Wczasy z finałem cz. 1

Wczasy z finałem cz. 1

Czarnoskóra Elisabeth przetoczyła się na plecy, wygodnie ułożyła na łożu pokrytym czerwoną narzutą i szeroko rozłożyła nogi. Była naga. Tylko złote szpileczki i złote kolczyki przyozdabiały jej szczupłe, lśniące od potu ciało. Uśmiechem i gestem przywołała blondynkę z imponującym biustem, ubraną jedynie w niebieskie kabaretki i szpilki tego samego koloru. Ta, z kocią zręcznością na czworaka pokonała dywan i rozrzucone na nim ciuchy, wspięła się na łoże i zanurzyła głowę między udami Murzynki. Lizała czarną cipkę, paluszkami rozciągała wargi sromowe. Kiedy wyjęła nawilżone paluszki z jej pochwy, z uśmiechem patrząc w oczy czarnoskórej kochanki powoli wpychała palce do jej odbytu. Beth uśmiechnęła się, westchnęła z rozkoszy i podciągnęła nogi, aby ułatwić dostęp do rozpychanej dziurki.

Za blondyną pojawił się szpakowaty atletycznie zbudowany Murzyn. Sterczący potężny penis szybko zniknął w pochwie blondyny. Tempo wejścia w kobietę zostało okupione głośnym krzykiem. Kobieta poczuła jak penis dobija do macicy. Stało się to szybko, ale uderzenie było zbyt mocne. Jednak mężczyzna nie zwracał uwagi na jej ból. Zapamiętale ruszał biodrami, a odgłos uderzeń biodrami o pośladki kobiety potęgowały jej rytmiczne jęki. Z kolei Tim, starszy, posiwiały brunet, ale o muskularnej sylwetce, przysiadł nad twarzą Murzynki i penisem brutalnie nacisnął jej usta, podkreślone jaskrawą czerwoną szminką. Podniecona Lizzy otworzyła oczy, uśmiechnęła się do mężczyzny, otworzyła usta i przyjęła penisa. Mężczyzna wepchnął go aż po nasadę. Gwałtowne ruchy jej ciała wskazywały, że dławiła się. Mężczyzna chwycił ją za długie, kręcone włosy i, mimo tak wyraźnej reakcji, jeszcze docisnął głowę kobiety do podbrzusza. Beth próbowała walczyć o swobodę, ale dopiero po chwili mężczyzna zwolnił uścisk i głowa kobiety opadła na czerwoną narzutę, a długi, oblepiony śliną członek częściowo wysunął się z jej ust. Kobieta ciężko oddychała i głośno przełykała ślinę. Druga para była zajęta sobą, ale blondynka nie przerywała zabawy łechtaczką kochanki. Wanda, czując rosnące podniecenie, oblizała wargi i przez materiał dotknęła twardniejącej brodawki. Nadal stojąc, w milczeniu przyglądała się czwórce uprawiającej seks.

Tim pozwolił kochance na kilka łyków powietrza, znowu chwycił za włosy i zaczął ją regularnie ruchać w usta. Murzynka objęła penisa ustami, a po kilku ruchach delikatnie chwyciła zębami. Cichy syk, jaki wydobył się z zaciśniętych ust mężczyzny, potwierdził trafność jej pieszczoty. Próbowała dłonią objąć członek, aby zwiększyć doznania kochanka, ale odtrącił jej rękę. Jęki i odgłosy dławienia się kobiety mieszały się z odgłosami uderzania członka o wilgotne wnętrze ust i stęknięciami mężczyzny, którego podniecenie stale rosło. Teraz trzymał jej głowę dwoma rękoma i brutalnie szarpał nią góra-dół, góra-dół. Nagle zamarł i głośno, przeciągle westchnął. Po chwili bezruchu mięśnie mężczyzny rozluźniły się, a z uchylonych ust podnieconej Lizzy zaczęła spływać strużka spermy zmieszanej ze śliną.

Na taki widok blondynka szybko znalazła się tuż przy twarzy Beth i języczkiem, później ustami, łapczywie zaczęła pochłaniać ciecz spływającą po policzku. Za nią dotarł Murzyn, chwycił ją za szpilki i szeroko rozstawił nogi kobiety, która koncentrowała się tylko na pochłanianiu spermy. Zdecydowanym ruchem spróbował wbić penisa w odbyt. Udało się. Kobieta krzyknęła i z wyrzutem spojrzała na partnera. Ten dalej wpychał penisa do odbytu. Blondynka, widząc brak reakcji, wróciła do lizania policzka Lizzy. Brunet wyjął penisa z jej ust. Blondynka zaczęła całować się z Beth. Sperma wyciekała z jej ust.

Murzyn przyciągnął kochankę do siebie i usiadł na łożu. Powoli odwracał kobietę aż usiadła na nim. szerzej rozrzucił jej nogi. Blondyna tęsknym wzrokiem spojrzała na Beti i zaczęła wygodniej sadowić się na penisie. Prawie cały zniknął w jej odbycie. Powoli zaczęła na nim jeździć. Kiedy już przyzwyczaiła się do jego wielkości, przyspieszyła. Jej piersi skakały w rytmie ujeżdżania penisa. Jedną rękę starał się je przytrzymywać, drugą opierała na udzie. Kochanek trzymał ją za biodra. Lizzy uklękła i lizała odbyt bruneta. Murzyn wyciągnął rękę i sięgnął do pochwy Beth. Zaczął ja posuwać palcami.

*

– Taka szczupła ta blondyna, a biust ‘piątka’, jak nic. Albo jeszcze większy. Sie murarz musiał narobić  przy tych cycach… – westchnęła Wanda, patrząc na ekran laptopa jak dentysta na uzębienie pełne dziur.

– Murarz? Coś chyba pokręciłaś – Jola zmarszczyła czoło, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu majtek.

– No, może kafelkarz. Nie wiem, który częściej używa silikonu – wzruszyła ramionami Wanda. – Czego szukasz, piękna?

– Majtek, przecież powiesiłam na kaloryferze, żeby wyschły… Schowałaś mi?

– Sunia, wywiesiłam na lince na balkoniku. Tam jest cień, ale przy tej pogodzie i tak będą suche do wieczora.

– Wszystkie suszą się – z tą hiobową wieścią Jola wróciła z wizji lokalnej.

– Daj spokój, chodź bez majtek. Jest wystarczająco gorąco. Mrówki ci tam nie zajrzą.

– Ale jak gdzieś usiądziemy…

– No to co? Boisz się, że jakiś facet zobaczy twoją wilgotną pizdeczkę? – w odpowiedzi na zaczepkę koleżanki, Jola wzruszyła ramionami.

– Będzie miał miłe wspomnienia – dokończyła Wanda, z przekonaniem kiwając głową. Zatrzymała film, zamknęła laptop. Sięgnęła po torebkę i przeliczyła wyjęte pieniądze.

*

– Później skończymy oglądać – Wanda wskazała brodą na zamknięty laptop. Jolka kiwnęła głową z aprobatą. Coś musi dodać wieczorowi pikanterii.

Ich wczasy nad jeziorem dobiegały końca. Nareszcie! Po kolejnym gorącym dniu, wypełnionym jedynie plażowaniem i pływaniem na rowerze wodnym, z przerwą na szybki obiad w stołówce ośrodka, zapowiadał się kolejny ciepły, pogodny wieczór. Dziewczyny zdecydowały się na długi spacer po lesie. Wpadły do pokoju, żeby zostawić rzeczy, które zabrały nad wodę i przygotowywały się do wyjścia. Panowała kojąca cisza, wypełniana tylko odgłosami życia lasu. Temperatura była nieco niższa niż nad wodą. Spacer rzeczywiście okazał się bardzo długi, bo nie tylko pokonały las, ale również trzykilometrowy odcinek drogi prowadzący do sklepu we wsi. Rozbawione swoją beztroską, zjadły lody kupione w sklepie, wypiły chłodną colę i ruszyły w drogę powrotną zaopatrzone w dwie duże butelki wody mineralnej. Wracały równie rozkojarzone, co przed wyruszeniem na spacer. Nie zwróciły więc uwagi na kilku miejscowych, którzy pod sklepem pili piwo. Z kolei oni z przyjemnością oglądali dwie smukłe i zadbane kobiety ze stolicy. Jola, blondynka i Wanda, szatynka o naturalnie kręconych długich włosach, dwie 33-letnie singielki, spędzały część urlopu właśnie nad polskim jeziorem, niestety. Plan wyjazdu na wymarzone Kajmany nie wypalił, bo potencjalni sponsorzy okazali się, w ich mniemaniu, niesolidni. Zabiegi kobiet o względy naprawdę zamożnych sponsorów zakończyły się przykrą porażką. Panie podejrzewały, i słusznie, że mężczyźni znaleźli atrakcyjniejsze i młodsze towarzyszki wyjazdu. Gwoli ścisłości ich następczynie zaoferowały testującym je sponsorom znacznie więcej niż dość tradycyjny seks proponowany przez dwie ‘trzydziestki’. Ale o tym pokonane singielki nigdy nie dowiedziały się.

*

Próba wybicia się z marazmu, wyróżnienia na tle innych, w monotonnej pracy w korporacji, pozostała niezrealizowana. Po powrocie do pracy wstyd będzie przyznać się do tak prozaicznego urlopu. Już teraz oczyma wyobraźni widziały rozbawione twarze koleżanek nadmieniających, przy każdej okazji, o swoich egzotycznych wojażach, więc teraz szły, trzymając się za ręce i bawiąc wspomnieniami o otyłej koleżance. Jej nieudane seks-zabawy były tematem, który poprawiał im humor. Tak starały się zagłuszyć swoje niepowodzenie i urlop nad jeziorem na własny koszt. Właśnie zaczęły plotkować o ich podstarzałym, zaniedbanym szefie kadr, który przy każdej okazji próbował podrywać je. Inne również. Nie potrafił zrozumieć, że nie ma żadnych szans. Co innego jego zastępca. No, ale tamten ponoć niewiele zarabiał. A szef kadr miał żonę. I węża. Ale tylko w kieszeni.

– Żeby znaleźć faceta, który dawałby chociaż pięć tysięcy miesięcznie. Plus moja pensja. Mogłabym jakoś żyć. Nawet z nim. Jednak na mieszkanie, samochód i życie powinien sam zarobić. Wtedy mogłabym nawet pokochać go – westchnęła smutno Jola.

– ‘Piątka’ miesięcznie? – Wanda zmarszczyła nos. Miała wątpliwości. – I co byś z tym zrobiła? – Ani za to wyjechać, ani kupić coś fajnego, a jeszcze wypada odwiedzić kilka kawiarni i restauracji – wydęła wargi. – A moda zmienia się co roku. Ba, z każdą porą roku. Zimą gdzieś na narty, latem… – zamilkła na chwilę, bo przypomniała sobie nieosiągalne Kajmany. – Latem Ibiza albo coś bardziej oryginalnego. Chciałabym opalać się na Dominikanie albo na Bahamach – rozmarzyła się i na chwilę uśmiech wrócił na opaloną twarz.

– Kurwa! – nagle wrzasnęła Jola. – Nawet nie ma komu dupy dać, żeby normalnie spędzić urlop!!

– Co ty? Miesiączka się spóźnia? – przestraszona wybuchem partnerki Wanda odgarniała burzę włosów z twarzy; tak gwałtownie odwróciła się po jej wybuchowej reakcji. Rozejrzała się uważnie dookoła. Ani żywej duszy.

– Daj spokój. Normalnie wściekam się na ten niewypał z wczasami nad tym pieprzonym jeziorem i łażeniem po krajowym lesie – prychnęła zdegustowana i z impetem kopnęła najbliższą szyszkę.

– Pamiętasz jak przyleciał ten wysoki brunet, przedstawiciel z Holandii? – Wanda była nieubłagana.

– Tak. I co?

– Nic.

– No, to po co pytasz, kiedy ja normalnie…

– Bo to był Polak.

– Poważnie?! – Jola aż przystanęła z wrażenia. – Skąd wiesz?

– Poszłam z nimi na kolację i okazało się, że tylko u nas popisywał się niderlandzkim. Asystował tym dwóm Holendrom.

– Poszłaś z nimi na kolację i…? – z nadzieją zawiesiła głos.

– Już mówiłam – gówno, czyli nic. Zero.

– To po jaką cholerę mówisz mi o tym? – irytacja Jolki ponownie rosła.

– Byłam wydelegowana, to poszłam. Poszła też ta zdzira z „pijaru” – Bożenka. Ona się nim zajęła wcześniej niż ja. Naprawdę zajęła…

– No i ? – Jolka przewróciła oczami. – Kurde, na przesłuchaniu szybciej bym z ciebie wszystko wyciągnęła – dziewczyna była już zmęczona popędzaniem koleżanki.

– W jakimś momencie wyszłam do toalety. On był trochę podlany i ta zdzira wciągnęła go do sąsiedniej kabiny – Wanda z rozbawieniem przypominała sobie szczegóły. – Ty, wiesz, nigdy nie stałam w szpilkach na kiblu. Nawet nie wyobra… – nagle umilkła, dostrzegając piorunujące spojrzenie kochanki.

– Konkrety, kobieto, konkrety… – cierpliwość Joli już od dłuższego czasu jechała na oparach.

– No i facet, zachęcany przez Bożenę do akcji – chyba próbowała wyciągnąć mu fiuta, hi,hi – powiedział, że wygląda wspaniale, marzył o takiej kobiecie, itepe, itede, ale na niego w Amsterdamie czeka żona! Wyobrażasz sobie?! Żona mu przeszkadzała! W Holandii! – Wanda zaśmiała się nerwowo. – Joluś, masz papierosa? – zapytała i sięgnęła do podanej paczki. Zapaliła, wydmuchała nerwowo dym.

– A ci dwaj… – zadumała się Jolka, zachęcając koleżankę do kontynuowania przerwanej relacji.

– A ci dwaj Holendrzy to jeszcze gorsi byli – Wanda wpadła jej w słowo, uśmiechając się złośliwie.

– Taaak? Wydawali się tacy mili – Jola była szczerze zdziwiona.

– Mili? No, chyba tak, ale dla siebie. To geje – brunetka uśmiechnęła się triumfalnie. Jej koleżanka była jeszcze bardziej rozczarowana i nagle zaczęła głośno śmiać się.

– A skąd wiesz? – rozbawiona patrzyła na partnerkę.

– Od tego Polaka.

– Czyli Bożena tylko przechwalała się, że dostała zaproszenie do…

– Zaproszenie? Chyba do hotelu, hi, hi, hi  – Wanda wpadła jej w słowo z głośnym śmiechem. – Może jednak byli bi albo zapłacili jej za jakąś sesję fotograficzną… Może odstawiła dla nich w hotelu jakiś seks-teatrzyk z zamówionym facetem? Albo kobietą… – Wanda podniecała się samymi domysłami o nielubianej Bożence. – Już się jej zdarzały takie akcje – uśmiechnęła się złośliwie do swoich wspomnień. Zamyślona partnerka nie dosłyszała tego komentarza.

– Ale za to było ją stać na wylot do Włoch. Hotel 4-gwiazkowy, all inclusive. Na dwa tygodnie! – Jola powiedziała to jednak takim tonem, jakby chodziło przynajmniej o pół roku. – Czter-naś-cie dni – przesylabizowała dobitnie.

– Z pensji na pewno nie zaoszczędziła – przytaknęła Wanda. – Pewnie Holendrzy byli bardzo zadowoleni z jej ekstra usług i dlatego tacy hojni – słysząc to, Jola pokiwała głową w zamyśleniu.

– Słyszałam, że nadal utrzymuje z nimi kontakt – dodała Wanda po chwili milczenia.

– Ta Bożena to psu dałaby dupy, gdyby jej coś załatwił – pokręciła głową Jola. Szły w milczeniu. Posmutniały. Sukces koleżanki przygnębił je. Obie znowu rozpamiętywały porażkę w kontaktach ze sponsorami.

– Cholera, jak tak dalej pójdzie, to kolejne wakacje też spędzimy nad jakimś zapyziałym jeziorem czy nad innym pieprzonym Bałtykiem – nagle warknęła rozwścieczona Jolka, zaciskając pięść.

Wanda zatrzymała się, przydepnęła papierosa, ponownie rozejrzała i przyciągnęła Jolę do siebie. Dłuższą chwilę mruczała jej do ucha. Obie upuściły torebki, butelki wody i przytuliły. Dłoń Wandy zniknęła pod sukienką Joli. Dotknęła jej łechtaczki. Głaskała ją, pocierała w poprzek, wzdłuż, rozchylała, drapała. Najpierw jednym palcem, potem dwoma. Jola wilgotniała. Nieświadomie powiększała rozkrok. Z podniecenia dreptała w miejscu na palcach. Teraz wręcz nachalnie dociskała dłoń Wandy. W końcu kochanka zlitowała się i wepchnęła palce w cipkę, a po niecałej minucie wydarła krzyk z ust partnerki. Rozkraczona kobieta na leśnej ścieżce zaliczyła szybki orgazm. Wanda też była zadowolona.

– Później mi wyliżesz – z uśmiechem odsunęła dłoń partnerki, która chciała zrewanżować się w podobny sposób. Wiedziała już, że Jola ma bardzo wysokie libido i bez regularnego zaspokajania, staje się bardzo wybuchowa. Całowały się namiętnie, długo, z języczkiem. Kiedy skończyły, spojrzały na siebie z uśmiechem. Zamglony wzrok mówił wiele. Podniosły torebki i butelki. Chwyciły się za lepkie dłonie i w znacznie lepszym nastroju, planując wieczór, ruszyły w kierunku jeziora. Zupełnie nie zdawały sobie sprawy, jak bardzo los pokrzyżuje ich niewinne plany.

*

Dziewczyny nie zarabiały zbyt dużo, szczególnie jak na wymogi stolicy. Wynajmowane mieszkania w Warszawie sporo kosztowały, więc już trzeci rok mieszkały razem. Rok temu, po paromiesięcznych, początkowo nieśmiałych i dwuznacznych zalotach, przygotowały kolację z alkoholem i w rezultacie spróbowały seksu. Przez tydzień starannie omijały temat i siebie, ale w kolejny piątek powtórzyły: alkohol, kolację, alkohol i seks. W rezultacie uznały, że mogą uprawiać seks we dwie, dopóki nie znajdą odpowiednich, według ich kryteriów, facetów. Zamożność stanowiła jedno z podstawowych kryteriów weryfikacji potencjalnych kandydatów. Z kolei inne kryteria…

– „Inne, a po co?” – spytała kiedyś Jola. W odpowiedzi, po namyśle, Wanda wzruszyła ramionami. Więcej nie podejmowały tematu. Rozumiały się bez słów. Dlatego również od roku częściej sypiały razem niż oddzielnie. Stało się to ich zwyczajem. Nie obnosiły się ze swoim związkiem, chociaż nigdy tak go nie nazwały. To był tylko tymczasowy układ. I obie były z niego zadowolone.

W pracy nikt nie podejrzewał ich o intymne relacje. Jeżeli nie było to wymuszone obowiązkami zawodowymi, w pracy nie kontaktowały się. Bardzo dbały o to, a wspólne zamieszkiwanie nie stanowiło tajemnicy. Zresztą, inni też praktykowali takie tanie rozwiązanie. Pierwsze urodziny u nich w mieszkaniu rozwiały wątpliwości. Wanda publicznie obmacywała się namiętnie z wylosowanym kolegą, kończąc lizaniem cipki z orgazmem – niespodzianka urodzinowa dla solenizantki, a podpita Jola na pożegnanie zrobiła w łazience szybkiego loda nachalnemu koledze z jej działu. – „Drugiego nie będzie, koleś” – uważała, że tą deklaracją zamknęła temat. Jednak jurny kolega, zadowolony z obsługi, parokrotnie próbował umówić się z nią. Nawet obiecywał udział innych kolegów. W końcu warknęła, że zadzwoni do żony i poprosi o skrócenie jego smyczy. Więcej nie wracał do tematu.

Zmęczone imprezą i sprzątaniem położyły się spać, ale po wzajemnej minecie. Pośmiały się jeszcze ze swoich alibi na imprezie. Następnego dnia po zlikwidowaniu nikłych objawów kaca, powtórzyły seks z nowym gadżetem. Od tego czasu strap-on stał się nieodzownym elementem ich seksu. Na zakupy chodziły razem. Ale tylko do sex-shopu. No, chyba, że któraś szykowała niespodziankę partnerce. Wieczorne plotkowanie przy winie o znajomych, ich problemach, kłótniach, rozstaniach, powrotach, dzieciach, małych zarobkach, dużych kredytach i rosnących odsetkach zawsze kończyło się tym samym budującym wnioskiem: „Jest nam lepiej we dwie i niech inni nam zazdroszczą”. Wieczorne plotkowanie stanowiło zarazem część ich rytuału zaliczanego do gry wstępnej, która na ogół kończyła się namiętnym seksem.

*

Nadjeżdżający motocykl, z dwoma mężczyznami, minął kobiety, wzbijając tumany kurzu. Motocykliści nawet nie spojrzeli na wczasowiczki. Z kolei one niezadowolone odprowadzały ich wrogim spojrzeniem i poirytowane zaczęły otrzepywać kurz. Spojrzały na siebie.

– Co za problem? Wskoczymy pod prysznic i umyjemy się – beztrosko rzekła Wanda. Miała ładne, długie nogi, częściowo okryte przykrótkimi dżinsowymi spodenkami. Ich niewłaściwa długość miała zaletę, którą doceniali mężczyźni: odsłaniały część kształtnych i jędrnych pośladków. Strój uzupełniał błękitny t-shirt, pod którym prężył się spory biust. Nieco drobniejsza i niższa partnerka założyła elastyczną, kremową męską koszulkę gimnastyczną rozmiaru XXL. Na niej wyglądała jak dość obcisła sukienka. Miała spory dekolt, podkreślała kształty. Stanik był zbędny. Na letni wypad nad jezioro wystarczała. Tam inne dziewczyny też nie kryły swoich wdzięków. Dzisiaj obie zrezygnowały ze staników. I z majteczek. Przecież było gorące lato! Na nogi dziewczyny założyły klapki.

– Może od razu pójdziemy nad jezioro zamiast pod prysznic? – uśmiechnęła się Jola. Wanda odwzajemniła uśmiech i poczuła, jak robi się wilgotna. Wczoraj wieczorem poszły nad jezioro, dotarły do zatoczki sporo oddalonej od ich ośrodka oraz ogólnie dostępnej plaży i długo kąpały się we dwie. Kąpały się nago i pieściły w wodzie. Potem na brzegu kochały się.

Nie wiedziały, że przypadkowo zobaczył je mężczyzna, który dzisiaj stał z kolegami pod sklepem. Kiedy wchodziły do sklepu, o ich intymnych upodobaniach cała paczka pijąca piwo była już wyczerpująco poinformowana.

*

Właśnie drugi motocykl minął dziewczyny. Druga dwójka motocyklistów również wzbijała tumany kurzu. Dziewczyny spojrzały na siebie, wzruszyły ramionami i skręciły w las. Nadłożą trochę metrów, ale dotrą nad jezioro bez męskiej asysty. Kiedy skręcały w leśną wąską ścieżkę równoległą do drogi, z której właśnie zeszły, przejechał, hałasując niemiłosiernie, chłopak na quadzie.

– Ten to chyba nawet nie słyszy, że jedzie –zdegustowana blondynka skwitowała wyczyny rajdowca.

– Jak się nawdycha spalin, to jeszcze leśne powietrze mu zaszkodzi, mutant jeden – dodała rozbawiona szatynka.

Roześmiały się, Jola ucałowała partnerkę w policzek i dalej poszły objęte wpół.

*

Ścieżka skończyła się. Wyszły z lasu i skierowały do ‘swojej’ zatoczki. Odczuwały spore zmęczenie, ale były zadowolone, a perspektywa kąpieli we dwie tłumiła poczucie znużenia długim spacerem. Teraz mogły spokojnie popływać i nacieszyć się swoją obecnością.

Pływanie trwało dość krótko. Kobiety były jednak znużone gorącym dniem i poczuły głód. Odświeżone kąpielą, wyszły nagie z wody, zaczekały aż trochę obeschną i ubrały się. Trzymając się za ręce i plotkując, weszły do lasu i rzadko uczęszczaną trasą ruszyły do ośrodka.

Nagle z dwóch stron podjechali do nich mężczyźni na motocyklach. Poznały ich. Zatrzymali się, nie wyłączyli silników. Po chwili dołączył chłopak na quadzie. Kobiety próbowały wyminąć jeden z motocykl blokujących ścieżkę. Motocyklista gwałtownie zwiększył obroty silnika, a kobiety, przestraszone rykiem, cofnęły się. Rozejrzały się przestraszone. Mężczyźni wyłączyli silniki. Zsiedli z nich, odłożyli kaski. Zaczęli do nich podchodzić. Nie padło żadne słowo, ale one były jeszcze bardziej przestraszone. Cisza potęgowała ich strach. Nikogo nie było w zasięgu wzroku.

– O co chodzi? – drżącym głosem spytała blondynka. Zaniepokoiła się. Wanda również. Nie czuły się pewnie w lesie wśród tylu obcych mężczyzn. Mocniej ścisnęły się za ręce. Mężczyźni zbliżali się do nich bez słowa. Swobodny, nonszalancki krok, ręce w kieszeniach albo szeroko rozstawione, natarczywe spojrzenia. Solidne buty, dżinsy, dresy, koszulki nie pierwszej świeżości.

– Sunie, napijecie się z nami? – pytający wysunął rękę z otwartą półlitrową butelką alkoholu.

*

– Nieee, dziękujemy – odrzekła Wanda niezbyt pewnym głosem i obie wykonały krok w tył. I jeszcze dwa. Jednak odległość między kobietami i mężczyznami ciągle zmniejszała się.

– Nie lubimy kiedy ktoś nam odmawia. Czyli gardzi nami – męski głos zabrzmiał stanowczo i ostrzegawczo.

– Nikt nam nie odmawia – przyznał kolejny, patrząc na kobiety i stanął obok Wandy. – Ta łyknie pierwsza – stwierdził, obserwując ją z boku. Był najstarszy. Miał ze 40 lat. Brunet, ubrany w adidasy, dżinsy i białą rozchełstaną koszulę z krótkim rękawami. Całość wylądu uzupełniał kilkudniowy zarost na twarzy ogorzałej od słońca. powoli, delikatnym gestem przesunął dłoń po włosach Wandy. Ta nerwowo odsunęła się. Wtedy szybkim ruchem chwycił Wandę za kark. Kobieta, próbując uwolnić się, odchyliła głowę do tyłu, przekrzywiła ją i tak już została, bo mężczyzna pociągnął ją za włosy. Blondyn z butelką, „Rajdowiec”, doskoczył do niej i przystawił butelkę do ust. Złapał za rękę, którą go odpychała. Brunet chwycił za drugą. W obronnym odruchu próbowała ich kopać. Blondyn oddał butelkę długowłosemu blond koledze i uderzył Wandę w twarz. Drugą dłonią, zwiniętą w pięść wymierzył cios w brzuch. Kobieta po pierwszym ciosie zatoczyła się. Po drugim zgięła w pół. Jola zaczęła histerycznie krzyczeć i wzywać pomocy. Głos niósł się po lesie. Przycichł na łąkach okalających las. Zignorowali ją. Nie istniała dla nich. Na razie.

Blondyn przyciągnął Wandę, trzymając za rękę. Słabo próbowała opierać się. Uderzył jeszcze raz. Wanda była oszołomiona. Mężczyzna wykonał ponaglający gest ręką. Kolega dostawił butelkę do ust Wandy i zatkał jej nos.

– Pij, kurwo, bo ci zęby wybiję – warknął brunet. Przerażona Wanda otworzyła usta. Cała trójka przywarła do niej, żeby nakłonić ją do picia. Musiała pić dużymi haustami, jednak alkohol był dla niej zbyt mocny. Krztusiła się, szarpała. Krople płynu spadały na dekolt i plamiły koszulkę. Bezradnie szarpała się i wierzgała zablokowanymi nogami. Brunet jeszcze głębiej wcisnął szyjkę butelki.

– Panowie, przestańcie, tak nie wolno! Proszę, natychmiast przestańcie! – krzyczała przerażona Jola, patrząc na bezradną przyjaciółkę. Zrobiła krok w jej kierunku, ale dwóch pozostałych mężczyzn zastąpiło jej drogę. Szatyn, w jej wieku, z kręconymi włosami, w ciemnych okularach i drugi ogolony na łyso, z czarny zarostem, atletycznej budowy. Obaj nosili czarne koszulki wypuszczone na dżinsy. Przestraszona zatrzymała się, nie dotknęła ich, cofnęła się. Zrobili krok w jej kierunku. Drugi.

Wanda sporo wypiła. Mężczyźni puścili kobietę i w milczeniu obserwowali ją, a ta stała oparta o pień drzewa. Ciężko oddychała, koszulka była poplamiona alkoholem. Jeszcze krztusiła się. Starała się głęboko oddychać, kaszlała, dusiła się. Piekło ją gardło. Nie była w stanie mówić. Jej reakcja była uzasadniona. Napiła się bimbru i czuła jego moc.

*

Mężczyźni odwrócili się do Joli. Natychmiast zrozumiała. Cofnęła się. Ogolony na łyso mężczyzna błyskawicznie stanął za nią. Postąpiła krok do tyłu, wpadła na niego i przestraszona odskoczyła. Odwróciła głowę i krzyknęła przerażona. Tuż przed nią stał długowłosy blondyn z butelką. Do twarzy miał przyklejony łagodny uśmiech. Jola znowu rzuciła wzrokiem na kochankę, szukając u niej ratunku. Wanda siedziała oparta o pień drzewa, bokiem do reszty. Gdzieś zgubiła klapek. Dłońmi dotykała szyi, nadal kaszlała. Łzy płynęły z jej oczu. Nie była w stanie prosto siedzieć. Włosy przysłaniały twarz. Nic dla niej nie istniało. Partnerka nie mogła na nią liczyć.

Jola gwałtownie odwróciła się w lewo i dróżką rzuciła się przed siebie. Dwóch mężczyzn, zaskoczonych i rozbawionych jej reakcją, po chwili ruszyło w pogoń. Już po kilkunastu krokach jeden z biegnących, łysy, zbliżył się do ściganej, wysunął nogę i podciął jej stopę. Zahaczyła nią o drugą nogę i runęła na ścieżkę. Leżała, jęczała i popłakiwała z bólu. Kiedy niezdarnie próbowała podnieść się, wspierając na kolanach i dłoniach, drugi ze ścigających kopnął ją obcasem w pośladek. Upadła i wtedy przygniótł ją butem do ziemi. Dobiegł kolega.

– O kurwa – łysy z rozbawieniem skomentował swoje odkrycie i pokazał koledze. Teraz oni, mimo protestów, błagania, płaczu, krzyków, podnieśli ją i wykręcili ręce. Na ugiętych nogach, przygarbiona, ciągle popłakując i próbując coś tłumaczyć prowadzącym ją mężczyznom, dotarła do czekającej trójki.

– Ale numer – z rozbawieniem kręcił głową facet ogolony na łyso. Uśmiechnięty kolega tylko potakiwał.

– Co jest? – zaciekawił się któryś.

– Ta dupa nie ma majtek – wesoło oznajmił ogolony na łyso. Teraz tylko on trzymał ją za rękę. Jego wiadomość przyjęto z niedowierzaniem i w milczeniu. Brzmiała ekscytująco dla obecnych. Taka miła niespodzianka! Jak wisienka na torcie.

Brunet oderwał się od kolegów, podszedł do Joli i wziął solidny zamach. Kobieta instynktownie skuliła się, zasłoniła twarz wolną ręką i zamknęła oczy. Wtedy spokojnie chwycił rąbek koszulki i energicznie wysoko podciągnął. Wszyscy w milczeniu oglądali zarys biustu, opalony brzuch, biodra i wygoloną cipkę. Praktycznie była już naga. Ich podniecenie rosło. Chwilę później rozległ się rechot, gwizdy i oklaski. Jola otworzyła oczy i szarpnęła koszulkę w dół.

– Pozwoliłem, kurwo? – brunet był wściekły. Przysunął się do niej, jego twarz znalazła się tuż przed twarzą kobiety. Odwróciła ją w bok, zamknęła oczy, czekając na uderzenie. Czuła odór alkoholu, wypalonych papierosów i spoconego ciała.

– Tak nie wolno. Nie można nas tak traktować. Co panowie wyprawiają… – przerażona kobieta próbowała protestować. Nadal miała zamknięte oczy. Nie wierzyła w to, co się dzieje. To musi być potworny sen!! Przed chwilą kąpały się nago, tuliła swoją przyjaciółkę, a teraz nie wiedziała, jak skończy się ten koszmar.

Nagle poczuła silny ból, otworzyła oczy i momentalnie chwyciła się za lewą pierś. Długowłosy blondyn z uśmiechem mocno ściskał i wykręcał jej brodawkę.

– Uklęknij – teraz ucisk wzmógł się. Szarpanie jego dłoni jedynie potęgowało ból. Drugą dłonią blokował jej głowę, żeby nie mogła zaatakować go. Pogodny uśmiech blondyna przerażał ją. Mężczyzna bawił się jej bólem. Nie wytrzymywała tego, szybko zaczęła schylać się, żeby uklęknąć. Nagle ból zniknął.

– Nie, nie! Proszę! – Jola potrząsnęła głową i sięgnęła do włosów. Teraz z kolei brunet trzymał ją za włosy i ciągnął tak długo aż wyprostował jej sylwetkę. W ten sam sposób zaczął odchylać głowę do tyłu. Trzymała dłonie przy głowie, próbując złagodzić ból. Nie odważyła się dotknąć mężczyzny.

– Jeszcze nie musisz klękać. Później mu obciągniesz – z uśmiechem rozbawienia podsumował zabawę kolegi. – Teraz ugnij nogi w kolanach – pchając głowę w dół, zmusił ją do ugięcia nóg.

Szyjka butelki dotknęła jej ust. Przerażona blondynka zamknęła oczy i mocno zacisnęła wargi. Oparli ją o drzewo. Jeden z mężczyzn precyzyjnie ucisnął szyję i kobieta z bólu bezgłośnie otworzyła usta. Poczuła jak coś wetknięto jej do ust. To nie była butelka. Otworzyła oczy i zobaczyła jak drugi mężczyzna w czarnej koszuli wciska w jej usta rękojeść noża i zaciska jej nos. Po chwili połowa szyjki butelki tkwiła w jej ustach. Łykała płyn i początkowo nie czuła jego mocy. Kiedy chwilę później jednak poznała, łzy napłynęły jej do oczu, zaczęła krztusić się, ale nadal musiała pochłaniać strumyk bimbru. Bezradnie przebierała nogami w miejscu. Bimber wypływał kącikami jej ust. Już nie mogła pić. Była u kresu sił. W odruchu desperacji wyrzuciła z ust cały haust płynu.

– Dość – rozkazał brunet. – Szkoda płynu dla takiej pizdy – stwierdził z niechęcią. Blondynka ze łzami w oczach osunęła się pod drzewo. Czuła, jak płyn rozchodzi się po ciele. Gardło paliło ją. Nie mogła wykrztusić słowa. Źle się czuła. Zaczęło jej szumieć w głowie. Miała zawroty. Wiedziała, że upili ją. Wzrokiem poszukała partnerki. „Rajdowiec” przysiadł obok Wandy. Jedną ręką objął ją, ale kiedy próbowała odsunąć się od niego, zmienił zdanie i chwycił za włosy. W drugiej trzymał butelkę. Pociągnął za włosy, odchylając głowę kobiety do tyłu. Butelkę przyłożył Wandzie do ust i wmuszał w nią kolejne łyczki. Podpita dziewczyna siedziała oparta o drzewo i nie miała siły protestować. W tym czasie długowłosy blondyn przykucnął między jej nogami. Jedną dłonią odpychał jej kolano, a drugą, przez koszulkę, bezceremonialnie ściskał pierś. Po chwili dłoń zniknęła pod koszulką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *