Szczęście ma wiele imion cz. 4

Szczęście ma wiele imion cz. 4

Wiercąc się na łóżku czułem jak coś ogranicza mi ruchy. Obudziłem się wystraszony. Śniło mi się cholera wie co. Otworzyłem oczy i zrozumiałem co się dzieje. Siedziała na mnie Tamara. Patrzyła z uśmiechem na moje próby uwolnienia się.

-Co tu robisz? – zapytałem
-Śnił Ci się jakiś koszmar. Przyszłam więc Cię uspokoić.
-Twój widok na pewno mnie uspokoi. Mam jednak przeczucie, że nie tylko o to Ci chodziło.
-Masz rację.

Zeszła ze mnie i położyła się obok. Patrząc mi w oczy wsunęła rękę pod majtki i zaczęła walić mi konia. Pocałowaliśmy się po czym wróciliśmy do rozmowy.

-Ostatnio mało czasu spędzamy ze sobą. Długo siedzisz w tej swojej szkole.
-Masz na myśli bycie ze sobą sam na sam. Mieliśmy towarzystwo przy poprzedniej zabawie.
-Tak, chce Cię mieć na wyłączność.
-Wystarczyło powiedzieć. Panie ze szkoły są fajne, ale Twój tyłeczek jest najlepszy mamuś.
-Miło, że tak myślisz. To co powiesz na to, żeby mamusia się wypięła a Ty pokażesz jej jak bardzo kochasz jej dupkę?
-Nie wiem na co jeszcze czekasz.

Wyjęła rękę z moich majtek i podniosła się. Stanęła tyłem, podciągnęła swoją koszulę i powoli zaczęła zdejmować swoje stringi. Ja jedynie podziwiałem to co widzę. Wskoczyła na łóżko, rozsuwając lekko nogi wypięła się w moją stronę. Przyklęknąłem przy łóżku, dzięki czemu miałem przed sobą wspaniały widok na jej cipkę i dupę. Nie od razu przeszedłem do rzeczy. Spokojnie przybliżyłem usta do jej pośladków, aby móc je całować. Lizałem je po chwili najdokładniej jak mogłem. Gdy były już nawilżone moją śliną, mogłem przystąpić do masowania tego cudownego białego tyłka.

-Nie liczyłam na masaż, ale i tak jest przyjemnie.
-Wierz mi, to sprawia przyjemność również mnie. Tęskniłem za tym tyłeczkiem.
-On za Tobą też, synku.

Te dwa, wspaniałe pośladki ledwo mieściły się w moich dłoniach. Miętosiłem je, co chwilę całując raz lewy, raz prawy.

-Wystarczy skarbie, teraz Twój język w mojej dupie. Zrób to.
-Aż tak nie możesz się doczekać?
-Ja nie prosiłam. Pospiesz się.

Nie mogłem już dłużej zwlekać. Macocha się niecierpliwiła, a ja chciałem nacieszyć się tą pupą. Rozchyliłem lekko jej pośladki i wsunąłem język do środka. Puściłem jedną ręką i wślizgnąłem się w jej szparkę. W tym momencie zaczęła wydawać z siebie jęki rozkoszy. Nie przerywając palcówki, wwiercałem się językiem w jej dupę. Co chwilę tylko powtarzała, żebym nie przestawał, że to jest to na co czekała. Najbardziej podniecało mnie jednak gdy mówiła do mnie „grzeczny chłopczyk”. To, że jest moją macochą dodatkowo mnie nakręcało, choć nawet bez tego była niesamowicie seksowną kobietą. Oderwałem się na chwilę od niej. Oblizałem palec którym zadowalałem jej piczkę. Czułem smak jej soków.

-Unieś się troszkę, chce wejść pod ten Twój zadek.
-Proszę bardzo, skarbie. Masz sprawić, aby z mojej cipki wystrzeliły soki.
-Co? To nie takie proste. Zajmie mi to sporo czasu.
-Chyba nigdzie się nie spieszysz prawda?

Gdy to mówiła ja leżałem już pod jej cipką. Nie czekała na odpowiedź tylko od razu otuliła moją twarz swoimi pięknymi udami. Mój język pracował najlepiej jak tylko mógł. Kogo jak kogo, ale moją macochę muszę zaspokoić w pierwszej kolejności. Rękoma masowałem jej pośladki. Wciąż były mokre. Cały czas słyszałem jak dyszy, wiedziałem, że jest jej dobrze. Chcąc zwiększyć doznania, wsadziłem palec prosto w dupę Tamary. Stęknęła tylko mocniej, ale bez żadnych oporów pozwoliła mi na dalszą penetrację. Wpychałem dość głęboko, bez przerwy lizać jej muszelkę. Nie wiem ile czasu trwała ta zabawa. Język już mi zdrętwiał. Mowy nie było o przestaniu. Musiałem to zrobić. Zawziąłem się w sobie i ostatkiem sił doprowadziłem ją do wystrzału. Soczki cieknące z jej cipki wypełniły mi usta. Będąc nadal usidlonym przez jej uda nie mogłem nic zrobić. Połknąłem więc wszystko. Zeszła ze mnie, zadowolona patrzyła jak próbuje złapać oddech.

-To było wspaniałe. Smakowały soczki?
-Nie czuje języka. W ustach mi już zasychało
-Na szczęście je nawilżyłam. Obliż palec. Chce to zobaczyć

Zrobiłem jak kazała. Mimo, że miałem go w jej tyłku było to super. Podeszła do mnie, usadowiła na krańcu łóżka i zdjęła majtki. Mój kutas prężył się od samego początku, jak tylko pokazała mi dupę.

-Teraz moja kolej. Gotowy?
-Jak zawsze.

Pocałowała czubek, po czym zawędrowała do moich jaj. Lizała i ssała na przemian. Po chwili wsunęła sobie mojego penisa do ust i zachłannie go ssała.

-Mamo, zaraz dojdę.

Jedynie coś zabełkotała. Chwila minęła, a ja uwolniłem sporą ilość spermy w jej ustach. Zassała wszystko, połknęła i bez żadnych ceregieli ssała dalej. Wzbierała we mnie chęć aby włożyć jej kutasa w dupsko i pieprzyć aż się spuszczę. Złapałem ją za głowę i wstając wcisnąłem fiuta najdalej jak mogłem w gardło Tamary. Wyjąłem go po chwili.

-Czemu tak brutalnie, skarbie? Wystarczyło powiedzieć, że chce abym go wzięła głębiej.
-Przepraszam, jestem za bardzo nakręcony. Chcę Cię zerżnąć w dupę i zostawić tam niespodziankę.
-Za to jak się zająłeś moim tyłeczkiem, czemu nie.

Położyła się na plecach, unosząc obie nogi w górę. Przysunąłem kutasa i powoli wszedłem w nią. Coraz szybciej jebałem jej dupę. Jęczała i dyszała.

-Tak, skarbie, daj z siebie wszystko. Pieprz moją dupę.
-Kocham Cię, na prawdę, kocham.
-Wiem skarbie, wiem. Pierdol mnie mocniej.

Czułem jak mój kutas jest zasysany. Obijałem się o uda mojej macochy coraz mocniej. Byłem niesamowicie napalony. Kilka minut w tej pozycji zaczęło mnie nudzić. Przekręciłem ją na plecy, następnie położyłem się na niej i kontynuowałem najazd na jej tyłek. Przy każdym moim pchnięciu wydawała z siebie krótki jęk rozkoszy. Trwało to tylko chwilę, dość szybko skończyłem. Wstałem i zdyszany patrzyłem jak się podnosi z łóżka.

-Na mnie pora. Zobaczę co tam u reszty nimfomanek.
-Jedna z głowy. Ile jeszcze dziś Cię czeka?
-Nie mów tak o sobie. Ty się do nich nie zaliczasz. A ile ich będzie to nie wiem.
-Baw się dobrze, skarbie.

Wpadłem pod szybki prysznic, ubrałem ciuchy i wybyłem. Przechodząc koło kiosku trafiłem na panią Ewę. Dawno jej nie widziałem, w sumie to od naszego ostatniego razu. Kupiła gazetę i poszła przed siebie. Dogoniłem ją tuż za rogiem. Z bliska wydała mi się jeszcze bardziej seksowna. Blond włosy jak zawsze spięte, niebieska koszula i czarna spódnica sięgająca kolan.

-Dzień dobry pani Ewo – zawołałem będąc kilkanaście metrów za nią.
-A, witaj Arturku. Co u Ciebie?
-Wszystko jak najlepiej. Idę właśnie do szkoły.
-Szkoda, że dzisiaj mnie tam nie będzie. Musisz w końcu do mnie wpaść.
-Nie omieszkam. Gdzie się pani wybiera?
-Przydzielili mi dziś szkolenie. Nie mam wyjścia.
-Jeszcze będzie okazja.
-Aha, posłuchaj. Nie byłeś jeszcze u wszystkich pań prawda?
-Prawda, prawda.
-Niektóre się już niecierpliwią, liczą na Twoje odwiedziny.
-Któraś się o mnie pytała?
-Lucynka i Paulina. Gdy będziesz miał chwilę…
-To chyba dziś będę miał tą chwilę. Będę się zbierał.
-Niesamowicie mam ochotę Cię pocałować, ale tutaj nam nie wypada. Do zobaczenia.

Odchodząc patrzyłem na nią. Wyglądała przecudnie, aż sam zaczynałem żałować, że się spotkaliśmy na ulicy. Trzeba było szybko zapomnieć i ruszać dalej. Wedle tego co powiedziała Ewa, czekały na mnie dwie śliczne brunetki. Pani Lucyna od zawsze uczyła polskiego w naszej szkole. Fajne babka na wycieczkach. Wyjątkowo sztywna na lekcjach. Nigdy nie było mowy o wyjściu na dwór jak było ciepło, albo o luźniejszej lekcji. W pamięci utkwiły mi również jej dwa wspaniałe atuty. Miała pokaźnego rozmiaru biust. Doskonale pasował do jej zgrabnej figury. Przy odpowiadaniu nie raz rzuciło się okiem w jego okolice. Sprawiała wrażenie chłodnej osoby. Przekroczyłem próg szkoły, pędząc do pokoju nauczycielskiego. Był pusty, więc po cichu wszedłem, aby sprawdzić grafik.

-Nie skradaj się tak – rozległ się głos z drugiego pokoju – Powiedz lepiej o co chodzi.

To była Karolina, sekretarka. Młoda dziewczyna która pracowała tu kiedyś stała się teraz młodą kobietą. Jak zwykle z kręconymi włosami i cieniem na powiekach siedziała za biurkiem.

-Cześć, Karolino, szukam pani Lucyny.
-Lucynka siedzi w 24. Miłej zabawy.
-Wiesz, to chyba nie będzie tak od razu..
-Ja swoje wiem, nic się tu nie ukryje.

To prawda co powiedziała. Pewnie każda z nich wie co robię z innymi. W końcu pracują tu tyle lat to i przyjaźnie się między nimi zawiązały.

Będąc przed drzwiami znów zacząłem się denerwować. Robiłem to już tyle razy, ale przy nowej nauczycielce wymiękałem. Stawałem się wystraszonym uczniem, obawiającym się uwagi lub złej oceny. Zapukałem, otworzyłem drzwi i wszedłem. Pani Lucyna siedziała za biurkiem wypisując jakieś papiery. Włosy czarne jak smoła, krótkie, sięgające jedynie do karku, okulary na nosie, czarny sweterek i biała koszula pod nim. Moja polonistka wcale się nie zmieniła pomyślałem. Wstała i rzuciła surowe spojrzenie w moją stronę.

-Kogo to moje oczy widzą – powiedziała wkładając papiery do szuflady – Dobrze, że w końcu do mnie trafiłeś.
-Witam panią. Nie mógłbym pani pominąć.
-No ja myślę. Gdybyś tak zrobił straciłbyś niesamowite przeżycia. Podejdź tutaj do mnie.

Stanąłem przed nią, ona zdjęła okulary. Przyglądała mi się chwilę, po czym wstała i zbliżyła się do mnie. Jej usta znalazły się kilka centymetrów od moich.

-Jesteś na mnie gotowy?
-Oczywiście.

Bez namysłu zdjęła spódnicę i zaczęła rozpinać bluzkę. Stała tylko w majteczkach. Odsunęła lekko bluzkę i mogłem zobaczyć jej biustonosz, czarny koronkowy. Usiadła z powrotem na krześle. Cały czas patrząc mi w oczy, zdjęła majteczki. Odruchowo klęknąłem przed nią i pomogłem jej zdjąć je całkowicie. Szpilek nie ruszałem. Dopiero teraz zauważyłem, że ma na nogach jasne podkolanówki.

-Chodź tutaj – powiedziała skinając palcem – Wyliż mnie.

Bez zbędnych pytań zacząłem pieścić jej cipkę. Ręką zaczęła przeczesywać moje włosy. Uniosłem wzrok, aby spojrzeć na nią. Rozchyliła trochę usta, oddech przyspieszył. Wargi unosiła w swoim grymasie tak seksownie, że nie mogłem przestać na nią patrzeć. Kilka minut wystarczyło, żeby zaczęła zdejmować resztę ubrań. Kazała mi przestać i sycić oczy. Piersi, uwolnione z biustonosza były niesamowicie jędrne i sterczące, z małym sutkami. Chwyciła mnie za koszulkę i przyciągnęła do siebie. Od razu wpakowała mi język w usta. Chciałem to zrobić już wcześniej, ale pierwszym jej żądaniem była mineta. Przestaliśmy i dopiero wtedy mogłem przyjrzeć się jej twarzy. Ze starzała się przez te lata. Mimo tego, nadal jej twarz była dla mnie cudna. Określiłbym ją nawet moim idealnym wyrazem twarzy. Patrzyłem przez jakiś czas, aż mi przerwała.

-Moje piersi. W twoich ustach. Byłoby wspaniale.
-Przepraszam, po prostu jest pani piękna.
-Oj, nie przesadzaj – na jej twarzy namalował się szczery uśmiech – Ale i tak dziękuje.

Przytuliłem twarz do jej cycuszków. Lizałem jej sutki, ssałem. Wypieściłem jeden, nie mogłem zostawić drugiego. Zająłem się nim równie sumiennie.

-Wracaj na dół. Mam ochotę na więcej.

Całując ją po brzuchu, doszedłem znów do muszelki pani Lucynki. Ona uniosła swoją nogę i o biurko zdjęła jeden but. Drugi zdjęła o mnie. Lewą ręką pieściła swoją pierś. Nie wytrzymałem i odezwałem się.

-Pani Lucyno, może mi pani obciągnąć? Nie mogę się już doczekać, aż obejmie go pani swoimi ustami.
-O ile jest wystarczająco duży – rzuciła zalotnie
-Pani koleżanki nie narzekały.

Wypuściłem mojego kutasa na wolność. Sterczał przed nią jak należy. Lucyna jedynie uniosła brwi.

-Wystarczający, zajmę się nim.

Kucnęła przede mną i włożyła go do ust. Patrzyła mi prosto w oczy, potęgując doznania jakie mi zapewniała językiem. Nigdy bym nie pomyślał, że może być tak dobra. Wsuwała go sobie coraz dalej i dalej, aż dosięgnęła do końca. Wyjęła sobie z ust i liznęła kilka razy jak loda, po czym znów zaczęła ssać. Ta zabawa trwała dłuższą chwilę. Znowu to ja przerwałem.

-Wystarczy, dziękuje pani. Zostawmy to na później.
-W takim razie pora żebyś mnie wyruchał. Siadaj na fotel.

Lucynka odwróciła się tyłem, wypięła lekko i nakierowała mojego kutasa na swoją cipkę. Następnie odchyliła się do tyłu, oparła stopami o moje kolana i zaczęła ujeżdżać. Opadała mocno, po całej klasie niósł się dźwięk uderzeń i jej jęków rozkoszy. Nie trwało to jednak długo zeskoczyła szybko, łapiąc w dłoń mojego fiuta. Ciągnęła mnie za sobą.

-Właź na biurko. Teraz na prawdę Cię dosiądę.

Szybko się położyłem, a ona zręcznie niczym puma wskoczyła na mnie. Nim rozpoczęła, zbliżyła się i zaczęła mnie całować. Nie chciałem przestawać, ale pani Lucyna się oderwała i opierając się stopami o biurko, a rękoma o moją klatkę zaczęła swój dziki taniec. Krzyczała jak jej dobrze, że chce więcej. Gdy na chwilę zmęczona zwolniła, złapałem mocno za jej pośladki i zacząłem ruchać najszybciej jak tylko mogłem.

-O Boże, jak mi dobrze! Nie przestawaj! Tak! Tak!

Opadła na mnie dysząc głośno. Niezdarnie zeszła ze mnie, jak i z biurka.

-Daj mi chwilkę. Zaraz będziemy bawić się dalej.
-Ma pani piękne piersi – rzuciłem nie chcąc dopuścić do niezręcznej ciszy
-Nie musisz mi słodzić. Jeśli masz na coś ochotę to powiedz.
-Wcale nie słodzę. Mówię to co myślę. Zawsze uważałem panią za piękną kobietę.
-Pamiętam jak zerkaliście mi w dekolt. No dobrze, chodź.

Oparła się o fotel, ja podszedłem do jej zgrabnego tyłeczka i znów znalazłem się w jej cipie. Rytmicznie zacząłem ją posuwać. Z każdym ruchem czułem, że do końca już niedaleko, że nie wytrzymam za długo. Dotykając jej ciała, było mi szkoda kończyć. Trzymałem ją za biodra, rozkoszując się każdą chwilą. Zamyślony bez słowa wystrzeliłem do środka. Wtedy trochę się wystraszyłem.

-O rany, zagapiłem…
-Nic się nie stało. Dobrze zrobiłeś.
-Następnym razem coś powiem.
-Obiecałeś mi coś na później, pamiętasz?

W pierwszej chwili nie zrozumiałem, o co chodzi. Dopiero w momencie jak usta pani Lucyny znowu zacisnęły się na moim kutasie, przypomniałem sobie o zostawieniu sobie tego na później. Teraz wydawało mi się, że jeszcze bardziej się stara. Ssie mocniej niż poprzednio, pieści delikatnie czubek, wkłada sobie między piersi. Uczucia temu towarzyszącemu nie zapomnę nigdy. Co jakiś czas łapała go w rękę i trzepiąc lizała jaja. Gdy czułem, że znów wystrzelę, przerwałem jej i sam dokończyłem ręką. Pani Lucyna z otwartymi ustami czekała na swoją nagrodę. Po chwili wystrzeliłem na jej twarz, trafiając w oko. Palcem ścierała sobie resztki spermy i zlizywała.

-Masz jeszcze którąś z nas w planach na dziś?
-Zajrzę do pani Pauliny. Czy zagalopujemy się dalej… nie wiem.
-Jasne, już to widzę jak wyjdziesz od niej bez porządnego jebania.
-Ma pani rację. Mało prawdopodobna opcja.

Moja nauczycielka jeszcze przez chwilę zbierała swoje ciuchy. Dla mnie to była chwila i byłem gotów do wyjścia. Przede mną jeszcze jedna zdobycz, pani Paulina. Kobieta która w tej szkole pełniła każdą możliwą funkcję. Przygotowywała przedstawienia, robiła zdjęcia, szykowała większość gazetek ściennych, ale przede wszystkim uczyła wf-u. Doskonale wygimnastykowana, ze świetnym tyłeczkiem, pokaźnym biustem i czarującymi brązowymi oczami. Lubiłem przebywać w jej towarzystwie. Teraz pora sprawdzić, czy ona lubiła być w moim.

Przemykając przez korytarz natrafiłem na panią Beatkę. Zmywała podłogę, jak zwykle wyglądając zjawiskowo.

-Tylko nie po mokrym, kochaniutki.
-Widzę, widzę. Ma pani dziś trochę wolnego.
-Chętnie bym się za Ciebie wzięła, ale muszę załatwić kilka spraw na mieście.
-Szkoda, to lecę dalej.
-Chyba, że wpadniesz na wizytę domową – zarechotała.
-Takich usług nie zapewniam.
-Nic to, do zobaczenia, kochaniutki.

A mogło być tak pięknie. Byłem już o kilka kroków od drzwi do naszej hali sportowej. Nikogo nie widziałem gdy wszedłem. Na trybunach było pusto, ani śladu pani Pauliny. Mogła być w takim razie tylko w swoim kantorku. Zapukałem grzecznie i wparowałem do jej składziku.

-Cześć, jak leci? – zagaiła
-Nieźle, a u pani?
-Świetnie i czuje, że zaraz będzie jeszcze lepiej.

Zawsze lubiłem patrzeć jak się uśmiecha. Wtedy jej brązowe oczy wydawały mi się jeszcze piękniejsze. Włosy spięte w koński ogon i grzywka spadająca na czoło dodawały jej uroku. Siedziała teraz w niebieskiej bluzeczce i równie niebieskich jeansach. Musiała już skończyć pracę, zwykle chodziła w dresie. Wstała i podeszła do mnie.

-Dobrze Cię widzieć po tylu latach. Zmężniałeś trochę.
-Panią również. Nic się pani nie zmienia, może nawet jest pani trochę piękniejsza niż kiedyś.

Roześmiała się serdecznie i przytuliła mnie. Gdy poczułem jej piersi, od razu obudził się we mnie nastolatek. Marzenie się spełniło. Kolejne już, co było dowodem, że warto marzyć.

-Wiesz co będziemy zaraz robić?
-Mam nadzieję, że mi pani powie.
-Otóż będziemy się kochać, bardzo dłuuugo kochać.
-Mnie pasuje.
-To zaczynajmy.

Dokończyła i pocałowała mnie. Jej wspaniałe usta. Nie wiem nawet jak opisać ich dotyk. Niesamowite przeżycie. Pani Paulina chwyciła mnie za ręce i pokierowała je na swoje pośladki. W tym momencie dopiero odpuścił szok związany z pocałunkiem. Nie przerywając miętosiłem jej tyłeczek. Minuty leciały niesamowicie szybko. Gdy się odkleiliśmy od siebie musiałem wyglądać na nieźle wystraszonego.

-Teraz pocałuj mnie tak samo, tylko niżej dobrze? Nie martw się pomogę Ci.
-Dobrze.. ja..tak..

Nie mogłem z siebie nic wydusić, w tym momencie Paulina jeszcze uwolniła piersi od swojej bluzki. Odeszła kawałek, rozpięła spodnie i zsunęła je do połowy ud.

-Dalej musisz radzić sobie sam.

Zsuwałem je po chwili, dopiero przy butach pojawił się problem. Nie zdejmowałem jej sportowych adidasów, tylko przeciągnąłem je przez spodnie. Następne były jej majtki, które nie stawiały tyle oporu. Zostałem postawiony przed okazałym tyłkiem pani wuefistki.

-Widzę, że potrzebujesz zachęty.

Ręką przycisnęła mnie do swojej dupy. Zatonąwszy w pośladkach wystawiłem jęzor i lizałem jej szparkę.

-Podoba Ci się? Powiedź mi czy Ci się podoba.
-Yhyy..
-O nie, chce Ci patrzeć w oczy.

Odstąpiłem od lizanka i czekałem aż się odwróci. Usiadła na biurku i miałem przed sobą cipeczkę z trójkącikiem. Nie miała wygolonej całkowicie, jednak ten trójkąt mi się podobał.

-Zaczynaj, odwzajemnij pocałunek.

Zacząłem lizać jej cipkę. Mój język wkradał się do środka. Starałem się ze wszystkich sił. Słyszałem jak dyszy. Nie mogłem się doczekać aż jej słodkie usta będą ssały mi kutasa. Te dziesięć minut między jej nogami dłużyło mi się koszmarnie. Gdy kazała mi przestać, zerwałem się na równe nogi i od razu rozpiąłem rozporek. Wypuściłem kutasa na zewnątrz.

-Chcesz, żebym Ci obciągnęła? Mam go włożyć do ust?
-Tak, bardzo proszę, może pani?
-Pewnie, że mogę, ale czy chcę?
-Mogę w zamian possać pani cycuszki później?
-Oba?
-Gdybym mógł to ssałbym oba na raz.
-Dobrze więc.

Przysunęła usta, pocałowała żołądź i zaczęła go lizać. Po chwili chwyciła go dłonią i wsunęła czubek do ust. Zaczęła ssać, waląc go. Wchodziłem coraz dalej i dalej. Zwolniła wyraźnie i zaczęła oblizywać i całować go po czubku. Potrafiła działać ustami cuda.

-Zaraz dojdę proszę pani.
-To dobrze, nie będę przestawała.

Chciałem skończyć w jej ustach. Kilka chwil i zalałem usta Pauliny gorącą spermą. Wyssała całą i połknęła.

-Moja cipa potrzebuje mężczyzny. Dasz mi to czego potrzebuje?
-Pewnie.

Siadając na biurku uniosła nogi, a ja wjechałem w jej muszelkę. Złapałem ją za pupę i uniosłem do góry. Chwyciła mnie za szyję i coraz głośniej sapała mi do ucha. Podniecało mnie to tak bardzo, że posuwałem ją coraz szybciej. Doniosłem ją do stołu do tenisa, położyłem na plecy, cały czas rżnąć jej cipę. Pochyliłem się do przodu, aby móc posmakować jej cycuszków. Oba poruszały się w rytm moich posunięć, złapałem więc ustami jeden sutek i go ssałem. Miałem już zabierać się za drugi gdy coś głośno huknęło i stół się zarwał. Pani Paulina upadła na plecy. Wystraszyłem się nie na żarty.

-O rany, nic się pani nie stało? Wszystko ok?
-Nie może być inaczej – śmiała się leżąc na podłodze – Kładź się koło mnie.
-Ale co ze stołem? Nie będzie problemów?
-Póki co to jedynym Twoim problemem powinno być to, że jeszcze nie wypełniasz mojej cipki.

Położyłem się obok niej. Ona od razu usiadła na mnie okrakiem i nabiła się na kutasa. Ujeżdżała mnie, jęcząc uroczo przez cały czas. Uniosłem się i zacząłem ją całować. Powoli kładłem się z powrotem, głównie przez to, że się na mnie zaczęła kłaść. Jęczała mi teraz z językiem w ustach. Zeszła ze mnie i usiadła tym razem tyłem. Dupa zaczęła obijać się o moje nogi i byłem w siódmym niebie. Gdy czułem, że zbliża się koniec, mocno docisnąłem ją i wystrzeliłem prosto w cipkę.

-Pani Paulino, jest pani nieziemska.
-Słyszałam o tym, że można uprawiać dziki seks i popsuć łóżko, ale chyba nikt jeszcze nie popsuł stołu do ping ponga.
-Wątpię. Ludzie nie takie rzeczy pewnie robili i psuli.
-No tak, ludzka wyobraźnia nie zna granic.
-Chyba będę się zbierał.
-Idę pod prysznic, nie chcesz iść ze mną?
-Spasuje, na dziś mam dość wrażeń.
-Nie wiesz co tracisz, nie to nie.

Faktycznie, mogłem przegapić jedyną okazję do prysznicu z nią. Wszystko co tu się dzieje jest jedyną okazją. Każdy jednak musi odpoczywać. A co za dużo, to nie zdrowo. Jutro też jest dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *