Pielęgnowany przez mame cz.3

Pielęgnowany przez mame cz.3

Ostre słońce o poranku, ogrzewające moją twarz, wyrwało mnie ze snu. Dawno tak dobrze nie przespałem nocy. Powód tego mógł być tylko jeden. Całkowite spełnienie. Rozładowanie mojego napięcia seksualnego przez mamę. Spojrzałem na zegarek stojący na półce obok łóżka. Była 9.30.

Wczoraj mama po wysprzątaniu łazienki udała się do swojego pokoju i już się więcej wtedy nie widzieliśmy. Ja oglądałem film, o którym jej wspominałem, ale tak naprawdę niewiele z niego pamiętam. Moje myśli wciąż uciekały w stronę wydarzeń z wieczornej kąpieli – delikatnych rąk mej rodzicielki na moim przyrodzeniu, pieszczących mnie czule i z miłością.

Słyszałem, że mama krząta się po domu. Za oknem śpiewały ptaki i lekki wietrzyk kołysał koronami drzew. Kolejny sielankowy, wakacyjny dzień.

Leżałem na plecach, rozprawiając o tej niesamowitej sytuacji, która nam się przydarzyła. Po ochłonięciu obawiam się spotkania z mamą. Wczoraj, zaraz po moim orgaźmie, takich dylematów nie miałem, lecz im dłużej mijał czas od tej chwili, tym bardziej czułem się zakłopotany i niepewny, jak mam się zachować. Jak dalej będą przebiegały nasze wzajemne relacje? Czy moja  matka żałuje tego, co się stało?

Nadal nie mogę uwierzyć, że nie jestem jedynym, któremu pomogła w taki sposób. Czy był to jednorazowy przypadek?  A może Marcin domagał się częstszych pieszczot. Albo ona?

Nie, moja rodzicielka nigdy nie była jakąś wyuzdaną kobietą. Raczej jest typową matką – polką, pracującą ciężko na utrzymanie domu oraz skupiająca się na naszym wychowaniu. Po rozwodzie z ojcem nie ciągnęło ją nigdy do facetów, ani ich nie spraszała do domu. Być może to są tylko pozory?

Leżałem tak godzinę i pewnie przeleżałbym jeszcze dłużej, gdyby nie pukanie do moich drzwi.

– Ehm…proszę – powiedziałem głośno.

Ciężko westchnąłem. A więc chęć skonfrontowania się z tym nietypowym dla matki i syna przypadkiem wyszła z jej inicjatywy. Zobaczyłem jej blond włosy z grzywką opadającą na czoło a później twarz spoglądającą na mnie z wyrazem troski przez uchylone drzwi.

– Dzień dobry, synku – uśmiechnęła się szeroko wypowiadając te słowa – mogę wejść?

– Eee, część…- spojrzałem, upewniając się czy nie widać mojego porannego wzwodu, stawiającego namiot z kołdry – …oczywiście, proszę  wejdź, mamo.

Weszła, pozostawiając uchylone drzwi za sobą. Ubrana była nieco inaczej  niż w poprzednie dni – opinające ciasno ciało białe szorty i przyciasny, błękitny top na ramiączkach. Podeszła do mego łóżka swym sprężystym krokiem, kołysząc zmysłowo biodrami, a jej duży biust swobodnie falował nie dając żadnych złudzeń, że nie ma pod spodem biustonosza. Swe blond włosy, jak zawsze, upięła w kok a kilka krótszych kosmyków zaczesanych miała za uszami. Usiadła na brzegu, bokiem do mnie i założyła nogę na nogę. Ręce położyła na swoich masywnych, opalonych udach. Taksowałem ją swym głodnym spojrzeniem. Aż rozdziawiłem buzię na ten wspaniały widok. Mój mały drgnął kilka razy.

Chwilę mi się  przyglądała uważnie z lekkim uśmiechem w kącikach ust. Nietrudno było zgadnąć, że domyśla się jakie na mnie zrobiła wrażenie w tym stroju.

– Zaczęłam się martwić, czemu tak długo nie wstajesz, więc postanowiłam cię obudzić, śpiochu – odezwała się po chwili radosnym tonem.

Miała widać świetny humor, bo cały czas się uśmiechała. Również jej wzrok to zdradzał. Oczy miała pełne radości.

– Nie, już od dawna nie śpię, tylko…- urwałem, bo nie byłem pewien, jak wyartykułować swoje zmieszanie wczorajszymi łazienkowymi perypetiami.

Patrzyła na mnie uważnie. Wyraz jej twarzy spoważniał.

– Chyba wiem, o co chodzi – powiedziała cicho – Ja również sporo o tym myślałam. Chyba wczoraj przesadziłam wypowiadając te…wszystkie słowa. Ale nie chciałam już tego przedłużać. Pragnęłam jak najszybciej cię …ehm…pobudzić i zaspokoić. Nie powinnam w taki sposób zwracać się do syna. Przepraszam.

Opuściła wzrok na swoje kolana. Było jej przykro. Postanowiłem ją pocieszyć.

– Wiesz, ja… bałem się wyjść z pokoju, bo było mi wstyd. To mój…eee…reakcja mojego ciała zmusiła cię, aby mi pomóc. Bardzo ci dziękuję, ponieważ przez ostatnie dni bardzo mi to przeszkadzało i…nie myślałem o niczym innym, tylko o ulżeniu sobie, ale nie wiedziałem jak. Jak wiesz, ja nigdy…nigdy tego nie robiłem. I jeszcze to, nie ułatwiało sprawy…

Pomachałem zagipsowanym rękoma w powietrzu, co ją lekko rozbawiło. Cały czas uważałem, żeby nie zdradzić, jakim niewiniątkiem już nie jestem. Kontynuowałem dalej.

– … A te słowa, mające jeszcze mnie pobudzić…hmm…nie uraziły mnie specjalnie. Jak dobrze widziałaś, bardzo mi pomogły.

Mama się trochę rozchmurzyła.

– Oj tak, widziałam aż zbyt wyraźnie! – zachichotała – widzisz synku, poza tym, że chciałam ci pomóc jako matka, to również doświadczyłam  czegoś, czego dawno nie czułam. Gdy zobaczyłam twojego…członka…w takim stanie, obudziła się we mnie kobieta, która od dawna drzemała gdzieś głęboko we mnie. Ale powinnam się pohamować. Jeszcze raz przepraszam. Obiecuję, że już nigdy nie dam się tak ponieść emocjom.

Z jednej strony byłem zadowolony, że mama nie czuje jakiejś urazy do mnie, że ją sprowokowałem, czy cos w tym stylu i że widok mojego penisa ją podniecił. Z drugiej było mi żal, że ma tyle pretensji do siebie. Bądź co bądź, nic strasznego się nie stało. Ulżyła mi w młodzieńczych cierpieniach. Prawdę mówiąc pragnąłem, aby to nie był jednorazowy wyczyn. Postanowiłem ją wypytać o kwestię, która nie dawała mi spokoju.

– Mamo, mam do ciebie pytanie – uniosła wzrok na mnie z uwagą – Czy Marcin…ehm…czy ty jemu później jeszcze…no…wiesz…

Podniosła brwi pytająco.

– Czy mu potem jeszcze pomogłam, tak?

Przytaknąłem głową

– Został w szpitalu tylko na kilka dni. Po za tym potem nie był już tak osłabiony, aby nie móc się zaspokajać samemu. Choć jeszcze przez jakiś czas, już w domu, błądził za mną maślanymi oczyma, świadomie chodził po domu w swoich bokserkach, mając erekcję lub przytulał się do mnie, gdy wykonywałam różne prace w domu, dając mi odczuć, że jest pobudzony. Pewnie sądził, że to się jeszcze powtórzy, co w szpitalu. Szybko chyba zrozumiał, że nic z tego i tak zapomnieliśmy o sprawie. Myślę nawet, że było mu potem głupio, że starał się uzyskać od własnej matki coś tak niewłaściwego. Trochę mnie przez pewien czas unikał. Ale wszystko wróciło do normy i ani on, ani ja do tego tematu nie wracaliśmy. Czy  to wszystko? Bo przyszłam tu w jeszcze jednej sprawie.

Patrzyła na mnie pytająco. To była wyczerpująca odpowiedź. A więc nie będzie łatwo ją skłonić do następnych prób zaspokojenia mnie. Ale coś jeszcze mnie nurtowało.

– A czy innym pacjentom też pomagałaś, gdy mieli…no wiesz? Bo robiłaś to tak dobrze…i…w ogóle..

– Dobrze, dobrze. Rozumiem, że ci się podobało i dobrze wykonałam swoją pracę  – oczy jej się śmiały, gdy widziała, jak poczerwieniałem i mrugnęła do mnie – A gdy widziałam u swoich pacjentów wzwód, to co robiłam?  Nic, Wojtuś! Musiałabym nic innego nie robić, tylko zaspokajać swoich pacjentów, szczególnie tych młodych.

Oczami wyobraźni widziałem, jak mama w białymi krótkim fartuchu, sięgającym do połowy ud, z rozpiętymi figlarnie kilkoma górnymi guzikami ukazującym sporą cześć jej wspaniałych piersi wchodzi do sali, w której leżało wielu chorych. Mieli odkryte kołdry, a między ich nogami piętrzyły się dumnie w górę penisy wszelkie j maści. Od dużych, małych, grubych po cienkie i chude. Cały przekrój statystyczny narodu. I moja jedna mamusia, która ich po kolei, albo kilku na raz, onanizowała.

Mój członek, który cały czas stał podczas tej rozmowy, podskoczył pod kołdrą w odpowiedzi na tą wizję. Mama na szczęście nic nie zauważyła, bo spoglądała na moją twarz, a moje krocze miała za plecami. Pomimo przeżyć, jakie z nią doświadczyłem nadal obawiam się jej reakcji, gdy miałem przy niej wzwód.

– Nie, nie – kontynuowała po krótkiej przerwie – staram się zachowywać wobec pacjentów w pracy profesjonalnie. Gdyby taki pacjent rozniósł by taką wieść, że go dotykałam w taki sposób albo zacząłby nawet insynuować, że go molestowałam i ta nowina doszłaby do dyrekcji, to wyleciałabym z pracy raz dwa.

– Hmm…czyli gdyby nie grożące konsekwencje…pomogłabyś im?

Twarz mamy poczerwieniała i spuściła wzrok. Po chwili odpowiedziała.

– Wiesz, niektórzy byli niczego sobie. Ale dość już tego przesłuchania, urwisie – poczochrała mnie pieszczotliwie po głowie – Powiedziałam ci i tak więcej, niż powinna mówić matka swojemu dziecku.

– A odpowiedź na drugie pytanie?

– Drugie? Aaa, skąd tak dobrze umiem to robić. Czy ja wiem czy tak dobrze, chyba zwyczajnie – patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem w kąciku ust, trochę prowokacyjnie.

– Żartujesz, świetnie mi… – urwałem, bo chciałem użyć jakiegoś obiegowego określenia wśród młodzieży, określającego rękodzieło – …dogodziłaś.

– No, no, masz szczęście, bo domyślam się jakiego wulgarnego określenia chciałeś użyć  – dalej jakby się ze mną droczyła i zerkała tajemniczo z pół uśmiechem – Skoro tak twierdzisz, że świetnie. Wiesz Wojtuś, byłam mężatką przez dłuższy czas, więc tego i owego się nauczyłam. Z twoim ojcem tak się pieściliśmy, szczególnie przed ślubem. Potem już rzadziej, ale i tak czasem prosił mnie o taką przysługę już po. Przeważnie,  gdy byłam w ciąży i w dni kiedy byłam nie dysponowana, ale nie tylko.

Zamyśliła się przez chwilę.

-Teraz, jak się zastanowić, to zaskakująco często prosił o tego typu…hmm…usługę. Tak, miałam gdzie się podszkolić, ale nie będę mojemu synkowi zdradzała całej naszej małżeńskiej kuchni. Przyszłam również po to, aby obejrzeć twoje potłuczone nogi i sprawdzić jak się goją.

Nie miałem więcej pytań więc tylko skinąłem głową, że zrozumiałem. Było mi bardzo gorąco po tej rozmowie. W myślach widziałem, jak mama masturbuje zamiast ojca, właśnie mnie. Niesamowicie byłem napalony.

– Świetnie – powiedziała entuzjastycznie, jakby kamień spadł jej z serca, że nie mam więcej niezręcznych pytań. – Dobrze, to usiądź, tak jak ostatnio, gdy cię smarowałam.

Przełknąłem ślinę, na myśl że każe mi usiąść z nogami zwieszonymi z łóżka, z namiotem w spodenkach na wprost niej.

– Ahh… teraz, tak? – spytałem, patrząc na nią wzrokiem pełnym nie zrozumienia.

Ale mama nie zamierzała się ze mną cackać.

– Tak! Teraz, kolego! – śmiejąc się, złapała za moją pościel i pociągnęła w dół mojego ciała.

Ja, jako zagipsowany, mogłem tylko to obserwować, czując jak się czerwienię na twarzy.

Mama mnie odkryła i jęknęła, zaskoczona tym co jej się ukazało przed oczyma.

Mój członek w pełnej erekcji, stojący już od dłuższego czasu, napinał mocno materiał piżamy. Na końcu, w miejscu główki, powstała plama od sączącego się obficie preejakulatu. Przekręciłem głowę i dostrzegłem, że mama wpatruje się w ten obiekt, jakby gdzieś odpłynęła do innego świata.

Mój organ leciutko drżał, w rytm przepływającej krwi. W jakiś sposób podobało mi się i dziwnie podniecało, że mama tak się zapatrzyła. Jakby podziwiała moje genitalia, odznaczające się pod spodenkami. Myśląc o tym, gorąco uderzyło mi do głowy, a przez penisa przeszedł mocny skurcz, a zaraz następny, podrywając go do góry.

Chyba to przywróciło mamę do przytomności, bo lekko poruszyła głową i po chwili spojrzała na moją twarz i potem z powrotem na mój namiot.

– Hmm, tego się nie spodziewałam. – mruknęła cicho, jakby do siebie

– Prze…przepraszam. – odpowiedziałam, opuszczając z kajającym się wzrokiem głowę.

– Czy ta rzecz kiedykolwiek opada? – zażartowała i uśmiechała się do mnie, próbując chyba rozładować sytuację.

Ja też się nieśmiało uśmiechnąłem, będąc rad, że potraktowała zaistniałą sytuację bezproblemowo.

– Wiesz,…ja…to normalne…co rano tak mam – wydukałem nieskładnie, przełykając ślinę z  powodu rozmowy na temat mojego wzwodu. Czułem mieszankę strachu i ekscytacji.

-Rano? Dochodzi 11, śpiochu – znów pieszczotliwie potargała mnie po włosach – Po za tym…myślałam, że po wczorajszym…ehm…będziesz na dłuższy czas…eee…usatysfakcjonowany?

Nic nie odpowiedziałem, tylko znów spuściłem głowę nisko. Widocznie dla mamy byłem jakimś napalonym zbokiem. Tego mogłem się spodziewać.

– To nie powód do wstydu…tylko…nie myślałam, że masz tak duże…potrzeby – mówiła dalej, jakby czytała w moich myślach, próbując mnie pocieszyć – Zacząłeś dorastać. Może nawet szybciej, niż twoi rówieśnicy. A przynajmniej w tych rejonach. Matkom chyba najtrudniej się z tym pogodzić, stąd moje…mmm…zaskoczenie.

Wstała niespodziewanie z łózka i zwróciła się do mnie.

– Idę po maść, a ty usiądź na brzegu łóżka. Zaraz wracam.

Wyszła swym uwodzicielskim krokiem. Odprowadziłem ją głodnym wzrokiem do wyjścia. Te szorty bardzo mocno opinały się na jej pupie. Sięgnąłem ręką ku szafce nocnej po okulary i końcami palców nałożyłem je na nos. Chciałem wszystko dokładnie widzieć. Ostatnim razem mama wykonywała zabieg wcierania bardzo zmysłowo.

Usiadłem z trudem na krawędzi łóżka i czekałem na to, co miało się wydarzyć.

Mój penis pulsował i podrygiwał w skurczach od czasu do czasu. Poziom mojego podniecenia był podobny do tego, jaki miałem przed wczorajsza kąpielą. Mimo, że wtedy wstrzemięźliwość trwała kilka dni, a ja przecież wczoraj doszedłem w dłoniach mamy.

Usłyszałem jej zbliżające się kroki. Poprawiłem się. Siedziałem bez koszulki. Spojrzałem w dół. Erekcja była pełna i silna.  Duża, twarda główka dokładnie przebijała się przez materiał. Widać było kształt, jej wielkość, krawędź korony, a z czubka cały czas sączył się śluz, mącząc moje gacie.

Wkroczyła z tubką maści w dłoni. Zatrzymała się na chwilę w drzwiach, omiotła spojrzeniem moje ciało od stóp do głowy, zatrzymując spojrzenie dłużej niż na pozostałych częściach mojego ciała, na moim kroczu. Pod wpływem jej spojrzenia mimowolnie znów podskoczył do mojego brzucha. Stał pionowo do góry.

Spojrzała na moją wystraszoną twarz i obdarzyła mnie pogodnym uśmiechem.

Podeszła bliżej. Rozejrzała się po pokoju, jakby czegoś szukała. Ponownie spojrzała na mnie i nerwowo się uśmiechnęła. Jasnym było, że mój „stan” nie jest dla niej komfortowy. Prawdę mówiąc, to chyba każda kobieta, widząc nie swojego męża lub partnera z wyraźną erekcją, zachowywałaby się podobnie.

Chciała chyba przyciągnąć do mojego łóżka fotel, stojący przy moim biurku, bo skupiła na nim wzrok.

Ostatecznie stanęła blisko moich nóg i klęknęła, jak przy pierwszym wcieraniu maści dwa dni temu.

Podziwiałem z mojej pozycji jej złączone razem nogi, gdy była już na klęczkach. Siedziała na piętach. Szerokie biodra, opięte teraz jeszcze bardziej na jej ciele, sterczały na boki, kusząc swymi krągłościami. Piersi ścisnęły jej się mocno, wypiętrzając się dumnie do przodu za sprawą rąk które trzymała przy ciele. Głęboki kanał pomiędzy nimi cieszył me oczy. Dłonie trzymała na nagich udach. W nich ściskała tubkę z maścią. Głęboki kanał pomiędzy nimi cieszył me oczy.

Nie była już tak wyluzowana i bezpośrednia jak wcześniej. Czyżby, gdy poszła po maść, dotarło do niej, że robi coś nie właściwego?

Wpatrywała się jak zahipnotyzowana w podłużny, gruby kształt, który stworzył się z moich bokserek. Wilgotna plama na końcu powiększała się wolno, gdy preejakulat sączył się coraz mocniej z końca żołędzi. Penis podrygiwał lekko. Co jakiś czas wprawiałem go mimowolnie w mocniejszy skurcz. Nie do opisania było to, jak podniecała mnie ta sytuacja – pod wpływem wzroku mamy. To jak w pewnym sensie adorowała i podziwiała zarys moich genitaliów.

Postanowiłem przerwać tą niezręczną ciszę, mimo że była dla mnie całkiem przyjemna.

– Ekhm – chrząknąłem – mamo?

Podniosłą wolno głowę i spojrzała mi w oczy.

– Ach…tak, przepraszam, już zaczynamy.

Jej zmieszanie było urocze. Lekko się zaczerwieniła i spuściła wzrok, otwierając tubkę. Tym razem nie wycisnęła maści na dłonie, tylko od razu na moje kolana. Poczułem chłód. Odłożyła opakowanie na łóżko.

Zaczęła rozcierać i rozprowadzać specyfik. Kolana mnie już tak bardzo nie bolały, ale i tak przynosiło to pewną ulgę.

Teraz wcierała ja ruchami, jakby ugniatała ciasto.

Patrzyłem oczarowany, gdy jej wielki piersi swobodnie bujały się w rytm jej ruchów. Kołysały się w przód i w tył. Czasem, gdy zmieniła nieco technikę , to falowały lub drgały.

Członek skakał mi z nasilona częstotliwością. Marzyłem, by nie miała na sobie tej skąpej bluzki. Ale i tak świetnie widziałem ich objętość. Dojrzałem także przebijające sutki, które podczas masażu się uwidoczniły bardziej.

Ciekawe o czym myśli. Musi jej się to podobać, choć nie daje tego po sobie poznać. Coraz częściej odwracała wzrok od tego co robi i przenosiła go wyżej. A mój mały wykonywał cały czas swój „taniec”, podrygując coraz mocniej.

Oddech zmienił mi się na cięższy. Mama też głośniej oddychała, ale nie miałem pewności, czy tylko przez wykonywaną czynność, czy również jest podniecona. Na jej twarzy i dekolcie wyraźnie widziałem kropelki potu i zaczerwienienie. Kilka blond kosmyków włosów przylepiło jej się do czoła. Jej sapanie i ten widok doprowadzał mnie do szaleństwa. Kojarzyć mogło mi się to tylko z jedną rzeczą.

Doszedłem do takiego momentu, że jedno dotknięcie mojego penisa przez mamę mogło doprowadzić do ejakulacji nasienia. Zastanawiałem się już wcześniej, czy jest to możliwe bez udziału osób trzecich? W tym momencie bardzo pragnąłem, by było. Odczuwałem ten specyficzny rodzaj ucisku w jądrach, gdy dłuższy czas byłem pod wpływem silnego podniecenia.

Wtarła całą maść. Jednak nie wstawała z klęczek. Wciąż trzymała dłonie na moich nogach. Miałem je lekko rozchylone. Żądza w mej głowie i lędźwiach szalała, dopominając się czegoś więcej. Rozum jednak podpowiadał, że to już koniec i pozostanę w sferze marzeń.

Mama mnie zaskoczyła, ponieważ zwróciła swoje spojrzenie z mojego krocza na twarz, nie mając póki ci zamiaru się podnosić.

– Wracając do naszej wcześniejszej rozmowy i… – tu machnęła głową w kierunku mojego członka – twojego problemu. Nie wiem co mam z tym zrobić. Wychodzi na to, że masz spore potrzeby, ale…ja jestem twoją matką. Wydarzenia z wczorajszej łazienki traktowałam jako jednorazowe i w pewnym sensie edukacyjne. Dałam się sama ponieść emocjom, ale sądziłam że nie będę już nigdy do tego zmuszona. Z twoim bratem mi się udało, ale twoja sytuacja jest trochę inna. Rozumiesz do czego zmierzam.

Pokiwałem twierdząco głową. Tak naprawdę niewiele z tego zrozumiałem. Myśleniem wciąż  rządził organ między moimi nogami. Chciałem jasnej deklaracji, czy mi pomoże, czy nie.

– Raz wydarzyło się między nami coś niewłaściwego, jeśli chodzi o relacje matki z synem. Ale uznałam, że krzywdy ci nie uczynię, gdy to ja ci pokaże co i jak. Lecz dalsze brnięcie w to nie będzie można nazwać inaczej, niż kazirodztwem. Nielegalnym aktem seksualnym między członkami rodziny. A do tego dopuścić nie chcę. Bardzo cię kocham, zrobiłabym dla ciebie wszystko, ale tego nie mogę zrobić.

Gdy skończyła swoją mowę, dalej siedziałem cicho. Spodziewałem się tego, ale wciąż tliła się we mnie nadzieja, że potoczy się to inaczej. Postanowiłem się wreszcie odezwać. Patrzyłem na jej twarz, starając się przybrać minę jak najbardziej niewinną, z dostrzegalnym cierpieniem, spowodowanym moim długo utrzymującym się wzwodem.

– Ale…to chyba…nie jest takie złe. Ja…nie myślałem wtedy o tobie, mamusiu tylko o…koleżance, która mi się podoba. A ty tylko mi po…pomogłaś  ręką. Przecież  nic więcej…nie robiliśmy. I więcej nie chcę. To…chyba nie jest to…no…

– Kazirodztwo? No właśnie, nie byłabym pewna. Dotykałam twoich genitaliów…

– Ale…tylko je myjąc też ich dotykałaś, prawda? –przerwałem z desperacją w głosie, czując że ucieka mi mój upragniony cel.

– Tak, ale tylko je myłam. Poza tym nie jesteś już dzieckiem, choć dorosłym też nie. Jeszcze by mnie oskarżono o pedofilię, czyli kontakty seksualne z nieletnim.

– Jesteś…pielęgniarką…i…i…mi pomagasz. Czy… to jest złe?

Znów się jąkałem ze zdenerwowania. Mama myślała chwilę, przyglądając mi się uważnie. Przygryzła nagle wargę, a oczy jej się zaświeciły. Coś wymyśliła?

– Dobrze. Masz rację, jestem pielęgniarką i moim głównym zadaniem jest pomoc i służenie pacjentowi w chorobie. Mam wzięty urlop, żeby się tobą jak najlepiej opiekować. A skoro mojemu pacjentowi przeszkadza właśnie to – zaśmiała się lekko, wskazując palcem na wybrzuszenie w moim kroku – w funkcjonowaniu i skupieniu się na dojściu do zdrowia, to zajmiemy się tym. Będę ci pomagała do końca mojego urlopu, aż ci nie zdejmą gipsu. Ale potem zapomnij! Nie chcę słyszeć żadnych jęków i błagania. Nie dam się przekonać, tak jak nie dałam się ulec w przypadku twojego brata. A, i jeszcze jedno. Nikomu ani słowa, to chyba zrozumiałe. Nie próbuj o tym ze mną potem rozmawiać, gdy ktoś jest w pobliżu. W ogóle po tym okresie nigdy o tym już nie będziemy rozmawiać, jakby nigdy się nic nie zdarzyło. Czy to jest dla ciebie jasne?

Nie mogłem uwierzyć, jak to się potoczyło. Sytuacja była już podbramkowa, a tu nagle taka zmiana? Byłem strasznie uradowany. Ale wewnętrznie. Po wyrazie twarzy nie dałem po sobie tego poznać. Tylko mój penis drgał. Jakbym był psem, merdającym wesoło ogonem na widok swej pani. Zrobiło mi się bardzo ciepło, a oddech znów stał się przyspieszony. Organizm wiedział, że długo wyczekiwane spełnienie jest w zasięgu ręki. A raczej dłoni mojej mamy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *