Pani Blyne: Zniewolenie Gavina

Pani Blyne: Zniewolenie Gavina

10.X.2008 – Piątek

Łzy z wolna wypełniały oczy Gavina, zaś kolejne krople potu mozolnie szukały każdej najmniejszej drogi ujścia, by wydostać się poza obcisłą lateksową maskę otulającą twarz chłopaka. Znajdujące się za plecami jego ręce były ciasno zakute w ciężkie stalowe kajdany, do tego wpięte w łańcuch zwisający z sufitu sprawiały że młodzieniec wisiał niemal bezwładnie. Z głową na wysokości własnych ud, kiedy jego szczupłe przedramiona były okrutnie wydzierane ku górze, tkwił jakby od zawsze w tej nieco satyrycznie wyglądającej pozie ubezwłasnowolnienia.

Gavin Nolan był dosyć przystojnym dziewiętnastolatkiem. Wysoki, bo tak należy nazwać jego 186 centymetrów wzrostu, niebieskooki brunet, nigdy nie miał prawa narzekać na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Był dosyć szczupłym chłopakiem, lecz w żaden sposób nie przeszkadzało mu to w postrzeganiu własnej atrakcyjności, wręcz wiedział że jego delikatna chłopięca budowa ciała, przy miłej dla oka aparycji, stanowi łakomy kąsek dla wielu dziewcząt. Zresztą podczas całkiem niedawno zakończonej edukacji szkolnej wielokrotnie spotykał się z objawem upodobania, choćby w postaci zalotnych uśmiechów wiodących prym piękności i gwiazd szkolnych korytarzy. Dał się lubić zarówno wśród koleżanek jak i kolegów, a jego radosne usposobienie i styl nieco jakby emo-rockowy, dawał obraz jego osobowości a to szalonej, zwariowanej, a to takiej przy której nie da się nudzić i zawsze jest mnóstwo humoru.

Dziś Gavin Nolan daleki był od wizerunku tego wulkanu energii i dobrej zabawy z jakim kojarzyli go przyjaciele ze szkoły i dzielnicy w której mieszkał. Jego ulubione czerwone trampki poza kostkę, tym razem zamienił na damskie szpilki z obcasem na wysokość dziewięciu centymetrów. Obcisłe jasne i poszarpane dżinsy, zwisające zgodnie z młodzieżową modą w kroku, ustąpiły parze czarnych samonośnych rajstopek w delikatną siateczkę, świetnie komponującymi się ze lśniącymi szpileczkami w tym samym kolorze. Mocno wypięty zgrabny tyłek chłopca, przy jego delikatnej budowie ciała i damskim odzieniu, do złudzenia sprawiał wrażenie że pupa ta należała do kobiety… i tyłek ten właściwie zgodnie z prawdą należał do kobiety, lecz w nieco innym tego słowa rozumieniu…

– No suko?! – …dobiegł głos z głębszej części sali… – przygotuj się, już kończę!

Kilka metrów dalej, tuż pod ścianą, na bardzo stylowym, skórzanym, ciemnobrązowym fotelu, starsza kobieta delektowała się ostatnimi wdechami swego cienkiego papierosa. Pociągnęła raz jeszcze, spokojnie wypuszczając z ust delikatną smugę dymu, po czym pewnym ruchem dłoni zgasiła niedopałek w popielniczce stojącej na szklanym stoliku obok. Dmuchnęła jeszcze lekko w koniuszki palców, jakby chciała usunąć jakieś resztki spopielonego tytoniu ze swych długich, polakierowanych na krwistoczerwony kolor paznokci i uniosła się z miejsca tak jak robią to ludzie kończący właśnie jakąś przerwę śniadaniową w swej pracy. Spojrzała raz jeszcze w dół na siebie samą, jakby chciała upewnić się że wygląd jej nie budzi najmniejszych zastrzeżeń, po czym ruszyła powolnym krokiem przed siebie, w stronę swej ofiary…

17.VII.2008 – Czwartek

Lauretta Blyne na co dzień pracowała jako menedżer w agencji reklamowej na przedmieściach Birmingham, w hrabstwie West Midlands. Zajmowała się logistyką, planowaniem i zarządzaniem zasobami ludzkimi w firmie. Była żoną prezesa tejże korporacji, Harolda Blyne’a, przez co ze zrozumiałych względów pracownicy darzyli ją nie mniejszym respektem aniżeli samego ich chlebodawcę. Pani Blyne była dojrzałą i bardzo elegancką kobietą. Jak na swoje 48 lat była bardzo zadbana, a obecny jej wygląd kazał wszystkim mieć pewność że w przeszłości była nader piękną kobietą. Teraz na twarzy miała już sporo zmarszczek. Skóra jej ciała również już miała odciśnięte piętno czasu, lecz staranny, dosyć ostry makijaż, oraz schludnie uczesane długie szatynowe włosy, mówiły jasno że Lauretta wciąż uważa się za bardzo atrakcyjną kobietę i dokłada wszelkich starań aby tak właśnie ją postrzegano. To właśnie tutaj pierwszy zetknęła się z będącym na stażu młodziutkim Nolanem, kiedy to ten nieopierzony młokos naraził agencję na stratę dwóch tysięcy funtów, swym nadgorliwym charakterem i chęcią pokazania innym że ktoś taki jak on potrafi sprawdzić się w tej pracy równie dobrze jak inni, a może nawet lepiej. To właśnie wtedy wezwała do swego biura „gościa” który pracował w firmie zaledwie cztery dni, a już zamiast zysków zaczął przynosić straty. Musiała się go pozbyć…

– Panie Nolan, domyśla się Pan dlaczego wezwałam go do siebie? – rzekła stanowczo siedząc za biurkiem w swoim biurze do chłopaka który stał teraz przed nią niemalże na baczność.

Gavin wiedział że nawalił, ale był też bardzo upartym człowiekiem i nie potrafił przegrywać. Za wszelką cenę chciał udowodnić ze nigdy nie jest gorszy od innych, cokolwiek by nie robił i czymkolwiek by się nie zajmował. Wiedział że gdyby stracił tą pracę, czułby się przegrany, a porażka w ogóle nie wchodziła w grę…

– Tak, Pani Blyne… – odparł dosyć niepewnie – Popełniłem błąd, jednak chciałbym móc…

– Milcz! – przerwała wyniośle, a jej nagła agresja w głosie bardzo go zaskoczyła, na tyle aby nie próbować kontynuować swego wywodu pełnego tłumaczeń i pokrętnych wymówek. – Zwalniam Pana, Panie Nolan. Proszę się zgłosić do sekretariatu po należne Panu wynagrodzenie i wszystkie niezbędne dokumenty.

Spojrzała na niego wzrokiem pełnym czegoś, co przypominało jakiś rodzaj rozkoszy, samozadowolenia. Czuł że ta chwila sprawia jego szefowej wiele radości i przyjemności, a on sam przyłapał się na tym że poczuł głęboko w sobie delikatna nutę jakiegoś wcześniej ukrytego i nieznanego dla niego uczucia podniecenia…

– Proszę opuścić moje biuro… – spojrzała na niego raz jeszcze wymownie, jakby chcąc uświadomić co się właśnie wydarzyło.

– Błagam… – wykrztusił z siebie słowo które teraz zaskoczyło nie tylko jego, ale również i Laurettę. Wypowiedział je jakby zahipnotyzowany tym uczuciem które go ogarnęło, jakby nagle coś odebrało mu poczucie przyzwoitości czy też godnego zachowania się. – Błagam Panią… Pani Blyne, proszę o szansę… zrobię wszystko…

Nastała chwila ciszy. Może to było 30 sekund może minuta, a może 5 sekund tylko czas wydawał się stanąć w miejscu. Lauretta Blyne zaczęła wpatrywać się w stojącego przed nią wystraszonego młodzieńca jeszcze bardziej przenikliwym wzrokiem. Przełożyła odruchowo nogę za drugą, odwrotnie niż miała do tej pory. Delikatnie musnęła dłonią swoje udo przez spódniczkę która była częścią żakietu, typowego do pracy w biurze. Stopą uniesioną w górze, odzianą w szpilkę na dwunastocentymetrowym obcasie, zatoczyła koło w powietrzu, jakby dając oznakę lekkiego zaciekawienia, a nawet nadchodzącego podniecenia. Uderzyła lekko piórem o papier leżący przed nią na biurku…

– Zrobisz wszystko powiadasz?… – zapytała wciąż pewna siebie, jednak już jakby innym tonem. Nie takim obojętnym kiedy chciała jeszcze przed chwilą zwolnić bez najmniejszych skrupułów Nolana, ale takim bardziej jakby chciała teraz napawać się jeszcze dłużej tym karceniem swego podwładnego. – Jak wiele jesteś w stanie dla mnie zrobić, chłopcze?

– Zrobię absolutnie wszystko co mi Pani każe, Pani Blyne – odparł pokornym głosem. Czuł jak jego penis zaczyna mocno pulsować z podniecenia, czuł jak wbrew jego woli nabrzmiewa i wręcz uwidacznia się swą obecnością na zewnątrz, co też nie uszło uwadze jego szefowej.

– Hahahahaha!…. – zaśmiała się głośno spoglądając na jego wypuklone krocze. Śmiała się nie tyle szyderczo co jakby zwycięsko, co też potwierdziła swymi słowami. – Zrobię z ciebie zatem swoją prywatną dziwkę! Jasne?… Dobrze słyszałeś!

– Tak… Tak, pani Blyne, zrobię dla Pani wszystko… – odparł coraz głębiej oddychając i czując że wkrótce od samej rozmowy może dostać wytrysku.

Lauretta Blyne wstała zza biurka i podeszła wprost do swego nowego, przyszłego kochanka. Miewała już w przeszłości „skoki w bok” odkąd jej mąż stał się przeraźliwie nudny, ale nigdy przed nią nie roztaczała się wizja tak perwersyjnego układu, do tego z kochankiem młodszym od niej o blisko 30 lat. Na samą myśl o tym wszystkim kobiecie robiło się mokro, a myśli wariowały jak szalone. Stanęła wprost przed stojącym przed nią na baczność Gavinem. Dwoma palcami delikatnie uniosła jego głowę podtrzymując go za podbródek. Patrzyła cały czas wprost w jego oczy, mimo że on wzrok spuszczony miał do dołu.

– Spójrz na mnie! – rozkazała po czym podniósł głowę i wstydliwie zaczął patrzeć jej w oczy… – Będziesz moim niewolnikiem, chłopcze… i będziesz kochać swoją nową rolę. Od tej chwili jesteś mój i żyjesz tylko dla mnie!

Nolan ocknął się z letargu kiedy na jego lewym policzku wylądował solidny klaps.

– Jasne!? – uniosła głos jeszcze bardziej i ponownie uniosła dłoń gotową do wymierzenia kolejnego uderzenia. – Nie potrafisz odpowiadać!?

Tak, Proszę Pani… – szybko odpowiedział, tak by uchronić się przed kolejnym razem. – Należę do Pani, Pani Blyne…

10.X.2008 – Piątek

Kiedy tak wisiał na łańcuchu z wyłamanymi rękoma do tyłu, zakutymi ciasno w kajdany, kompletnie bezbronny i całkowicie zniewolony, przeszła mu przez głowę myśl jak bardzo człowiek pragnie dać się poniżyć, aby tylko poprzez tak ekstremalne doznania osiągnąć pełnię podniecenia. Miał 19 lat. Był przystojnym młodym chłopakiem, a teraz wisiał na łańcuchu jak jakiś przedmiot. Miał ubrane szpilki na stopach oraz rajstopy, co sprowadziło na niego uczucie jeszcze większego podniecenia. Wisiał tak niemalże nagi i w lateksowej masce oraz mocno wyeksponowanym tyłkiem, jakby proszącym się o kolejne razy. Był piątek, około godziny 20.00. Przebywali w domku letniskowym w Cleehil, blisko 75 kilometrów od Birmingham. Byli tu zaledwie od dwóch godzin, a chłopak już teraz wiedział, że pomimo tego jak ostre już na wstępie jest to spotkanie, to najgorsze jeszcze przed nim. Tym bardziej że Pani Blyne jeszcze przed wyjazdem zaznaczyła mu że spędzą tutaj czas do późnej niedzieli. Na plecach i tyłku Gavina widniały pierwsze zaczerwienienia, pierwsze ślady uderzeń bata.

Stanęła tuż przed nim. Popatrzyła chwilę, po czym skierowała się do nieopodal stojącego stolika, na którym trzymała wszelkiego rodzaju narzędzia do wspólnych zabaw. Chłopak obserwował swoją Panią kątem oka, na tyle na ile pozwalała mu pozycja wisząca oraz napływające do oczu coraz większym potokiem łzy bólu. Był pewien że jego oprawca zastanawia się nad wyborem kolejnego narzędzia którym będzie zapewne bity, stąd jego małe zdziwienie było, kiedy Pani Blyne po chwili znalazła się przed nim ze skórzaną obrożą w dłoni.

„Jeszcze nie teraz…” – pomyślał. – „Jeszcze mam chwilę nim znów oberwę…”

– Spójrz na mnie, suko! – z rozmyślań wyrwał go rozkazujący ton Lauretty. – Masz nosić obrożę kiedy mi służysz, jak na prawdziwą sukę przystało! Dlaczego się nie upominasz zaraz po wejściu do domu?!

– …mmm.. mm.. hh.. yyy – nie mógł się wytłumaczyć ze swego zaniedbania, w jego ustach tkwił sztywno knebel zakończony grubym dildo, które czuł niemal w przełyku. – …mmm… yy…

– Zostaniesz ukarany… – powiedziała nadzwyczaj spokojnym głosem, a w tym samym czasie mocno zapinając obrożę na jego karku, tak że Gavin poczuł dosyć intensywne duszenie. Uniosła mu głowę w górę, pociągając za stalowe kółko od obroży i rzekła. – Póki co smycz nie będzie ci do niczego potrzebna. Być może później wyprowadzę cię na spacer, jeśli oczywiście na to zasłużysz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *