Przeglądasz
Tag: Opowiadania Gejowskie

Samiec rozpłodowy

Samiec rozpłodowy

Kiedy poznałem Andrzeja, był moim klientem. Odwiedzał mnie w firmie, zadawał pytania i rzucał celne uwagi na tematy ogólne. Polubiłem go, zawsze kiedy przychodził, dostawał należną kawę i miałem czas na porozmawianie nie tylko o sprawach służbowych, ale też o naszym ciężkim życiu we współczesnym świecie zdominowanym przez pieniądze. Andrzej był mężczyzną niezwykle przystojnym, no może trochę przesadziłem, gdyż nie był wysoki, ale jego uroda i sposób bycia powodowały zawsze we mnie jakiś niepokój. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy,…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Wyznanie geja

Wyznanie geja

Oni pracowali „na wydrę”. Jeden podstawił mi nogę, a drugi uderzył hakiem w żołądek. Złamałem się wpół i odruchowo zasłoniłem twarz. Poczułem szarpnięcie za pasek na przegubie dłoni. Zrywali mi zegarek. Dołożą jeszcze parę kopniaków… Ocknę się zmasakrowany, pozbawiony zegarka, portfela, może nawet butów. „Wydrowcy” zabierają wszystko. Lecz tak się nie stało. – O kurwa! – posłyszałem głos jednego z napastników. Potem stęknięcie. Opuściłem dłonie, którymi osłaniałem twarz i spojrzałem. Pojawiła się pomoc. Niezwykle sprawna i skuteczna. Niewysoki mężczyzna. Bardzo…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Kropka i reszta bandy

Kropka i reszta bandy

Kropkę znalazłem pod drzwiami dyspozytorni. Była maleńka i trzęsła się z zimna, bo listopadowy ranek ściął pierwszym przymrozkiem. Zwierzę miauczało cichutko, jakaś wredna dusza wyrzuciła je z mieszkania. Kolega – dyspozytor stwierdził, że to jest kotka. Cała biała, tylko na karku miała czarną plamę. Dlatego nazwałem ją Kropką. Nie mogłem jej trzymać w dyspozytorni tramwajów i autobusów, gdzie pracowałem, bo mielibyśmy na głowie sanepid. Kilka tygodni później poznałem Roberta, kierowcę karetki pogotowia. Od dobrych paru lat jesteśmy razem – Robert,…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Milion nowych dni

Milion nowych dni

Był późny październikowy wieczór. W naszej pakamerze na dobre rozkręcała się kolejna popijawa. Imieniny świętował Janusz, jeden ze starszych stażem członków klubu. Jak każe niepisana tradycja, zameldowaliśmy się w wpisowymi półlitrówkami zamiast kwiatków, solenizant z pomocą pani Jadzi przygotował jakieś kanapeczki i od razu zrobiło się wesoło. Towarzystwo było całkiem sympatyczne, czułem się wśród nich lubiany i akceptowany, byłem więc zupełnie na luzie – w zasadzie nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Wcześniej zaliczyłem już w kiblu jakiegoś…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Mój Giovanni

Mój Giovanni

Był to wielki skandal. Gdybyście byli państwo wtedy w Paryżu, musielibyście z pewnością o nim słyszeć, jak też zauważyć zdjęcia Giovanniego, które wszystkie gazety opublikowały natychmiast po jego ucieczce. Artykuły na pierwszych stronach poświęcone były morderstwu, rozprawiano o nim, wiele lokali w stylu baru Guillaume’a zamknięto. (Nie na długo zresztą.) Policjanci w cywilu przeczesywali dzielnicę, kontrolowali dokumenty, bary oczyszczono z tapettes. Poszukiwania Giovanniego nie dawały jednak rezultatów. Wszystkie poszlaki, a w szczególności fakt jego zniknięcia, wskazywały, że to on był…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Nie oglądaj się w stronę Sodomy

Nie oglądaj się w stronę Sodomy

Nadszedł dzień planowanej kolacji. Jim był zdenerwowany. Pokłócił się z matką, gdy kazała mu założyć płaszcz. Wściekał się na brata, gdy odkrył, że w szufladzie komody z wiecznego pióra Johna wyciekł atrament na jego ostatnią białą koszulę. Zrobiwszy karczemną awanturę, wyszedł z domu. Z bijącym sercem zapukał do drzwi państwa Mergendahl. Otworzył Bob. Wzruszony Jim podał mu rękę i nie mógł wykrztusić z siebie słowa. – Cześć, stary! Jak się masz? – powitał go Bob. – Wejdź, proszę. Wypijmy na…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Parafialny outsider

Parafialny outsider

Do Kościoła Józek wszedł jak zwykle. To znaczy najciszej, jak tylko potrafił. Mimo to kilkaset par oczu skierowało się w jego stronę. Ot, chamy – pomyślał zajmując jednocześnie miejsce w ostatniej ławce – zawsze wiedzieli, że przychodzę się modlić, a tylko ten raz zechcieli zerknąć. Posłał im najszczerszy z możliwych uśmiech i przystąpił do zwyczajowej modlitwy. Zamierzał udać się do spowiedzi, to i stosownej przed tym ceremoniałem modlitwy zaczął poszukiwać w książeczce do nabożeństwa. Znalazł. Zaczął się modlić. Nie wiedział…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Przebudzenie

Przebudzenie

Maćka poznałem 13 kwietnia, pamiętam jak dziś. Spotkaliśmy się przed wejściem do kawiarni. Przed umówioną godziną długo zastanawiałem się jaki on będzie? Jakie ma włosy, jakie oczy? Wiedziałem jaki cudowny ma głos, taki miękki, przyjemny. Ze zdenerwowania spociłem się. Ciągle zerkałem na zegarek, dochodziła piąta. Wiedziałem o nim niewiele, aczkolwiek bardzo dużo zważywszy na to, że napisał mi w e-mailu swoisty list gończy o sobie, same suche fakty. Napisał na przykład: zainteresowania różne. Co mi to mogło powiedzieć? Nic, ale…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Przekwitający mak

Przekwitający mak

13.10.1985 Nerwy mam napięte jak struny. Kicham i zaraz lecą mi nosa smarki, niewypłakane łzy. Przez cały ranek walczyłem z sobą, ze swoim położeniem, i kichałem. Manuel miał ciężką noc, był niespokojny. Całe godziny wlokło się śniadanie, a i tak nie wziął wszystkich lekarstw, które łyka rano. Już 14.30. Całą wieczność to trwa, obaj mamy już dosyć. Wczoraj chciałem wziąć prysznic, ale zabrakło mi czasu. Nie znoszę być niewykąpany, szczególnie przy zdenerwowaniu, swędzi mnie wtedy głowa, pocę się, świerzbi mnie…

Czytaj więcej Czytaj więcej

Sławuś

Sławuś

LAT 2 OJCIEC (z pracy) Dlaczego mały płacze? MATKA Przed chwilą mu wlałam. OJCIEC Co znowu zbroił? MATKA Już od pewnego czasu obserwuję, że co mu dam nowe śpioszki, to zaraz dziura w kroku. Najpierw pomyślałam, że to te fabryczne szwy są takie słabe. Aż dzisiaj się wyjaśniło. Jestem w kuchni, zmywam naczynia. Zastanowiła mnie cisza u dziecka w pokoju. On o tej porze nigdy nie śpi. Wchodzę, a Sławuś zrobił dziurkę w kalesonkach, wyjął ptaszka i bawi się nim…

Czytaj więcej Czytaj więcej