Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 8)

Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 8)

U nas po staremu. Ciągle zabiegani – wykłady i przeróżne egzaminy czy sprawdziany,  praca której nie lubię a potem dom. Nasz dom. Brzmiało to tak dumnie – nasz dom. Nasz dach nad głową, nasz zakątek, nasze miejsce. To właśnie tu czuliśmy się najlepiej, bo to tu właśnie mogliśmy być w pełni sobą i co najważniejsze razem. Razem bez otaczającego nas tłumu na studiach czy w pracy. Ostatnie parę dni były masakrą : ciągłym lataniem tu i tam i zakuwanie nocami. Dobrze że nie musiałem zakuwać sam. Przypominały mi się wtedy czasy gdy razem zakuwaliśmy nocami przed maturą, tak jak by był sens robić to z tydzień przed nią. Ale jednak był. Uczenie się z nim bardzo mi pomagało. Wszystko co związane z nim, dokładnie zapamiętywałem. A przy okazji to czego się uczyliśmy. Genialny sposób nauczania. Ale już mam dość nauki, a na samą myśl o niej robi mi się niedobrze. I dlatego właśnie wolę wrócić pamięcią do czasów pięknej pogody i wolnego. Do czasów wakacji.

Radość po zdanej maturze dopełniła informacja o niespodziance którą przygotowali moi rodzice. Wyjazd na działkę. Co prawda nie były to moje wymarzone wakacje, ale cieszyłem się z paru dni wolnego a do tego z Filipem. W sumie to on był jedynym powodem dla którego mi się w ogóle chciało. Całe wakacje mieliśmy przepracować więc cieszyło mnie przynajmniej te parę dni wakacji. Zabawne bo mieliśmy pracować tam tylko na wakacje a pracujemy do dziś. Mówię wam, praca kelnera naprawdę potrafi wkurzać. Najgorsi są ci co ciągle wybrzydzają : a to za zimne a to za ciepłe, a tu coś kapnęło a tu czegoś brakuje. I muszę latać z tą tacą jak głupi po niełatwym dniu słuchania wykładowców i ich ideologii. W takich sytuacjach mam ochotę pierdolnąć tą tacą o ziemie i zacząć wrzeszczeć. Oczywiście po tym gdy już przyłożę tą tacą temu co tak wybrzydzał. No dobra, nie jest aż tak źle. W sumie to chyba nawet lubię tą pracę. Luźna atmosfera, dobre zarobki, czasem jakiś napiwek wpadnie. A no i szef spoko koleś, nie zbytnio czepia się o jakieś małe spóźnienia, sam kiedyś był w podobnej sytuacji do naszej ze studiami i pracą jednocześnie.

W dzień który mieliśmy jechać byłem okropnie niewyspany. Wszystko przez nasze nocne schadzki z Filipem w moim pokoju. Gdy już rodzice zasypiali to przychodził do mojego pokoju i razem się kładliśmy. Przed szóstą, kiedy tata wstawał, wracał do swojego pokoju. Różne rzeczy wtedy robiliśmy : czasami po prostu leżeliśmy i gadaliśmy, czasami rzeczy które robi się w łóżku we dwoje a przeważnie spaliśmy w swoich objęciach. Nie lubiłem sam spać, nie z myślą że jest w pokoju obok, nie z myślą że jest na wyciągniecie ręki. Nasz system schadzek działał niesamowicie a rodzice nigdy się nie połapali. Albo przynajmniej udawali że nic o tym nie wiedzieli. Gdy jechaliśmy samochodem w którejś chwili odpłynąłem. Mimo jęczenia i narzekania taty, odpiąłem swój pas i położyłem głowę na kolanach Filipa. Zaczął mnie głaskać i po chwili oddałem się w objęcia Morfeusza.

– Obiecujesz że zaopiekujesz się nim?, usłyszałem jeden z tych poważniejszych głosów taty gdy już się przebudziłem. Zaintrygowany o co chodzi, postanowiłem się jeszcze „oficjalnie” nie budzić.

– Obiecuję, wujku. Zaopiekuję się nim najlepiej jak będę mógł. Nie dam go nikomu skrzywdzić, sam też go nie skrzywdzę, nie potrafiłbym, odpowiedział równie poważnie głaskając mnie swoim kciukiem po policzku.

– Gdybyś spróbował to wiesz… – zaśmiał się tata, ale można było wyczuć że mówił na poważnie.

Nie zdawałem sobie sprawy że odbywają takie poważne rozmowy między sobą. No dobra, z Adamem miałem podobną rozmowę, tylko że przy piwie. Żałowałem że wcześniej się nie obudziłem bo ominęła mnie cała rozmowa. Ale te słowa, to w jaki sposób je mówił… sprawiały że jeszcze bardziej go kochałem. Gdy już oficjalnie się obudziłem rozmawiali o siatkówce a mama spała. Dojeżdżaliśmy na miejsce. Nasza działka za Gdańskiem nadal stała i to w dobrym stanie. Słońce świeciło i było ciepło jak nigdy. Gdy już się rozpakowaliśmy, pomagałem mamie przyrządzić jedzenia na późniejszego grilla. Siedzieliśmy w ogródku gdy tata i Filip wyrywali chwasty które wyrosły a Borys, który wtedy był jeszcze taki mały latał dookoła ich. Filip coś tam marudził ale dobrze mu szło. Lubił takie prace, tylko nie chciał tego przyznać. A ja lubiłem na niego patrzeć podczas tych prac. Mój ociekający seksapilem z każdej strony chłopak, w samych krótkich spodenkach kusił jak nigdy. No dobra, zawsze kusił – fakt. Ale wtedy… Widok jego nagiego torsu, lekko zmoczonego potem okropnie mnie podniecał. Miałem ochotę popchnąć go na te chwasty i wiecie… Głośno sobie westchnąłem po czym wyrwało mi się „ooo kurwa”. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitę. Takie słowa naprawdę bardzo rzadko padały z moich ust. A gdy już padały to się ze mnie śmiali. Byłem raczej osobą która wolała powiedzieć  „o jejku” czy „kurczę”. Ale jak się wkurzyłem to umiałem walnąć niezłą wiązankę. Rodzice chyba nie zrozumieli, ale za to Filip zrozumiał doskonale. Od czasu do czasu, jeździł opuszkami palców po swoim torsie i się do mnie szeroko uśmiechał puszczając oczko. Zrobiło mi się tak gorąco i że też pobyłem się swojego górnego okrycia ciała. Widząc to, Filip głośno zagwizdnął. Starsi się z nas naśmiewali a moje policzki powitał rumieniec.

Gdy już skończyłem nabijać te cholerne szaszłyki, planowałem małą zemstę. Za domkiem wisiał zielony wąż ogrodowy. To właśnie on był moim celem. Trochę się namęczyłem z rozwinięciem go, bo oczywiście sam się splątał i uderzyłem do ataku. Moim pierwszym celem był tata, bo miałem do niego najbliżej. Nacisnąłem ten taki pistolecik przy wężu i woda z impetem pokryła ojca. Żebyście widzieli jak spierdzielał przede mną. Mamie okazałem litość ale nie zamierzałem okazywać jej Filipowi. Gdy już tata zniknął z mojego radaru, pobiegłem poszukać mojego Filipcia który gdzieś się ukrył. Zapowiadała się zabawa w policjanta i złodzieja. Nie wiem czy w tym wypadku chciałbym go złapać. Ukradł me serce a ja wcale nie chciałem go odzyskać. Pozostawiłem swoje filozofie na potem i ruszyłem cichym krokiem w bok działki, aż w końcu zauważyłem jego sylwetkę. Bez zastanowienia nacisnąłem spust i spryskałem go wodą. Gdy poczuł zimną wodę na swoich plecach od razu przyśpieszył. Pobiegłem za nim, nie ściągając dłoni ze spustu. Woda nadal pryskała w każde strony a ja dałem się głupio złapać. Słaby ze mnie policjant. Myślałem że będzie uciekał jak najdalej a on zaczekał na końcu i mnie schwytał. Objął mnie i oparł o tył domku. Przywarł do mnie i zaczął całować. Kompletnie zapomniałem że wciąż przyciskam spust tego plastikowego pistolecika i oblewam jego plecy. Mimowolnie więc wypuściłem go z rąk i woda przestała lecieć. Zaplotłem ręce na jego mokrych plecach i jeszcze mocniej do siebie przycisnąłem. Bicie serca podskoczyło, ręce którymi jeździłem po jego plecach lekko drżały a ciało drętwiało. Było mi coraz gorącej. Nasze pocałunki ujawniały szczerość, głębokość i odcień naszych uczuć. Pocałunki wyzwalały pożądanie, podniecenie i fascynację.  Całował mnie jak nikt nigdy dotąd. Całował mnie z uczuciem, miłością. Prawdziwym uczuciem. Nigdy dotąd tego nie doświadczyłem, mimo że tak myślałem. To on jest tą moją pierwszą prawdziwą miłością. Mam wrażenie że z poprzednimi ludźmi było to tylko coś w typie szczeniackiego uczucia. Z nim, to wszystko było takie piękne i prawdziwe, realne. W tej fali namiętności wsunąłem ręce w jego spodnie. Delikatnie masowałem jego jędrne pośladki a on jeszcze mocniej przywarł swym ciałem do mojego. Naprawdę nie chciałem przerywać, ale musiałem. Gdyby rodzice nie byli tak blisko,  to na pewno byśmy dokończyli to co zaczęliśmy. Z wielką niechęcią wysunąłem swoje dłonie, i się od niego odkleiłem. Obiecałem szeptem że potem to dokończymy i nie mogłem się powstrzymać od przejechania palcami po jego torsie. Zaśmiał się żebym zrobił coś ze swoim namiotem, którego w ogóle nie zauważyłem po czym to on zemścił się na mnie sięgając węża z ziemi. Gdy lodowata woda pokryła moje ciało krzyknąłem. Potem się nią rozkoszowałem. W taki gorąc była idealnym rozwiązaniem.

Nadszedł czas na grilla. Jako że z mamą przyrządziliśmy całe jedzenie, tata i Filip mieli okazję się odwdzięczyć i go sporządzić. Gdy jedliśmy mama nieźle mnie wkurzyła. Przywiozła ze sobą swoje albumy fotograficzne. Oczywiście, te albumy były piękne, mama zawsze robiła większość zdjęć swoim Polaroidem ale wzięła ten w którym byłem ja i moje dzieciństwo. Nienawidziłem jak je komuś pokazywała. Zawsze wszyscy się śmiali i patrzyli na mnie z niedowierzaniem że tak bardzo się zmieniłem. Mama przygarnęła do siebie mojego chłopaka i zaczęła mu pokazywać te najwcześniejsze zdjęcia. Tych chyba jeszcze mu nie pokazała, cholera. „A tu Tomuś jak zaczął raczkować” , „A tu jak przestraszył się małpki w zoo” ,  „A tu jak pierwszy raz usiadł na nocnik”, i tak dalej i tak dalej. Zapłonąłem rumieńcem i odwróciłem wzrok słysząc jak się śmieją. Było już późno ale nadal było jasno i ciepło. Lekko powiewał wiaterek który wręcz był przyjemny po tym ciepłym dniu. W powietrzu unosił się dym wydostający się z grilla a dookoła rosły ładne i wysokie drzewa. Co jak co, ale nasz region był przepiękny. W sąsiednich działkach było pusto, jedynie w tej pierwszej przy wjeździe było widać mieszkańców. Przedtem przyszli się przywitać. Po jakiejś chwili mamie skończyły się strony w albumie i uradowany skończonymi torturami myślałem że to już koniec. Ależ popełniłem błąd. Mama wsadziła ten pierwszy do siatki i wyjęła drugi. „Ten możecie sami sobie pooglądać” powiedziała mama po czym zrobiła mi miejsce koło Filipa, a sama usiadła na drugiej ławce koło taty przy ogrodowym stole. Mama wyjęła z tej swojej magicznej siatki swój aparat i coś tam się nim bawiła. Usiadłem przy Filipie z lekko naburmuszoną miną, a on tylko się szeroko uśmiechnął i przejechał kciukiem po moim policzku. Mój foch szybko przeszedł i oparłem głowę o jego ramię. Otworzył album. Ach no tak, to był ten w którym byliśmy tylko my. Zdjęcia z dzieciństwa.  Mama też lubiła zaskakiwać. Były to zdjęcia między innymi jak mieliśmy po jedenaście lat. Pomogły mi przy tym daty pod zdjęciami i krótkie komentarze. Zdjęcia ukazywały nas jak byliśmy w zoo, w kinie czy nawet w Zakopanym. Dalej były zdjęcia jak już byliśmy nastolatkami. Czasy gimnazjum i liceum. Niektóre zdjęcia były robione u mnie, na których byłem z Filipem i naszymi starymi przyjaciółmi. Jedno było zrobione w jakiejś kawiarence gdzie świętowaliśmy ukończenie gimnazjum. Potem już były zdjęcia z przyjaciółmi z liceum, zdjęcie jak razem zakuwaliśmy przed wielkim testem z historii i masa zdjęć z meczów w których graliśmy. Kompletnie zapomniałem o obecności rodziców i znów go pocałowałem. Po chwili zauważyłem błysk, a nawet dwa i już wiedziałem co knuje mama. Podała nam oba zdjęcia które przed chwilą wyszły z jej Polaroidu i kazała jedno jej oddać na pamiątkę a drugie mogliśmy sobie wziąć. Przedstawiało nas, całujących się w tle grilla i naszej działki. Zrobiłem tą jedną ze swoich naburmuszonych min a mama cmoknęła ustami w moją stronę.  To właśnie zdjęcia stoi w naszym domu w ramce na komodzie. Lubię sobie na nie popatrzeć.

Zaproponowałem Filipowi pójście nad jezioro, było kilka kroków w dół, i podlegała tylko naszej działce i kilku sąsiednich. Puściłem mu szybko oczko i zrozumiał. Mama coś tam miauczała że czy nie za późno ale tata ją w swój śmieszny sposób przyciszył i kazał nam się nie śpieszyć z powrotem. Zrozumiałem tą aluzję zbyt dobrze i czym prędzej popędziłem z Filipem w stronę domku by poszukać kąpielówek, ręczników i takich rzeczy. Filip mi pomógł, bo sam to pakował. Poszliśmy w dół, nad jezioro, trzymając się za ręce. Dobrze że Filip wziął te dłuższe kąpielówki, bo tych krótszych jakoś nie lubiłem. Gdy dotarliśmy nad miejsce, wziął ze sobą piłkę i wbiegliśmy do jeziora. Na początku woda była odrobinę zimna, jak zawsze, ale potem było już ok. Nasza gra była bardzo ciekawa, bo było to zmierzenie dwóch byłych graczy siatkówki. Graliśmy w tym samym klubie przez trzy lata. Potem daliśmy sobie spokój i wygłupialiśmy się. Ściemniło się troszkę ale wcale się tym nie przejąłem. Światło księżyca rozświetlało najważniejszą część jeziora a w oddali świeciły się jakieś lampy. Zabawa w wodzie może być naprawdę przyjemna. Próbowaliśmy chodzić po wodzie, aczkolwiek nigdy nam się to nie udawało. Towarzyszył temu śmiech kiedy któryś z nas się przewracał. Potem wróciliśmy na brzeg i położyliśmy się na trzy rozłożone ręczniki koło siebie. Zapytałem się czy chce truskawkę. Zapytanie go czy chcę truskawkę było jak zapytanie biedaka czy chce zostać milionerem. Leżał na plecach i czekał na swoje truskaweczki. Nie podniósł się więc sam go nakarmiłem. Dałem mu ugryźć połowę a drugą połowę sam zjadałem. Czasami się z nim droczyłem – przystawiałem mu truskawkę do ust a gdy on chciał ugryźć, specjalnie ją oddalałem.  Robił naburmuszoną  minę po czym uroczo się śmiał. Jego śmiech wypełniał nasze jezioro. Jezioro szczęścia.  Nie potrafił się chyba na mnie gniewać a ja na niego. Tylko jeden jedyny raz się pokłóciliśmy i to do tego o jakiś mecz – nawet nie pamiętam o jaki mecz chodziło. Po dziesięciu minutach oboje spotkaliśmy się na korytarzu i się pogodziliśmy. Zabawne bo właśnie szedłem do jego pokoju a on do mojego w tym właśnie celu.

Po chwili podniósł się i musnął swoimi wargami moje. Delikatnie położył swoją dłoń na moim brzuchu i delikatnie odepchnął mnie do tyłu. Położyłem się i pozwoliłem mu działać. Z moich warg delikatnie przejechał wzdłuż mej szyi. Uczucie namiętności i podniecenia które wystąpiło przy wojnie na wodę znów powróciło. Zniżył się do moich sutków i subtelnie je pieścił swoimi ustami aż w końcu doszedł do pępka. Wsunął swoje palce pod moje kąpielówki i chciał je zsunąć w dół. Przerwałem mu wstając.  Sam zsunąłem swoje kąpielówki które sięgały mi do kolan i całkiem nagi ruszyłem w stronę wody. Odwróciłem głowę i zachęciłem go słowami „no chodź, kuzynie”. Wtedy był to taki czas że już powoli zaczynaliśmy się z tego śmiać. Wszedłem w miarę głęboko bo od dołu w pas byłem zakryty wodą. Gdy już się odwróciłem widziałem nagiego Filipa jak wchodził do wody idąc w moim kierunku. Światło księżyca idealnie oświetliło jego perfekcyjne nagie ciało. Zrobiłem parę kroków w jego stronę i nasze ciała się spotkały. Przytuliłem go po czym pocałowałem. Przytulnie się do tego wybornego ciała też sprawiało mi wielką przyjemność. Większą niż samo patrzenie. Teraz już bez oporu jeździłem dłońmi po jego plecach i pośladkach. Stopniowo czułem jak nasi dolni przyjaciele też się ze sobą witają. Po jakiejś chwili ułożyłem sobie Filipa tak by leżał plecami na wodzie. By nie odpłynąć mi nigdzie, założył swoje stopy na moich biodrach. Przejechałem dłońmi po jego brzuszku i podbrzuszu po czym zacząłem pieścić jego penisa. Był jak dotąd w pół wzwodzie ale jak tylko go dotknąłem stał się taki jak lubiłem. Duży i twardy. Filip zaczął lekko pomrukiwać a ja delikatnie go obciągałem. Jedna z moich dłoni powędrowała pod wodę by mogła masować jego kształtne i jędrne pośladki. Drugą zaś lekko go obciągałem po czym zacząłem go pieścić swoimi wargami, potem językiem. Smaki znów się zmieszały. Posmak słodkiej i pysznej truskawki zmieszał się z jego ekstazyjnymi sokami. Poczułem jeszcze większe podniecenie. Swoimi ustami zacząłem mocniej go ssać i obciągać. Jego ciche pomruczenia przemieniły się w jęki przyjemności. Tęskniłem wtedy za tymi jego jękami, nie mogliśmy sobie na nie zbyt często pozwolić. Rzadko się zdarzało żebyśmy zostali sami w domu na dłużej niż godzinę a w środku nocy to nie bardzo wypadało dać orgazmowi dojść do słowa. Czułem jaką  wielką sprawiam  mu oralną przyjemność. Zadowalało mnie to uczucie. Gdy już się rozpędziłem, Filip wstał. Znów mnie objął i teraz mocniej do siebie przyciągnął. Przywarł swoją rozgrzaną dłonią do mojego karku i zaczął mnie łapczywie ale namiętnie całować. Muskał moje wargi swoimi. Długo je przytrzymywał by potem je wypuścić i znów to powtórzyć. Po chwili i nasze języki się stykały a potem wirowały. Na chwile się od niego oderwałem, spojrzałem na niego, w jego piwne oczy, wziąłem przykład z niego kładąc swoje ręce na jego karku i teraz to ja całowałem go. Nasze czoła się stykały a nasze usta… wirowały. Po chwili znów się od niego oderwałem po czym położyłem swoje dłonie na jego torsie. Lekko go popychałem do tyłu by potem wskoczyć na niego.  Miałem ochotę na chwile powtórki z Zakopanego. Oplotłem go nogami wokół pasa a rękoma przytrzymałem się jego barków gdy już trzymał mnie za uda. Tym razem chyba było mu lżej, może dzięki wodzie? Zrobił skupioną i skoncentrowaną minę gdy próbował bez szwanku z nim wejść.  – Kuzynostwo będzie wchodzić, zaśmiałem się widząc jego minę. – Jak będziesz mnie tak rozpraszał to mi się nie uda, powiedział też się śmiejąc po czym znów przybrał tą minę. Gdy już miałem się znów zaśmiać, poczułem go w sobie. Poczułem charakterystyczne pulsowanie jego członka. Poczułem tą twardość i ciepłość po czym Filip uruchomił swoje biodra. Biodra które poszły w ruch i sprawiły mi ogromną przyjemność. Zaczął zaspakajać moje pożądanie. Po chwili i ja pomogłem jego biodrom, posuwając się w dół i do góry. Już nie zważałem na to czy ktoś usłyszy czy nie – po prostu cieszyłem się przyjemnością, tak samo jak Filip. Za każdym razem było mi równie przyjemnie. Uwielbiałem z nim to robić. Tylko z nim chciałem. Jego biodra zaczęły poruszać się coraz szybciej. Pojawiła się zadyszka. Podciągnąłem się rękoma na jego barku i jeszcze mocniej się do niego dociskałem. To wszystko trwało wieczność. Po chwili Filip wydał z siebie dźwięk który przeważnie z siebie wydawał gdy już dochodził – to charakterystyczne sapanie. Odchylił głowę do tyłu i go pocałowałem po czym poczułem jak jego sperma się we mnie wylewa. Czułem dokładnie jak jego penis pulsuje a gorąca sperma rozpowszechnia się w każdym najskrytszym zakątku mojego ciała.

Całowaliśmy się jeszcze przez chwilę po czym ostrożnie z niego zszedłem. Złapałem go za rękę i razem pobiegliśmy w stronę brzegu pluskając wodą dookoła. Naszym celem były ręczniki. Dotarł tam sekundę przede mną. Od razu uklęknął po środku. Przyklęknąłem za nim i jeździłem dłońmi po jego plecach. Czasami nie mogłem się nimi nacieszyć. Po chwili się wypiął. Zjechałem palcami do jego pośladków. Zacząłem jeździć nimi aż w końcu jednym z nich wszedłem do jego dziurki. Filip cicho zajęczał a ja wsadzałem go coraz głębiej. Wyjąłem go po czym powędrowałem tam języczkiem. Moja końcówka języka pieściła jego dziurkę z każdej możliwej strony. Podniosłem się po czym, nie zważając czy ostrożnie z całym impetem wszedłem w niego. Towarzyszyło temu jego okrzyk a moje jękniecie. Położyłem dłonie na jego biodrach i zacząłem go posuwać. Mojemu koleżce było naprawdę dobrze i wcale nie zamierzał dziś szybko kończyć. Jądra lekko się odbijały. Po jakiejś chwili z bioder, swoje ręce przeniosłem na jego ramiona po czym przywarłem swoim tułowiem  do jego pleców. Muskałem wargami jego kark a czasem odwracał głowę by obdarzyć mnie pocałunkiem. Oderwałem się od niego i mocno przyśpieszyłem. Gdy już miałem poddać się przyjemności i wystrzelić, poprosił bym się zatrzymał i z niego wyszedł. Nie chciałem ale w końcu się zgodziłem. Kazał mi uklęknąć a sam się położył na brzuchu przede mną.  Złapał mojego penisa, obciągnął go parę razy po czym zaczął go pieścić języczkiem. Odchyliłem swoją głowę do tyłu i cicho stękając wpatrywałem się w drzewa i księżyc. „Nie patrz się tak” zwróciłem się do księżyca żartobliwie. Filip nie przestawał, a po chwili mój penis poczuł wilgoć jego ust. Nie dałem już rady i wystrzeliłem.

W fali przyjemności osunąłem się na ręczniki i przełożyłem się tak że leżałem na boku. Filip położył się za mną i całował mnie po szyi. Pośladki które przed chwila ściskałem, znów rozwarłem i poprosiłem o więcej. Założył sobie moją nogę na swoją po czym znów we mnie wszedł. Uwielbiałem te momenty jak żadne inne. Dreszcz znów dał o sobie znać. Podniecenie wróciło. Nie miałem ochoty już na żaden ostry seks, chciałem tylko by we mnie był. By nasze ciała się o siebie ocierały, byśmy byli połączeni. Filip chciał chyba tego samego, i poruszał się powoli, z wyśmienitą dokładnością. Muskał moją szyję a potem moje wargi. Po chwili znów wystrzelił, obdarowując mnie tym cudownym uczuciem. Jeszcze chwilę tam leżeliśmy, wbiegliśmy na chwilę do jeziora by się obmyć i trzymając się za ręce wróciliśmy do domku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *