Tchórz

Tchórz

Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Wolałem stać z boku i rzucić mu ostatnie smętne spojrzenie.
Nie zasługiwałem na niego, tego nie można było poddawać w wątpliwość.

Mimo, że w pokoju było ciepło, miałem wrażenie, że po plecach przebiegają mi dreszcze. Trochę jak prąd, a trochę jak lodowata woda – poczucie winy i nic więcej.
W cale nie chciałem się z nim rozstawać. Nie chciałem już nigdy więcej nie zobaczyć jego twarzy, ale nie mogłem dłużej żyć w kłamstwie. Nie zasługiwałem na niego, z resztą… On na mnie też nie. Powinien być z kimś innym od samego początku.

Dlaczego wybrał mnie? Hah… Temu nigdy nie zdołam się nadziwić.
Nie ważne już czy sam się sobie podobałem czy nie. Nie o to przecież w życiu chodzi, żeby tylko stać przed lustrem albo srać toną bezsensownych selfie na Instagramie, byleby ktoś tylko śwignął ci lajka.
Myślę, że bardziej uzależniające od rozpieszczania własnego ego było to, że to on to ego mile łechtał. To dla niego zacząłem wreszcie o siebie dbać, dla niego wybierałem inne ubrania i nawet zacząłem chodzić do fryzjera. Nie żebym był zupełnie niezadbany, ale dzięki Erykowi bardzo poprawiłem swoją kondycję i styl.
Najsłodsze było to, że spodobałem mu się w najgorszym okresie swojego życia – niedomyty, pochlastany ze źle dobraną fryzurą i rozklejającymi się trampkami.
Zachwycił się moją grą na gitarze, podszedł do mnie… Najbardziej randomowa znajomość we wszechświecie.

Byliśmy kumplami w liceum, całowaliśmy się pierwszy raz na studniówce. I tak przez pewien czas zostało… Mieliśmy farta, chodziliśmy do dobrych uczelni, a potem i ja i on znaleźliśmy w miarę znośną pracę. Wreszcie nadszedł ten czas i wprowadziliśmy się do wspólnego mieszkania. Nie mieliśmy aż tyle funduszy, ale udało nam się całkiem nieźle odpicować je sami. Stare meble po cioci Eryk obił własnoręcznie w materiał, który ja gdzieś kiedyś wybrałem. Fototapeta z lasem i górami była naszym zdaniem najlepszą inwestycją by optycznie powiększyć czterdzieści metrów kwadratowych. W lokalnym sklepie żelazno-budowlanym dobrałem się do pięknych, zdobnych cyferek i wreszcie na drzwiach wejściowych zwisła ornamentowa, srebrzysta dwunastka.

Ostatnia rzecz, jaką pamiętam to pierwsze święta, których nie spędziliśmy razem. Pierwsze i ostatnie.

Szef wysłał mnie z grupą innych osób z redakcji na pięciodniowe szkolenia. W międzyczasie trzech naszych kolegów miało relacjonować jeden z noworocznych koncertów w większym mieście nieopodal.
Rzecz jasna po szkoleniach pojawiał się alkohol, nie brakowało nam muzyki i innych uciech.

Tylko ja się w miarę trzymałem.
Przez trzy dni grzecznie dzwoniłem do swojego ukochanego, relacjonowałem mu mój pobyt w górach w krótkich humorystycznych filmikach. Zawsze odpowiadał tak samo – selfie z wyjątkowo pięknym uśmiechem i kilkoma ciepłymi słowami, albo częściowo nagim zdjęciem z czymś bardziej tęsknym i pikantnym.

Złamałem się w nocy z dnia czwartego na piąty. Piliśmy jak pokręceni z Szymonem i Filipem. Nie dotrwałem do dwunastej i kolega musiał odprowadzić mnie do pokoju.
On singiel, ja zajęty, wyoutowany pedał. Nie było mocy, która mogłaby sprawić, żebym się uwolnił z jego objęć.

Szatyn całował bosko i jeszcze lepiej się pieprzył.

Po powrocie nie powiedziałem Erykowi ani słowa i z trudem spoglądałem mu w oczy. Wiedział, że coś jest nie tak. Nie był głupi, ale ja nie miałem tyle jaj, żeby się przyznać do świństwa, jakie mu zrobiłem.
„Byłem pijany, byłeś daleko…” – to najgorsze wymówki, jakich można użyć. „To tylko przygoda, on nic dla mnie nie znaczy” – jest dla mnie równoznaczne z przyznaniem, że jest się nic nie wartym ścierwem, ewentualnie zwierzęciem. Kompletny brak samokontroli…

Na moje ‘nieszczęście’ zadziałała choroba. Nie minął tydzień od wyjazdu, a musiałem załatwić sobie L4 i przeleżeć prawie dwa tygodnie w łóżku. Eryk nigdy nie wracał do mojego dziwnego zachowania, zakładając, że po prostu zaczynałem się już gorzej czuć.
Och, ile bym nie dał, żeby się wtedy nie rozchorować i spróbować go przeprosić. Teraz, gdy jestem już sam jak palec, skazany na siebie i nieustanne przypominanie sobie swoich grzechów, po stokroć wolałbym się przed nim korzyć… Poszedł bym na terapię, do psychologa, księdza… Dokądkolwiek by mnie nie posłał, byle by tylko dał mi jeszcze jedną szansę.

Następnych wyjazdów służbowych unikałem jak ognia. Eryk zauważył to od razu, a ja mimowolnie wymówiłem się cholernym pijaństwem, jakie tam królowało po nocach. Nie powiedział ani słowa, prócz „dobrze”, bo był zapartym abstynentem. Przez moment miałem nawet wrażenie, że był ze mnie dumny i to jeszcze bardziej mnie dobijało.

Moje ukochane zielone oczy nigdy nie zasłużyły sobie na coś takiego…

Kiedy byliśmy w liceum zmagałem się z okropną depresją. To Eryk był przy mnie, gdy było naprawdę źle. To Eryk wciąż do mnie dzwonił, wysyłał listy i przychodził pytać co u mnie, nawet gdy go odpychałem i mu urągałem.
Gdyby nie on, już dawno bym nie żył. Gdyby nie on, nie miał bym dla kogo żyć.

W święta wielkanocne została zorganizowana dość spora impreza. Z racji, że w redakcji byliśmy ze sobą dość blisko, zostaliśmy zaproszeni wspólnie.
Robiło mi się gorąco, gdy widziałem Eryka w dopasowanej ciemnoniebieskiej marynarce. Kusił połyskujący na srebrzysto krawat. Nie chciałem go rozwiązywać, chciałem go rozerwać. Chciałem zedrzeć z niego te wszystkie fatałaszki i pieprzyć się z nim na biurku, zdemolować pół biura… Niesforny, niby nieśmiały uśmiech i zapach jego perfum wprawiły mnie w tak świetny nastrój, że nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Z dumą chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w kierunku windy. Całowaliśmy się aż zabrakło nam tchu, jak szalone nastolatki… Dobrze, że chociaż się od siebie oderwaliśmy, nim dojechaliśmy na właściwe piętro.

Zabawa, jak zabawa. Nudna i bezsensowna. Jedyne, co mnie obchodziło to fakt, że byliśmy tam razem. Przez chwilę zupełnie zapomniałem o tym, co stało się na służbowym wyjeździe. Na całym świecie nie istniało nic, tylko on. I wtedy zobaczyłem Szymona… Uśmiechał się niewyraźnie i podchodził w naszą stronę.
Serce stanęło mi w gardle i nagle zrobiło mi się zimno. Zupełnie zapomniałem o istnieniu tego człowieka, a teraz gdy nasze oczy się spotkały, przypomniałem sobie krzywdę, jaką wyrządziłem Erykowi w górach…

„Czołem panowie”, przywitał się nonszalancko i usiadł wraz z nami.

Przez cały ten czas tak źle się czułem, że myślałem, że padnę nieprzytomny na stół.

Szymon rozmawiał z nami jakby nic się nie stało. Gratulował mi pięknego mężczyzny, udanego związku… Przed Erykiem chwalił moją pracę i elokwencję. Chwalił jakiego to ja nie mam ludzkiego podejścia i że ludzie nigdy nie uciekali, gdy widzieli mnie z mikrofonem… Nie miałem ochoty na nic innego, jak żeby tylko zapaść się pod ziemię, momentalnie spłonąć. Wszystko byłoby lepsze od spotkania tego typa, tym bardziej, że był przy mnie Eryk.

„Jestem zmęczony”, stwierdził wreszcie mój ukochany i pociągnął mnie w stronę wyjścia. „Chcę iść do domu”, oświadczył, a ja grzecznie podążyłem za nim.

Zatrzymał nas mój szef. Stwierdził, że musi ze mną zamienić jeszcze kilka słów na temat pracy, zanim impreza rozkręci się na dobre. Zamówiłem swojemu słońcu taksówkę do domu i z ogromnym niesmakiem i strachem zostałem.

W następnym tygodniu musiałem zostać po godzinach w pracy. Serwery padły i zaraz po tym, jak grupa chłopców z IT uporała się ze sprawą, mieliśmy masę zaległości. Szymon zaproponował, że odwiezie mnie do domu. Byłem tak zmęczony, że przysypiałem w aucie. Dobrze, że wcześniej zadzwoniłem do mojego ukochanego, że wrócę bardzo późno, żeby chociaż się o mnie nie martwił…

Obudził mnie w parku na skraju miasta. Dosłownie rzucił się na mnie, ocucił mnie gorącymi pocałunkami. Te perfumy czułem tylko raz, ale nie byłem w stanie zwalczyć pokusy. Zwłaszcza wtedy, kiedy jego ręka zawędrowała w okolice mojego krocza. Sprawnie poradził sobie z paskiem i rozporkiem, wyjął go. Nie miałem czasu protestować, bo pochylił się i złapał go w usta.
Wydałem z siebie głuchy jęk i odruchowo zacisnąłem powieki. Ostatni raz kochałem się dość dawno temu, byliśmy zbyt zajęci i rosnące fizyczne napięcie nie pozwoliło mi zwalczyć tej pokusy.

Zmusił mnie do ściągnięcia spodni i władował sobie mnie na kolana. Zamknął mi usta pocałunkiem, jednocześnie wiercąc palcami w okolicach mojego tyłka. Prawie pisnąłem, gdy poczułem silny ucisk w tamtej okolicy. Objąłem go kurczowo i westchnąłem głośno w ucho Szymona. Odpowiedział seksownym, głębokim pomrukiem. Wiedział, że miałem faceta, ale nie przeszkadzało mu to. Ale… czy mogłem go za to winić? Mogłem winić go za to, że sam nie umiałem mu odmówić? Powinienem mu przyłożyć, przynajmniej zwiać i chodzić przed Erykiem po kolanach. Zamiast tego pozwoliłem sobie wysmarować tyłek lubrykantem i niemożliwie zerżnąć.

Takie rzeczy widywałem tylko na filmach… Takiego czegoś nie zdarzało mi się nawet za często widzieć w pornosach. Szyby były całe zaparowane. Sam już nie wiedziałem czy było tak duszno czy po prostu dusiłem się tą przyjemnością, brutalnością, z jaką mnie rżnął. W ostatniej chwili docisnął mnie do siebie. Trafił w czuły punkt. Doszliśmy razem, a mi nawet nie przeszkadzało to, że wlał we mnie całą swoją frustrację i tęsknotę po naszym pierwszym razie.

Potem jak gdyby nigdy nic odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę milczałem i nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy. Za wszelką cenę unikałem także swojego odbicia w szybie. Nie byłem w stanie… Nie byłem dużo lepszy od napalonego psa, którego rajcuje pierwsza lepsza suka.

Eryk… Chciałem z nim być do końca swoich dni. Eryk zawsze był przy mnie, ocierał mi łzy, radził, strzelił mi w pysk jeśli było trzeba… Kochał mnie. Ja kochałem jego, ale nie zasługiwałem na kogoś takiego.

Gdy otworzyłem drzwi do mieszkania, wszędzie było już ciemno. Drzwi od sypialni były lekko uchylone i z niewielkiego korytarza słyszałem niewyraźne głębokie oddechy Eryka. Już słodko spał.

Nie umiałem tak żyć. Byłem pieprzonym tchórzem.
Poszedłem do dużego pokoju i wyciągnąłem walizę z szafy. Wrzuciłem do niej wszystkie swoje najpotrzebniejsze rzeczy, zabrałem dokumenty… Zasiadłem na chwilę przy stole i wziąłem długopis.

 

Najdroższy Eryku,

Nie wiem czy kiedykolwiek będziesz w stanie mi wybaczyć. Zrozumiem, jeśli będziesz mną gardził, bo ja sam sobą gardzę.
Skrzywdziłem Cię. Zdradziłem.
Ty byłeś przy mnie zawsze, kiedy Ciebie potrzebowałem.
Pamiętam, jak dziś, kiedy podszedłeś do mnie w liceum, jako jeden z nielicznych nie miałeś mnie za dziwadło i wierzyłeś we mnie. Dzięki Tobie żyję i jestem kim jestem. Dzięki Tobie znalazłem w sobie tyle siły, by wydostać się ze szpon ciemności, jaka mnie ogarnęła. Tylko dzięki Tobie byłem w stanie normalnie żyć, chodzić do szkoły, a potem do pracy.

Uwierz mi, proszę, że na tym świecie nie liczy się dla mnie nic więcej, jak Ty i Twoje szczęście. Ale ja to szczęście Ci zniszczyłem i nawet nie miałem na tyle odwagi, żeby powiedzieć Ci o tym wprost…

Na pewno pamiętasz mój wyjazd służbowy w góry, ten zeszłoroczny, po którym się tak rozchorowałem. Wiedziałeś, że coś jest nie tak, a ja nie umiałem się przyznać.
Szymon i ja, spaliśmy ze sobą. Nie raz…

Nie umiem spojrzeć Ci w twarz, nienawidzę go, nienawidzę siebie.

Zasługujesz na kogoś lepszego.

Kocham Cię. Na zawsze.

Jeśli nie wybaczysz, to chociaż zapomnij.

Nie liczy się dla mnie nic, prócz tego, żebyś był szczęśliwy.
To trwało zbyt długo, abym umiał o tym nie myśleć.
Żadne „przepraszam” i żadne błagania nie zawrócą czasu i nie sprawią, żebym Szymonowi odmówił.

Jeśli to czytasz, jestem już daleko od Ciebie. Robię miejsce wyłącznie dla Ciebie w tym miejscu. Dla Ciebie i Twojego szczęścia, bo nie zasługuję na Ciebie.

Tak mi przykro…

Dawid

 

Nie przysiadłem nawet na brzegu łóżka. Nie chciałem go budzić.

Nie widziałem żadnego sensu tego związku po tym, jak tak bardzo go oszukałem i jak dałem się złamać swojej własnej dupie, jak pieprzone zwierzę. Nie zasługiwałem na niego, a on nie zasługiwał na mnie. Zasługiwał na kogoś lepszego. Na kogoś, kto nie będzie go zdradzał, unikał tematu i krył się po kątach jak nic nie znaczący kłębek kurzu. Zrobił dla mnie niepoliczenie dużo dobrego, a ja nie potrafiłem nawet zachować samego siebie tylko dla niego. Niewiele więcej miałem, a nawet to zaprzepaściłem.

Bilety kupiłem na lotnisku. Nie musiałem za długo czekać, bo najbliższy lot miałem po niecałych trzech godzinach i nawet nie były zajęte wszystkie miejsca.

Teraz, po pięciu latach znowu pracuję. Nauczyłem się dobrze mówić po szwedzku, dostałem pracę w sieci salonów meblowych i siedzę w kawalerce przed komputerem. Sprawdzam Social Media. Nie potrafię nie ‘stalkować’ Eryka na Facebooku. Po prostu nie jestem w stanie odmówić sobie sprawdzenia co u niego słychać.
Po tamtych wydarzeniach nie pisał, nie dzwonił… Nie winię nikogo innego, jak siebie.

Dziś, po tych pięciu latach, zauważyłem na jego profilu coś nowego. Dodał zdjęcie z nowym chłopakiem. Dziś wprowadzili się do innego mieszkania i są szczęśliwi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *