Pod żaglami

Pod żaglami

Zawsze ciągnęło mnie do żagli –łodzie z białymi trójkątami budziły tęsknotę za przygodą, samotnością i pozwalały na inne spojrzenie. Długo były to niespełnione marzenia. Aż kiedyś będąc z siostrą u jej znajomych zobaczyłem jacht. Okazało się że oni żeglują już od wielu lat. I tak wybrałem się pewnego lata z nimi na Mazury. Tam poznawałem tajniki halsowania , a w następnym roku zdobyłem uprawnienia żeglarza i sternika. Ponieważ to dość drogie hobby – znów nastąpiła kilkuletnia przerwa. Dopiero na przełomie tysiącleci mogłem sobie pozwolić na powrót do tej formy spędzania czasu. W połowie sierpnia Lechu – ten kolega siostry – miał już ściągnąć swój jacht do siebie , ale zepsuł się jemu „Jeep” którym zawsze go holował poprosił bym ich ściągnął. Miałem wziąć lawetę i ściągnąć samochód, a potem pojechać drugi raz po jacht. Powiedziałem że najpierw spróbuję go uruchomić, a gdy to się nie uda wynajmę lawetę na miejscu i wrócę po łajbę. Lechu przystał na taką propozycję i powiedział bym sobie trochę pożeglował nim ściągnę jacht do ich domu. Wtedy o tym dowiedziała się Haneczka – moja kuzynka z którą przed laty mieliśmy romans i z którą nadal pozostawaliśmy w bliskich, może nie dosłownie stosunkach. Akurat odwołali jej obóz wędrowny w górach Świętokrzyskich i miała wolne. A nikomu o tym jeszcze nie wspomniała i postanowiła pojechać ze mną. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo ucieszyła mnie tą swoją decyzją. Wyjechałem o świcie swoim Galloperem pól godz. wcześniej i nadrabiając nieco drogi zabrałem Ją. Mieliśmy przed sobą ponad 500 km i już w czasie drogi dochodziło do dwuznacznej wymiany zdań, niby przypadkowych dotknięć, czy obiecujących spojrzeń. Na miejscu okazało się że usterka nie była zbyt poważna, tylko miejscowi mechanicy to albo dupy, albo cwaniacy próbujący wyciągnąć grubą kasę, widząc nadzianego (sądząc po jachcie i aucie) Lecha. Dość szybko uruchomiłem silnik, budząc podziw kuzynki i wdzięczność Lecha i Renaty. Wieczorem poszliśmy na kolację i dancing. Ale byłem zbyt zmęczony i nie lubię, bo nie umiem tańczyć. Okazało się że teraz mieli dość nowy 4-ro osobowy, dwumasztowy jacht z 80-cio konnym silnikiem, kuchenka, łazienka rtv – słowem pełen luksus. Kajuty były dwie – dwuosobowe – tak że nam tzn. mnie i kuzynce przypadła jedna, a w drugiej spali gospodarze. Mimo zmęczenia długo nie mogłem zasnąć i nie wiem czy to wina obcego miejsca, czy też świadomość że obok na łóżku leży Haneczka. Wsłuchiwałem się w jej oddech i wydawało się że śpi, trochę żałowałem. Jakież wiec było moje zdziwienie, gdy ujrzałem w księżycowej poświacie jak odziana tylko w zwiewną ledwie zakrywającą cipkę nocną koszulkę zmierza ku mojemu posłaniu – przecież wieczorem kładąc się spać miała na sobie piżamkę !. – Posuń się trochę – wyszeptała – bo nie mogę zasnąć. Wśliznęła się zgrabnie pod kołdrę i przywarła nagimi nóżkami. Szybko pozbawiła mnie spodni od piżamy, a bluzę rozpięła. Uważaj ! – co robisz ?! – przecież obok są oni !. Spokojnie chrapią aż miło ! – to mówiąc pocałowała i wciągnęła mnie na siebie podciągając i tak króciutką koszulkę i odsłaniając brzuszek. Rozwiązałem kokardkę na biuście i uwolniłem drobne piersiątka. Pocałowałem je z namaszczeniem, a czubkiem twardego penisa delikatnie dotykałem śliskiego rowka cipki. Kiedy zacząłem naciskać na rozwierające się płateczki, Hany sama wypięła biodra przyjmując główkę w rozchylającą się szczelinkę. To było boskie uczucie ! – wchodzić z lekkim oporem w tę jej cudowną otchłań rozkoszy. Cichutko westchnęła i pocałowała prosto w usta. Delikatnie opuszczałem lędźwie zagłębiając się w niej. Musieliśmy uważać by nie zbudzić swymi miłosnymi szeptami sąsiadów. To dodatkowo spotęgowało nasze odczucia rozkoszy. Wsunąłem dłonie pod jej pupcię i docisnąłem do siebie. Haneczka objęła mnie ramionkami i całowała namiętnie w usta. Trwaliśmy w tym całkowitym zespoleniu oddając się sobie nawzajem bez reszty. Staraliśmy się nie poruszać, gdyż każdy ruch czy gest tylko zakłócił by tę idealną symbiozę naszych ciał i zmysłów. Stanowiliśmy absolutną i doskonałą jedność. Patrzyłem w jej oczy, które zdawały się mówić o jej całkowitym oddaniu i bezbrzeżnym szczęściu. To przypominało mi już takie chwile jakie kiedyś przed wieloma laty razem z Haneczką przeżywaliśmy. Też bez zbędnych słów i gestów nasze pierwsze zbliżenie, a po kilku latach ponowne czyniło nas kochankami idealnie zespolonymi. I tym razem instynktownie staraliśmy się zapanować nad zmysłami i potrzebami ciał, by przedłużać w nieskończoność tę rozkosz oczekiwania na spełnienie. Jednak drobne i delikatne skurcze jej cipki wywołały najpierw dreszcze emocji a potem eksplozję namiętności połączoną z wytryskiem w samym dnie Haninej pochewki !. Cichutko kwiliła, a jej cudowne – ciągle jeszcze jędrne i atrakcyjne ciałko – przeszywały spazmy rozkoszy, zdawało się że całą nią wstrząsa szloch przeżywanego szczęścia. Po jej policzkach spływały łzy, scałowywałem je z nabożeństwem. Mimo upływu lat – mieliśmy po 46 – Haneczka wyglądała prześlicznie. Nadal zachowała drobną, dziewczęcą figurkę, małe piersi, płaski jędrny brzuszek i śliczne ramionka czyniły jej sylwetkę powabną i seksowną. Oczywiście pojawiły się pierwsze subtelne zmarszczki, kropki cellulitu i inne oznaki upływającego czasu, ale one tylko dodawały jej uroku dojrzałej kobiety. Cichutko i delikatnie wyszedłem z niej i klęcząc całowałem ciało mojej bogini, zlizując z ud i łona wyrzucaną niczym z gejzera białawą maź. Tak na te pieszczoty reagowała jej ciągle nie do końca zaspokojona cipka !. Wydawała przy tym subtelne westchnienia, a ciałkiem wstrząsały dreszcze rozkoszy, jakby rażone prądem. Znów wyciągnęła ramionka i wsunęła mnie na siebie, domagając się kolejnego zbliżenia. Wszedłem w nią ciągle ciepłą i spragnioną, przywierając całą i przyciskając. Tym razem delikatne, wolne ruchy w głąb niej powodowały wzrost podniecenia i cielesnej uciechy. Kochaliśmy się z rozmysłem i namaszczeniem, zadając sobie coraz większej przyjemności a w końcu rozkoszy. Wśród namiętnych pocałunków doznaliśmy ponownego spełnienia. Teraz leżeliśmy na sobie, a potem obok siebie zaspokojeni i szczęśliwi, obdarowując się pieszczotami i buziaczkami. Szeptem wspominaliśmy przeżyte prze chwilą uniesienia miłosne i porównywaliśmy je z minionymi sprzed lat. Musiałem ją solennie zapewniać, iż jest tak samo ponętna i urocza jak przed laty – co zresztą było prawdą – w każdym bądź razie dla mnie taką pozostała. Zostałem za to wycałowany i zapewniony iż postara się dla mnie taką być !. Kochana Haneczka !. Zasnęliśmy błogo wtuleni w siebie, ale rankiem musiała opuścić moje łóżko i udać się do swojego, by z miną niewiniątka przebrana w piżamkę zrobić wszystkim poranną kawę. Po tak miłej i sytej nocy, oraz uroczym przebudzeniu, poszliśmy razem na śniadanie do pobliskiego baru. Później Lechu zaznajomił mnie z tajnikami jachtu, a Renata Hankę z kuchnią. Potem pożegnali nas i wyjeżdżając życzyli udanego wypoczynku. . Dzień zapowiadał się piękny. Na wodę wypłynęliśmy dopiero ok południa. Hany była zachwycona jachtem poszła się opalać na pokład. Gdy byliśmy z dala od innych łodzi wskoczyliśmy do wody. Po kąpieli znów się opalaliśmy. Powiedziałem Jej że wygląda niczym nimfa, albo syrena i nie śpiewem a wyglądem może uwodzić samotnych niczym Odys żeglarzy. Wolałabym uwieść jednego – odparła. Pochyliłem się nad nią i ustami spijałem połyskujące kropelki wody z jej kuszącego nieziemską obietnicą rozkoszy ciałka. Ponieważ w pobliżu nie było nikogo oddaliśmy się pieszczotom, które zakończyły się zdjęciem i tak kusych odzień i stosunkiem. Tym razem to ona była na mnie – dlatego że było twardo a poza tym musiałem mocno trzymać się pokładu, byśmy w najmniej stosownym momencie nie wpadli do wody. Po zaspokojeniu zmysłów Hany postanowiła opalać się nago. Tylko uważaj by ktoś nie podpłynął zbyt blisko – powiedziała – to widok tylko dla ciebie – dodała dając całusa. I tak widziałem jak ktoś obserwuje nas przez lornetkę – niech mają, w końcu jest na co popatrzeć. Leniwie mijały kolejne godziny. Popłynęliśmy coś zjeść i do wieczora spacerowaliśmy po Augustowie. Noc zapowiadała się gwieździsta , ale ciepła. Długo siedzieliśmy przytuleni na przystani, a gdy weszliśmy na pokład Hany powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę – będziemy się kochać pod gołym niebem !. Wszystko już zaplanowałam – wyjmiemy materace i położymy je w otwartej części kokpitu. Chcę zobaczyć spadające gwiazdy!!! – dodała. A nie będziesz zbyt głośno krzyczeć ? – postaram się zapanować – oznajmiła. To już postanowione – postawiła na swoim. Tylko puść cichutko i na okrągło „ Augustowskie noce”. To zaczynało mi się podobać !. Dobrze że Lechu entuzjasta technicznych nowinek miał na pokładzie nie tylko DVD ale i kompa. Odszukałem nagranie i zrobiłem nastrój. Przy okazji znalazłem parę „gorących i niegrzecznych” filmów. Hany zaprosiła mnie do naszej łożnicy – kiedy Ją rozbierałem rzeczywiście było widać gwiazdy. Ułożyła się wygodnie pociągając mnie na siebie. Staraliśmy się nie wzbudzać niczyich podejrzeń – Haneczka cichutko kwiliła i gdy szczytowała nie była pewna czy spadające gwiazdy były tylko obrazem jej imaginacji czy rzeczywistością !. Ach te Augustowskie Noce !!. Wtuleni w siebie zasnęliśmy. Nazajutrz po śniadaniu wypłynęliśmy na środek jeziora, a tam czekała mnie kolejna niespodzianka jaką miała dla mnie Hany. Nie patrz jak się przebieram ! krzyknęła z kajuty. Co Ci przypomina widok znajomy ten ? – zapytała i wyszła w jakże dobrze mi znanym czarnym jednoczęściowym stroju kąpielowym . To ten sam, czy taki sam ? zapytałem. Ten sam – zachowałam go ze względu na wspomnienia – to był ten sam kostium w którym uwiodłem Haneczkę po raz pierwszy 23 lata temu nad jeziorem w L. i tam się zaczął nasz romans, który trwał 6 tyg. . To wybierając się tutaj ze mną miałaś zamiar mnie uwieść – stwierdziłem. A Ty o tym nie myślałeś ? -nie kłam !. Byłbyś zawiedziony gdybym Ci odmówiła ! – może nie ? – Tak po prawdzie trochę na to liczyłem, ale do niczego bym Ciebie nie zmuszał. Chcę byś mnie uwiódł w taki sam sposób jak wtedy ! To musimy dobić do brzegu – nie chcę tu na jachcie – powiedziała Haneczka – tylko byś mnie tak samo pieścił i rozbierał – jeśli nie pamiętasz to ci podpowiem, bo ja pamiętam każdy szczegół. A wiesz że wyglądasz równie ekscytująco jak wtedy Haneczko – powiedziałem. Uwielbiam jak tak do mnie mówisz !, ale i tak ci nie wierzę ! – wtedy byłam dla Ciebie obietnicą, niespełnionym jeszcze marzeniem, a teraz już mnie pojąłeś i to wielokrotnie ! łajdaku jeden ! – masz o to pretensje ?! — miałabym, gdybyś tego nie zrobił !!!. Tak się przekomarzaliśmy, gdy zacząłem ją pieścić. Łaskotałem jej udka i plecki – tak jak wtedy – tylko skąd mam wziąć miotełkę trawy pośrodku jeziora ? Możesz to robić chusteczką – podpowiedziała. Następnie odwróciła się na plecki, a ja języczkiem lizałem jej udka, pisię, zsunąłem ramiączko kostiumu obnażając pierś i znów śliniłem rowek cipki. Widzę że i ty dobrze pamiętasz tamten raz – powiedziała z uznaniem. Pamiętam i tamten i kilka innych – takich razy jak z Tobą się nie zapomina !. Wśliznąłem się na nią i czubeczkiem wodziłem po oślizłym rowku, aż gdy znalazł się w odpowiednim miejscu H sama uniosła bioderka nadziewając się na główkę. Opuściłem lędźwie i milimetr po milimetrze zagłębialiśmy się w rozkoszy. Kochaliśmy się dając sobie i czując maksimum doznań aż do cudownego, wspaniałego wspólnego orgazmu. Do wieczora wspominaliśmy nasze dzieciństwo i potajemne erotyczne spotkania sprzed prawie ćwierć wieku, napawaliśmy się sobą, dwukrotnie zaspokajając potrzeby zmysłów i ciał. Wyczerpani miłosnym maratonem dobiliśmy do przystani i po sutej kolacji grzecznie poszliśmy każdy do siebie spać. Ale spać się nie dało – po ok. 2 godz. Obudziłem się i już zasnąć nie mogłem. Wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowe obrazy i scenki – co mógłbym teraz robić, miast bezowocnie przewracać się na łóżku. Postanowiłem to urzeczywistnić. Wszedłem cichutko goły do jej kajuty Hany spała – wśliznąłem się pod kocyk i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu i zadowoleniu stwierdziłem że jest naga. Przecież gdy szliśmy spać i przyszła dać buzi na dobranoc była w koszulce !. Przywarłem do niej myśląc że ją obudzę, a tymczasem spotkałem się z pretensją w głosie – jak długo jeszcze miałam czekać ?!. Kochana Hany – zajęliśmy się sobą niecierpliwie wypełniając nawzajem. Splecione i nauczone już siebie ciała szybko odnalazły wspólny rytm. Celebrowaliśmy grę wstępną, by przedłużyć przyjemność jaką dawały miłosne podchody, a potem splecione i wypełnione sobą ciała napawały się radością i wysycały erotyczną ekstazą. Po wzajemnym spełnieniu tym razem nie zasnęliśmy, tylko długo dopieszczaliśmy się, głaszcząc, tuląc i całując każdy fragment ukochanej osoby. Te miłosne zapasy trwały do bladego świtu. Wtedy znużeni zapadliśmy w błogi sen. Następne dni wyglądały podobnie !. Zmieniały się tylko jeziora, miejscowości, mariny, a my wciąż sobą nienasyceni i zafascynowani poddawaliśmy się erotycznemu maratonowi. Kochaliśmy się 3-5 razy dziennie tzn. na dobę. Każda okazja, każdy pretekst był dobry, by uprawiać sex. Pewnego dnia pogoda się popsuła – siąpiło i było chłodno, to całego spędziliśmy nie wychodząc z łóżka – nawet pizzę zamówiliśmy z dostawą na jacht !. Kiedy Hany wyszła ją odebrać i uregulować należność, miała na sobie krótką zmiętą koszulkę, a po udach ściekało jej białawe nasienie z odbytego przed chwilą zbliżenia !. Chłopak miał nietęgą minę, ale co za widok !. Tej doby 9-cio krotnie wtryskiwałem w nią swą namiętność !. Nasze miłosne zapasy przybierały coraz to nowe, bardziej wyrafinowane formy . Pomagały nam w tym filmy jakie znaleźliśmy w szafce pod DVD, a potem i wypożyczane w miejscowych wypożyczalniach.. Były to głównie erotyki i tzw. soft -porno , a szczególnie „Prywatne lekcje” w wersji hard z Sylwią Kristel. Zmienialiśmy pozycje, okoliczności, lizaliśmy się, wysysałem z jej zalanej przed momentem spermą piczuni nasze zmieszane soki i całując wlewałem w jej usteczka, albo zraszałem piersi, brzuszek. Następnie rozsmarowywałem białawą maź i przytulałem się aż do zaschnięcia. Haneczka twierdzi że to najlepszy kosmetyk, zwłaszcza na cellulit – dlatego go prawie nie ma !. Nasz zmysłowy maraton trwał aż do wyjazdu – nawet w drodze powrotnej nie wytrzymaliśmy i doszło do zbliżenia na stojąco w lesie, mimo że rankiem przed wyruszeniem też się kochaliśmy. Z tych żagli zapamiętałem głównie mój stojący maszt i biały, ale nie żagiel, a efekt naszych figli obficie wypływający z najsłodszej istoty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *