Przypadek Michała cz. V

Przypadek Michała cz. V

****

 

Od rana lał deszcz. Świat był szary i mokry. Nie nastrajało to pozytywnie, ale mnie humor dopisywał jak rzadko kiedy.

Anita Grześkowiak nieświadoma tego, co dyrektorka zrobiła ze mną na swoim biurku, podeszła do mnie na jednej z przerw. Akurat stałem sam, w dość odosobnionym miejscu.

 

– Udało ci się uratować przez wyrzuceniem ze szkoły, ale mam nadzieję, że dostałeś nauczkę.

 

Chciało mi się śmiać, myśląc o karze pani Bogny, ale trzymałem sie roli, zachowując powagę. Lekko skwaszony, udałem, że nie chce mi się gadać.

 

– Gdyby nie ten wypadek, szkoda. Ja bym jednak się nie litowała nad tobą – ciągnęła dalej zjadliwie piękna anglistka. –  Oczywiście, masz trzymać się od Anastazji z daleka.

 

– Pani dyrektor miała trochę inne zdanie. – Nie mogłem się powstrzymać. – To, że zabawialiśmy się w szkole uznała za przesadę, ale poza nią…

 

– Nie ma poza nią, słyszysz! Nie zmarnujesz życia Nastce, tylko dlatego, że stanęłam w poprzek twoim urojeniom – warknęła zła jak osa.

 

– Ona jest prawie dorosła. Chcecie sterować jej życiem?

 

– Zamknij się! Nie masz prawa głosu w tej sprawie!

 

– Tak w ogóle, to czemu nie powiedziała pani o tym jej matce? – zapytałem, bo intrygowała mnie ta sprawa.

 

– Ona ma dość swoich problemów. – Belferka odpowiedziała oschle. – Po prostu zostaw nas, zapomnij, a spokojnie doczekamy końca roku szkolnego. Jasne?

 

Spojrzałem na nią, starając się, nie okazywać żadnych uczuć. Nie, nie mam takiego zamiaru paniusiu, pomyślałem. Dźwięk dzwonka wypełnił korytarz i odwróciłem się od pani Anity, by iść na lekcję.

 

– Michał, jasne? – usłyszałem za plecami.

 

Nie zaszczyciłem jej odpowiedzią. Krok za krokiem, szedłem przed siebie.

 

– Michał…!

 

Nic z tych rzeczy. Gra trwa. Okaże się, komu przypadnie nagroda.

 

 

***

 

Byłem po lekcjach. Zegar pokazywał za kwadrans szesnastą. Od piętnastu minut byłem na wizycie u psychologa. Takie kary mógłbym dostawać zawsze, stwierdziłem, zerkając jak dyrektorka doskonale radzi sobie z moim fiutem. Nawet na moment nie zadrasnęła mnie tymi krwistymi szponami, w które była uzbrojona. Oczywiście nie była to tak jednostronna zabawa. Ochoczo odwdzięczałem się, ugniatając w rękach idealnie krągłe cycki. Wcześniej popracowałem trochę językiem, świdrując nim skarb ukryty między nogami kochanki.

 

Karą za pieprzenie się w szkole z koleżanką z młodszej klasy, było… posuwanie dyrektorki tejże placówki. Śmiać mi się chciało, tak brzmiało to irracjonalnie. Co więcej Bognie tak przypadła do gustu zabawa ze mną, że szybko wezwała mnie na pierwszą wizytę. Od maja właściwa psycholog, pani Stencel była na zwolnieniu, a, że odpowiednie uprawnienia posiadała pani dyrektor, ona przejęła chwilowo jej obowiązki.

 

– Połóż się Michał!

 

Usłuchałem, przerywając pieszczoty piersi. Ułożyłem się wygodniej na leżance z dumą patrzyłem na sterczącą pałę. Bogna zaczęła ją lizać, niemal owijając się wokół trzonu językiem. Była dokładna, nie zapomniała nawet o jądrach. Przyznaję, że widząc jak ssie mi jaja, od razu poczułem większe uderzenie podniecenia. Uznając, że dość takiej zabawy, połknęła kutasa i zaczęła go ssać, jednocześnie przesuwając w ustach.

 

– Dziś musimy się pospieszyć – oznajmiła, zsuwając z siebie figi. Usiadła mi na kroczu, przygniatając członka. Uniosła tyłek, chwyciła męskość i naprowadziła na swoją szparkę. Jak zwykle była mocno wilgotna, więc poszło gładko. Nie dała mi się pobawić cycuszkami. Wyprostowała ciało, sama zagarniając własne piersi. Zabawiając się nimi, zaczęła wiercić się i kręcić tyłkiem. Spokojnie oddałem się przyjemności, delektując się cudownym seksem. Wiedziałem, że z Bogną nie muszę się martwić o skutki finału. Spełnienie przyszło do nas niemal równocześnie. Najpierw dyrektorka jęknęła i opadła, rozpłaszczając biust na moim torsie. Zadrżała, by po chwili znieruchomieć. Szczytując, jęczała i mamrotała pod nosem przekleństwa. Lubiłem jak świntuszyła. Byłem tak blisko, że kilka moich niepozornych ruchów spowodowało wybuch rozkoszy. Przytrzymałem krągłe biodra, jakby w obawie przed ucieczką kochanki. Gotów na spełnienie, wystrzeliłem we wnętrzu kochanki.

Gdy ochłonęliśmy z pierwszych emocji, Bogna ześlizgnęła się z mojego krocza, podsuwając cipkę nad moją twarz.

 

– Zobacz co mi zrobiłeś – zaśmiała się.

 

Nasienie lśniło na nabrzmiałych wargach sromowych i spływało po udach. Kilka miniaturowych sopli oderwało się od płatków cipki, spadając na moją facjatę. Co za lubieżna babka z tej dyrektorki!

 

Gdy zaczęliśmy się ubierać, Bogna, poruszyła nowy temat.

 

– Słodziaku, mam dwie sprawy do ciebie.

 

– Słucham, mamusiu  – Bogna sama mnie prosiła, byśmy sam na sam traktowali się jak kochankowie, a nie jak uczeń i nauczycielka. Pełna swoboda. Inaczej zalatywałoby to obłudą albo było infantylne. Zgadzałam się z nią całkowicie.

 

– Po pierwsze, szesnastego jedziecie na pięciodniową  wycieczkę w Karkonosze. Rodzice uznali, że to ostatni możliwy termin, bo potem to już ostro trzeba się wziąć za naukę do matury. – Z żalem patrzyłem na znikający pod spodniami zgrabny tyłek.

 

– Wiem, i co z tym wyjazdem?

 

– Jechać z wami miała jako jedna z opiekunek Anita Grześkowiak, ale uznałam, że po waszej historii…

 

– Sorry, że wchodzę ci w słowo, ale nic nie rób. – Zanim zaczęła zapinać guziki, pocałowałem obydwa cycki. – Mało tego, proszę, żeby koniecznie pojechała z nami.

 

Bogna bacznie mi się przyjrzała. Przez chwilę milczała, zapewne kombinując, o co może mi chodzić.

 

– Więc, to cała awantura to rozgrywka miedzy wami – stwierdziła z przekonaniem. – Nie chcę chyba wiedzieć o szczegółach, byle szkoła i moja osoba na tym nie ucierpiały. Jestem na to zbyt duża, żeby bawić się w zazdrość. Dokąd masz ochotę na bzykanie się za mną, nie będę wnikać.

 

– Cieszę się, że mamy jasność.

 

– Zatem niech Anitka jedzie, ale nie życzę sobie, żeby ta wycieczka okazała się skandalem. Ok.? – Mówiąc to przesunęła dłonią po moim kroczu. Niestety, już w okrytym dżinsami.

 

– Jasne, a ta druga sprawa?

 

– Jesteś świetny z angielskiego, więc, w ramach kary, pomożesz jednej z koleżanek z klasy A wyciągnąć się na piątkę.

 

– Cooo?

 

– Żadnych protestów! Umowa była jasna. – Uśmiechnęła się promiennie. – Trochę jestem spóźniona, więc lecę, a ty lituj się nad swoim losem, albo lepiej… usychaj z tęsknoty za mną.

 

– Bogna, powiedz chociaż o kogo chodzi?

 

– Ach, gapa ze mnie. Tą dziewczyna jest Wiktoria Jóźwik.

 

Zaskoczyła mnie. Cholera, to jakaś bzdura!

 

– Wika blogerka! O co w tym wszystkim chodzi?!

 

– O pomoc koleżance. Pa, nie mam teraz czasu.

 

 

***

 

Od początku było dla mnie jasne, że nie zastosuję się do słów pani Anity. Nie odpuszczę spotkań z jej siostrzenicą. Zresztą, gdybym nawet chciał to zrobić to Nastka nie pozwalała o sobie zapomnieć. Pomimo, że ograniczyłem fantazje na jej temat, starając się nie przesadzać, to zdałem sobie sprawę, że zbyt mi się podobały nasze miłosne zabawy. Od kilku dni miałem ochotę złamać zakaz ponętnej cioteczki i umówić z Anastazją. Okazja ku temu pojawiła się doskonała, bo na drugi dzień po wizycie terapeutycznej u pani dyrektor, miałem do późnego wieczora wolną chatę. Gdy zaproponowałem Nastce randkę u mnie w domu, niewiele brakło, a wyskoczyła by z majtek od razu.

 

Wcześniej musiałem się jednak spotkać z Wiktorią, aby omówić temat wspólnej nauki angielskiego. Po lekcjach siedziałem na parapecie z podkulonymi nogami i słuchawkami na uszach, gdy do mnie podeszła.

 

Nie znałem jej dosyć dobrze. Jak wszyscy wiedziałem, że prowadzi bloga, w którym pisze o problemach, zainteresowaniach i sprawach młodzieży. Sporo było tam również o szkole. Wika ogólnie trzymała się z boku, czego powodem mogło to, że nie pochodziła stąd. Przyjechała z rodzicami z Wrocławia w zeszłym roku i pojawiła się w naszej budzie.

 

Postrzegałem ją, jako mocno niezależną dziewczynę. Po tym względem podobała mi się bardzo. W sumie jednak rozmawialiśmy ze sobą może z pięć razy, z czego trzy to były jakieś minutowe wymiany zdań. Głośnej w szkole zrobiło sie o niej na wiosnę, gdy w jednym ze swoich wpisów opisała grupę szkolnych gwiazd, na czele z Laurą Banaś, córką radnego. Od tamtej pory w księżniczce lansu miała śmiertelnego wroga, bo tekst był – delikatnie mówiąc – ironiczny.

 

Teraz internetowa wojowniczka stała przed mną i mrużąc oczy patrzyła na mnie badawczo. Najwyraźniej oceniała moją osobę.

 

– Cześć, Wika. – Zeskoczyłem z parapetu.

 

– Cześć. Czemu akurat Wika? – Wciąż świdrowała mnie tymi ciemnymi, inteligentnymi  oczami. – To sugeruję jakąś znajomość, koleżeństwo, a  przecież…

 

– Ok., cześć Wiktoria. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – Tak lepiej?

 

– W sumie to bez różnicy, ale większość mówi jednak Jóźwa, niektórzy Suka, a tylko nieliczni Wiktoria. – Wzruszyła ramionami. – Wika słyszę tylko w domu.

 

– Chciałem, żebyś poczuła się swobodnie… jak w domu. – Zażartowałem.

 

– Boże, mam do czynienia z człowiekiem subtelnym. – stwierdziła z sarkazmem, wywracając oczy. – Idziemy znaleźć jakąś ławkę?

 

– Jasne.

 

Pomyślałem, że mógłbym ją polubić. Gdy wychodziliśmy na zewnątrz, ukradkiem zerkałem na tą intrygującą pannę. Miała ciemne, niemal czarne włosy upięte wysoko w dwa figlarne koczki. Na odsłoniętym karku zauważyłem fragment tatuażu. Nie umiałem powiedzieć co przedstawiał. W obydwu uszach Wiktoria miała srebrne kolczyki w formie znaku zapytania, a powyżej kolejne takie ozdoby. Te tworzyły niemal nieprzerwaną linię, złożoną z drobnych srebrzystych kulek.

Była raczej zgrabna, ale do końca nie byłem pewien. Modnie poszarpanie dżinsy i koszula były luźne. Skutecznie ukrywały ewentualne walory czy wady figury. Zauważyłem też, że Wika nie stosuje makijażu. Mimo to nawet bez niego twarz dziewczyna była pełna uroku.

 

– Ok., wyjaśnisz mi o co chodzi z tą wspólną nauką? – zapytałem, gdy już usiedliśmy.

 

– Mnie nie pytaj. Jestem tak samo zaskoczona, jak ty – Dziewczyna zrobiła nieszczęśliwą minę. – Mam swoje plany na przyszłość i mały świat, w którym mi dobrze. Pisanie mnie wciągnęło, ale od pewnego czasu mam problem, bo kilka osób wywiera presję na dyrektorce, bym przestała pisać na temat szkoły.

 

– Czy to ma związek z księżniczką Laurą? – spytałem.

 

– Między innymi – potwierdziła blogerka. – Od tamtej pory, gdy wzięłam ją na tapetę cały czas mam sygnały, że przeginam i powinnam skończyć z pisaniem  na temat szkolnych kolegów. Nawet tajemnicze liściki dostaję z poradami. Pisz o modzie, pisz o podróżach, ble, ble,ble i tak dalej.

 

– Mówisz poważnie?

 

– Jak najbardziej. Przedwczoraj wezwała mnie do siebie dyrektorka. Nastawiłam się na kolejną porcję dobrych rad, na temat swojej strony, a tu zaskoczenie – Wiktoria kontynuowała wywód. – Powiedziała, że będziesz mnie uczył i dodała, że masz jakieś problemy z Grześkowiak.

 

– A co ona ma do tego? – Zdziwiłem się szczerze.

 

– Dziwne, że nikt tego nie zauważył – stwierdziła Wika. – Cudna anglistka ma wiele sympatii do Laury, traktuje ją o wiele lepiej niż innych uczniów.

 

– Coś w tym jest. – Przyznałem jej rację. – To córka radnego, może trochę się go boi a trochę chce przypodabać?

 

– Częściowo masz rację, ale za tym kryje się cos więcej – Wiktoria coraz bardziej mnie zaciekawiała. – Obserwując ich, przekonałam się, że nauczycielkę łączą z radnym Banasiem jeszcze inne sprawy.

 

– Jakie?

 

– Na razie jeszcze nie wiem, ale się dowiem – stwierdziła dziewczyna z determinacją. – Dyrektorka widać uznała, że możesz mi w czymś pomóc, skoro mi wspomniała o tobie i anglistce.

 

– Najwyraźniej – Zamyśliłem. Bogna potrafiła zaskakiwać.

 

– Co ma do ciebie Grześkowiak? – zainteresowała się Wiktoria.

 

– Uwzięła sie na mnie i tyle. – Nie chciałem zbytnio się uzewnętrzniać. Przed oczami stanęła mi piękna anglistka. – Daj mi może numer telefonu, to będziemy się zdzwaniać.

 

– Mój numer? – Zdziwiła się Wika.

 

– A czy ktoś w twoim imieniu będzie się ze mną uczył?

 

– Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. – Prychnęła dziewczyna. – Po prostu nie daję numeru nieznanym mi osobom.

 

– No to jak będzie? – spytałem po chwili

 

– Dam ci ten numer, ale jak…

 

– Daruj sobie. Będę go traktował jak skarb narodowy.

 

Wiktoria z oporem, ale wydusiła z siebie swój numer. Chcąc go zapisać w komórce, zaplątałem się w kable od słuchawek. Dopiero, gdy odłożyłem je na ławkę, udało mi się zapisać numer mojej nowej wspólniczki w telefonie.

 

– Ok.. To co będziemy w kontakcie? –

 

– Jasne.

 

– Nieźle nas wrobili, ale postarajmy się, żeby było to miłym wspomnieniem. – Mrugnąłem do niej łobuzersko.

 

– Jestem za.

 

– Słuchaj będę leciał. Mam spotkanie i nie chcę się spóźnić – Chciałem zakończyć tą rozmowę. Myślami byłem przy Anastazji.

 

– Ok.. To na razie.

 

– Hej.

 

Kurczę. To może nie być całkiem stracony czas, ta pomoc w angielskim. Być może wykluje się cos nowego odnośnie pani Anity? Do tego Wika to całkiem fajna dziewczyna. Rozmowa z nią pozytywnie mnie nakręciła. Szedłem do domu w doskonałym humorze, mając świadomość, że niezadługo spotkam się z Anastazją. Ona poprawi mi humor jeszcze bardziej.

Po dziesięciu minutach zorientowałem się, że zostawiłem na ławce słuchawki. Pędem wróciłem w tamto miejsce, ale nie było tam ani słuchawek, ani Wiktorii. Psiamać, to był świetny sprzęt.

 

***

 

Godzinę później zapomniałem o uroczej Wice, a także o zgubieniu słuchawek. Nastka zjawiła się punktualnie. W pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłem pomyślałem, że matka z ciotką mocna nad nią pracują, by nie zeszła na zła drogę. Ubrana była jak pensjonariuszka, wróciła też do kucyka. Przywitała mnie pełnym pasji i językowych wygibasów pocałunkiem, by po chwili zniknąć w łazience.

Z toalety wyszła całkiem odmieniona. Rozpuszczone włosy łagodnymi falami okalały rozpromienioną twarz. Makijaż sprawił, że miła twarz dziewczyny nabrała kuszących odcieni. Bluzka, którą miała na sobie odsłaniała płaski brzuch i szczupłe ramiona. Czarne mini było tak krótkie, że przy najlżejszym pochyleniu ciała, widać było mocno skąpe figi Nastki. Najbardziej jednak nakręciły mnie długie podkolanówki, które na przekór nazwie sięgały za kolana.

 

– Co myślisz o mojej przemianie? – spytała, zadowolona z wrażenia jakie na mnie zrobiła.

 

– Myślę, że to wielka szkoda, że zaraz musisz pozbyć się tych łaszków. – Łakomie pożerałem ją wzrokiem. – Podkolanówki jednak zostaną.

 

– Straszny z ciebie świntuch. – Pocałowała mnie namiętnie. – I za to cię kocham.

 

– Ja też uwielbiam twoje szaleństwo.

 

Anastazja była mocno napalona. Nie zamierzała czekać zbyt długo. Niecierpliwymi palcami zaczęła rozpinać guziki mojej koszuli.

 

– Gdzie to zrobimy? – spytała wsuwając dłoń pod poły koszuli.

 

W odpowiedzi złapałem ją wpół i wziąłem na ręce.

 

– Pomyślałem, że przy kominku będzie nam doskonale – stwierdziłem, niosąc Nastkę w stronę salonu.

 

Po chwili oboje siedzieliśmy na kudłatym dywanie. Całując się i pieszcząc, powoli pozbywaliśmy się kolejnych części ubioru. Byłem doskonale przygotowany na tą rozbieraną randkę. Krótka, ale owocna sesja ręcznego wspomagania pod prysznicem powinna skutecznie uchronić mnie przed zbyt wczesnym finałem.

Dziś chciałem nasycić się bardziej młodą kochanką. Widok nagiej Anastazji, w tych niegrzecznych podkolanówkach sprawił, że stałem się twardszy między nogami. Gdy nasyciliśmy już zmysł dotyku, zbadawszy sobie nawzajem wszelkie możliwe zakamarki ciała, uniosłem pupę Anastazji pozwalając by oparła się na kolanach i łokciach. Nęcił mnie jej szczupły, mały tyłek. Kreśliłem językiem na drobnych pośladkach tajemnicze wzory, jednocześnie gładząc je i ugniatając. Nastka wypinała się lubieżnie, więc niezbyt długo wytrwałem przy tych zabiegach. Palcami mimowolnie odszukałem cipkę dziewczyny i zacząłem pocierać nimi o wargi sromowe. Głośniejsze westchnięcia były dowodem, że podążam właściwym tropem.

 

– Też chcę robić ci dobrze – zaproponowała Anastazja.

 

Nie miałem absolutnie nic przeciwko temu. Położyłem się na plecach, a moja towarzyszka cielesnych uciech na mnie, tyle, że odwrotnie. Krocze dziewczyny miałem koło twarzy, a ona koło swojej miała coraz bardziej twardego penisa. Czułem drżenie ciała Anastazji, sam tez byłem coraz bardziej rozpalony żądzą. Ssałem nabrzmiałe płatki, starając się językiem odnajdywać drażnić mały guzik łechtaczki. Każda taka pieszczota sprawiała, że tyłek Nastki podrygiwał szaleńczo. Ona też nie żałowała, ani dłoni, ani ust by sprawić mi jak najwięcej przyjemności. Pieściła mnie z każdą sekundą intensywniej, ssąc i liżąc jakby robiła to sześćdziesiąty ósmy raz a nie dopiero trzeci.

 

Gdy poczuliśmy się nieco znużeni tą zabawą ułożyłem się za plecami Nastki, unosząc jedną nogę dziewczyny do góry. Trzymając w ręku fiuta odszukałem odsłonięta szparkę i naparłem do przodu. Przyjęła mnie z ochotą. Nabrzmiała żołądź zanurzyła się w miękkość cipki. Pchałem i pchałem, coraz bardziej wnikając w kochankę. Anastazja pojękiwała, coraz mocniej odpływając w rozkoszny niebyt. Palcami wodziła po własnych sutkach, potęgując swoje podniecenie.

Gdy mokra szparka przyjęła całego kutasa, rozkołysałem mocniej biodra. Znów byłem bożkiem pieprzenia. Głowę wypełniły mi fajerwerki rozkoszy. Dudniły w niej setki bębnów. Byłem żarem, bynajmniej nie dlatego, że na tyłku czułem ciepło płynące z kominka. To był gorący dreszcz żądzy.

Rżnąłem tak kilka minut, zwiększając lub uspokajając tempo. Przy jednym z kolejnych przyspieszeń ciało Nastki zesztywniało, a dziewczyna zacisnęła pięści na grubych włosach dywanu. Nie przerywałem pieprzenia, choć czułem, że moją kochankę właśnie dopadł orgazm. Sam też do niego się zbliżałem.

 

Zmieniliśmy szybko pozycję. Anastazja kucnęła przed mną, pozwalając mi ostatnie pchnięcia przed spełnieniem wykonać w jej ustach. Trawił mnie pożar, wypalając moje wnętrze gorącym podnieceniem. Oczy młodej kochanki nadal zasnute były mglistą zasłoną. Patrzyłem na rozpalona twarz, na rozmazany miejscami makijaż i myślałem o tym, jakim jestem szczęściarzem, że akurat mnie przytrafił się ten uraz powypadkowy. Wcześniej nie miałbym szans na taki scenariusz. Teraz, po upływie ledwie półtora miesiąca zaliczyłem kilka dziewczyn, w tym jedną niesamowitą, dojrzałą kobietę. Kto wie, co jeszcze się może zdarzyć?

 

Lubieżne obrazy z Bogną, Oleną i Martą w połączeniu z kutasem w ustach Nastki doprowadziły mnie w ekspresowym tempie do szczytu. Jedną ręką przytrzymałem kochankę za włosy, a drugą chwyciłem trzon twardziela. Spazmatycznie szarpnąłem biodrami i zastygłem niczym kamienna figura. W chwili, gdy perlista smuga wystrzeliła w stronę twarzy Anastazji, kątem oka dostrzegłem ruch. Czyżby starzy wrócili wcześniej?! Cholera jasna!

Z poczuciem nieuniknionego zerknąłem w bok. Naszym niespodziewanym gościem okazała się Wiktoria. Z szeroko rozwartymi oczami, stała oparta o ścianę, obserwując nas zszokowana.

Nie było sensu uciekać, chować się czy udawać. Oboje byliśmy nadzy, a okoliczności wyglądały tak a nie inaczej. Spuszczałem się na twarz Nastki, a ona pieściła moje jądra. Scena rodem z pornosa.

 

– Zawsze wchodzisz do obcych domów bez zaproszenia? – zapytałem po chwili, naciągając na tyłek slipy.

 

– Sorry, ale pukałam trzy razy, a potem się okazało, że drzwi są otwarte i… ja nie mogę, niezła jazda!

 

– Daruj sobie zachwyty! – warknąłem. – Po co przyszłaś?

 

– Zostawiłeś słuchawki, chciałam ci je oddać – Wika nie mogła oderwać oczu od ubierającej się Anastazji.

 

– Ok, dzięki. Mam nadzieję, że ewentualne odczucia i przemyślenia na temat tej sytuacji zostawisz dla siebie. – Wycedziłem przez zęby.

 

– To byłby świetny temat, ale nie jestem świnią – odpowiedziała Wika. Ewidentnie czuła się niekomfortowo.

 

Odpowiedź była właściwa, ale nie mogłem jej zawierzyć. Stawka była zbyt duża. Przyłapując mnie na seksie z Nastką wydała na siebie wyrok. Aby zyskać całkowitą lojalność Wiktorii musiałem uczynić ją swoją kolejną zdobyczą. Mało tego musiałem to zrobić szybko.

 

c.d.n …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *