijak oddałby mnie za taką sumę z pocałowaniem ręki.
– Dam ci jedną radę – kontynuował. – Bądź posłuszny i rób to co ci mówią, to twoje nowe życie będzie łatwiejsze. Stąd nie ma odwrotu. Tym światem rządzi mafia. Największa, międzynarodowa mafia na świecie. Mają wtyki wszędzie, w prawie każdym kraju na świecie jest tak samo. Policja, czy jakiekolwiek inne służby bezpieczeństwa tolerują tą sytuację, a dziennikarze jeśli nie chcą milczeć są uciszani łapówką lub w skrajnych wypadkach strzałem w głowę. Gdy już raz przekroczy się próg tego świata, nie ma odwrotu. Będziemy z nim związani na zawsze. Twoje dane zniknęły z rządowych baz, osoba taka jak ty oficjalnie już nie istnieje.
Dopiero teraz przyjrzałem się temu chłopakowi dokładniej. Miał ładną zadbaną twarz, krótkie kruczoczarne włosy. Był szczupły, wysportowany i wyższy prawie o głowę ode mnie. Miał na sobie tylko białe slipki tak jak każdy inny chłopak na sali, włącznie ze mną. Dziewczyny natomiast ubrane były w jednoczęściowe body, które na pierwszy rzut oka wyglądało jak strój kąpielowy.
Nagle drzwi sali się otwarły a w nich stanął poznany wcześniej pan domu.

– Czas na licytację! Wszyscy szybko się umyć i stanąć w kolejce! – krzyknął z taką siłą, że każdy śpiący nastolatek w mgnieniu oka się obudził. – Dziś poznacie swych nowych właścicieli!

***

Po krótkim przemarszu wąskimi korytarzami weszliśmy do dużego pomieszczenia przypominającego salę kinową. Ja i inne nastolatki przeznaczone na licytację stanęliśmy na podwyższonym podeście. Mimo ostrego światła skierowanego na naszą dziesiątkę byłem w stanie rozejrzeć się. Na przeciwko nas umiejscowili się ludzie, niczym publiczność, oczekująca na dobry film, który zaraz pojawi się na ekranie. Ale to my byliśmy tutejszą atrakcją, a oni przyszli tu, by przebijać się w licytacji. Tych osób było około pięćdziesięciu, prawie wszyscy byli mężczyznami, ale dojrzałem też kilka kobiet.

– Panie i panowie, witam wszystkich na mojej licytacji! – przemówił przez mikrofon pan domu, stojący obok nas. – Przede wszystkim witam nowych gości, którzy wcześniej nie mieli okazji tu być. Mam nadzieję, że przekonają się państwo iż dostarczam tu towar najwyższej klasy i jakości i że chętnie wezmą państwo udział w jego kupnie! Dziś mam do zaoferowania cztery słodkie dziewczęta i sześciu ładnych chłopców. Licytujemy każdego po kolei, zachowując chronologię ich dotarcia pod moje skrzydła. Życzę powodzenia i udanych zakupów!

A więc będę zlicytowany ostatni, gdyż ostatni zostałem dodany do tej grupy nastolatków. Mimo chwilowo odroczonego wyroku serce biło mi głośno i zacząłem szybciej i nerwowo oddychać. Na początku pomyślałem, że wolałbym gdyby to kobieta mnie zakupiła, ale po przyjrzeniu się ich twarzom na widowni szybko stwierdziłem, że co niektóre wyglądają surowiej niż większość mężczyzn zgromadzonych na sali.

– Jako pierwsza, Zosia! – krzyknął do mikrofonu pan domu, a ostre światło wzmogło się kierując całą swą noc na niską, odrobinę przy kości dziewczynę. – Czternastolatka, cena wywoławcza to sto dwadzieścia tysięcy! Zapraszam do licytacji! – dodał głośno intonując ostatnie słowa.

Na sali co chwilę słyszałem przekrzykujących się ludzi. Po kilku minutach Zosia została sprzedana jakiemuś młodo wyglądającemu mężczyźnie za ponad dwieście tysięcy złotych. Następnie przyszła kolej na dwóch chłopaków i w końcu na Marcina.

– Kolejny jest Marcin! Wysportowany szesnastolatek o twarzy anioła. Cena wywoławcza to sto tysięcy złotych. Zaczynamy!
Na sali po raz kolejny zaczęła się słowna walka. W końcu pewien puszysty, na oko czterdziestopięcioletni facet wykrzyknął cenę stu osiemdziesięciu tysięcy i tym samym zniechęcił innych do dalszej licytacji. Spojrzałem na Marcina i w jego oczach dostrzegłem po części strach, po części rozczarowanie. Sam miałem nadzieję, że trafię na właściciela o lepszej prezencji.
Minęło kolejne pół godziny, aż w końcu nadszedł najbardziej nerwowy moment w moim życiu!

– Przechodzimy, proszę państwa to ostatniej licytacji. To ostatnia szansa i liczę, że wszyscy z państwa wezmą w niej udział! Oto Adam! – ostre światła skupiły się na moim ciele.
Poczułem się zawstydzony. Teraz cała sala mnie obserwowała, a ja byłem przecież tylko w małych slipkach.
– Adam to szesnastolatek. Szczuplutki i bardzo zadbany blondyn. Cena wywoławcza to sto tysięcy! Powodzenia!
Z sali kolejny raz usłyszałem krzyki ludzi zainteresowanych kupnem, tym razem mojej osoby.
– Sto dziesięć!
– Sto dwadzieścia! – zdawało mi się, że znam ten głos.
– Sto trzydzieści!
– Sto czterdzieści! – znów ten sam głos. Już go słyszałem!
Próbowałem dojrzeć kto to, ale mocne światło kompletnie mnie oślepiało.
– Sto pięćdziesiąt – krzyknęła jakaś kobieta
– Sto sześćdziesiąt – znów ten głos! Poznałem go! To ten sam facet, który kupił Marcina!
Serce zaczęło bić jeszcze szybciej.
– Sto siedemdziesiąt!
– Sto osiemdziesiąt! – po raz kolejny ten sam facet!
Dłuższa chwila.
Nerwowy moment.
Oczekiwanie…
– Sto osiemdziesiąt po raz pierwszy! – krzyknął pan domu – Po raz drugi! I po raz trzeci!
Na sali zapadła cisza, po czym światło, które było skierowane na mnie, znów się rozproszyło. Ujrzałem go, mojego nowego właściciela. Patrzył na mnie z zadowoleniem.
– Gratuluję panu, panie…?
– Twardowski, Janusz Twardowski – dokończył mój właściciel.
– Gratuluję, panie Twardowski. Zakończył pan zwycięsko dwie licytacje. To naprawdę wspaniali chłopcy! Wszystkim państu dziękuję za dzisiejszy wieczór – zwrócił się teraz do wszystkich. Zwycięscy licytacji proszeni są o pójście za moim lokajem. Tam odnajdą Państwo swe zakupy, gotowe do podróży do państwa domów. Wybudzą się za około dziesięć godzin! To by było na tyle. Dziękuję jeszcze raz i zapraszam na kolejne licytacje! Dobranoc!
A więc znów nas uśpią – pomyślałem. Jutro obudzę się w kolejnym obcym miejscu. Na szczęście nie sam. Na szczęście będzie też Marcin.
Dziesięciu ciemno ubranych mężczyzn podeszło za każdego ze zlicytowanych nastolatków. Poczułem chusteczkę przykładaną do mych ust. Zrobiłem się senny. Chciałem spać… Usnąłem, na dziesięć godzin.

***

Otwarłem oczy i szybko odtworzyłem wydarzenia poprzedniego dnia. Starając się zachować zimną krew i pogodzić ze swoją sytuacją zacząłem się rozglądać po pomieszczeniu, w którym najprawdopodobniej przespałem ostatnie godziny. Jasnożółte ściany pokoju o wielkości cztery na cztery metry. Dwa łóżka z jednej strony. Ja na jednym, na drugim Marcin. Naprzeciw łóżek, w rogu pokoju znajdowały się drzwi, obok nich sporej wielkości komoda nad którą znajdowało się lustro pokrywające całą ścianę. Zarówno Marcin, jak i ja nadal mieliśmy na sobie tylko te same slipki, co podczas licytacji.
– Marcin! Pssst! – wyszeptałem najciszej jak się dało.
Mój współlokator otworzył powolnie oczy i podniósł się ociężale.
– Hej Adam! Fajnie, że trafiliśmy tu razem! – powiedział. – W dwójkę zawsze raźniej. Może nie będzie tak źle z tym panem Januszem.
– Mam taką nadzieję – odrzekłem, po chwili zastanowienia.
W tym momencie otwarły się drzwi, a w progu stanął Janusz Twardowski. Dopiero teraz miałem okazję dokładniej przyjrzeć się mojemu właścicielowi. Był jednocześnie siwiejącym i łysiejącym facetem. Sporej wielkości wąs podkreślał jego wiek i sprawiał, że jego puszysta twarz wydawała się jeszcze większa. Ubrany był w dżinsy, i koszulę z krótkim rękawem, która opinała się na jego pokaźnym brzuchu. Nie wyglądał jak członek bogatej elity, ale patrząc na niego można było domyśleć się, że bieda mu nie doskwiera.
– Dzień dobry, chłopcy. Witajcie w moim domu. – powiedział ciężkim, ochrypłym głosem.
Mimo że stał kilka metrów ode mnie, bez problemu wyczuwałem woń papierosów, co wyjaśniałoby dlaczego jego zęby były odrobinę pożółkłe.
– Od dziś należycie do mnie i mam nadzieję, że okażecie się trafnymi zakupami. Na początek obejrzycie dom i zapoznacie się ze swoim codziennym harmonogramem. Za mną.
Nie musiał podnosić głosu, ani intonować ostatnich słów, by zyskać nasz szacunek. Sposób w jaki się wypowiadał powodował też, że poczułem odrobinę strachu.
Z pokoju wyszliśmy na korytarz. Długi, z dużą ilością drzwi. Pan Janusz pokazał nam łazienkę, po czym poinformował, że w jednym z pokoi, mieszka jego wieloletnia niewolnica, którą być może będziemy mogli później poznać. Nie otwierał wszystkich drzwi. Domyślałem się, że w niektórych pomieszczeniach znajdują się jego rzeczy osobiste, których widokiem nie chce się dzielić. Za korytarzem wyszliśmy na salon. Duży, przestronny, z wieloma oknami. Za nimi rozciągał się widok na ogromny ogród otoczony co najmniej dwumetrowym kamiennym murem. Salon podzielony był na część jadalną i część wypoczynkową, w której znajdowała się duża kanapa, fotel, stolik, telewizor i kilka innych mebli
– Czas na wasz harmonogram, chłopcy – powiedział, wyciągając swą rękę w kierunku Marcina i muskając go po policzku.
Ten ani drgnął, zapewne ze strachu, że pan Janusz może się zdenerwować. Po chwili otrzymaliśmy po kartce A4, które mieliśmy przeczytać i dobrze zapamiętać ich treść.

Harmonogram dnia – Adam
7.00 – pobudka, prysznic. W dni parzyste prysznic razem z właścicielem.
8.00 – śniadanie w jadalni przeznaczonej dla niewolników
8.30 – w dni parzyste sprzątanie pomieszczeń niewolników, w nieparzyste – pomieszczeń właściciela
10.00 – prysznic
10.30 – w dni parzyste sprzątanie ogrodu, w nieparzyste sprzątanie garażu i piwnicy
12.00 – prysznic
12.30 – czas wolny
13.00 – obiad w jadalni przeznaczonej dla niewolników
14.00 – w dni parzyste czas z właścicielem, w nieparzyste – czas wolny
16.00 – prysznic
16.30 – czas wolny
18.00 – przygotowanie kolacji
18.30 – kolacja w pomieszczeniach dla niewolników
19.00 – czas wolny, bądź do dyspozycji właściciela
22.00 – cisza nocna

– Dla waszej informacji, jest siódma rano, a dziś dzień parzysty – oznajmił pan Janusz.
W tym momencie moje serce podskoczyło mi do gardła. Oznaczało to, że muszę wspólnie z nim wziąć prysznic!

Marcin udał się w stronę naszej łazienki, a ja stałem nieruchomo z oczami skierowanymi na dół.
– Chodź Adaś, harmonogram oczywiście obowiązuje od dnia dzisiejszego.

Ruszyłem wolnym krokiem za swoim właścicielem. Bałem się tego co miało się za chwilę stać.
Z salonu przeszliśmy do łazienki. Znacznie ładniejszej i przestronniejszej, niż ta przeznaczona dla mnie i dla Marcina. Wzrok przykuwała sporych rozmiarów kabina prysznicowa, do której na upartego weszło by pewnie i dziesięć osób.
Pan Janusz obrócił się do mnie i zbliżył na odległość, z której pewnie mógł usłyszeć moje szybko bijące serce.
– Jesteś bardzo ładny, Adasiu – powiedział. – Od razu gdy zobaczyłem ciebie i Marcina stwierdziłem, że muszę was mieć – te słowa już wyszeptał cały czas się do mnie zbliżając.
Zaczął się pochylać, a jego twarz zbliżyła się do mojej. Pocałował mnie. Dotknął swymi wargami moich. Pod nosem czułem łaskotanie wywołane jego wąsem. Bałem się, ale on był na tyle delikatny, że mój strach nie był już tak duży. Przynajmniej przestałem się bać o swoje życie. Dawał mi pocałunek za pocałunkiem, próbując rozchylić moje wargi. Nie otwarłem ich, nie chciałem by jego język zetknął się z moim. Gdy do pana Janusza to dotarło oderwał swoją głowę od mojej i wymierzył mi policzek. Lekki, trochę jakby chciał mnie zachęcić. Czując delikatne pieczenie na policzku, zobaczyłem jak jego twarz znów się zbliża. Tym razem postanowiłem nie być taki uparty. Otwarłem swe usta dokładnie w tym samym momencie, gdy jego twarz zetknęła się z moją. Usłyszałem mruknięcie oznaczające zadowolenie mojego właściciela. Ten wepchnął w me usta swój język, jednocześnie przesuwając swą dużą dłonią po mych plecach. Niżej i niżej, aż natknęła się na moje slipki. Chwycił i ścisnął przez nie mój lewy pośladek. Tak mocno, że wydałem z siebie zduszony jęk. Jego język wędrował w mych ustach od jednej do drugiej strony. Postanowiłem wyjść mu naprzeciw i splotłem nasz mokry pocałunek swoim.

Nie wiem co się ze mną stało, ale zacząłem odczuwać przyjemność. Miłe łaskotanie w brzuchu potęgowało doznania płynące z naszego pocałunku. Z naszych połączonych ust co chwilę wylewała się odrobina śliny, którą on we mnie wpychał. Coś we mnie sprawiło, że chciałem sprawić, by pan Janusz czuł się dobrze ze mną. Chciałem zrobić dobre pierwsze wrażenie. Myślałem by dotknąć swymi dłońmi jego ciała, ale poczekałem na to co on zrobi. W końcu to on był moim właścicielem i powinienem robić nie to co chcę, ale to czego on chce.
Nasz pocałunek był długi i namiętny. Trochę żałowałem, gdy oderwał ode mnie swą twarz. Zaczął rozpinać swoją koszulę. Ujrzałem jego owłosioną klatkę piersiową a pod nią, równie owłosiony, sporych rozmiarów brzuch. Następnie rozpiął swe spodnie i pospiesznie je ściągnął, spoglądając co chwila na moje slipki i lekko się uśmiechając. Wiedziałem dlaczego. Nasz mokry pocałunek wywołał u mnie potężną erekcję. Czułem jak mój członek chciał wyrwać się na zewnątrz. Nie był może zbyt wielkich rozmiarów, ale w tym momencie, czułem jakbym miał największego na świecie. Nim minęła kolejna chwila pan Janusz ściągał już swoje luźne bokserki. Zobaczyłem w tym momencie jak bardzo mnie pragnie, bo jego penis też stał na baczność. On również nie był szczególnie długi, ale coś sprawiało, że chciałem go dotknąć i pieścić. Był mocno owłosiony, podobnie jak klatka, czy nogi mego właściciela. Ten po chwili pożądliwego spoglądania na moje napięte slipki wszedł pod prysznic i ręką dał mi znać, bym zrobił to samo. Ściągnąłem te cholerne slipki i posłusznie wkroczyłem pod przyjemnie ciepłą wodę.

– Uklęknij i weź go do buzi – powiedział spokojnie.

Zrobiłem to co mi kazał. Nie miałem ochoty się opierać. Chciałem tego, chciałem po raz pierwszy zrobić komuś dobrze. Chciałem poczuć jego męskość w mych ustach.

Otwarłem swe wargi i oplotłem nimi twardego, wilgotnego członka i zacząłem ssać poruszając swą głową do przodu i do tyłu. Słyszałem jak mruczy. Płożył swe dłonie na mej głowie i zaczął napierać nią na swe przyrodzenie, obijając swymi jądrami moją brodę. Czułem jego owłosienie na swych wargach. Ssałem, krztusiłem się, oddawałem mu swe usta, by miał z nich przyjemność. Za nic nie chciałem go z nich wypuścić. Pan Janusz z każdą chwilą mruczał i jęczał coraz mocniej. Wiedziałem, że wkrótce dojdzie, wiedziałem że nadchodzi dla niego ten wspaniały moment i byłem szczęśliwy, że miał tyle przyjemności dzięki mnie.
Sekundę później chwycił mnie mocno za włosy, pociągnął nimi do tyłu jednocześnie wyciągając swojego członka z mych ust. Chwycił go swoją wolną ręką i zaczął nią poruszać tak szybko jak tylko mógł.
– Aaaa, taaaak! – wykrzyknął głośno w momencie gdy strzelał swą spermą na moją twarz.

Na nosie, policzku, wargach i szyi poczułem jego ciepłe, białe soki. Spływały po mnie w dół, a woda z prysznica pomału je zmywała. Ruchy ręki pana Janusza ustały. Jeszcze przez chwilę oddychał mocno z zamkniętymi oczami, po czym powiedział:
– Dobrze się spisałeś jak na pierwszy raz, Adasiu.
– Dziękuję – odparłem, czując jak się wstydliwie czerwienię.

– Możesz dokończyć swój prysznic tutaj, po czym udasz się do waszej jadalni na śniadanie. Tylko pamiętaj, żadnej masturbacji – dodał, patrząc na mojego stojącego członka.
– Dobrze, panie Januszu – powiedziałem, a w jego oczach dojrzałem błysk zadowolenia.
Gdy wyszedł spod prysznica posłusznie się umyłem starając się unikać kontaktu z przyrodzeniem, bo dłuższy dotyk za pewne doprowadziłby mnie do orgazmu.

„Jeśli tak ma wyglądać bycie niewolnikiem, to chyba nie będzie tak źle” – pomyślałem widząc oczami wyobraźni mojego nagiego właściciela. Według harmonogramu o czternastej po raz kolejny się z nim spotkam…

Koniec rozdziału pierwszego.

Zapraszam do komentowania i podrzucania swoich pomysłów jak dalej kontynuować losy Adama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *