Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 5 + 6)

Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 5 + 6)

Dużo ostatnio się działo, zabawne że przez tak krótki czas tyle rzeczy może się wydarzyć.  Najlepiej zacznę od początku. Wigilia, tego najbardziej się obawiałem. Wszystkiego można było się po niej spodziewać. Mógł być wielki sukces, wielkie pojednanie i happy end a mogła być też kompletna klapa, mama Filipa mogła nie przyjść albo po prostu wybuchła by jeszcze większa afera. Wigilia jednak była tym czym powinna być. Cała rodzina zasiadająca przy stole by zjeść razem kolację, porozmawiać, powspominać no po prostu pobyć ze sobą. Mama Filipa i mój wujek, ku mojemu zaskoczeniu jednak zjawili się na wigilii. Zabawny był początek gdy każdy próbował trzymać dystans. Chyba nasi rodzice i my czuliśmy ten sam – nie wiem – dyskomfort? A może lepiej nazwać to niepewnością? Jednak koniec końców kolacja przebiegła normalnie. Jakoś automatycznie i moi i jego rodzice zaczęli normalnie ze sobą rozmawiać. Ludzkim głosem. Ostatnim razem, gdy Filip się do nas wprowadzał, raczej nie rozmawiali ze sobą ludzkimi głosami. Chociaż dziadkowie i moja siostra pewnie też mieszali palce w tym że w ogóle rodzice Filipa przyjęli zaproszenie. Przy stole wyczuwałem zadowolenie babci i Agnieszki. Te uśmieszki wyraźnie pokazywały że maczały w tym palce. Ale muszę przyznać, że dzielenie się opłatkiem wyglądało zabawnie, przynajmniej teraz jak o tym myślę. Wtedy było to odrobinę.. krępujące. Ale było tak gdyby nigdy nic się nie stało. Aczkolwiek finał miał miejsce dopiero po kolacji.
Razem z Agnieszką, Filipem i Borysem (wzięliśmy Borysa ze sobą żeby nie siedział sam, zresztą mama lubiła go rozpieszczać) wyszliśmy na spacer po kolacji. Trochę by dać się ”starszym” dogadać a trochę dlatego że wyczuwałem że Filip niezbyt dobrze się czuł. Oczywiście próbował to zamaskować ale mnie by nie oszukał. Wcale mu się nie dziwie. Ale właśnie tego chcieliśmy, prawda? A więc ja i szwagierka ( bo tak nazywał Agnieszkę ) przekonaliśmy go żeby spiął dupę i w końcu zakończył ten konflikt z matką. Takie rozwiązanie przyniosło by ulgę każdemu z nas, a jemu największą. Wróciliśmy do domu gdzieś po pół godziny a tam panowała luźna atmosfera. Dosłownie. Dom był wypełniony śmiechem. Moja pierwsza myśl? Myślałem że się naćpali czy coś. Poważnie. Może dziadkowie podzielili się swoją działką nabytą w Holandii w 1960-tym. Gdy Filip rozbierał kurtkę, jego mama podeszła do niego i zapytała czy może z nim porozmawiać. Spojrzał na mnie niepewnie przez ułamek sekundy, pokiwałem zachęcająca głową i w następnym ułamku sekundy znikł z moich oczu wchodząc z mamą do mojego starego pokoju. Pierwsza myśl? O mój boże. Cieszyłem się bo mogło to doprowadzić do jakiejś zgody ale z drugiej strony bałem się że może być jeszcze gorzej. Filip czasami był porywczy. W sytuacjach kiedy cierpiał, wolał się chować, odłożyć to na inny moment. Miałem nadzieję że tym razem to załatwi. Tego było mu trzeba.

Zaniepokojony dołączyłem do Agi, która siedziała na jednym z czterech krzeseł barowych w kuchni przy blacie pijąc sok pomarańczowy. Mimo że gdy jeszcze z nami mieszkała, kłóciliśmy się na okrągło (chyba jak każde rodzeństwo) to była i zawsze będzie osobą której mogę się zwierzyć. No po Filipie. Agnieszka jako pierwsza wiedziała że jesteśmy razem. Od razu to ze mnie wyciągnęła. Znała mnie jak własną kieszeń. Gdy tylko po powrocie z Zakopanego rozmawialiśmy przez ”skajpaja” , od razu wyczuła że coś się zmieniło. Co prawda wprost nie powiedziałem, tylko ogólnikowo że z kimś jestem ale to skomplikowane ale sama poskładała wszystko w kupę. Słaby ze mnie kłamca a z niej za dobry detektyw. Była odrobinkę zszokowana ale jak sama powiedziała, cieszyła się że taki facet jak Filip nie poszedł na zmarnowanie. Zabawnie to wtedy brzmiało. Nalałem sobie też i dołączyłem do niej.  – I co?, zapytała. Od razu się domyśliłem o co pyta. – Rozmawiają, przed chwilą zaszyli się w moim pokoju, odpowiedziałem biorąc łyk mojego ulubionego soku. Położyła rękę na moim ramieniu. – Nie denerwuj się, na razie nie masz powodu. Będzie dobrze, zobaczysz.  – Łatwo powiedzieć. Nie wiem czego się spodziewać. – Nikt nie wie, braciszku. Po czym nagle posmutniała.  – A z tobą wszystko ok? W ogóle jestem strasznym egoistą. Nawijam o sobie a.. i wtedy mi przerwała. – Daj spokój, u mnie po staremu, przecież wiesz. Chwilowy kryzys, minie jak poprzednie. Chyba muszę wziąć przykład z ciebie i wyjechać do Zakopanego z jakimś kuzynem… albo kuzynką. Parsknęliśmy śmiechem.  – Pożyczę sobie Filipa, dodała po chwili.   – Uważaj sobie, pogroziłem jej palcem nadal się śmiejąc. Potem spędziłem trochę czasu z rodzicami. Mijała godzina, dwie a ich ani widu ani słychu. Miałem nadzieję że się nie pozabijali. Akurat kiedy zacząłem mieć scenariusze typu : ściany ubrudzone we krwi (ostatnio oglądałem za dużo horrorów…), usłyszałem to charakterystyczne pociągniecie klamki od drzwi mojego pokoju. To był Filip. Zawołał mnie. Niepewnie wstałem i powędrowałem w jego kierunku. Wiedziałem co mnie czeka, rozmowa w sześcioro oczy, pewno jakieś kazania. Czułem się niezręcznie w takich sytuacjach ale dla niego wszystko. Jego oczy były lekko załzawione. Pod powiekami chowało się kilka kropelek. Wytarłem je kciukiem i wszedłem do pokoju ”wielkiego brata” na fotel zwierzeń.

Było dokładnie inaczej niż się spodziewałem. Chciała przeprosić. ”Zachowałam się całkowicie bezmyślnie i nigdy sobie tego nie wybaczę. Źle się stało że tak to wszystko się potoczyło. Powinniśmy wszyscy na spokojnie wtedy porozmawiać a nie… Żałuję tego wszystkiego. Żałuje że przejrzałam na oczy dopiero wtedy gdy Filip się wyprowadził. Udowodniliście że jesteście odpowiedzialni, dorośli i że się naprawdę kochacie. I niech tak pozostanie. ”. Była to o wiele dłuższa rozmowa ale tylko tyle zapamiętałem. Zrobiło się późno. Filip spędził jeszcze czas z mamą i wujkiem a ja skupiłem się na swoich rodzicach. Mimo że nie chcieli tego przyznać, chyba tęsknili za mną. Albo po prostu mam zbyt duże ego.  Ale moja wyprowadzka chyba dobrze im zrobiła. Więcej czasu spędzali razem, często gdzieś jeździli na weekendy. Zresztą czasami jeździliśmy z nimi. Nasze usamodzielnienie wyszło chyba wszystkim na dobre. Potem zrobiło się naprawdę późno. Czas uciekał niesamowicie szybko. Dziadkowie i rodzice Filipa się razem zwinęli,  a mama nalegała byśmy zostali na noc. W końcu teraz było tak niebezpiecznie po nocach, i przy okazji dowiedziałem się o 3 zaginięciach w naszej dzielnicy. Cała mama.

Tym razem nie robili żadnego problemu byśmy spali razem. Spokojnie starczyło miejsca dla nas dwóch na moim starym łóżku. Zresztą nie pierwszy raz razem na nim spaliśmy. Ale o tym już nie muszą wiedzieć. Wspomnienia wróciły. Leżeliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy. W tych jego pięknych oczach mogłem dostrzec ulgę a może nawet radość. Długa rozmowa im pomogła. Jak sam powiedział ” jeszcze potrzeba trochę czasu ale będzie ok”. Cieszyłem się jego szczęściem. Podarował mi ten jeden z najsłodszych uśmiechów i musnął moje wargi swoimi. Zabawne, wciąż działał na mnie tak rozbrajająco. Mimo że już od roku (no prawie) byliśmy razem to czułem się jak pierwszego dnia. Cały czas mnie rozkochiwał w sobie, mimo że miałem wrażenie że bardziej już mu się nie uda. Łączyło nas coś specjalnego, coś wyjątkowego. Tyle wiedziałem na pewno.  – Dziękuje,  powiedział gdy oderwał swoje wargi od moich.  – Za co?, zapytałem.  – Za to że jesteś. Za to że cały czas jesteś przy mnie.  Za to… Nie dokończył bo przerwałem mu pocałunkiem. – Nie musisz dziękować misiu, powiedziałem po pocałunku. Mój misiu. Taką ostatnio miał u mnie ksywkę. A za to mnie nazywał swoim słoneczkiem. Od roku jestem szczęśliwy jak dotąd nigdy nie byłem. Wszystko za sprawą jego. Po chwili Borys z ziemi wskoczył nam do łóżka i rozwalił się pomiędzy nami.  – Moje dwa słoneczka, powiedział całując mnie i psa w czoło. Złapał mnie za rękę i zasnęliśmy.
Pobudka za to była tragiczna. Agnieszka próbowała być śmieszna. No dobra, przyznaję, udało jej się tym razem. Obudziła nas trąbką gazową. Wtuleni w siebie nagle obudziliśmy się z krzykiem i ekstra dawką adrenaliny. Borys zaczął szczekać a Agnieszka miała ubaw w najlepsze. Okazało się że nieźle sobie pospaliśmy. Inni już czekali ze śniadaniem. Nie było dziadków ale byli rodzice Filipa. Tym razem było wszystko normalnie, niczym po staremu.

Zostawiliśmy Borysa u mamy i wróciliśmy do domu. Przebraliśmy się, wzięliśmy rzeczy i pojechaliśmy na obiad do biologicznego ojca Filipa, Adama, jego żony Marzeny i ich córki Justyny. Czyli przyrodniej siostry Filipa. Adama bo kazał mówić do siebie na Ty albo tato, więc już wolałem Adam. Chociaż pewnie z tym tatom to żartował. Przynajmniej on mnie lubił. A nawet uwielbiał jak sam powiedział.  Jest naprawdę w porządku facetem który lubi pogadać i pożartować. Dzień szybko nam minął u nich. Najpierw rozmawialiśmy a potem Justyna chciała swojego brata na trochę. Ma tylko 8 lat więc wiecie. Ma jego oczy i uśmiech. Adam też miał bardzo podobny uśmiech do nich. Było to widać na kilometr. Zabawne, bo byłem „wujkiem”, jeszcze chyba się nie kapnęła że szwagrem. Gdy się bawili, miałem okazję trochę porozmawiać z Adamem i Marzeną. Byli naprawdę w porządku. Cieszyłem się że przynajmniej oni akceptowali nas w pełni, beż żadnego problemu. Zostaliśmy jeszcze na kolację po czym zebraliśmy się. Wróciliśmy do mamy, zabraliśmy Borysa i oczywiście siatkę pełną jedzenia i wróciliśmy do siebie. Obejrzeliśmy jakiś film, niepotrzebnie, bo większość filmu byliśmy zbyt zajęci pocałunkami by zwrócić uwagę na to co dzieję się na ekranie telewizora. Potem oglądaliśmy jakiś program i zasnęliśmy razem na sofie. Oczywiście z Borysem w nogach.

Drugi dzień świąt spędziliśmy dokładnie tak jak planowaliśmy, leżąc, jedząc i oglądając telewizję. Po obiedzie poszliśmy na spacer na który Filip musiał mnie wręcz zmusić. Ledwo co udało mu się mnie wyciągnąć z domu ale koniec końców, wzięliśmy Borysa i poszliśmy do parku dla psów. Borys wyszalał się ze swoją koleżanką Luną, która często była w parku ze swoimi właścicielami, jakimś młodym małżeństwem. Byli tak bardzo podobni do nas. Cieszyli się każdym zbliżeniem, pocałunkiem. Ściemniło się odrobinę ale zamiast iść do domu, poszliśmy do centrum. Zajęliśmy miejsca przy naszej ulubionej fontannie. Przy tej której po raz pierwszy pocałowaliśmy się po powrocie z Zakopanego. Może nie byliśmy zbytnio dyskretni ale i tak nikt kogo znaliśmy tam nie chodził. Rozmawialiśmy o tej parze z parku. Wcześniej mieliśmy już rozmowę na temat właśnie ślubu, dzieci i tak dalej. Ale czasem ten temat nasuwał się sam. Tak rozmawialiśmy aż nagle wstał i klęknął przede mną. Zdziwiłem się. Wtedy pomyślałem że to jeden z tych jego żarcików. W pobliżu fontanny była jeszcze jakaś jedna para, zresztą też zajęta sobą. – Co ty wyrabiasz?, zapytałem śmiejąc się.  – Oświadczam się, powiedział dumnie. Nie wziąłem go na poważnie.  – Borysowi?, zapytałem żartobliwie.  Zrobił jedną z tych swoich naburmuszonych min. Nie ważne jaką minę przybrał to i tak wyglądał uroczo. – No dobra już się nie śmieję, oświadczaj się dalej, powiedziałem. Byłem przekonany że robi sobie po prostu ze mnie jaja. Zaczął mówić, jak najbardziej poważnie.  – Wiesz że cię kocham prawda? Wiesz. I naprawdę chciałbym spędzić z tobą resztę swojego życia, no chyba że znajdziesz sobie młodszego gdy ci się znudzę, powiedział,  uśmiechając się uroczo. Wtedy pomyślałem sobie że jak tylko tak żartuje to go ukatrupię bo moje serce zaczęło bić niesamowicie szybciej. Zatkało mnie więc pozwoliłem mu mówić dalej.  – Jednego dnia zmieniłeś moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Mimo że ciągnęło nas do siebie już od dawna a nawet o tym nie wiedzieliśmy, tamtego dnia w górach wszystko nabrało sensu, koloru. Jestem dla ciebie stworzony a ty dla mnie,  głos mu się łamał momentami a ja byłem cały „zjarany” że takie rzeczy się dzieją. Miałem wtedy nadzieję że jednak nie żartuje. Albo że nie odebrałem źle tego klęknięcia.  – Wiem że nie ma możliwości zrobić tego prawnie ale chyba nie potrzebujemy pisemnego potwierdzenia na to że się kochany, prawda? Jest to tutaj, po czym przejechał palcami po moim sercu. No przynajmniej po kurtce. – Ale dużo czytałem, powiedział przełykając głośno ślinę – i możemy wziąć ślub humanistyczny. O ile się zgodzisz oczywiście, powiedział nerwowo. Wtedy kompletnie mnie zatkało. Bałem się że zaraz wyjdzie z krzaków jakiś łysy koleś z amerykańskim uśmiechu na twarzy z balonami i kamerą wołając że zostałem wkręcony i jak się z tego powodu czuję. Gdy już przypomniałem sobie jak się mówi zapytałem zdziwionym głosem – mówisz poważnie, prawda?  – No, śmiertelnie poważnie, wyszeptał żartobliwie. Parsknąłem śmiechem. Chociaż w takiej sytuacji nie powinienem. Schyliłem głowę do niego i go pocałowałem. Ah, te usta. Cały czas nie mogłem się nimi nacieszyć. Gdy już w końcu się od niego odlepiłem zadał mi najpoważniejsze pytanie jakie kiedykolwiek ktoś mi zadał w moim całym życiu i przede wszystkim najważniejsze  – To tak czy nie? W tamtym momencie przypomniał mi się jeden z moich najulubieńszych filmów „Nigdy w życiu!”, gdy na pytanie „czy wyjdziesz za mnie” Judyta odkrzykuje „Nigdy w życiu!”. Po krótkim namyśle zdecydowałem że jednak jej nie zacytuję bo Filip mógłby zrozumieć  to opacznie, więc wstałem i z radością wykrzyczałem mu ”tak”, po czym wskoczyłem na niego. Jak dziecko. Borys nawet zaczął szczekać, chyba po to bym się uspokoił. Para po drugiej stronie fontanny spojrzała na nas jak na idiotów. Przynajmniej na mnie. – Lepiej się dobrze zastanów, powiedziałem gdy już się uspokoiłem. – Jestem w stu procentach pewny, po czym obdarował mnie pocałunkiem. Chyba najlepszym który mi podarował kiedykolwiek. Może swoje specjalne umiejętności trzymał właśnie na takie okazje. Mój narzeczony uwielbiał zaskakiwać. Słyszeliście? Narzeczony!

————- Część 6 ————– 
Zawsze wydawało mi się że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Do dziś nie mogę pozbyć się uśmiechu z twarzy po tamtym dniu. A potem było jeszcze lepiej. Fakt, kiedyś też czytałem o właśnie ślubie humanistycznym, miałem mu to nawet sam zaproponować ale dopiero na naszą rocznicę. Zepsuł moją niespodziankę. Ale sposób w jaki to zrobił wcale mi nie przeszkadzał. To wszystko co nas łączy – jest jakieś specjalne. Inne. Wyjątkowe. Zdaję sobie sprawę że życie nie zawsze jest idealne, nawet już poczułem jak to jest ale miałem pewność że mimo wszystko, niezależnie co by się działo, nas dwoje zawsze będzie razem. Ze ślubem cywilnym, humanistycznym czy bez. Po miesiącu mieszkania razem, wiedziałem że tylko z nim chcę spędzić resztę swojego życia.

Wróciliśmy do domu. Odpiąłem smycz Borysowi i poleciał do kuchni by zjeść i się napić. Zacząłem ściągać kurtkę. Gdy już ściągnąłem, Filip swoją już wieszał na stojaku. Wziąłem przykład z niego. Otarliśmy się o siebie. Chwycił mnie za włosy i oparł o ścianę. Spojrzał mi w oczy i pocałował. Objąłem go, i przyciągnąłem do siebie odwzajemniając pocałunek. Uwielbiałem takie momenty. Byliśmy sobą tak zajęci że zapominaliśmy o wszystkim. Przeważnie przestawałem wtedy myśleć. Najważniejszy był tylko on. Skupiałem się by nasze zbliżenia były dokładne i czułe. Gdy mnie tak całował, zawsze przypominałem sobie stare czasy. Nasze początki. Nasz pierwszy pocałunek, naszą pierwszą noc. Nasze pierwsze namiętności. Teraz pojawiało się nowe wspomnienie. To sprzed paru godzin, przy fontannie. Na samo wspomnienie o tym skierowałem nas w stronę sypialni. W międzyczasie pozbyłem się jego koszulki a on mojej. Klęknęliśmy na łóżku i nadal się całowaliśmy równocześnie obejmując się. Rozpiął mój rozporek. Na chwile oderwałem się od niego i sam je ściągnąłem. Wziął przykład ze mnie. Znów do siebie przywarliśmy. Przekręcił mną tak że nagle leżeliśmy, a ja pod nim. Jego gorące wargi wciąż pobudzały moje. Swoje ręce splótł z moimi. Ocierał się swoim przyrodzeniem o moje. Założyłem jedną nogę na niego a on z warg przekierował się na szyję. Po chwili znów wrócił do ust, by móc patrzeć mi w oczy. A sposób w jaki na mnie „paczał” był… niesamowity. Swoje dłonie oderwał od moich i zaczął masować mnie po klatce piersiowej. – Wiedziałem że kiedyś je zdobędę, powiedział po czym musnął wargami okolice mojego serca.

Zniżył się do mojego penisa. Lekko go musnął dłonią po czym chwycił. Ten jego refleks, spokojne i dokładne ruchy zawsze mnie zachwycały. Lekko go obciągał. A ja? Wiłem się lekko z rozkoszy. Jego sama obecność dawała mi przyjemność. Jego dotyk. Nadal lekko go obciągając zaczął drugą ręką masować mój brzuch. Położyłem swoją dłoń na jego dłoni która mnie masowała i prowadziłem jego dłoń po moim brzuchu. Kiedy już odrywał tą dłoń, przykładał ją do mojego policzka a gdy już zjeżdżał odrobinę niżej całowałem ją. Gdy mój penis był już w pełni twardy złapałem go na samym początku za to wyżej trzymał na nim dłoń Filip. Zrozumiał o co mi chodzi i tak o to razem zaspakajaliśmy mojego „pasjansa” bo tak Filip w takich sytuacjach go nazywał. Czułem że za niedługo eksploduję. Filip też to czuł więc strzepnął moją dłoń i zaczął go drażnić językiem nadal obciągając.  – Pójdź na całość, wydyszałem. Nie trzeba było mu powtarzać. Właśnie to lubił najbardziej. Z wolnego i dokładnego obciągania, Filip uczynił z tego taki orgazm jakiego dawno nie miałem. Moje jądra wpadły w wir. Zaraz po tym wytrysnąłem.

Filip był tak podniecony że nie zamierzał tracić ani sekundy. Zlizał starannie moją spermę a ja bardziej rozłożyłem swoje nogi. Chciałem go ponownie mieć w sobie. Tylko dla siebie. Tylko my. Założyłem nogi gdzieś w okolicach jego pośladek i pozwoliłem mu działać. Przez chwile coś tam majstrował by dokładnie wejść i wszedł. Znów ten dreszcz. Za każdym razem mi towarzyszył. Wychodziło na to że przez cały czas uprawialiśmy seks we trójkę. Ja, Filip i mój dreszcz. Dreszcz rozkoszy. Dreszcz przyjemności, błogości  i uniesienia. Będąc we mnie przyległ do mnie. Nasze nosy otarły się a potem wargi. Swoje dłonie wsadził mi pod głowę i lekko ją głaskał i masował z pod spodu. Zaczął delikatnie mnie posuwać. Swoje dłonie przełożyłem na jego ramiona i je masowałem. Były rozpalone. Mówiłem wam że działał jak piecyk. Wystarczyło wcisnąć jeden guzik i proszę. Co to był to guzik chyba nie musze wyjaśniać. Zaczął poruszać się we mnie coraz szybciej. Przywarł wargami do mojej szyi podczas gdy jeździłem dłońmi po jego pięknych, gładkich i rozgrzanych plecach. Jego ciało było takie piękne, wręcz wzorcowe. Uwielbiałem te momenty gdy po stosunku, wstawał i okazywał swoje całe nagie ciało. Od stóp do głów był przepiękny, wręcz nadzwyczajny. Jego twarz miała spokojne rysy. Jego usta były przepiękne, czerwone i pełne. Uwielbiałem jego średniej długości czarne włosy. Miał twarz anioła. Wydobył swe ręce spod mojej głowy i rozłożył je między moim ciałem by się przytrzymać. Lekko odciągnął swe zniewalające ciało od mojego aby przyśpieszyć tempa. Nasze cichutkie westchnienia przemieniły się w głośniejsze krzyki i jęki. ”Sąsiedzi nie będą mieli dziś spokoju.” Ale naprawdę, miałem nadzieję że tego wszystkiego nie było słychać przez ściany. Przynajmniej nikt nam nigdy nie zwrócił uwagi. Znów przywarł swoimi ustami do mych nie zwalniając z tempa. Po chwili zrobiło mu się chyba niewygodnie. Oderwał swoje ręce i podniósł swoje ciało do góry. Podniósł moje nogi i trzymał je przy swoich ramionach nadal mnie posuwając. Matko, jakie to było przyjemne. Zrobiło mu się ciężko i pozwolił mi założyć  moje nogi na jego ramionach. Nasze usta znów nie mogły się rozstać.  – Nadal jesteś na tak?, zapytał dysząc.  Po tym pytaniu znowu przyśpieszył. Wykrzyczałem kilka razy tak. Orgazm robił swoje.  – Cieszę się, wykrzyczał żartobliwie. Jaki on był czarujący, wręcz urzekający.
Opuściłem swoje nogi z jego ramion i rozwarłem trzymając je w powietrzu by dać mu więcej miejsca. Założyłem ręce na jego pośladkach by móc go dociskać. Czasami specjalnie go zatrzymywałem dociskając go do siebie. Pozwalałem mu pobyć we mnie. Lubiłem ten stan. Po jakichś pięciu minutach poprosiłem go byśmy zmienili pozycję. Nie chciałem by tak udany seks tak szybko został przerwany. Uwielbiałem go mieć w sobie. Uwielbiałem być w nim. Podobała mi się każda forma uprawiania miłości z nim. Dałem mu odrobinę odpocząć. Popchnąłem go na łóżko. Wiedział do czego dojdzie, do tego co uwielbiałem najbardziej. Gdy już się wgramoliłem na niego, od razu zacząłem go ujeżdżać. Moje biodra i pośladku wpadły w ten trans. Specjalnie przyśpieszałem. Uwielbiałem gdy dochodził. Jego okrzyk rozkoszy był dla mnie jak najulubieńsza piosenka. A do tego był to bez dwóch zdań mój ulubiony wykonawca. Gdyby tak nagrać płytę z jego okrzykami… bylibyśmy milionerami. W tamtej chwili przeszło mi to przez myśl i wyobraziłem sobie tytuł płyty. Filip ft. Orgazm. Parsknąłem wtedy śmiechem. Śmiechem który potrafił się przedrzeć przez moje jęki. Filip spojrzał na mnie mimowolnie a ja tylko przyśpieszyłem tempa. Tym tempem czułem się jak by rozpruwało mi pośladki. Ale jak mi się to podobało, cholera. Od dziś będę nazywał go mym rozpruwaczem. Na pewno mu się to spodoba. Chwilę później, nasz trzeci partner dał o sobie przypomnieć. Przeszedł mnie niesamowity dreszcz kiedy sperma Filipa wytrysnęła we mnie. Chyba nigdy nie znudzi mi się to uczucie. Stęskniony za jego wargami przywarłem ciałem do jego ciała i znów połączyliśmy się w pocałunku. Okropnie dyszał, zresztą ja też.

”Weź mnie”, to były jego pierwsze słowa po tym anielskim jeźdźcu. Z małym problemem wstałem z łóżka. Rozpruwacz jednak okazał się prawdziwym rozpruwaczem. Nie zawracałem sobie głowy tym lekkim bólem pośladków i usiadłem na krawędzi łóżka opierając nogi o podłogę. Filip też wstał i znów ukazał swoje ciało w pełni. W tle światła które zapalił wyglądał nieziemsko. Oparłem się ręką za moimi plecami i pozwoliłem mu rozkroczyć swoje nogi nad moimi. Złapałem swojego gorącego penisa i wyprostowałem go tak by Filip mógł na nim usiąść tyłem. Po chwili kombinacji alpejskich udało nam się to. Zaczęliśmy delikatnie by nie ryzykować bólem któregoś z nas. Mój penis lekko przekrzywił się w prawo w tej pozycji, ale było to nawet przyjemne.  Gdy już rozeznaliśmy się w tej pozycji, Filip przysiadał mnie coraz pewniej i mocniej. Jedną ręka przytrzymywał się łóżka a drugą pieścił swojego rozpruwacza. Dłonią której nie opierałem o łóżko jeździłem po jego udach i okolicach jąder. Dostarczyło mu to gigantycznej rozkoszy. Ściągnął dłoń ze swojego penisa i teraz obiema rękami opierał się o łóżko by móc spokojnie przyśpieszyć tempo. To on tu rządził. Gdy tak przyśpieszył, odchyliłem z rozkoszy głowę do tyłu. Było mi tak dobrze w nim. Było tam tak ciepło, przytulnie i zniewalająco przyjemnie. Jeździłem swoimi dłońmi po jego torsie.  Schylił swą głowę do mej i musnął me czoło swoimi ustami. Po chwili nasze usta znów się połączyły. Jedną dłoń założył mi na szyi a drugą nadal opierał o łóżko. Nasze usta wciąż były połączone. Z torsu swoje dłoń założyłem na jego rozpruwacza. Ścisnąłem go i zacząłem obciągać. Zadziwiające bo po chwili wytrysnął. Chyba nie wytrzymał napięcia. Prysnęło na jego tors po czym rękę z mej szyi przełożył z powrotem na łóżko.  Znów przyśpieszył. I to tak nieźle. Teraz to ja byłem jego rozpruwaczem. Dyszeliśmy i jęczeliśmy wniebogłosy. Po około minucie mój rozpruwacz wystrzelił. Wtedy to Filip zrobił coś czego nigdy wcześniej nie robił. Miałem po raz pierwszy przyjemność usłyszeć jego gardłowe warknięcie rozkoszy.

Wstał ze mnie i wyprostował się. Też się wyprostowałem. Pocałowałem go. Był to jeden z tych dłuższych pocałunków. Nasze języki lekko wirowały. Dokładnie pieściłem jego wargi swoimi wargami po czym przejechałem nimi niżej. Z rozkoszą zlizałem to co wcześniej wytrysnął na swój tors po czym mój narzeczony popchnął mnie na łóżku i znów całował. Wtedy myślałem o czymś na co bardzo długo czekałem. Myślałem o sylwestrze. Bo właśnie w sylwestra jedziemy tam gdzie wszystko się zaczęło. Do Zakopanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *