POMOCNIK INSTRUKTORA

POMOCNIK INSTRUKTORA

Jest to opowiadanie o tematyce gejowskiej. Występują w nim elementy dominacji i bdsm, a jego głównym tematem jest sex. Jeżeli Ci to nie odpowiada, to po prostu go nie czytaj… Jeżeli liczysz na jakieś hardcorowe bdsm to też sobie odpuść. Tutaj jest ono jedynie dodatkiem do całości.
Część pierwsza i epilog są wiernym odwzorowanie mojej historii, a zmienione w nich zostały tylko imiona, miejscowości i daty, cała reszta, jest przedstawiona dokładnie tak, jak ją zapamiętałem. Część druga jest natomiast bardzo luźną interpretacją faktów, choć nie jest tylko i wyłącznie wytworem mojej wyobraźni. Raczej mocno podkoloryzowaną rzeczywistością…

CZĘŚĆ I
Nazywam się Adam, a kiedy ta historia się zaczynała byłem 18-letnim uczniem liceum. Poza koniecznością codziennego katowania mojej twarzy maszynką do golenia, ot tamtego czasu w moim wyglądzie niewiele się zmieniło. Cały czas mam 184cm wzrostu, normalną budowę ciała, ani zbyt wysportowaną, ani zbyt szczupłą, ani też zbyt grubą, słowem – normalną. Tak jak wtedy wkurzają mnie moje średniej długości, lekko kręcące się, blond włosy, które za nic nie dają się ułożyć i choćbym nie wiem co z nimi nie robił, zawsze wyglądają jakbym dopiero co wstał z łóżka, za to całkiem nieźle pasują do zielonych oczu. Mimo, że mieszkam w mieście położonym nad samym morzem, to moim ulubionym sportem zawsze była jazda na nartach. Odkąd pamiętam wyjazd w góry był najbardziej oczekiwanym i najważniejszym wyjazdem w roku. Pewnie dlatego, że zazwyczaj nie docenia się tego, co się ma pod nosem. W każdym razie, od gimnazjum, poza rodzinnymi wyjazdami w Alpy jeździłem też co roku na obozy w polskie góry.
Był luty 2008 roku. Ferie. Pierwszy raz nie cieszyłem się tak bardzo z obozu narciarskiego. Rodzice zmusili mnie, żeby w tym roku, skoro już mogę, zacząć robić uprawnienia Pomocnika Instruktora. Pieprzyli coś o dorabianiu na studiach… Ja miałem to w dupie. Mnie obchodziło to, że nie spotkam się na obozie, jak co roku, z moimi znajomymi, a jeszcze w dodatku na moim wyjeździe nie będzie nikogo młodszego niż ja, co oznaczało, że najpewniej to właśnie ja będę wszystko przynosił, podawał i w ogóle robił za jakieś popychle. W końcu większość uczestników kursu na PI to studenci. No ale cóż, skoro starzy dali mi wybór – taki wyjazd, albo żaden, to nie za bardzo miałem wyjście.
Po przyjeździe do szczyrku spotkała mnie jednak pierwsza miła niespodzianka – pokój 2-osobowy. Przynajmniej tutaj się nie trzeba będzie męczyć w tym kołchozie z 7 innymi chłopakami. Druga miła niespodzianka – z łazienką(!), czyżby w nasze góry też docierała cywilizacja?! Pomyślałem sobie, że jeśli jeszcze współlokator będzie normalny i w moim wieku, to wyjazd będzie jednak bardzo udany.
Szczęście miałem tylko połowiczne. Co prawda Paweł, mój nowo poznany współlokator, był naprawdę sympatyczny i już pierwszego przedpołudnia po przyjeździe fajnie nam się rozmawiało, ale wiekiem mi do niego trochę brakowało. Był studentem 2giego roku stomatologii w Warszawie. Był też większy problem – Paweł był nieziemsko przystojny. No może nie nieziemsko, był po prostu dokładnie w moim guście. No i nie mogłem oderwać od niego wzroku… Buł dobre 5 centymetrów wyższy ode mnie, ładnie zbudowany, z lekko zarysowanymi mięśniami ramion i klatki piersiowej. Na głowie krótkie, ciemnobrązowe włosy fajnie uzupełniał minimalny zarost – takie dosłownie 3 dni bez golenia u dojrzałego faceta. To w tym zaroście się chyba zakochałem. Reszta była całkiem zwyczajna – brzuch płaski, oczy niebieskie, usta jak usta, tyłek też normalny. W każdym razie nie wiedziałem co mam zrobić, żeby nie gapić się na niego wół w malowane wrota.
Pierwszego wieczoru poszliśmy razem na imprezę do pokoju jego znajomych. Okazało się, że przyjechali w piątkę, a największy pokój był czteroosobowy, także któryś z nich musiał mieszkać osobno. Trafiło na Pawła. Zeszło się też bardzo dużo innych ludzi, ale i tak to ja byłem najmłodszy. Zgodnie z przewidywaniami, jak trzeba było coś podać, albo przynieść, to dziwnym trafem zawsze trafiało na mnie, Za to chłopaki (i dwie dziewczyny) byli bardzo sympatyczni i w dodatku szczodrzy w dzieleniu się alkoholem. Szczerze mówiąc do dziś nie pamiętam jakim cudem trafiłem do swojego pokoju.
Poranek był istnym koszmarem. Śniadanie o 7:30, wyjście na stok o 8:30, a tu głowa nap****ala, jakby ktoś kijem bejsbolowym przyłożył. I to w dodatku od środka. Jedyne pocieszenie w tym, że z innymi nie było lepiej. Zostaliśmy podzieleni na cztery dziesięcioosobowe grupy. Jazda była straszna. Miałem wrażenie, że narty mam pierwszy raz na nogach. W dodatku pogoda była marna, a warunki, jak to w Polsce, nienajlepsze. O 11 wszyscy błagali wręcz o przerwę, ale trener był nieugięty i jeździliśmy non stop do 16. Jak wróciliśmy do ośrodka, nie było nawet czasu na prysznic, wszyscy poszliśmy prosto na obiad. Kiedy wszyscy siedli i wycieńczeni zaczęli z trudem podnosić łyżki do zupy, na środek sali wyszła trenerka jednej z grup i powiedziała:
– Nas naprawdę nie obchodzi czy, ile i jak długo chlejecie. Wszyscy jesteście dorośli i dopóki nie rozpieprzycie tego hotelu, albo nie będziecie drzeć mordy po północy tak, że inni nie będą mogli spać to mamy to głęboko w dupie. Ale jeśli jutro znowu będziecie nieprzytomni na treningu, to będziemy jeździli do 17, też bez przerwy.
Po obiedzie był czas na szybki prysznic i przebranie się, a później wszyscy poszli na wykład o bezpieczeństwie na stoku. Widać było, że prowadzący uważa to za tak samo nudne i bezsensowne jak cała reszta. Na szczęście puścił nas już po 40 minutach, przepraszając i mówiąc, że gdyby to od niego zależało, to tego wykładu by nie było. Po wykładzie podszedł do mnie Paweł i zapytał:
– Jaki plan na resztę wieczoru?
– Jeszcze nie wiem, a Ty?
– Ja chyba idę spać, bo jestem wykończony. Albo posiedzę jeszcze chwilę i coś poczytam. W każdym razie ja nic dzisiaj nie piję.
– Dobra, ja też pewnie nie za wiele, ale skoczę do chłopaków na piwko czy dwa. Jakbyś już spał jak wrócę, to dobranoc.
– No, na razie.
Tym razem przyszło nie wiele osób. Może i lepiej, bo było piekielnie nudno. Większość nie miała siły nawet rozmawiać. Mimo tego wypiłem dwa piwa przed powrotem do pokoju. Lekko mi zaszumiało w głowie, choć zazwyczaj taka ilość nie robi na mnie wrażenie. To pewnie ze zmęczenia. Idąc do pokoju pomyślałem, że przyda mi się jeszcze jeden ciepły prysznic, zanim wskoczę do łóżka.
W pokoju było ciemno. Z ciasnego korytarzyka, w którym była szafa i z którego było wejście do łazienki zobaczyłem, że jak wszedłem zapaliło się jakieś niezbyt mocne światło, jakby ekran telefonu. Zapytałem cicho:
– Śpisz?
– Nie, sprawdzam maile.
– Ok, ja tylko wskoczę pod prysznic i idę spać.
Kiedy wyszedłem z łazienki w samych bokserkach, jeszcze lekko ociekający wodą, światełko dalej się paliło. Idąc w stronę swojego łóżka już miałem zacząć coś mówić kiedy nagle oniemiałem. Po prawej stronie, na fotelu siedział Paweł. Nie zwrócił nawet na mnie uwagi, pisał coś zawzięcie na swoim telefonie, który go oświetlał. Był zupełnie nagi. Pomyślałem: ‚Boże, on jest idealny’, a zaraz potem: ‚Kurwa, stanął mi’. Odwróciłem się szybko w kierunku swojego łóżka, udając, że jestem bardzo zajęty układaniem czegoś w kosmetyczce. Kutas sterczał mi w moich luźnych bokserkach jak 150, nawet lekko wystawał przez nogawkę, którą uniósł do góry, ale nie chciałem sięgnąć ręką, żeby go poprawić, bo bałem się, że Paweł się domyśli. Po chwili usłyszałem:
– Adam…
– Tak? – odpowiedziałem odwracając tylko głowę.
– Stań jakoś normalnie, a nie rozmawiasz ze mną, odwrócony do mnie dupą i jakoś dziwacznie wygięty w pół.
Pomyślałem: ‚jest ciemno, może nie zauważy’ i odwróciłem się, pochylając się lekko, żeby, żeby mój fiut nie sterczał tak prosto w jego kierunku. W tym momencie skierował na mnie światło swojego telefonu i usłyszałem:
– Dokładnie tak myślałem…
– Sorry, to nie tak jak myślisz, to nie przez Ciebie. Ja po prostu dawno…
– Tak? I może to też Cię nie podnieca? – powiedział, gdy zaczynał delikatnie masować swojego fiuta. W tym momencie mój podskoczył jak oszalały.
– Kurwa…
– No właśnie… Podejdź tutaj blisko. – powiedział pokazując miejsce na podłodze przed sobą. Podszedłem – A teraz na kolana – mówiąc to jeszcze raz pokazał stanowczo podłogę.
– Ale ja naprawdę nie chciałem – powiedziałem klękając powoli
– Ssij!
– Ale…
– Ssij tego kutasa cwelu!!!
Wziąłem jego fiuta do ręki i zacząłem delikatnie lizać żołądź koniuszkiem języka.
– Bez rąk. Nie ma tak łatwo.
Na początku go tylko lizałem. Trochę trwało, zanim przełamałem się, żeby wziąć go do buzi. W końcu był to pierwszy fiut, z którym miałem do czynienia, nie licząc własnego. Po dwóch minutach delikatnego ssania Paweł złapał mnie za głowę i docisną ją do siebie. Powiedział, że albo będę brał go głębiej, albo on mnie wypierdoli w gardło bez mojej pomocy. Wszedł trochę ponad połowę. Dławiłem się, kiedy chciałem wycofać głowę on wzmacniał swój uścisk. Ssałem coraz intensywniej, a on zaczął poruszać moją głową w przód i w tył, jednak ani na chwilę nie pozwolił mi wyjąć go z ust. Dyszał przy tym coraz głośniej. Co chwilę słyszałem: ‚o tak, ssij go cwelu’, albo ‚dobrze suko’, czułem, że jego krew pulsuje coraz mocniej, wiedziałem że zaraz się, więc próbowałem wycofać głowę wkładając w to całe swoje siły. On szybko złapał mnie też drugą ręką i wydyszał:
– Gdzie kurwa? Jak choćby kropla znajdzie się poza twoim ryjem, to pożałujesz. – Docisnął bardzo głęboko, jego fiut wszedł w samo gardło i w tym momencie zaczął strzelać
– Łykaj. – powiedział nie wyjmując swojego kutasa z moich ust.
– No łykaj kurwa, dopóki nie połkniesz ja go nie wyciągnę, będziesz z nim tak kurwa spał.
Połknąłem. Po policzkach ciekły mi łzy, nie dlatego, że byłem nieszczęśliwy, raczej od tego dławienia i upokorzenia. Nawet nie wiem kiedy zdążyłem się spuścić. Nie wiedziałem co o tym myśleć, to było straszne i upokarzające, a jednocześnie było to najlepsze przeżycie jakie dotychczas miałem. Myślałem o tym wszystkim dalej klęcząc przed nim, bo po prostu zapomniałem w jakiej jestem pozycji, Zwyczajnie nic innego nie było się w stanie teraz do mnie przebić, poza myślą o tym co się przed chwilą zdarzyło. W pewnym momencie poczułem takie delikatne, pobłażliwe, protekcjonalne klepanie po policzku i usłyszałem:
– No, nieźle się spisałeś, jak na początkującego… No co tak klęczysz… Aaaa, czekasz na pozwolenie, żeby wstać. Możesz już iść… Tylko nawet nie próbuj sobie w nocy walić. Dobranoc… Cwelu! – powiedział to, po czym zaczą chichotać, a ja bez słowa poszedłem do łóżka.
Jak się obudziłem od razu pomyślałem, żeby lepiej nie stwarzać sytuacji sam na sam z Pawłem, bo nie mam pojęcia jak to będzie teraz wyglądało. On był w łazience. Pomyślałem, że jak tylko wyjdzie, to od razu wejdę ja i będę siedział tak długo, żeby wyjść przed samym śniadaniem. Plan był genialny w swej prostocie i udany. Co prawda, zapomniałem wziąć ciuchów do łazienki i musiałem się przy nim ubrać, ale wszystko szło dobrze. Wkładając t-shirt rzuciłem:
– Dobra, to ja będę szedł na śniadanie.
– Zaraz, zaraz. Nie tak szybko. Masz 5 minut na zrobienie mi laski. Trzeba było nie siedzieć tak długo w kiblu.
– Paweł, ja nie mam pretensji o to co wczoraj, po prostu o tym zapomnijmy i daj już sobie spokój…
– Co kurwa? Ty nie masz pretensji?! Ty kurwa masz mi dziękować. Już na kolana i błagaj o fiuta suko!
– Ja idę na śniadanie. – powiedziałem łamiącym się głosem, a mój penis już stał w moich spodniach. Tak naprawdę marzyłem teraz o zrobieniu mu laski, ale za nic nie mogłem się do tego przyznać. Ani przed nim, ani przed sobą…
– Już tutaj na kolana! Bez klucza i tak nigdzie cwelu nie wyjdziesz, a klucz mam ja. – mówiąc to wstał, złapał mnie za kark i mocno popchnął w dół. Poddałem się.
– Błagaj o kutasa, szmato. Już!
– Proszę, czy mogę Ci obciągnąć? – zapytałem, starając się, aby w moim głosie było tak dużo godności, jak tylko się da w takiej sytuacji.
– To ma być błaganie?! Jesteś pierdolonym cwelem i jak cwel masz błagać…
– Błagam Cię, pozwól mi ssać swojego kutasa, obciągać go i łykać twoją spermę.
– Dalej… No, Słucham.
– Błagam pieprz mnie w gardło, cwel mnie, proszę!
W tym momencie rozpiął rozporek i władował swojego fiuta prosto w moje gardło. Ssałem mu tak samo jak wieczorem, z tym że tym razem próbował go wepchnąć jeszcze głębiej. Nie trwało to długo. Czułem, że już jest blisko. W tym momencie on go wyciągnął i bardzo szybko trzepiąc przed moją twarzą powiedział.
– Dzisiaj nie zasłużyłeś na to, żeby połknąć… – i w tym momencie fala gorącej spermy uderzyła prosto w mój policzek. – Szybko, podnoś się, jesteśmy spóźnieni na śniadanie. Wstałem i powiedziałem:
– Dobra, tylko obmyję twarz.
– Nawet się kurwa nie waż suko! Dostałeś na twarz zamiast do gardła za karę i tak ma zostać.
Wstałem, spojrzałem mu w oczy. Najgłębiej jak umiałem, jednocześnie najbardziej uległym spojrzeniem, jakie tylko potrafiłem zrobić i cały czas patrząc mu w oczy rozsmarowałem jego spermę po całej swojej twarzy, tak, żeby nie rzucała się w oczy, będąc równomiernie rozprowadzona, a następnie zapytałem:
– Czy mogę oblizać palce? Proszę…
Uśmiechną się tak szeroko, że pokazał wszystkie zęby. Było widać, że jest szczęśliwy. Pokiwał tylko głową, a kiedy już oblizałem swoje palce podszedł do mnie, poklepał mnie po ramieniu jak przyjaciela i zapytał:
– To co, na śniadanie?
– Tak. – powiedziałem uśmiechając się.
– To jak, kumple?
– Kumple.
– No to kumple. Do wieczora.
No i byliśmy świetnym kumplami. Przez cały obóz. W ciągu dnia zawsze traktował mnie jak równego sobie. Mówił „proszę’ i ‚przepraszam’, dużo rozmawialiśmy, razem piliśmy po wykładach. Z resztą nie sami. Z tym, że każdego ranka i każdego wieczora stawałem się jego cwelem. Błagałem o to, żeby pozwolił mi ssać i na koniec bawiłem się jego spermą w mojej buzi waląc jednocześnie sobie, a dopiero jak sam się spuściłem, łykałem wszystko co do kropli. Inaczej wyglądał tylko ostatni poranek.
Zaczęło się jak zwykle, ale kiedy byłem w połowie swojej roboty on wziął swój telefon i zrobił mi zdjęcie z jego fiutem w moich ustach. Odchyliłem się i zapytałem:
– Co robisz?!
– Muszę mieć pewność, że zobaczymy się w wakacje. Rób swoje, jak zwykle, a ja cyknę jeszcze kilka. Chyba mi ufasz…
– Ty mi chyba też, nie? Po chuj Ci te zdjęcia?!
– Ssij kurwa, a nie pierdolisz. Od tego tu przecież jesteś! Zapomniałeś kim jesteś dla mnie rano?! Muszę mieć pewność, bo następnym razem nie będzie tak lajtowo, będziesz tęsknił za czasami, kiedy Twoje bycie cwelem ograniczało się do przyjemności picia spermy. Tak jak się umówiliśmy spędzasz u mnie tydzień swoich wakacji. I będziesz suką 24/7, nie tak jak teraz…
Kiedy to usłyszałem wiedziałem, że chcę, żeby zrobił te zdjęcia. Wróciłem do ssania, ze zdwojoną intensywnością. A on cały czas robił zdjęcia. Jak mu ssę, jego spermy na moim języku, jak sobie walę i jak się spuszczam. Kiedy już doszedłem, podszedł do mnie, podał mi rękę i pomógł wstać, po czym powiedział:
– Sorry, ale musiałem Ci przypomnieć jakie jest Twoje miejsce w seksie. O zdjęcia się nie martw. Mam je przede wszystkim po to, żeby wspominać sobie te dwa tygodnie kiedy będę trzepał w łóżku. Ale jak nie będziesz odpisywał, albo nie przyjedziesz w wakacje, to możesz być pewny, że nie tylko ja je będę oglądał. To były zajebiste dwa tygodnie.
– Też tak myślę, dzięki wielkie. Byłeś świetny. Już się nie mogę doczekać wakacji. Tym bardziej, że teraz coś na mnie masz, więc może być ciekawie…
– Oj uwierz mi, że będzie…
CDN
Więcej seksu i początki sm w części drugiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *