Rys – prolog

Rys – prolog

Ryszard wyciągnął się na bambusowym łożu, tuż obok swojej afrykańskiej księżniczki. Popatrzył na krzyż na swoich piersiach, który dostał od ojca Tadeusza przed wyjazdem na misje do Konga. Kochał go wtedy jak rodzonego brata, ale teraz był dla niego jedynie częścią stetryczałej przeszłości. Europa jawiła mu się jako kraina czerstwych chujów i zwykłych skórwoludów. Przycisnął jednak krucyfiks do swoich warg, spieczonych słońcem czarnego lądu. Głęboko westchnął i obrócił się w stronę hebanowego oblicza, tak aby wywołać na nim grymas przebudzenia ale jednocześnie nie przestraszyć. Zwierzęca namiętność jak pojawiała się w jej oczach natychmiast po przebudzeniu, usztywniała męskiego członka niczym ukąszenie pająka bola-bola. Pajęczak ten posiadał jad wywołujący, niejednokrotnie bolesny, obrzęk członka. Ze względu na niezwykły wpływ kochanki na mężczyzn, Rysiek nazywał ją Bola-Bola. Księżniczka rozszerzyła nogi przyjmując go w swoje łono. Misjonarz posuwistym ruchem zagłębiał się w wilgoć, nadając jej oczom lśniącego połysku. Ubrana jedynie w niewinność, wywoływała u niego lekkie skurcze brzucha już samym zapachem. Jej ciało było powleczone niewidoczną smugą czegoś nie dającego się wyrazić- wonią płodności. Krew dawno już odpłynęła z jego mózgu zmywając jednocześnie wspomnienie o misji z jaką przyjechał tu przed laty. Jak to się stało, że polski misjonarz postanowił rozpocząć życie erotyczne wśród ludzi, których miał nauczać moralności i wiary w jedynego Stwórcę? Kiedy wyjeżdżał z rodzimego kraju taka sytuacja była dla niego nie do pomyślenia. Głęboka wiara była niczym lita skała, fundament jego życia. Po przybyciu na miejsce okazało się jednak, że tubylcy są nieprzejednani. Nie było mowy o jakimkolwiek dialogu, dzieliła ich ta sam odległość co wcześniej. W końcu z przerażeniem odkrył przyczynę ich niechęci i poczuł się przytłaczająco nagi. Odkrył, że tubylcy zakrywają jedynie to co wstydliwe, ale nie swoje przyrodzenia, z nich byli naprawdę dumni. Ukrywali rany, obrażenia i to co wskazywała na ich słabość. Ubrany w ustane zakrywającą niemal całe ciało musiał im się wydawać naprawdę obrzydliwy. Ponadto w ich małych chatkach kwitła prawdziwie hipisowska komuna. Dzięki temu, że seks był obecny w życiu każdego dorosłego człowieka i w dodatku nikt się z nim nie ukrywał, nie dało się ukryć celibatu. W rozumieniu tubylców jakiegoś wielkiego zboczenia lub dowodu choroby. W końcu postanowił rozwiązać problem raz na zawsze. Zwołał mszę i w jej trakcie obnażył się z sutanny, okazał się to wielki przełom w jego karierze kaznodziejskiej nareszcie mógł się zbliżyć do otaczającej go społeczności. Następnym krokiem miało być porzucenie celibatu, krępował go podczas spotkań z ludnością. Pojawiało się  tylko jedno pytanie! Z kim?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *