Przebudzenie

Przebudzenie

Maćka poznałem 13 kwietnia, pamiętam jak dziś. Spotkaliśmy się przed wejściem do kawiarni. Przed umówioną godziną długo zastanawiałem się jaki on będzie? Jakie ma włosy, jakie oczy? Wiedziałem jaki cudowny ma głos, taki miękki, przyjemny. Ze zdenerwowania spociłem się. Ciągle zerkałem na zegarek, dochodziła piąta. Wiedziałem o nim niewiele, aczkolwiek bardzo dużo zważywszy na to, że napisał mi w e-mailu swoisty list gończy o sobie, same suche fakty. Napisał na przykład: zainteresowania różne. Co mi to mogło powiedzieć? Nic, ale postanowiłem zaryzykować. Były już dwie minuty po piątej, miałem powoli zacząć się oddalać z wściekłości, że ktoś wystawił mnie do wiatru. Odwróciłem głowę i zauważyłem niezbyt wysokiego, powiedzmy, że krótko ostrzyżonego faceta, nie chłopca. Mimo, iż nie był wysoki, ale przystojny, w żadnym wypadku nie spodziewałem się, że jest to właśnie Maciek. Podszedł do mnie, podał rękę i przedstawił się.
– Cześć, ty jesteś Michał? Nie miałem gdzie zaparkować, stąd to dwuminutowe spóźnienie. Wejdziemy na górę?

Głos wciąż ten sam, jednak trochę zmieniony w rzeczywistości. Postanowiliśmy wejść do kafejki na jakieś piwko. Ja zamówiłem właśnie piwo, a on kawę. Prawdę powiedziawszy nie mogłem od niego oderwać oczu, ale nie chciałem, aby wiedział, że mógłbym gapić się na niego jak w obraz. Rozmowa przebiegała spokojnie, najcudowniejsze było to, że mieliśmy o czym rozmawiać, mimo różnicy wieku, jaka nas dzieliła. Miał fantastyczne oczy, początkowo nie mogłem skupić się na niczym innym. Po przegadaniu: co lubimy, czego nie, jakiej muzyki słuchamy, gdzie pracujemy, tematy powoli zaczęły się kończyć. Przecież nie będziemy rozmawiać o pogodzie. Kończyło się również piwo i kawa. Postanowiliśmy wyjść i przenieść się. Nie ustaliliśmy gdzie.
– Co robimy? Może pojedziemy do mnie? Mieszkam niedaleko.
– W porządku, tylko, że… muszę pójść po swojego malucha – powiedziałem jakby ospale.
– Dobra, to jedź za mną – boże, wciąż ten sam cudowny głos, którego mógłbym słuchać do końca świata.

Nie bałem się go, otrzymał ode mnie tak zwany kredyt zaufania. Mogłem przecież odjechać w nieznanym dla niego kierunku, jednak już na samym początku porzuciłem tą myśl. Powtarzałem sobie: Michał, tak się nie robi.

Mieszkał na szóstym piętrze w bloku jednego z osiedli, miał dobrze urządzone mieszkanko: małe, ale szalenie przyjemne, w niebiesko szarych kolorach. Usiadłem na kanapie, a on zaczął parzyć dla mnie kawę, sobie też zrobił następną. Jeszcze długo rozmawialiśmy, ale nie spodziewałem się, że ten wieczór tak się nie skończy. Mimo, iż nie należę do osób, które na pierwszym spotkaniu idą do łóżka, to z nim chciałem iść, nawet natychmiast. Po prostu miałem na niego ochotę.

Gdy ponownie poszedł do kuchni, wstałem i oparłem się z tyłu kanapy tak, aby stanąć na jego drodze. Wracając myślałem, że będzie się gimnastykował, aby przejść, jednak on też się zatrzymał i stanął naprzeciw mnie. Chciał być ze mną w porządku i spytał czy tego chce, czy aby na pewno.
– Tak, chcę – uwięzło mi w gardle i zacząłem odpinać guziki jego koszuli.

Stanął bliżej mnie i delikatnie pocałował w szyję. Przeszedł mnie dreszcz. Czułem się fantastycznie.

Nastała północ, musiałem jechać do domu. Mieszkam z rodzicami, a więc obowiązują mnie jako takie reguły, których staram się przestrzegać. To jedna sprawa. Po drugie nie chciałem zostać u niego na noc, przecież to nie wypada. Pożegnaliśmy się z obietnicą o dalszym kontakcie i spotkaniach. Jechałem te 12 km w ciszy, aczkolwiek w mojej głowie szalała prawdziwa burza. Ten jego cudowny zapach, ten dotyk. Czułem się cudownie, prawdę mówiąc tak cudownie nie czułem się nigdy. Było to przed Świętami Wielkiej Nocy, chciałem do niego zadzwonić i powiedzieć, że pamiętam o nim oraz, że chciałbym się z nim spotkać. Co prawda ze spotkania na razie nic nie wyszło, ale Maciek sam był zdziwiony, że zadzwoniłem. Kiedyś powiedział mi, że nie spodziewał się mojego telefonu, był praktycznie pewien, że było to pierwsze i ostatnie nasze spotkanie. Nie sądził, iż wywarł na mnie tak piorunujące wrażenie. Maciek był naprawdę bardzo interesującym człowiekiem, jakiego jeszcze nigdy nie spotkałem. Internet zdziałał cuda, to właśnie tam poznałem tego fantastycznego człowieka.

Spotykaliśmy się niezbyt często, sam przecież przyznasz to Maćku. Masz taką a nie inną pracę. Kiedyś złapałem się na tym, że codziennie myślę o Tobie, nie mogę spać, jeść, nic mi się nie chce. Potrafiłem siedzieć sam w swoim pokoju w ciszy i myśleć o Tobie. To chyba wówczas zakochałem się w Tobie.

Pewnej czerwcowej niedzieli spotkaliśmy się po południu. Praktycznie nie mieliśmy pomysłu jak wykorzystać ten dzień.
– A może skoczymy na jakiś obiad? Jestem strasznie głodny, a ty?
– Ja nie jestem głodny, ale mogę dotrzymać ci towarzystwa, jeśli chcesz.
– Nie, ty na pewno też coś zjesz, a z resztą, ja zapraszam – powiedział.

Pojechaliśmy do jednej restauracji, która niestety była zamknięta. Udało nam się znaleźć fajną knajpkę w samym centrum. Weszliśmy i zamówiliśmy, jak się później okazało, wspaniałe danie. Czułem lekkie zażenowanie, że aż tyle kosztowało. Siedzieliśmy tak naprzeciw siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Miałeś wówczas cudowne spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę.
– Jesteś cudowny i chyba zakochałem się w tobie. Kocham cię – nic innego wówczas nie słyszałem.

Nie pamiętam wiele z tej rozmowy, byłem po prostu zaszokowany. Jak on, taki cudowny człowiek, może zakochać się we mnie. Nie wiem nawet, co wtedy odpowiedziałem, pamiętam tylko tyle, że spojrzałem mu głęboko w oczy i uśmiechnąłem się.

Potem pojechaliśmy do niego, to chyba wówczas nocowałem u niego pierwszy raz. Nigdy nie zapomnę jak on śpi. Ma taki przyjemny wyraz twarzy. Wiem, że kiedyś obudziłem się, wyszedłem z łóżka i usiadłem z jego drugiej strony, tylko dlatego, aby na niego popatrzeć. Powiedziałem wówczas coś, czego nie zapomnę do końca swych dni: „Czy to się dzieje naprawdę czy to tylko sen? Jeżeli to sen, to chciałbym się nigdy nie obudzić”.

Znów ten okropny poniedziałek. Jednego czego nie mogłem znieść, to te wczesne wstawanie o szóstej rano, szybki prysznic, herbata i autobus do domu. Zawsze podwoził mnie na przystanek, po drodze dotykałem jego ręki w taki sposób, jakbyśmy widzieli się po raz ostatni.

Kiedyś, gdy obudziłem się rano i włączyłem telefon zobaczyłem, że mam nagraną wiadomość. Odsłuchałem ją i… zbladłem. Była to wiadomość od jego przyjaciela, który raptem zrobił się cholernie o niego zazdrosny. Maciek często mi o nim opowiadał, że znają się długo, że kiedyś byli razem. Nigdy nie zmuszałem Maćka, aby zerwał z nim wszelkie kontakty, wiedziałem, że nie może istnieć tylko dla mnie.

To było pierwsza wiadomość od jego przyjaciela do mnie. Oczywiście nie omieszkałem powiadomić Maćka o tym, a przede wszystkim spytać skąd on miał mój numer telefonu?
– Pewnie spisał z mojej komórki – odpowiedział, ot tak, bez zająknięcia.
– Zostawiasz telefon na wierzchu, aby mógł sprawdzić?

Byłem trochę zdenerwowany, ale Maciek zapewnił mnie, że porozmawia ze swoim przyjacielem, i że to się nigdy nie powtórzy. Dlaczego miałbym mu nie wierzyć? Przecież tak bardzo go kochałem, poza nim świata nie widziałem.

Nadszedł dzień, w który zakomunikowałeś mi, że wyjeżdżasz na 4 dni do Warszawy. Było mi przykro, że nie będziemy mogli się w tym tygodniu widzieć, ale co miałem zrobić? Nic, tylko zrobić ponurą minę i czekać na Twój telefon. Nie dzwoniłeś jeden dzień, drugi. Chodziłem w domu z kąta w kąt, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Chciałem być z Tobą, przytulić się do Ciebie, pocałować.

Poczucie osamotnienia sprawiło, że zapragnąłem odwiedzić Kasię. Kasia jest moją przyjaciółką, zresztą kiedyś we mnie szalenie zakochaną, z którą znamy się jak łyse konie. Wiemy o sobie praktycznie wszystko. Pojechałem się wyżalić, że nie dzwonisz, nie dajesz nawet znaku, że szczęśliwie do tej Warszawy dojechałeś. Dla niej wszystko było proste.
– Zrób mu na złość, zadzwoń teraz a gdy się odezwie to powiedz tylko, że cieszysz się, że szczęśliwie dojechał i odłóż słuchawkę.

Nie zastanawiając się długo tak też zrobiłem.
– Cześć Maćku, a więc przynajmniej wiem, że dojechałeś, cześć!

To właśnie była moja reakcja na to, że tak ze mną postępujesz. Czy Tobie nigdy nie przeszło przez myśl, że mogłem się o Ciebie bać?

Oczywiście, były potem wyjaśnienia., ale co to wtedy dało? Najfajniejsze były jednak Twoje przeprosiny. Wystarczyło, że przytuliłeś się do mnie i wszystko poszło w zapomnienie. Pamiętam, że ciągle miałeś wyrzuty sumienia z mojego powodu. Nie wiem, czy były to wątpliwości co do moich uczuć, czynów. Jedno wiedziałem, kochałeś mnie bardzo, ja to przecież czułem.

Na początku września stało się coś, czego będę się wstydził do końca swych dni. Po nie zdanym egzaminie, poszedłem na pociąg do domu. Na uczelnię dojeżdżałem do Katowic, więc czekała mnie 2 godzinna jazda. Stałem przed wejściem na dworzec i paliłem papierosa. Nagle ktoś do mnie mówi:
– Maciek? Kopę lat, człowieku, co ty tutaj robisz?
– Cześć Piotr, a wiesz przyjechałem na egzamin, ale niestety oblałem – przyznałem z niechęcią.
– No, to trzeba za to wypić, to znaczy za poprawkę, żebyś w końcu zdał!

Początkowo nie chciałem, ale po dłuższych namowach zgodziłem się, tym bardziej, że mieszkał niedaleko, a właśnie wynajął mieszkanie. Kiedy już doszliśmy do niego, usiadłem na kanapie, Piotrek robił drinki.
– Z czego ten egzamin?
– Z historii, ten profesor ma chyba nie po kolei w głowie.

Nawet nie zauważyłem, że Piotr usiadł obok mnie. Minęły dwie godziny, byliśmy już po piątym drinku i w mojej głowie już szumiało. Tymczasem w naszej rozmowie schodziliśmy na tematy naszych związków. Nie byłem pewien, co mówić, bo nie wiedziałem, że Piotr jest gejem. Znaliśmy się od 3 lat, razem zaczynaliśmy wówczas studiować. Tymczasem on zapytał wprost:
– Michał, czy Ty wiesz, że ja jestem gejem? – ciarki mnie przeszły. „Ciekawe, co jeszcze ma do powiedzenia?”, pomyślałem.
– Wiem, że jesteś gejem od naszego wspólnego znajomego – mówił jakby przez zęby.

Potem sprawy poszły nie tak, jak bym się tego mógł spodziewać: Piotr zaczął mnie całować i rozbierać, a ja upojony alkoholem nie mogłem nic zrobić, nie byłem w stanie. Nie chciałem tego, jednak stało się. Wybiegłem od niego od razu, gdy zorientowałem się co zrobiłem. Miałem straszne wyrzuty: „Zdradziłeś Maćka, zdradziłeś Maćka!” – takie myśli wciąż i wciąż chodziły mi po głowie. Jechałem do domu w ciszy i spokoju, nic mnie nie wzruszało. Co powinienem teraz zrobić? Moja pierwsza i ostateczna myśl: Muszę powiedzieć Maćkowi! Nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy, bałem się jego reakcji, wiem, że go zraniłem. Zadzwoniłem do niego na drugi dzień.
– Cześć misiu, co u ciebie? – zacząłem jak zwykle.
– A nic, siedzę w pracy, mam dzisiaj strasznie dużo roboty. Nie wiem o której stąd wyjdę. A co u ciebie? – och, ten cudowny głos…
– U mnie źle, paskudnie, mam ci coś do powiedzenia – ciągnąłem już przez łzy.
– Co się stało? – oczywiście był zaskoczony.
– Maćku, ja nie chciałem, to się stało wbrew mojej woli, ja…, ja ciebie zdradziłem.
– Co ty mówisz?

Usłyszałem tylko to, potem w słuchawce był już tylko sygnał przerywany: Maciek odłożył słuchawkę. Jeszcze tego samego dnia kilka razy próbowałem do niego dzwonić, jednak bez żadnego rezultatu. Było mi smutno, źle. To egoistyczne co zrobiłem – powiedziałem mu, żeby poczuć się lepiej. Wcale nie czułem się lepiej.

Następnego dnia dostałem od niego wiadomość, że na razie nie chce się ze mną spotykać, ponieważ musi trochę pomyśleć. Wiedziałem, że musze mu dać trochę czasu. Kochałem go, wiedziałem, że zawsze będę czekał, nieważne ile minie czasu: kilka dni, tygodni, miesięcy czy nawet lat. Byłem w stanie zrobić dla niego wszystko.

Po kilku dniach, a może to minął tydzień, zadzwonił i chciał porozmawiać. Ja nie mogłem, byłem w pracy, więc powiedział, że zadzwoni później. Zrobiło mi się miło, a więc chciał ze mną rozmawiać. Tymczasem siedziałem w pracy i stukałem na komputerze, nawet nie spostrzegłem, że ktoś stanął przy moim biurku.
– Cześć – usłyszałem.
– Cześć – odpowiedziałem i dalej pisałem na komputerze jakby nigdy nic.

Dopiero wówczas podniosłem wzrok i spostrzegłem Maćka.
– Wiesz – zacząłem – nawet nie wiem co mam ci powiedzieć…
– Wszystko od początku do końca – miał wówczas trochę paniczny wyraz twarzy.
– Dobrze, poczekaj chwilkę, wyjdę z budynku i pójdziemy zapalić, ok.?
– Zaczekam na zewnątrz – odpowiedział.

Długo rozmawialiśmy, chyba całe pół godziny. To dużo zważywszy, że wciąż byłem w pracy. Musiałem wracać, ale powiedziałem, że jeżeli nie ma nic przeciwko, to przyjdę do niego po pracy i porozmawiamy. Maciek mi wybaczył, powiedział, że długo będzie musiał przyzwyczajać się do mnie na nowo, ale wspólnymi siłami uda nam się. No i udało. Znów było cudownie, fantastycznie, że „świat, mógłby mi zazdrościć”.

Nadszedł październik, teraz ja nie miałem dla niego dużo czasu, ponieważ zbliżało się wesele mojego brata. Mnóstwo spraw do załatwienia: sala, kwiaty, samochód. Mój brat miał do tego wszystkiego przysłowiowe dwie lewe ręce, a poza tym praca, wracał zmęczony po 18, więc cóż o tej porze mógł załatwić?

Podczas jednego z naszych spotkań uzgodniliśmy, że pod koniec miesiąca pojedziemy na weekend do Szczyrku. Minęło wesele, a tydzień dłużył się niemiłosiernie. Chciałem, żeby już był piątek, by znów móc spotkać się z nim. Wydawało mi się, że minął miesiąc, kiedy ten cudowny piątek w końcu nastał. W nocy nie mogłem spać, ciągle myślałem o Maćku, tęskniłem za nim, za jego uśmiechem, zapachem i najcudowniejszym pod słońcem dotykiem. Rodzicom już wcześniej zakomunikowałem, że na weekend wybieram się do Szczyrku, nie wiedzieli tylko, że z nim. Byłem szczęśliwy, gdy wiedziałem, że się spotkamy. Pojechałem do niego, obskurna winda zawiozła mnie na 6 piętro. Zapukałem do drzwi, otworzył i znów cudownie się uśmiechał.
– Zamówiłeś misiu jakieś lokum? – spytałem zaciekawiony
– Wszystko zajęte, ale pojedziemy na żywioł, może na miejscu coś znajdziemy? Zawsze przecież możemy wrócić!

Owszem, mogliśmy wrócić. Tym bardziej, że nie mieszkaliśmy daleko, raptem 60 km. Było mi obojętnie. Co prawda cieszyłem się na ten wyjazd, jednak mogliśmy równie dobrze spędzić ten czas u niego w domu.

Zanim zaczęliśmy szukać jakiegoś hotelu, zjechaliśmy prawie cały Beskid Śląski. Myślałem wówczas: Cudowne widoki, fantastyczny człowiek obok mnie. Niczego mi już nie brakowało do szczęścia. Dziwnym trafem udało nam się znaleźć hotelik. Było już po obiedzie, toteż po rozpakowaniu się i szybkiej kąpieli wyruszyliśmy do centrum przekąsić co nieco. Po wspaniałej kolacji wróciliśmy do hotelu i późnym wieczorem poszliśmy spać. Zawsze spaliśmy przytuleni do siebie. On, z głową na mojej piersi, nogi splecione ze sobą. Naprawdę go kochałem, byłem szczęśliwy, zakochany. Tej nocy długo nie mogłem zasnąć. Krążyły mi po głowie dziwne myśli, oczywiście dotyczące Maćka. Czy naprawdę mnie kocha, czy nie jest to aby czysta iluzja, która w godzinie wątpliwości pryśnie? Nie, na pewno nie. Wiedziałem, że on mnie kocha, czułem to na każdym kroku.

Wstaliśmy po siódmej, wzięliśmy prysznic i zeszliśmy piętro niżej na śniadanie. Kawa o poranku smakuje wybornie, szczególnie w takim towarzystwie.
– Co będziemy dzisiaj robić? – spytałem
– Nie wiem, coś na pewno wymyślimy – odpowiedział swoim spokojnym stonowanym głosem.

Po śniadaniu wróciliśmy do pokoju. Leżeliśmy oddzielnie, każdy na swoim posłaniu. Wstałem, podszedłem do jego łóżka i zacząłem całować. Znów wylądowaliśmy nadzy w łóżkach, które tym razem zsunęliśmy je ze sobą, przecież tak wygodniej. Maciek był cudownym kochankiem, bardzo czułym i zmysłowym. Jego dotyk zawsze sprawiał, że moje ciało przechodził przyjemny dreszcz, a dotyk jego ust był praktycznie nie do ocenienia. Bardzo lubiłem gdy całował mnie w szyję i cały kark.

Około jedenastej poszliśmy przejść się po lesie. Co rusz mijały nas grupki turystów, a może byli to pielgrzymi spieszący na niedzielne nabożeństwo do pobliskiego kościółka?
– Michałku – powiedział – dziękuję ci, że mogę tu być z tobą. Tu jest fantastycznie, ponieważ jestem z tobą i mogę w końcu czuć się na luzie.

Nie wiedziałem co mam powiedzieć, ale udało mi się wyszeptać:
– Ja również się cieszę, że jesteś obok mnie.

Rozejrzałem się wkoło czy nikogo nie ma na horyzoncie, przytuliłem się na chwilę i delikatnie go pocałowałem. Pragnąłem, aby ta chwila trwała wiecznie, bez końca. Koniec jednak nadszedł już po kilku sekundach, gdyż usłyszeliśmy jakieś odgłosy zza pagórka.
– Chodź, zmykamy stąd i jedziemy do centrum.

Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Wyciąg krzesełkowy na Skrzyczne był otwarty, postanowiliśmy wjechać na szczyt. Wchodzenie o tej porze pieszo na szczyt byłoby chyba niezłym masochizmem. Był już koniec października, stosunkowo zimny, jednak na szczycie dawało się jeszcze odczuć mocniejsze ciepło promieni słonecznych. Podeszliśmy do schroniska, aby napić się gorącej kawy.
– Michał, napijesz się kawy? A może zjesz coś?
– Kawę chętnie… O, jakie apetyczne drożdżówki z jagodami, weź po jednej, dobrze?

Nic nie odpowiedział tylko lekko się uśmiechnął. Chwilę czekaliśmy, aż zwolni się jakiś stolik, gdyż jak się okazało, na górze były prawdziwe tłumy.
– Maćku, ta drożdżówka jest wyśmienita, spróbuj – zachęcałem.
– Mmmm, pyszna – odpowiedział, prawie się zapychając i zmuszając tym samym do popicia ciasta kawą.

Zjeżdżaliśmy na dół rozmawiając praktycznie o wszystkim. Pamiętam, jak przerażały nas widoki ludzi wjeżdżających na górę, ubranych tylko w podkoszulek.
– Chyba nie wiedzą co ich czeka na górze – mówiliśmy.

Wymeldowaliśmy się z hotelu przed czternastą. Powoli, aczkolwiek systematycznie zbliżał się czas powrotu do swoich domów. Dwa cudowne dni minęły tak szybko, że wydawało się nam, jakby minęło zaledwie parę godzin. Do domu wracaliśmy okrężną drogą przez Bielsko, aby dłużej być razem. Dzieliło nas zaledwie 60 km od punktu, w którym będziemy musieli się rozstać. W miarę jak oddalaliśmy się od tego cudownego miejsca, którego rzecz jasna nigdy nie zapomnę, rozmawialiśmy coraz mniej. Było mi tak cholernie źle, że kończy się ten wspaniały weekend z człowiekiem, którego bardzo kochałem. Dotknąłem jego ręki i powiedziałem:
– Co się stało misiu?

– Nic, tylko dlaczego wszystko, co cudowne, tak szybko się kończy – widziałem w Twoich oczach łzy , a Twój głos brzmiał przygnębiająco. – Odwiozę Ciebie do domu, potem pojadę do mamy zobaczyć co u niej nowego – dodałeś ciężko wzdychając.

Podjechaliśmy na moje osiedle, była piętnasta trzydzieści. Wysiadłem i zabrałem swoją torbę. Nie chciałem się z nim rozstawać, było mi z nim tak dobrze, tak cudownie. Próbowałem oddać mu pieniądze, ale nie chciał nawet o tym słyszeć. Znów poczułem się zażenowany, ale on obrócił to w zwykły żart.

Minęło kilka tygodni, Maciek był bardziej zajęty w pracy, więc widywaliśmy się naprawdę rzadko. Przynajmniej ja uważałem, że było to o wiele za mało. Siedziałem nieraz sam w domu wpatrując się na jego zdjęcie. Co ja wówczas chciałem w nim zobaczyć? Wiem jedno: widziałem człowieka, który mnie kochał, i którego ja kocham. Coraz bardziej denerwowałem się, gdy nie dzwonił, nie odpowiadał na zostawione wiadomości. Chodziłem po domu jak ospały. Nie potrafiłem tego wytrzymać. Chciałem znów przytulić się do niego, poczuć jego bliskość. Wpadłem – tak mi się wtedy wydawało – na genialny pomysł.

Zadzwoniłem do jego przyjaciela, Andrzeja, z pytaniem, czy wie, gdzie można go zastać. Człowiek ten, którego już nie lubiłem, zaproponował spotkanie, prosił mnie o rozmowę. Zgodziłem się od razu z myślą, że może nasze stosunki ułożą się przynajmniej jako tako. Podał mi swój adres, byłem tam za 20 minut.
– Cześć jestem Michał – wyszeptałem jakby w bojaźni.
– Witam, Andrzej. Wejdź, Michał do pokoju, zrobię coś do picia i porozmawiamy.

Andrzej był trochę młodszy od mojego Maćka, a znali się już 15 lat. Usiadłem na kanapie i czekałem na niego. Nasza rozmowa nie przebiegała po mojej myśli, praktycznie zrobił mi karczemną awanturę o to, że Maciek powinien być z nim, a nie ze mną, że jestem dla niego za młody. Stawiał takie argumenty, że sam zacząłem myśleć w ten sposób. Nie ma co ukrywać, Andrzej zmieszał mnie z błotem, opowiadając mi o rzeczach, których wiedzieć nie powinien. Wiedział o Szczyrku, wiedział, że mówię do Maćka „misiu”. Wiedział również o innych rzeczach, które mnie i Maćka łączyły.

Zaczęły krążyć w mej głowie przeróżne myśli: skąd on to wszystko wie, dlaczego on to wie? Skąd wiedział o najbardziej intymnych sprawach, które nie powinny wyjść poza ściany mieszkania Maćka? Byłem zdenerwowany, przybity. Wyszedłem a właściwie wybiegłem z jego domu. Dobrze, że przynajmniej nie widział moich łez. Wsiadłem do samochodu i pojechałem od razu do Maćka.

Chciałem wiedzieć przede wszystkim, czy to wszystko, co naopowiadał mi Andrzej, to prawda? Podjechałem do Ciebie, samochód stał przed blokiem. Wjechałem na górę i nikogo nie zastałem. Przecież Ty nigdzie nie wychodzisz bez samochodu? – przemknęło mi przez głowę. Po trzecim pukaniu do drzwi zrezygnowałem i zdruzgotany pojechałem do Agnieszki.

Dobrze, że wtedy byłaś pod telefonem. Nie wiem co by się stało, gdyby Ciebie wówczas nie było Aguś.

Przyjechała razem z Kasią, siedliśmy w samochodzie i zaczęliśmy rozmawiać. Poprosiłem, aby pojechały ze mną do Ciebie, może tym razem będziesz w domu. Nie wiem jak szybko jechaliśmy do Ciebie, Maćku. Droga wydała mi się bardzo długa, ciekawe dlaczego?

Gdy wjeżdżaliśmy na osiedle spostrzegłem z niejakim opóźnieniem sylwetkę, która przez moment wydała mi się znajoma. Agnieszka spostrzegła moje zmieszanie i spytała:
– Mam zawrócić?
– Nie, wydawało mi się, jedź dalej…

Tym razem wiedziałem, że jesteś w domu, świeciło się światło w Twoim pokoju. Pobiegłem na górę i zapukałem. Słyszałem, lekki szum lecącej wody. Zapukałem mocniej, ponieważ pierwszym razem mogłeś nie usłyszeć. Dziwne, czyżbyś znów nie słyszał?

– Michaś, on Ci nie chce otworzyć! – słowa Agi były dla mnie jak łóż w plecy. Ich sens dotarł do mnie od razu, jednak spróbowałem jeszcze raz: pukałem i dzwoniłem. Nic.

Wróciliśmy, długo rozmawiając o Maćku, o mnie, że muszę się z tym pogodzić. Ja jednak nie chciałem, żądałem prawdy oko w oko. Powtarzałem sobie: „Przecież mówiłeś, że mnie kochasz, ja to czułem. Dlaczego? Za co? Za to, że tak bardzo ciebie pokochałem?”

Nie chciało mi się żyć. Mój mały świat, którego treścią był Maciuś, zawalił mi się na głowę. Nie spałem przez dwa dni, ciągle próbując się z nim skontaktować i przynajmniej porozmawiać. Mimo, że chodziłem do pracy, siedziałem w domu, wydawało mi się, że jestem zupełnie gdzieś indziej, na innej planecie.

W końcu po kilku dniach otrzymałem od ciebie wiadomość, że potrzebujesz kilka dni na przemyślenie, że ja niczemu nie jestem winien, to wszystko jest Twoja wina.
– Więc dlaczego nie chcesz się ze mną spotkać? – zdążyłem zapytać
– Ponieważ nie mam odwagi spojrzeć Tobie w oczy za to, że tak bardzo ciebie skrzywdziłem – powiedziałeś przez łzy.

Słyszałem, że płaczesz, ciągle powtarzając, że potrzebujesz trochę czasu do namysłu.
– Michał, to nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać.

Niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że to chyba wtedy zacząłem budzić się z tego wspaniałego snu, jakim byłeś dla mnie. Do dnia dzisiejszego nie wiem, co Andrzej Ci wówczas powiedział i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem. Zresztą to akurat już mnie nie obchodzi.

Dopiero po dwóch tygodniach udało mi się namówić Maćka na spotkanie i na rozmowę. Zażądałem wyjaśnień.
– Dlaczego Maćku? Powiedz mi tylko dlaczego?

Siedziałeś ze spuszczoną głową w ogóle nie odzywając się.

– Nie masz mi nic do powiedzenia?
– To nie tak, Michał, nie tak – odpowiedziałeś nie patrząc mi w oczy
– To może ja zacznę – odpowiedziałem szybko i beznamiętnie. Zacząłem wyliczać:
– Nie odzywałeś się przez cztery dni, telefon był wyłączony. Pojechałem do Andrzeja, żeby dowiedzieć się, co się z tobą dzieje. Dowiedziałem się od niego rzeczy, o których wiedzieć nie powinien. Co miałem zrobić? Co ty byś zrobił na moim miejscu?? Zapomniał, czy dalej szukał prawdy?
– Ja na twoim miejscu zapomniałbym! – gdy to mówił, nie patrzył na mnie.
– A ja nie, ja ciągle drążyłem, by dowiedzieć się prawdy. Pojechałem do ciebie z dziewczynami. Nawet nie chciałeś ze mną porozmawiać. Co wówczas miałem myśleć?
– …że to wszystko co powiedział Andrzej to prawda, ja bym tak pomyślał – westchnął Maciek.
– Ja wciąż chciałem się z tobą skontaktować i spytać ciebie. Dzwonię, proszę, piszę e-maile do ciebie, aż w końcu po dwóch tygodniach zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Co ja wtedy mogłem pomyśleć?
– … że to wszystko prawda – wciąż wzrok skierowany na podłogę
– A tak właściwie to masz mi jeszcze coś innego do powiedzenia???
– Tak, mam. Bardzo ciebie kocham, nigdy nie przestałem, a wszystko to co powiedział Andrzej to po części kłamstwo, a po części moja nieostrożność. To ja zostawiam telefon na wierzchu, a on to wszystko wziął z mojej komórki.
– Maćku, a czy ja tobie nie udowodniłem tym dążeniem do prawdy, że jesteś dla mnie wszystkim i bardzo ciebie kocham?

Nie otrzymałem odpowiedzi ponieważ zadzwonił telefon. Dzwonił Andrzej. Maciek powiedział mu tylko przez telefon, żeby dał mu święty spokój.
– Chcę wiedzieć jedno, dlaczego nie chciałeś mi otworzyć drzwi?
– Nie chciałem, ponieważ 5 minut przed tobą był u mnie Andrzej i powiedział mi, co się stało. Wyrzuciłem go za drzwi.

W jednej chwili przemknęła mi przed oczami scena, gdy zauważyłem człowieka na drodze, a Aga spytała czy ma się wrócić. To był Andrzej.

Po wydarzeniach tych kilku dni zaczęliśmy się od siebie oddalać. Rzadziej dzwoniliśmy, rzadziej się widywaliśmy. Nadszedł grudzień, przed świętami i po świętach zadzwoniłem, aby złożyć ci życzenia urodzinowe. Nie wiedziałem nawet dokładnie, w jaki dzień dokładnie przypadają twoje urodziny. Dopiero po świętach dowiedziałem się, że jest to parę dni przed Wigilią. Zdałem sobie sprawę, że nie wiem kiedy mój ukochany człowiek ma urodziny, to było straszne. Miałem wyrzuty sumienia.

Przed Sylwestrem nasz kontakt zamarł zupełnie. W noc Sylwestrową zadzwoniłem do Ciebie z życzeniami, były szczere. Byłeś wówczas z Andrzejem, zresztą tak jak co roku. Jemu również życzyłem wszystkiego najlepszego. Mimo wszystko po Nowym Roku wysłałem do Ciebie list w którym zawarłem wszystko co chciałem. Zresztą musiałem Ci oddać książki, a nie chciałeś, jak się później okazało, abym wysyłał je pocztą. Chciałeś się spotkać, ja przystałem na propozycję. Ostatni raz widzieliśmy się 13 stycznia, znów byłem szczęśliwy, że Ciebie widzę.
– Michałku – powiedziałeś – ja wciąż ciebie kocham i nigdy nie przestanę, nie potrafię o Tobie zapomnieć.

Nic nie odpowiedziałem, tylko przytuliłem się do Ciebie. Wiedziałem, że ostatni raz jestem w Twoich ramionach. Nie mogłem płakać, chociaż łzy napływały mi do oczu.

Następnego dnia napisałem do Ciebie kolejnego e-maila, tym razem pożegnalnego. Zadzwoniłeś wieczorem i powiedziałeś, że mnie rozumiesz. Ja też Ciebie rozumiałem, wybrałeś człowieka, którego znałeś kilkanaście lat, a ja znałem Ciebie dopiero kilka miesięcy. To właśnie rozsądek wziął górę nad tymi uczuciami, które wzajemnie żywiliśmy do siebie. Wybrałeś lojalność, zamiast miłości, którą Ciebie obdarzyłem. Wiedziałeś, że mnie krzywdzisz, ale praktycznie nie zrobiłeś wiele, aby to zmienić. Maćku, jeżeli czytasz te słowa, to wiedz, że nie mam do Ciebie żadnych pretensji, żadnych wyrzutów. Chyba to wszystko musiało się tak skończyć.

Na samym początku naszej znajomości Maciek powiedział mi, że wie jak to jest, gdy jeden człowiek cierpi przez drugiego. Teraz te słowa nabierają dla mnie specjalnego znaczenia. Teraz już wiem, co znaczy cierpienie i ból za ukochana osobą. Niczego jednak nie żałuję, żadnej chwili spędzonej z nim, nawet minuty.

Obudziłem się z wspaniałego snu zwanego miłością. To on mnie obudził, ale to też dzięki niemu dostrzegłem czym jest prawdziwa miłość. Czy zrobiłem wszystko, aby uratować to, co nas łączyło? Dzisiaj szczerze potrafię odpowiedzieć, że tak. Obudziłem się, to fakt, ale dalej chciałbym spać i czekać, może kiedyś znów przyśni mi się coś cudownego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *