Szkoła demonów cz.2

Szkoła demonów cz.2

Siedząc na ławce obok grobu, czułam się dziwnie. Miałam wrażenie jakby ktoś mnie obserwował. Ile razy jednak rozglądałam się nikogo nie było, aż w końcu ją zobaczyłam. Miała na oko z 7 lat, krótkie kruczo czarne włosy i te oczy… Pomarańczowe.. Nigdy wcześniej takich nie widziałam.. Skakała po grobach, cały czas obserwując każdy mój ruch. Wzdrygnełam się, kiedy usłyszałam dźwięk własnego telefonu. Mama.
-Tak?-Spytałam najnormalniej jak potrafiłam.
-Jesteś już w domu?
-Tak.-Skłamałam, by nie musieć zdawać relacji z tego co w tej chwili robie. W tym samym czasie, sięgnełam po torbę i ruszyłam ku wyjścia z cmentarza, dalej obserwując dziewczynkę, i jednocześnie kontynuując rozmowę.
Delegacja na którą pojechała mama, miała potrwać 2 tygodnie. Zazwyczaj trwały one 3-4 dni, a mijało nam to jak lata rozłomki. Nie wiem jak tym razem to przetrawie. Nie lubie się z nią rozstawać. W domu byłam po jakichś 15 minutach, i w sumie nie miałam na nic ochoty…

Następnego dnia, już całkiem ogarnięta, wyszłam z domu. Była sobota, a pogoda idealna. Umówiłam się z Jess na wyjście do kina, na jakąś komedię. Oczywiście jak to ja byłam spóźniona. Wprost wbiegłam na salę, gdzie już zaczynał się film. Całe szczęście szybko odnalazłam Jess i zajełam miejsce obok niej. Seans trwał lekko ponad 2 godziny, i oczywiście tak jak wcześniej myślałam nie obyło się bez śmiechu. Wyszłyśmy z budynku żywo dyskutując. Moją uwagę jednak przykuł motor, niby nic nie zwykłego, ale maszyna stała na samym środku wielkiego placu. W stacyjce były kluczyki, a nikt nawet nie pomyślał, by sobie na nim tak po prostu odjechać, co u nas w mieście, było bardzo częste.
-Na co tak patrzysz?-Usłyszałam za sobą głos przyjaciółki.
-Na ten motor.-Odpowiedziałam od razu.
-Jaki motor?-Spytała rozbawiona.
-No jak to jaki? Jess.. Stoi pare metrów przed nami.
-Erica, nie żeby coś, ale tu nie ma żadnego motoru. Piłaś coś?
-Jess.. To nie jest śmieszne, przestań się ze mnie nabijać..
-Nie robię tego.-Odpowiedziała najpoważniej jak potrafiła.-I lepiej chodźmy już, bo ludzie patrzą na nas jak na totalne idiotki.
Mimo iż zaczęliśmy odchodzić, cały czas patrzyłam na maszynę.. Po chwili podszedł tam jakiś chłopak, miał na sobie kask, który od razu poznałam.. To ten sam koleś, który prawie we mnie wjechał wczoraj na pasach. Kiedy uchwycił moje spojrzenie, przewróciłam oczami i sama odwróciłam wzrok.

Było grubo po 20, wracałam właśnie ze sklepu. Miałam do przejścia spory kawałek. W pewnym momencie usłyszałam jakieś odgłosy, głośne rozmowy.. No właśnie, moje miasteczko jest niebezpieczne. Jak nie złodzieje, to bandyci, i to dosłownie.. Postanowiłam zawrócić, i iść przenocować u Jess. Jednak kiedy zaczełam wracać, głosy były coraz głośniejsze. Serce waliło mi tak szybko, że miałam wrażenie, jakby zaraz miałoby mi wyskoczyć z piersi.
-Co taka ładna dziewczyna, robi sama o tej porze?-Usłyszałam pare metrów za sobą. Zostałam dosłownie okrążona, stałam jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. Moje oczy wypełniły się łzami ze strachu, przez co je zamknęłam. Po chwili usłyszałam pisk opon, a kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam znowu tego samego chłopaka, tym razem bez kasku, ale nie udało mi się zobaczyź rusów twarzy. Nikt nie zwrócił na niego uwagi.
-Błagam, pomóż mi…-Powiedziałam tak cicho, że nie byłam pewna czy ktokolwiek usłyszał.
-Kogo prosisz o pomoc? Boga?-Odezwał się jeden z tej zapijaczonej siódemki, po czym wybuchli śmiechem. Jednakże śmiech jednego z nich przerwał upadek, spowodowany uderzeniem motocyklisty. Zaraz potem na ulicy wylądował drugi i trzeci, a wszyscy zaczeli się odsuwać, cały czas patrząc na mnie. Po tym jak obrywał kolejny, ja poczułam ogromny ból głowy. Czułam na niej coś ciepłego, i lepkiego.. Zaczynałam tracić świadomość, i upadłam. Potem słyszałam jeszcze jakieś krzyki i dziwne odgłosy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *