Sponsoringowe suczki (II)

Sponsoringowe suczki (II)

Co robiłem w nocy z tą śliczną licealistką z małym biustem w motelu pod Warszawą? Korwin-Mikke mówi w telewizji o gwałceniu kobiet i łamaniu oporu. Wprowadzałem w praktykę program oszołoma. Łamałem opór i gwałciłem smukłe ciało maturzystki Weroniki, gwałciłem jej długie czarne włosy, ciasne nienaruszone dotąd kakaowe oko, zostawiłem w jej gardle ładunek słonej spermy, w gardle, w pochwie i w kiszce stolcowej. Związałem ją w pałąk jak szynkę i podstawiałem pod siebie kolejnymi otworami. Całą noc…

Oczywiście ja za to gwałcenie zapłaciłem.

Zwłaszcza niewygórowaną ceną cechowało się to, co zrobiłem z jej maleńkim odbytem. To znaczy po prostu go zerżnąłem, ale cóż… pierwszy raz naprawdę boli.

Wziąłem viagrę, co specyficznie działa na młodego człowieka. Kutas boli i nie mięknie przez kilka godzin, nawet po wytryskach, które przychodzą… no, laska wam powie… trudno.

Kiedy miała już moje płyny w trzech otworach ciała, rozwiązałem ją. Płakała po tej dupie, więc dałem jej poleżeć trochę na dywanie i wziąć prysznic (ale zimny!) i potem posadziłem jej wydepilowaną słodką cipkę na fotelu, przywiązałem za nogi ręce do poręczy, i tak rozkraczoną potraktowałem fajnym ciężkim wibratorem, patrząc na jej orgazmy. Zaczęło ją boleć już po drugim, zaczęła błagać, pokrzykiwać, i żeby nie obudziła całego hotelu, zapchałem klaczce usta jej własnymi pończochami i zakleiłem lasotaśmą. Mogłem kontynuować torturowanie jej opuchniętej, obolałej łechtaczki głośno warczącym masażerem aż do piątego, jak sądzę, szczytowania, które skończyło się monotonnym wyciem zmarszczonej czerwonej nabrzmiałej twarzy, łzami i sikaniem.

Potem mi się znudziło.
Potem spuściłem się Weronice na włosy i buzię.
Potem zdarłem z niej taśmę, uwolniłem nogi i ręce, spytałem czy było warto.
Potem laska płakała ubierając lateksowe legginsy na swoje niewiarygodnie długie nogi.
Potem ubrała kurtkę pociągając nosem, podeszła do mnie i wzięła 2000 złotych.
Potem zamówiła sobie taksówkę a ja pojechałem do centrum, przejść się po parku.

Weronika to niezły łup. Licealistka z zamiłowaniem do kaski. Ładna i nienajmądrzejsza. Przygotowuje się do matury. Co kilka tygodni posuwam jej doskonałe ciało w moim stylu, do łez, do obtartych pęcin i przegubów, ale nie mogę jej chłostać ani nic z tych rzeczy.

Potem wypiłem jednego i postanowiłem wrócić na chatę tramwajem.
Potem spotkałem w tramwaju Martę.

* * *

Trzy dni po spotkaniu Marty, 20.15, moje mieszkanie

Małgosia, przywiązana do fotela z rozłożonymi i podgiętymi nogami, rozrzuconymi ramionami, w pozycji eksponującej lekko omszałe krocze i mocny biust, w skórzanym kapturze bez oczu i ust, wyglądała jak wielki pająk.

Ale to był bardzo seksowny pająk.

Ze stłumionym jękiem poruszała smukłymi stopami, usiłując zmienić meczącą pozycję; miała chude nogi i szczupły ładny tors. Mierzyła chyba z metr dziewięćdziesiąt wzrostu, była zwarta i wysportowana. Nieco końska twarz psuła doskonałe wrażenie całości, za duże stopy również nie dodawały jej uroku. Ale twarz była schowana pod czarną obcisłą maską, a stopy wystające ze sznura, o dość zadbanych podeszwach… cóż, zdarzało mi się zadedykować im cały wieczór.

Dziś Małgosia, studentka AWF-u, chyba koszykarka, nie pamiętam, zadzwoniła sama.

– Proszę pana, czy panu to nie przeszkadza… – długo zbierała się na odwagę. – Pilnie potrzeba mi pieniążków. Czy znajdzie się dla mnie miejsce?
– Przygotuj się ładnie i nie licz na miły wieczór.
– Nie liczę. Ale… – znów dziwna zwłoka. – Ale czy jest TO możliwe dziś bez widocznych śladów?

Zawody. Skąpe kostiumy. Rodzina. Albo chłopak.

– Przyjdź o 19-tej. W czymś ekstra. Zobaczę, co da się zrobić.

Stopy ucierpią, to pewne. Znajdzie się też dużo działalności wokół sutków, które nie zostawiają żadnych oczywistych śladów, wszystko z odbytem i wewnątrz i coś fajnego, na koniec. Pasta chilli 5 gwiazdek ostrości. Zawrót głowy – szał sadysty.

– Na pastę nie ma słowa bezpieczeństwa. To reakcja chemiczna. Nie mogę tego powstrzymać kiedy cię posmaruję.
– Jestem pewna, zróbmy to.
– Dobrze. Usiądź w fotelu.

Małgosia miała ciało doskonałe, takie jakie powinno być. Skóra absolutnie gładka bez jednej krostki czy zmarszczki, proporcje mięśni i tłuszczu, zakrętów i smukłości bliskie boskim. Co młodość, to jednak młodość. Jej piękny maleńki odbycik miał barwę identyczną z resztą skóry, nawet włosy na ciele były jasne, miękkie, niewidzialne. Za 10 lat wszystko to przeminie, zwiędnie. Ja korzystam póki mogę. Wcieram w cipkę Małgosi mieszankę zmiażdżonego chilli, soli, pieprzy cayenne, pasty mentholowej i chrzanu wasabi. Wydaje mi się, że gorąco czuję nawet przez gumową rękawiczkę. Dokładnie wypełniam rowki między wargami dziewczyny, wsadzam palec do środka, specjalną porcję kładę na łechtaczce. Potem wciskam trochę rzeźni do zwieracza.

Obserwuję jak zaczyna się ból. Ciało jest transparentne. Dopiero po kilku minutach, do sygnałów wysyłanych przez ścięgna, mięśnie, skórę – do całej tej obnażonej mechaniki ludzkiego cierpienia – dołącza zwyczajny krzyk. I płacz. Który słyszę wytłumiony obcisłą skórzaną maską i wielkim wypełniającym jamę ustną kneblem. Małgosia błaga.

Ciało w jej kroczu zabarwia się na czerwono. Fotel trzeszczy. Mój wielki pająk usiłuje zerwać sznury i wyrwać odnóża z uwięzi. Patrzę zafascynowany. Pierwszy ładunek mleczka ląduje na jej torsie.

Po 40 minutach, ze spadku aktywności ciała pająka można wnioskować, że większość aktywnie drażniących substancji została wchłonięta i rozłożona. Bez obaw, wiem że zabawa z cipką lali potrwa jeszcze co najmniej 3 godziny, tyle mniej więcej potrzeba, by śluzówka w pełni zasymilowała szkodliwe substancje i ochłonęła po chemicznym poparzeniu. Na cyckach Małgosi zasycha już kolejna porcyjka mojej spermy. Bawię się znakomicie.

Biorę suszarkę, strumień ciepła kieruję suce wprost w rozpalone krocze. Ciepło jest sprzymierzeńcem chemii. Pająk ożywa, cierpienie powoli wraca… następne 40 minut pożaru cipy.

Dlaczego lubię patrzeć, jak cierpią żeńskie istoty? Nie każde, tylko te najładniejsze? Reakcja nagiego organizmu na cierpienie, rozebranego ciała, z wszystkim na wierzchu, bliźniaczo przypomina ekstazę. Nie daje satysfakcji obiektowi, ale bije orgazm na intensywność. Orgazm kobiecy, nawet najlepszy, nie trwa ile…? Więcej niż minutę. Pół minuty, podczas którego ciało rozrywa samo siebie na kawałki. I to jest przyjemne dla ciała. Ale spróbujcie mieć orgazm przez godzinę. Przez dobę. A cierpienie? Tortury? To orgazm ze znakiem ujemnym – i może trwać i pół roku. To bezustanna eksplozja wsadzonego na pół metra w cipę granatu w stopklatce, targająca ofiarą tak długo, aż zdecyduję się przestać. Ból nie ma punktu, ciało kobiety demokratyzuje ból. Bij mocno w sutek, a drgają pannie stopy i spina swe pośladki. Uderz w tyłek pejczem a zaobserwujesz skurcz mięśni pod biustem. Ból to nieprzyjemny orgazm, nad którym trzymam kontrolę, to wielogodzinny szczyt, nad którym nie ma kontroli dupa na łożu tortur.

Obdarzam moje dziewczyny całonocnym szczytowaniem na opak, od którego nie ma ucieczki.

Lubię zwłaszcza te silne, niezłomne i bardzo dumne. Pęknie każda, ale TE walczą najładniej. Walczą ze swoim ciałem i jego reakcją, łudzą się resztką kontroli, ale KAŻDA, KAŻDA prędzej czy – lepiej – później, zawoła ze łzami: litości!

– Iiiiooośśśśiiii…!!! – dobiegło do moich uszu spod szczelnej maski, knebla i szumu suszarki.

Wąską stalową linijką okładałem jej stopy, aż kutas nie stanął mi ponownie. Oprawiałem pająka w gorączce, nagi, rozpalony. Nie ma żadnej z góry określonej liczby batów. Chłoszczę jej stopy, dopóki się nie spuszczę. Zostawiam równiutko wybatożone podeszwy i przeciągły skowycik pajączka umila mi trzeci orgazm, ładny, głęboki, skąpy w spermę, ale wart całego wysiłku torturowanej. Krocze zaczyna ją palić przy najmniejszym dokrwieniu, ale obiecałem coś odbytnicy. Bezceremonialnie wsadzam w nią ledwo nawilżonego buttpluga, budząc wszystkie mięśnie dookoła. Małgosia ryczy pod kapturem, i słusznie, a na każdy z jasnych sutków zapinam stalowy zacisk wyregulowany na mocno, przewlekam rzemyki i dowiązuję naciągnięte do paluchów podkurczonych stóp.

Wracam do bastinado. Uderzam słabiej, ale dokładnie w to samo miejsce śródstopia. Panna sama szarpie za swoje oba suty. Zwieracz walczy z wielkim plugiem.

Au–a.

Rozpinam suwak kaptura. Jej twarz, jak obraz z horroru, jak pole przegranej bitwy. Odciski, bruzdy, woda, sól, smarki i warstwa tłustego łoju, błyszcząca maska bólu znana z pokojów przesłuchań i ciasnych piwnic zboczeńców. Kocham. Wyciągam knebel. Ona nienawidzi.

– Zaciśnij zęby i postaraj się nie obudzić sąsiadów – sączę jej do uszka, tuląc się do niej zza pleców.

Sięgam do sutków, tak zmęczonych sutków, i rozpinam stalowe zaciski. Do końcówek obu pokiereszowanych cycuszków dociera tlen czyli krew. Ściskam ciało odwrotnie do śladów zgnieceń. Ściskam, ciągnę i roluję jak plastelinę.

Małgosia traci oddech, skacze i gorąco błaga. Gile wiszą z jej twarzy do pępka. „Demontuję” mojego pająka, uwalniając jego odnóża.

– Wyjmij sobie buttplug.
– Co ty mi zrobiłeś – spazmuje stłumionym głosem nie mogąc ustać. W podrażnione krocze, co i rusz uderza fala gorąca.
– Kocham cię.

Dwa tysiące złotych za jej mękę. Klęka i pracowicie mi obciąga, pieszcząc dłońmi sutki, żeby już pójść. Już iść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *