Po pracy

Po pracy

Nie miał zamiaru tracić czasu na jazdę do domu i późniejsze pchanie się przez pół miasta, żeby dojechać do Janki na czas. Z pracy wyszedł pół godziny później, zjadł obiad w stołówce i na miejscu był na godzinę przed czasem. W torbie miał ubranie do przebrania. Nie chciał tego robić w szatni, żeby nie wywoływać komentarzy kolegów. Zrobiła oczy widząc go obładowanego w drzwiach. Ledwo przekroczył próg przytuliła się do niego nadstawiając usta do pocałunku i ujawniając, że pod kąpielowym płaszczem nie ma stanika. Położył torby na ziemi, żeby móc odpowiedzieć. Całując ją zawędrował wolna ręką pod miękką tkaninę. Okazało się, że nie ma pod nią niczego a ona wypchnęła biodra zachęcając go do zajęcia się jej szparką. Nie pozwolił sobie na wsuniecie ręki pomiędzy jej uda. Nie był pewny czy jej matka jest w domu. Nie chciał, żeby zobaczyła go w takiej sytuacji. Janka nie przejmowała się niczym. Jej dłoń od razu znalazła drogę do suwaka spodni – Musimy się tak spieszyć – objął jedną z piersi odsłaniając ją przy okazji i kciukiem podrażnił sutek. – Chyba nie – na usta pchało jej się pytanie dlaczego nie posunął się dalej. Dlaczego nie pozwolił sobie na małe macanko. Pamiętała z czasów dzieciństwa ciotkę, podglądaną przez uchylone drzwi przy pomocy lustra jak w przedpokoju zadzierała spódnicę zachęcając partnera do wsunięcia reki w majtki a dopiero potem myślała o zrzuceniu płaszcza, jeżeli akurat miała go na sobie. Widziała też coś, co napełniło ja w pierwszym momencie wstrętem, na co jednak pozwalała sobie chociaż w innych warunkach. Przytuleni, obejmując się weszli do jej pokoju – Ze mnie gospodyni. Przepraszam, jadłeś coś? Kawą chyba nie pogardzisz? – Jadłem – podszedł do drzwi chcąc pójść po swoją torbę – Kawą nie pogardzę pogardzę. – To poczekaj chwilę – Przebiorę się – Lepiej puść jakąś muzykę – Dotknęła wargami jego ust i już jej nie było Zrobił i jedno i drugie. Puścił kasetę z balladami, które oboje lubili i zabrał się za wyjmowanie rzeczy. Nie zdążył skończyć a już była z powrotem w drzwiach ubrana w flanelową koszulę i spodniczkę z tacą, na której stały aromatycznie pachnące szklanki i talerzyki załadowane kawałkami wyglądającego na domowe ciasta – Zwinęłaś się błyskawicznie – własne miał zakładać wyjęty z torby, już zawiązany, krawat. Na oparciu fotela leżała jasna marynarka – Ty też nie marnowałeś czasu. – wyjęła mu go z ręki i położyła na marynarce – Mama mi pomogła – Cieszy mnie jej uznanie. Dobrze, że posłuchał ojca przed pierwszą wizytą. Nie kryła wtedy swego zaskoczenia. Kwiaty i bomboniera o odpowiednim smaku zrobiły swoje. Usiadł na tapczanie i sięgnął po papierosy. To było to czego w tej chwili najbardziej potrzebował. Nie lubił oficjalnych wystąpień a dzisiaj szli do jej koleżanki na ”parapetówkę” Nie znał towarzystwa. Miał nadzieję, że Janka nie każe mu siedzieć tam zbyt długo – Denerwujesz się – spytała niespodziewanie. – Nie. Po robocie nie będę się tam czuł swobodnie – wypuścił nosem dwie smużki dymu i znów zaciągnął się głęboko – Nie mam zamiaru zrobić z siebie błazna – Prezent kupiłaś – odłożył papierosa i sięgnął do tylnej kieszeni spodni po portfel. – Zostaw. Zajmij się kawą bo ci wystygnie. – Jak chcesz – odpowiedział, wsypał do kawy cukier i mieszając ujął w palce papierosa W pokoju słychać było tylko muzykę. Słuchali przytuleni dopóki nie zgasił w popielniczce niedopałka. W jego szklance zdążyła ubyć zaledwie jedna czwarta zawartości. Nie był pewny jak to się stało, że jego ręka, zachęcona ruchem ciała, znalazła się pod koszulą. Był pewny czego chce. Dlaczego jednak teraz, gdy jej matka jest w domu? Czy to jest jakieś jej podkreślenie samodzielności. Chyba nie chce wplatać go w swój konflikt z matką. Czy to powinno go obchodzić. Palce nie słuchają odkrywanego przez mózg obrazu. Znów dotykają, ściskają nabrzmiewający sutek a ona chcąc dostać więcej ciągnie go na siebie kładąc się na tapczanie i od razu rozkładając szeroko nogi. Ledwo objął sutek wargami, podrażnił czubkiem języka wygięła się i niemal cała pierś znalazła się w jego ustach. Nie usłyszał zgrzytu suwaka ale poczuł, że go rozpina, że jej palce szukają drogi wiodącej w jego bokserki, że jej, wsunięte w jego włosy palce przytrzymują jego głowę. Przesunął dłonią po jej ciele. Poszukał skraju spodniczki a ona poruszyła się chcąc już odsłonić niepodcinany trójkąt włosków pokrywających wejście do „dolinki” Nie kryła przed nim, że na podcinanie nie pozwalała jej matka, która sama szyła dla niej majteczki z króciutkimi nogawkami. Powiedziała mu też dlaczego ale to okazało się nie prawdziwe. Wtedy gdy to odkrył, gdy po raz pierwszy kochali się do końca, Janka bez słowa uniosła pupę. To trwało chwilę i już mógł tak jak teraz wsunąć w nią dwa palce. Dzisiaj jednak nawet nie sapnęła tak jak wtedy. Za to wtedy nie szarpnęła się spod niego. Nie położyła obok zmuszając tak jak dzisiaj do zaprzestania pieszczot. Chciała odpowiedzieć mu na pieszczoty. Chciała nie tylko brać ale i dać z siebie. Bez wahania głaszcząc ją delikatnie pocałowała czubek jego sztywnej już maczugi a zaraz potem przesunęła wargami po całej jej długości za każdym razem zatrzymując się na szczycie. Pała za każdym razem lądowała głębiej w jej ustach. Język za każdym razem dłużej zabawiał się samym szczytem. Nie był pewny czy to ona czy ruch jego ciała wsunął pałę głęboko w jej usta a ona zaczęła ja ssać poruszając głową w rytm pieprzących ja palców. Takie było ich pierwsze zbliżenie. To było jednak, jak mu się wydawało, wieki temu a realnie nie trwało nawet miesiąca. A przecież w międzyczasie jego maczuga znalazła drogę do wilgotnej norki i sprawiła jej sporo przyjemności Czego chciała? Czy dzisiaj chciała skończyć tylko na tym. Przecież jej matka jest w domu a ona leży prawie naga. Czyżby nie bała się, że matka może wejść do pokoju. Myśl, że jej matka może go zobaczyć leżącego miedzy jej udami nie dawała mu spokoju. Z trudem wytłumaczył sobie, że może się tym nie przejmować i spokojnie, skoro ona tego chce zająć się jej norką. Jeżeli tak, to po co ma strzelać jej w usta. skoro może na uda lub na brzuszek. Łapie ja za głowę. Pała sama wysuwa się z jej ust. Dłonie wracają na piersi. Usta zwierają się w żarłocznym, pocałunku pobudzając języki do działania Palec wygrywa szybki werbel na odnalezionej łechtaczce. Nie może pozwolić jej głaskać pały. Usuwa jej dłoń spomiędzy ciał i zsuwa się z kanapy na podłogę a ona obraca się za nim. Usta suną w dół. Język przez chwile zabawia się dziurką pępka a ona wygina się posapując. Wargi już są na szczycie „szparki” Nie musi, na siłę, rozchylać jej nóg. Sama rozkłada nogi otwierając jego językowi drogę do miejsca, które wyrwie cichy jęk z jej rozwartych ust. To nie może trwać długo. Nie ma zamiaru doprowadzać ja w ten sposób do szczytu. Nie ważne czy ona ma cos przeciwko temu. Napięta pała grozi wybuchem. Podjął decyzję. Weźmie ją pod siebie. Wbije się w nią złożoną prawie na pół a jej nogi wylądują na jego ramionach. Tego jeszcze nie robili. Przestaje pieścić wejście. Unosi głowę. Jego ręce cały czas ściskały piersi. Teraz przesuwa je na uda. Czuje jak jej palce odnajdują i znów zaczynają delikatnie głaskać pałę. Nie liczył się z tym, że spróbuje przejąć inicjatywę, że odepchnie go i trzymając za pałę usiądzie na nim odwrócona do niego plecami. Postanowił nie protestować, pozwolić jej działać jak chce. Chce sobie na nim pogalopować – Zgoda. Czy na tym się skończy? Czy pozwoli mu na jakieś działanie? Uniosła się i jednym ruchem ciała nabiła na sterczący pal, żeby zaraz zacząć galopować. Nie miał tyle wiedzy by zrozumieć dlaczego odchylała się coraz bardziej do tyłu. Ograniczała ruchy ale jej mięśnie pracowały z niesłabnąca siłą, nie zmieniając tempa. – Chcesz tego? Dobrze, zajmę się twoimi „balonikami” Czasami, drocząc się z nią tak nazywał jej piersi. Przyszło mu do głowy cos, co jeszcze bardziej mogło spotęgować przyjemność jaka oboje chcieli sobie sprawić. Wystarczył niewielki wysiłek i już ma ja pod sobą -Drań, łobuz, zawsze musisz być na wierzchu – wyrywa jej się z ust. – Musze mieć kontrolę skoro odpowiadam – jemu tez mówienie lekko nie przychodzi Powoli zaczyna się podnosić aż dłonie oprą się o ławę. Ani on ani jej ciało nie czekają. Ona jeszcze się unosi a on już ja pompuje a jej ciało odpowiada na jego ruchy. Chyba już nie musi uważać. Chyba ona zbliża się do szczytu. Nie, nie pozwoli sobie i nie strzeli w nią. Kłopoty są im teraz niepotrzebne. Zwalnia pchnięcia a ona stara go się poganiać. Z jej ust wyrywa się długi, niezrozumiały jęk. Jedno, drugie mocne pchniecie i wyskakuje z niej. Biała smuga ląduje na udzie z równie głośnym – „maaaasz” sekunda. Pod obojgiem uginają się nogi i przytuleni lądują na dywanie. Leżą nie licząc minut syci, nie syci siebie. Ona przytulona do niego z dłonią blisko zmiękłego, pokrytego jej soczkiem pala. On z ustami na jej piersi wargami niemal dotykający sutka, z dłonią na wieńczących styk, teraz zaciśniętych ud włoskach. Obojgu nie chce się ruszać ale ruszyć się przecież trzeba. Przecież mieli być na imprezie. – Cholera, mamy tylko pół godziny, żeby zdążyć na czas – podrywa się zerknąwszy na zegarek. Jej oczy są jeszcze zamglone przeżyciami. Podrywa się jednak na nogi. – Stanie się coś jak weźmiemy taksówkę lub spóźnimy kilka minut. Podrywa się na nogi i podchodzi do szafy – Chyba nie – również poderwał się na nogi. Nie zwracał na nią uwagi. Ubierając się oczami szukał poszczególnych części garderoby. Wyprzedził ją ale niewiele. Teraz nie miał czasu na myślenie dlaczego jej matka nie pokazała się w przedpokoju. Tego jeszcze nie było. Co się stało? Teraz trzeba było zrobić wszystko, żeby zdążyli na czas. – Coś mi się zdaje, że nie masz ochoty dużo pić usłyszał ledwo znaleźli się na ulicy. – Nie powiem nie – prawie warknął. Miał ochotę na papierosa a nie mógł sobie pozwolić. -To dobrze bo ja mam ochotę mu podziękować a repetą nie pogardzę. Chciała się do niego przytulić. Nic z tego nie wyszło. Dostrzegł taksówkę i podniósł rękę. Uśmiechnęła się do siebie zrezygnowana. Mieli szczęście. Czego będzie wymagało by towarzyszyć im dalej. O tym dopiero się przekona. Na pewno z takiego chłopaka,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *