Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 4 + zakończenie)

Poziomkowa przygoda z kuzynem (cz. 4 + zakończenie)

Następnego dnia nic mi się nie chciało, dosłownie. Miałem okropnego lenia. Obudziłem się w miarę wcześnie, cały ja. Gdy mogłem pospać, wstawałem wcześnie a gdy musiałem wstawać do szkoły to byłem chodzącym trupem. Filip jeszcze spał. Był okropnie słodki jak spał. Zresztą ciągle był słodki. Od tego jego słodkości przytyłem pewno już parę dobrych kilo. Nie długo stając na wagę, wyświetli mi się mój numer telefonu. Przejechałem delikatnie palcami po jego rozczochranych włosach. Nie mogłem się na niego napatrzeć. Jego twarz była taka spokojna, piękna. Cholera, westchnąłem  po cichu.  Jeszcze jakieś 2 tygodnie temu byłem przeciwko miłości i tym innym farmazonom a dziś, leżę koło niego i wpatruję się jak w jakieś arcydzieło. Może był moim prywatnym arcydziełem, dziełem sztuki, kto wie. Wystarczył tak krótki czas żeby moje życie nabrało nowego sensu. Wczorajsze wyznania… Żałuję  że nie miałem żadnego dyktafonu przy sobie, tak piękne to było. Chociaż, w sumie, pamiętałem słowo w słowo. Takich rzeczy się chyba nie zapomina. Przejechałem opuszkami palców po jego policzkach, a zaraz po tym szybko je oderwałem. Przestraszyłem się. W jednej chwili było tak cicho a w następnej usłyszałem jego ochrypły głos.

– Coś mi wyskoczyło na twarzy, że mi się tak przyglądasz?, zapytał żartobliwie, z zamkniętymi powiekami.                                                                                                                                                                                     – – Chciałbyś, wcale się nie przyglądałem. zaprzeczyłem.

– No chyba widzę, odpowiedział.                                                                                                     – Jasne, przecież masz zamknięte oczy.

– A co z moim trzecim okiem?, zapytał nabijając się ze mnie.

– A to ciekawe gdzie je masz.                                                                                                                                                                                                               – – Chodź bliżej to ci pokażę, powiedział.

I tak oto utkwiłem w jego ramionach. Jeszcze tak trochę leżeliśmy ale w końcu było trzeba wstać. Gdy jedliśmy razem śniadanie, zastanawiałem się co by zrobić z tym dniem. Zastanawiałem się też co za dzień dziś był, straciłem poczucie czasu. Na pytanie co dzisiaj robimy, mój chłopak odpowiedział że pójdziemy na góralską imprezę. ”Mój chłopak”, dumnie to brzmi. Mój partner, mój ukochany, mój facet, mój zbawiciel, mój bohater… mój wybawca. Tak pełno określeń przychodziło mi do głowy o jego osobie. Nie za bardzo wiedziałem jak się ubrać na tą całą góralską imprezę. Czy może bardziej na luzie czy coś porządnego. Filip ubrał się raczej na luźno więc zrobiłem to samo. Cała ta impreza odbywała się w jednej z większych drewnianych chat w okolicach centrum Zakopanego. Było tam pełno ludzi, moją uwagę przyciągnęli ludzie w góralskich strojach. Orkiestra grała i śpiewała różne góralskie przyśpiewki. ” Gdzie on mnie wyciągnął” pomyślałem, ale szybko zmieniłem zdanie. Zaczepiła nas grupka młodych górali, byśmy się do nich dołączyli. Najmłodszy z nich miał może z 17 a najstarszy 23. Były to dwie dziewczyny: Asia i Mariola, i 3 chłopaków : Piotrek, Kevin i mój imiennik Tomek. Potem dołączyła do nas jeszcze jedna dziewczyna : Magda, która mnie potem nieźle wkurzyła. Okazało się że oni wszyscy są parami, i nawet byli sympatyczni. Szybko złapaliśmy wspólne tematy. Wyglądało na to że góral z kaszubem może się polubić. No dobra, byliśmy z Gdańska ale to zawsze coś.  Tolerancja tych osób też mnie zdziwiła. Gdy Filip powiedział że jesteśmy razem, to zareagowali normalnie.

Mariola, długonoga brunetka pokazała mi kilka ichnich tańców, fajna zabawa. Zafascynowany tym rytmem i ruchami, wręcz musiałem pomęczyć Filipa żeby ze mną potańczył. Szybko załapał ruchy. Gdy wróciliśmy do stolika, po chwili jedna z kelnerek podeszła z tacą kieliszków napełnionych wódką. Nigdy wcześniej nie piłem czystej wódki o tak z kieliszka, ale pomyślałem że raz się żyje. Jeden kieliszek szedł za drugim,  zabawa robiła się coraz lepsza. Okazało się że ja i Kevin mamy wspólne hobby, a mianowicie kolekcjonowanie starych płyt i kaset. Gdy szedł zapalić, wyszedłem z nim. Czasami tylko paliłem, w towarzystwie. Gdy wróciliśmy do środka, ta ździra Magda, siedziała obok Filipa i obejmowała go ręką i opowiadała mu jakieś żarciki. Może byłem zazdrosny ale wkurzyłem się, lepiła się do niego cały wieczór mimo że jej chłopak Kevin, siedział obok. Walnąłem focha, i wróciłem do dyskusji z Kevinem. Upierał się że republika powstała w 1980 a ja że w 1981. Założyliśmy się o to, i jako że wygrałem, Kevin musiał postawić kolejkę. Potem Filip w końcu przestał rozmawiać z tą całą Magdą i przysiadł się do mnie. Zaczepiał mnie ale udawałem obrażonego. Potańczyliśmy jeszcze trochę i chyba straciłem film. Nie wiele pamiętam co działo się potem, oprócz tego jak wnosił mnie po schodach. Na następny dzień miałem ogromnego kaca. Wyglądałem okropnie i cuchnąłem. Filip też niezbyt dobrze wyglądał, może dlatego że czuwał przy mnie pół nocy. Do wstania i ogarnięcia się zachęcił mnie fakt że za niedługo wrócą dziadkowie. Wolałem nie pokazywać się w takim stanie. Poszedłem pod prysznic. Jakoś się ogarnąłem a Filip zrobił mi kanapkę i podał butelkę piwa z sześciopaku. Czułem się okropnie, tym bardziej że wieczorem czeka mnie dwanaście godzin podróży pociągiem z Zakopanego do Gdańska. Nie chciałem stąd wyjeżdżać, było mi tu tak dobrze. Chociaż, pocieszała mnie myśl dwunastu godzin, sam na sam ( plus jakieś około 300 osób w pociągu) z Filipem.

Nasz pociąg wyruszał po dziewiętnastej. Dziadkowie nas odwieźli i pożegnali. Mieliśmy wspólną kabinę, czy przedział czy pokój czy jakkolwiek to się nazywa. Była to typowa kabina, dwa jednoosobowe łóżka naprzeciw siebie, zasłony na okna i mała ubikacja z prysznicem.  Żadne luksusy. Jednak zmartwiły mnie te jednoosobowe łóżka, oczekiwałem że całą podróż prześpię w jego ramionach a nie samemu. Usiedliśmy na swoich łóżkach i rozmawialiśmy o przyszłości i tych sprawach. Fajne było to że oboje w przyszłości widzieliśmy siebie razem. Może wtedy mogło to się wydawać naiwne ale… wiadomo.

Chyba zmęczyło go gdybanie na temat przyszłości. Wstał i uklęknął przy mnie. Na chwilę się zawahał po czym przejechał palcami po guziku od moich spodni. Spojrzałem na niego i strzepnąłem jego palce. Pewnie że miałem ochotę ale chciałem się z nim trochę podroczyć. – Idź Magdusi rozpinaj a nie mi, powiedziałem próbując udawać zazdrosnego. – Aaa, to tu jest pies pogrzebany, powiedział. – Ja tu żadnego psa nie widzę, odpowiedziałem sarkastycznie. Wstał po czym usiadł mi na kolanach. Złapał moją głowę i spojrzał mi w oczy. – A przynajmniej mogę cię pocałować, zazdrośniku? , zapytał po czym i tak pocałował. – Jestem cały twój, powiedziałem gdy już odlepił się od mych warg.

Znów uklęknął przy mnie, zabierając się z powrotem za guzik. Gdy się tylko z nim uporał, zsunął moje spodnie w dół i je ściągnął. Przejechał swoimi dłońmi po moich nogach aż do bioder, po czym wsunął swoją dłoń w moje bokserki. Mój fiut od razu się obudził. Gdy Filip zdał sobie z tego sprawę, pozbawił mnie też bokserek. Gdy je zsuwał na dół, zdjąłem koszulkę. Filip złapał go i zaczął obciągać. Płynnie i dokładnie. Czułem że robi się coraz mokrzejszy. Przestał na chwilę, by zdjąć swoją koszulkę. Ponownie go złapał i delikatnie oblizał. Znów przeszedł mnie ten dreszcz. Dreszcz rozkoszy. Delikatnie objeżdżał go końcówką języka. Dotknąłem jedną dłonią jego głowę, zachęcając go by wpuścił mojego przyjaciela do swej buzi. Zrobił to z przyjemnością i zaczął ssać. Jak zwykle przyśpieszył tempa. Było mi przyjemnie ale nie chciałem tak szybko kończyć. Po chwili przerwałem mu, wskazując żeby wstał. Gdy stał przede mną, od razu zsunąłem jego spodnie. Jego kutas już czekał w gotowości. Chciałem go złapać i wylizać aczkolwiek Filip przykucnął i złapał mnie za nogi odchylając je do tyłu. Trzymając je, próbował dotrzeć językiem między moje pośladki. Po chwili poczułem jego gorący język w okolicach mojej dziurki. Co za przyjemność. Pozwoliłem mu działać, łapiąc swoje nogi. Zsunął więc swoje ręce z moich nóg po czym skierował je w pieszczone miejsce. Obślinił swojego środkowego palca po czym wsadził go w wcześnie pieszczone miejsce. Jęknąłem cicho, jak najciszej, by nikt w sąsiednich kabinach tego nie usłyszał. Zaczął nim lekko poruszać do przodu i do tyłu. Przyśpieszył gdy moja dziurka już całkowicie się rozwarła. Po chwili włożył tam kolejnego palca, co dało mi ogromną przyjemność.

Wyjął swoje palce. Łóżko było w miarę wysokie. Wyprostował się po czym odrobinę zgiął. Znów złapał mnie za nogi, w celu wejścia we mnie. Po chwili mu się to udało. Opuścił swoje ręce z moich nóg, po czym posłusznie je bardziej rozszerzyłem, po czym pozwoliłem im opaść na łóżko. On swoje ręce umieścił między moim ciałem by móc lepiej kontrolować swoje ruchy. Delikatnie zaczął się poruszać, by przypadkiem któregoś z nas nic nie zabolało. Gdy już posuwał mnie pewniej, założyłem ręce na jego biodra. Przylepił swe wargi do mych, całując namiętnie. Przyśpieszał tempa. Czułem jak każda część mojego ciała domaga się więcej. Osunąłem się trochę, tak że moja głowa opierała się o poduszkę, a plecami leżałem na łóżku. Była to wygodniejsza pozycja dla nas obojga. Położył swoją dłoń na moim płaskim brzuchu. Znów przyśpieszał. Jak ja to uwielbiałem. Miałem ochotę krzyczeć i jęczeć. Szkoda że nie mogłem. Przesunąłem swą dłoń znów na moją nogę, po czym podniosłem ją odrobinę. Dzięki temu Filip znów mógł mnie całować. Zmniejszył tempo by mógł dociskać swoje ciało do mojego. Gdy tak robił, czułem się wyśmienicie. Po pięciu minutach wrócił do szybszego posuwania. Domyśliłem się że zaraz skończy. Szepnąłem do niego żeby poszedł na całość i tak zrobił. Robił to tak mocno i szybko że łóżko przez chwile nieźle skrzypiało. Wystrzelił we mnie  jak z armaty. Moje ciało znów przeszły dreszcze. Wyszedł ze mnie. Podniosłem się po czym wylizałem jego penisa. Był niesamowicie czerwony ale nadal twardy.

Skierowałem go na łóżko. Teraz była moja kolej. Na tym małym łóżku naprawdę było mało manewrów jakie mógłbym wykonać. Wyręczył mnie klękając na łóżku opierając się rękoma o ścianę. Od razu zrozumiałem i dołączyłem do niego. Złapałem go mimowolnie za biodra, próbując wycelować.  Kiedy wszedłem, Filip cicho zamruczał. Widocznie miewał te same dreszcze co ja. Ścisnąłem dłonie na jego biodrach po czym zacząłem posuwać. Wchodził jak nóż w masełko. Chciałem mu podarować tą samą przyjemność co on mi więc zacząłem szybko. Nadal opierając się o ścianę, spuścił głowę w dół i pojękiwał. Z bioder przejechałem dłońmi na jego tors, po czym docisnąłem go do siebie. Znów przyśpieszyłem tempa. Pożałowałem tego bo czułem że zaraz będzie po. Puściłem jego tors, zakładając ręce na jego ramiona. Pomyślałem że to nawet lepiej po czym prysnąłem. Miałem wrażenie jak bym pryskał wieczność. Filip tylko mruczał szeptając w kółko me imię.

Usiadł na łóżku opierając się o ścianę. Jego kutas znów był gotów na więcej. Dołączyłem do niego, siadając mu w kroku. Poruszałem się powoli, z namiętnością. Wreszcie mogłem znów go całować. Tylko tego chciałem. Nasze usta były nierozłączalne. Rękoma przeczesywałem jego włosy. Były bardzo przyjemne w dotyku. Po chwili znów trysnął. Przestałem się poruszać, nadal go całując. Gdy odlepiłem  swoje wargi od jego warg, przejechałem nimi do jego ucha. Delikatnie je muskałem po czym pocałowałem go w czółko, tak jak on często całował mnie. Dłońmi przejechał po moich plecach, więc skierowałem swoje wargi z powrotem do jego warg.

Potem razem się wykąpaliśmy i cudem razem się wcisnęliśmy do jednego łóżka. I tak oto minęło nam dwanaście godzin podróży do domu. Do domu w którym nie długo mieliśmy poinformować naszych najbliższych że jesteśmy razem.

—————–Wstępne zakończenie——————

Nie wszystko potoczyło się tak jak się spodziewaliśmy. Oczywiście nie oczekiwaliśmy gorących gratulacji od strony naszych rodziców itp. no ale jednak nie tego się spodziewaliśmy. Najbardziej w tym wszystkim ucierpiał Filip i do dziś, gdzieś głęboko mam jakieś wyrzuty sumienia bo to w końcu przeze mnie tak się stało, no ale Filip uważa że gadam głupoty. Ale tak czy siak czuje się w pewnym stopniu winny, ale może uda się jeszcze wszystko naprawić.

Razem z Filipem powiedzieliśmy rodzinie i przyjaciołom o nas dopiero w połowie marca, długo z tym zwlekaliśmy. Nasi przyjaciele zareagowali normalnie i to mnie cieszyło. Oczywiście przez pierwszy tydzień wszyscy się na nas gapili ale potem dali sobie spokój, nie przejmowałem się co uważają. Gorzej poszło z rodzicami, a raczej z rodzicami Filipa. Moi rodzice cóż, byli z lekka zdziwieni że akurat z Filipem ale zaakceptowali to. Darzyli mnie wielkim zaufaniem i zawsze chcieli usłyszeć co ja uważam i to mi pomogło w tej sytuacji. Ale matka Filipa i brat mojej mamy czyli mój wujek… kompletna porażka. Co prawda mój wujek nie był biologicznym ojcem Filipa ale zareagował równie ostro jak jego matka. W sumie poniekąd nie miał prawa tak ostro zareagować. Chociaż no dobra wychowywał go odkąd miał nie wiem, 10 lat? Nie wiem co bolało ich bardziej, to że ich syn był gejem czy to że związał się ze mną. Ciekawe czy kiedyś się dowiem. I to wszystko doprowadziło do wielkiej rodzinnej awantury, gdzie moi rodzice gardzą matką Filipa i moim wujkiem. Dali mu szlaban i chcieli go zamknąć w domu. Filip się od nich wyprowadził i zamieszkał z nami, w starym pokoju mojej siostry która studiowała w Paryżu. Oczywiście z tego faktu mieliśmy pełno zakazów itd. typu właśnie współżycia seksualnego i tego typu spraw ale i tak je łamaliśmy czasami. Zasady są po to by je łamać, prawda? Aczkolwiek całe życie będę wdzięczny rodzicom za to co zrobili dla nas i dla niego.

Najważniejszym argumentem by się na to zgodzili było to że zostało niecałe 2 miesiące do matury i nie mogliśmy sobie pozwolić na jej zawalenie. Na szczęście jego biologiczny ojciec nas zaakceptował. No i dziadkowie też przyjęli to nawet dobrze. To starzy hipisi, na szczęście nie zbyt religijni. Zdaliśmy maturę i całe wakacje pracowaliśmy razem by zaoszczędzić trochę pieniędzy. Wprowadziliśmy się do mieszkania które ojciec Filipa mu przepisał. Nie było za małe ani za duże, ale było przytulne i nasze. Studiujemy ten sam kierunek i razem pracujemy.  Mieszka z nami też Borys, labrador koloru czekoladowego, którego dostałem na urodziny od Filipa.

Przez ten nie cały rok dorośliśmy i staliśmy się samodzielni. Mam nadzieję że Filip jeszcze kiedyś pogodzi się z matką. Raz mówi że już go to nie obchodzi a następnym razem płaczę że za nią tęskni. Rozumiałem to i chciałem to naprawić. Było mi go cholernie żal. Miałem ochotę iść do niej i zapytać ” co ty wyprawiasz do cholery?!”. Zbliżały się święta więc przekonałem mamę żeby przynajmniej spróbowała zaprosić swojego brata i mamę Filipa na wigilię. Nie wiem jak to będzie. Mam nadzieję że przyjdą i w końcu się pogodzą. Wigilie zamierzamy spędzić u mojej mamy, pierwszy dzień świąt u jego taty a drugi dzień świąt w domu, obżerając się i nic nie robiąc. Mam nadzieję że święta okażą się tym magicznym czasem, kiedy wszystko znów może być po staremu. Właśnie robiliśmy pierogi. On lepił a ja robiłem farsz. Obsypał mnie mąką i muszę umyć głowę. Aaa no i nie mogę się doczekać lutego, kiedy będzie nasza rocznica. Trzymajcie kciuki! Wesołych 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *