Od szantażu do miłości 54 – ostatni

Od szantażu do miłości 54 – ostatni

Kiedy Ania wyszła z łazienki to była leciutko umalowana i idąc do małego pokoju powiedziała: -” Kotek pomógł byś mi”. -” Jasne”. _ a więc wstałem z wersalki i poszedłem do Ani,która stała przy kanapie na której były rozłożone jej ciuchy i widząc mnie wzięła parę rzeczy i odłożyła na krzesło mówiąc: -” Kotek spakowałbyś mi to wszystko jakoś,oprócz tego na krześle”. -” Dobrze skarbie. W torbę i w walizkę czy tylko w jedno”. -” Nie wiem właśnie kocie? Ale chyba w jedną jakby dało radę,tylko nie zapomnij o garniturze starego boby mnie chyba zabił”. _ spojrzałem się w bok i zobaczyłem garnitur wiszący na drzwiach a zapytałem: -„A buty jakieś mu wzięłaś do tego?”. -” Nie. Nic nie mówił,a ja za niego nie będę myślała. Pojechało zresztą w czarnych wojskowych ocieplanych to będą pasować”. _ i wychodząc z pokoju dała mi buziaka i powiedziała: -” Ja idę podgrzać obiad i jak zjemy to się ubiorę”. _ i poszła do kuchni a ja zacząłem pakowanie i zobaczyłem,że oprócz garnituru to jeszcze Sławkowi brała skarpety i slipki po 2 pary,a reszta rzeczy była jej, czarna sukienka,zresztą wszystko było w kolorze czarnym oprócz bielizny bo tą brała w kolorze niebieskim i białym oraz grubą pidżamę w jasnym kolorze i w jakieś niebieskie ciapki. Kiedy już został mi garnitur do spakowania to Ania stanęła w progu i powiedziała: -” Kotek nie zamykaj jeszcze bo kosmetyczkę jeszcze włożę,ale teraz choć już na obiad”. _ kiedy wszedłem do kuchni i siadałem przy bufecie to zapytałem ją: -” A szlafroku nie bierzesz?”. -” Nie chce mi się iść do siebie po niego,a tego nie będę brała bo nie tyle stary ale Sylwia może zauważyć,że mam nowy”. -” Przecież mogłaś kupić?”. -” Mogłam,ale jakby przyjechała do domu i zapytała gdzie mam ten nowy to co?”. -” Nie pomyślałem o tym. A kiedy Sylwia ma być na wsi?”. -” Jutro z rana ma wyjechać z Torunia,a więc koło 13 albo 15 powinna być”. _ Ania skończyła jeść i wstała żeby włożyć naczynia do zlewu a ja kończąc jedzenie powiedziałem: -” Zostaw kochanie ja pozmywam,a ty szykuj się pomału żebyś nie musiała potem biegiem lecieć”. -” O fajnie,dziękuję. Choć skarbie tylko zakończ pakowanie,a ja wezmę z łazienki kosmetyki żeby schować do kosmetyczki”._ wstałem z taboretu żeby pójść do pokoju a Ania szła przede mną tylko najpierw weszła do łazienki i przyszła po chwili kiedy akurat spakowałem spodnie od garnituru: -” Gdzie masz tą kosmetyczką skarbie?”. _ zapytałem widząc,że w rękach ma tylko krem i pomadkę,a Ania powiedziała: -” W segmencie kotek jest tylko masz i włóż to jeszcze”. _ i podała mi to co trzymała w ręku,a potem rozwiązała szlafrok i założyła majtki i usiadła żeby założyć rajstopy,a ja zapytałem: -” Szlafrok boisz się wziąć a kosmetyczkę bierzesz ode mnie?”. -” Kosmetyczkę będę trzymać w walizce a poza tym jest taka sama jaką mam w domu”. _ i zrzuciła szlafrok i zakładała biustonosz: -” Chodź kotek mi zapniesz”. _ zapinając powiedziałem: -” Mam tylko nadzieję,że tam nie będziesz wołać starego żeby ci zapiął”. -” Możesz kochanie spokojnie spać,a i mogę ci przysiąść że stary nie zobaczy mnie jak się ubieram czy rozbieram”. -” Cieszę się,ale wiem,że może ci się to nie udać”. -” Spokojnie kochanie dam radę”. -” A właśnie kochanie a stary to się nie gorszył jak się przy nim kiedyś przebierałaś?”. -” Kotek pogadamy o tym innym razem,ale zdziwisz się jaki on pruderyjny”. _ i kiedy się ubrała prawie to zapytała: -” Kotek dasz sobie radę?”. -” Skarbie jasne,że dam i o mnie się nie zamartwiaj tylko uważaj na siebie w czasie podróży”._ przeszliśmy do przedpokoju,założyła Ania kozaki a ja zakładając jej płaszcz powiedziałem: -” Skarbie takie buty założyłaś,że będziesz o głowę wyższa od starego”. -” Nic nie poradzę na to. To pa skarbie i nie wychodź nigdzie bo wszystko ci pokupowałam tylko leż i zdrowiej i pamiętaj o tabletkach”. -” Dobrze kochanie,ale pozapinaj się całkowicie bo zimno chyba na dworze”. _ zanim się zapięła do końca to mocno się przytuliliśmy do siebie,pogłaskała mnie po plecach i potem dając szybkiego całusa w usta powiedziała: -” Pora na mnie kotek”. _ i jeszcze raz dala całusa a potem poprosiła żebym sprawdził czy na klatce nikogo niema,zapięła się do końca i wzięła walizkę a ja otworzyłem drzwi,a ona jeszcze jednego całusa dała mi w progu zaczęła schodzić po schodach. Jak Ania pojechała to strasznie mi się czas dłużył i po zmyciu naczyń już do końca dnia przeleżałem oglądając tv. Następny dzień mi tak samo minął na leżeniu i oglądaniu tv z przerwami na jedzenie,branie tabletek i toaletę,a pod wieczór zadzwoniłem do ojca i siostry żeby trochę z kimś pogadać. W sobotę obudziłem się przed budzikiem o 5:20 rano i wziąłem ostatni antybiotyk, zjadłem śniadanie i z powrotem się położyłem. Ponownie obudziłem się po 10 i poczułem,że czuję się całkiem dobrze i zacząłem zastanawiać się czy nie zrobić jakieś uroczystej kolacji jutro na przyjazd Ani,ale potem tak leżąc przypomniało mi się,że Ania nie była pewna o której wróci i nie koniecznie w niedzielę. Nawet nie wiedziałem o której jest pogrzeb dzisiaj. Po obiedzie mi się przysnęło aż telefon od siostry mnie obudził i po rozmowie zjadłem obiad i potem obejrzałem do końca programu tv chociaż filmy za bardzo mnie nie interesowały. W niedzielę ponieważ już nie brałem antybiotyku to wstałem koło11 i po ogoleniu się zjadłem śniadanie,a po sprzątnięciu po nim poszedłem wziąć prysznic. Jakie było moje zdziwienie kiedy wyszedłem z łazienki i zobaczyłem wchodzącą do pokoju małego z walizką Anię. Stanąłem jak wryty nie mogąc uwierzyć,ale na przedpokoju stały jej kozaki i wisiał jej płaszcz,a ona po chwili wyszła uśmiechnięta w czarnej sukience do kolan i powiedziała: -” Co się tak kotek patrzysz jakbyś ducha zobaczył”._ ale nie zdążyłem nic odpowiedzieć bo Ania podeszła do mnie i całując mnie powiedziała: -” Widzę,że za zaskoczyłam ciebie kochanie?”. -” I to nawet bardzo,bo myślałem,że jak wrócisz to najwcześniej dzisiaj wieczorem”. -” Żeby nie msza dzisiaj o 7 rano to już wczoraj bym wróciła. A co nie cieszysz się,że już jestem”. -” Cieszę się i to bardzo”. _ i na dowód tego wziąłem ją na ręce i zrobiłem obrót w pokoju i stawiając ją na dywanie zacząłem namiętnie ją całować.Tak się całując mieliśmy słowną utarczkę kto bardziej tęsknił aż padliśmy na wersalkę i wtedy Ania powiedziała: -” Kochanie jak się czujesz,bo nawet nie zdążyłam zapytać”. -” Zaraz się skarbie przekonasz,bądź co bądź coś ci obiecałem”. _ i włożyłem jej rękę pod sukienkę: -” Nawet nie wiesz jak się za tym stęskniłam przez ten tydzień,ale daj mi chociaż ściągnąć sukienkę”. _ i usiadła na wersalce plecami do mnie,żebym rozpiął jej sukienkę a ja rozpinając zapytałem: -” A kto ci ją zapinał?”. -” Nie martw się kotek,ani mój stary ani żaden inny facet nie widział mnie inaczej jak całkowicie ubraną”. -” Na pewno?”. -” Możesz się mojej córki zapytać”. _ a potem kiedy zdjęła sukienkę i podkoszulkę chwyciła moją twarz i powiedziała: -” Kochanie nie widzisz,że kocham ciebie jak jakaś szalona wariatka,a więc nie psuj tego głupią i niestosowną zazdrością”. -” Aniu to wszystko przez to,że boję się,że mogę ciebie stracić”. -” Nie bój się kochanie,jestem twoja i będę twoja już niedługo na zawsze bo nie potrafię bez ciebie żyć”_ i padliśmy sobie w ramiona całując się namiętnie i żarliwie i potem tak się kochaliśmy z przerwą na kąpiel i obiado-kolacje oraz żeby złapać trochę oddechu prawie do północy.
Ps. Ponieważ brakuje mi czasu na dalsze pisanie to tutaj pokrótce napiszę dalszy ciąg najważniejszych wydarzeń. Ani mąż będąc na wsi zginął w wypadku samochodowym 15 listopada a więc zaraz po pogrzebie swojego brata i tam został pochowany. Mieszkaliśmy na zmianę u mnie albo u niej szukając mieszkania na mieście. Przed świętami okazało się że nasza namiętna niedziela po przyjeździe Ani z pogrzebu szwagra ma też miłe konsekwencje bo Ania zaszła w ciążę. Ja bylem szczęśliwy a Ania na początku miała mieszane uczucia,bo cieszyła się,że zaszła ze mną w ciążę i po badaniach okazało się,że niema żadnych przeciw skazań żeby urodziła to również zamartwiała się jak zareaguje na to Sylwia jej córka. Powiedziała jej dopiero w swoje 43 urodziny jak Sylwia przyjechała do domu 11.02.1995r. Ciężko było,ale jakoś przetrwaliśmy i rozmawiając dużo z Sylwią jak i też moja siostra i rodzina Ani,Sylwia pogodziła się z matką,ale całej prawdy i tak nie wiedziała. Brat Ani zaproponował mi żebym został jego wspólnikiem i żebyśmy stworzyli firmę rodzinną i rozbudowali jego warsztat. Po rozmowie z Anią zdecydowałem się i na początku marca wyprowadziliśmy się do rodziców Ani,którzy oddali nam całe pięterko domu,a ja jeszcze od czasu do czasu jeździłem do poprzedniego miejsca zamieszkania żeby sprzedać moje mieszkanie bo Ani udało się przed wyjazdem sprzedać.Tata Ani a właściwie to mogę pisać już,że mój teściu razem z Krzyśkiem moim szwagrem mając znajomości w urzędach załatwili,że 15 kwietnia 1995r wzięliśmy ślub. Była to wielka sobota,a w niedzielę teście wyprawili małe wesele na które przyjechał mój ojciec który przez ten czas nie odzywał się do mnie ale na ślub przyjechał i po weselu nasze kontakty stopniowo zaczęły być znowu normalne a po urodzeniu naszego synka Adama 27 lipca 1995 r mój ojciec był szczęśliwy zresztą tak jak my z Anią.Żyliśmy szczęśliwie aż do środy 11.06.19997 roku kiedy Ania pojechała rowerem do pobliskiego sklepu i wracając z niego została potrącona śmiertelnie przez samochód.Prawie 2 lata musiały minąć żebym zaczął ponownie jakoś funkcjonować i żeby nie nasz syn to nie wiadomo czy ze sobą bym nie skończył chociaż i moja rodzina jak i rodzina Ani robiły wszystko żeby mi pomóc. Kto chce w niech wierzy a kto nie chce to nie musi. Na koniec tylko napiszę,że część imion została zmieniona oprócz mojego i mojej świętej pamięci żony Anny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *