Szkoła demonów cz.1

Szkoła demonów cz.1

-Erica wstawaj wreszcie!-Usłyszałam to tego ranka chyba po raz dziesiąty.
-Mamo 5 minut błagam..
-To samo mówiłaś 5 minut temu. Pośpiesz się, bo musimy pogadać.
-Przecież nic tym razem nie zrobiłam…
-Wiem dziecko…
-Nie jestem dzieckiem! -Co za udręka wychowywać zbuntowaną nastolatkę.
-Udam, że tego nie słyszałam.
-Dobra Erica, koniec żartów. Wstawaj!
-No dobra…
Ledwo co udało mi się podnieść głowę, nie wspominając już o wyjściu z łóżka. Wyjełam z szafy ciemne jeansy z wysokim stanem, biały crop top, i czystą bieliznę, po czym pokierowałam się do łazienki. Do tej pory miałam zakwasy na nogach po wczorajszych zawodach. Tak.. Biegam dużo, ale i tak nie zajełam jakiegoś wybitnego miejsca, pewnie dlatego, że głównie zlałam tw zawody.. Ale trzynaste miejsce na sto, to chyba nie najgorzej? No w każdym razie nie ważne.. Weszłam pod prysznic, gdzie dokładnie umyłam ciało i włosy. Po ich wysuszeniu i wyprostowaniu, ubraniu się i wykonaniu reszty tych wszystkich bzdet, zeszłam na dół, gdzie czekało na mnie śniadanie.
-A pomyśleć, że tak narzekałaś.-Rzekłam z uśmiechem sięgając po kanapkę.
-Erica…
-Co?
-Posłuchaj, dzwonili z firmy…
-Kolejna delegacja.. Serio?!
-Skarbie przepraszam, ale wiesz jak jest…
-Nie mogłaś odmuwić? Akurat dziś… Miałyśmy iść na cmentarz… Do taty..
-Kochanie przepraszam, ale..
-Nie no spoko rozumiem.
-Jeszcze raz cie przepraszam.
-Moge nie iść do szkoły?
-A to niby czemu? Na cmentarz możesz iść po lekcjach. Po za tym z tego co wiem masz ważny sprawdzian z matmy.
-Skąd to wiesz?
-No cóż, tak bywa. Pakuj się to zawioze cie jeszcze do szkoły.
-No już mamo…
Sięgnełam po torbe i wyszłam za rodzicielką. Nie mineła chwila, a siedziałyśmy w aucie. Przez całą drogę myślałam o tacie. Od jego śmierci mineło 15 lat, umarł kiedy miałam 2 lata. Fakt nie pamiętam go, wiem tylko tyle, że zginął w wypadku samochodowym. Mama stara się go zastąpić, ale jest to trudne.
-Uważaj na siebie.-Głos mamy wybudził mnie z transu.
-Tak tak wiem.. Powtarzasz to codziennie…
Przewróciłam oczami i wysiadłam z auta. Z daleka zobaczyłam Jessice, moją najlepszą przyjaciółkę. -Co się tak guzdrzesz?-Zawołała z daleka.
W odpowiedzi się tylko zaśmiałam, i podeszłam bliżej, po czym ją przytuliłam. Następnie wykonałam ruch wokół własnej osi, i dałam mamie do zrozumienia, że powinna już jechać. Chwilę później zadzwonił dzwonek.

-Jak ci poszło?-Spytała Jess po wyjściu ze szkoły.
-Koszmarnie.. Ja i matma to dwa różne światy. Zapisze się na korki do Johna.
Johna Browera-największego przystojniaka w naszej szkole..
-Ta, z pewnością ci pomoże. Idziemy na miasto?
-Poszłabym, ale wiesz co dziś jest…
-Tak. To może zdzwonimy się jakoś później.
-Jak dla mnie okey.
Pożegnałam się z przyjaciółką, i ruszyłam w zupełnie odwrotną stronę. Podczas gdy przechodziłam przez pasy, dosłownie przed moim nosem przejechał motor, przez co wylądowałam na ziemi.
-Uważaj jak jeździś debilu!-Krzyknełam, widząc reakcję, tego kogoś. Zatrzymał motor, i skierował na mnie wzrok. Czułam to mimo że nadal miał na sobie kask. Wstałam z ulicy, i poszłam dalej przed siebie. Witaj cmentarzu. Szłam prawie na sam jego koniec. Tak stał grób, nieco zaniedbany, tabliczka z imieniem i nazwiskiem od dawna była zamazana. Na grobie leżały jakieś kwiatki, ktoś dalej go odwiedza, są świeże, więc to pewnie mama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *