Weekend nad morzem. Część 2.

Weekend nad morzem. Część 2.

Nocna jazda, kąpiel i wspaniały seks, spowodowały że oczy same im się zamknęły i usnąłem. Nie spałem jednak długa, może godzinę czy półtora. Obudził mnie delikatny pocałunek, otworzyłem oczy i zobaczyłem nachyloną nade mną Bożenkę. – Wstawaj śpiochu, piękna pogoda, słoneczko, morze czeka – powiedziała. Zerwałem się, faktycznie, pięknie i słonecznie. Bożenka ubrana już była w pomarańczowy jednoczęściowy kostium kąpielowy, który wspaniale podkreślał jej cudowne kształty.
– i jak? może być? Kupiłam specjalnie na ten wyjazd;
– pięknie wyglądasz, ale mogłaś trochę zaoszczędzić bo na wiele on Ci się tu nie przyda;
– nie rozumiem, dlaczego?;
– oj zobaczysz, a teraz zbieramy się na plażę. Ty przygotuj rzeczy, a ja pójdę wypożyczyć rowery;
– rowery? Przecież do plaży jest 50 metrów;
– pojedziemy kawałek dalej, zobaczysz będzie fajnie, ale to na razie niespodzianka.
10 minut później żwawo pedałowaliśmy najpierw ulicą, a później ścieżką pod wydmami. Po kilku chwilach znaleźliśmy się przy piaszczystym wejściu na plażę wiodącym nieco pod górę, tak że nie można było już dalej jechać. Na małym parkingu przy wejściu stało kilka zaparkowanych samochodów, nieco dalej była tablica informacyjna z napisem „plaża naturystyczna”. Bożenka zatrzymała się na chwilę pod tą tablicą i zapytała:
– widziałeś to?;
– oczywiście, mam nadzieję, ze to dla ciebie nie jest problem?;
– no wiesz ja jeszcze nigdy….;
– oj …. będzie fajnie… zobaczysz;
Popchaliśmy rowery jeszcze kawałek i zobaczyliśmy szeroką plażę i morze. Mimo dość wczesnej pory na plaży znajdowało sie już kilkadziesiąt osób, korzystających z morza i promieni słonecznych, w większości zgrupowanych po kilka za parawanami. Przeważnie parawany były od siebie oddalone o 30-50 m. My również wybraliśmy sobie miejsce oddalone od innych o podobną odległość i przygotowaliśmy się do plażowania. Rozstawiłem parawan, rozłożyliśmy koc i przyszła pora na zrzucenie z siebie ubrań. Szybko zdjąłem z siebie koszulką i szorty i nagi położyłem się na kocu. Bożenka rozejrzała się wokoło i powoli rozpięła guziczki sukienki, zdjęła ją pozostając w nowym kostiumie kąpielowym. Po czym zdecydowanym ruchem zsunęła ramiączka kostiumu i spuściła go w dół. Później uklękła nachyliła sie nade mną i namiętnie pocałowała.
– wiesz… ja się chyba nie ruszę z koca;
– a dlaczego?, ja mam zamiar zaraz sprawdzić jak jest woda i zapraszam cię ze sobą, no chyba się nie wstydzisz? zobacz tu wszyscy są nadzy i nikt z tym nie ma problemu, zresztą kto jak kto, ale ty na prawdę nie masz się czego wstydzić. Figurkę masz jak marzenie i nie jeden facet będzie się tu za tobą oglądał;
– no wiesz…. ja jeszcze nigdy nie byłam na takiej plaży;
– a nad jeziorkiem to przecież opalaliśmy się i pływaliśmy nago;
– tak, ale tam byliśmy sami;
– no nie zawsze, pamiętasz tamtego wędkarza?
– no…… to jednak nie to samo;
– dobra, dobra, wstajemy, daj rękę i biegniemy do wody;
Długo nie musiałem jej namawiać, wstała i trzymając się za ręce pobiegliśmy w stronę brzegu. Woda była przeraźliwie zimna, jak to w naszym morzu, ale po chwili na przyzwyczajenie się już pływaliśmy. Zabawa była przednia, pływaliśmy, całowaliśmy się, pryskaliśmy – śmiechu było co niemiara, zwłaszcza że do nas dołączyli również inni plażowicze. Bożenka całkiem rozluźniła się i zauważyłem że zaczęło się jej to bardzo podobać. Tak że gdy przyszła pora wracać na koc nie musieliśmy już biec, a pomaszerowaliśmy raźnym krokiem. Słońce szybko wysuszyło nasze ciała więc zaproponowałem Bożence, że wysmaruję ją olejkiem do opalania aby nie poparzyło jej za bardzo, zwłaszcza że miała niektóre partie ciała prawie białe. Na tych skupiłem się najbardziej. Szybko nasmarowałem jej plecy i ramiona, później zacząłem smarować nogi poczynając od dołu powoli przesuwałem się do góry. Gdy byłem miej więcej w połowie ud Bożenka rozchyliła je ułatwiając mi dostęp do…. nieposmarowanych jeszcze części jej ciała. Długo smarowałem jej prawie białe pośladki, a szczególnie rowek między nimi. Zużyłem na tę część ciała dużo olejku, tak że był bardzo śliski. Tak śliski, że przypadkowo mój paluszek raz czy dwa razy zagłębił sie w jej pupci. Podniosła głowę, spojrzała na mnie, uśmiechnęła się
– oj…. to chyba nie jest smarowanie, dziurki nie musisz zabezpieczać przed słońcem;
– to tak na wszelki wypadek – odparłem;
Bożenka przekręciła się na plecy, podłożyła sobie ręce pod głowę i zamknęła oczy, mogłem teraz smarować jej brzuszek z czego skwapliwie skorzystałem. Oczywiście nie pominąłem również jej piersiaczków, które w tej pozycji były cudownie wyeksponowane, a następnie zająłem się smarowaniem jej nóżek, poczynając od stóp posuwałem się coraz wyżej. W końcu zostało tylko jedno nie posmarowane miejsce, właśnie miałem się tym zająć, kiedy Bożenka nagle usiadła, rozejrzała się wokoło i z powrotem opadła na koc.
– wiesz…… tam nie smaruj mnie olejkiem;
– dlaczego?
– wolałabym abyś „tam” posmarował mnie czymś innym;
– tak? czym?
– swoją ślinką;
Oczywiście nie musiała mi dwa razy tego powtarzać. Nachyliłem się nad jej cipeczką i najpierw chwilę chłonąłem cudowny zapach jej nagrzanego słońcem ciała wspaniale komponujący się z zapachem jej narastającego podniecenia. Delikatnie rozsunąłem palcami płateczki jej różyczki i zanurzyłem język w jej wnętrzu. Poczułem jak przebiegł ją dreszcz rozkoszy. Delikatnie lizałem jej cipeczkę przyglądając się co chwila jak płateczki pokrywają się kropelkami cudownej rosy. Bożenka zawsze „produkowała” masę soczków, które z lubością zlizywałem. Wykorzystywałem je również do nawilżania ciasnej dziurki przez co nigdy nie musieliśmy używać żadnych lubrykantów. Delektowałem się więc cudownym smakiem i zapachem poczynając sobie coraz śmielej. Po chwili takiej zabawy położyłem się na plecach pociągając Bożenkę na siebie. Teraz miałem doskonały dostęp do jej najwspanialszych miejsc, co skwapliwie wykorzystywałem. Na razie omijałem językiem najwrażliwsze miejsce aby za szybko nie kończyć tej zabawy. Lizałem cipeczkę całą szerokością języka, wwiercałem się w nią, ssałem płateczki by po chwili powrócić do delikatnego lizania. Kręciłem kółeczka wokół łechtaczki ją samą pozostawiając na razie w spokoju. Po jakimś czasie włączyłem do zabawy paluszki wkładając je do muszelki, a języczkiem pieściłem kakaowe oczko, Bożenka też przestała próżnować i zajęła się moją sterczącą pałką. Najpierw pieściła ją dłonią by po chwili zacząć lizać główkę. Po chwili na dobra zagościłem jej cudownych usteczkach. Co jak co, ale w robieniu laski była mistrzynią. Tego nie da się opowiedzieć – to po prostu trzeba choć raz przeżyć.
Po paru minutach byłem gotowy więc poprosiłem ją aby nieco zwolniła, a sam zwiększyłem intensywność swoich pieszczot. Ssałem i lizałem jej twardy guziczek, a palcami penetrowałem jej obie dziurki. Efekt tego był prawie natychmiastowy. Bożenka wygięła się w górę dociskając swą cipkę do mej głowy tak że ledwie mogłem oddychać, jednocześnie zacisnęła mocno dłoń na moim penisie. Trwało to może minutę może dwie po czym opadła na dół szlochając i waląc pięścią w piasek. jednocześnie fala jej soczków zalała mi twarz tak, że ledwie zdążyłem je zlizywać.
– nie, to nie miało być tak – powiedziała; – znowu skończyłem przed tobą; – ale tak bardzo tego chciałam, tak mi było dobrze.
– nie szkodzi, naprawdę jesteś cudowna i uwielbiam cię tak pieścić i tak naprawdę to lubię, kiedy dochodzisz chwilę przede mną. Lubię czuć że jest ci dobrze, a ja….. cóż….. zaraz skończę w twoich usteczkach, ok?
Nie musiałem dwa razy tego mówić a już wzięła mi do buzi. Tym razem postanowiłem nie czekać na jej pieszczoty tylko po prostu zerżnąć jej słodkie usteczka. Wstałem, złapałem ją za włosy i zacząłem ostro i głęboko posuwać ruszając jej głową i swoim biodrami, czułem jak jaka obijają się o jej brodę. Byłem ostro napalony więc szybko zlałem sie w jej gardełko. Dopiero po chwili doszedłem do tego, że w tej pozycji parawan nie chroni nas przed wzrokiem innych plażowiczów. Rozejrzałem się w około ale nikt nie wydawał się ani zainteresowany, ani tym bardziej zgorszony tym co robiliśmy. Może nawet nikt tego nie zauważy, wszyscy wydawali się być zajęci własnymi sprawami. Podałem Bożence rękę, pomogłem jej wstać i pobiegliśmy do wody ochłodzić gorące ciała.
Chlapaliśmy się kilkanaście minut dokazując jak dzieciaki. Biegaliśmy po wodzie, śmialiśmy się, pływaliśmy. Wreszcie zmęczeni wyszliśmy na brzeg i zaproponowałem Bożence sesję fotograficzną czyli po prosty, że pstryknę jej kilka fotek. Początkowo wahała się ale przekonałem ją, że to będą zdjęcia tylko dla mnie i że nie pokażę ich nikomu – zgodziła się. Pobiegłem na koc po aparat i przystąpiłem do dzieła. Początkowo pozowała z pewnym zażenowaniem, odwracała głowę, zasłaniała twarz włosami, trzymała złączone kolanka, jednak z czasem rozkręciła się na dobre. Muszę przyznać, że potrafiła przyjmować fantastyczne pozy, więc z tym większym zaangażowanie pstrykałem jej fotki w wodzie, na brzegu, czy wreszcie na pobliskich wydmach. Bawiliśmy się przy tym przednie, było dużo śmiechu, żartów i ogólnie zabawy. Po chwili wróciliśmy na koc złapać trochę promieni słonecznych.

c.d.n.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *