Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 7)

Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 7)

Zakopane, przez jednych nazywane zimową stolicą Polski. Miasto czy też miasteczko które do zaoferowania ma pełno atrakcji zimowych i nie tylko. Dla mnie Zakopane zawsze będzie miejscem niezapomnianym. Magicznym. Zakopane stało się stolicą mojego związku. A miasteczko to zapewniło mi naprawdę pełno atrakcji… i nie tylko zimowych. Cieszyłem się na ten wyjazd. Nie zależało mi na hucznej imprezie i litrach alkoholu, chciałem tylko znaleźć się w miejscu gdzie to wszystko się zaczęło. Gdy w końcu po miesiącach czy nawet latach wzdychania do siebie, połączyliśmy się. Próbowałem sobie przypomnieć kiedy tak naprawdę mi się spodobał. Pamiętam tylko jak wmawiałem sobie że to nie ma sensu, bo niby jak by to było możliwe. I teraz już wiem że jest. Gdzieś tam cieszyłem się że wujek poznał jego mamę i wprowadził ich do rodziny. Gdyby nie on to pewno byśmy się w ogóle nie znali. Wyszło na to że Filip był obecny przy prawie wszystkich najważniejszych chwilach mojego życia. Był przy moim pierwszym dniu w gimnazjum czy też liceum. Był na mojej studniówce. Był kiedy złamałem rękę gdy miałem dwanaście lat. Był zawsze i wszędzie.  Kiedyś byliśmy przyjaciółmi z podwórka, z klasy a nawet nazywano nas kuzynami. A teraz jesteśmy razem, a nawet zaręczeni. I to wszystko dzięki temu miejscu.

Na sylwestra do naszego magicznego miasta nie wybieraliśmy się sami. Już od paru miesięcy planowaliśmy ten wyjazd z przyjaciółmi z roku – Dianą i Piotrkiem, którzy też są razem, od trzech lat. Dziadkowie sami zaproponowali domek, w tym roku mieli spędzić sylwestra w Gdańsku. Borys został u mamy jako że wyrządzała sylwestra w domu, i zgadnijcie kogo zaprosiła. Mamę Filipa i wujka. No i jakichś tam jeszcze znajomych. I tak o to mogliśmy wyjechać bez żadnych problemów. Wszystko było idealnie zaplanowane. Wyruszyliśmy wieczorem o dwudziestej, trzydziestego grudnia. Cieszyłem się na jazdę w nocy, spokój na ulicach i w samochodzie. Oczywiście musiałem kierować. Filip zaproponował że poprowadzi ale… jak dla mnie miał za ciężką nogę. W sumie mogliśmy pojechać pociągiem, no ale, samochodem zawsze raźniej, a że mało palił to czemu nie. Tak jak planowałem, było spokojnie na drogach ale w samochodzie.. nie koniecznie. Przez połowę nocy Filip razem z Dianą udowodnili że śpiew to ich wielka pasja. No dobra, nie było aż tak źle, niektóre kawałki zaśpiewałem  z nimi. Za każdym razem gdy leciało coś romantycznego, kierował swój wzrok na mnie. Jego ochrypły i anielski głos śpiewał do mnie. A jego głos trafiał do każdego zakątku mojego ciała. Gdzieś po trzeciej w nocy, pasażerowie z tyłu odpłynęli. Muzyka cicho wydobywała się z głośników a od czasu do czasu miła pani z nawigacji dawała znać że dobrze jadę. Filip jeszcze nie spał. Rozmawialiśmy o wszystkim i niczym.

– Zmienić cię?, zapytał czule po chwili.                                                                                             – Nie ma potrzeby, dam radę, powiedziałem.                                                                                   – Na pewno?                                                                                                                                 – Na pewno, odpowiedziałem równie czule.                                                                                       – To nawet lepiej, odpowiedział uśmiechając się.  – Będę mógł sobie spokojnie popatrzeć na twoją piękną i skupioną twarz.                                                                                                               – Pomyślał by kto że na taką piękną, odpowiedziałem drażniąc się z nim.                                         – Najpiękniejszą, wyszeptał po czym delikatnie się zbliżył by pocałować mnie w policzek.

Reszta drogi minęła w miarę spokojnie, zrobiliśmy jeszcze trzy przystanki: na siku, na stację i gdy już byliśmy na miejscu to Filip zrobił jakieś zakupy. A byliśmy na miejscu około siódmej rano. Gdy już wysiadłem z samochodu by otworzyć swoją ulubioną bramę od podwórka czułem że zaraz odlecę.  Przypomniało mi się jak bardzo wdzięczny byłem tej bramie, gdy uratowała nas od przyłapania przez dziadka w lutym. Wgramoliłem się z powrotem do samochodu i zaparkowałem przed domem. Filip zamknął już bramę narzekając że sam mógł mi ją otworzyć. Ale chyba czułem potrzebę przywitania się z nią. I znów ten domek. Był lekko pokryty śniegiem. Zawsze miał w sobie to coś co do niego przyciągało. Zaprosiłem ich do środka i po prostu popełzłem na górę spać, oddając role gospodarza Filipowi. Gdy już zasypiałem, Filip przyszedł i wpełzł mi pod kołdrę, wtulając się we mnie. Powiedział że Piotrek i Diana poszli dalej spać po czym razem zasnęliśmy.  Obudziły mnie jakieś ciche głosy . „Na obie ręce” usłyszałem głos Diany. Nagle poczułem coś lepkiego na prawej a potem lewej dłoni. Towarzyszył temu ten charakterystyczny odgłos wyciskanej bitej śmietany. Już wiedziałem co knują i tym razem za żadne skarby nie mogło im się to udać. Za dużo razy dałem się tak nabrać Agnieszce. Gdy poczułem szmeranie piórka po swojej twarzy, otworzyłem oczy i przyłożyłem wysmarowaną rękę bitą śmietaną do twarzy Filipa który łaskotał mnie po twarzy.  Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Piotrek aż się rechotał z nieudanej próby Diany i Filipa.

– Która godzina?, zapytałem gdy już przestałem się śmiać.                                                               – Za moment wybije piętnasta, odpowiedział żartobliwie Filip.                                                             – Czemu mnie wcześniej nie obudziłeś?, zapytałem zrywając się z łóżka.                                             – Tak słodko spałeś, a po za tym ciekawe rzeczy mówiłeś podczas snu.                                               – Oj bardzo ciekawe, przytaknął Piotrek.

Zrobiłem się czerwony i wstałem twierdząc że pewno tylko tak gadają. Miałem jeszcze tyle do zrobienia a oni tak późno mnie obudzili. Ale spokojnie udałem się do łazienki i pierwsze co zrobiłem to zmyłem bitą śmietanę z rąk. Zdjąłem koszulkę i grzebałem w kosmetyczce za pianką do golenia i szczoteczką do zębów. Po chwili dołączył do mnie Filip. Przywarł swoim ciałem do mojego i pocałował mnie w ramie. Na szczęście pozbył się już piany z twarzy. Staliśmy tak i oboje wpatrywaliśmy się w swoje odbicie w lustrze. Idealnie do siebie pasowaliśmy, muszę to przyznać.

– To co znów wygadywałem?, zapytałem gdy stanął koło mnie by się ogolić.                                         – Nic takiego, odpowiedział.  Przestraszyłem się że mogłem powiedzieć jakieś głupstwo. Ostatnio często mi się zdarzało mówienie przez sen.                                                                                               – No powiedz, poprosiłem najładniej jak potrafiłem.                                                                         – Mówiłeś jak to bardzo mnie kochasz, powiedział rozczulony.                                                           – Gdzie się tu pchasz smarkaczu, nie masz co jeszcze golić, zażartowałem.                                         – No chyba ty, powiedział po czym znów przywarł wargami do moich ramion.

Szybko się ogarnąłem i poszedłem coś szybko zjeść i wypić kawę. Czas zleciał i przyszedł czas na nasze wyjście. Mieliśmy zarezerwowane miejsca w jednym z klubów który organizował sylwestra. Świetnie się bawiliśmy. W sumie, większość wieczoru po prostu przetańczyłem z Filipem. Gdy nasze wargi po raz pierwszy złączyły się po wyjściu z domu, znów poczułem ten posmak poziomek. W sumie po wyjeździe z Zakopanego już nie odczuwałem tych poziomek. Pytałem go kilka razy o to ale mówił że nie wie o co mi chodzi więc uznałem że musiało mi się coś wydawać. Ale teraz znów to czułem. Pociągnąłem go za rękę i wyszliśmy przed klub.  Oparłem go o ścianę i znów pocałowałem. Był z lekka zaskoczony. Dalej wyczuwałem poziomki.

– Nie rób ze mnie głupka, powiedziałem. – Zdradź w końcu skąd ta poziomka, poprosiłem słodko.         – Naprawdę nie wiem o czym mówisz, powiedział uśmiechając się szeroko.

Widać było po nim że wie o co mi chodzi i nie chce powiedzieć. Ale zamierzałem się dowiedzieć, jeszcze tamtego dnia. I już nawet wiedziałem jak. Męczyłem go jeszcze przez chwilę ale gdy nie uzyskałem odpowiedzi po prostu przywarłem do niego delektując się smakiem poziomek które uwielbiałem.  Wróciliśmy potem do klubu. Czasami łączyliśmy się z Dianą i Piotrkiem i wychodziło nam coś podobnego do tańca grupowego. Nie zbyt nam to wychodziło ale kto by się tam tym przejmował. Jakoś alkohol mi nie wchodził, wypiłem może z dwa czy trzy drinki. Filip tak samo. Wychodziło na to że oboje mieliśmy jakieś plany wobec siebie gdy wrócimy do domu. Moim było wyciągniecie z niego sekretu o poziomkach. Za to naszym przyjaciołom alkohol wchodził… i to w zbyt dużych ilościach. Nieźle się spili. Po drugiej w nocy dzwoniliśmy po taksówkę. Przyjechała dopiero po dwudziestu minutach ale jakoś w końcu doczłapaliśmy się do domu. Filip im rozścielił w saloniku a ja w międzyczasie musiałem podtrzymywać ich oboje. Ależ pletli głupoty. Dostałem propozycję „czterokątu” czy jakkolwiek to nazwać. Specjalnie nagrywałem to telefonem by na następny dzień im to pokazać. Nie mogłem się doczekać ich min. Gdy już położyliśmy ich spać, siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy. Chociaż, przez większość czasu, nasze usta delikatnie się łączyły. Zaproponował byśmy poszli na górę. Właśnie na to czekałem. Zdziwiłem się gdy zauważyłem że jest czwarta nad ranem. Nie miałem pojęcia że tak długo siedzieliśmy w kuchni.

Trzymał mnie za rękę gdy wchodziliśmy po schodach. Cieszyłem się że znów się połączymy. A do tego w tym miejscu. W miejscu gdzie to wszystko rozkwitło. Poszedłem jeszcze szybko do toalety. Gdy wszedłem do pokoju, wszystkie wspomnienia wróciły.  Sprawdziło się to co już wcześniej napisałem. Że ten pokój nie będzie już mi się kojarzył ze spędzonymi nocami z rodzicami czy to jak kiedyś tu graliśmy w karty z Filipem. Teraz widziałem już tylko nasz pocałunek, nasz pierwszy raz. Światło było lekko przygaszone. Zdziwiłem się, bo łóżko było obsypane płatkami róż. Wszystko to ładnie komponowało się z białą pościelą. Musiał przygotować to przed naszym wyjściem. Co jak co ale lubił zaskakiwać. Siedział w czerwonych bokserkach na końcu łóżka. Gdy mnie zobaczył, szeroko się uśmiechnął. Był zadowolony z siebie, wiedział że trafił w dziesiątkę z wystrojem naszego magicznego zakątku. Kolejnym plusem była wieża którą przeniósł z saloniku i postawił przy ścianie. Z głośników wydobywała się spokojna i kojąca muzyka. Ale jak dla mnie, to co miało się za chwilę stać wcale nie miało być kojące i spokojne.

Siedział i wpatrywał się we mnie tym swoim ponętnym wzrokiem. Czekał aż tylko podejdę. Podszedłem więc. Stanąłem między jego rozkraczonymi nogami. Spojrzał do góry po czym musnął ustami mój pępek.  Po chwili położyłem dłoń na jego szyi i odepchnąłem do tyłu na łóżko. Niektóre płatki róży uniosły się. Szybko przywarłem do jego ciała, przytrzymując jego ręce by nie mógł mi się wyrwać. Musnąłem jego wargi swoimi po czym wyswobodził się. Racja, był trochę silniejszy ode mnie. Podniósł się i tak o to wylądowałem na jego kolanach. Podniosłem się lekko i pozwoliłem mu pieścić swój tors.  Przytrzymał mnie, po czym uklęknął na łóżku. Założyłem swe nogi na jego plecy po czym podparłem się rękami o jego kark. Nasze wargi się złączyły. Przesunął się znów na koniec łóżka. Opadłem ponownie na jego kolana. Już czułem jego nabrzmiałego rozpruwacza. Założyłem rękę na jego głowę i lekko odchyliłem się do tyłu. Końcówką języka jeździł po moim brzuchu a potem zjechał w okolice podbrzusza. Mój rozpruwacz też o sobie przypomniał. Wyprostowałem się po czym znów go popchnąłem na łóżko. Tym razem leżał spokojnie. Pośpiesznie wstałem i zdjąłem swoje okrycie ciała. Potem wróciłem na łóżko i zsunąłem jego czerwone napięte bokserki. Jego rozpruwacz czekał tylko na to. Złapałem za niego. Zawsze był taki rozgrzany i twardy. Tym razem też nie zawiódł. Obciągnąłem go delikatnie parę razy. Lubiłem gdy jego jąderka lekko się przy tym poruszały w górę i dół. Filip już pomrukiwał. Oblizałem jego główkę, końcówką języka. Cały się wzdrygnął z rozkoszy. Oblizałem swoje usta po czym delikatnie przejechałem nimi wzdłuż całego żołędzia. W zamian uzyskałem niesamowite smaki. Smaki które doprowadzały mnie do uniesienia. Były jak ekstaza. Zdjąłem z niego dłonie i pozwoliłem mu wypełnić swoją buzię. Delikatnie obciągałem go ustami.

Po jakiejś chwili Filip poprosił bym się położył. Nie chętnie przerwałem ale wykonałem jego prośbę.  Gdy już się położyłem zobaczyłem co ta cała ekstaza dokonała z moim przyjacielem. Filip lekko o niego zahaczył po czym rozkraczył się nad moim torsem. Podniosłem głowę za którą mnie przytrzymał. Rozdziawiłem usta, niczym jak u dentysty, czekając na znieczulenie.  Ta forma znieczulenie bardzo mi się podobała. Wszedł nim do połowy po czym delikatnie się nim poruszał w mojej buzi. Sprawdzał gdzie dokładnie wykonać znieczulenie. Zacisnąłem wargi wzdłuż jego penisa po czym jeszcze bardziej się podnieciłem. Złapał mnie mocniej za głowę po czym zaczął coraz to szybciej wchodzić nim i wychodzić w mojej buzi. Czuł się całkowicie rozgoszczony, wchodząc coraz głębiej w mój „korytarz”. Filip pojękiwał a ja wydawałem z siebie gardłowe okrzyki. Miałem nadzieję że nasi przyjaciele mieli głęboki sen po takiej popijawie. Czasami wypuszczałem go z ust na moment czy dwa by zaczerpnąć powietrza. Był cały mokry i aż błyszczał. Gdy ponownie zagościł w moim bloku, czułem że za moment będzie koniec. Zaczął z rozpędem i z rozpędem skończył. Moje usta wypełniły się tym cudownym płynem. Filip ciężko dyszał i widocznie był bardzo zadowolony  z siebie.  Zaczął się wycofywać, mimowolnie muskając moją szyję. Złapał mojego zapomnianego rozpruwacza i mocno go obciągnął. Kombinował z wsadzeniem go w pośladki. Gdy już mu się udało, z jego ust wyrwał się krótki okrzyk. Chyba miał coś podobnego do mojego dreszczu który zawsze mi towarzyszył gdy wchodził we mnie. Jak to on, zaczął bardzo szybko. Wcale mi to nie przeszkadzało. Uciskał mój tors. Razem pojękiwaliśmy. Nie umiałem przestać. Nie chciałem. Założyłem ręce na jego biodra by jego ciało bardziej dociskało się do mojego. Jeździłem wzdłuż jego pośladek i pleców, co przyniosło mu zniewalające dreszcze.

Po chwili kazałem mu zejść z siebie i uklęknąć w rozkroku na łóżku. Wsunąłem się głową między jego rozkrok i mocno ściskając jego pośladki, rozwarłem je odrobinę. Odnalazłem jego dziurkę po czym przysiadł odrobinę do mojej twarzy. Przewracałem językiem do przodu i tyłu, dokładnie pieszcząc  jego dziurkę. Jeździłem językiem jak pędzlem po ścianie. Odgłosy jakie mój narzeczony wtedy wydawał… były naprawdę głośne. Ale wcale nie chciałem go uciszać, ogromnie mnie to podnieciło i zmotywowało do działania. Pośliniłem swojego środkowego palca i wepchnąłem go do jego wnętrza. Znów ten okrzyk. Widać że wtedy w ogóle nie krył się ze swoją rozkoszą. Po chwili znudziło mi się wsadzanie tam palców i języka. Chciałem na nowo znaleźć się tam ze swoim sprzętem. Ułożyłem go tak że leżał na plecach. Jego lekko spocona i zaczerwieniona twarz patrzała na mnie z zaciekawieniem. Podniosłem lekko jego nogi do góry, by znaleźć sobie dobre miejsce na wejście. Pomógł mi przy tym przytrzymując samemu swoje nogi. Zacząłem powoli. Przykładałem się do każdego wsunięcia i wysunięcia. Kilka razy usłyszałem „szybciej” więc postanowiłem przystać na tę prośbę. Opuścił swoje nogi, kładąc swoje uda na moich. Zaparłem ręce za swoimi plecami i zacząłem go posuwać najszybciej jak potrafiłem. Mój rozpruwacz pokazał na co go stać. Czułem że wchodziłem coraz to głębiej. Gdy już łapała nas okropna zadyszka przystawałem z nim w środku. Tak bardzo to lubiłem. Było to idealne schronienie. Chciałem dokończyć interes który zacząłem, i pod koniec rozprułem każdą cześć jego wnętrza. Wystrzeliłem z impetem. A najlepsze było to że to nie był jeszcze koniec.

Powoli wyszedłem. Filip się podniósł i połączył nas pocałunek. Długi i namiętny. Kochaliśmy się. Dzięki niemu zrozumiałem co to jest prawdziwa miłość. Nasza długa przyjaźń nagle zapłonęła uczuciem,  namiętnością. Namiętność ta zapuściła korzenie i rosła każdego dnia. Wciąż rośnie. Rozumieliśmy się bez słów i zaakceptowaliśmy swoje wady. Nic nigdy nie musieliśmy zmieniać w sobie. Jego miłość dała mi siłę by zapomnieć o samym sobie by być tylko dla niego.  By być jego oparciem i przyjacielem. Doradcą i prywatnym psychologiem. Bez żadnego pośpiechu planowaliśmy naszą przyszłość i spełnialiśmy nasze marzenia. Darzyliśmy się kompletnym zaufaniem. Wiem że nie muszę się martwić czy z kimś mnie zdradzi. Nie czuję takiego zagrożenia jak i on wobec mnie. Oczywiście, czasem wkrada się zazdrość ale czym by była miłość bez tego? Nie byłem nigdy panicznie zazdrosny. Mamy do siebie zaufanie. Za bardzo się kochamy by narazić je na szwank. Sprawił że stałem się lepszym człowiekiem. Odczułem z nim całą gamę emocji : szczęścia, radości, smutku, złości i żalu w każdej możliwej formie. I bardzo się z tego cieszę. Udowodniło to że jesteśmy stworzeni dla siebie. Nigdy nikogo tak nie kochałem. I nie pokocham. Bo już tylko z nim chcę zostać. Jest tym jedynym. Chociaż brzmi to naiwnie to co do tego jestem pewny na milion procent.  Darzyliśmy się uczuciem którego nie mogliśmy w pełni wyrazić w słowach. Życzę każdemu by przeżył miłość taką jak ja. Ona istnieje, tylko trzeba w nią wierzyć. Może jest bliżej niż wam się wydaje? Tak właśnie było w moim przypadku.

Teraz to on położył mnie na plecach. Podniosłem swoje nogi a on siedząc na nogach i opierając swoje ręce o łóżko odwdzięczył mi się wchodząc we mnie. Zacisnąłem powieki i wydobywałem z siebie wszystkie możliwe dźwięki a on wcale nie zwalniał. Jego biodra i pośladki poruszały się z wielką gracją, mimo tak szybkiego tempa. Zdumiewało mnie to. Był przepiękny. Nagle przerwał. Nie zbytnio byłem z tego pocieszony. Pokierował mnie na krzesło i z tego właśnie powodu, moje niezadowolenie odeszło równie szybko jak się pojawiło. Pod krzesło podsunął taboret w tym samym kolorze którego wcześniej tu nie było. Widocznie dziadkowie dokupili to do kompletu albo znaleźli go gdzieś na strychu zawalonym gratami. Oparłem kolano o siedzenie krzesła a Filip zrobił to samo tylko że na taborecie. Wsunął swojego penisa między moje pośladki i znów obdarował mnie rozkoszą. Zaplótł ręce na moim brzuchu i delikatnie przywarł swym ciałem do mojego. Tym razem robił to delikatnie, cały czas całując moje rozgrzane plecy.  Zaczął szeptać jak bardzo mnie kocha. Uwielbiałem słowo kocham w jego wykonaniu. Było to coś pięknego – słyszeć te słowa od niego codziennie. Nigdy mi się to nie znudzi. Po jakichś dziesięciu minutach skończył po czym zaniósł mnie do łóżka. Okrył nas kołdrą i znów się całowaliśmy.

Na nic więcej już chyba nie mieliśmy sił. Zmęczenie i niewyspanie dało o sobie znać. Jednak mimo tego zaproponował by się ubrać i wyjść przed dom. Zachęcił mnie tym że zdradzi mi swoją największą tajemnice. Wyciągnąłem dwa heinekeny z lodówki i udałem się w stronę przedpokoju. Filip musiał jeszcze iść do łazienki. Po chwili dołączył do mnie i wyszliśmy przed dom. Lekko się przejaśniało, niebo było bardziej szarawe. Usiedliśmy na ławeczce przed domem. Czekałem aż w końcu to z siebie wydusi. Podejrzewałem wtedy że była to jakaś pomadka na zimę czy coś w tym stylu. Po łyku piwa, Filip wsadził rękę w kieszeń spodni i wyjął.. tubkę pasty do zębów. Że też się tego nie domyśliłem. Była to tubka 75ml, pisało na niej coś po francusku a obok tekstu był obrazek poziomek.  Spojrzał na mnie niepewnie po czym się szeroko uśmiechnął i pocałował.

– Twoja mama kiedyś coś mówiła że uwielbiasz poziomki i… przed wyjazdem sobie ją zamówiłem, powiedział.                                                                                                                                 – Phi, i to musiałeś przede mną przez tyle czasu ukrywać, wymamrotałem.                                          – Oj, przynajmniej potrzymałem cię w niepewności.

Zrobiłem w myślach rekonstrukcję zdarzeń. Rekonstrukcję naszego pierwszego razu. Wszystko miał idealnie zaplanowane.

– Hmm, zamyśliłem się głośno.  – Kupiłeś pastę o moim ulubionym smaku, zbliżyłeś się do mnie jak nigdy wcześniej a tamtego wieczoru nie wiem kiedy i jak zakluczyłeś drzwi i mnie pocałowałeś a potem udało ci się mnie wykorzystać. Plan idealny, powiedziałem żartobliwie.                                               – Oj przepraszam, ale to ty mnie pocałowałeś, nie ja ciebie.                                                             – Ale to ty się do mnie przybliżyłeś, odrzekłem.                                                                               – No i gdybyś mnie wtedy nie przybliżył to pewno nadal byśmy do siebie wzdychali, powiedział uroczo.  – A zresztą nie planowałem wtedy tego byśmy się przespali.                                                             – To po co zakluczyłeś drzwi?, zapytałem ciekawy.                                                                           – Żebym ewentualnie mógł cię zatrzymać i wszystko wytłumaczyć gdybyś chciał nie wiem… uciec ode mnie bo byś się przestraszył, powiedział przejęty.                                                                             – Oj chodź tu, powiedziałem po czym go pocałowałem.

Oparł głowę o moje ramie i wspólnie patrzyliśmy na niebo. W sumie to nie wiem po co. Z nim miałem swoje własne niebo na ziemi. Było parę stopni na minusie ale wcale mi to nie przeszkadzało. Mój kaloryfer siedział obok mnie. Nie był ani na prąd ani na gaz.. był na miłość. Dobra forma oszczędzania, naprawdę. Nie chciałem wracać do domu, znów. Mógłbym zostać w tym domku na zawsze, przy boku mojego ukochanego. Nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie bez niego. Byliśmy chyba nierozłączalni.

– Kiedy powiemy rodzicom że się zaręczyliśmy? Mam nadzieję że znów nie wybuchnie jakaś afera. Twoja mama dopiero co zaakceptowała że jesteśmy razem a dopiero co… i mi przerwał.                                 – Nie gniewaj się ale hmm… oni już w sumie wiedzą, powiedział niepewnie.                                        – Jak to?, zapytałem zdziwiony.                                                                                                    – No bo widzisz, zaczął. – Wtedy jak rozmawiałem z mamą to mówiłem że mam to w planach, i sama mi podsunęła bym zrobił to w święta. Potem pomyślałem że będzie bardziej tradycyjnie gdybym zapytał twoich rodziców o zgodę czy coś w tym rodzaju chociaż wcale jej nie potrzebowałem. Potem twoja mama nie umiała siedzieć cicho i musiała wygadać się Agnieszce, więc szwagierka się zajarała i zaczęła zasypywać mnie pomysłami. Za to nigdy byś nie zgadł, moja mama była taka dumna że aż musiała się tym podzielić z moim ojcem, który potem po cichu mi gratulował jak u niego byliśmy. No chyba rozumiesz, prawda?

Zakręciła mi się łezka w oku która przemieniła się w mały strumyk. Byłem łatwy do złamania. A on robił to najlepiej. Zamiast mu coś odpowiedzieć, po prostu znów go pocałowałem po czym wytarł moje wilgotne policzki. Teraz śmiałem się i płakałem jednocześnie. Siedzieliśmy tam tak jeszcze długo. Przywitał nas wschód słońca a my planowaliśmy nasz ślub.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *