Siostrzana miłość

Siostrzana miłość

Siostrzana miłość

Ojciec – Jan, 39 lat, pracownik biurowy.
Matka – Ewelina, 37 lat, dekorator wnętrz.
Małżeństwo od 17 lat, nieudane, kryzys.
Córka – Barbara, 16 lat (za 3 miesiące 17), uczennica.
Ciotka – Zosia, 40 lat, radca prawny, samotna, bezdzietna.
Kasia i Jasia, bliźniaczki 31 lat, lesbijki.

Ewelina nigdy nie była ani zbytnio religijna, ani też zbytnio uporządkowana moralnie. Już od pewnego czasu nie układało się jej też z mężem, i tak na prawdę, nie potrafiła nawet odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Nie wiedziała na kim spoczywała największa wina za powolny rozpad małżeństwa, ale było jej to w sumie obojętne. Gdy uzyskała od losu wspaniałą możliwość jazdy na urodziny swojej siostry bez świadków i domowych gestapowców, od razu z niej skorzystała. Jej Basia już od rana skarżyła się na ból głowy, a Jan był ponoć zawalony robotą. Zostawiła ich więc w domu i pojechała sama. Nie mogła nawet podejrzewać, że jej dotychczasowy świat, który tak dobrze znała, nagle się całkiem zmieni. I nie chodziło nawet o to, żeby miał się za chwilę zawalić w gruzy. Nie. Ten świat stanie się inny. Ale czy będzie przez to lepszy? Czas pokaże.
Gdy tylko przekroczyła próg skromnego mieszkania Zosi, wyczuła że coś jest inaczej.
─ Cześć Ewunia! ─ zawołała tamta w progu i serdecznie ją uściskała. ─ Rozbierz się. Koniecznie musimy się napić.
─ Wszystkiego najlepszego… ─ zaczęła zwyczajową formułkę, wyciąga-jąc jednocześnie z torby małe opakowanie pralinek.
─ Dobra, dobra. Wiem, co mi chcesz powiedzieć ─ zaśmiała się, prze-rywając siostrze. ─ Bardzo ci dziękuję, ale chodźmy już do pokoju. ─ Rozpa-kowała praliny i wzięła ze sobą. ─ Muszę tobie kogoś przedstawić.
Weszły do dużego pokoju, w którym panował nastrojowy półmrok. Duży stół, służący zawsze do poczęstunków dla gości, stał bezczynnie na zwykłym miejscu pod oknem. Jedynie stylowa ława koło sofy zastawiona była talerzem z kanapkami, ciastem, jakąś wędliną, jedną butelką wina i jedną butelką jakiegoś winiaku. Na sofie, przy ławie, siedziały dwie jednakowe dziewczyny; na pierwszy rzut oka bliźniaczki, młodsze od nich. Od razu uderzyła ją ich niesamowita uroda.
Na widok wchodzących, podniosły się jednocześnie i uśmiechnęły pro-miennie.
─ Ewuniu, poznaj Kasię i Jasię ─ powiedziała Zosia popychając siostrę przed sobą. ─ Moje największe odkrycie życia.
Nic nie rozumiejąc, podała im rękę. Przedstawiły się sobie. Ewelinę ude-rzył jednak brak jakichkolwiek innych gości. Spojrzała zdumiona na siostrę.
─ Jak tylko się dowiedziałam, że przyjedziesz sama, od razu wszystkich odmówiłam ─ machnęła zniecierpliwiona ręką. ─ Wy teraz jesteście najważ-niejsze.
Ewelina nadal niczego nie pojmując, usiadła na wskazanym miejscu na sofie obok jednej z bliźniaczek, Zosia zajęła miejsce po przeciwnej stronie. Przyjrzała się dziewczynom. Tak na oko jakieś 30 lat. Szczupłe, ale nie chude, z długimi, ciemnymi, luźno rozpuszczonymi włosami. Miały duże, brązowe oczy, ciemną karnację skóry, krótkie proste nosy, kształtne usta i nie za duże piersi. Wszystko wspaniale do siebie pasowało. No i przede wszystkim, co także nie umknęło jej uwadze: były cholernie ładne. Aż się zdziwiła, że w ogóle to zauważyła, bo w zasadzie, nigdy nie przywiązywała do tego większej wagi.
─ Co ty gadasz? ─ zwróciła się do Zosi. ─ Jakie: „teraz jesteście naj-ważniejsze”? Co to za bzdury?!
─ Bzdury? Niedługo się okaże, czy bzdury ─ wzruszyła ramionami. ─ Dziewczyny, musimy się napić! ─ zawołała nalewając winiaku. ─ Taka okazja! ─ Żadnych chłopów, żadnych dzieciarni i teściowych! Zdrowie tych, co na morzu! ─ dorzuciła zupełnie bez sensu.
Wychyliły po dwa kieliszki i rozmawiając w zasadzie o niczym, zjadły prawie wszystkie kanapki i po dwa kawałki sernika. Na zakończenie tej dosyć dziwnej, ale bardzo przyjemnej, Ewelina przyznała to przed samą sobą, roz-mowy, Zosia przyniosła jeszcze butelkę zimnej coli i markową wódkę. Nalała po kieliszku.
─ No to mamy już lody potopione ─ wychyliła swój kieliszek i popatrzyła wesoło na trzy pozostałe dziewczyny. ─ Mury powalone, hamulce popuszczone, a dobre maniery gdzieś głęboko pochowane. Przechodzimy teraz do sedna. ─ Położyła dłoń na udzie najbliższej bliźniaczki. ─ Chciałaś się siostrzyczko dowiedzieć, dlaczego jesteśmy dzisiaj bez innych gości? No to zaraz się dowiesz.
Zosia odkręciła się w kierunku siostry i usiadła na lewym klanie. Miała teraz obie bliźniaczki oraz Ewelinę dokładnie przed sobą. Ewelina nie pozostała jej bierna i uczyniła dokładnie tak samo, tyle że ona musiała usiąść na prawym kolanie.
─ No to gadaj.
─ Pamiętasz, dawno, bardzo dawno temu, gdy byłyśmy jeszcze młodymi siksami, pewnej strasznej nocy, zostałyśmy w domu całkiem same?
Pamiętała, nawet za dobrze. Aż jej mocniej zabiło serce. I mimo, iż od tamtej chwili minęło sporo lat, nigdy o tamtym zdarzeniu nie zapomniała.
─ Starzy pojechali do kina na nocny seans ─ kontynuowała Zosia, ─ a nas zostawili całkiem same. Co prawda, oni wyszli z domu, gdyśmy już spały, ale niedługo potem rozpętała się taka burza z taką wichurą, że chyba nawet wszystkie nieboszczyki się pobudzili. Tuż za oknem, stało wielkie drzewo, które uderzało gałęziami po oknie. W dodatku zgasło światło i znalazłyśmy się w kompletnych ciemnościach, oświetlanych co chwila strasznymi błyskawicami. Takiego stracha w życiu nie przeżyłam. Myślałam, że tam wykitujemy. Pamię-tasz?
─ Pamiętam ─ przyznała, czerwieniejąc na twarzy. ─ Ty miałaś wtedy chyba 16 lat, ja 13 ─ dodała cicho, spoglądając podejrzliwie na bliźniaczki. ─ Ale co to wszystko ma wspólnego z twoimi urodzinami i brakiem gości?
─ Zaraz się kochana dowiesz ─ rzekła Zosia z przekonaniem, nalewając następną kolejkę wódki. ─ Teraz ty mów, jak było dalej.
Ewelina, nie spuszczając spojrzenia z bliźniaczek, pokręciła niepewnie głową.
─ Dlaczego mam o tym mówić? W dodatku przy nich? ─ skinęła na dziewczyny.
─ Dokładnie tak. A ich się nie musisz obawiać, spokojna głowa. Zaraz się dowiesz dlaczego. Gadaj.
Ewelina nie była do końca przekonana o konieczności wywlekania przed obcymi ich młodzieńczych grzechów, ale dziewczyny były na prawdę prze-śliczne, miłe i sympatyczne, a poza tym alkohol też już zaczynał szumieć w głowach. W końcu postanowiła się już niczym nie przejmować.
─ Było strasznie ─ zaczęła z tajemniczym uśmiechem, ─ do tego było głośno od piorunów, ciemno i bardzo zimno. Jak w prawdziwym horrorze. ─ Wychyliła kolejny kieliszek. ─ No to wskoczyłam Zośce do łóżka i mocno się do niej przytuliłam…
─ A pamiętasz może, o co się wtedy spytałaś?
─ „Zosieńko, czy my umrzemy?”
Obje roześmiały się serdecznie, a bliźniaczki z chęcią poszły w ich ślady.
─ „Ja się strasznie boję!” ─ dokończyła za nią siostra.
─ Tak ─ przytaknęła Ewelina, ─ i właśnie wtedy…
─ No? ─ Zosia pogłaskała opalone udo bliźniaczki. ─ I co się wtedy wy-darzyło?
─ Mam mówić dalej?
─ Mów.
─ Gdy ja byłam cała roztrzęsiona i dygocąca, przytulona ciasno do mojej starszej siostrzyczki…
─ …Ta nachyliła się nad tobą i zaczęła namiętnie całować ─ dokończyła za nią Zosia.
─ Tak było ─ kiwnęła głową. ─ Nalej mi jeszcze, bo trzeźwieję… To było… wspaniałe!
Bliźniaczka siedząca obok niej położyła gorącą rękę na jej kolanie i za-częła delikatnie pieścić, czego Ewelina w ogóle nie spostrzegła, tak była zato-piona we wspomnieniach.
─ Co było potem? ─ Zosia nie dawała za wygraną.
─ Siostrzany akt miłosny. Oddałam ci pocałunki, a potem położyłam się na plecach i pozwoliłam ci robić ze sobą wszystko, na co tylko miałaś wtedy ochotę. Tak było.
─ Tak było. ─ Skinęła głową Zosia. ─ Ale to nie wszystko. Coś się wtedy jeszcze zdarzyło. Coś przepięknego. Powiedz.
─ Po raz pierwszy miałam orgazm. Tak mną obracałaś, tak mnie pieści-łaś, że umarłego by ruszyło! To było tak nieoczekiwane i zarazem takie wspa-niałe, że długo nie potrafiłam dojść do siebie. Bardzo ciebie wtedy pokochałam.
─ Jak siostrę? ─ spytała Zosia z dziwnym uśmiechem.
─ Nie jak siostrę… Jak dziewczynę. Polej, bo się rozklejam! ─ machnęła kieliszkiem i w tym samym momencie zauważyła, że jej bliźniaczka trzyma swoją dłoń na jej kolanie i ze łzami w oczach przygląda się jej z wielką uwagą. ─ Stało się coś? ─ zapytała dziewczynę.
─ To musiało być przepiękne ─ szepnęła tamta. ─ Właśnie to sobie wy-obraziłam i pomyślałam od razu o mojej Jasi. ─ Podały sobie z siostrą dłonie. ─ Myśmy się z Jasią zawsze tuliły, zawsze chodziłyśmy wszędzie razem trzymając się za ręce, w domu bawiłyśmy się razem, razem szłyśmy do wanny, razem do łóżeczka, a gdy raz chcieli nas rozdzielić, to taki dałyśmy koncert, że skapitulowali i znowu wsadzili nas do jednego łóżka. Zawsze i wszędzie razem. Umiesz to sobie wyobrazić?
Ewelina pokręciła głową. Ta ręka bliźniaczki na jej kolanie miała bardzo ładny kształt, krótko obcięte, pomalowane lakierem bezbarwnym paznokcie i delikatny dotyk. Było jej przyjemnie. Przykryła tę dłoń swoją dłonią i tak już po-zostały.
─ Skoro wszędzie zawsze wszytko robiłyśmy wspólnie ─ kontynuowała dziewczyna, ─ to nawet, gdy miałyśmy ochotę na czułości, wtedy razem się pieściłyśmy. Chyba w wieku dwunastu lat dostałyśmy miesiączkę. Obje jedno-cześnie. Tego samego dnia, gdy już z nas przestało kapać, wspólnie przeży-wałyśmy nasz pierwszy orgazm. Ale to było takie zwykłe… takie normalne. W zasadzie nic specjalnego. Ot taki sobie przyjemny skurcz… Ale ty, to zupełnie co innego! ─ Drugą dłoń położyła Ewelinie na policzku, delikatnie go pieszcząc. ─ Ty miałaś wtedy 13 lat i to było dla ciebie czymś wspaniałym, czymś, o czym się pamięta latami. Co ja mówię! Całe życie się to pamięta! Masz co wspominać, a my? Wszystko co razem przeżyłyśmy, dosłownie wszystko, zlało się w jedną szarą masę. Kocham moją siostrę ponad wszystko, ale jednocześnie jej nienawidzę, ponieważ nigdy się od niej nie uwolnię.
Ewelina, nie zdając sobie sprawy z tego co robi, uniosła obie dłonie dziewczyny do ust i złożyła na nich serdeczny pocałunek.
─ Nie rozumiem tego, ale jest mi bardzo dobrze ─ powiedziała, patrząc tamtej w oczy.
─ Ze mną? ─ spytała bliźniaczka.
─ Nie. W ogóle. Tu i teraz. Z wami. Dawno się już tak nie czułam.
─ Ja też się tak czuję. ─ Odwróciła się mocniej w jej kierunku i pocałowała w usta. Ewelina oddała jej pocałunek, nie czując przy tym najmniejszych wyrzutów sumienia. Jak już zauważyła przed chwilą, było jej dobrze.
Zosia patrzyła na obie dziewczyny bez słowa, smutno się uśmiechając.
─ Może byście tak na chwilkę przestały się czulić? ─ zawołała nalewając do kieliszków. ─ Teraz chyba przyszła wreszcie pora na moje wyznanie.
Odsunęły się od siebie i powróciły do poprzednich pozycji. Jak gdyby nigdy nic, spojrzały zaciekawione na Zosię.
─ Tak, tak. Teraz moja kolej. ─ Nieoczekiwanie z jej oczu popłynęły nagle łzy. ─ Jak moja szanowna siostra wcześniej zauważyła, po tamtym zdarzeniu pokochała mnie kobiecą miłością. Nie siostrzaną, ale właśnie kobiecą. Zgadza się. Wszystko się wspaniale zgadza. ─ Zła na siebie, wytarła łzy wierzchem dłoni. ─ Tylko, że do tanga potrzebni są dwaj tancerze. Wtedy właśnie, tamtej strasznej nocy, podczas ogromnej wichury i burzy, oszalałam na jej punkcie… ─ Głos jej się lekko załamał, ale szybko się opanowała i ciągnęła dalej. ─ Dostałam fioła na punkcie mojej młodszej siostry! Durne, co nie? Ona mnie pokochała, a ja się w niej zakochałam na umór! ─ Już nie hamowała lejących się łez. ─ Ale kto to widział, nie dość że lesba, to do tego pedofilka, no bo przecież tamta była wtedy bardzo małoletnia, a na dodatek jeszcze incest! Ludzie! Więzienie to za mało, natychmiast rozstrzelać!
Ukryła twarz w dłoniach i już bez oporów dała upust głośnemu płaczu. Tyle lat skrywała swoje uczucia do siostry. Przez tyle lat udawało się jej utrzy-mać swoją największą tajemnicę ukrytą głęboko w sercu. Nikt nigdy się nie dowiedział, że jej największą i jedyną miłością była jej młodsza siostra. Nikt nigdy nawet ją o to nie podejrzewał. Dopiero dzisiaj zdobyła się na szczerość, bo dopiero dzisiaj zauważyła mały promyk nadziei, gdy Ewcia zadzwoniła, że mała jest chora i że przyjedzie sama. W dodatku między nią a jej mężem ostatnio źle się układało. Pomyślała więc, że niczym już nie ryzykuje. Raz kozie śmierć.
Zosia nigdy nie założyła rodziny. Nigdy też nie szukała męża, a zalotników odprawiała bez jednego słowa wyjaśnienia. Rodzice byli bardzo nieszczęśliwi z tego powodu, Ewa zresztą także. Przepowiadali jej, że zostanie starą panną i umrze kiedyś w samotności, jednak nikomu nawet na myśl nie przyszło podejrzewać ją o skłonności homoseksualne. To było w tej rodzinie nie do pomyślenia. Jednak nawet to nie ukazywało całej prawdy o Zosi i o jej nie-szczęściu. Była lesbijką, ale kochała tylko swoją siostrę! I to od wielu lat.
Ktoś objął ją ramieniem i położył na targanymi płaczem plecach głowę. Ktoś się mocno do niej przytulił i też zapłakał. Zosia od razu wiedziała kto to. Jej zapachu nigdy by z nikim innym nie pomyliła. Czuła jej ciało, jej dotyk, słyszała cichy szloch.
─ Nigdy ciebie nie przestałam kochać ─ usłyszała ciche słowa. ─ Zawsze cię kochałam, ale byłyśmy przecież siostrami! ─ załkała. ─ Zdawało mi się, że przecież to całkiem normalne, taka miłość do siostry. Inne rodzeństwa też się kochają.
─ Ale nie tak!
─ A skąd ja miałam wiedzieć, jak oni się kochają? Nie miałam żadnego porównania.
─ My się kochamy ─ rzuciły bliźniaczki z wielkim przekonaniem.
─ Nie mogłam bez ciebie żyć ─ sapnęła Zosia, ─ więc żyłam, tak jak ży-łam. Przez te wszystkie lata tylko wegetowałam… A Jana nie cierpię, bo mi ciebie odebrał ─ dodała przez łzy.
Ewelina naraz przypomniała sobie ich wcześniejsze życie, jeszcze z ro-dzicami. Po tym wydarzeniu, podczas tamtej pamiętnej burzy, Zosia wyraźnie się zmieniła. To znaczy inaczej, jej stosunek do Eweliny uległ diametralnej odmianie. Przestała już na nią wrzeszczeć, jak to zwykle robią starsze siostry, gdy młodsza im coś poprzestawia, albo popsuje. Zawsze pomocna i zawsze obok, gdy jej potrzebowała. Nagle zaczęła pomagać jej w lekcjach i wybierać kiecki ze swoich bogatych kolekcji. Zapraszała ją też często do swojego łóżka, „bo jej było zimno”, albo „bo nie chciała być sama”. Ewelina nie miała nic przeciwko tym wspólnym nocom, bo wtedy była obcałowana i wypieszczona za wszystkie czasy.
─ Dlaczego przerwałaś nagle zapraszać mnie do łóżka? ─ spytała Ewe-lina. ─ Bardzo to polubiłam.
─ Bałam się, że zaczniesz coś podejrzewać.
─ Nawet mnie wygoniłaś, gdy sama do ciebie przylazłam.
─ Ale dopiero za drugim razem ─ chlipnęła nosem. ─ Za pierwszym nie potrafiłam się zmusić, żeby cię pogonić. Zapragnęłam po raz ostatni poczuć twój smak… ─ powtórnie wybuchła głośnym płaczem ─ Jaka jesteś słodka! Potem już się całkiem wyłączyłam.
─ Wiem. Spostrzegłam to, ale do końca nie potrafiłam zrozumieć. Myśla-łam nawet, że za coś byłaś na mnie zła. Że o coś się obraziłaś…
─ Nie. Mnie po prostu nie wolno było ciebie tak kochać jak wtedy kocha-łam, i jak nadal kocham. Taka miłość jest zabroniona a nawet karalna!
Ewelina wyobraziła sobie, przez co musiała Zosia przejść. Na jakie po-święcenia musiała się zdobyć. Ile ją to kosztowało! Jakie męki przechodziła, gdy przyjeżdżali do niej całą rodziną w odwiedziny. Jak się musiała wtedy hamować, jak kryć.
Już się zdecydowała. Była pewna, jak niczego dotąd.
─ Kaśka, Baśka ─ zwróciła się poważnym tonem do bliźniaczek. ─ Jak chcecie, to możecie już sobie pójść. Ja idę z Zosią do innego pokoju.
─ A mogłybyśmy tutaj zostać? ─ mocno przyległy do siebie. ─ Nie bę-dziemy wam przeszkadzać. My to rozumiemy, że teraz musisz jej odpłacić za jej ból i cierpienia ─ mówiły prawie jednocześnie, ─ że musicie nadrobić stracony czas.
Ewelina machnęła zrezygnowana ręką, ale ostatnie stwierdzenie bliź-niaczek pozostawiło trwały ślad w jej głowie: „nadrobić stracony czas”. Tak, lepiej nie mogły tego ująć.
W międzyczasie Zosia przestała płakać. Coś usłyszała, coś już do niej dotarło, ale nie była jeszcze całkiem tego pewna. Jeszcze nie wierzyła.
─ Chodź ─ usłyszała uwielbiany głos młodszej siostry. ─ Musimy po-ważnie porozmawiać. ─ Wstań.
─ Dokąd mnie ciągniesz?
─ Bez obawy. Tylko do sypialki.

* * *

Weszły do skromnego pokoju i usiadły na łóżku. Zosia była jak w transie, prawie nieprzytomna z nawału wrażeń. Ewelina nie potrzebowała już żadnych słów zachęty. Ona też tego z całego serca pragnęła. Nie zwlekając już dłużej nachyliła się nad ustami starszej siostry i złożyła na nich długi pocałunek.
─ Boże ─ sapnęła Zosia, ─ jak ja tego pragnęłam, jak o tym marzyłam. Ile to razy wspominałam nasze dawne pocałunki. ─ Ze łzami w oczach wpatrywała się w twarz siostry. ─ Boże, jak ja ciebie kocham.
Opadły na pościel. Ewelina obcałowywała mokrą od płaczu twarz siostry. Kiedyś to było domeną Zosi, ale nie dzisiaj. Nie teraz. Co chwila zatrzymywała się na jej ustach, żeby je mocno i zachłannie pocałować. Języki młodych kobiet szalały po ustach, głaskały się nawzajem, ślizgały po zębach, nie potrafiąc się nacieszyć do syta. Były już mocno obolałe i nabrzmiałe.
Zaczęły zrywać z siebie ubrania i rzucać gdzie popadnie na pokój. Nie przestawały się całować ani na chwilkę. Obie wybuchły taką kawalkadą uczuć, że nawet zawsze opanowana Ewelina, poczuła wzbierający niepokój. Na razie jednak nad niczym się nie zastanawiała, niczego nie analizowała. Na to przyjdzie czas później.
Gdy już zerwały z siebie wszystko w czym przyszły, nadal nieprzytomna ze szczęścia Zosia rzuciła się na siostrę, wodząc ustami po całym jej ciele, tak ukochanym, tak upragnionym. Pieściła jej piersi oraz nabrzmiałe od przejęcia i podniecenia sutki. Pieściła ją całą dłońmi i ustami na przemian. Zeszła na pępek i jej wklęsły brzuch. Odrzuciła jej nogi na boli i schowała się między nimi. Zagłębiła się w tej ukochanej szparce, o której także nie przestawała marzyć. I tak jak podejrzewała, była piękna, zadbana, bez jednego włoska. Prawie jak za dawnych czasów. A doprowadzając siostrę do szaleństwa, zwróciła nawet uwagę na jej kształt i brak wystających warg, czego nigdy nie lubiła u innych kobiet. Szparka Ewuni była ciasna i zamknięta jak u małej dziewczynki!
Punktem kulminacyjnym, było nagłe naprężenie się ciała Ewy. Zosia Poczuła też jej zaciśnięte pięści we włosach, co bardzo ją zabolało, ale i tak rozsadzało ją szczęście.
Gdy tamta opadła bez sił, nie pozwoliła jej odetchnąć, tylko zaczęła pie-ścić i tulić do policzka jej gładkie nogi. Zdobyła się nawet na tkliwe przytulenie się do jej ciągle zgrabnych stóp. Obcałowała je dokładnie, momentami pod-gryzała z uczuciem i lizała palce. Z żadną inną nigdy by się na to nie zdobyła, ale to była jej ukochana Ewuńcia. A z nią mogła wszystko. Uwielbiała każdy centymetr jej ciała, i to bez wyjątku.
Bardzo potem szybko znalazła się znowu na wysokości jej głowy i znowu, jak na początku, bez opamiętania zaczęła ją całować.
Tym razem Ewelina chciała sobie przypomnieć smak Zosi. I bardzo też szybko jej pamięć wyciągnęła na powierzchnię głęboko pochowane wspo-mnienia. Momentalnie stanął przed nią ten smak, jakby go codziennie smako-wała. Wtedy zapłakała cicho, myśląc o wielu straconych latach, dzielących ją od tamtych czasów, gdy miała ją na co dzień.
─ Kocham cię ─ wyszeptała z ustami przy uchu. ─ Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo. Do dzisiaj. Dopiero ty mi musiałaś uzmysłowiłaś, kogo tak na prawdę pragnę. Z całego serca.
Później, gdy doprowadziła już Zosię do wybuchu i okrzyków szczęścia, leżały przykryte kołdrą, ciasno do siebie przytulone. Co jakiś czas któraś z nich delikatnie obsypywała twarz siostry gorącymi pocałunkami.
─ Kocham cię ─ powtórzyła szczęśliwa Ewelina. Już dawno zapomniała, kiedy się ostatnio podobnie czuła. ─ Kocham, kocham.
─ I co teraz będzie?
─ A co niby miałoby być?
─ Masz przecież rodzinę, córkę, męża.
─ No i co z tego?
─ Jak ty to sobie wyobrażasz?
─ Rozwiodę się z Janem.
─ I co? Zamieszkamy może razem? Tyś chyba oszalała! Zapomniałaś, że jesteśmy siostrami? A co na to otoczenie, znajomi, przyjaciele, no i rodzice? Co na to powiedziałoby Prawo? Kochanie, wybij to sobie zupełnie z głowy. Musimy to jakoś inaczej zorganizować. Tylko jak? ─ Po chwili zapytała zmieniając temat: ─ Jak ci było z Janem? Bo ja nie potrafiłam z żadnym facetem. Kiedyś próbowałam, ale w końcu dałam sobie spokój. A jak było z tobą?
─ Poważnie? ─ Wzruszyła ramionami. ─ Z początku nawet dość przy-jemnie. Kilka pierwszych lat było, można powiedzieć, dobrych. Zresztą sama wiesz. Potem powoli zaczęło się coś zmieniać. Jan, co prawda, starał się i wy-chodził ze skóry, żeby mi dogodzić ─ uśmiechnęła się smutno, ─ ale jakoś mu to już nie wychodziło. Po każdym stosunku z nim czułam pewien niedosyt. Za każdym razem byłam z czegoś niezadowolona. Coś mi nie pasowało. Czegoś brakowało. ─ Zamyśliła się.
─ Jesteś homo, jak ja?
─ Nie ─ pokręciła głową. ─ Z innymi facetami też próbowałam. Ostatnio był nawet taki jeden z pracy ode mnie, Adam. Nie mogę powiedzieć, dosyć miło spędziliśmy razem czas.
─ Wzięłaś jego… pałkę do buzi? ─ zapytała z obrzydzeniem Zosia.
─ Owszem, i całkiem nieźle smakowała. Czyli, nie jestem lesba.
─ Ale przecież ze mną wtedy i teraz…
─ Ty, moja najdroższa, to już zupełnie inna historia! Z tamtymi się pie-przyłam, a ciebie ogromnie kocham. Zawsze kochałam. A to wielka różnica.
─ No to ja już z tego nic nie kapuję.
─ Przyznam ci się jeszcze do czegoś. Po tym, to już całkiem zgłupiejesz.
─ Aż się boję.
─ Wyobraź sobie, że kilka nocy temu zauważyłam nieobecność Jana w naszym łóżku…
─ Poszedł na lewiznę?
─ Gorzej. Wybrałam się na poszukiwania, i wiesz na co natrafiłam? ─ Zofia potrząsnęła przecząco głową. ─ Na mojego męża w pokoju naszej córki…
─ A to świnia!
─ Oni się najnormalniej w świecie razem zabawiali. Ona też z tego czer-pała wielką przyjemność…
─ Jak wielką?
─ Dosyć.
─ O, kurcze!
─ Właśnie. Ale nie o to mi chodzi… Ja ich podglądałam i cholernie mnie to podniecało! Tam, w pokoju córki, jej własny ojciec, a mój mąż, wykorzystywał ją seksualnie, a ja, zamiast podnieść alarm i zadzwonić na policję, stałam w ciemnym korytarzu i się tym cholernie podniecałam! Miałam do tego seks z własną siostrą… To kim ja, do cholery, jestem? ─ spytała Ewelina. ─ Acha, zapomniałam jeszcze dodać, że zdradziłam tego męża z kolegą z pracy.
─ Już mówiłaś. No i całowałaś się z bliźniaczką ─ nieśmiało dorzuciła Zosia.
─ Właśnie, i również z przyjemnością. No to, kim ja jestem? ─ Pocałowała siostrę w usta.
Naraz Zosia wybuchła głośnym śmiechem.
─ Kurcze, wiesz kim jesteś? Strasznym zboczeńcem! Zbokiem! Inaczej nie można tego nazwać. Nie powinni ciebie w ogóle puszczać między ludzi! ─ Odskoczyły od siebie i zaczęły skakać po łóżku jak małe dzieci. ─ Kocham cię.
─ Też ciebie kocham.
─ Co zrobimy?
─ Nic. Będę przyjeżdżała do ciebie na weekendy, a na święta ty będziesz wpadać do nas. No i będziemy się kochały. Teraz już na zawsze.
─ Rozwiedziesz się z Janem?
─ Głupia jesteś! ─ Zawołała Ewa i wpadła siostrze w ramiona. ─ Teraz się wszystko całkiem zmieniło! Uwielbiam cię. ─ Pocałowały się. ─ Jan będzie moją przykrywką. Chcę tylko ciebie, inny facet już mi niepotrzebny? Zostawię więc go sobie. Niech robi co chce.
─ Nawet z naszą kochaną córeczką Basieńką?
─ On jej nie gwałcił. Jakoś nie zauważyłam, żeby płakała, kopała, wyry-wała się i wołała pomocy. Kurcze, ona mu jeszcze pomagała! ─ Machnęła ręką. ─ Zobaczymy co robią bliźniaczki? ─ Skąd ty je właściwie wytrzasnęłaś? ─ One są prześliczne!
─ Poznałam przypadkiem na jednym przyjęciu. Spostrzegłam jak się kurczowo siebie trzymały i pomyślałam wtedy sobie, że to chyba lesbijki. No i miałam rację. Potem od słowa do słowa i już je miałam obje w łóżku u siebie. Mówię ci, wspaniałe przeżycie!
─ Spałaś z obydwiema?
─ Tak. One są piękne. Nigdy nikogo takiego nie spotkałam. ─ Znowu się pocałowały ─ Idziemy do nich? Mówię ci, będzie super!
Podczas, gdy trzymając się za ręce szły do dużego pokoju, całkiem nago, Ewelina nie mogła wyjść ze zdumienia nad samą sobą. Wyjeżdżając z domu, jej świat był jeszcze dość poukładany. Co prawda, przeżyła niedawno kilka dosyć niespodziewanych podniet, ale traktowała je dość marginalne. Bez jakichś głębszych wartości. Miała nawet nadzieję, że w końcu wszystko minie i znowu będzie tak jak dawniej. Planowała już nawet przeprowadzenie rozwodu z Janem.
Teraz idzie nago przez mieszkanie siostry, z którą właśnie znowu się odnalazła, na erotyczne spotkanie z dwiema ślicznymi dziewczynami, i ani nie czuje najmniejszego skrępowania, ani nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia. Była szczęśliwa, bo odnalazła swoje szczęście i tylko to się teraz liczyło.
Zastały obie bliźniaczki śpiące na rozłożonej sofie. Były nagie, a sądząc po stanie pościeli (bo też sobie ładnie pościeliły), to zanim zasnęły, przeżyły ze sobą dość dziki seks. Teraz leżały obok siebie, nawet podczas snu trzymając się za ręce. Ewelina z Zosią wsunęły się ostrożnie na posłanie, każda z innej strony. Ewelina pożerała je wzrokiem, takie były piękne.
─ Czy one na prawdę są prawdziwe? ─ spytała cicho.
─ Możemy się bardzo łatwo przekonać. ─ Naraz przyszedł jej do głowy wspaniały pomysł. ─ Zabieramy się teraz za nie, a której bliźniaczka dłużej niczego nie poczuje, to ta wygrała.
─ Dobrze ─ odrzekła Ewelina, nadal nie spuszczając wzroku z idealnych proporcji obydwóch ciał. ─ A co będzie nagrodą?
─ Coś, czego nigdy nie przeżyłaś, kochana moja.
─ Zgoda.
Rozpoczęły delikatnie pieścić najbliższe sobie dziewczyny. Obsypywać pocałunkami oraz gorącym oddechem. Ewelina całując ostrożnie swoją bliź-niaczkę, rzucała co chwila spojrzenia na poczynania siostry. Ten cały widok, te dwie piękne dziewczyny, ta cała sytuacja, tak ją podniecały, że musiała jedną rękę wsunąć sobie między uda.
Zosia specjalnie przywarła mocno do ust swojej dziewczyny, powodując jej natychmiastowy powrót do świadomości. Przytuliła ją potem gorąco do piersi.
─ Między wami wszystko gra? ─ cicho zapytała ją bliźniaczka Kasia?
─ Nie mogło być lepiej ─ wyszeptała z przejęciem Zosia.
─ No to teraz już z nas zrezygnujesz.
─ Chyba oszalałaś! ─ zakołysała nią w ramionach i czule pocałowała w usta. ─ Spójrz tylko, co się tam dzieje. ─ Skinęła głową w stronę ich sióstr.
Kasia popatrzyła przez ramię i zobaczyła jak Ewelina obcałowuje i tuli się do Jasi. Przedstawiały razem piękny widok. W tym samym momencie Jasia otworzyła zdumiona oczy, jednak już po sekundzie zrozumiała, co się z nią dzieje i kto się nad nią „pastwi”. Serce jej zabiło mocniej i w chwilę potem oplotła ją ramionami i wpiła się w nią rumianymi ustami.
─ Dobra. Wystarczy! ─ zawołała Zosia. ─ Moja dziewczynka szybciej się obudziła, więc przegrałam zakład. ─ Wszystkie zamarły w bezruchu. ─ Ewelina teraz odbierze główną nagrodę.
─ Tortury? ─ spytała cicho Kasia z jej ramion.
Zosia tylko skinęła głową. Na ten znak, obje bliźniaczki wraz z Zosią na czele, zawlokły opierającą się Ewelinę do sypialki i skórzanymi pasami z meta-lowymi klamrami spętały ją i rozkrzyżowały na łóżku.
Nic z tego nie rozumiała, ale o dziwo, nie czuła przy tym najmniejszego nawet strachu, chociaż sytuacja nie wyglądała najweselej.
─ Jak ja uwielbiam tortury! ─ zawołała jedna z bliźniaczek, skacząc z uciechy. ─ Ty, to masz szczęście.
Po chwili wszystkie trzy niespętane dziewczyny zaczęły jednocześnie pieścić Ewelinę, równolegle ze wszystkich stron na raz. Gdy wreszcie ją roz-wiązały, nie potrafiła powiedzieć, ile podczas tych „tortur” zaliczyła najpiękniej-szych momentów, ile miała orgazmów. Ale co do jednego, to Zosia miała rację: nigdy jeszcze czegoś podobnego nie przeżyła. A także tak wspaniałych urodzin swojej siostry. Nigdy też nie była tak szczęśliwa, jak podczas tego spotkania.
─ Kocham was! ─ zawołała.
─ „Was”, czyli nas też? ─ spytała jedna z bliźniaczek.
─ Tak, głupia, was też kocham.
─ Czy to znaczy, że nas sobie zostawicie i będzie tak samo jak dawniej, tyle że jeszcze lepiej?

Koniec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *