Pielęgnowany przez mame cz.2

Pielęgnowany przez mame cz.2

Wieczorem, po kąpieli, przyszła aby znów nasmarować moje posiniaczone kolana. Ponownie przede mną klęknęła i zaczęła wcierać maść. Ja nawet nie ukrywałem namiotu, jaki się stworzył z moich spodenek od piżamy. Już i tak go widziała w pełnej okazałości.
Zerkała na niego kilka razy dyskretnie, a ja wprawiałem go wtedy w skurcze. Uśmiechałem się pod nosem. Dostrzegałem, jaka mama jest zaczerwieniona. Ciekawe, o czym wtedy myślała?
Zakończyła cowieczorny zabieg. Nachyliła się nade mną, dając całusa w usta. Mój wzrok utkwił wtedy na ściśniętych piersiach w jej bluzce. Życzyła dobrej nocy i rzuciła mi swój cudowny uśmiech w drzwiach mojego pokoju. Wyszła.
Ciekawe, jak będzie wyglądał następny dzień? Również zapowiadana rozmowa z nią, edukująca mnie w temacie masturbacji.
Tak, dzisiejszy dzień przyniósł mi mnóstwo emocji. Na wspomnienie tego mój członek jeszcze raz drgnął. Takiej długotrwałej erekcji jeszcze nie miałem. Zastanawiałem się, czy nie jest to szkodliwe dla zdrowia. Było to trochę frustrujące. Na duchu podnosiła mnie myśl, jak zabawne i zarazem podniecająco ciekawe będą jutrzejsze próby mamy w tłumaczeniu mi tajemnych prawd zaspokajania siebie.
Miałem lekkie wyrzuty sumienia, że ją okłamuję. Przeważyła jednak chęć perwersyjnego rozmawiania z mamą o kwestiach powszechnie uważanych jako niepoprawne. Wpływ na to ma także to, że nie zgorszył ją widok mojego penisa, a  wręcz była pozytywnie zaskoczona, jak wyrosłem. Pochlebiało mi to i nie miałem już żadnych oporów.
Jeszcze długo o tym wszystkim myślałem, ale w końcu zasnąłem. Z bolącym wzwodem i jądrami.
Zbudziłem się późno, bo o 10. Swoje kroki wpierw skierowałem do łazienki. Natknąłem się tam na mamę, która wkładała brudne ubrania do pralki. Chwilę jej się przyglądałem. Jak nachyla się w swoim roboczym stroju, który nosiła wczoraj. Nigdy już nie znudzi mi się widok jej pełnej pupy. Zrobiłem krok naprzód. Usłyszała mnie.
– O, już wstałeś, śpiochu, lepiej się czujesz?  – zapytała i podeszła do mnie – wyspałeś się?
– Tak, czuję się coraz lepiej i spało mi się świetnie. – odpowiedziałem – mogę skorzystać z toalety?
– Pewnie, tylko włączę pralkę i już wychodzę.
Ręką potargała moje włosy, uśmiechając się szeroko. Jednocześnie poczułem silne zawroty głowy. Aż się zachwiałem, wpadając na mamę. Piersią naparłem na jej biust. Poczułem, jaki jest miękki przez stanik. Rozpłaszczył się na mojej klatce. Krzyknęła przerażona i złapała mnie pod pachami. Posadziła mnie na klapie od sedesu i przyglądała mi się bacznie.
Spojrzałem na nią po chwili, gdy mi przeszło.
– Już dobrze, synku? – spytała, nachylając się nade mną i gładząc mnie po poliku.
– Ah, tak…tak – wydusiłem z siebie, gdy już ochłonąłem. Wykonywałem głębokie wdechy i wydechy.
– Niedługo powinno przestać ci się kręcić w głowie – pocieszała mnie – doktor powiedział, że  minie to po tygodniu.
– Na szczęście te napady już są rzadsze – odrzekłem i próbowałem się unieść, żeby zsunąć spodenki o klapę. Nie mogłem już wytrzymać, tak mnie cisnęło w pęcherzu.
– Czy możesz, mamo…? – spojrzałem na nią wymownie. Mama domyśliła się, o co mi chodzi.
-Aa…oczywiście…już…już – nerwowo mówiła i podbiegła do pralki aby ją włączyć.
Pomajstrowała przy niej chwilę, po czym śpiesznym krokiem udała się do drzwi. Zatrzymała się przy nich i patrzyła, jak desperacko próbuję oswobodzić się ze spodenek od piżamy.
– Dawaj, pomogę ci, bo nie mogę na to patrzeć!– stwierdziła udawanym, zdenerwowanym tonem, po czym, gdy znalazła się przy mnie, ostrożnie pomogła mi wstać i odwróciła mnie w stronę muszli.
Nie protestowałem, że chce mi odebrać ostatni bastion mojej niezależności. Z trudem się powstrzymywałem, żeby nie popuścić w gacie.
Podniosła klapę, po czym zaczęła zsuwać spodnie z moich bioder. Mały, to cud, że jak zawsze rano nie stoi, ukazał się jej oczom. Szczególnie po tym, jak poczułem jej piersi na sobie. Sądzę, że za bardzo przejęty byłem tym lekkim omdleniem. Ale to dobrze. Zbyt mocno chciałem się w tej chwili odlać.
Klęknęła, żeby zdjąć je z moich pośladków. Gdy to zrobiła i znalazły się przy kostkach na podłodze, wciąż klęcząc z boku, ujęła mojego członka w dłonie i wycelowała go w sedes. Spojrzałem na nią z góry. Jej biust prezentował się z tej perspektywy idealnie. Ściśnięty między rękoma tworzył nęcący, głęboki rowek. Siedziała na piętach, więc jej spodnie napięły się w okolicach ud i pośladków, dając pełen obraz jej kształtów.
Nie myślałem o tym, co się dzieje, w kontekście erotycznym. Wszak kobieta trzymała w ręce moje przyrodzenie, ale się tym nie napawałem. Za bardzo myślałem o zaspokojeniu moich potrzeb fizjologicznych, które okrutnie domagały się ujścia. Fiutek po długiej , wczorajszej erekcji, miał odsłonięty łepek.
Mama wpatrywała się w niego z twarzą pełną oczekiwania. Gdy wreszcie przywykłem do dotyku obcej osoby, zacząłem sikać. Lało się jak z fontanny. Wczoraj wieczorem tego nie zrobiłem, więc się zebrało przez noc.
Mama trzymała mojego węża. Wyczytałem z jej twarzy zaskoczenie intensywnością i siłą strumienia moczu. Odbijany od muszli wydawał głośny dźwięk. W końcu zbliżał się koniec. Ostatnie krople mama wytrząsnęła z mojego ptaszka.
Teraz dopiero dotarło do mnie, że trzyma go w swoich dłoniach piękna pani. Dłonie miała chłodne, ale jakże przyjemnych doznań dostarczały, gdy obejmowały lekko moją męskość. Zaczął mi lekko pęcznieć. Mama oberwała nagle kawałek papieru i wytarła główkę z pozostałości uryny. Domyślałem się, że wyczuła, co dzieje się z moim małym, stąd jej pośpiech, żeby to już zakończyć.
Puściła go. Zadyndał lekko. Cały czas się podnosił, będąc już w pół wzwodzie. Naciągnęła moje spodenki, omijając umiejętnie z przodu dłońmi moją twardość.
Podeszła do umywalki, chcąc umyć ręce. Po skończeniu tej czynności podeszła do mnie i z uśmiechem rzekła.
– Trochę tego było, co? Pożary można by gasić.
– No, trochę za dużo wczoraj się opiłem przed snem – odpowiedziałem, śmiejąc się z jej słów.
Penis na szczęście się uspokoił. Mama również zawiesiła wzrok na moim kroczu. Chce, żeby znów się obudził, czy jak?
– Wiesz, tak sobie myślałam – zaczęła, przeniosła wolno wzrok na mnie – że mogłabym pomagać ci także w tym. Zauważyłam wczoraj, że masz pochlapane spodenki, jak się załatwiłeś. A ja nie mam zamiaru ich codziennie prać.
Może w tej chwili chce porozmawiać o moich wzwodach i jak sobie z nimi radzić?
O dziwo nie czułem potrzeby spierania się z nią. Zgodziłem się.
– No, świetnie. To szoruj na śniadanie. Już jest wszystko gotowe. Ja zaraz przyjdę i ci pomogę – poinstruowała mnie.
Poszedłem, mijając ją. Być może pogada ze mną po śniadaniu?
Śniadanie faktycznie już czekało. Kanapki, jakiś sok do picia. Mama zaraz przyszła, a ja znów delektowałem się jej bliskością, gdy mnie karmiła. Jej słodkim zapachem, widokiem jej nieskazitelnej skóry na dekolcie.
Po śniadaniu umyła mi zęby, pomogła w ubraniu się. Mieliśmy przy tym jak zawsze sporo śmiechu.
Dzień w zasadzie przebiegł dość monotonnie. Zastanawiałem się, czy mama zapomniała o rozmowie, którą miała ze mną przeprowadzić? A może powiedziała tak w wannie na odczepnego, a mi tylko coś się uroiło w głowie? Sam już nie wiem. Z ulgą dostrzegłem pod koniec dnia, że mój penis dziś mi tak bardzo nie dawał w kość swoim stawaniem na baczność. Starałem się ignorować pewne obrazy, głownie z udziałem mamy. Lub sprośne myśli. Po części dziś mi to się udawało. Co nie zmieniało faktu, że coraz bardziej mój organizm domagał się tak zwanego „spuszczenia z krzyża”.
Przed snem chciało mi się jeszcze siku. Poszedłem do mamy pokoju, aby jej o tym powiedzieć. Drzwi miała lekko uchylone. Sączyło się przez nie słabe światło z lampki nocnej. Zapewne jeszcze coś czytała w łóżku. Podszedłem do nich i zajrzałem przez wąską szparę do wnętrza.
Widok, który ujrzałem, przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Siedziała na łóżku w swojej koszuli nocnej. Był to peniuar, na cienkich ramiączkach i z głębokim dekoltem. Koloru  białego. Sięgał do kolan. Na brzegach zdobiony koronką. Wcierała sobie krem w nogę. Miała ją położoną na łóżku, a druga spoczywała na dywanie. Wykonywała tę czynność jakby w zwolnionym tempie. Wcierała krem wolno od stopy, przez kształtną łydkę, aż po ponętne udo, z którego materiał podomki się zsunął. Odsłonięta, idealnie wyrzeźbiona kończyna połyskiwała w słabym świetle. Jej skóra, mlecznobiała i świecąca się od nałożonego kosmetyku, prezentowała się bardzo kusząco.
Tak kusząco, że mój penis nie mógł nie zareagować. Prężył się, wypychając materiał spodenek od piżamy do przodu.
Mama przekręciła się na łóżku i opuściła nogę na dywan. Dostrzegłem jej biust, gdy tak tkwiła chwilę siedząc frontalnie do drzwi, zza których ją obserwowałem. Tkwił luźno pod peniuarem z wyraźnie odznaczającymi się sutkami. Całe piersi były dobrze zarysowane, dające obraz ich wielkości i kształtności. Ciężko wisiały, dumnie stercząc na boki. Jasne, spore brodawki przebijały się jak dwa spodeczki.
Pochyliła się w dół, przejeżdżając dłonią po całej nodze, w którą przed chwilą wcierała krem. Oceniała, jak sądzę, czy już przyniósł pożądane efekty. Jest tak piękna i bez tych wszystkich cudownych preparatów.
W tej pozycji jej przedramiona mocno ściskały jej biust, który oparł się na jej kolanach i wylewał z jej dekoltu. Aaach, prawie widoczny był w całości. Poczuć go w dłoniach, gdybym miał je zdrowe, to by było uczucie. Nie dałbym rady objąć ich w całości.
Przez to wszystko zapomniałem, po co tu przyszedłem. Członek mi stał, ale mimo to i tak czułem mocne parcie na pęcherz. W tym czasie moja rodzicielka odwróciła się w drugą stronę i położyła na łóżku nogę, której jeszcze nie smarowała. Była teraz odwrócona do mnie drugim profilem. Zaczęła cały proces wcierania od nowa. Obserwowałem to chwilę, ale już nie tak intensywnie. Mama zaraz skończy a ja będę musiał i tak w końcu zapukać lub wejść. Eh, gdyby nie chciało mi się do kibla, mógłbym dalej ją podglądać w spokoju. Kto wie, co by dalej robiła?
Mały lekko zmiękł i teraz poczułem mocniejszą potrzebę skorzystania z WC. Przystanąłem z nogi na nogę, trzymając się za krocze. Niestety, uderzyłem przy tym stopą w drzwi. Rozległ się głuchy huk.
– Wojtek, to ty? – usłyszałem po chwili głos mamy – Coś się stało?
-Yyy… – nie wiedziałem co powiedzieć. Bałem się, czy nie domyśla się tego, że ją od dłuższego czasu podglądam- …wiesz…chce mi się…siku…i…i…
– W porządku, tylko skończę wcierać krem. Poczekaj na mnie w łazience!  – odpowiedziała głośno, chyba żebym na pewno zrozumiał.
Oddaliłem się od drzwi. Miałem ochotę jeszcze raz zerknąć przez szparę, ale obawiałem się, że mama patrzy w tą stronę. W łazience stanąłem naprzeciwko sedesu i czekałem na nią.
Myślałem, o tym co widziałem i ogólnie czego przez te ostatnie dni doświadczyłem. Nie był to zbyt dobry pomysł w tej chwili. Pała zaczęła mi na powrót stawać. Nie! Nie teraz! Nie myśl o niczym! Ale różne obrazy i tak zaczęły mi przelatywać przed oczami. Nawet te najbardziej sprośne. Z udziałem mamy. I to w sytuacjach, w których nigdy bym nie pomyślał jej widzieć. W scenach z filmów porno, które przywoływała moja wyobraźnia, zamiast aktorek widziałem teraz moją rodzicielkę. W najbardziej wyuzdanych. Seks na jeźdźca, na pieska, klasyczny, analny, robienie loda, robienie dobrze ręką, wytryski na ciało, twarz, Aaaaaaa. Co się ze mną dzieje? Dlaczego mój mózg pokazuje mi takie rzeczy. Albo moja podświadomość. Czy moje ciało domaga się takich rzeczy? Na pewno. Ale z nią? Z własną matką? Do tego bym się nigdy nie posunął. O nie, jestem pewien!
Usłyszałem jej kroki. Wacek po tych myślach sterczał w najlepsze. Weszła. Szczęście, że jestem odwrócony do niej plecami. Zdążę się uspokoić, jak będzie zdejmować mi spodenki.
– No, szybciutko – powiedziała – jest już późno, a ja muszę jutro wcześnie wstać i pojechać załatwić kilka spraw w mieście.
Stanęła za mną i dotknęła szlafrokiem moich pleców, który zarzuciła na peniuar. Oby tym razem, tak jak poprzednio, nie stanęła z boku mojego ciała. Z ulgą przyjąłem, że moje nadzieje się spełniły. Złapała za brzegi moich nogawki i pociągnęła je w dół rękoma. Zatrzymały się na drągu z przodu.
Zamknąłem oczy. No opadnij wreszcie, psia krew! Mama przykucnęła i mocniej szarpnęła moje gatki w dół, nie domyślając się, co je blokuje. Po tym ruchu mały wygiął się w dół, będąc zahaczonym o brzeg spodenek. Zsunęły się wreszcie do kostek, a penis wrócił na swoje miejsce, uderzając lekko w moje podbrzusze.
Mama chyba niczego nie zauważyła ani nie usłyszała, bo stanęła za mną z klęczek, a jej dłoń wolno zaczęła zbliżać się do mojego krocza
O rany! Znów to samo, jak przy kąpieli. Tym razem się wścieknie. Z erekcją to ja na pewno się nie wysikam.
Dojrzałem niżej, jak jej dłoń zaraz go pochwyci. Tak mocno stał mi wczoraj. Z główki zaczął cieknąć mi śluz. Jądra, nabrzmiałe i duże, podeszły pod sam trzon.
Już zaraz, patrzyłem z przerażeniem. Jej dwa palce i kciuk złapały mój członek od dołu. Oooch! To takie niewłaściwe, ale jest mi tak cudownie.  Dłoń otarła się o jaja. Mimowolnie ciężko westchnąłem tak to był błogie.
Mama pewnie spodziewała się miękkiego siusiaka, a nie penisa we wzwodzie. O dziwo nie cofnęła ręki ani tego nie skomentowała. O Jeju! Trzymała ją nieruchomo. Gdyby ją lekko ruszyła. Odrobinkę. Kilka razy. Och, zalał bym chyba całą łazienkę spermą.
Chcąc nie chcąc, moje biodra zaczęły wykonywać słabe ruchy w przód i w tył. Napletek odrobinę się zsunął i wrócił na swoje miejsce. Następna dawka preejakulatu wyciekła z żołędzi i spłynęła po trzonie, stykając się z dłonią mamy. Ta dalej tkwiła  nieruchomo. Wykonałem tak kilka ruchów. Patrzyłem na to.
– Mmhh- westchnąłem ciężko, bo było to strasznie podniecające.
Pchnąłem raz jeszcze, ale mocniej. Napletek zsunął się mocno, napinając wędzidełko do granic możliwości. Główka wystawała z dłoni mamy, lśniąc się od wypływających soków. Wtedy to poczułem. Przyjemne mrowienie, idące od stóp, przez kręgosłup, aż do lędźwi.
– Ooooch! – krzyknąłem głośno, wiedząc , że zbliża się długo przeze mnie oczekiwany orgazm.
Będzie wielki. Czułem to. Chciałem cofnąć biodra i jeszcze raz pchnąć. Prześlizgnąć małego po zaciśniętym wnętrzu dłoni. Nie przejmowałem się tym, co mama sobie pomyśli, jak za chwilę wytrysnę. Cofnąłem pupę i przygotowywałem się do ostatecznego ruchu do przodu, który da mi spełnienie. Sperma buzowała mi w jajach i wydawało mi się, że już przepływa przez kanaliki, dążąc do wystrzelenia miliona plemników.
Ale wybuch przyjemności nie był mi dany. Nagle poczułem dłoń mamy, jak mocno zacisnęła się przy podstawie członka. Druga jej ręka znalazła się pomiędzy moimi nogami i palce zacisnęła się na moich dużych jądrach. Wierzgnąłem odruchowo ciałem i się trochę zgiąłem, jakbym dostał piłką w krocze. Taki był mój odruch na to, co się dzieje.
Nabrałem aż mocno powietrza w płuca.
– Co ty wyprawiasz? – zapytała mnie spokojnie, ale dobitnie.
Spojrzałem na moje przyrodzenie. Czułem lekką przyjemność rozlewającą się po moim ciele, jednak do wytrysku nie doszło. Kilka strumyków wodnistej cieczy wysączyło się tylko z dziurki na końcu główki i spływało po moim trzonie na zaciśnięte na nim palce mamy.
Sapałem i skręcałem się jeszcze z przyjemności, bo doszedłem do najdziwniejszego orgazmu w moim życiu. Choć to może za duże słowo. Było to miłe uczucie, ale do całkowitego spełnienia pozostawała jeszcze daleka droga.
Zaniemówiłem. Mama właśnie powstrzymała mój wytrysk. Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe. Stałem tak osłupiały. Uścisk moich klejnotów i ptaka zelżał. Po chwili całkiem zdjęła ze mnie ręce. Cofnęła się. Jej obfity biust już nie napierał na moje plecy. Penis mi oklapł, jak po normalnym spuszczeniu się. Może ze strachu, przed matką? Albo z konsternacji, w jaką popadłem?
– Czy ty… właśnie próbowałeś… dojść?! – zapytała mnie przerażonym tonem – Na miłość boską!
– Ehm…nie wiem… – wydusiłem wreszcie  z siebie jakieś słowa – …było mi… mi… miło…i…i…zacząłem…ruszać…prze…przepraszam.
Zwiesiłem głowę jak zbity pies.
– Słuchaj, jest późno a ja chcę się wyspać! – zaczęła ostro na mnie krzyczeć. To do niej nie podobne – Chcesz się wysikać, czy nie?!
Milczałem. Byłem zlękniony. Musiałbym coś mocno przeskrobać, żeby tak na mnie lub moje rodzeństwo się wydzierała. Wczoraj była wyrozumiała, a teraz zachowuje się jak zupełnie inna osoba. Może jest zmęczona, tak jak mówi. No i chyba przewrażliwiona. Ponoć w tym wieku nastroje kobiet bardzo się wahają.
– Jak nie, to nie. – rzekła chłodno – Dobranoc.
Usłyszałem jej oddalające się kroki. Stałem nad muszlą z opuszczonymi spodniami i myślałem o tym wszystkim. Słowa mamy dźwięczały mi jeszcze w uszach. Naprawdę się wściekła. Miałem wyrzuty sumienia, że nie mogę się przy niej opanować.
Raptem odczułem, że wreszcie cel mojego przyjścia do łazienki zaraz zostanie spełniony. Szybko usiadłem na desce i odetchnąłem z ulgą. Po długotrwałym wstrzymywaniu się sikałem obfitym strumieniem. Wystającymi palcami z gipsu dociskałem ptaka w dołu sedesu, żeby od siły moczu nie oblać kafelek łazienki. Wstając, po załatwieniu się, jak zawsze wszystkiego dobrze nie wytrząsnąłem i kilka kropelek moczu skapnęło na moje spodenki zsunięte do kostek. Mama ma rację, że pomoc jest mi potrzebna także w tej czynności. Z kłopotami urwałem kawałek papieru i nieporadnie wytarłem główkę członka. Opuściłem klapę, usiadłem na niej i po kilku próbach, z pomocą zagipsowanych rąk, naciągnąłem gatki na tyłek. Przemyłem jeszcze końcówki palców w umywalce i poszedłem do łóżka.
Leżałem na plecach i dumałem nad tym, co się przed chwilą wydarzyło. Wierzę, że mamie jutro przejdzie. Po kłótniach z reguły szybko mnie lub rodzeństwo przepraszała i tuliła mocno do piersi. Żałowała wtedy, że zbyt się uniosła albo niepotrzebnie na któreś za nas tak mocno krzyczała.
Może jest już zmęczona opieką nade mną, choć minęły zaledwie dwa dni. Być może jej wcześniejsze  luźne podejście do moich erekcji było tylko udawane i tak naprawdę nie wie co robić i jak się w takich chwilach zachować. Czyżby miała wątpliwości, co do obranej przez siebie drogi. Mam nadzieję, że nie i nie będzie mnie z surowością ganić za moje nieustanne stany pobudzenia. Nie wiem, kiedy zasnąłem, zastanawiając się nad tym wszystkim.
Słońce było już wysoko na niebie, gdy wygramoliłem się z pokoju. Mamy nie było w domu. Widocznie jeszcze zajmowała się różnymi sprawami w mieście. Była pora drugiego śniadania. Poszedłem do łazienki i po długim czasie spędzonym tam, udałem się do kuchni.
Na stole stały kanapki. O szklankę z sokiem oparta była jakaś karteczka. Chwyciłem ją nieporadnie koniuszkami palców i czytałem : „ Kochanie, zjedz śniadanie. Mamusia wróci koło południa i przygotuje ci obiadek. Całusy”.
Hmm, z treści wynikało, że nie jest już na mnie zła. Kamień spadł mi z serca. Dobrze, że długo nie potrafiła się gniewać.
Zjedzenie kilku kanapek zajęło mi kilkanaście minut. Pewnie zabawnie to musiało to wyglądać, jak walczę z włożeniem kromki chleba do buzi. Czasem wyślizgiwała mi się z palców i lądowała na blacie stołu, tworząc duży rozgardiasz z okruszków.
Po posiłku oglądałem telewizję. Zastanawiałem się, czy dziś ze mną porozmawia o onanizowaniu się. W końcu wieczorem wypada czas kąpieli. Mama chyba nie chce, by zdarzyła się powtórka z rozrywki.
Jak to będzie wyglądało tym razem? Wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze : Siedzę na brzegu wanny i czekam, odwrócony do ściany, na mamę. Przychodzi, każe mi wstać i się odwrócić. Czynię to i widzę, że jest w swoim nocnym peniuarze, który widziałem na niej wczorajszego wieczoru. Teraz, w mocnym świetle w łazience, dokładnie widać co ma pod nim. Wyraźny kształt dużych, pełnych piersi. Przez materiał prześwitują jasne brodawki, a sutki sterczą mocno wypychając go do przodu. Spojrzałem w dół. Majaczył tam cienki paseczek przyciętych, jasnych włosków. A pod nimi jej piękna cipka, z lekko rozwartymi wargami.
Klęka przede mną, mając mojego twardego, sztywnego penisa tuż przed twarzą. Niemal dotyka jej ust. Cały pulsuje. Gdy wyciąga dłoń, by go dotknąć, podrywa się do góry w skurczu podniecenia. Moment zetknięcia się jej palców z moim trzonem i lekkie ściągnięcie skórki z żołędzi wywołuje mój natychmiastowy wytrysk. Gęste nasienie zalewa jej całą twarz. Śmieje się z tego, patrząc mi w oczy. Kolejne porcje oblewają peniuar na wysokości piersi, co sprawia, że są teraz całkowicie widoczne.
Uff. Zrobiło mi się gorąco od tej wizji. Oczywiście członek był już w pełnej gotowości.
W tym momencie usłyszałem szczęk otwieranego zamka w drzwiach. Psia krew. Przykryłem kocem męskość, żeby mama nic nie dostrzegła.
Weszła do kuchni, nie dostrzegając mnie jeszcze, ponieważ była zaabsorbowana siatkami z zakupami.
– Oo, witaj Wojtek! – Zauważyła zapewne chlew, jaki zostawiłem w kuchni.
Przyszła do salonu i stanęła między kanapą na której siedziałem a telewizorem i lustrowała mnie wzrokiem. Ja wciąż byłem zmieszany wczorajszą sytuacją w łazience i miałem spuszczony wzrok w dół.
– Cześć, mamo – odpowiedziałem słabym głosem.
– Jak się dziś czujesz? Martwiłam się, że jak mnie nie będzie to zacznie ci się znów kręcić w głowie i rozbijesz sobie ją o coś.
– Nie, dziś zawrotów nie miałem. Wszystko jest dobrze.
Milczała chwilę. Wciąż czułem jednak jej badawcze spojrzenie na sobie.
– Jeśli chodzi o wczoraj – zwróciła się po chwili do mnie – to bardzo cię przepraszam. Nie powinnam tak ostro reagować, wiedząc jak ciężko ci jest. Po prostu byłam zdenerwowana czekającą mnie dziś rozmową z ordynatorem. Wrócił wczoraj z urlopu i chciał wiedzieć, dlaczego wzięłam tak długi urlop, a jego nikt o tym wcześniej nie poinformował. Wyjaśniłam mu wszystko i na szczęście to zrozumiał. Nie gniewaj się na mnie, cukiereczku.
Podniosłem głowę i się rozpromieniłem.
– Bałem się, że to ty będziesz na mnie nadal zła.
– Wiesz, wczoraj przyznaję, że trochę mnie to wyprowadziło z równowagi. Lecz nie mam dla siebie usprawiedliwienia. Jak ci mówiłam wcześniej, to nie jest żaden powód do wstydu, a normalna reakcja organizmu. W szczególności tak młodego, jak twój. Zrobię wszystko, by w tym trudnym okresie ulżyć ci w mękach – patrzyła na mnie z miłością w oczach i lekko się uśmiechała – chodź i przytul się do matki, jak już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
Odkryłem z siebie koc, a mama pochyliła się, aby pomóc mi wstać. W ciasnej, opinającej bluzce na ramiączkach dostrzegłem przestwór między jej piersiami w staniku a bluzką. Ogromne i kusząco krągłe kształty niemal się wylewały.
Wzięła mnie pod pachy i postawiła mnie na nogi. Wdychałem zapach jej perfum i włosów, w które wtuliłem przez moment twarz. Od tych bodźców wzrokowo – zapachowych, mój na pół zwiotczały sprzęt na nowo zaczął się podnosić. W tak kłopotliwej sytuacji.
Mama zbliżyła się. Nasze ciała się zetknęły. Objęła mnie, a jako, że była wyższa, to ucałowała mnie w czubek głowy. Moja twarz wtłoczona była w jej biust. Z trudem łapałem oddech. Ale nie będę ściemniał, że bardzo mnie to podkręciło. Jej słowo, że postara się mi ulżyć, również. Wyobraźnia szalała, w jaki sposób to zrobi i czy myślała o tym, o czym ciągle ostatnio marzę. Że zrobi to osobiście swoją ręką.
Sztywny penis wbijał się w jej udo, okryte materiałem spódniczki, która sięgała do kolan. Ręce w gipsie sterczały mi zawieszone w powietrzu. Przeniosłem je powoli na jej plecy, czując pod opuszkami miękkość jej skóry i puszyste fałdki na boczkach. Zjechałem trochę niżej i zatrzymałem na jej gołej skórze między bluzeczką a brzegiem spódniczki. Na więcej się nie odważyłem. Choć i tak ciepło i miękkość jej niczym nie okrytej skóry, to  jak jej biust mnie dusił i bliskość naszych ciał sprawiało, że krew się we mnie gotowała.
– Kocham cię, synku – szepnęła mi do ucha.
W luźnych spodenkach mój pal wbijał się mocno w jej udo, pulsując wściekle i podrygując od czasu do czasu. Na pewno to czuła. Cieszyłem się, jaka jest wyrozumiała. Jak sprawy się tak dobrze mają między nami, czekałem na długo oczekiwaną rozmowę z nią. Musiałem jednak to przerwać, bo wiedziałem, że zaraz się nie powstrzymam przed ocieraniem o nią. Już zacząłem mocno sapać z nosem wsadzonym w przedziałek jej piersi, będąc strasznie mocno podnieconym.
– Ja też bardzo mocno cię kocham, mamusiu – powiedziałem, mocno dysząc i próbując dosięgnąć jej policzka, by dać jej buziaka.
W szerokim uśmiechu odsunęła się lekko ode mnie i nadstawiła swe lico. Pocałowałem ją i cofnąłem.
Mama patrzyła na mnie ze szczęściem i pogłaskała mnie po włosach. Spojrzała teraz w dół. Mały pod wpływem jej wzroku drgnął . Spodenki tworzyły namiot, nie kryjąc kształtu pod nimi. Nie próbowałem się zasłaniać. Na jej twarzy zauważyłem rumieniec. Sprawiało mi to jakąś dziką satysfakcję, gdy tak na mnie patrzyła. Wciąż nie mogła chyba przyjąć do siebie tego, że nie jestem już takim małym chłopcem.
– To…ja – wciąż patrzyła na wybrzuszenie moich spodenek, ale w końcu spojrzała na moją buzię – idę… się przebrać, a potem wezmę się za przygotowanie obiadu.
Uśmiechnęła się ciepło do mnie i odwróciła szybko na pięcie, zmierzając do swojej sypialni. Odprowadzałem ją wzrokiem z żądzą w oczach. Klapnąłem ciężko na kanapę i odetchnąłem ciężko. Te ciągłe emocje związane z moją matką doprowadzają mnie do szału. Spojrzałem w dół na bulę wystająca ze spodni. Dotknąłem główki końcem palców. Syknąłem z błogości, jaką mi to dało. Może mógłbym się zaspokoić w taki sposób. Tylko masując delikatnie żołądź. Nigdy tak się nie masturbowałem, ale to chyba też może być strasznie przyjemne. Zwłaszcza, że do zaspokojenia dużo mi nie trzeba.
Usłyszałem kroki mojej mamy. Przerwałem dotykanie siebie. Kierując się do kuchni, znów obdarzyła mnie swoim anielskim uśmiechem.
Nie, wolę żeby ona przypadkiem mnie doprowadziła do ekstazy w czasie kąpieli. Obym tym razem się udało.
Mama przygotowała obiad. Nakarmiła mnie i sama zjadła posiłek. Po tym obfitym jedzeniu udałem się do siebie i zdrzemnąłem się.
Zbudziłem się koło 16 i zawołałem mamę, aby pomogła mi się wysikać. Tym razem do żadnych ekscesów nie doszło.
Wróciłem do swojego pokoju i czytałem książkę. Starałem się nie myśleć o niczym, co mogło by na powrót wywołać u mnie podniecenie. Udało mi się tak przetrwać aż do kolacji, na którą zawołała mnie moja rodzicielka.
W dużym pokoju tradycyjnie pomagała mi jeść. Starałem się na nią nie patrzeć i niczego sobie nie wyobrażać. Oglądaliśmy potem wspólnie serwis informacyjny.
– To co, Wojtek – zagadnęła mnie, gdy program się skończył – idziemy cię umyć, hmm?
– W porządku – odpowiedziałem – o 20.30 ma być fajny film i chciałbym na niego zdążyć.
– No to migiem, idziemy – poderwała się i pomogła mi wstać.
Ściskało mnie w dołku z ekscytacji, co wydarzy się tym razem, gdy szedłem za nią do łazienki. Wciąż nie przeprowadziła ze mną pogadanki o masturbacji i nie wiedziałem czy jej o tym przypominać. Lepiej nie, bo jak zacznie swój wykład, to nie wiadomo o której skończy. Pozwolę biec wydarzeniom swoim rytmem. Po wcześniejszej rozmowie wiedziałem, że jest nastawiona do spraw seksualności człowieka bardzo otwarcie.
Doszliśmy do łazienki, a mama odkręciła kran, napuszczając wody do wanny.
– Chcesz przed kąpielą skorzystać jeszcze z ubikacji – spytała, odwracając się do mnie.
Po przyjściu z miasta przebrała się w swój domowy strój, ciasne jeansy i podkoszulek na ramiączkach. Nadal nie mogłem się napatrzeć, jakie piękne kształty ma moja mama, podkreślony tym ubiorem.
– Nie, nic mi się nie chce – odrzekłem, gdy się otrząsnąłem z zamyślenia o niej.
Podeszła do mnie i zdjęła, jak poprzednio, moje okulary i odłożyła je na półkę. Rozebrała mnie. Stałem nagi, odruchowo zasłaniając przyrodzenie ze wstydu przed innym człowiekiem. Mama sięgnęła po folię, tą samą co poprzednio. Musiałem oderwać ręce od krocza. Tym razem owijanie poszło jej sprawniej, mając już pewne doświadczenie. Mały dyndał mi śmiesznie i nawet nie myślał się podnosić. Bo i sam nie zdążyłem się po napawać bliskością mamy, która zabezpieczała moje ręce. Tak to błyskawicznie zrobiła. Po całej operacji mogłem wchodzić do ciepłej wody.
Tym razem mama kazała mi usiąść po turecku, żeby nie narażać moich kolan na ból. Siedziałem sobie i czułem, jak gąbka szoruje przyjemnie moje plecki, pieniąc się przy tym. Myła moje ramiona, podniosłem ręce w górę, to wyszorowała pachy i boki mojego ciała. Potem szyję i szamponem włosy. Zmyła wszystko słuchawką prysznica.
– Wstań, Wojtuś – poprosiła
Wstałem i gąbka przejeżdżała teraz w górę poprzez kostki, łydki i aż do ud. O ile przy dotyku moich pleców jeszcze się hamowałem, tak teraz poczułem dreszcz przyjemności. Wzmógł się jeszcze bardziej, jak poczułem jej dłoń na pośladkach. Napięły mi się na chwilę. Mój sprzęt, do tej pory uśpiony, budził się do życia. Gąbka pracowała na nich delikatnie. Przy takim miłym uczuciu stał mi już w pełnej krasie. Od ruchów mamy moje ciało lekko się trzęsło, co wprawiało małego w ruch w górę i na boki.
– Mógłbyś stanąć w lekkim rozkroku i się pochylić – wydała kolejną prośbę
– Yhmm – mruknąłem, robiąc to, o co mnie prosiła.
Kątem oka dostrzegłem, jak sięga po mydło w płynie i wyciska je na swoje dłonie. Czekałem pełen napięcia. Lekko drgnąłem, gdy poczułem kant jej dłoni między swoimi pośladkami. Delikatnie suwała nią w górę i dół.
Dłoń pełna piany zjechała niżej. Masowała przestrzeń między odbytem a jądrami. Mruknąłem cicho. Jej palce mocniej nacisnęła ten obszar, sprawiając że penis mi podskoczył. Tym razem ominęła jednak moje jądra, w przeciwieństwie do poprzedniej kąpieli.
Ponownie spłukała wszystko wodą z prysznica.
– Usiądź teraz na rancie wanny, dobrze? Idzie dziś nam to bardzo sprawnie, prawda? – Zapytała przemiłym głosem.
Taa, do czasu – pomyślałem sobie i przełknąłem z obawy ślinę. Mimo wszystko do końca nie mogłem być pewien jej reakcji na mój wzwód. Kobiety są nieprzewidywalne.
– Rzeczywiście, dużo szybciej – odpowiedziałem z fałszywym zadowoleniem w głosie.
Usiadłem na brzegu, tyłem do niej. Zimno materiału przez moment za szczypało mnie w tyłek, odrywając go przez chwilę do góry. Zaraz jednak przywykłem.
Znów usłyszałem za sobą otwieranie płynu z mydłem. Za moment poczułem, jak dłonie mamy wślizgują się pod moimi pachami i lądują na klatce piersiowej. Podobnie jak ostatnim razem zbliżyła się na tyle blisko, że jej duży, twardy biust naciskał na moje plecy. Popatrzyłem w dół. Jakby jakaś moja kochanka masowała mnie po klacie. Głośniej i z coraz większym trudem oddychałem. Jej ręce wykonywały zmysłowy taniec, masując mnie po klatce piersiowej i zjeżdżając powoli w dół. Gdy znalazły się na brzuchu, lekko go wciągnąłem pod wpływem dreszczu, jaki mnie przeszedł. Zjechała niżej, na moje podbrzusze. Wciągnąłem głośno powietrze i brzuch.
– Coś się stało, kochanie? – spytała mnie czule – Zadrapałam cię przez przypadek?
– Nie…nie – odparłem głosem przerywanym głębokim oddechem – mówiłem ci…ostatnio…jakie mam…łaskotki.
Znowu zmyślam. Czy nie mogę po prostu jej powiedzieć, jak mnie podnieca? Pewnie i tak się sama tego domyśla. A czego dowód za chwilę trafi w jej ręce.
Patrzyłem, jak jej dłonie delikatnie obmywają moje łono. Tuż za nimi piętrzył się mój penis, drgając w swoim typowym rytmie. Cały w pianie, spływającej z mojego korpusu.
Oderwała się nagle ode mnie i pochwyciła za prysznic. Polewała mój tors, brzuch i okolice krocza. Znów zaczęło brakować mi oddechu, bo wiedziałem jaka chwila się zbliża.
Gdy skończyła, dotknęła moich pleców.
– Spokojnie, synku – mówiła ciepłym głosem – wszystko jest w porządku. Nie denerwuj się, dobrze? Nie ma powodu do lęku.
– dd…dobrze – odrzekłem, ale czułem się dziwnie. Uderzały mnie fale gorąca, głowa stała się jakaś ciężka. Zaczęły mi drętwieć palce u stóp. Coś takiego czułem tylko kilka razy w życiu – w chwilach największego podniecenia.
– Umyję ci wpierw…twoją…mhm…mosznę – wytłumaczyła mi, ale była także wyraźnie speszona.
Nalała sobie ponownie mydła z tubki. Objęła mnie z tyłu, a ręce przełożyła do przodu mojego ciała. Obserwując to widziałem, jak umiejętnie ominęła mojego członka i włożyła dłoń pod niego. Gdy tylko je musnęła, nieznacznie, ale dość gwałtownie poderwałem się z miejsca.
– Wszystko dobrze – uspokajała mnie kojącym głosem – nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.
Ujęła całe w dłoń. Masowała je, przewracała między śliskimi palcami, a one cały czas wyślizgiwały się z jej uchwytu. Delikatnymi ruchami opuszkami palców wykonywała ruchy w dół, odrobinę ciągnąć je w mosznie. Wszystko bardzo powoli i subtelnie. Towarzyszyły tej czynności nieprzerwane drgnięcia mojego członka.
Ja siedziałem i zaciskałem zęby. Byłem doprowadzony niemal na granicę szaleństwa. Pragnąłem już tylko jednego. Mały mi niemal furczał z niecierpliwości.
Jeszcze kilka razy pomasowała je we wnętrzu swej dłoni. Kończąc, odsunęła się ponownie. Ale nie zmyła piany, jak to robiła przy myciu innych części mojego ciała.
– Za chwilkę kończymy – oznajmiła spokojnie.
– To…dobrze…zaraz…za…zacznie się…mój film – bajerowałem ją dalej
– Wiem, to znaczy domyślam się…w jakim…eeem…stanie tam jesteś.
Milczałem.
– Miałam przeprowadzić z tobą rozmowę . Pamiętasz? Na temat zaspokajania siebie, więc postaram ci się to prosto i zwięźle wyjaśnić . Gdy chłopak, taki jak ty, dorasta to zaczynają o sobie dawać znać hormony…, – przerwała nagle i do moich uszu doszedł znajomy dźwięk otwieranego opakowania mydła.
Zbliżyła się . Jej piersi rozpłaszczyły się na moich plecach. Poczułem jej sutki, przebijające się przez jej bluzkę. Twarde jak kamień. Czy ją to również podniecało tak bardzo, jak mnie?
Dłonie znalazły się na moim brzuchu. Dreszcz ekscytacji przebiegł po moim ciele. Kierowała je coraz niżej, a ja coraz bardziej odlatywałem. Czułem, jak pała mi podryguje w skurczach.  Zjeżdżała nimi przez podbrzusze. Ciężko dyszałem, oczy zaszły mi mgłą. Dotarły na uda i tam je nieruchomo pozostawiła. A dokładnie pomiędzy nimi znajdowała się moja rozpalona męskość.
– …jak mówiłam, hormony buzują w ciele takiego chłopca, jak ty – kontynuowała, ale jej głos się zmienił. Mówiła teraz nisko i zmysłowo. Wprost do mojego ucha. A speszenie u nie najwyraźniej zupełnie zniknęło – Zaczynają się pojawiać pierwsze erekcje.
Ponownie przerwała. Nie wiedziałem o co chodzi. Poczułem ruch w dole. Zwróciłem tam swą uwagę. Jej dłoń zaczęła wolno zbliżać się do mojego penisa po czym zdecydowanie go ujęła. Znów zwróciło moją uwagę to, że jej kciuk nie styka się z resztą palców.
– Mhmm – westchnąłem, dając dowód, że sprawia mi to przyjemność. Jej dłoń na moim małym. O rany!
– Erekcje… taka jak ta. – ciągnęła dalej swój wykład. – Chłopak w twoim wieku zazwyczaj jeszcze nie ma dziewczyny, więc musi sobie  radzić sam. Jak twierdzisz, jeszcze nigdy tego nie robiłeś, prawda?
– Ehmm… nie…nie wiem jak…
– No właśnie – przerwała mi w pół zdania. Była jakaś inna. Nie była jak zawsze słodka i przemiła. W tej chwili zmieniła się  w zdecydowaną i dominującą kobietą – A jako że nie masz w tej chwili możliwości…hmm…przekonania się samemu, jak to robić, to ja zastąpię twoje dłonie. Może tak być, Wojtuś ?
Przy ostatnim pytaniu znów wróciła stara mama, czyli troskliwa i czuła.
– Tak…chętnie się przekonam,…jak to się robi – odpowiedziałem krótko.
– No to zaczynamy – szepnęła mi do ucha uwodzicielsko.
Poprawiła swoją dłoń na moim napęczniałym korzeniu. Wykonała powolny ruch dłonią w dół, ściągając napletek i powróciła nią z powrotem w górę. Poczułem jak z dziurki na końcu wydobyła się strużka preejakulatu.
Zaciskałem zęby i podkurzyłem palce stóp. Buło mi tak niebiańsko.
– Jak widzisz, ta skórka daje się ściągać w górę i w dół – tłumaczyła mi dalej – Robiąc tak wile razy z tej dziurki na końcu wydobywa się nasienie, co łączy się z orgazmem, czyli spełnieniem seksualnym.
Pocierała palcem drugiej ręki czubek mojej żołędzi. Roztarła cały śluz, aż główka cała lśniła. Pierwsza dłoń wciąż tkwiła nieruchomo.
– Czuję, że wydobywa ci się preejakulat – rzekła, idealnie odgadując moje myśli – jest to naturalny nawilżacz, który pomoże ci w przyszłości wejść w pochwę kobiety, wiesz kochanie – zaśmiała mi się cicho do ucha.
Nastała dłuższa chwila. Pomyślałem, czy nie mógłbym ruchem bioder poślizgać się między jej dłonią. Bałem się, że za chwilę przerwie to uświadamianie mnie i znów zostanę niezaspokojony.
Nagle znów cicho się odezwała do mojego ucha:
– Wiesz, Wojtuś? Miałam kiedyś  takiego pacjenta rok temu. Był rok starszy od ciebie. Trafił do nas do szpitala – jej dłoń zaczęła wolno ściągać skórkę z mojego wała – Zatruł się czymś biedaczek i był słabiutki od ciągłych wymiotów, gorączkował i tak dalej. Musiał zostać u nas na kilka dni.
Jej ręką jednostajnie się poruszała. Czułem, że mógłbym tak po niedługim czasie dojść. Jednak moją uwagę absorbowała ta opowieść.
– Przychodząc do niego co dzień i podstawiając mu kaczkę, czy go myjąc gąbką, zauważyłam, że pod wpływem mojego dotyku, za każdym razem, doznaje wzwodu członka. Tak jak ty.
Jej dłoń nieco przyspieszyła ruchy. Ledwo słyszalnie dochodziło do mnie mlaskanie mojego wilgotnego napletka.
– Za którymś razem postanowiłam coś z tym zrobić, ponieważ było to nieznośne i przeszkadzało mi w pracy. A może chciałam tylko ulżyć temu umęczonemu chłopcu?
Ręka coraz szybciej i mocniej poruszała się na trzonie. Mlaskanie było już bardzo głośne. Z czubka lał mi się śluz, zwiększając poślizg.
– Gdy znów mu stał, przysiadłam się do jego łóżka. Położyłam dłoń na jego rozpalonym czole. Drugą ręką zsunęłam bardziej jego spodnie. Uchwyciłam go. Był twardy jak stal, dziewiczo piękny. Z dużym łepkiem i pokaźną długością, jak na jego wiek. Ale nie był tak gruby, jak twój. Zaczęłam go onanizować. Szybko i mocno.
Mama również zwiększyła szybkość i siłę uścisku, jak w jej opowieści. Biła mi bardzo mocno konia. Ciężkie jaja podrywały się wraz z jej ruchami i opadły, uderzając mocno w przestrzeń między udami z perwersyjnie przyjemnym bólem.
– Nie zważałam na to, czy ktoś może wejść do tej sali. Oddawałam wtedy całą siebie, aby sprawić przyjemność temu chłopcu. Długo nie wytrzymał. Dobrze to robiłam. Widać długo się nie zaspokajał, bo trysnął bardzo obficie, zalewając swój brzuch, podbrzusze, mój rękaw i całą dłoń. Umyłam go, a potem siebie i wyszłam. W drzwiach powiedział mi tylko : „Dziękuję, mamusiu”. Tym chłopcem był twój brat.
Zatkało mnie. Byłem już bliski wytrysku, ale teraz nieznacznie się oddalił. Mój brat rzeczywiście rok temu był w szpitalu. Mój boże. Moja matka mu tam…zrobiła…strzepała ręką.
Uświadomiłem sobie, że jej w ogóle nie znam. Kim ona jest? Lecz w głębi to jeszcze bardziej mnie napaliło.
– Teraz zajmiemy się tobą do końca, synku – szepnęła niskim głosem.
Jej tempo wcześniej przez moment zmalało i teraz poruszała ręką miarowo, ale wciąż całkiem szybko.
– Dobrze ci, kochany – spytała słodko
– Oooch, mamo…to takie przyjemne – jęknąłem z rozkoszy
– Wiem, dlatego to robię. Chcesz, żebym przyśpieszyła?
– Ooo taaak! – niemal krzyknąłem
Ponownie przyspieszyła. Waliła teraz mi konia z taką mocą i szybkością, że myślałem, że mi go urwie.
– Ooo tak, spuść się. Spuść się dla mnie– szeptała mi do ucha, co mnie tak podkręciło, że już nie potrafiłem wytrzymać.
– Aaaachhh, maaamooo, juuuż dłużej nie mogę! – krzyczałem i wiłem jak piskorz pod wpływem pracy jej delikatnej rączki.
– Tryśnij! Ooch, twój penis jest tak nieprzyzwoicie gruby! – już nie szeptała, a prawie że głośno rozkazywała.
Ostre słowa z ust mojej na co dzień kulturalnej mamy dopełniły dzieła.
Zacząłem się szarpać, tak że z trudem utrzymała dłoń na moim członku. Pierwsza dawka spermy wystrzeliła z mocą pocisku i uderzyła z odgłosem rozplaśnięcia na przeciwległej ściance wanny. Ściągnęły mi się palce u stóp, a powieki zaczęły w skurczach się same mrużyć, co zdarzało mi się tylko raz do tej pory, przy naprawdę silnym orgazmie.
Następne porcje tryskały z mniejszą mocą wprost do wody. Jej ręka zmniejszyła obroty. Nasienie wypływało już tylko na jej dłoń po czym skapywało w dół. Lekko nim potrząsnęła na boki, wytrzepując resztki i go puściła. Na pół zwiotczały opadł swobodnie.
Nachyliła się bardziej i pocałowała mnie w policzek. Ja wciąż ciężko sapałem, próbując dojść do siebie po najgwałtowniejszym orgazmie w życiu.
– Było ci dobrze? – zapytała z czułością – mam nadziej, że już wiesz jak to robić w przyszłości i że po takim zaspokojeniu oszczędzisz mi już widoków wzwiedzionego penisa przy następnych kąpielach.
– Ach, to była najcudowniejsza chwila mojego życia – odparłem w szerokim uśmiechu – ja też mam nadzieję, że już nie będę cię straszył tym widokiem.
– To mnie nie straszy, ale trochę…dekoncentruje – odrzekła i zaśmiała się. – no, wyłaź i leć na ten swój film, a ja tu posprzątam po twoim dziele.
Wytarła mnie i ubrała w spodenki od piżamy. Ja jeszcze raz spojrzałem na strużkę spermy na ściance, wolno spływającej do wanny.
Mama wieszała mokry ręcznik na sznurku. Podszedłem do niej od tyłu i pocałowałem w gorący i miękki polik
– Dziękuję – cicho do niej powiedziałem, po czym odwróciłem się i pobiegłem do salonu przed telewizor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *