Prawdziwie Oświeceni Cz. 6

Prawdziwie Oświeceni Cz. 6

Etan nie wiedział jak długo był nieprzytomny. Obok siebie wyczuwał dwa ciepłe kształty. Oba dokładnie go oplatały, jeden z przodu drugi z tyłu wpasowując się dokładnie w krzywizny jego ciała. Ocknął się nagle.

W mgnienie oka przypomniał sobie straszliwie krępującą sytuację w jakiej się znalazł. Wyglądało na to że zarówno Aron jak i Zetar nadal pogrążeni byli w po-wytryskowym błogostanie. Był on zaś tak silny u nich wszystkich włącznie z nim, że chyba stracili przytomność z nadmiaru przyjemności. Co prawda Etan czuł się wspaniale – niespodziewanie dobrze, właściwie cudownie…  był pełen energii i chęci do działania – jednak dwa umięśnione i ciężkie osobniki płci męskiej go blokowały i za nic nie chciały się zbudzić z samczego snu.

Ze zgrozą poczuł że wciąż tkwi głęboko wewnątrz tylnego wejścia Zetara co było nadzwyczajne skoro prawie nie był pobudzony. Penis był ledwie, ledwie twardszy od przejrzałego banana. Spróbował się ruszyć.

Natychmiast spowiła go obezwładniająca przyjemność. Wszystkie wrażliwe nerwy wrzasnęły z uniesienia i zaczęły wołać o więcej. Etan naprawdę próbował wybić to sobie z głowy, wizualizować że przecież przed chwilą ejakulował i czynności seksualne powinny być teraz najodleglejszym z jego zainteresowań. Jednak tak się nie działo. Okrutne ciało i chyba wypaczony częstym używaniem Deox’a umysł chciał więcej, jakby pragnienie ejakulacji działało jak narkotyk. Krew uderzyła w sflaczały narząd podwajając doznania, których z racji całkowitego bezruchu nie powinno raczej być. Ale były. Niezwykle silne doznania.

W trakcie snu dziura Zetara jakby na powrót się zwężyła. Oplatała oklapłego i wymęczonego penisa Etana ze wszystkich stron niczym ciasna guma nie pozwalając mu wypaść teraz zaś gdy znów napęczniał i prężył się w swoim lepkim majestacie chętnie go przyjęła do swych głębi ściskając rozkosznie. Jej ciepło, wilgoć i miękkość aż poraziły udręczony mózg Etana serią nowych subtelnych doznań. W tej samej chwili zdał sobie sprawę z lekkiego bólu brzucha. Chcąc nie chcąc poruszył się nieco bardziej brutalnie i wtedy to poczuł. Głęboko w sobie niezwykle gruby, długi i rozszerzający się na końcu przedmiot – wolał nie nazywać go po imieniu – wypełniał szczelnie samo wejście do jego odbytu nie pozostawiając ani milimetra wolnej przestrzeni. Widocznie imponująco odstający i szeroki żołądź Arona zadziałał niczym korek, za nic nie chciał wyjść tak dobrze się w nim czuł. Natychmiast też poczuł obezwładniający rozdzierający ból jaki powodował ten niewiele większy od małej moreli kawałek ciała przyjaciela jakby dopiero teraz poobcierane, palące wnętrze przypominało o wcześniejszym brutalnym wtargnięciu obcego na o wiele większą głębokość.

– Aaaaaa… – wyrwało się z jego ust mimowolnie. Co prawda chciał krzyczeć aby go wyjęto nie mógł bowiem znieść obezwładniającego rozciągania jakie powodował ten szczególnie dobrze zbudowany żołądź ale wiedział gdzie jest – w twierdzy wroga. To cud, że nikt ich nie znalazł kiedy stracili przytomność po ejakulacji, teraz jednak dość żenujących, kierowanych popędem seksualnym niedojrzałych chłopaków mogło czekać coś gorszego. Trzeba stać się prawdziwym mężczyzną i nie dać się zwieść niczemu, najważniejsze jest uratowanie uczniów i to jak najszybciej!

W chwili gdy poruszył się w próbie odsunięcia się od zasięgu Gryba Małego-Dużego Arona musiał wbić się głębiej w bezwładnego, wypiętego Zetara. Straszliwe pragnienie wykonywania tego samego posuwistego ruchu zawładnęło nim nieomal jednak zdołał się opanować. Brutalnie niemal kopiąc w jądra Arona byle móc się od niego oddalić wreszcie się udało. Pulsujący nabrzmiały Gwałciciel z siorbnięciem wypadł z jego wnętrza jak korek z butelki, zasprężynował i z plaśnięciem uderzył właściciela w brzuch. Natychmiast też z jego końca pociekła nowa porcja świeżego, gęstego śluzu. Malutka dziura Etana podziękowała za to – chociaż jej właściciel bardzo się starał aby tego nie robiła – cicho popierdując ścisnęła się ponownie zakleszczając na amen tak jak czyniła to przez całe jego życie zakrywając różowy sekret.

Poczuł ulgę przygniatając do ziemi Zetara i z pomrukiem ulgi zagłębił się w jego ciepłe wnętrze jak w masło gwałcąc je świadomie. Prężąc penisa najmocniej jak umiał tak, że stał niczym maszt twardy i wykuty z kamienia. Nie mógł uwierzyć, że jego chłopakowi podobała się jakakolwiek penetracja… ten ból był obezwładniający. Wciąż czuł wspomnienie niesamowicie szerokiej głowicy wewnątrz ściśniętego odbytu. Z ociąganiem pragnąc zatrzymać tę chwilę w czasie wreszcie lekko się podniósł. Opuścił gościnny tunel przyjaciela ponownie niechcący wydając ssący odgłos i plaśnięcie zupełnie jak to się stało w przypadku Arona. Usiadł na zimnej posadzce próbując się uspokoić. Był tak rozgrzany, że beton nagrzał się w chwilę jednak podniecenie nie ustąpiło. Nadal czuł obezwładniające pulsowanie i podrygiwanie ponadto głęboko w jądrach rozlanych teraz w rozmiękłem mosznie pukało do drzwi jego umysłu to samo co zawsze czyli uczucie niesamowitej pełności. Niemal czuł jak jądra ciążą mu i naciskają na beton tak ciężkie, że gotowe są go skruszyć jeśli zaraz nie odkręci białego zaworu trzymającego je w ryzach. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że nazwał Zetara „swoim chłopakiem” – musi to jeszcze przemyśleć – zdecydował po chwili – dogłębnie przemyśleć… penis wierzgnął w górę i w dół słysząc jego przemyślenia.

Spojrzał na siebie. Wyglądał wprost żałośnie, Kombinezon zasklepił się na odbycie więc nie był zmuszony chodzić z dziurą na tyłku jednak z przodu?.. Sytuacja wyglądała już gorzej. Inteligentny materiał za nic nie chciał ponownie przykryć penisa za to bardzo mocno opinał się u podstawy rozlanej z gorąca moszny naciskając na obolałem i napęczniałe jądra. Długo majstrował przy panelu kontrolnym aby w końcu się poddać. Upewniając się, że nadal nikt świadomy go nie widzi ukradkiem rozpiął zamek uwalniając całkowicie penisa wraz z jądrami i zdjął ubranie. Z rozkoszą pomachał członkiem chcąc lekko go wysuszyć jako że opływał i cały lepił się od potu i gdy nacieszył się uczuciem chłodu i świeżoć ponownie zapiął zamek wracając do świata sportowego opinającego materiału. Tym razem zadziałało. Materiał zasklepił otwór i napiął się gdy prąd dotarł do elektronicznych pasów. Ich nieustanny napór, który czym prędzej zwiększył nie bacząc na możliwość wystąpienia usterki wykręcającej jądra miarowo wyciskały nadmiar krwi z nazbyt pobudzonego prącia i wreszcie czuł, że powoli zaczyna panować nad sobą.

Zaczerwienił się ponownie kiedy takie same czynności przeprowadził na Zetarze i Aaronie. Z ulgą stwierdził, że całkowicie pokryty lepkim śluzem, gruby penis przyjaciela jest czysty i pobyt w jego wnętrzu nie zostawił na nim żadnej brązowej niespodzianki.  Wymagało to niestety ściągnięcia z przyjaciół ich własnych kombinezonów. Co zaowocowało spotkaniem trzeciego albo i czwartego (doustnego) stopnia z pewnymi odstającymi i pulsującymi częściami ich ciał. Musiał jednak to uczynić w pełnej konspiracji ciszy starając się nie wyrwać ich z błogostanu. Powycierał też rękawem poświęcając własne odzienie dla dobra ogółu plamy śluzu na brzuchu Arona oraz plamę galaretowatej spermy (zapewne swojej własnej…) zasychającej na tyłku Zetara. Wiedział że przyjaciele czuliby się okropnie jakby obudził ich gdy wciąż leżeliby w brudzie i mieli na wierzchu penisy w pełnym wzwodzie… opatulił więc szczelnie ich Wojowników w mokrych bokserkach. Ustawił ich płasko przy ich umięśnionych brzuchach tak jak zrobił to z własnym Wojownikiem. Włączył też ukrywające erekcję obwody w materiale ich kombinezonów. Wreszcie na koniec ustawił ich bezwładne niczym kłody ciała w mniej erotycznych pozycjach opierając je plecami o donicę.

– Obudźcie się. – Wyszeptał w końcu bardzo zmęczony całą procedurą.

Zareagowali niemal natychmiast co wydawało się podejrzane. Nastała niezręczna cisza. Każdy wiedział co miało miejsce i tym bardziej unikał kontaktu wzrokowego. Nikt też nie chciał o tym otwarcie rozmawiać. Etan tym razem postanowił przerwać ciszę biorąc na siebie rolę nieformalnego przywódcy.

– Nie udało się nam zobaczyć kto wychodził jednak z tego co widzę drzwi są wciąż otwarte.

– Cooo?! – Zetar niemal się poderwał w mig akceptując ich niewymowną tajemnicę i zajmując się najważniejszymi sprawami.

– Rzeczywiście. – powiedział Aron, który przypadł do krawędzi donicy i ukradkiem obserwował otoczenie.

Wychynęli zza donicy ostrożnie nie napotykając na szczęście nikogo w korytarzu. Potężne drzwi stały otworem ukazując zacienione pomieszczenie.

– Co możemy tam znaleźć? – Spytał szeptem Etan.

– Niestety nie znalazłem żadnych danych na ten temat.

Zetar wydawał się przygnębiony tym faktem jakby po raz pierwszy informatyczne zdolności go zawiodły.

Szli powoli obserwując zaciemnione wnętrze. Co prawda pozbyli się opasek, które monitorował Deus jednak tym samym pozbawili się baterii czujników. Ręczny skaner nie dawał im zbyt wiele informacji.

– Czekajcie… – wyszeptał Zetar. – Za zakrętem są kolejne drzwi wykrywam też kilka źródeł ciepła, nie wiem jednak czy to ludzie. To bardzo dziwne odczyty.

– Idziemy?

Pytanie zawisło w mrocznym korytarzu i zawahali się. Jednak ciekawość zwyciężyła skradając się otworzyli drzwi.

Niemal oślepli od nagłego blasku i hałasu. Padli na kolana i próbowali się cofnąć jednak drzwi zatrzasnęły się za nimi i odcięły drogę ucieczki. Hałas narastał po chwili zorientowali się, że to były oklaski.

– Proszę państwa! Niesamowite! Nasi bohaterowie przebyli najcięższe próby i tym samym wygrali teleturniej! Mamy zwycięzców! Etan, Aron oraz Zetar!! Z chłopięcej kolonii B15!!

Etan niemal nie rozumiał słów wypowiedzianych widać poprzez urządzenie wzmacniające dźwięki niemożliwe bowiem aby ktokolwiek tak bardzo się darł. Miał niejasne przeczucie, że skądś zna ten głos. Powoli przyzwyczaił się do panującego wokoło światła i rozejrzał się.

Stał na scenie. Ogromna konstrukcja z polerowanego metalu nad nim daleko na wprost i po bokach panoszyły się plamy cienia zupełnie jakby znajdował się w centrum amfiteatru. Na scenie unosiły się dziwne urządzenia poruszające się wokoło nich, wyglądały zupełnie jak… staromodne kamery. Jednak podłączone do antygrawitacyjnych silników.

– Etan… – Zetar niemal nie poruszył ustami szepcząc jednak zdołał się z nim porozumieć. Etan pojrzał na niego z ukosa Aron zaś postąpił kilka kroków zasłaniając ich przed obiektywami kamer.

– Pierwszy raz w historii byliśmy świadkami jak ktoś płci męskiej zdołał wyrwać się z nieludzkiego środowiska i jest gotowy posiąść najwyższą nagrodę. Z powodu aż trzech zwycięzców proponujemy chwilę przerwy technicznej abyśmy przygotowali odpowiednio więcej nagród! Proszę pozostańcie z nami i do zobaczenia!

Zetar wściekle klikał na ekranie panelu kontrolnego swojego kombinezonu.

– Oj nie ładnie!

Oklaski urwały się i głos zabrzmiał o wiele słabiej jednak jednocześnie bardzo się do nich przybliżył.

– Etan!

Aron wskazywał na szybko przybliżający się kształt. Ciemna plama przerodziła się w przytłaczająco wielką sylwetkę Savina.

– Dosyć gówniarzu!

Savin także kliknął kilka przycisków na panelu kontrolnym. Kombinezon Zetara zalśnił i wyłączył się momentalnie. Układy scalone spaliły się i w powietrzu rozszedł się swąd palonego plastiku. Zetar odsunął się ratując wzrok przed poparzeniem w momencie gdy z panelu kontrolnego buchnęły iskry.

– No. Witajcie w międzyświecie.

– Tato…? Co to niby ma być? Widziałem uczniów podłączonych do…

– Nie przerywaj.

Savin wreszcie podszedł do nich na odległość kilkunastu centymetrów. Obrzucił ich wszystkich chytrym spojrzeniem uśmiechając się arogancko. Prezentując się nienagannie w wizytowym kombinezonie. Miał opiętą dolną część ubioru także doskonale było widać prężącego się penisa ukrytego pod materiałem. Aron nie wiedzieć czemu cofnął się nagle i to Zetar teraz stał na przedzie mimo spowijającego go dymu ze spalonych układów.

– Nie muszę wam niczego tłumaczyć. Ty jednak Etanie możesz już odebrać nagrodę.

Znikąd objęły go dziwaczne pasy podobne do tych jakie wszywane są w kombinezony. W sekundę unieruchomiły mu ręce i nogi przytwierdzając do wielkiej płyty lodowatego metalu. Zadrżał mimo izolacyjnych właściwości kombinezonu gdy zetknął się z tą nieustępliwą powierzchnią ale nie zdołał zrobić nic więcej gdyż nawet głowę przymocowano mu do niskiej poduszki pasem oplatającym czoło. Płyta wygięła się lekko przyjmując optymalny kształt dostosowany do anatomii jego ciała i odwróciła pod lekkim skosem do ziemi. Wreszcie ujrzał co stało się z Aronem i Zetarem. Klęczeli w małych drucianych klatkach niczym zwierzęta. Projektowana przez chore umysły maszyneria zdarła z nich materiał kombinezonu z intymnych części ciała i miętosiła je zawzięcie nigdy się nie męcząc. Chłopacy wyraźnie cierpieli. Etan wiedział doskonale jak po ejakulacji penis stawał się wrażliwy na każdy dotyk i najlepiej jak pozostawiło się go bezpiecznie ułożonego w anatomicznych bokserkach z żołędziem opatulonym napletkiem o ile się to udało. Musieli naprawdę cierpieć. Mieli zakneblowane usta nie mogli więc krzyczeć, zaczęli jęczeć. W kącikach ich oczu ujrzał łzy.

Nie mógł odwrócić wzroku gdy klatki powiększyły się i uniosły ich dokładnie tak jak jego i ustawiły pionowo. Maszyny nieustannie pieściły ich nadal sflaczałe penisy zatopione w przezroczystym żelu. Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy to Savin przytknął im do zwiniętych w kulę jąder aplikator medyczny, dodatkowo robotyczne ramiona z niesamowitą zręcznością wkłuły się w ich ręce i nogi podłączając do nich rury i przewody. Etana przeszył strach – to samo zrobią z nim. I to jego własny ojciec! Nie miał jednak czasu dłużej się zastanawiać gdyż na jego oczach mocne silniki wibracyjne przylgnęły do opuchniętych po zastrzyku jąder zaś odlany z sylikonu sztuczny masażer prostaty zaczął wwiercać się w ich odbyty i poruszać się w tę i z powrotem. Wymęczone penisy wreszcie zapulsowały stercząc na pełną długość i prężąc się co chwila w rytm uderzeń masażera. Etan odkrył, że może mówić.

– Przestań! Czego od nas chcesz?! Tato jak mogłeś w tym…

Impuls prądu przeszył go na wskroś powodując skurcz mięśni i drgawki na całym ciele. Zamilkł z bulgotem walcząc o oddech, kiedy to krtań zacisnęła się jak imadło.

– Witajcie widzowie! – Rozległ się ogłuszający wrzask Savina spotęgowany mikrofonami. Natychmiast sterowane sztuczną inteligencją kamery ustawiły się na scenie aby mieć całą trójkę chłopaków na oku.

– Przygotowaliśmy już Etana do wręczenia najwyższej nagrody zatem nie będę przedłużał tej znamienitej chwili! Oglądajcie i radujcie się!

Oklaski znów rozległy się w zaciemnionej i niewidocznej ze sceny sali jakby tysiące widzów zgromadziły się aby to oglądać. Savin zaś przybliżył się do metalowego stołu.

Etan był sparaliżowany ze strachu. Potężny mężczyzna którego jeszcze niedawno nazywał ojcem zbliżał się jednak nieubłaganie.

– Mam jeszcze jedną niespodziankę dla was! Moja własna niewolnica mnie zdradziła!

Reflektory wydobyły z mroku jeszcze jedną metalową płytę z przytwierdzoną do niej łańcuchami matką Etana. Była kompletnie naga na jej ciele widać było wiele zaschniętych plam. Etan starał się na to nie patrzeć jednak widok olbrzymiego, tłustego wibratora wbitego głęboko w jej pochwę przyciągał niczym magnes. Kawał plastiku wiercił  się i warczał cicho przytrzymywany sznurkami aby nie wypadł.

Savin wydobył skądś dziwny przyrząd o podłużnym kształcie. Etan niemal wrzasnął czując jak grube palce zaczęły go obłapiać, a laserowy nóż przecinał jak masło wzmocnioną tkaninę kombinezonu sportowego. Po sekundzie poczuł i usłyszał że jest niemal nagi. Nie czuł żadnego podniecenia.

Z niewidocznych trybun doleciał jego uszu śmiech i oklaski gdy oceniano tym razem na żywo, a nie poprzez ekrany monitorów jego męskie cechy. Etan nie miał wątpliwości, że cała ich wyprawa była dokładnie obserwowana. Savin nie czekał długo. Na jego osłupiałych oczach nasmarował dziwny długi przedmiot… jednocześnie przycisnął przezskkórną strzykawkę do odsłoniętej delikatnej moszny swojego syna. Aplikacja była bezbolesna wywołała jedynie powódź żaru w całym ciele.

Bez ostrzeżenia warcząca od wibracji cienka końcówka nasmarowanego przyrządu została delikatnie niemal czule wprowadzona do wnętrza jego penisa. Ból był nie do opisania. Przynajmniej na początku czuł jak coś rozdziera malutki i wąski kanał gwałcąc go. Z powodu wibracji zapewne obezwładniający ból zmniejszył się błyskawicznie pozostawiając po sobie nieopisane wrażenie wypełnienia jak podczas wielodniowego seksualnego postu i abstynencji od ejakulacji za pomocą Deox’a. Mimo wszystkich sprzecznych odczuć Etan się wydarł pierwszy raz na całe gardło czując coś tak dziwnego i to we wnętrzu swojego najcenniejszego skarbu. Nie wiedział czy po czymś takim nadal będzie całkowicie zdrowy.

– Aghhh…

Knebel uniemożliwił mu dalszy krzyk. Sylikonowy pręcik stanowczo zbyt szybko docierał  coraz dalej brnąc w głąb penisa i powodując w połączeniu z dziwnym środkiem podanym przezskórnie rozsadzającą erekcję tak silną, że pomieszaną z bólem. Członek w sekundę wypełnił się wrzącą krwią pomimo niedawnego otępienia po ejakulacji, strachu i bólu. W końcu dotarł do właściwego punktu głęboko w jego wnętrzu pośród delikatnych narządów i całe jego ciało przeszył dreszcz o wiele silniejszy niż podczas orgazmu. Przyrząd wysyłał prócz wibracji słabe impulsy prądu doprowadzając go do szaleństwa. Całe ciało miał rozgrzane i spocone, drgał w spazmach jak chory psychicznie wariat chcąc wreszcie dać upust podnieceniu. Pusta w środku rurka tkwiąca tak głęboko w jego ciele jakby przeciągała moment szczytowania w nieskończoność chociaż zapewne minęła zaledwie chwila.

Nie mógł w to uwierzyć ale w niespełna kilka sekund poczuł, że zbliża się kolejny już w tym dniu ale najpewniej najsilniejszy orgazm jakiego miał doświadczyć. Być może będzie to najlepszy orgazm w jego życiu. Zasmucił się jednak wciąż wstrząsany dreszczami śliniąc się zaklneblowany jak świnia na widok jedzenia, że jego najwspanialszy finał odbędzie się z przymusu i to zadanego rękoma jego rodziny…

Jak przez mgłę słyszał wiwaty dolatujące z sali, ledwo uświadamiając sobie dziwne przewody wbite w jego przedramiona rozchodzące się niczym węże we wszystkie strony. Nie zarejestrował chwili gdy roboty powbijały w niego igły.

Już nie protestował. Nie zajęczał głośniej niż do tej pory nawet wtedy gdy mały co prawda ale jednak i tak wielki jak dla jego ledwo napoczętej dziewiczej dziury ociekający żelem wibrator wbił się w jego ciasny odbyt i rozpoczął swój taniec dodatkowo pieszcząc prostatę.

Siłowniki zamontowane wewnątrz stołu, do którego był przykuty podniosły mu lekko głowę aby mógł widzieć swoje ciało jak i resztę sceny. Widok jaki ujrzał wyjaśniał dlaczego tłum był tak zafascynowany tymi seksualnymi torturami.

Penis stał pionowo względem ciała chociaż zazwyczaj sięgał o wiele wyżej wyginając się we wdzięczny łuk. Teraz pulsował bardzo szybko i mocno Etan nie potrafił rozluźnić głęboko położonych mięśni i raz po raz je napinał i rozluźniał przez co napęczniały kawał mięsa ociekający śluzem przypominał wahadło raz zwieszając się nisko by za chwilę wyskoczyć w górę jednocześnie wyrzucając w powietrze małą fontannę gęstego preejakulatu. Nigdy nie widział go u siebie tak wiele jak w tej chwili po prostu lał się strumieniami. Zamknął oczy poddając się przedziwnym odczuciom w chwili gdy całkowicie odsłonięta z napletka żołądź napęczniała do rozmiarów piłki golfowej i ciągle rosła. Niespodziewanie coś strąciło go niemal ze szczytu gdy mechaniczne urządzenia prócz giętkiej sondy wewnątrz penisa zamarły.

Otworzył niechętnie oczy i powoli wyostrzył się spowity orgazmem wzrok. Z krańca jego penisa wydobyła się dziwna łuna nikło świecąca niebieskim blaskiem. Miękka rurka tkwiąca w środku członka zaczęła wydawać syczące odgłosy nieustannie wijąc się na najwyższych obrotach. Etan zajęczał głośniej ale tym razem powracając ostatecznie znad krawędzi wytrysku szczególnie, że jakimś cudem wyrwał ręce z krępujących go elektronicznych pasów.

Savin odskoczył jakby nagle się czegoś przestraszył i spojrzał w stronę przykutej do płyty żony-niewolnicy jakby szukając u niej słowa wyjaśnienia. Etan czując przypływ przeogromnej siły zamachnął się i uderzył go w środek kręgosłupa prawie go łamiąc. Potężny mężczyzna wyższy od niego o dobre pół metra zwalił się na posadzkę jak kłoda.

Etan czując, że dłużej nie wytrzyma jednym ruchem wyrwał z siebie niezliczoną ilość igieł i napiął brzuch i wewnętrzne mięśnie wypychając z ogromną siłą masażer ze swego odbytu. Zabawka – będąca jeszcze chwilę temu narzędziem tortur potoczyła się daleko wraz z głośnym pierdnięciem. Etan czym prędzej złapał za wydawać by się mogło przeogromnego penisa wściekle pulsującego i spowitego niebieskawym światłem bijącym z jego wnętrza. Powoli zaczął wyjmować miękki przyrząd i jawnie na oczach rzeszy ludzi najzwyczajniej w świecie chciał sobie zwalić… musiał to zrobić! Już! Teraz! Natychmiast!

Podniecenie ciążyło mu w sinych jądrach każąc mu grzmocić napęczniałego penisa do utraty sił i już prawie zachłannie zacisnął na nim nagle za małą pięść… musiał więc użyć obu dłoni aby go objąć i porządnie uchwycić, tak grubym i potężnym narządem mógł się teraz pochwalić. Jak w transie ułożywszy dłonie w literę „O” począł się zadowalać. Gruba, jakby przerośnięta warstwa skóry i olbrzymi napletek wielkości sporej miski łopotały pod jego sprawnymi palcami sunącymi w tę i z powrotem niemal na długości pół metra. Coraz silniej pragnął wytrysku jednak coś go blokowało, drżącymi palcami złapał miękką rurkę, której tylko ułamek wystawał z zaciśniętej końcówki na szczycie penisa. Uparcie ślizgała mu się w palcach pokryta jego własnym śluzem i grubą warstwą żelu z aloesem ale w końcu ją złapał drapiąc boleśnie wrażliwą żołądź. Morderczo powoli wysuwała się z niego milimetr po milimetrze. Już prawie wyszła do połowy przyprawiając go o zawrót głowy kiedy to ocierała się o niezwykle delikatne wnętrze nabrzmiałego penisa i jednocześnie zabierając ze sobą tamę oddzielającą go od bulgoczącej i kotłującej się w jądrach rzeki spermy gdy…

– Nie!

Dziwny na wpół zapomniany głos. Etan otrząsnął się puszczając przeogromnego penisa, który zakołysał się niebezpiecznie ciężki jak z ołowiu podobny teraz do węża boa. Włożona do połowy rurka podrygiwała razem z penisem gdy nie umiejąc się opanować Etan wciąż co chwila zaciskał i rozluźniał grube jak palce ścięgna i mięśnie oplatające i podtrzymujące ogromny narząd z zewnątrz i od wewnątrz. Chlapał przy tym wszędzie wokoło wielkimi kroplami lepkiego śluzu, które wreszcie znalazły ujście i wydostawały się z pomiędzy niewielkiej szczeliny między rurką, a wypełnioną niemal po brzegi cewką lepkiego płynu kapiąc co chwila na posadzkę.

– Nie rób tego bo wygrają! To jest ostateczna nagroda! Spójrz na inne stoły! – Głos należał do matki. Oswobodzona tak jak on z więzów właśnie wyjmowała wibratory z obu miejsc gdzie do tej pory tkwiły. Rzuciła je na ziemię i podbiegła ku niemu. Etan zaczerwienił się nagle chociaż wiedział, że musiała wszystko widzieć. TAKIEGO pytona nie dało się nie zauważyć. Nie umiał się zasłonić, nigdy wcześniej nie miał tak dużej wręcz monstrualnej erekcji odwrócił się więc do niej plecami. Poszukał też wzrokiem innych stołów.

Znalazł je, ukryte w mroku same dziewczęta podłączone do aparatury jak on, rozciągnięte na zimnej metalowej płycie w strzępach kombinezonów. Każde wysuszone ciało miało z zastygniętym wyrazem błogiej rozkoszy i identyczną rurką wpiętą w genitalia

– Spokojnie. Nie ejakuluj poprzez sondę bo wygrają. Mam tobie wiele do powiedzenia.

Matka brzmiała inaczej niż zwykle. Zazwyczaj mówiła wyuczonym językiem zgodnym z zasadami dobrego smaku jednak teraz zdawała się mówić całkowicie otwarcie, nie używała też żadnych formuł.

– Po pierwsze nie jesteśmy tym za kogo nas uważasz…

Nagle zamilkła z bulgotem. Etan odwrócił się nagle aby zobaczyć co się stało porzucając precz zawstydzenie. Matka stała kilka kroków od niego z rozdziawionymi ustami, z jej piersi wyłaniało się lśniące ostrze szerokie na trzy cale. Była całkowicie naga lecz w tej chwili nie zważał na to dopadł do niej próbując złapać lecące ku podłodze bezwładne ciało.

– Weź to…

Nie zdołała dokończyć. Jej oczy były puste i świeciły zupełnie jak żarówki jakiejś tandetnej zabawki. W źrenicach wyświetlały się ciągi znaków – zer i jedynek – z piersi zaś nie ciekła krew lecz czarny jak węgiel smar. Niewątpliwie był to jakiś robot lub cyborg. W tej chwili Savin leżący wziąć na ziemi wyszarpnął ostrze z jej truchła i zgniótł w palcach małą metalową płytkę – zapewne procesor utrzymujący ją przy życiu.

– Nie dowiesz się niczego… – wycharczało przez zgniecione płuca to co kiedyś brał za swojego ojca.

Robot miał powykręcany kręgosłup powstały po jego nadzwyczajnie silnym uderzeniu jednak chyba zupełnie nie czuł bólu. Ze spokojem leżał po czym nagle przestał się ruszać zapadając w taki sam trans jak jego matka z pustymi świecącymi  zarówko-oczami.

Światła zamigotały i poczęły gasnąć. Po chwili uruchomiły się generatory awaryjne zamontowane w szkole i niewielkie lampy wzdłuż ścian przegnały wreszcie cienie zalegające poza sceną. Okazało się, że znajdował się w niewiele większym od zwykłej klasy pomieszczeniu stał zaś na scenie  zapełnionej stołami z martwymi dziewczętami do których miał dołączyć. wokoło sceny stały rzędy krzeseł zwrócone w jej stronę jednak nikogo na nich nie było.

Stłumione jęki kazały mu spojrzeć w stronę klatek, w których tkwili Aron i Zetar nadal podłączeni do urządzeń. Teraz martwych i nieruchomych. Mógłsię jednak założyć, że nawet wyłączone obleśne maszyny i tak stwarzały okropny dyskomfort na wrażliwych penisach chłopaków. Etan nie poddał się własnemu podnieceniu odwrócił wzrok od podrygujących pełnych krwi penisów przyjaciół. Jego pozostawiony sam sobie i ciążący jak kłoda drewna przeogromny penis zaczął powoli wracać do zwyczajnych rozmiarów kurcząc się w oczach. Jego przyjaciele nadal co prawda spaleni ze wstydu czekali z czerwonymi twarzami z pełnym wzwodem aż ich uwolni z więzów jednak po chwili ciężkiej pracy nawet erekcja Etana ustąpiła, nie podniecił się widząc przyjaciół w tak… niecodziennej pozycji i całkowicie obnażonych, tym razem nie udzieliło mu się ich podniecenie.

– Dajcie mi chwilę zastosowano tutaj jakieś prymitywne zamki chyba nawet na klucz..

Baterie używane do zasilania kombinezonów wykorzystywały antymaterię, uszkadzając jedno z ogniw możliwe było więc przetopienie niemal każdego materiału. Etan zniszczył więc cały zamek odcinając go przypominającą starożytną kartę bankomatową baterią wyrwaną z własnego  uszkodzonego kombinezonu. Kilkukrotnie rzucił ją o beton rozszczelniając obudowę. Zabezpieczenia wbudowane w ogniwo uniemożliwiły dalszą ucieczkę antymaterii prócz mikroskopijnych ilości więc nie było zagrożenia nagłym wybuchem. Można było jednak użyć tej odrobiny na przykład do oswobodzenia przyjaciela z kajdan. Minęło jednak sporo czasu zanim przepiłował skamieniałe elektroniczne pasy wykonane z tytanu starając się nie patrzeć na ich męskie atrybuty otwarcie. Na samym końcu przeciął im pasy kneblujące usta. Odwrócił się wtedy aby dać im wrażenie intymności.

Słyszał zdławione podziękowania gdy wracali ze świata wytrysku do rzeczywistości po wyciągnięciu penisów z żelowych pochew nasmarowanych obficie żelem zawierającym aloes. Taki sam odgłos i stłumione prykanie towarzyszyły wyciąganiu masażerów prostaty z obolałych odbytów. Ten ssący odgłos był mu bardzo dobrze znany. Niestety żaden z nich nie miał się w co ubrać.

– Ekhemm… – Zakaszlał Aron dając mu znak, że oboje się wydostali. Etan odwrócił się wtedy.

Jego zadziwiający spokój nie odszedł nawet gdy ponownie kątem oka ujrzał dowody ich obezwładniającego podniecenia i leżące na podłodze erotyczne narzędzia tortur jeszcze niedawno tkwiące głęboko w ich wnętrzach. Zetar mogący pochwalić się chyba największym penisem aż cały dygotał próbując najpewniej za wszelką cenę nie rzucić się na Etana lub na Arona – w tej chwili byłoby mu obojętnie kto by go zgwałcił. Zrobiłby wszystko byle by poczuć w sobie żywy twardy jak kamień i gorący kształt którego pragnął.

– Uspokójmy się… – Zaproponował Etan widząc jednak, że oboje są zbyt napaleni. Nie mógł im mieć tego za złe. Nie po tym co jego samego spotkało.

Niemal wstrząsany konwulsjami Aron tym razem nie zdołał się opanować. Razem z Zetarem widzieli zadziwiający brak pożądania ze strony Etana jednak oni sami wręcz nie mogli stać prosto tak mocno rozsadzała ich sperma buzująca w przebrzmiałych jądrach.

– Tylko powoli, co wy…?

Nie zdołał dokończyć pytania gdy oboje się na niego rzucili. Resztki kombinezonu opadły z ich spoconych ciał i stanęli przed sobą stykając się czubkami – w jego przypadku końcówki trafiły w brzuch rozmazując na nim krople śluzu i wczesnej białawej spermy, która przeciekała jak przez nieszczelny zawór. Ten jeden raz, na tę szczególną chwilę nie czuli między sobą wstydu – widzieli się co prawda wiele razy nago i w bardzo krępujących sytuacjach jednak teraz świadomie chcieli ulżyć podnieceniu. Etan początkowo tkwiący w dziwnym odrętwieniu zadrżał gdy Zetar złapał bardzo delikatnie owe dziwaczne urządzenie zwisające mu ze sflaczałego penisa. Całkiem zapomniał, że wciąż je w sobie ma. Sylikonowa różdżka straszliwie wolno drapiąc o delikatny przewód we wnętrzu jego penisa spadła wreszcie na podłogę wijąc się i zabierając ze sobą niebieski blask, który powoli przygasał. Przeogromna chęć ejakulacji nagle spadła na Etana jak kowadło z nieba.

Zetar ledwie zdążył objąć ustami jego maleńkiego i słodko uśpionego penisa. Próbował objąć wargami również lepką włochatą mosznę łapczywie wciągając delikatne jądra między wargi i miętosząc je zawzięcie, kiedy zakrztusił się potężnie. W mgnienie oka jego odstająca i w pełni napęczniała żołądź nagle dotarła bardzo głęboko do wnętrza gardła Zetara kiedy jego penis gwałtownie się zbudził. Etan poczuł jak miękną mu kolana czując jak jego odsłonięta odstająca głowica ociera się o śliski i ciepły przełyk kochanka. Przytrzymywani przez Arona delikatnie osunęli się na ziemię pośród ssących odgłosów. Etan nie umiał się im oprzeć. Spokojny i zawsze ułożony w zgodzie z najlepszymi zasadami dobrego smaku Aron zaskoczył chyba nie tylko jego. Zetar wpatrywał się w poczynania Arona z uśmiechem na ustach.

Najmłodszy z nich trzech chłopak bez ceregieli złapał Etana za nogi i odciągnął wysoko zginając go w pół i wystawiając na zachłanne spojrzenia obtartą i nieustannie swędzącą dziurkę. Zetar w tym czasie ciągle dławił się jego berłem wciągając je w całości do gardła Etan zaś nie mogąc się opanować jeszcze wpychał mu penisa głębiej do ust rękoma dociskając go do samej kości chcąc czerpać jak najwięcej przyjemności z tej zdawać by się mogło niezręcznej sytuacji. Zatracił się całkowicie w przyjemności jak przez mgłę myśląc jakież dziwne jest życie. Że trzej przyjaciele ze szkoły do niedawna bojący się stanąć przed sobą nago rzucili się na siebie pogrążeni w zwierzęcym popędzie i nie zważając na nic.

Aron zaś obficie śliniąc się przyssał się do jego odbytu. Ssał go dokładnie i dogłębnie wpychając język jak najgłębiej umiał. Etan zaczął jęczeć tak bardzo że bał się, że niedawno obumarłe roboty jakie dawniej brał za rodziców się ockną. Język przyjaciela wysyłał rozkoszne dreszcze w kierunku całego ciała rozgrzewając je do czerwoności. Zetar dyskretnie przysunął się podstawiając mu swego własnego Gwałciciela pod nos tak że Etan mógł nasycić się jego męskim zapachem i poczuć ciepło na twarzy. Czym prędzej wziął go do ust ssąc zawzięcie. Był gorący, przeraźliwie gorący. Słony i kwaśny zarówno od spermy, żelu jak i lepkiego śluzu. Rozsmakował się tym aromatem i przykładał się do powierzonego mu zadania chcąc więcej. Dławił się i krztusił jednak nie ustawał, a nagrodą były krople słonawej spermy przeciekające co jakiś czas z maleńkiego oczka gdy wwiercał się w nie językiem. Zetar dyszał niczym maratończyk na finiszu opływając potem i ssąc go równie mocno.

W pustej zalanej awaryjnymi światłami sali w podziemiach szkoły trzej przyjaciele oddawali się najczystszej formie chłopięcej miłości. Aronowi widać bardzo spodobał się niedawny pobyt we wnętrzu Etana gdyż liżąc jego dziurę obślinił je wkrótce tak mocno, że ślina ściekała na podłogę, a Etan myślał, że dosłownie za chwilę spuści się bez dotykania tak wielka była to przyjemność, kiedy po delikatnej dziurce przemykał raz po raz szorstki język przyjaciela.

Etan spokojnie przyjął do wiadomości, że wszyscy się w sobie chyba się zakochali. W przerwach kiedy to Aronowi drętwiał język od lizania jego wejścia, a Zetar pragnął złapać oddech po wyjęciu z gardła jego drąga całowali się w najlepsze. Lizali się wręcz po twarzach. Był to bardzo podniecający widok jak dwóch przyjaciół pała do siebie tak wielką rządzą.

Aron uznał widać, że tyle w zupełności wystarczy porozumiewając się bez słów z Zetarem unieśli go i ustawili na kolanach. Aron zajął miejsce za nim zaś Zetar wypiął się dziwacznie w taki sposób, że znalazł się pod nim czym prędzej wciągając nabrzmiałe prącie Etana do gardła i podsuwając mu pod nos swoją pięknie wygoloną dziurkę. Olśniewające różowe słońce natychmiast zaznało jego miękkiego języka. Zaciskało się i rozwierało raz zasysając jego język raz go wypychając. Etan bał się brązowych niespodzianek jednocześnie dziwiąc się Aronowi, że zainteresował się jego zarośniętą dziurą i lizał ją wcześniej w najlepsze. Dopiero teraz uświadomił sobie, że chyba jest najmniej… „zadbany” z nich wszystkich.

Kiedy ssał w najlepsze idealnie czystą – Etan nie wiedział lecz Zetar skonstruował specjalny kombinezon z wbudowaną lewatywiarką więc jego wnętrze zawsze było idealnie czyste – rozkosznie różową dziurkę Zetara poczuł nabrzmiałego żołędzia ocierającego się o jego własny odbyt. Było tam tak dużo śliny i wypływającego jak ze źródła wszelkiego dobra gęstego śluzu Arona, że napęczniała głowica została niemal połknięta bezboleśnie przez jego obolały odbyt i zaklinowała się po drugiej stronie pierścienia mięśni.

– Aaaa… – Zajęczał ni to z bólu ni z rozkoszy Etan czując jak Aron bardzo powoli napiera aby dobić do końca. Trwało to całą wieczność czuł nieustanny ruch tak jakby miał się nigdy nie zakończyć. Mały –Duży Aron po raz kolejny wydał mu się niesamowicie wielki, twardy i majestatyczny ze swoją odstającą główką i zastępującym najlepszy żel śluzem. Wchodził w niego z coraz większym trudem i coraz wolniej w miarę jak stawał się coraz grubszy u masywnej podstawy porośniętej gęstymi włosami które teraz zaczynały już drapać Etana po odbycie. Miał teraz w tym miejscu tak wrażliwe ciało, że dotyk przypominających druciki skręconych włosków przyjaciela zdawał się uderzeniem macek olbrzymiej ośmiornicy.

Widząc i słysząc, że Etan już ledwo powstrzymuje się od jęków bólu Zetar wyskoczył spod niego zabierając swoje różowe słońce sprzed jego twarzy i wypiął się udostępniając mu wylizaną dziurkę gotową do penetracji. Nie myśląc w tej chwili zbyt jasno i pragnąc aby straszliwe ciśnienie wewnątrz brzucha narastające z każdą chwilą się zmniejszyło czym prędzej wykorzystał okazję i spenetrował go.

Nagły ruch zaskoczył nie tylko Zetara, który z jękiem rozkoszy zamruczał chętnie zaciskając na jego pulsującym spermą penisie swe wyćwiczone mięśnie. Aron musiał się gwałtownie zbliżyć aby nie zmarnować tego rozciągniętego w czasie podejścia. Rozpęd zaś gdy już był blisko okazał się troszkę zbyt duży. Jego Szeroki Wojownik pokryty węzłami napiętych żył pokonał w chwilę dobrze nawilżony fragment odbytu gdzie gościł już wcześniej i z biegu pokonał ostatnie kilka centymetrów dobijając do samych jąder wiszących luźno w parnym powietrzu.

Etan zachłysnął się z wrażenia. Aż zaparło mu dech. Chciał się skulić jednak jednocześnie pragnął wypchnąć biodra aby wejść głębiej w Zetara. Nie mogąc się zdecydować zamarł w bezruchu. Co prawda niebywałe ciśnienie jakie powodował gruby penis Arona tkwiący po same jądra w jego odbycie powodował nieprzyjemne odczucia jednak z drugiej strony były one niwelowane niemal w całości przez rozkosz jaką dawał mu Zetar.

Jego penis gładko wszedł w przyzwyczajony do pieszczot odbyt Zetara wysyłając uderzenia ciepła, wrażenie śliskości, wilgoci i ciepła. Wszystko to sprawiło, że Etan zamruczał zupełnie jak Zetar. Chłopak słysząc to zaśmiał się dźwięcznie i począł rytmicznie nabijać się na jego węźlasty pal.

– Jednak to polubiłeś!

Aron sapiący z rozkoszy tuż za nim też się zaśmiał napierając mocniej i czując się wyraźnie pewniej.

– Mogę?

Spytał, a raczej wydyszał wprost do ucha Etana niemal przygniatając go ciężarem swojego ciała jednocześnie obejmując mocno. Penis będący wówczas bardzo głęboko w jego wnętrzu zadrgał radośnie jakby czując nadchodzącą rozkosz i pragnąc aby jego pan usłyszał twierdzącą odpowiedź.

Taka też była.

Aron zaśmiał się i zaczął całować do po szyi, plecach i masować kręgosłup jednocześnie rozpoczynając swoją przygodę z seksem między chłopakami, w którym debiutował. Tym razem zabrał się do sprawy profesjonalnie. Etan nie wiedział czy wcześniej przyjaciel miał jakieś doświadczenie w tego typu sportach i zabawach jednak Aron zdawał się doskonale wiedzieć co musi robić. Umiejętnie zwalniał i przyśpieszał odwlekając w nieskończoność własny wytrysk chociaż Etan czuł doskonale, że mógłby skończyć w każdej chwili.

Nieustanne całowanie i masowanie przypomniało mu jednak o obecności Zetara i to tuż przed nim. Chłopak wstał pozwalając mu dosięgnąć szyi i łopatek jak i łaknących pocałunków ust. Natychmiast spełnił te pragnienie jednocześnie przejmując inicjatywę.

– Mmmm … wreszcie się obudziłeś…

Wyszeptał mu do ucha Zetar czując jak zawzięcie dupczy bez zahamowani jego umyślnie ciasną dziurkę ocierając się o jego wnętrze odstającym, odsłoniętym i niesamowicie wrażliwym żołędziem. W chwili gdy atakował wypiętego Zetara jednocześnie niemal uciekał spod fetyszowskiego penisa Arona, który pozostawiał w nim ledwie połowę pękatej głowicy wychodzącej z niego z przejmującym chlupotem. Ten maleńki kawałek różowej skały w zupełności wystarczył aby wracając ku niemu nabił się idealnie trafiając w cel i cały penis Arona gładko już zagłębił się po same jądra.

Wszyscy troje jęczeli i wzdychali. Obściskiwali się i całowali. Etan zaś miał najcięższe zadanie. Po chwili ich zabawy Aron zastygł jak kamień podobnie jak Zetar lecz w zupełnie innej pozycji. Aron starał się jak najdalej wysunąć i wypchnąć biodra podając mu na tacy idealny do nabijania się nań  twardy członek zaś Zetar na odwrót wypiął się najmocniej jak umiał specjalnie uczynił też swoje wnętrze rozkosznie ciasnym spinając mięśnie.

Długo nie wytrzymał, nie umiał ocenić kiedy ku szczytowi zbliża się Aron lub Zetar gwałtownie pieszczący ręką nabrzmiałego penisa obijającego się w rytm plaskania ciężkich moszn o siebie nawzajem oraz klasku spoconych pośladków o pośladki. Otaczał ich ciężki męski zapach spermy każdego z nich tworzący unikalny podniecający aromat, spowijał ich niczym płaszcz tak, że nie wstydzili się zupełnie swoich doznań i reakcji. Byli szczęśliwi i odczuwali ten akt całym sobą.

Etan wystrzelił pierwszy. Orgazm go ogłuszył. Sperma wyciekała pomimo ciasnego wnętrza Zetara przeciskając się przez poobcierany kanał pod wysokim ciśnieniem on zaś pracował dalej biodrami chcąc czerpać z tego jak najwięcej. Wiedział też, że to jeszcze nie koniec. W końcu idealną synchronizację jego ruchów przerwał nerwowy króliczy szał Arona. Chłopak jęcząc przeciągle mocno złapał go za biodra niemal taranując począł dupczyć zawzięcie. Nienawykły do tego otwór Etana zapiekł nieznośnie jednak na szczęście jego własny orgazm wypompowywany we wnętrzu Zetara wciąż trwał wypluwając coraz to nowe strugi gęstego nasienia przypominającego śmietanę.

Aron w końcu skończył w szalonym galopie niemal równo z Zetarem grzmocącym się dłonią. Sperma wylewała się z obu najwrażliwszych otworów ciała Etana sprawiając wielką rozkosz. Nawet rozpierające uczucie w odbycie stało się rozkoszne kiedy sam doświadczał olśniewającego wytrysku. Spermy było tak dużo, a ich wzajemne ruchy tak szybkie i intensywne, że poczęła się pienić. Nim skończyli i zastygli w bezruchu dysząc ciężko jak po wielogodzinnej lekcji wychowania fizycznego obok nich panoszyły się plamy ubitej spermy przypominającej obłoki białej mgły. Z cmoknięciem i ssaniem zarówno Etan jak i Aron wyszli z rozgrzanych, porządnie rozwierconych tuneli roskoszy. Z pustych odbytów wylała się istna rzeka spermy wciąż o konsystencji galarety i szybko tężała. Zetar dopadł do nich wsysając resztki nasienia z ich słabnących wreszcie po tak solidnym dupczeniu penisów. Wyssał wszystko do czysta włącznie z miękką moszną i zakamarkami pod napletkiem. Młócił językiem i ssał zaś tak zawzięcie, że niemal wywołał niechcący ponowne wytryski. Musieli głośno oboje poprosić go by przestał przyjemność bowiem ponownie brała ich w swe nigdy niesłabnące objęcia. Po raz pierwszy też głośno i bez skrępowania zastanowili się nad tym faktem i pogodzili się z nim – mieli naprawdę zadziwiający popęd seksualny.

Zetar z pomrukiem zajął miejsce Etana pośrodku ich trójkąta najwidoczniej pragnąc także bliższego kontaktu z Aronem. Etan poczuł jego pięknie wydepilowanego penisa na swoich śliskich od spermy pośladkach i uśmiechnął się wypinając się trochę mocniej. Cała trójka mocno się do siebie przytuliła. Nie zważając na pokrywającą ich, coraz bardziej płynną galaretę zasnęli w kałużach chwilę później zmęczeni emocjami, wydarzeniami i co najoczywistsze potężnymi wytryskami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *