Stara miłość nie rdzewieje cz. 2

Stara miłość nie rdzewieje cz. 2

Po piątkowych a już nawet sobotnich przeżyciach wróciłam do domu. Spotkanie nasze następne nastąpiło przypadkowo. Szlam na spacer, gdy po drodze spotkałam tych samych znajomych. Była niedziela wieczorem. Pogoda nawet dopisywała, ale ja nie bardzo mądra wtedy myśląc o krótkim spacerze wyszłam w krótkiej spódnicy i wtedy stałam się właścicielką „Radkowych” dresów. Do tej pory mam je w swojej półce i czekają na właściciela. Wracając do spaceru: szliśmy tak drogą daleką i co jakiś czas przystawaliśmy i usiadłam na jego kolanach. Nie rozmawialiśmy o tym co się wydarzyło. Odprowadził mnie pod dom. Przy moim ogrodzenie znajduje się żywopłot. Zostaliśmy w końcu sami.
– Tęskniłem za Tobą- powiedział. Nie mogłem przestać myśleć o Tobie.
Zbliżył się do mnie, przywierając swoim umięśnionym ciałem. Czułam jego oddech na szyi. Słodki głos zaczął prawić mi komplementy. Nie wytrzymałam. Tak bardzo pragnęłam poczuć smak jego ust. Zatopić swoje spojrzenie w jego pięknych oczach. Całował tak namiętnie moje usta i odsuwał się. Bawiąc się mną i targając moim pożądaniem go. Pragnęłam go tak samo bardzo jak on mnie. Ciemna noc dodawała adrenaliny, znajomi czekali niedaleko na niego aż wróci. Nikt nas nie widział. Istniała tylko ta chwila. On i ja. To był początek naszego romansu
Musiałam wracać do domu o zostawić go nie spełnionego jak i siebie też. Umówiliśmy się na poniedziałek rano, że zrobię małe wagary i przyjdę do niego o 7 rano. Nie wspomniałam, że miałam wtedy 18 lat a on 21. Nie wielka różnica wieku nam się podobała. Od zawsze mi sie podobał. Takie ciało było warte tych przeżyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *