Soczysta szparka

Soczysta szparka

Uwielbiam się bzykać, odkąd pierwszy raz przespałem się z dziewczyną. I wcale nie stało się to tak szybko. Większość moich kumpli swój „pierwszy raz” miała już za sobą, a ja pozostawałem prawiczkiem do czasu kiedy zdałem maturę i dostałem się na studia. W liceum potrafiłem walić gruchę pięć albo i sześć razy dziennie, za każdym razem wyobrażając sobie inną laskę z mojej klasy. Wyedukowany seksualnie byłem całkiem nieźle. Oglądałem po kilka razy wszystkie pornosy, które potem zasilały moją prywatną kolekcję, czytałem wszelkie pisma dla facetów i książki o seksie. Teorię miałem opanowaną na szóstkę, ale z praktyką było zdecydowanie gorzej. Nie miałem tej śmiałości, co inni moi koledzy, którzy wyrywali panienki na imprezkach, chodzili z koleżankami do kina, bawili się w macanki i lizanko, podczas kiedy ja nadal w samotności trzepałem kapucyna. Wszystko zmieniło się, kiedy rozpocząłem studia.
Trafiłem na wydział, gdzie 90 procent wszystkich studentów stanowiły dziewczyny. Początkowo przeżyłem szok, ale bardzo przyjemny i ochoczo poddałem się temu, co oferowało mi otaczające mnie babskie środowisko. Nie minął tydzień, kiedy przestałem być prawiczkiem. Potem przyszedł drugi raz, trzeci, czwarty i następne, a ja – zaliczając kolejne laski – nabierałem coraz większej wprawy i – zgodnie z przysłowiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia – coraz większej ochoty na seks.
Wciąż czułem się nienasycony, ciągle domagałem się zaspokojenia i orgazmu, po prostu zakochałem się w samym rżnięciu. Dlatego rżnąłem laski, ruchałem je, pieprzyłem, jebałem, dymałem, dmuchałem i przelatywałem, kiedy tylko miałem ku temu okazję, czyli nader często. Andżelika była jedną z tych dziewczyn, które wierzyły, że potrafią mnie naprostować, czyli nawrócić na prawdziwą miłość. Kiedy pewnego popołudnia przyszedłem do niej, już w drzwiach zarzuciła mi ręce na szyję. Zaprowadziła mnie do sypialni i bezceremonialnie rzuciła mnie na łóżko. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Nie dała mi dojść do słowa, tylko od razu rozchyliła szeroko nogi. Spódnica zsunęła jej się do bioder, odsłaniając białą koronkę majtek. Chwyciłem majteczki delikatnie i powoli, bardzo powoli ściągnąłem jej z nóg.
Miała śliczną, zadbaną cipkę, dokładnie taką, jaką lubię. W powietrzu rozszedł się zapach perfum, bo majteczki były perfumowane. Przez zapach perfum wyczułem jednak słodki zapach jej pizdeczki. Bardzo lubię wygolone cipki z dwóch powodów – po pierwsze, mogę się im dokładnie przyjrzeć, obejrzeć z każdej strony, po drugie, nic nie drapie mnie w twarz, kiedy robię minetę, a włosy w ustach potrafią czasem mocno wkurzać.Andżelika rozsunęła nogi jeszcze szerzej i palcami rozsunęła wargi sromowe, ukazując prześliczną szparkę, błyszczącą od wilgoci. Cipka była mokra od soków i to jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej! Cipka Andżeliki uśmiechała się do mnie szeroko swoją szparką. Zachęcała. Zapraszała – chodź do mnie, nasyć się, zakosztuj mnie!Widok wilgotnej cipki, zwłaszcza wygolonej, zawsze mnie rozbrajał. Tak było i tym razem, rzuciłem się na nią, jak człek wygłodzony na królewskie żarcie. Ślina sama napływała mi do ust. Wpiłem się w cipkę Andżeliki ustami, zlizałem jej słodki nektar jednym mlaśnięciem języka, tylko po to, by ujrzeć, jak z głębi szpary wypływa potok mokrości, świadczący o podnieceniu. Andżelika zapiszczała i ścisnęła udami moją głowę. Przewróciła się na plecy i zaczęła błyskawicznie zrzucać z siebie ubranie – bluzkę, cyckonosz, spódniczkę…
Ja tymczasem byłem zajęty cipką, ukochaną szparką. Wygolona pizdeczka błyszczała od nadmiaru śluzu i mojej śliny. Była gorąca i spięta, a kiedy wsunąłem w pochwę trzy palce, zadrżała cała, zwinęła ciało w kłębek, wyrzuciła biodra w górę, aż wilgotna szpara przyssała mi się do twarzy niczym macka ośmiornicy. Chwyciłem ustami nabrzmiałą z podniecenia łechtaczkę i zacząłem namiętnie ssać, jednocześnie obracając palcami w pochwie. Andżelika jęczała, krzyczała i piszczała, trzymała mnie za włosy i przyciskała moją głowę do swego łona.
Orgazmowała raz za razem, po prostu cudnie, rzucając ciałem na wszystkie strony, wyginając się pod nieprawdopodobnymi kątami, jakby uderzał w nią raz po raz piorun. Jej dziura była już na tyle mokra, na tyle gorąca i na tyle rozwarta, by przyjąć godnie mojego spragnionego rżnięcia kutasa. Zrzuciłem koszulę i spodnie, uwalniając mojego chuja. Prężył się dumnie krótką chwilę, zanim zanurzyłem go aż po same jaja w cipie Andżeliki. Wszedłem w nią jednym posunięciem, szybkim i mocnym, gwałtownym, aż podskoczyła i niemal usiadła okrakiem. Ukląkłem przy łóżku i zacząłem napierać stopniowo, raz po raz zanurzając się w rozbuchanej piździe.
Andżelika objęła mnie nogami i ścisnęła, niemal miażdżąc mi klatkę piersiową. Musiała być napalona, jak diabli i z całą pewnością od dawna nie spała z żadnym facetem. Ruchałem ją przez chwilę w ten sposób, po czym okręciłem na kutasie tak, że mogłem posuwać ją od tylca. Dzięki temu trzymałem ją za ten jej krągły tyłeczek, wilgotną od potu pupcię. Mogłem położyć się na jej pupci, na plecach i chwycić od spodu za piersi, które dyndały radośnie i drgały wraz z każdym moim posunięciem, podskakiwały i bujały się na wszystkie strony. Zwolniłem nieco tempo, za to moje ruchy stały się gwałtowniejsze i mocniejsze. Z każdym pchnięciem Andżelika wydawała z siebie pełne podniecenia jęki i zawodzenia, które nakręcały mnie jeszcze bardziej i bardziej. W pewnym momencie klepnąłem ją w tyłeczek i zrzuciłem z kutasa, sam zaś położyłem się na łóżku na plecach. Andżelika chwyciła mojego kutasa oburącz i usiadła na nim okrakiem.
Zaczęła ujeżdżać mnie niczym prawdziwa amazonka, rodem z jakiegoś filmu o Dzikim Zachodzie, bowiem wymachiwała w powietrzu swym stanikiem, jakby kręciła lassem. Zarzuciła mi go na głowę i wpiła się we mnie ustami oraz języczkiem.Chwilę później byłem już gotowy. Andżelika zeskoczyła ze mnie, chwyciła mojego kutasa w rękę i wpakowała sobie w usta. Trzy szybkie ruchy i już sperma tryskała Andżelice wprost do buzi, ona zaś spijała wszystko, co do kropli i, oczywiście, połykała. Na koniec wylizała mojego kutasa do czysta. Muszę przyznać, że zrobiła wszystko, na co ją było stać i prawie się w niej zakochałem. Ale „prawie” czyni olbrzymią różnicę. Tak czy inaczej, umówiłem się z nią na następny wieczór…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *