Szczęście ma wiele imion cz. 3

Szczęście ma wiele imion cz. 3

Słońce zaczynało już powoli świecić mi w oczy, co oznaczało, że pora wstać. Wczorajszy dzień był męczący, aczkolwiek wspaniały. Uniosłem się i usiadłem na brzegu łóżka, zastanawiając się co robić. Nadal miałem ochotę zabawiać się z moimi nauczycielkami oraz macochą. Poszedłem wziąć prysznic, ubrałem się i już miałem schodzić na dół gdy usłyszałem rozmowę. Ktoś przyszedł tak wcześnie? Trzeba sprawdzić kto to.

-Wyspałeś się skarbie? – zapytała Tamara
-Owszem – odpowiedziałem

Gdy tylko wszedłem zauważyłem osóbkę siedzącą przy stole wraz z moją macochą. Była to jej matka, Maryla. Sam nigdy nie zwykłem do niej mówić babciu tylko zawsze zwracałem się do niej po imieniu.

-O, widzę mamy niespodziewanego gościa, cześć Marylko
-Wcale nie takiego niespodziewanego. Dzwoniłam do Tamarki kilka dni temu.
-No patrz, nic mi nie mówiła
-Nie musisz o wszystkim wiedzieć – wtrąciła macocha

One zajęły się swoimi sprawami, plotkowały o jakichś pierdołach jak gdyby nigdy nic. Uwijałem się żeby tylko zrobić coś do zjedzenia i zmykać spełniać swoje fantazje.

-O której dziś wrócisz?
-Powinienem być wcześniej niż wczoraj.
-Dokąd to ucieka nasz kawaler? – spytała Maryla
-Musi załatwić kilka spraw – szybko ucięła moja mamuśka

Nie wdając się w dalszą rozmowę wyszedłem i udałem się do mojego domu figli. Zdziwiło mnie trochę, że pod szkołą stało tyle samochodów. Czyżby jakieś święto, a może zebranie. Jednak na zebranie było trochę za wcześnie. Nie dowiem się dopóki tam nie wejdę. Gdy przekroczyłem próg od razu zrozumiałem o co tyle szumu. Z daleka można było usłyszeć stłumione głosy. Rozdawane były jakieś nagrody dla pedagogów. Już miałem skręcić w lewo i korytarzem udać się do pokoju nauczycielskiego, gdy usłyszałem za plecami głos kochanej woźnej.

-Cześć, Arturku!
-O, dzień dobry pani.
-Kiepsko trafiłeś kochaniutki – zarechotała – Uroczystość jeszcze potrwa.
-Mogę poczekać nie spieszy mi się nigdzie. Chyba, że pani jest wolna?
-Oj, nie wiesz nawet jak chętnie bym na Ciebie wskoczyła, ale za chwile będę tam musiała iść.
-W takim razie zaczekam
-Świetnie, ale mam pytanie. Będziesz dziś wolny prawda? Chciałabym sie bzyknąć.
-Uwielbiam jak pani nie przebiera w słowach.
-Przestań z tą panią, kochaniutki, jestem Beata i tyle. Nie o tym jednak chciałam. Mam pewną znajomą, też brakuje jej chłopa. Zgodzisz się zabawić z nami dwiema?
-To może być wyzwanie. Nie wiem czy dam rade zaspokoić dwie kobiety na raz.
-Wszystko w granicach możliwości, kochaniutki – powiedziała śmiejąc się – Nie chciałabym Cie zajeździć.
-W porządku, to złapiemy się później.
-Na pewno się złapiemy i nie tylko

Powiedziała śmiejąc się na swój sposób i poszła w stronę tej uroczystości. Nie pozostało mi nic innego jak poszwendać się po korytarzach bez celu. Czekałem dość krótko. Stojąc przy oknie słyszałem kroki. Niespiesznie zza rogu wyszła pani Katarzyna, dyrektorka. Przystanęła na chwile gdy mnie zobaczyła. Z jej twarzy szybko zniknęło zdziwinie i powrócił surowy wyraz.

-Dzień dobry pani – powiedziałem gdy nieco się zbliżyła
-Dzień dobry Arturze, co tu robisz?
-No… w sumie to… czekam.
-A na co jeśli można wiedzieć lub może na kogo?
-Właściwie to nie wiem jeszcze.
-Dobrze więc, idź za mną – rzuciła chłodno

Do samych drzwi jej gabinetu nie miałem najmniejszego pojęcia co może chcieć. To, że ją spotkam było ostatnią rzeczą jaką bym chciał. Weszliśmy do środka, zamknąłem za sobą drzwi na klucz jak kazała mi Katarzyna. Stałem trochę wypłoszony kilka metrów od jej biurka, zaś ona odwróciła się, usiadła na krańcu i uśmiechnęła się delikatnie.

-A więc nie masz co robić. Świetnie się składa bo mam wolną chwilę. To jak będzie?

Postrach z lat szkolnych, kobieta której obawiałem się nawet teraz, mimo, że nie mogła nic zrobić, uśmiecha się zalotnie w moją stronę. Zabawialiśmy się już raz, wiedziałem czego chce. Przez myśl przeszła mi tylko jedna myśl. Seks z tą kobietą jest przywilejem, muszę skorzystać.

-Jestem do pani usług – wypaliłem
-Podejdź bliżej, tak nic nie zdziałamy

Gdy tylko się znaleźliśmy się w objęciach, zaczęliśmy się namiętnie całować. Nie czułem się z tym źle, chciałem aby to trwało. Moja ręka powędrowała na jej biust. Wspaniały w dotyku tak jak poprzednio. Nie przerywając naszego pocałunku zacząłem rozpinać jej bluzkę. Przy trzecim guziku odsunęła delikatnie głowę i patrzyła mi w oczy.

-Zrobiłeś się bardziej śmiały od ostatniego razu. Podoba mi się to.
-Chcę tylko sprawić pani przyjemność.

Jej twarz rozpromieniła się. Widocznie tego potrzebowała. Tak szybko jak się pojawił grymas radość, tak szybko znikł. Na korytarzu było słychać głosy. Jednak nie to nas oboje zmartwiło. Ktoś szarpnął za klamkę. W tym momencie Katarzyna się zerwała i jak szalona zaczęła zapinać guziki. Stałem jak wryty, co mam ze sobą zrobić?

-Szybko, wejdź pod moje biurko.
-Ale..
-Żadnych ale! Wchodź szybko. Już, już otwieram – krzyknęła

Wgramoliłem się pod biurko i czekałem na rozwój wydarzeń. Do gabinetu weszła jakaś kobieta. Po jej głosie poznałem, że nie jest to nikt znajomy.

-Chciałam pani podziękować za zorganizowanie tej uroczystości, pani dyrektor.
-Ależ nie ma problemu. Dla nas to również ważny dzień.
-Bynajmniej, kosztowało was to masę pracy.

Od słowa do słowa, wywiązała się dłuższa rozmowa. Katarzyna usiadła na swoim krześle, rozsuwając swoje nogi w taki sposób, że mogłem zobaczyć jej bieliznę. Ręką szukała mojej twarzy, upewniając się czy patrzę, zachęciła mnie abym działał. Co tu robić, myślałem. Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, aby masować ją po udach. Pocałowałem ją też kilkukrotnie. Znów złapała mnie za rękę, ale tym razem pociągnęła w stronę swoich bioder. Zrozumiałem co chciała mi przekazać. Od razu włożyłem ręce pod jej spódnicę i szukałem w którym miejscu kończą się rajstopy. Zacząłem delikatnie je ściągać, uważając przy tym jak tylko mogłem. Katarzyna uniosła się nieznacznie co pozwoliło mi kontynuować. Zatrzymałem się przy kolanach. Musiałem zdjąć jej buty żeby całkowicie się pozbyć rajstop. Gdy się już z tym uporałem, wkradłem się między nogi mojej dyrektorki i odchyliłem jej majteczki. Rozmowa nie zbliżała się do końca i była piekielnie nudna. Oznaczało to, że pora ją urozmaicić. Językiem zacząłem pieścić jej piękną cipkę. Lizałem dokładnie, wsuwałem go coraz dalej, robiłem co mogłem aby było jej dobrze. Sprytnie przemycane do rozmowy jęknięcia i westchnięcia tylko utwierdzały mnie w tym co robię. Po kilku minutach wymieniły się grzecznościami i zostaliśmy sami. Odjechała krzesłem do tyłu i spojrzała na mnie.

-Jesteś niesamowity! Nie mogłam się doczekać aż ona wyjdzie. Poczekaj chwile zamknę znów drzwi.
-Widzę, że ma pani ochotę na więcej. Nie mam zamiaru nigdzie iść. Zostanę tak długo jak będzie pani chciała.
-Takie odpowiedzi lubię.

Szybko wróciła podniecona i ściągnęła spódnice, a zaraz po niej swoje mokre majteczki. Rzuciła mi je w twarz po czym usiadła na biurku. Odłożyłem je na fotel i od razu chciałem przystąpić do działania.

-Zaczekaj chwilę – przerwała mi – pewnie masz już ciasno w spodniach, wypuść go. Teraz już mi nic nie stanęło na przeszkodzie aby wrócić do lizania jej piczki. Jej rozłożone nogi szybko mnie oplotły. Teraz mogła spokojnie przeżywać. Po chwili pieszczot językiem włożyłem jej dwa palce. Jęknęła tylko radośnie. Powoli rozpinając guziki od swojej bluzki i uwalniając swoje piersi wymruczała:

-Teraz zmiana, usiądź na fotelu.

Ze sterczącą pałą usiadłem i czekałem na jej ruch. Uklęknęła przede mną, chwyciła go w dłoń i powoli lizała końcówkę. Zataczała językiem kręgi na moim żołędziu po czym wsunęła go sobie głębiej do ust. To było cudowne, wiedziała co robi. Robiła to coraz szybciej aż w końcu przestała.

-Wskakuj na biurko i się kładź.

Liczyłem, że nabije się na mojego kutasa, ale ona miała dla mnie inne zadanie. Zarzuciła nogę przez biurko po czym z impetem usiadła mi na twarzy. Nosem trącałem o jej drugi tunel miłości. Bez zastanowienia wysunąłem język i zacząłem lizać jej cipkę, spijając soki.

Podobało jej się to bez dwóch zdań. Zaczęła ruszać biodrami do przodu i do tyłu, a po chwili kręcić nimi kółka. Posykiwała i jęczała, oddech stawał się coraz głośniejszy. Ja czując się cudownie pod jej miękką pupą robiłem wszystko, żeby było jej jeszcze lepiej. Złapałem ją za pośladki i przesunąłem lekko aby móc zająć się drugim oczkiem. Nie przestawałem, a ona pieściła swoje piersi. Sprzedałem jej klapsa na co uniosła swoją słodką
dupeczkę z mojej twarzy.

-Przechodzimy dalej? – spytałem – Czy ma pani ochotę na więcej?
-Chyba pora abyś i ty miał z tego radochę prawda? Na pewno chce we mnie wejść.
-Radość sprawia mi zadowalanie pani. Ale chętnie się zanurzę w pani cipce.

Zeszła nieporadnie z biurka i wdrapała się na nie z drugiej strony. Ułożyła obie nogi z lewej strony tuż obok mojej twarzy jednocześnie nakierowując mojego penisa na jej muszelkę. Usiadła twardo wbijając się aż po same jaja, donośnie przy tym krzyknęła. Podskakiwała powoli, jej piersi falowały. Niczym nie przypominała świetnie wyćwiczonych modelek. Miała delikatne boczki nad biodrami. Dodawało jej to tylko uroku. Było idealnie. Czułem, że zbliża się mój moment.

-Pani Katarzyno, ja za chwilę skończę.
-Nie przestawaj, również jestem blisko.

Trzymając ją za nogi, ruszałem biodrami. Ona ruszała się coraz szybciej. Skończyłem prosto w jej cipce wypełniając ją po brzegi. Zatrzymała się, złapała kilka oddechów, po czym zeskoczyła ze mnie i zaczęła zlizywać resztki spermy z mojego kutasa.

-Niewygodnie na tym biurku. Wracaj na fotel. Teraz musisz skończyć w drugiej dziurce.
-Już się robi.

Lekko zmęczony usiadłem. Ustawiła się do mnie tyłem, mogłem podziwiać jej tyłeczek w całej okazałości.

-Proszę pani, czy mogę trochę pobawić się pani pośladkami? Są cudowne.
-Zasłużyłeś. Do dzieła.

Dopiero teraz dotarło do mnie jak dużą ma pupę. Była miękka, delikatna w dotyku, a co najważniejsze cudownie się ją lizało.

-Możemy kontynuować. Niech pani teraz usiądzie.
-Co chcesz zrobić?
-Nogi na moje ramiona i jedziemy.

Zrobiła tak jak powiedziałem, pochyliłem się lekko do przodu, uniosłem ją w górę i usiadłem. Następnie wsunąłem fiuta do jej dupki i zacząłem przedstawienie. Jej uśmiech dodawał mi tylko wigoru. Sprawiało to nam obojgu niesamowitą rozkosz. Szczęście nie trwa jednak długo i wyładowałem pociski w panią dyrektor. Podniosłem się i usadowiłem ją na biurku.

-Jak mi tego brakowało. Przychodź częściej. Nie musisz się mnie bać.
-Wie pani jak to jest, mam stare przyzwyczajenia, zawsze się pani baliśmy.
-Uprawialiśmy razem niezapomniany seks. Dwa razy. Chyba wiesz czego po mnie oczekiwać.
-To prawda, będę się zbierał.
-Możesz mi podać moje rajstopy i buty? Wymęczyłeś mnie trochę.
-Jasne. Muszę przyznać, że żywiołowa pani jest – dodałem wręczając jej buty z rajstopami
-Dziękuje chłopcze.
-To ja lecę, do zobaczenia.
-Do zobaczenia.

Ubrałem się szybko gdy ona dochodziła do siebie. Ja jestem zmęczony a co dopiero ona. Impreza się skończyła to pora poszukać Beatki. Wypadłem z gabinetu jak strzała, w kierunku składziku. Zastałem Beatkę pijącą herbatę.

-Jestem gotów.
-Dobrze kochaniutki, już dzwonie po Grażynkę.

Dopiła herbatę, po czym w oczekiwaniu na jej koleżankę poszliśmy na 1 piętro. Zabrałem klucz ze schowka i otworzyłem drzwi.

-Ja szybciutko zejdę na dół i ją przyprowadzę. A potem będziemy się pieprzyć – dodała rechocząc

Wleciały po chwili do pokoju jak szalone. Beatka z tym swoim uśmieszkiem i Grażynka.

-To jest Artur, Grażynko.
-Dzień dobry pani.
-Jestem Grażynka misiu.
-W porządku.
-To co zaczynamy? – zapytała Beata – Bo nie mogę się doczekać.

Od razu rozpiąłem rozporek i zdjąłem spodnie. Panie zadowolone z mojego entuzjazmu zrobiły to samo. Grażyna, która była podobnej postury to Beatka, miała równie wielkie cycki. Różniła się włosami. Miała je długie, blond. Mój kutas stał już na baczność. Panie chichotały po swojemu i zbliżały się do mnie. Po chwili obie dopadły się do obrabiania berła.

-Patrz Beatko, będzie się czym pobawić.
-To nie wszystko kochana, ma też świetnie wyćwiczony języczek.
-Doskonale, doskonale. Beatka zajmij się jego kulami ja obrobię fiuta.

Tak też się stało. Beata lizała mnie po jądrach, dokładała wszelkich starań do tego co robi. Grażyna zaś pakował sobie do ust ile tylko mogła.

-A teraz zmiana – zakomenderowała
-Zmienianko!

Przy takich obrotach finał mógł być tylko jeden. Wystrzeliłem w usta Beaty. Ta jak zwykle bez żadnych problemów połknęła wszystko i zaśmiała się:

-Ale mi się trafiło. Pora zmiażdżyć cię cyckami.

Złapały mnie i rzuciły na łóżko. Nade mną pochyliła się moja szkolna woźna i dodała:

-Patrz co cię czeka, kochaniutki. Zaznasz rozkoszy jakie jest w stanie zapewnić Grażynka.

Widziałem jak szykuje się do tego aby nabić się na mojego penisa. Następnie obraz przyćmiły mi cycuszki. Doiłem, ssałem, lizałem i dochodziłem. Znowu. Tym razem udało mi się oswobodzić z piersiowego uścisku i powiedzieć, że finał blisko. Grażynka od razu wpakowała sobie do japy całego kutasa. Possała chwile i otrzymała nagrodę.

-Jesteście niesamowite. Więcej!
-Chętny jeszcze to dobrze. Beatka pojeździj sobie na nim a ja pokaże mu moje półksiężyce.

Zwinnie się zamieniły i Grażynka wylądowała swoim tyłkiem na mojej twarzy. Okryła mnie nim całkowicie. To było cudowne. Lizałem ją jak szalony, czując jak Beata dosiada mnie w tak mocno. Po kilkunastu minutach zostałem uwolniony.

-Zaproponuj coś. Może masz na coś ochotę? My to zrobimy, kochaniutki.
-Ano mam, pani Grażyno na pieska. Beatka wejdź na nią i wypnij ten swój tyłek.
-Robi się

Panie prędko się ustawiły, ja wszedłem mocno w Grażynka i zacząłem lizać dupę Beaty. Jebałem ją coraz szybciej, jęki obu pań wzmagały tylko moje podniecenie. Chwile później wypełniłem muszelkę Grażyny, po czym opadłem bez sił na łózko.

-Masz super kochanka, Beatko. Dobry jest.
-No wiem. Dziękujemy Ci za to. Nie będziemy już Cię męczyć.
-Ależ skąd – odpowiedziałem – Nie męczycie. Ale i tak muszę iść do domu.
-W takim razie buziaczki – znów się zachichotały

W drodze do domu myślałem o jednym, jaką to niespodziankę dziś zastanę. Pewien mogłem być tylko tego, że czeka mnie jeszcze jedna dobra okazja żeby poruchać. To co zastałem na miejscu przeszło moje oczekiwania. Otworzyłem drzwi i na stołku na środku kuchni siedziała moja przyszywana babka Maryla. Z prawej strony podeszła do mnie macocha Tamara i powoli tłumaczyła o co chodzi.

-Uklęknij skarbie. Powiem Ci o co chodzi. Lubisz być uległy prawda?
-W granicach rozsądku – wycedziłem
-Wiem, ale chyba nie przeszkadza Ci, że to moja matka ?
-Skąd, ale ona… wie o tym co robiliśmy.
-O tym była nasza poranna rozmowa. Szykowałyśmy niespodziankę na wieczór.

Maryla patrzyła na nas chciwym spojrzeniem. Była mimo wszystko seksowna jak na pięćdziesiątkę. Zgrabna, zadbana, blondynka, niebieskooka piękność. W dodatku samotna. Ciekaw co będzie dalej zapytałem mamy co mam robić:

-Mów o co chodzi.
-Widzisz skarbie, ona jest teraz dla Ciebie boginią. Jedynym twoim celem jest wykonywać jej rozkazy i zaspokajać jej potrzeby. Możesz się odzywać tylko kiedy Cię o to poprosi.

Odpowiadać masz Tak Moja Pani lub Moja Bogini. Jeśli coś od niej będziesz chciał masz błagać jasne?
-Jasne, a Ty jaką masz rolę?
-Taką samą jak Ty.

Mama skinęła głową a bogini Maryla powiedziała:

-Do mnie moi niewolnicy. Pora pracować.

Razem z Tamarą na czworaka podeszliśmy do naszej bogini.

-Jesteśmy na Twe rozkazy Moja Pani – powiedziała Tamara
-Również ja chcę słuchać Twoich rozkazów Moja Bogini – dodałem
-Pokorni, świetnie. Ty – wskazała na mnie – chce żebyś lizał mi stopy.

Miała na sobie cieliste, nylonowe rajstopy. Nie mogłem ich zdjąć, więc zacząłem lizać jej palce jeden po drugim.

-Postaraj się lepiej. Moje stopy są dla Ciebie świętością. Masz mi pokazać jak je uwielbiasz.

Wtedy zacząłem całować jej palce jeden po drugim, lizać górną część oraz wkładać je do ust. Robiłem do łapczywie jak najlepiej potrafiłem. Chciałem aby jej stopy były dobrze pielęgnowane.

-Teraz lepiej. A teraz oboje, liżcie moje stopy.

Wtedy do akcji dołączyła moja mama. Oboje lizaliśmy stopy z wielkim zaangażowaniem. Ja lewą ona prawą. Tamara zaczęła wpychać sobie ją głębiej do ust i lizać spód językiem. Nie chciałem być gorszy zacząłem robić to samo.

-Świetnie. Teraz zajmijcie się moją lewą stopą oboje. Liżcie język przy języku. Sprawcie mi radość.

Od razu zaczęliśmy działać. Lizaliśmy, całowaliśmy, ssaliśmy jej palce.

-Chce usłyszeć jak podobają wam się moje stopy.
-Moja Pani, spotkał nas niesamowity zaszczyt, możemy dotykać ustawi Twoich cudownych stóp.

Sprawiają nam radość i nie chcemy przestawać – powiedziała Tamara
-Twoje stopy Moja Bogini, to coś o czym zawsze marzyłem.
-To za mało niewolniku – powiedziała Bogini z pogardą – Zasługujesz na karę. Tamaro liż moje stopy dalej, ale chce abyś dała mu swoje do lizania. Niech zna swoje miejsce.
-Tak moja Pani.

Spojrzałem na mamę a ta podała mi swoją stopę. Wcisnąłem ją sobie do ust bez najmniejszych oporów. Jej aksamitna skóra, kształt stóp dawał mi radość. Lizałem całą jej podeszwę, ssałem palce i piętę. Starałem się bardziej niż przy stopach Bogini.

-Wystarczy – powiedziała Maryla wstając ze stołka – Tamaro, w nagrodę możesz wielbić moją dupę. A ty bierz się za moje stopy. Obyś się postarał teraz bardziej.

Mama szybko wtuliła się między pośladki naszej Pani. Ja dalej lizałem jej stopy. Tym razem włożyłem w to więcej wysiłku. Pieściłem, lizałem je całe. Były moim całym światem.

-Pieprzyć tą cała zabawę! – wrzasnęła Maryla – Zerżnij mnie Artur, nie przejmuj się niczym.
-W takim razie chodźmy do pokoju.

Wskoczyłem na łóżko i byłem gotów.

-Mamo, Ty usiądź mi na twarzy. Chce twoją dupę tak bardzo, że sobie tego nie wyobrażasz.

W jednej chwili zrobiła co chciałem. Czułem jej uda na twarzy, jak mnie nimi ściskała, jej soki spływające z piczy. A w dodatku Maryla mnie ujeżdżała.

-Skarbie daj mi chwile – wysapała Tamara.
-W takim razie Marylka, chodź tu z tą swoja dupą.
-Dokładnie misiu, wyliż mi dupkę.

Zapadłem się w jej tyłeczku niczym w ruchomych piaskach. Lizałem i pieściłem jej oczko. Mama w tym czasie weszła między nogi Marylki i zaczęła mi obciągać. To był szczyt moich marzeń. Wystrzeliłem jej prosto w usta, po czym opadłem na łóżko.

-Córcia ja nie daruje, on musi mi też dać trochę swojego nasienia.
-Już się robi – poderwałem się na równe nogi – Otwórz usta

Od razu zajęła się robotą. Mama starała się pomagać, lizać mi jaja. To było coś cudownego. Po kilku minutach zostawiłem obfity wystrzał w ustach mojej babki. Połknęła wszystko i obie zaczęły łapczywie oblizywać pozostałości.

-Na dziś mam dość. Idę spać.
-Miłych snów skarbie. Do jutra.

Leżałem jeszcze chwilę. To był dobry dzień.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *