Poprawka

Poprawka

To był chyba najgorszy dzień w moim dotychczasowym życiu. Koniec roku szkolnego – wszyscy dookoła się cieszyli – wracali ze szkół ze świadectwami, czekały ich dwa miesiące wakacji, pełen luz – tylko ja wróciłam bez świadectwa bo czekała mnie poprawka z matmy i zamiast wypoczynku zakuwanie znienawidzonego przedmiotu. I jak sobie pomyślałam że będę ją zdawać u tej zołzy, to wszystkiego mi się odechciewało. No i jaki wstyd przed znajomymi, a wszystko przez to że zachciało mi się uczyć w najlepszym liceum w naszym mieście – owszem z przedmiotów humanistycznych byłam najlepsza nie tylko w klasie, ale z fizą i matmą był dramat. To i tak dobrze że z fizy się wywinęłam, bo inaczej miałabym kibel, choć nie wiem czy pierwszą klasę pozwolono by mi powtarzać – czy nie musiałabym zmienić szkoły, ale w ostatniej chwili zdałam u fizyka. Mam nadzieję, że po wakacjach spotkam znów się z moją klasą. Tak czy inaczej wakacje miałam przerąbane. Już na półrocze miałam bombę z matmy i starsi załatwili mi korki u kolegi taty ze studiów, bo tatko pracował w Warszawie, ale to nic nie pomogło – zamiast pomóc jeszcze bardziej mnie pognębił. Byłam u niego dwa razy i za pierwszym stwierdził że jestem zbyt spięta i zestresowana więc postanowił mnie rozluźnić – zaczęło się niewinnie od masażu, a potem rozebrał mnie i… pozbawił cnoty – nie powiem było nawet całkiem fajnie, ale się bałam że zajdę, bo skończył we mnie bez prezerwatywy. Gdy tydzień później nasza lekcja też zaczęła się od zbliżenia i znów wytrysnął do środka – dał mi tabletki „po” i powiedział bym się nie martwiła. Gorzej że na koniec stwierdził bym z nauką dała sobie spokój, bo w ten sposób nie zarobię na życie i dodał bym została modelką gdyż jestem i ładna i zgrabna, albo panienką do towarzystwa bo mam predyspozycje. Miałam prawie 17 lat i byłam chyba pierwszą w klasie, która miała „to” za sobą, choć dwie kumpele chwaliły się że już nie są dziewicami, ale nie bardzo im wierzę.
I wtedy zadzwoniła do mamy jej kuzynka z Gdańska – miała jakąś sprawę do załatwienia w Krakowie i poprosiła mamę o przysługę, a potem rozmowa zeszła na ploty i ciocia zapytała o mnie. Mama powiedziała jej o moich kłopotach szkolnych, a ciocia powiedziała że jej syn – Rafał właśnie zaliczył I rok na gdańskiej polibudzie i czasami dorabia sobie udzielając korepetycji z matmy, więc zapyta go czy nie zechciałby mi pomóc. Pamiętałam Rafcia jako kilkuletniego, no może dziesięcioletniego chłopaka, jak mi dokuczał i śmiał się ze mnie. Wieczorem dostałam od niej telefon bym przyjechała. Tydzień później po całodniowej podróży wjeżdżałam na dworzec w Gdańsku. Rafał miał na mnie czekać, ale nie byłam pewna czy się poznamy. Na peronie tłum rzedł a ja go nie widziałam, tylko jakiś chłopak czekał na swoją dziewczynę z kwiatami. Nagle podbiegł do mnie i zapytał – Gabi? – w życiu bym nie poznała w tym ślicznym, czarnym i szczupłym chłopaku Rafcia ! – pamiętam go jako pyzatego grubaska. Wycałował mnie – pierwszy raz dostałam od chłopaka kwiaty !. By mi zaimponować przyjechał po mnie swoim Clio – zarobiłem na pracach zleconych i korkach – dodał z dumą. To nadęty dupek – pomyślałam, ale okazał się fajnym i elokwentnym młodzieńcem z kindersztubą jak powiedziałaby moja mama. Świetnie nam się rozmawiało. Po przywitaniach z ciocią i wujkiem zostałam zakwaterowana w pokoju na piętrze ich domu. Na drugi dzień zaczęło się – moja gehenna czyli matma. W różny sposób próbował mi wytłumaczyć zawiłości równań i wykresów, ale bez skutku. Byłam załamana i zwyczajnie było mi przed nim wstyd, że jestem taka tępa. Ale on się nie poddawał i przekonywał że wiele głupsze ode mnie nauczył. Stwierdził że muszę mieć jakąś blokadę psychiczną, więc zamiast dalej wałkować zadania zabrał mnie na spacer po starym mieście. Cudownie opowiadał o Gdańsku i jego historii, a ja chłonęłam jego każde słowo, byłam zauroczona i miastem i moim przewodnikiem. Spacerowaliśmy trzymając się za ręce, potem przytuleni, a gdy nastał wieczór całowaliśmy się na każdym rogu ulic. Gdy szłam spać miałam cudowny mętlik w głowie, a on życzył mi dobrej nocy. I ta noc była nie tylko dobra, ale wręcz cudowna. Gdy już zasypiałam pełna marzeń, kuzyn zakradł się i powiedział że nie może zasnąć i to ja jestem temu winna !. Dam ci buzi – to pomoże – rzekłam – wątpię – odparł, ale możemy spróbować. Jak było do przewidzenia nie tylko nie pomogło, ale wręcz przeciwnie – rozbudziło zmysły. Po chwili całowaliśmy się namiętnie pozbywając się wszelkich hamulców – jego piżama opadła a moja koszulka powędrowała ku górze odsłaniając i łono i piersi. Przywarł do nich ustami, a między udami poczułam twardy, śliski, napierający czubek. Rozchyliłam je lekko i dłonią nakierowałam na szczelinę, nacisnął i wszedł główką – uniosłam biodra wychodząc mu na spotkanie. Ledwie kilka delikatnych ruchów i już nastąpiła eksplozja zmysłów – zostałam zalana taką obfitością, że ściekało po pachwinach na pośladki – moja cipka dygotała w konwulsjach. Na szczęście nasze jęki były tłumione całującymi slę ustami. Powolutku napięcie opadało – pieściliśmy się wzajemnie zadając sobie wyszukanych miłosnych tortur. To znowu doprowadziło nas na skraj rozkoszy i ponownie szczytowaliśmy. Zasnęliśmy spleceni by nad ranem raz jeszcze dać upust cielesnej fascynacji. Rano rześcy zabraliśmy się za naukę i… o dziwo szło mi całkiem nieźle – widocznie nie chciałam sprawić zawodu mojemu ukochanemu nauczycielowi !. Następne dni przynosiły wyraźne postępy w zrozumieniu zawiłości matematycznych i nareszcie się przełamałam. Nocami starałam się wynagrodzić pedagogiczne trudy – przyjmował to z ochotą. Po kilku dniach, a raczej nocach dopadły mnie obawy o wpadkę – dotychczas kochaliśmy się bez zabezpieczenia, a zbliżały mi się dni płodne. Powiedziałam Rafciowi że albo zrezygnujemy z seksu, albo musi stosować prezerwatywy, bo nie biorę tabletek. Przyjął to niechętnie, ale ze zrozumieniem. Oczywiście miał na myśli prezerwatywy, bo o wstrzemięźliwości nie chciał słyszeć – ja zresztą też. Ale zdarzało się że w tych dniach kochaliśmy się „na golaska”, ale wytryskiwał między udka lub na brzuszek. Byliśmy cały czas razem, aż ciocia coś zauważyła i zaczęła z nas poddrwiwać. Mówiliśmy że to tylko kuzynowska sympatia. W rzeczywistości byliśmy parą i nawet jego znajomi i koledzy nam kibicowali. Często jeździliśmy na plażę w Jelitkowie lub chodziliśmy w Brzeźnie … baraszkowaliśmy w wodzie. Czułam się wspaniale – zakochana i kochana ! i to w każdym znaczeniu tego słowa. Dość powiedzieć że po trzech tygodniach, kiedy wyjeżdżałam byłam załamana – nigdy nie sądziłam że będzie mi brakować lekcji matmy !!! – no i jego.
Poprawkę zdałam śpiewająco – ku niewyobrażalnemu zdumieniu zołzy – aż oczy wychodziły jej z orbit ! – to było warte każdego poświęcenia !. A potem ku zdumieniu wszystkich poszłam na AGH studiować …matematykę stosowaną. Po roku podjęłam studia historii sztuki na UJ.
I pomyśleć że to wszystko przez poprawkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *