Obraz

Obraz

Cholera! – Gosia nie mogła się powstrzymać, aby nie zakląć. Siedziała nad tą
pracą już od kilku dni, a termin ścigał ją nieubłaganie. Kończyła właśnie
liceum plastyczne i na zakończenie musiała oddać pracę, która miała
zdecydować o jej być, albo nie być w świecie artystycznym. Najgorsze było
to, że kompletnie nie wiedziała, co powinna namalować, skoro już na tę
technikę się zdecydowała. Martwa natura wydawała się prosta i banalna.
Wiedziała, że zdecyduje się na nią dopiero w ostateczności. Krajobrazy nie
pociągały jej artystycznie, zresztą, co tu namalować? Widok z okna na
trzecim piętrze na las w oddali? Łąkę z kwiatami? Gosia była już bliska
rozpaczy. Co robić, co namalować? Czyżby nie nadawała się na artystkę?
Przecież tak kocha plastykę. Praktycznie już od dziecka rysowała, najpierw
po ścianach, co nie wywoływało aplauzu rodziców, a potem już normalnie na
kartkach. Z roku na rok jej styl się poprawiał, kreślone linie stawały się
coraz pewniejsze i akuratne. Rysowała kiedy tylko mogła: w domu, na
lekcjach, na wakacjach. Nic dziwnego, że za poparciem rodziców, którzy
bardzo doceniali jej starania, po ukończeniu podstawówki zdała do szkoły
plastycznej. Zamieszkała razem ze swoim bratem, który studiował na
uniwersytecie i był od niej starszy o osiem lat. Mieszkanie w nowym bloku
należało do Marcina. Zasada była prosta: żyjemy razem i nie wchodzimy sobie
w drogę. Gosia zajęła duży pokój. Rozłożyła swój warsztat i zaczęła tworzyć.
Doskonaliła się coraz bardziej. Zdecydowanie najlepiej wychodziły jej
grafiki i portrety. Była w tym po prostu mistrzynią. Tworzone przez nią
dzieła były bardzo realistyczne, oddawały całą prawdziwą rzeczywistość. Nic
dziwnego więc, że nauczyciele bardzo ją chwalili. Pokładali w niej wielkie
nadzieje, a to zobowiązywało do wysiłku z jej strony. Dlatego też nie mogła
sobie pozwolić na oddanie byle jakiej pracy. Znała swoją cenę i nie chciała
się wykpić byle czym. Najgorsze było jednak to, że w parze z ambicjami nie
szły pomysły, które można by było przelać na płótno. I to cały czas nie dawa
ło Gosi spokoju.

– Szlag by to trafił! Jeśli zaraz czegoś nie wymyślę to dostanę
szału. Przecież nie będę malować słoneczników! Kurwa, Gośka, skup się!
Wymyśl coś!

Rzuciła się na swój materac, który zastępował jej łóżko i zapaliła kolejnego
papierosa. Jak nigdy nic nie przychodziło jej do głowy. Robiło się już
późno. Marcin nie wracał. Pewnie miał jeszcze jakieś zajęcia, albo zarabiał
właśnie udzielaniem korepetycji z angielskiego. Ta cisza ją rozpraszała. Nie
mogła się skupić na myśleniu. Wstała więc i podeszła do wieży. Długo nie
mogła się zdecydować na wybór odpowiedniej płyty, ale w końcu włożyła do
odtwarzacza płytę Madonny. Z głośników popłynął ulubiony utwór Małgosi:
„Frozen”. Dziewczyna zdjęła buty i bosa zaczęła tańczyć, wyginając swoje
kształtne i delikatne ciało w rytm muzyki.

Małgosia była bardzo piękną dziewczyną. Dostrzegali to wszyscy z jej
otoczenia. Była średniego wzrostu, miała czarne włosy, orzechowe oczy i
rumianą cerę. Jej twarz emanowała jakimś dziwnym spokojem i dobrocią,
jednocześnie czuło się płynącą z jej serca miłość do wszystkich i
wszystkiego. Jako artystka patrzyła na świat inaczej, niż to czynią zwykli
ludzie. Miała swój własny kanon piękna i może dlatego wydała się jednemu z
kumpli Marcina nieprzystępna, kiedy zjawił się u niego na „parapetówce”.
Owszem, zamienili ze sobą parę zdań, ale rozmowa jakoś im się nie kleiła,
więc ją przerwali. Mimo to Piotr stwierdził, że Gosia ma w sobie to „coś”,
co go zawsze pociągało u dziewczyn. Nigdy jednak nie potrafił dokładnie
określić, co to było. Piotrek zresztą zawsze był w stosunku do kobiet
dziwny. Jednak Gosia bardzo mu się wtedy spodobała. I nie tylko jemu.

Tańczyła tak, jak łabędź w słynnym „Jeziorze”, nie słuchając już właściwie
tekstu, a jedynie wczuwając się w rytm ballady. Przed jej zamkniętymi oczami
przesuwały się różne obrazy. Czasami miały one sens, czasami były kompletnie
bzdurne. Nie odpędzała ich lecz pozwalała płynąć, ufając, że wyobraźnia
pomoże jej w pracy, że uda jej się coś wymyślić. Tak tańcząc sunęła po całym
pokoju. W pewnym momencie potrąciła stojącą na jej drodze wielką metalową
beczkę, w której przechowywała, zwinięte w rulony, swoje ukończone prace.
Beczka przewróciła się i narobiła potwornego hałasu. Mimo, że nic się nie
stało, Gośka rzuciła się z płaczem na swoje legowisko. Ta nie zaczęta praca
nie dawała jej spokoju. Nerwy Małgosi były w strzępach, więc niewiele
brakowało, aby wybuchła. Leżała tak kilka chwil i pozwalała płynąć łzom.

Z odrętwienia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Zapominając o nie
wyschniętych jeszcze łzach na policzkach, poszła otworzyć, wyłączając po
drodze muzykę. Za progiem stała dziewczyna Marcina – Kasia.

– Hej! – powiedziała. – Jest Marcin?

– Cześć Kati. Nie, Marcina nie ma i nie mam najmniejszego pojęcia,
kiedy ten wariat wróci. Ale proszę cię, wejdź.

– Nie będę ci przeszkadzać?

– Nie wygłupiaj się, właź.

Kaśka weszła do środka. Zdjęła kurtkę i powiesiła na wieszaku, wypisz –
wymaluj jak ze sklepu odzieżowego. Potem przeszła do pokoju Gosi, która
postępowała zaraz za nią.

– Sorry za ten bałagan, ale przeżywam właśnie mękę twórczą. Nie
mogę znaleźć odpowiedniego tematu i już trafia mnie szlag.

– To dlatego płakałaś? Widziałam, że masz załzawione oczy. – Kasia
odwróciła się przodem do przyjaciółki – Jest aż tak niedobrze?

– Ja już nie mogę! – ryknęła wciąż jeszcze nie uspokojona Gośka. –
Od trzech dni tak już siedzę i nic mi nie przychodzi do tego pieprzonego
łba. Muszę namalować dojrzałą pracę na zakończenie, a nie mam zielonego
pojęcia, co. Ja się chyba na to nie nadaję. Pomóż mi, może ty wymyślisz coś
mądrego. Ja już nie mam sił.

– Rany, Gosiu, nie płacz. Przecież jesteś wspaniałą artystką. Tak
pięknie malujesz. Na pewno coś wymyślisz.

Kasia podeszła bliżej do Małgosi i przytuliła ją. Gosia była ciut wyższa od
swojej koleżanki i w ogóle obie były jak ogień i woda. Kasia była dziewczyną
żywiołową, radosną, „lekko prowokującą” jak to określał Piotr. Wszędzie jej
było pełno, jej blond włosy tylko migały w powietrzu, bo ich właścicielka
musiała być wszędzie i wszystko wiedzieć. Jej wadą było jednak to, że zawsze
bardzo się przejmowała tym, co mówią o niej inni. Brała to sobie bardzo do
serca i ogromnie przeżywała, chociaż jej najbliżsi przyjaciele: Aga i Piotr
tłumaczyli jej na wszystkie możliwe sposoby, żeby tak nie postępowała. Kasia
była też ogromną panikarką. Każdy egzamin przypłacała potwornym stresem,
wmawiając sobie, że jest tępa, niczego nie potrafi i na pewno obleje. Mimo
tego oboje jej przyjaciele uważali ją za człowieka „do rany przyłóż” i
kochali, z wzajemnością zresztą. I tym razem zadziałał u Kasi jej instynkt
opiekuńczy.

– Proszę cię, uspokój się. Zaraz coś poradzimy. Chodź teraz do
łazienki, umyj twarz, a ja zrobię nam coś do picia. Wypijesz herbaty i
zobaczysz, lepiej się poczujesz.

– Uhmm… – wychlipała Gosia i poszła się umyć.

Po chwili obie już siedziały w pokoju i piły herbatę. Małgosia straciła swój
wisielczy humor i uspokoiła się. Zaczęła się nawet uśmiechać. Na ten widok
Kasi zrobiło się ciepło na sercu. Widok jej roześmianej twarzy, iskrzących
oczu i odsłoniętych zębów działał na nią jak pieszczota. Jednak rozmowa
toczyła się wciąż wokół nie zaczętej pracy malarskiej.

– Pamiętasz, kiedyś pokazywałaś mi swoje grafiki. Tak bardzo mi się
one wtedy podobały, szczególnie te z portretami twoich znajomych. O, raju!
Przecież ty możesz namalować czyjś portret! Na pewno będzie fantastyczny
obraz! Masz taki talent. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłaś?

– Boże, masz rację! Że też na to nie wpadłam! – powtórzyła
dziewczyna za Kasią. To mógłby być… hmm… może akt? W życiu jeszcze
czegoś takiego nie malowałam. Ale można spróbować. Dzięki, wiedziałam, że na
ciebie mogę liczyć. Tak, namaluję właśnie coś takiego.

Małgosia znów nastawiła muzykę. Myśl o namalowaniu czyjegoś portretu i to w
dodatku aktu napawała ją nieopisaną radością. W głowie zaczęły się jej
układać obrazy: ktoś leży, ktoś siedzi albo stoi. Nagość całkowita,
przysłonięta. Miała nagle tyle pomysłów. Z głośników znów popłynęło „Frozen”
. Dziewczyna zaczęła kołysać się w rytm muzyki przeciągając ręce wzdłuż
ciała, skręcając tułów tak, aby wpasować się w rytm. Po chwili podeszła do
siedzącej wciąż na materacu Kasi i pociągnęła ją do siebie. Kasia wstała i
przyłączyła się do niej próbując naśladować jej ruchy. Z początku tańczyły
osobno, jakby ta druga wcale nie istniała, zatracając się w dźwiękach
piosenki. Dopiero z upływem czasu zbliżyły się do siebie i objęły ramionami.
I tak tańczyły dalej i dalej.

– No tak, – przypomniała sobie nagle Małgosia – ale ja przecież nie
mam żadnego modela. Kogo będę malować? – to mówiąc popatrzyła w oczy Kasi.

– A co będziesz w końcu malować? – zainteresowała się ta druga.

– Zdecydowałam się na akt. Ej! A może ty byś mi pozowała?

– Ja? W życiu! Po pierwsze ja się krępuję, a po drugie to mam
wstrętne ciało. Nie!

– Proszę cię, zgódź się – Małgosia nie ustępowała.

– Nie! Jeszcze ktoś to zobaczy i mnie rozpozna. Ale byłby wstyd.

– Zapewniam cię, że nikt tego nie będzie oglądał. Tylko moi
profesorowie. A w ogóle to namaluję to tak, że nie będzie ciebie nic widać.
Proszę cię, zgódź się. Bądź kochana. Please!

Kasia nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Bała się dać uwiecznić całkiem
naga, aby inni mogli to zobaczyć, ale z drugiej też strony to mogłoby być
interesujące i podniecające przeżycie. Jeszcze kiedy Małgorzatka tak bardzo
ją prosiła… Nie wiadomo, czy sprawiła to jej podświadomość, chęć poznania
czegoś nowego, czy bliskość Małgosi, ale wreszcie zgodziła się. Właściwie
była prawie pewna, że czyni słusznie.

– Dobrze, zgadzam się – powiedziała – ale pod jednym warunkiem:
Marcin nie zobaczy tego portretu, dobrze?

– Bądź spokojna. Raju, to fantastyczne! – ucieszyła się malarka i z
radości pocałowała ją.

– To kiedy zaczynamy? Czy mam się jakoś umalować? – Kasia wczuwała
się w rolę.

– Nie, nie, nie! Nie maluj się. To ma być naturalne, wszystko. A
zacząć możemy choćby już zaraz.

– Już? Tak od razu?

– No! Rozbierz się tutaj, a ja przygotuję szkicownik. Aha! Zrobimy
najpierw kilka rysunków na próbę. Dobra?

Kasia zaczęła się rozbierać, ale im więcej z siebie zrzucała, tym bardziej
traciła tę ogromną pewność siebie, którą miała jeszcze chwilę przedtem. W
końcu, kiedy została już w samej bieliźnie stanęła niezdecydowanie nie
wiedząc, czy ma się rozbierać dalej, czy ubrać natychmiast z powrotem. Mimo
ogromnego upału na dworze, przeszedł ją zimny dreszcz, jak gdyby to był
środek zimy, a nie początek upalnego czerwca. Stała tak, patrzyła na
przygotowującą się do rysowania Małgosię i nie wiedziała, co dalej.

– Nie mogę… – wydusiła z siebie wreszcie.

– Dlaczego? – Małgosia odłożyła przygotowane właśnie przybory i
podeszła do niej. – Krępujesz się mnie? Ale proszę, zrób to dla mnie,
przecież ja jestem dziewczyną, nie będę patrzeć na ciebie jak Piotras czy
Marcin. No, a co robisz, kiedy idziesz do lekarza? Przecież przed facetem
się rozbierasz. Udawaj więc, że ja jestem nim.

– Nie da rady, ja chodzę do kobiety – uśmiechnęła się krzywo
Katarzyna.

– No to tym lepiej.

– Tak, ale ty to co innego. Czuję się trochę nieswojo.

– Wiem, co ci pomoże! Chcesz, napijemy się dla rozluźnienia.
Właściwie to kiedy się rozbierałaś mi też zrobiło się trochę nieswojo. Czego
chcesz?

– Żubrówkę masz?

– Zaraz sprawdzę, chyba raczej nie… – Małgosia zanurkowała w
swojej szafce pełniącej rolę barku – Aaa! Jest! Moja kochana!

Wyciągnęła dwie literatki, napełniła do trzech czwartych wysokości, jedną
podała wciąż zmieszanej Kasi, a drugą wzięła sama.

– No to za co pijemy? – spytała.

– Za rozluźnienie obyczajów – Kaśka zażartowała ze swej obecnej
sytuacji.

Stuknęło szkło i obie upiły dobrze ponad połowę. Wypity trunek rozlał się
miłym ciepłem po ich ciałach, zapiekł w żołądku i podrapał w gardło.
Zaświeciły im się oczy, na twarze powrócił uśmiech. Alkohol podziałał
rewelacyjnie na nastrój. Dziewczyny jeszcze raz trąciły się szklaneczkami i
dopiły resztę do dna.

– Oh, jakie to dobre – oblizała się Kasia. – Nalej jeszcze.

– Nie, wystarczy. Jeszcze mi się ululasz i kto mi będzie pozował?
Potem.

– Przepraszam cię, ale chyba mnie lekko wzięło. To gdzie mam
stanąć?

Młoda malarka podprowadziła swoją modelkę do wielkiego, okrągłego, dębowego
stołu. Stół ten służył jej jako biurko i jednocześnie warsztat pracy. Był
cały czarny, stał na jednej, solidnej nodze, a jego blat był całkowicie
pokryty śladami twórczego wysiłku właścicielki. Wciąż jednak sprawiał
wrażenie zabytku prosto z epoki Ludwika „któregośtam”. Gosia poklepała
dłonią blat:

– Właź na górę i usiądź.

– Przecież to się zaraz przewróci! – przeraziła się Kasia.

– O, na pewno nie. Żebyś ty wiedziała, co się tu na tym stole
kiedyś wyrabiało… – na samo wspomnienie o tym zamknęła oczy i uśmiechnęła
się. Można się było jedynie domyślać, tego, o czym myślała.

– No dalej. Ściągaj to z siebie. Chcę cię ujrzeć nagą. – ostatnie
zdanie wymówiła tonem podekscytowanego kochanka czekającego na ten wspaniały
moment, kiedy będzie mógł zobaczyć swoją ukochaną przybraną tylko w swoją
nieskazitelną urodę.

Kasia, podniecona wypitym alkoholem odpięła stanik i ściągnęła figi. Była
naga.

– Podoba ci się moje nastoletnie ciało? – spytała Gośki czerpiąc
cytat z „Psów”.

– Ty stara… – tamta chciała jej odpowiedzieć podobnie jak
natenczas Linda, ale ugryzła się w język. To był tekst nie na miejscu.
Zamiast tego szepnęła z zachwytem: – Jezu! Jaka ty piękna jesteś!

Kasia, jak małe dziecko, kiedy jest chwalone uśmiechnęła się i zrobiła
słodziutką minkę. Nie było ani krzty przesady w tym, co powiedziała o niej
Małgosia, chociaż Kasia zawsze uważała, że piękna nie jest. Była cudowna.
Niski wzrost natura wynagrodziła jej w dwójnasób. Jej delikatne, o ciemnej
karnacji, ciało było niesamowicie proporcjonalne. Wspaniałe ramiona i barki
brały początek z cudownej łabędziej szyi. Każda jej pierś potrzebowała do
objęcia dwóch męskich rąk. Obie sterczały do przodu ostro zakończone dużą
brodawką. Na taki widok oniemiałby nawet Piotr, który twierdził, że nie ma
kobiety piękniejszej nad jego ukochaną Cindy Crawford. Dalej, po cudownych
krągłościach, następował idealnie płaski brzuch z zaznaczonymi delikatnie
mięśniami, co było wynikiem treningu na siłowni. Pośrodku tej równiny
znajdował się pępek, mały i kształtny. Jego czeluść jakby zapraszała „Chodź,
całuj i pieść mnie!” Krągłe, płaskie i jędrne pośladki musiały przyciągać na
ulicy wzrok nie jednego faceta, który z pewnością w myślach już miał je w
rękach. Długie, jak na średniego wzrostu osobę, nogi przypominały te z
wielkich billboardów, na których modelki reklamują cieniutkie jak mgiełka
pończochy; kończyły się one smukłymi stopami o małych, kształtnych
paluszkach. Aż dopraszały się, aby wziąć je do rąk i poddać najbardziej
podniecającym pieszczotom. Jednak tym, co najbardziej przykuło wzrok młodej
artystki, było to, co znajdowało się, albo raczej powinno znajdować, pod
wzgórkiem łonowym. U każdej kobiety w tym miejscu rośnie gęsta kępka włosów
o kształcie trójkąta. U Kasi tego brakowało. Całe łono i okolice najbardziej
intymne miała wygolone do czysta. Widać było róż tego miejsca, które jest
źródłem tylu przyjemnych doznań, kiedy dzieli się je z ukochaną osobą. Oczy
Gosi otworzyły się szeroko:

– Jesteś tam ogolona?

– Uhm… – zawstydziła się naga piękność.

– Wiesz, nie pomyśl o mnie źle, ale to bardzo podniecające –
niewiadomo dlaczego, Gosia rozpięła kilka guzików bluzki.

– I to jeszcze jak. Szczególnie podczas golenia – Kasia znów
zrobiła słodką minkę, z jakiej słynęła.

– No, ale zaczynajmy – Małgosia powstrzymywała jak mogła
narastające podniecenie.

* * *

Pracowała już ponad trzy godziny. Co jakiś czas wydzierała kartkę i
zaczynała szkicować na czystej. Po podłodze walały się jej prace. Jedne
rysunki były ukończone, z całą postacią modelki, inne tylko zaczęte, bez
szczegółów, rysów twarzy i cieni. Kilka szkiców było tylko zarysem postaci
Kaśki siedzącej w różnych pozycjach na stole. Na początku miała siedzieć „po
turecku”. Później jej portrecistka kazała jej zgiąć jedną nogę i przyciągnąć
do brody, podczas gdy druga leżała zgięta na blacie. Innym razem świeżo
upieczona modelka leżała płasko na stole, na plecach bądź na brzuchu i
podpierała się rękoma tak, że jej piersi unosiły się niewysoko nad
powierzchnią mebla. Siedziała przodem, bokiem i tyłem. Było to prawie jak na
sesji fotograficznej. Katarzyna wyzbyła się już swojego początkowego wstydu
i praktycznie nawet o tym nie myślała. Patrzyła to na szkicującą ją
Małgosię, to za okno albo rozglądała się po pokoju. Za każdym razem jednak z
ciekawością przyglądała się rysunkom rzucanym przez zapracowaną artystkę na
podłogę. Na szkicach widać było piękną dziewczynę o bajecznym biuście i
rysach twarzy Afrodyty. Gdyby rysunki te brać serio, to modelka musiałaby
być Miss Uniwersum. „Co też ona maluje? Przecież to nie jestem ja. Nikt nie
ma takiego ciała jak tu.” Przez Kasię przemawiały kompleksy na punkcie
własnego ciała, którego piękna nigdy nie ośmieliła się dostrzec, mimo
zapewnień Piotra, że jest zupełnie odwrotnie. W ogóle Piotr był Kaśką
zafascynowany. Przede wszystkim kochał w Kasi wspaniałego towarzysza i
przyjaciela, bo też i traktował ją jak kumpla, a nie koleżankę. Oczywiście,
jako „dziewiętnastowieczny gentleman”, jak go określiła wychowawczyni w
liceum, zawsze starał się jednak okazywać swej ulubionej towarzyszce rozmów
i puszczanych dymków kurtuazję i pewne należne jej względy. Był wobec niej
zupełnie szczery i nie miał żadnych tajemnic. Co prawda, od czasu do czasu
troszkę się sprzeczali, ale nie na tyle, aby zerwać znajomość. „Co ja zrobię
bez ciebie?” narzekał Piotr. Tak się do Kasi przywiązał, że nie dopuszczał
do siebie nawet myśli, że zbliżają się wakacje i będą musieli się rozstać.

Jednak te trzy godziny w końcu dały się Katarzynie we znaki. Była coraz
bardziej znużona. Miała dość siedzenia na twardym stole w bezruchu.

– Hej, Gocha! – próbowała zwrócić na siebie uwagę. – Może byśmy już
skończyły? I tak zarysowałaś już cały blok.

– Słucham? – dziewczyna obudziła się jakby z letargu. – A tak.
Kończymy. Dziękuję ci. Jesteś cudowną modelką. Może chcesz coś na
rozgrzanie?

– Żubrówkę? – podchwyciła Kasia złażąc ze stołu.

– Ty tylko byś chlała, alkoholiczko.

Nalała żubrówkę do szklaneczek i odstawiła pustą butelkę. Obie trąciły się
szkłem:

– No, a za co teraz pijemy?

– Ja piję za ciebie. W szkole na zajęciach malowałam wiele aktów,
ale jeszcze nie miałam tak pięknej modelki, jak ty. Jesteś bardzo piękna –
dotknęła delikatnie pleców Kasi, otoczywszy ją ramieniem i przesunęła rękę w
dół tułowia – taka delikatna.

Była jakby w letargu. Patrzyła na nagie ciało przyjaciółki i coraz bardziej
narastało w niej podniecenie. Dotykała jej ciała i nie mogła tego opanować.
Wreszcie się opamiętała:

– Boże, co ja wyrabiam! Rany, przepraszam cię. To nie to, co
myślisz! – krzyknęła i wybiegła z pokoju.

Kasia ubrała się. Wciąż była zarumieniona pod wpływem alkoholu, usłyszanych
na swój temat komplementów i tych delikatnych, prawie niewinnych, ale jednak
podniecających, pieszczot przyjaciółki. Poszła ją szukać. Małgosia była w
pokoju swojego brata. Siedziała skulona na jego łóżku i przyciskała do
siebie poduszkę. Kiedy Kasia weszła do pokoju odwróciła się do niej plecami.

– Nie mogę ci spojrzeć w oczy. Co ja narobiłam? Pewnie myślisz
teraz, że jestem jakąś pieprzoną lesbijką? Ale ja nie chciałam. To tak samo
wyszło. Przecież nie jestem zboczona. Tylko ty tak na mnie podziałałaś.
Strasznie cię przepraszam. Proszę cię tylko, abyś się na mnie nie obrażała.
To się więcej nie powtórzy, przysięgam.

To szczere wyznanie ostudziło gorączkę Kaśki. Usiadła przy dziewczynie na
łóżku i zaczęła ją głaskać po głowie:

– Nie przejmuj się, nic takiego się nie stało. Rozumiem cię, ja też
pewnie tak bym zrobiła. Ja też się często przytulam do innych, chociaż nie
ze wszystkimi lubię to robić. I nie martw się, nie będę się obrażać. Musimy
przecież dokończyć twój obraz. Wiesz, takie siedzenie i pozowanie nago jest
bardzo podniecające i miłe. Próbowałaś kiedyś to robić?

Zapytana zaprzeczyła kręcąc głową. Obróciła się do Kasi i mocno uściskała.

– No, już lepiej. Wiesz, co? Jak skończymy ze mną, to ja ciebie
namaluję, zgoda? A teraz chodźmy potańczyć.

Po chwili znów popłynęły z głośników ulubione kawałki obu dziewczyn, a one
tańczyły ze sobą oddając się we władanie melodii.

Dzikie, nieokiełznane i wolne; chcące wyszaleć się właśnie teraz, kiedy
jeszcze nie są z nikim związane, kiedy trwają ich najlepsze młodzieńcze
lata. Chciały pić, palić, tańczyć, kochać, być kochanymi, bawić się i robić
rzeczy, których normalnie się nie robi. Chciały dać upust marzeniom i
najdzikszym fantazjom. Wykorzystać swój najlepszy czas, aby zdobyć wrażenia,
które będą wspominać kiedy już się ustatkują, staną odpowiedzialne za różne
sprawy. Kiedy dorosną. Kiedy się zestarzeją. Potem pamięć zastąpią pożółkłe
fotografie, na których będą tylko twarze bez imion i nazwisk. Kiedy będzie
wiadomym tylko jedno: z tą osobą uczyłam się na studiach. Tego kochałam. Oni
byli moimi najbliższymi przyjaciółmi. Z tą dziewczyną łączyło mnie uczucie.

W tych czasach, już nikt nie będzie przyjeżdżał na spotkania roku bo wszyscy
będą zajęci własnymi sprawami. Czasem w telewizji powiedzą, że ten a ten
został odznaczony przez prezydenta, albo zajął ważne stanowisko. Można się
będzie uśmiechnąć i powiedzieć do dzieci i wnuków: „Znałam go. To był dobry
kolega.” Potem o sobie będzie się czytać w nekrologach: „Mój Boże. To on
umarł? Nigdy mu nie powiedziałam, że był moją miłością. A teraz on już nie
żyje. Kto następny?” Na koniec dzieci wyniosą niepotrzebne fotografie i
papiery, skrzętnie zbierane za życia ich właściciela, na strych, gdzie
pokryje je kurz, a później zjedzą myszy. I tak na zawsze zginie pamięć o
tych cudownych latach, kiedy człowiek robił to, co tylko chciał:

„Było nas trzech, w każdym z nas inna krew,

ale jeden przyświecał nam cel:

za kilka lat mieć u stóp cały świat,

wszystkiego w bród.

Alpagi łyk i dyskusje po świt.

Niecierpliwy w nas ciskał się duch.

Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś.

Coś działo się.”

* * *

Na kolejną sesję dziewczyny umówiły się na weekend. Marcin
miał jechać w góry na wspinaczkę gdyż był zamiłowanym alpinistą i nigdy nie
zostawał w domu na rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego. Taki już był, lubił
ryzyko, i w górach, i w miłości. Z żadną dziewczyną nie był dłużej, niż pół
roku. Po prostu szybko mu się nudziły, a on był przecież „sportowcem”. Nie
myślał o sobie jako o łamaczu serc. Właściwie, pod maską czułości był
szorstki dla swoich partnerek tak, aby nie miały wątpliwości, co je może w
przyszłości czekać. Gdyby jednak którejś przyszło do głowy od niego odejść
do innego, zniszczyłby ją wszelkimi dostępnymi mu środkami. To on ustanawiał
reguły i to on decydował o początku i końcu znajomości. Mimo to był w swoim
środowisku bardzo lubiany. Piotr miał co do Marcina jednak pewne
wątpliwości. Nie był pewien, czy Marcin za jego plecami nie nabija się z
niego. Starał się być dla niego miły, lecz wiedział przecież, jaki Marcin
jest. On sam mu to powiedział. To kłóciło się z poglądami Piotra, ale w
końcu dał sobie spokój. To w końcu nie była jego sprawa jak on postępuje w
stosunku do dziewczyn. Oprócz dwóch: Kaśki i Ali. Ale co miał robić?
Powiedzieć prawdy nie mógł, a odbijanie dziewczyn nie leżało w jego naturze.
Patrzył więc, cierpiał i miał nadzieję, że tamte dwie są szczęśliwe.

* * *

Kasia i Małgosia miały więc przed sobą całe trzy dni tylko i wyłącznie dla
siebie. Kasia zjawiła się u przyjaciółki wieczorem. Przytargała ze sobą
śpiwór i butelkę żubrówki. Powitały się serdecznie na progu mieszkania i od
razu zaczęły plotkować, jak to między dziewczynami zwykle bywa. Przegadały
tak kilka godzin, dopijając do dna żubrówkę, paląc i tańcząc. Właściwie była
to taka dwuosobowa prywatka. Około jedenastej w nocy, kiedy obie kładły się
już spać (Małgosia w swoim pokoju a Kaśka u jej brata) rozpadało się i
zaczęło grzmieć. Na burzę zanosiło się już od kilkunastu dni, upały były nie
do wytrzymania. Piotrek wyprorokował potworną burzę z piorunami. Zawsze tak
mówił, gdyż uwielbiał taką pogodę. Być może miał jakieś satanistyczne
skłonności, bo lubił wtedy stać w oknie i wpatrywać się w błyskawice. Jednak
burza to było coś, co przerażało Kasię. Bała się jej panicznie od czasu,
kiedy pewnego razu obudziła się podczas burzy w nocy i gra świateł utworzyła
przed nią złowrogą postać jakiegoś demona. Przeraziła się wtedy śmiertelnie
i choć teraz wiedziała, że nie ma się czego bać, zawsze jednak drżała na
samą myśl o strzelających piorunach. Tak było i tym razem. Dziewczyna
stanęła na progu pokoju przyjaciółki i drżącym głosem spytała:

– Mogę spać z tobą? Boję się burzy.

– Oczywiście skarbie – wyszeptała z czułością Gosia. – Tylko nie
wiem, czy będzie ci ze mną wygodnie. No i uprzedzam, że podobno chrapię.

– O chrapanie mi nie chodzi. Po prostu boję się spać sama.

Kasia położyła się obok Małgosi, nakryła śpiworem i próbowała zasnąć.
Niestety, mimo upływu czasu nie udawało jej się to. Rzucała się po swojej
części materaca, kładła z boku na bok. Na koniec zrzuciła z siebie
okrywający ją śpiwór i skulona w kłębek usnęła. Miała niespokojny sen tej
nocy. Śniły jej się wszystkie te rzeczy, które ciążyły jej na duszy, tak,
jakby odzywało się jej sumienie, chociaż niczego złego nie zrobiła. Wreszcie
obudziła się rano zlana zimnym potem. Okazało się, że Małgosia już nie śpi,
leżała przy niej na boku i gładziła ją po włosach. Wpatrywała się przy tym w
jedno miejsce. Kasia podążyła za jej wzrokiem: podczas nocnego „wędrowania”
po łóżku jej piżama zsunęła się nieco uwidaczniając piękne ciało. Cały
brzuch i fragment wzgórka łonowego, wciąż gładko wygolonego. Kasia speszyła
się i obciągnęła niesforne rzeczy. Gosia szybko odwróciła spojrzenie, jakby
chciała pokazać, że ciało jej modelki w ogóle jej nie interesuje. Milczały
obie.

Rozgadały się dopiero później. Zjadły śniadanie i poszły do pobliskiego
supermarketu na zakupy. Uzupełniły zapas chleba, papierosów i alkoholu przy
tym nie oszczędzały też na słodkościach.

– Uważaj z tą czekoladą, bo mi się roztyjesz, a ja nie jestem
Rubens, aby malować grube cielska – żartowała Małgosia.

– Wiesz, – mówiła już po powrocie do domu – jestem ci bardzo
wdzięczna za to, że zgodziłaś się mi pomóc. Wiem, że ciężko jest ci się
przede mną rozebrać, a tym bardziej siedzieć tyle czasu bez ruchu, więc
strasznie ci dziękuję i pozostanę twoją dłużniczką do końca życia.

– Ależ nie ma problema – tym razem Kasia zacytowała ulubione
powiedzenie Piotra. – Nie powinnyśmy już zaczynać? Tyle jeszcze pracy przed
tobą.

– Masz rację. Trzeba ruszać.

– Pozwól mi tylko wejść pod prysznic na chwilkę i możemy się brać
do roboty, dobrze?

Kiedy Kasia wyszła z łazienki zastała swoją portrecistkę w pełni
przygotowaną do pracy. Małgosia ubrana była w kitel, który kilka lat temu
można było nazwać białym, a dziś znajdowała się na nim mieszanka wszystkich
możliwych kolorów. Kitel nabrał tych barw od wycierania w niego pędzli, co
Gosia czyniła stale i namiętnie, wkładając w to czasem nawet własną inwencję
twórczą, chociaż odpowiednia szmatka leżała tuż obok. Z daleka wyglądało to
na tkaninę o tęczowej barwie, którą, niewiadomo dlaczego, przerobiono na
strój ochronny, a nie na sukienkę. Na środku pokoju stały rozstawione
sztalugi, obok na stołku leżały farby, pędzle i terpentyna. Miejsce, gdzie
miała pozować znajdowało się pod oknem w dachu, co dawało dodatkowy efekt
świetlny. Na tle ciemnoczerwonej, prawie purpurowej, kotary stał znany jej
już okrągły stół, na blacie którego miała usiąść. Młoda malarka nadała jej
obmyśloną wcześniej pozę: Kasia miała prawe kolano podciągnięte pod brodę,
które obejmowała ręką, druga noga, zgięta jak w siadzie „po turecku”
spoczywała swobodnie na blacie. Gosia odeszła trochę do tyłu i przyjrzała
się modelowi. Coś jej w tym obrazie nie pasowało. Po chwili podeszła do
Kaśki i kazała się jej obrócić do niej lewym profilem tak, aby widzieć z
boku jej piersi. Coś jej jednak wciąż przeszkadzało. Po chwili uprzytomniła
sobie, że za dużo widać ciała Kasi, więc okryła ją jeszcze przez pierś
błękitną szarfą tak, aby wyglądała na opuszczony woal. Zaczęła pracować. Na
początku lekkimi pociągnięciami pędzla namalowała delikatne kontury
przyszłego dzieła. Potem przyszedł czas na stworzenie tła, słońce pięknie
odbijało swoje promienie w atłasie wiszącym za Kasią. Świecąc z góry
tworzyło wokół dziewczyny jakby aureolę. Małgosia zafascynowana tym nowym
efektem chciała uchwycić tę piękną grę świateł i cieni, które dodawały jej
pracy pewnej tajemniczości, a z powodu koloru tkaniny także trochę
pikanterii. Zaplanowała sobie, że ten obraz nie będzie czymś zwyczajnym, co
robiła do tej pory. Zmuszała się do użycia maksimum swoich umiejętności i
posiadanej wiedzy, aby końcowy efekt zadowolił i ją, i komisję
egzaminacyjną, i, co teraz wydawało się dla niej najważniejsze, aby spodobał
się Kasi. Nie obchodziło ją już właściwie, co powie komisja, ale Kasia miała
być zachwycona. To miało być dla niej podziękowanie.

* * *

Praca trwała już kilka godzin. Siedzącą na stole Kasię
zaczęły boleć wszystkie stawy, szczególnie dokuczał jej kręgosłup od
ciągłego siedzenia w wyprostowanej pozycji, ale znosiła to wszystko ze
spokojem. Bardzo fascynowała ją twórczość Małgosi i chciała, aby obraz był
udany, a dziewczyna ukończyła szkołę z wyróżnieniem, w co nie wątpiła. Po za
tym bardzo Małgosię lubiła. Kiedy ją poznała, od razu przypadły sobie do
gustu: lubiły podobną muzykę, miały podobne spojrzenie na świat, a nade
wszystko kochały tego samego faceta: Marcina. Obie nie bały się prowokować i
często można je było zobaczyć tańczące razem na imprezach. Kasi zaczęło się
już powoli nudzić takie siedzenie bez ruchu, nie śmiała się jednak poruszyć.
Wpatrywała się w świat za przeciwległym oknem i cierpiała od słońca
padającego jej na plecy. Co chwilę spływał po nich strumyczek potu i wzdłuż
kręgosłupa trafiał na pośladki napawając dziewczynę lekkim, podniecającym
dreszczem. Czasami pozwalała sobie na zerknięcie w kierunku zapracowanej
Małgosi. Widziała wtedy młodą, piękną dziewczynę patrzącą to na nią, to na
rozpięte na sztalugach płótno, mieszającą farby i cały czas malującą.
Małgosia malowała wkładając w tę twórczość całą swoją duszę artystki.
Czasami, kiedy nie była pewna, jak ma pociągnąć pędzel, aby nie zepsuć całej
kompozycji, wkładała jego koniec do ust i przygryzała, jak uczeń podczas
egzaminu przygryza końcówkę długopisu. Potem znów zabierała się do pracy i
tym razem ręka szybko poruszała się po powierzchni powstającego obrazu
nanosząc kolejne warstwy farby i wyłaniając z niebytu postać siedzącej na
przeciwko Kasi. Upał dokuczał jej coraz bardziej. Ciążyło jej ubranie, włosy
opadały na oczy zasłaniając widok, musiała je co chwilę odgarniać z czoła. W
końcu, zdenerwowana, ściągnęła z siebie kolorowy kitel i ubranie zostając w
samej bieliźnie, na którą z powrotem nałożyła swój fartuch. Nie zawiązała go
jednak skutkiem czego co jakiś czas spod materiału wysuwała się pierś
odziana w czarny koronkowy stanik lub widać było pięknie opalony brzuch.
Kasię zainteresował nowy i niesamowity widok. Nigdy wcześniej nie widziała
Gosi rozebranej. Patrzyła więc z zachwytem na to wszystko i w myślach
porównywała się z nią. Jej własne kompleksy znów dały znać o sobie. Kasi
zdawało się, że ma zbyt krótkie nogi, jest mniej zgrabna i wysportowana.
Zazdrościła Małgosi jędrności kształtów, bujnego biustu i całego seksapilu w
ogóle. „Przecież ona jest boska! To ona właśnie powinna tu siedzieć zamiast
mnie. Mogłaby być z niej wspaniała modelka.”

– Kasiu, – poprosiła w końcu Małgorzata – nie patrz tak na mnie
tylko przed siebie. Niszczysz kompozycję.

– Przepraszam cię, ale nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Jesteś
taka cudowna. Chciałabym mieć twoje ciało – Kasia mówiła to z zachwytem w
głosie. Jej wzrok cały czas ogarniał postać malarki.

– Proszę cię, nie patrz tak na mnie. Z resztą to nie prawda, co
mówisz. Przecież z nas dwóch to ty tu jesteś bez ubrania i to ja mogę ocenić
twoją urodę.

– Jestem już zmęczona. Skończmy, proszę.

– Wytrzymaj jeszcze troszkę. Chciałabym jeszcze coś dokończyć.
Potem usiądziemy sobie ze spokojem i wypijemy kawę.

– Uhm.

Malowanie trwało jeszcze trzy kwadranse. W końcu słońce schowało się za
sąsiedni budynek i zmieniło się światło. Malowanie stało się niemożliwe.

– No to koniec na dzisiaj! – zawyrokowała Małgosia odkładając farby
i porządkując otoczenie. – Ale dzisiaj tutaj spać nie będziemy. Strasznie
śmierdzi farbą. Prześpimy się u Marcina w pokoju. Dziękuję ci Kasiu za
pozowanie. Byłaś naprawdę cudowna. Jutro powinnyśmy skończyć twoją postać.
Szczegóły dorobimy za tydzień.

– Jak za tydzień? A Marcin? – zaniepokoiła się wciąż siedząca na
stole Kasia.

– Jakoś się go pozbędę.

Kasia zeszła ze stołu powoli. Bolały ją wszystkie mięśnie. Zaczęła je sobie
rozcierać i co chwilę syczała z bólu. Małgosia stanęła za nią:

– Daj, rozmasuję ci kark. Przepraszam, że cię tak boli.

Zaczęła powoli masować kark i ramiona przyjaciółki. Z początku delikatnie,
potem coraz mocniej uciskała zmęczone mięśnie. Kasia zaczęła poddawać się
tej rehabilitacji. Było jej tak przyjemnie. Jej rozgrzane od słońca i mokre
od potu ciało posłusznie reagowało na karesy. W końcu ręce Gosi zaczęły
masować plecy coraz niżej i niżej, jednak, zanim dotarły do pośladków,
dziewczyna przerwała zabieg.

– Pomogło ci? -spytała.

– Tak, bardzo dziękuję. – Kasia obróciła się do niej i uśmiechnęła.

– Idę się umyć, jestem cała w farbie.

– To ja wejdę po tobie.

Małgorzata zdjęła swój kitel i weszła do łazienki. Po chwili Kasia usłyszała
szum płynącej wody. Była bardzo zmęczona. Nałożyła fartuch i podeszła do
niedokończonego obrazu. Na płótnie dało się rozróżnić siedzącą na stole
postać o pięknych, rozwiniętych kształtach przepasaną błękitną wstęgą.
Brakowało jeszcze detali, rysów twarzy i cieni. Katarzyna stwierdziła
jednak, że postać na obrazie jest bardzo do niej podobna; także posiadała
delikatne ciało, spiczasty biust i owalną, zwężającą się u podbródka twarz.
Z płótna nienamalowanymi oczyma patrzyła na nią Kasia. Naga piękność. Ten
widok podniósł ją na duchu. Nie może być w końcu aż taka brzydka, skoro tak
pięknie została namalowana. Przypomniała sobie widok ciała Małgosi, a
właściwie to, co mogła dojrzeć pod fartuchem. Podeszła do drzwi łazienki –
nie były zamknięte, widocznie Gosia o tym zapomniała. Otworzyła je po cichu
i patrzyła z zachwytem na stojącą pod prysznicem postać. Gładkie plecy z
zarysowaną linią kręgosłupa, jędrne, płaskie pośladki, długie nogi. Mokre
włosy układające się na karku i spływająca po tym boskim ciele woda.
Wszystko to bardzo podnieciło Kasię. Podeszła bliżej i wciąż patrzyła. W tym
momencie Małgosia obróciła się. Uśmiechnęła się na jej widok i wyciągnęła do
niej rękę. Kasia nie zareagowała od razu, pochłaniała wzrokiem seksownie
wypięte kule piersi dziewczyny, jej płaski brzuch… i wygolone łono!
Małgosia zrobiła to samo, co i ona. Dopiero kiedy tamta szepnęła: „Chodź!”
zauważyła jej wyciągniętą rękę. Zrzuciła z siebie kitel i weszła do kabiny.
Małgosia przycisnęła ją do siebie i mocno pocałowała w usta.

– Czekałam na tę chwilę już od zeszłego tygodnia – powiedziała. –
Wtedy, kiedy pieściłam cię po plecach, poczułam coś jakby iskrę, która
między nami przeskoczyła. Widok twojego ciała nie dawał mi spokoju. A
dzisiaj jeszcze, kiedy mogłam cię oglądać tak długo, bardzo mnie to
podnieciło. Sądzę, że jesteś bardzo piękną i cudowną kobietą. I bardzo cię
kocham.

– Ja też cię bardzo kocham, Gosiu. Pragnę dotykać i pieścić twoje
ciało. Chcę cię kochać.

Kasia położyła ręce na piersiach Małgosi. Jej czerwone usta szukały drugich
ust i wpiły się w wargi partnerki. Dziewczyna smakowała jak landrynka.
Całowały się najpierw spokojnie jednak coraz bardziej namiętnie: wargi,
wnętrze ust. Małgosia wsunęła do ust Kasi swój język i tak muskała jej
słodkie wargi, dotykała zębów i języka, który pobudzony do życia, zaczął
odwzajemniać pieszczoty. Tymczasem ręce dziewczyn badawczo zwiedzały ich
ciała. Ślizgały się po piersiach drażniąc sutki, ściskały uda i plecy,
zagłębiały się w przestrzeni między udami. Gosia przyparła Kasię do ściany.
Przytrzymała jej ręce w górze, a sama zaczęła całować ją po całym ciele. Jej
gorące wargi, rozpalone od pocałunków, pieściły czoło, oczy i policzki.
Dalej znalazły się na delikatnej szyi, która drgała od przyspieszonego
tętna. Po chwili wargi Gosi dotknęły piersi. Zwinny język samą swoją
końcówką tańczył po tym cudownym wzgórzu raz po raz zaczepiając o sterczący
guziczek sutka. Gosia podobnie postąpiła z drugą piersią. Brała ją całą do
ust, lekko przygryzała doprowadzając Kasię do szczytu rozkoszy. Zaczęła
schodzić coraz niżej i niżej, aż dotarła do najbardziej sekretnego miejsca u
kobiety. Przyglądała się chwilę bezwstydnie ogolonemu wzgórkowi a potem
przyłożyła do niego swoje usta. Jej pocałunki stawały się coraz bardziej
zaborcze. Łechtaczka Kasi nabrzmiała od tego delikatnego dotyku, jej wargi
zrobiły się czerwone, a kiedy język Gosi znalazł się w jej wnętrzu, nie
wytrzymała i wydała z siebie jęk rozkoszy:

– Gosia! To jest cudowne! Kochaj mnie tak dalej! Mocniej!

W odpowiedzi pieszczoty Małgosi wzmogły się jeszcze bardziej, zwinny
języczek coraz szybciej poruszał się w górę i w dół słodkiego i tajemniczego
miejsca kobiecej rozkoszy. Kasia czując nadciągający szczyt przycisnęła z
całej siły głowę przyjaciółki do swego łona, aby wzmocnić jeszcze doznania.
Nagle ciepło z wnętrza jej kobiecości rozlało się szeroką falą po całym
ciele. Kasia jęknęła przeciągle ale nie puszczała Gosi. Ta natomiast
kontynuowała swoje miłosne karesy. Wreszcie Kasia nachyliła się do kochanki
i objęła jej usta swoimi, zlizując z nich swój zapach i soki. Wciągnęła do
ust jej języczek i długo igrała z nim oddając się tej formie miłości bez
reszty. W końcu Małgosia wstała, a Kasia zaczęła ją pieścić próbując
odwzajemnić doznaną rozkosz. Z początku całowała szyję przyjaciółki starając
się pozostawić na niej jak najwięcej śladów swoich zębów. Potem jej usta
znalazły się pomiędzy jej piersiami, podczas, gdy ręce delikatnie uciskały
cudowne krągłości Małgosi. Pod naciskiem języczka Kasi, sutki nabrzmiały i
stały się bardzo wrażliwe, przesyłając do reszty ciała erotyczne dreszcze.
Zwinny języczek Kasi zagłębił się również w pępku na co poddawana słodkim
torturom malarka zareagowała dreszczem podniecenia. Jednak nie spodziewała
się tego, co nastąpiło dalej. Zamiast, jak przypuszczała i pragnęła, jej
odsłoniętą muszelkę, Kasia zaczęła namiętnie drażnić jej pośladki, a po ich
rozsunięciu, także zaciśniętą dziurkę w pupie, jednocześnie jej palec
wślizgnął się do wnętrza pochwy i tak Gosia czekała na ostateczne spełnienie
będąc pieszczona z dwóch stron jednocześnie. Narastająca w niej rozkosz
prawie zwalała ją z nóg. Całe ciało płonęło, przebiegał ją ogień, nie, pożar
podniecenia, rozpalając ją od środka. Chciała by ta chwila trwała wiecznie,
a jednocześnie bała się, że jeszcze trochę podobnych pieszczot przyprawi ją
o śmierć w ekstazie.

– Kasiu, Kasieńko! Błagam cię, nie przestawaj! Jest mi tak dobrze,
tak dobrze…

Orgazm uderzył w nią jak grom. Przetoczył się przez całe ciało i trwał
dłuższą chwilę. Pod jego działaniem Małgosia, która nigdy wcześniej czegoś
podobnego nie przeżyła, straciła równowagę i usiadła na dnie prysznica.
Zobaczyła przed sobą wyciągnięte ręce swej modelki. Padła w jej objęcia i
przycisnęła się do niej z całych sił.

– Kocham cię! – wyszeptały dziewczyny równocześnie.

Ich usta znów się połączyły i trwały tak jeszcze długo.

* * *

Po wyjściu z łazienki dziewczyny ubrały się w niekrępujące
ciuchy, zaparzyły kawę i usiadły na podłodze w pokoju Marcina słuchając
muzyki. Sącząca się z głośników melodia, gorąca kawa i przeżycia
dzisiejszego dnia sprawiły, że obie, pomimo wczesnej pory poczuły się senne.
Siedziały przytulone obok siebie, trzymając się za ręce. Patrzyły sobie
głęboko w oczy i bez słów wyrażały łączące ich uczucie. Kasia położyła głowę
na kolanach przyjaciółki. Uśmiechała się do niej tak leżąc i jednocześnie
zaglądała jej za połę szlafroka, skąd od czasu do czasu wyglądała piękna,
okrągła pierś. W końcu nie wytrzymała, rozchyliła szlafrok i już bez
przeszkód mogła się napawać cudownym widokiem i pięknem swej ukochanej.
Gosia nie pozostała jej dłużna, Jej ręka powędrowała pod koszulkę leżącej
Kasi i zaczęła ściskać sterczące i prawie przebijające materiał sutki.
Nachyliła się i przycisnęła swe usta do warg Kasi. Wciągnęła do swych ust
jej dolną wargę i ssała ją namiętnie przysparzając tym nową porcję rozkoszy
obu na raz. Kasia podniosła się i zrzuciła bluzkę. Przycisnęła swoje piersi
do biustu Małgosi i próbowała drażnić jej sutki swoimi. To było bardzo
podniecające i zabawne jednocześnie. Potem jednak odwróciła się do niej
plecami i zaczęła całować jej nogi. Całowała po kolei wszystkie palce,
przygryzała je, lizała spody stóp. Traktowała je tak, jakby to było inne,
równie ważne co podniecające miejsce na ciele jej kochanki. Wreszcie cofnęła
się i przywarła ustami do wilgotnego z podniecenia łona Małgosi jednocześnie
wystawiając swoje na jej karesy. Leżały tak jedna na drugiej i pieściły się
wzajemnie ustami. Ich wargi i łechtaczki były już nabrzmiałe do bólu od tych
zabiegów. Obie były na skraju najwyższego podniecenia, ale nie chciały
jeszcze szczytować. Kasia znów zmieniła pozycję. Usiadła na podłodze między
rozchylonymi nogami Gosi i przywarła kroczem do jej krocza. Dziewczyny
zaczęły napierać na siebie rytmicznie i wyglądało to prawie na realny
stosunek mężczyzny i kobiety. Kiedy przyszedł kolejny orgazm, Kasia i
Małgosia ponownie przytuliły się do siebie. Ponad wszystkie pieszczoty,
bliskość ukochanej osoby była największą przyjemnością, jaką mogły sobie
dać. Czucie cudzego ciała na swoim własnym, jego delikatność i ciepło
wprawiały je w stan błogości, i było najcudowniejszym podziękowaniem za
doznaną rozkosz, tak, jak miłość, która je opanowała. Zasnęły nagie,
przytulone do siebie, ze splecionymi rękami i nogami. W tej chwili były parą
najszczęśliwszych osób na ziemi.

* * *

W ciągu tygodnia obraz został ukończony. Jednak ostateczny
wynik nie był Kasi znany. Małgosia stwierdziła, że nie pokaże go jej dopóki
nie wprowadzi pewnych „ulepszeń”. Wielkie odsłonięcie miało się odbyć w
kolejny piątek. Malarka chciała zaprosić na tę uroczystość kilkoro wspólnych
przyjaciół, ale Kasia się nie zgodziła: nie chciała, aby ktoś zobaczył ją
nagą na portrecie. W końcu jednak poszły na kompromis. Obrazu nie miał nikt
zobaczyć. Jedynym widzem miał zostać Piotr, któremu, jako najbliższemu
przyjacielowi, Kasia zwierzyła się ze swoich poczynań. Nie powiedziała mu
jednak do końca, co łączyło je obie. Po ich zachowaniu Piotr, który był z
natury domyślnym facetem, i tak zaczął coś podejrzewać, jednak nie
interesowało go, co dziewczyny robią razem, chociaż troszkę był o Kasię
zazdrosny. Jemu jedynemu przypadł zaszczyt oglądania dzieła Małgosi. Widział
wcześniej kilka jej rysunków i bardzo mu się spodobały. Stwierdził, że ta
dziewczyna ma ogromny talent i bardzo chciał otrzymać jeden z nich. A nóż
okaże się, że w przyszłości Gosia stanie się sławna? Czy nie byłoby
przyjemnie mieć wtedy w domu jej dzieło?

Piotr i Kasia przyszli na ten specjalny pokaz zamknięty godzinę przed
oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Gosia zaprowadziła ich do pokoju, gdzie na
sztalugach, zasłonięte, stało jej dzieło.

– Proszę was tylko, nie śmiejcie się głośno – poprosiła cicho.

– O nie, – zażartował Piotr – krytyka jest krytyką.

– Piotrek, nie przeraź się tylko moim widokiem – Kasia też była
pełna obaw reakcji chłopaka.

Młoda malarka zerwała płótno. Oczom Kasi i Piotra ukazał się zjawiskowo
piękny akt. Postać siedząca na stole była jakby fotograficznym odbiciem
prawdziwej Kasi, otoczona była delikatną mgiełką, która zmiękczyła lekko jej
kontury i uczyniła jakby ulotną i nietrwałą. Wszystko: rysy twarzy, włosy,
całe ciało były idealnym odwzorowaniem modelki. Piotrek aż jęknął z
zachwytu.

– W życiu nie widziałem czegoś równie pięknego! – wyszeptał. –
Boże, Gosia, jesteś lepsza niż ktokolwiek inny. Uwierz mi, – dodał widząc,
że chwalona krzywi się od nieznośnych komplementów – mówię szczerą prawdę.
Jesteś wielka!

– Zalewasz, ale dzięki. – odpowiedziała.

Kasia nie powiedziała nic. Stała przed obrazem, nie, przed samą sobą i nie
mogła się poruszyć, tak ją ten widok zafascynował.

– Gosia, powiedz mi, – spytał Piotr – co to za serduszko na jej
ramieniu? Kasia przecież nie ma tatuażu. Zaraz, tu jest jeszcze jakiś napis:
„Kocham Gosię”. Co to jest?

Obie popatrzyły na siebie pytającym wzrokiem. Nie mogły się zdecydować na
ruch.

– No, co tak milczycie? – niecierpliwił się Piotr.

– Powiedzieć mu? – pytała Małgosia.

– Sądzę, że on i tak się już czegoś domyśla. Trochę mu
naopowiadałam – przyznała się Kasia.

– Czego się domyślam? – Piotr był bliski rozpaczy.

– Nic. Ty nic nie wiesz. Zapomnij o tym.

– O czym?

– Yyyy… Ja i ona… my… – Kasia jąkała się potwornie. Chciała
mu to powiedzieć, w końcu nie mieli przecież przed sobą tajemnic, ale bała
się reakcji Gośki.

– Widzisz to serce? – spytała artystka. Piotr przytaknął. – Widzisz
ten napis? – ponowne potwierdzenie. – No to dodaj dwa do dwóch i siedź
cicho!

– Wy… – Piotr nagle wszystko zrozumiał. – O raju! Przepraszam,
nie będę już się dopytywał. Mam nauczkę. Głupio mi. Macie moje słowo, że
nikt się nie dowie. Obiecuję.

– Wiemy o tym, dlatego tutaj jesteś. A właściwie to zawdzięczasz to
Kasi i jej prośbom. Wiesz przecież, że my za bardzo za sobą nie przepadamy.

Kasia nie wierzyła w to, co słyszy. Dotąd była pewna, że stosunki między
nimi układają się dobrze. Chciała zrobić coś, co mogłoby zbliżyć tę ukochaną
przez nią dwójkę przyjaciół do siebie. Przeszkodził jej Piotr:

– Wiem i chciałbym to zmienić. Tylko jak?

– Na początek mógłbyś ze mną od czasu do czasu zatańczyć. Mógłbyś
też wpadać trochę częściej.

– No, to są ciężkie warunki, ale spróbuję.

– No to wszystko gra – uśmiechnęła się Kasia.

W jakiś czas później przyszła reszta gości i prywatka rozkręciła się na
całego. Piotr, zgodnie z poleceniem Małgosi tańczył z nią więcej, niż z
innymi dziewczynami. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a nawet wyszli razem na
papierosa. Wrócili potem z bardzo tajemniczymi minami i Kasia oraz inni
uczestnicy imprezy byli bardzo zaintrygowani. Bawili się do czwartej rano.
Tym razem jednak Piotr nie poszedł do domu na noc lecz nocował na miejscu,
na tym samym materacu pomiędzy obiema zakochanymi dziewczynami. Same tak
zresztą zarządziły, na gorącą prośbę Małgosi.

* * *

– Hurrra! Dostałam dyplom! Jestem plastykiem! – krzyczała do
słuchawki uradowana Gosia. – Kasieńko, to dzięki tobie! Rany, kocham cię!

– Gratuluję ci, kochanie – Kasia cieszyła się razem z nią. – Zawsze
w ciebie wierzyłam. Ale to nie moja zasługa tylko twoja praca.

– Wiesz co, spotkajmy się, musimy to oblać. Mam dla ciebie jeszcze
niespodziankę.

– Z rozkoszą się z tobą zobaczę. Już tak dawno się nie widziałyśmy.

– To co, dziś wieczorem u mnie? Będzie żubrówka – dodała z
uśmiechem.

– Będę o szóstej. Kocham cię. Pa!

Kasia stawiła się punktualnie z butelką w ręku i niewielkim zawiniątkiem.
Dziewczyny powitały się czule na korytarzu.

– Jak ja za tobą tęskniłam – szeptała Małgosia. – Tak bardzo mi
ciebie brakowało, nie miałam się do kogo przytulić.

– Mi też bardzo ciebie brakowało. Ale teraz mam już zdane wszystkie
egzaminy i możemy się częściej spotykać. Przytul mnie Gosiu. Aha, tu jest
prezent dla ciebie. Otwórz szybko.

– Dla mnie? Oj, dziękuję!

Małgosia rozerwała opakowanie i otworzyła pudełko. Wewnątrz znajdowało się
jeszcze malutkie pudełeczko, a w nim dwa łańcuszki i serduszko z napisem
„Kocham Cię!” przeznaczone dla par do złamania i noszenia we dwoje. Kasia
chwyciła połowę serca, Gosia drugą i złamały je razem poczym pomogły sobie
nawzajem założyć tę miłosną biżuterię na szyję.

– Teraz wiem, że cię kocham i nigdy nie przestanę – wyszeptała
Gosia prosto w usta Kasi.

„Nigdy nie mów nigdy” – pomyślała Kaśka i nagle jakaś straszna czarna myśl
przeszła jej przez głowę. Prędko ją odpędziła. Nie wolno jej było myśleć w
ten sposób, szczególnie w tak pięknym dniu. Odwzajemniła pocałunek.
Dziewczyny usiadły na materacu świeżo upieczonej plastyczki i rozlały
alkohol do szklaneczek. Kasia zapaliła. Przez chwilę tak siedziały patrząc
tylko i sycąc się swoją obecnością. Małgosia przerwała milczenie:

– Miałam ci coś powiedzieć – zaczęła powoli.

– To ta niespodzianka? – zainteresowała się przyjaciółka.

– Źle się wtedy wyraziłam. W pewnym sensie to jest niespodzianka.
Znaczy, to jest niespodzianka dla mnie ale muszę ci to powiedzieć. Kocham
cię przecież.

– Co to takiego? – Kasia zaczynała się niepokoić.

– Dzisiaj był u nas w budzie jakiś artysta plastyk z Francji.
Podobno jakiś sławny. Zobaczył mój, znaczy twój, portret i tak się nim
zachwycił, że zaproponował mi stypendium na swojej uczelni. On jest tam
wykładowcą.

– To fantastyczna nowina! – Katarzyna promieniała, jakby to ją
spotkała ta przyjemność. – I co, jedziesz? Na jak długo? Miesiąc, trzy?

– Na cały następny rok szkolny. Ale nie pojadę.

– Czyś ty zwariowała? Dlaczego? Nie marnuj dziewczyno jedynej
okazji!

– Nie mogę, zrozum! Przecież ja cię kocham, nie mogę cię tu tak
zostawić. Umarła bym z tęsknoty za tobą.

– Małgorzatko, – modelka czule ujęła twarz swej przyjaciółki w
swoje dłonie – to nie jest ważne. Ja poczekam. Będziemy pisać długie listy.
Jedź. To się może nie powtórzyć, jedź.

– Ależ zrozum, to cały rok! – na twarzy pięknej malarki pojawiły
się łzy.

– Wytrzymamy. Zobaczysz, jakoś to wytrzymamy – łzy popłynęły także
po twarzy blondynki.

– Nie, ty mnie nie kochasz. Chcesz się mnie pozbyć? Wstydzisz się
tego, co ludzie powiedzą?

– Co ty wygadujesz, kochanie? Popatrz: Piotr wie, a przecież nic
nie mówi, wprost przeciwnie. Ostatnio mówił mi, że go cieszy nasze szczęście
i życzył nam, aby i inni to zrozumieli.

– Ale to tylko jeden facet. Jeden!

– Nie rób tragedii. To nie jest tego warte. Zapamiętaj, że ja
zawsze będę cię kochać choćby niewiadomo co. Piotr mnie tego nauczył. Jedź,
studiuj, zrób to dla mnie. Jeśli mnie naprawdę kochasz – ostatnie zdanie
Kasia wymówiła bardzo cicho. Podniosła swoją część serduszka. Małgosia
zrobiła to samo. Połączyły obie części ze sobą. Pasowały idealnie.

– Popatrz, jak one się łączą. Tak samo jest z nami. Weź swoje serce
do Francji, a moje zostanie tutaj. Będziemy czekać na tę chwilę, kiedy znów
je połączymy. Zgoda?

– Tak. Przekonałaś mnie Pojadę tam. Będę czekała i uczyła się.
Zobaczysz, zostanę wielką plastyczką, zabiorę cię do siebie i zamieszkamy
razem w Paryżu, z dala od tej hałastry. Przytul mnie teraz, potrzebuję cię
mieć przy sobie blisko, jak najbliżej.

Opadły razem na materac i długo, namiętnie, i powoli kochały się, chcąc się
nacieszyć swoją bliskością na długi czas rozłąki. Wieczorną ciszę przerywały
tylko ich miłosne westchnienia. Czułe pieszczoty i bliskość ukochanej istoty
pozwoliły im zapomnieć o czekającym je rozstaniu.

* * *

Kasia słuchała Teleexpressu w napięciu, czekając na bliższe szczegóły:

„Pociąg Inter City z Warszawy do Paryża uległ katastrofie pod niemieckim
miastem Friderikshoffen. Rozpędzony skład wypadł z szyn i uderzył w przęsło
wiaduktu kolejowego, który zawalił się. Wagony wpadły na siebie z prędkością
250 kilometrów na godzinę, miażdżąc znajdujących się w środku pasażerów.
Istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek ocalał z katastrofy.
Dotychczas z wraku wydobyto około 150 ofiar, ale szacuje się, że może ich
być o wiele więcej…” Kasia nie słyszała już niczego więcej. Jej ogromny
szloch zagłuszył wszystko, i spikera w telewizorze, i nawet własne myśli.
Płakała tak przez całą noc i pomimo starań rodziców nie mogła się uspokoić.
Tym feralnym pociągiem jechała na stypendium do Paryża najdroższa jej na
świecie istota. Odprowadzała ją rano na dworzec razem z pomagającym nieść
walizki Piotrkiem. Żegnały się bardzo długo i tak namiętnie, że chłopak
musiał aż odwrócić wzrok. Jemu dostał się tylko całus. Wezwani lekarze z
pogotowia zrobili jej zastrzyk uspokajający i kazali opiekować się
dziewczyną. Piotrek pojawił się u Kasi na drugi dzień z samego rana. Padła
mu w objęcia i rozpłakała się na nowo. On nic nie mówił tylko płakał razem z
nią. Żal mu było Małgosi i żal mu było Kasi, bo znał uczucie, które je
łączyło, chociaż sam z nikim go jeszcze nie dzielił. Tak razem spleceni
trwali przez długie godziny.

Tak też razem stali na cmentarzu nad nie zasypanym jeszcze
grobem, wśród deszczu i płaczu rodziny. Oni, chociaż też bardzo kochali
Gosię, nie mogli już płakać. Kasia podeszła na skraj dołu.

– To dla ciebie, Małgorzatko, – powiedziała i rzuciła na wieko
trumny ogromny bukiet czerwonych róż, – będę cię kochać do końca życia.

– Chodźmy już – zaproponował Piotr.

– Tak, chodźmy – powiedziała i oparła się na jego ramieniu.

Odeszli ciemną, pełną kałuż alejką. Deszcz padał i padał maskując płynące po
policzkach łzy, moczył włosy, ubrania i wieńce na grobie. Chłodne krople
rozpryskiwały się po wieku zabitej trumny kryjącej ukochaną dla nich osobę.
„Niebo płacze razem z nami. To pewnie anioły ronią swoje łzy. Ona na to
zasłużyła.”- pomyślała Kasia ostatni raz oglądając się za siebie. Anielskie
łzy tymczasem padały wkoło na ludzi, wieńce i na bukiet czerwonych róż, do
którego na łańcuszku przywiązana była połówka serduszka z napisem: „Kocham
Cię!”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *