„Rok 2064” – Część pierwsza: „Zona numer trzy” Rozdział III – „Albin rura do zapchania” Część 2

„Rok 2064” – Część pierwsza: „Zona numer trzy” Rozdział III – „Albin rura do zapchania” Część 2

– Kurwa, ja idę szczać, a wy już polewajcie, bo mnie dziś moja wkurwiła, wydymała mnie, nie przyszła. Kurwa księżniczka, ona do zawodówki na imprezę nie przyjdzie przecież – to był głos mojej fascynacji seksualnej. Po chwili wszedł do kabiny obok i słyszałem jak z jego kutasa leje się mocny strumień moczu. Szkoda, że ściany między kabinami są murowane i nie ma w nich żadnej dziurki, by można było go podejrzeć. Chwilę to trwało, nim skończył. Słyszałem jak odrywa kawałek papieru toaletowego, pewnie do wysuszenia główki kutaska i dźwięk zamykanego zamka błyskawicznego. Potem już tylko szum spłukiwanej wody i trzaśnięcie drzwiami kabiny.

– O ja pierdolę, Marek coś ty za gorzałę kupił? – usłyszałem głos Andrzeja.
– No jaką, jaką? Ruską. Dobrą, bo tanią. I mamy literka w cenie połówki – odpowiedział Marek, którego kojarzyłem jako wysokiego blondyna z nieciekawą cerą.
– Co się cykasz Andrzejku? Jest butelka, jest impreza i starczyło na dużą butlę Fanty – odezwał się trzeci głos rechocząc.
– Kurwa, panowie, ale my się tym usmarujemy równo i do obucha – przesadnie oburzał się Andrzej.
– A wy panowie teraz możecie mistrza Ireczka wycałować po dupie – dodał ten trzeci. – Czary mary i mamy szklankę.
– O ja pierdolę, jaki zaradny, ale po dupie całuj się sam, jak potrafisz – recholał blondyn. – Może ty jak pies i jaja sobie liżesz.
– Marek zaraz ci przypierdolę, w ten rozhahany ryj! Nie jestem człowiekiem gumą, sam pewnie sobie kutasa usteczkami obciągasz. Polewaj, bo się ściemnia.
– Kurwa, Marek nie po pół szklany, bo kora tu zdusimy.
– Oj, panienki, walimy nasze kawalerskie – wyraźnie podniecony tokował Marek „Polejwóda”.
– Co to za gorzała?
– „Kremlowska”, czy jakoś tak.
– Ja pierdolę, to „karbidówka” żebyśmy nie poślepli.

Siedziałem w kabinie z ciężką głową, świat ciągle mi wirował, tak samo jak ściskał się mój żołądek. Było mi niedobrze. Opierałem głowę o zimne kafelki ściany kabiny. „Kurwa” – myślałem – „ile tu oni będą siedzieli?”. Ta muzyka dochodząca z dołu, ich gadanina, głupie dowcipy, dym papierosowy, to wszystko szumiało mi w głowie. Wszystko, co ze mną się działo w tej chwili, było odrealnione. Miałem wrażenie, że siedzę gdzieś oddzielony od rzeczywistości, kształty przed moimi oczyma zmieniały właściwe proporcje, to wydłużały się, to kurczyły, falując. Dobiegające z zewnątrz słowa pohukiwały echem w mojej głowie, a słowa zatracały swój sens, odbijając się bólem pod czaszką. Czasami otwierały się drzwi do toalety: ktoś wchodził do sąsiedniej kabiny, oddawał to do czego zmuszała go matka natura i wychodził. Ktoś łapał się na „dziobka” u biesiadujących na parapecie, a ja trwałem w pozycji siedzącej. Moje ciało straciło witalność, najchętniej bym się tu położył, spał ale resztki świadomości mówiły mi, że muszę wrócić do domu ciotki. Czas sobie mijał w swoim rytmie, a ja powoli odzyskiwałem świadomość. Kabina nie była już taka klaustrofobiczna. Ściany przestały falować, a z rozmów toczących się przy parapecie docierał do mnie ich sens, choć ich słowa zaczynały pływać, a czasem potykać się, słychać było już wpływ alkoholu.

– A znacie to, przychodzi facet do lekarza i mówi: Panie doktorze mam problem, ciągle sobie przydeptuję chuja obcasem. Jest tak długi, że przez nogawkę ciągle mi wypada.

– No, nie pierdol, hahahahah też takiego chcę!

– Pewnie Ireczku, bo ty masz karzełka nie kutasa! – Irka trzeciego biesiadnika, nie potrafiłem skojarzyć z twarzą.

– Kurwa, wara od mojego fiuta, nie widziałeś go więc nie pierdol!

– Kurwa bo kawału nie skończę, przestańcie! I doktor facetowi kazał go okazać, faktycznie był bardzo długi i miał podrapany łeb. Doktor mówi do pacjenta: możemy Panu go skrócić. Facet mówi: dobra ale to niegroźna operacja, co? Doktor odpowiada że tak. Po tygodniu gościu nieprzytomny leży na sali, gotowy do operacji, a doktor ma wątpliwości: o ile go uciąć? Więc pyta pielęgniarki: jak pani sądzi o ile mu tego penisa skrócić? Pielęgniarka zaś odpowiada: ja to bym mu nogi wydłużyła.

– Hahahahaha nie pierdol, nogi wydłużyła!

– Znam lepszy – poznałem głos Andrzeja. – Przychodzi facet do lekarza i mówi: panie doktorze, mam fiuta jak niemowlę. Lekarz patrzy i mówi: nie wierzę, niech pan pokarze. Facet zdejmuje spodnie i rzeczywiście: pięćdziesiąt sześć centymetrów i trzy i pół kilo.

– Kurwa, kurwa, kurwa hahahahaha dobre, no ja pierdole, trzy i pół kilograma hahahaha!

– Hahahaha, ja też chcę mieć takiego fiuta hahahaha!

– Ja z innej beki – poznałem głos Irka. – Ksiądz odwiedza w Londynie swojego byłego wikarego na misji. Anglia to nie Polska, i nie ma na plebanii takich wypasionych wygód jak w kraju. I wikary mówi do księdza: – Panie proboszczu, noclegi w hotelu zamówiłem. To taki skromny hotel typu „bed and breakfast”. On znajduje się dwie przecznice stąd, trzeci budynek po lewej. Teraz mam mszę, czy ksiądz sobie poradzi? Proboszcz poszedł, ale wszedł przecznicę dalej niż powinien. Wchodzi do hotelu, a na recepcji pytają: – Jaką serwować obsługę? Męską czy damską? Oj, Boże – odpowiada proboszcz – oczywiście, że męską! Recepcjonista się odwraca i krzyczy – John myj dupę, ksiądz-pedał przyjechał!

– Hahahahahahahah dobre, myj dupę hahahaha, pedał hahahaha – to był głos Andrzeja.

– Znam lepszy – odezwał się Marek – Na moście stoi samobójca. Już ma skakać, a czuje dłoń na ramieniu, okazuje się że za nim stoi Święty Mikołaj. I Mikołaj mówi: – Chłopcze, co ty chcesz zrobić? Życie jest piękne. Chłopak odpowiada: – Gówno prawda, życie jest do chuja niepodobne. Straciłem robotę, nie mam gdzie mieszkać, a dziś rzuciła mnie dziewczyna! Mikołaj zaś mówi – Odmienię dzisiejszej nocy twój los, ale musisz stąd zejść do mnie i przestać myśleć o samobójstwie. No i Mikołaj z gostkiem tak gadali, aż chłopak się z nim zgodził, wypłakał się w rękaw. Święty w pewnym momencie mówi chłopakowi: – By odmienić twój los, jest jeden warunek, musisz mi zrobić laskę z połykiem. Chłopak znowu gramoli się na barierkę i mówi, że nie jest pedałem i w ogóle. Ale Mikołaj go znowu przekonał i powiedział: – Przecież nikt się nie dowie, a ja jestem Święty Mikołaj i to nie grzech, a wola świętego i próba wiary. Chłopak się zgodził i pod mostem obrabia pałę Mikołajowi. Ten głaszcze go głowie, spuszcza mu się do ryja i mówi do chłopaka: – Taki duży i wierzy ciągle w Świętego Mikołaja.

– Hahahahaha, ja pierdolę, hahaha, ja tam nie wierzę w Świętego Mikołaja – słyszałem Andrzeja.

– Hahaha, ja następnym razem powiem jakieś cipce, że jestem Mikołajem i jeżeli chce doznać cudu, to niech się bawi moim pastorałem hahahaha – darł się Irek.

– No dobra panowie, to kończymy, zostało po „dzubasie” i spierdalamy stąd, trzeba wypierdalać do domu i tak dziś nie zakutasimy, a mnie gorzała zaczyna rozpierdalać – konkludował Marek.

– Dobra polewaj i spadamy.

– Za pastorał Świętego Mikołaja, bach! Ogon w piach!

Tak przy parapecie kończyła się impreza, ja zaś zbierałem myśli i siły. Musiałem przecież dotrzeć do domu ciotki i wyjść niepostrzeżenie. Ale jak to zrobić? W myślach kołatało się to pytanie, przecież wciąż byłem pijany. No i ta droga na Południe. – Kurwa, jestem jednak cienką cipą – myślałem, te laski wypiły tyle samo, a po nich spłynęło. A ja? Cacy ujebany, ledwo siedzę.
Chłopaki się zbierali, coś tam rozkminiali o lasencjach, samochodach. Z odrętwienia wyrwał mnie głos Andrzeja.

– Dobra, to ja jeszcze honorowo oddam mocz, do poniedziałku, siemka.

– Tylko tu nie zaśnij, my za dziesięć minut mamy czerwoniak, „dozobo” w poniedziałek.

– To bierzcie ze sobą ten pusty butel, by afery jakieś nie było – dodał Andrzej.

Jakieś odgłosy szurania, gadania, pożegnania, urywki rozmowy, otwieranie zamykanie drzwi, głośniejsza muzyka, a teraz znowu bębnienie sekcji perkusyjnej, ciężkie westchnienie i kroki. Znowu otwierają się drzwi ale do mojej kabiny i widzę w ręku grubego, długiego, białego kutasa wystającego z rozporka i ogłupiałą twarz Andrzeja.

– Kurwa, sorry – powiedziały przerażone usta i ogłupiała twarz Andrzeja, z tym fiutem na wierzchu, tak szybko zniknął z mojej kabiny jak się w niej pojawił – Kurwa, zamyka się drzwi do kabiny, gostku – krzyknął zza ściany.

– Kurwa, przepraszam – wyrzuciłem z siebie i kumulując wszystkie siły w mięśniach, wytoczyłem się z kabiny. Nie przewidziałem jednak tego, że zarzuci mnie w połowie drogi na zakręcie i że Andrzej też nie zamknął drzwi do swojego przedziału. Efektownie wpadłem na jego plecy, a on mało nie uderzył głową w ścianę za kibelkiem. Jakimś cudem powstrzymał nadany jego ciału impet wolną ręką, bo w drugiej trzymał swoje berło, z którego toczył się mocz. Odruchowo odepchnął mnie tyłkiem, a ja znowu straciłem równowagę. Siła odrzutu była tak znaczna, że wypadłem z kabiny i uderzyłem plecami o ścianę toalety, osuwając się w dół na podłogę.

– No ja pierdolę, kurwa, co za pojeb, zabiję cię gostek, kurwa, zalałem sobie spodnie – dobiegały do mnie słowa wściekłego chłopaka – Jak, kurwa, jesteś najebany to siedź na dupie! Pierdolona, pijana, męska menda – ciągnął dalej, ja odzyskiwałem ostrość wzroku i widziałem skuloną do przodu sylwetkę i ostry strumień moczu między nogami.

– Przepraszam, ale mnie zarzuciło na zakręcie i sam mówiłeś, że drzwi trzeba zamykać – bełkotałem coś na swoje usprawiedliwienie. On lał, ja patrzyłem. Skończył, widać było jak potrząsa fujarą, urwał kawałek papieru toaletowego i wycierał nim główkę, potem chował w majtki i spodnie swoje narzędzie, w końcu się odwrócił. Patrzyłem na to z pozycji podłogi, znowu nie miałem siły by się ruszyć. Widziałem w jego twarzy wściekłość, podszedł do mnie powoli i wycedził.

– Pojebańcu, co ty odpierdalasz? Mam cię zajebać, byś jutro nie poznał swojej facjaty w lustrze? – schwycił mnie za koszulę i podniósł do góry, przyciskając łokciem do ściany. Patrzył na mnie z góry tymi pięknymi oczyma, choć widziałem w nich złość. Ja zaś zamiast się skulić i przygotować na jakiś cios, przewróciłem oczyma i zacząłem się śmiać jak głupi – Kurwa, mendolazo zaraz ci jebnę w czoło!

– Pijany jestem, przepraszam, nie chciałem, ale to śmieszne było, no wiesz twój kutas przed moim nosem, a potem ja na twoich plecach – i znowu rechotałem. On starał się być groźny, mocniej przyciskał mnie do ściany ale teraz już całym ciałem, zbliżył swoją twarz do mojej tak, że czułem jego alkoholowy oddech. Mnie zaś było bardzo przyjemnie i nie odczuwałem żadnego strachu.

– Kurwa, zryty skurwysyn, to w ogóle nie było śmieszne, kurwa – jego parcie na mnie ustąpiło, odsunął się na pół kroku i patrzył na mnie z jakąś litością i zaciekawieniem – Gdzieś ty się tak usmarował?

– Gdzie na twarzy? Możliwe, bo rzygałem – odpowiedziałem rezolutnie.

– O ja pierdole, jaki przygłup, pytam się gdzie i z kim się tak napierdoliłeś ?

– Z dziewczynami w parku, winem marki Bangkok, a potem Gruba Berta wyrwała mnie do tańca i strasznie się pociła i śmierdziała. Ona mnie macała, wyrwałem się tu i rzuciłem pawia. Zasnąłem, potem wy przyszliście i tak jakoś zleciało – wyrzucałem z siebie bezwładnie słowa, a na jego twarzy pojawiał się uśmiech – dalej, wiesz, twój kutas, no i ciągle mnie jeszcze zarzuca.

– Kurwa, słaby zawodnik z ciebie, choć na parapet, otworzę okno to trochę wytrzeźwiejesz, musisz jakoś normalnie wyjść ze szkoły, by przypału nie było – to po powiedziawszy mocno schwycił mnie za ramie i poprowadził do okna, otworzył je, a chłodne powietrze uderzyło w moje ciało.

Siedzieliśmy na parapecie. Ja trząsłem się z zimna, on patrzył na podłogę. Nie odzywał się. Wydawało mi się, że teraz on zaczyna odpływać, że wypity przez niego alkohol zaczyna swoje magiczne działanie. W pewnym momencie sięgnął do kieszeni swojej kraciastej koszuli i wyciągnął paczkę czerwonych Marlboro. Jednego papierosa wsadził sobie w usta i go przypalił. Zaciągnął się dymem, spojrzał na mnie i zapytał – Chcesz zapalić? – skinąłem głową na potwierdzenie, on wyciągnął tlącego się papierosa z ust i mi go podał, sam odpalił kolejną fajkę dla siebie. W mojej głowie ciągle pojawiał się ten długi, biały kutas, trzymany w ręku, a ja zdecydowanie w ustach wolałbym trzymać tego właśnie fiuta, nie papierosa. W końcu przerwałem to milczenie między nami, taka okazja może się już nie powtórzyć pomyślałem.

– To mówisz, że twoja dziewczyna ci nie daje? – zapytałem z głupa frant.

– Ja nic nie mówię, co ty pierdolisz?

– Sam tak mówiłeś kolesiom, słyszałem. Ona chyba nie wie co traci, bo ja dziś te twoje cudeńko widziałem. Takim fiutem to każdemu zaimponujesz.

– Coś ty się tak do tego chuja przyssał? Ona ma zasady. I nie podsłuchuje się cudzych rozmów prywatnych. Przyjdzie czas, to będziemy ze sobą sypiać.

– Nie przyssałem się ale …. hum, no wiesz on wiszący wyglądał jak moje trzy – przecież nie mogłem mu powiedzieć, że chętnie bym się przyssał.

Kończyliśmy palić papierosy, ktoś znowu wszedł do kibla, niski grubasek z jego klasy szybko pobiegł do kabiny. Po kilku minutach wyszedł, spojrzał na nas i zapytał.

– A ty co? Teraz z dzieciakami pijesz?

– Nie, ale mu matkuje, bo się najebał. Rzygał tu i orła wywinął – odparł Andrzej.

– No to matkuj, ja lecę bo wyrwałem laseczkę. Pani nie powinna długo czekać na swojego rycerza – otworzył drzwi i wyszedł.

– Ciekaw jestem czy to nie Gruba Berta, bo by pasowali do siebie. Takie dwa grube kaszaloty – już to mówiąc żałowałem tej uwagi.

– A ty co? Kurwa, Leonardo DiCaprio jesteś? – powiedział i wyciągnął znowu fajki – Za dziesięć minut zrobimy test, czy nadajesz się do wyjścia ze szkoły.

– Jak ona ci nie daje, to jak sobie z tym radzisz? Jedziesz na ręcznym, czy masz jakąś lalunie na boku? Ja tam się przyznaję do tego, że mój kutas ma styczność tylko z moimi dłońmi, zresztą szybko się spuszczam – nie wiem czemu mu to powiedziałem.

On patrzył na mnie z niedowierzaniem i palił papierosa.

– No, to co masz kogoś na boku – zapytałem.

– Gostek, ja ciebie nie znam i na chuj ci ta wiedza?

– No, bo o czym tu gadać, najlepiej o seksie, zresztą pół wieczoru o tym gadaliście – ciągnąłem temat, by wprowadzić w życie szatański plan.– Tak w ogóle to mam pewien pomysł, jak tu siedzimy i trzeźwiejemy – uśmiechnąłem się, nabrałem powietrza w płuca i wyrzuciłem z siebie – Obiecaj, że mi nie przypierdolisz, jak coś powiem, proszę obiecaj.

– Co ty, kurwa, knuesz? – połykał litery i mówił. Właściwie to bełkotał i kiwał się siedząc na parapecie, czyli wódka go rozbierała, a ja wiedziałem, że mogę to wykorzystać, by mu złożyć niemoralną propozycję. – Dobra, móf, bo chuj, no nie bdę cię bił, bo chuj ale mnie fazuje, kurrwa.

– No wiesz jak zobaczyłem tego twojego kutasa, to tak pomyślałem, że no … bym ci zrobił loda – on przestał się gibać, zapadła cisza, a ja dalej brnąłem ze swoim kretyńskim wywodem, czułem jak mi serce wali, a na policzki występują rumieńce. – No wiesz, w życiu warto jest wszystkiego spróbować i …

Nagle wprawił swoje ciało w ruch. Chyba chciał mi walnąć na odlew albo mnie złapać. Jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa, ja zaś zeskoczyłem z parapetu obserwując jak Andrzej wywija orła i teraz podnosi się z podłogi do klęczek. W pierwszym odruchu skoczyłem do niego, by mu pomóc się podnieść, on jednak złapał mnie za głowę i ściągnął do siebie. Stykaliśmy się czołami, klęcząc na posadzce spleceni jego żelaznym uściskiem. On ciężko dyszał i zdzielił mnie z główki w skroń. Było to bolesne.

– Ałć, miałeś mnie nie bić – próbowałem się bronić. – Choć wstaniemy z podłogi – uścisk się poluźnił i wzajemnie się wspierając wstaliśmy. Andrzej odsunął się i stał, lekko się kiwając, patrząc na mnie spod byka.

– Kufa, ja, no, ty pedzio jesteś, czy jak – bełkotał podniesionym głosem. – Chuj, ja nawet nie wiem jak ty masz na imię, kurfa zobku, co ty odpierdalasz, co?

– Albin mam na imię. A pedałem nie jestem, ja tylko chciałem tak spróbować z ciekawości, jak to jest – coś bredziłem, by wywinąć się z nieprzyjemnej sytuacji. – Wiesz ja … – tu spuściłem głowę grając niewiniątko. – …jakoś nie widzę, żebym miał szanse na seks chyba, że z Grubą Bertą, to już wolę…No, wiesz co…

Jego oczy mimo, że rozwodnione alkoholem wysyłały sygnał, że zbiera się w nich złość. – Gościu, Albin, czy chuj, co ty pierdolisz. I co, mego kutasa byś obrabiał?

– No, to tak yyyyyy, to by była próba, … no ja, tego nie robiłem z nikim. Jakby się tobie, albo mnie, nie podobało, to byśmy skończyli – łgałem w żywe oczy. Wiedziałem, że gdyby on pozwolił mi possać, to bym jego kutasa z ust nie wypuścił. – Przepraszam, zapomnij o tym, no tak mi się powiedziało, no widzę, że to głupi pomysł – grałem skruszonego, a nawet łezki pojawiły się w moich zakłamanych oczkach.

– Kufa, chua do papy ebany chce – siedział, rozkołysany ponownie na parapecie, a ja stałem jak zawstydzona dziewica z boku, udając łkanie – Kufa, masz fart, że to ja. Kto iny, by ci wjebal. Kufa, teraz ja jestem najebany, kufa.

– To mam spierdalać, czy siedzieć tu z tobą? Wiesz, teraz ty musisz posiedzieć, bo wyjebiesz się jeszcze na schodach. No, jeszcze z godzinę będą grali na dole – pokiwał głową i siedział. – Posiedzieć, czy iść?

– A w chuj siedź, kufa. Już mi jeden chuj. I gdzie to chciales mie obciągać? Kufa – chyba był coraz mniej kontaktujący.

– No tu w kabinie – i znowu słodka minka. – Tak po cichutku, wiesz drzwi skrzypią jak ktoś wchodzi do kibla, to wiesz można wtedy, no wiesz… . No, sorry jeszcze raz, bo ty, … no tego, że dziewczyna ci nie pozwala na, … no wiesz i tak pomyślałem jak twego, no wiesz widziałem, że bym, no tego pomógł. Słyszałem, że czasem chłopaki w woju tak robią – wywody godne adwokackiej gadki. Niestety, młody pedał na prowincji, któremu testosteron upłynnia mózg, musi umieć łgać jak z nut i przy tym jeszcze grać.

– Ta, a w pierrlu to nawetw upe jeba. Kufa, ale jetem naebany. Kufa, a chuj. No, kufa uszaj dupe.

– Co mam sobie iść?

– Nieee , kufa do kabiny, obaczymy. Chuj, no bo mi się odechce – trafiłem w totka, hahaha !!! I taki niby spłoszony szedłem to ostatniej kabiny, on zataczając się szedł za mną. Weszliśmy, zablokował drzwi zasuwką. Na zbiorniku spłuczki leżała jakaś gazeta. On oparł się o drzwi i ciężko oddychał, a ja już czułem, że mój mały stoi i leje soki. Położyłem gazetę na podłogę, a na nią swój sweter. Runąłem na kolana. Moja twarz była na wysokości jego bioder. W głowie miałem setkę myśli – Co zrobić, by grać dziewicę i go nie spłoszyć? Sam bym mu go wyciągnął, ale udawałem nieśmiałego i zawstydzonego. A mój język chciał się wyrwać i oblizać lubieżnie wargi. On patrzył na mnie z góry i się odezwał.

– Chuj, to sekret, co? Kufa, co ja obię, krfa, kurfa – i rozpinał rozporek, opuścił spodnie do kolan, uniósł koszulę i zobaczyłem zielone bokserki, z mocno wypchanym kroczem. – Kufa, to poebane, chuj, no a pierdole. Ty jak chujowo, to ci mówię i chuj .. stop – skinąłem głową skromnie, nie mogąc się doczekać na rozwój wydarzeń. W środku mnie ściskało z podniecenia, jajka bolały jakbym sobie kręcił wora. – Kurde, zdejmuj te gacie szybciuchno, bo te jaja zniosę – tylko o tym myślałem. On chwiejąc się lekko oparty o drzwi, wypiął biodra i ściągnął bieliznę. Ten szybki ruch pozbawiony wstydu, objawił mi to na co czekałem od poprzednich wakacji. Lekko oliwkowa skóra nóg i brzucha, a między nimi mleczny pas skóry. Lekki zarost nóg przechodzący przez pachwiny na jajka, by mocniej zarysować się na podbrzuszu i ścieżka miłości prowadząca do pępka wyznaczona delikatnym owłosieniem. A w tym wszystkim zatopiony majestatyczny kutas. Biały, długi wał na kilkanaście centymetrów, swobodnie zwisający. Jego odznaczająca się żołądź, skrywana długim napletkiem. No i jaja duże, kształtne, w długim worku moszny. Chciałem zawyć z zachwytu, całować i pieścić, wąchać ale to by odkryło przed nim moją prawdziwą naturę. Więc jak skromna pensjonarka z wypiekami na twarzy patrzyłem na to cudeńko i czekałem na jego gest w bezruchu – No, kufa odechciało się, co?

– Nie, OK, tylko taki duży. No, nie myślałem, że aż taki – rozpływałem się udawanej nieśmiałości. Jak to się mówi? „Ą i ę, bułkę przez bibułkę, a kutasa najchętniej całą garścią”? I tak też zrobiłem. Powoli drżącą ręką go chwyciłem, był ciepły i wiotki. Udając prawiczka, i walcząc ze swoją żądzą, pochyliłem się nieśmiało do jego czubeczka językiem. On głęboko westchnął. Tak, czułem ten samczy zapach i resztek dezodorantu. Pierwszy smak to ostro-słony, mimo suszenia przez niego główki kutasa papierem toaletowym. Zawsze, nawet jak się suszy, to pozostaje gdzieś kropla moczu. Nie przeszkadzało mi. Pamiętałem smak brudnego kutasa Gawrońskiego, więc akurat ten smak był niczym w porównaniu z tamtym. Trzymałem tego chuja w ręce. Powoli moja dłoń zaczęła się poruszać pociągłymi ruchami. Kutas nabrzmiewał, rozciągał się wszerz i wzdłuż. Tężał w palcach. On oddychał głośniej, a ja widziałem duży, czerwony łeb fiuta, który otwierał swoją dziurkę, jakby w uśmiechu i chciał powiedzieć: – No, już dawaj swe usteczka. Obejmij mnie nimi, bo chcę się zanurzyć w twoim gardle. No, chodź słodziaku – otworzyłem usta, wysunąłem język i zacząłem go obijać wielkim czubem. Spojrzałem w górę. Andrzej miał zamknięte oczy, a ja w końcu zamknąłem w swoich ustach ten wielką głowę siura. Językiem osaczałem go z każdej strony, wywijając esy floresy.

– Kurwa, o ty, ahhh – usłyszałem z góry. Głębokie westchnięcia, czyli jak na razie jest dobrze. Chyba mu się podoba. Teraz delikatnie zacząłem poruszać głową w tył i w przód, a wielki grzyb penetrował moją jamę ustną docierając co chwila do granicy gardła. Teraz czułem jaki jest twardy. Nie mogłem szerzej otworzyć ust. Ten wielki mega-kutas mieścił się tylko trochę w ustach. Nadziewałem się na niego z uporem maniaka, zasysałem się na nim, po policzkach zaczęły spływać łzy, a po brodzie spływała moja ślina. Chuj zabierał mi co chwila oddech. Chciałem go więcej w sobie, chciałem by Andrzej nie stał bezruchu, ale mnie brutalnie pierdolił, by przebił się przez gardło i krtań do przełyku. Ale musiałem udawać, że to mój pierwszy raz, że jestem postrzelonym ale niewinnym chłopczykiem, a nie dziwką, która rozpycha w wannie swoją dupę trzonkiem od młotka. Drugą ręką złapałem jego wielki wór z jajami, macałem, pieściłem bawiłem się nimi – Kurfa, kurfa, ja pierdolę, o tak, dawaj – słyszałem z ust Andrzeja. Czułem, że w gaciach mam galaretę, że z mojej pałki sączą się soki. Puściłem trzon i tylko moja głowa rytmicznie i szybko nabijała się na Andrzejowy wał. Uwolnioną ręką odpinałem swój rozporek, by mój fiut nie brudził mi spodni – Kurwa, co robisz, nie wyjmuj kutasa bo rzygnę i będzie koniec – mówił do mnie.

Oderwałem się od jego gnata, obtarłem rękawem koszuli ślinę i łzy – Andrzej muszę, bo mam galaretę w majtkach. Jak się podniecę, to mi ciągle leci sok, kurwa. Proszę zamknij oczy i na wszelki wypadek patrz w górę, proszę. Chyba na razie jest OK, co?

– Dobra, dawaj mały, kończ to, bo mi jaja rozerwie – moja głowa, znowu nabijała się na część kutacha łzawiąc się i śliniąc. Jedna ręka pieściła jaja, zaś druga dodała odwagi jego biodrom. Teraz pomagał mi się wypełniać częścią siebie, poruszał biodrami, czub ostrzej atakował moje gardło. Śliniłem się mocniej, czasem się krztusząc i w końcu jego ręce chwyciły moją głowę. Działały dwie przeciwstawne siły: dłonie które mój rozwarty ryj pchały do przodu i biodra, które mnie ruchały. No w końcu moja dziwkarska natura dostawała, to co lubi, ostre jebanie. Było mi dobrze, lubię być narzędziem w czyichś rękach, dawać przyjemność komuś i samemu ją dostawać. Było mi gorąco. Mój kutas eksplodował niepostrzeżenie sam z siebie. Andrzej tego nie widział, głośno sapał, jęczał i mnie pierdolił, choć jeszcze nie tak ostro, jakbym tego chciał. Moja paszcza wypełniała się mieszaniną śliny i słonawego śluzu. Starałem się to przełykać, lecz część ciągle zalewała moją brodę. Nagle jego dłonie chwyciły mnie mocniej. Czułem pod palcami, że jego jądra wędrują ku górze więc je mocniej ścisnąłem. Jego chuj już drgał i wyrzucał do gardła nasienie, którym zakrztusiłem się. Wycofałem się trochę. Druga i trzecia salwa zalewała mi twarz – Kurwa, już ja pierdolę uuuuuuuuuu – to był jego głos, spojrzał na mnie i zamarł na chwilę – Kurwa, ogarnij się, o ja pierdolę, spuściłeś się, no kurwa, zaraz się porzygam, kurwa, co ja zrobiłem? – złapał papier toaletowy, którym wycierał jeszcze twardego kutasa, szybko się ubrał. Ja klęczałem zalany jego spermą, otworzył drzwi i wyszedł lekko się zataczając, usłyszałem jeszcze wiązankę, otwieranie i trzaskanie drzwiami toalety. – To się nazywa podziękowanie – pomyślałem i zacząłem palcami zbierać resztki jego nasienia z twarzy, a potem z lubością ją zlizywać. Musiałem trochę posprzątać i się wytrzeć. Było cicho tylko rytmiczne dudnienie muzyki z dołu – Ha, ile tych kurewk szkolnych, by wszystko oddało za zrobienie laski Andrzejowi – myślałem, wyszedłem z kabiny. Przemyłem twarz i głowę wodą z kranu, wytarłem się swetrem i wyszedłem. Po godzinie byłem u ciotki. Gdy przyszedłem oni już spali, ja zaś nie mogłem spać i rozpamiętując, to co dziś się wydarzyło, znowu się zlewałem.

Przez kilka tygodni nie poznawał mnie w szkole ale czasami miałem wrażenie, że się rumieni jak mnie widzi – No i chuj, i tak jesteś moim trofeum – szumiało mi pod kopułką. Teraz miałem sporo świeżych wspomnień, które rozpalały moje fantazje.

Zbliżały się święta. Ostatni dzień w szkole, zerwałem się z ostatnich trzech lekcji, maszerowałem Długą, odwiedzając sklepy w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych. Na rogu Krótkiej z Długą wpadliśmy na siebie – Sorry – powiedziałem pokornie i spuściłem wzrok odchodząc.

– Ty, Albin, poczekaj, masz chwilę? – zapytał.

– No mam. Nic szczególnego nie robię – odpowiedziałem.

– To chodź ze mną. Na Krótkiej, na parkingu, mam malucha. Pogadamy.

– Dobrze – odpowiedziałem ale nie byłem pewien, czy mi teraz nie spierze pyska. Doszliśmy do jego perłowego malucha. Otworzył drzwi i wsiadł, potem otworzył drzwi od strony pasażera.

– Wskakuj, nie peniaj nic ci nie zrobię, pogadamy.

– No, ja cię przepraszam, no wiesz za co – znowu łgałem.

– Chuj, nie ma za co. Wiesz no, kurwa, po wszystkim wytrzeźwiałem i, kurwa, złapałem się za łeb, No, wiesz, kurwa, spedaliliśmy się. Przez tydzień to mnie w żołądku ściskało, kurwa, widziałem ciągle twoją twarz w mojej spermie i tę spermę na podłodze i, kurwa, na moich spodniach. Potem mi przeszło, no i wiesz…kurwa, a tobie jak to się, hum, przeżyło?

– No, wiesz, hum, no ty, a jak ci coś powiem, to się nie wściekniesz?

– Kurwa, wiedziałem! Spodobało ci się, co?

– No, tak – dodałem cicho jak pizda – Wiesz nawet mi smakowało, to twoje, tylko mnie nie bij proszę. Zapomnij o tym proszę – trułem jak pipa.

– Głupi jesteś i tak nie zapomnę. Humm, może pójdziemy na układ? Znaczy, czasem w sekrecie zrobisz mi loda?

– Naprawdę? Chcesz? – zapytałem z udawanym zdziwieniem, a w środku myślałem, że wyskoczę z radości w górę – Wiesz, ale gdzie to będziemy robić? Ja nie mam wolnej chaty.

– Wiesz, kurwa, Mercedes to nie jest, ale się toczy. Wiesz, gdzieś lesie, za miastem? To jak, chętny?

– To co? Już teraz gdzieś pojedziemy?

– Potem cię do domu podrzucę. Gdzie mieszkasz? Na Południu?

– Nie, w Piątnicy.

– O, to nawet lepiej. Jedźmy za Wiznę.

Pojechaliśmy. I w maluchu, gdzieś w lesie, robiłem mu loda. On bardziej się otworzył. Ustaliliśmy, że mogę go lizać i całować, ale tylko w brzuchu, jajach, kutasie i nogach. Nie ma całowania po twarzy. Ja zaś chciałem, by mnie walił na siłę, by bił mnie kutasem po twarzy, by mnie traktował jak burą sukę. Wtedy, po południu, spuściłem go dwa razy. Mówił, że wolałby nie widzieć mojego śliniącego się fiuta i tego, jak zajadam się jego nasieniem. Potem żartowaliśmy z mojej pałki. I mimo niby obrzydzenia, zrobił mi ręką dobrze. Po świętach praktycznie w każdy piątek, jak nie miał spotkania ze swoją panią, rżnął mnie w usta. Pod koniec marca była piękna pogoda, prawie letnia. Andrzej, w świetnym nastroju, wywoził swojego lachociąga do lasu. Zaś ja miałem w głowie podstępny plan, a w plecaku buteleczkę z olejem „Kujawskim”, chusteczki, prezerwatywy i zrobiłem sobie „płukankę” przed spotkaniem. Byliśmy w lesie za Strękową Górą, na zupełnym odludziu.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *