Nocny łowca suk !

Nocny łowca suk !

Było już późno. Opustoszałymi ulicami przemykali ludzie z kin, pubów, randek… Nikt nie oglądał się za siebie, każdy jak najszybciej chciał być w swojej wannie, łóżku. W dużym mieście jest mnóstwo ciemnych zakamarków, które trzeba pokonać, żeby znaleźć się w swoich czterech ścianach.

To była pora łowów. Moja pora łowów. Wielu zakapiorów, bezszyjowców i mętów różnej maści, szukało o tej porze szczęścia. Ja też. Coś kazało mi wychodzić o tej porze i szukać. Szukać młodych, wylęknionych ciemnościami dziewczyn, dla których to nie było ich normalne i przyjazne im otoczenie. Intuicyjnie można wyczuć ofiarę, której krzyk uwięźnie w gardle, nogi z gumy nie pozwolą uciec, wobec których właściwie nie trzeba stosować przemocy. Samo to że ktoś wielki, ubrany na ciemno śmiał je zatrzymać, było dostatecznym powodem żeby się poddać, nierzadko właściwie bez walki. Czasami to było zbyt proste.

Włóczyłem się po ruchliwych jeszcze ulicach, by tam znaleźć ofiarę za którą będzie można pójść. Tam były kina, puby, tam tętniło jeszcze życie.

Po drugiej stronie szerokiej ulicy zobaczyłem młodą zgrabną blondynkę, która sama wyszła z pubu. Nie rozglądała się za taksówką, nie szukała w torebce kluczyków samochodowych, na nikogo nie czekała. Lekko chwiejnym krokiem szła mijając oświetlone wystawy. To było to. Miałem czas żeby jej się przyjrzeć. Miała koło dwudziestki, nienaganną na pierwszy rzut oka figurę i długie włosy. Obcisła bluzeczka informowała że na pewno nie była „deską”, jak większość modelek. Poszedłem za nią trzymając się z tyłu po drugiej stronie ulicy. Kierowała się na pobliskie blokowisko, gdzie było wiele ciemnych alejek, zaułków ,garaży… Skręciła w oświetloną przecznicę. Przebiegłem przez ulice chcąc zmniejszyć dystans. Zanim zdążyłem jeszcze zbliżyć się na tyle, by mieć ją w zasięgu kilku kroków, znów nagle skręciła do pierwszego wieżowca. Kilka sekund i wciskała kod na domofonie. Otworzyła szeroko drzwi znowu się zataczając. Ledwie zdążyłem złapać klamkę zanim się zatrzasnęły. Znikła w mroku klatki schodowej, było tylko słychać nierówny stukot szpilek. Przeskakując po trzy schody nie mogłem pozwolić jej uciec. Kątem oka zobaczyłem zamykające się drzwi windy. Jednym skokiem byłem przy nich, otwierając je na tyle tylko, żeby móc się wśliznąć do środka. Nie spodziewała się niczego, stojąc jeszcze tyłem do mnie.

W sekundę moje przedramię otoczyło jej szyję, a prawa dłoń zatkała jej usta. Zesztywniała ze strachu, wydając zduszony pisk. Ścisnąłem mocniej długą szyjkę, brakło jej powietrza.
– Nawet nie piśnij suko, bo ci potnę tą piękną buźkę – wysyczałem jej do ucha groźbę.
Przestała się szarpać, pozwalając mi wcisnąć guzik ostatniego piętra. Winda ruszyła z szumem, teraz żeby tylko nikt wyżej nie czekał.

Nie wytrzymałem. Lewą ręką trzymałem ją za szyję, prawą wsadziłem pod mini. Była gorąca. Pełną garścią objąłem wydatny wzgórek, zaciskając na nim palce. Znowu zaczynała walczyć, więc byłem zmuszony lekko ją przydusić. Wygięła się do tyłu wysuwając do przodu biodra. Zadarłem obcisłą mini, pakując łapę w cieniutkie majteczki. Dbała o cipeczkę, była wydepilowana, mięciutka i gorąca. Wyczułem rowek, rozchylając go palcami i wpychając jeden w ciasną ale lekko wilgotną jamkę. Próbowała zgiąć się do przodu, żeby uwolnić się od natrętnego palca, ale moje ramię opasujące jej szyję pozbawiło ją tchu. Sama się go pozbawiła. Wepchnąłem palec głębiej.
Winda szarpnęła zatrzymując się na samej górze.

Plecami otworzyłem drzwi windy, wyciągając ją za sobą. Piętro wyżej było przejście między klatkami schodowymi. To miejsce w każdym bloku musiało być świadkiem dziwnych zdarzeń. Musiałem tam ją zaciągnąć, a potem tylko wystarczyło być w miarę cicho i można było zrobić z nią wszystko. Trzymając ją za szyję a dłonią zatykając jej usta, zawlokłem ją do pomieszczenia, które od biedy mogłoby być suszarnią. W kącie stała jakaś zdezelowana, stara kanapa.

Zduszone piski jakie dobiegały spod mojej dłoni nie mogły nikogo zaalarmować.
Rzuciłem ją na kanapę, chwytając za włosy. Wdusiłem jej twarz w materiał siedziska. Wypięła zgrabną pupkę próbując się unieść. Moja druga ręka zawędrowała z tyłu pod spódniczkę, ściągając jej białe majteczki na uda. W resztkach światła z ulicy, biel jej ubrania jakby fosforyzowała. Wbiłem dwa palce w jej ciasną, teraz bardzo mokrą cipkę. Zaskoczona znieruchomiała na moment. Teraz próbowała uciec przed głęboko wbijanymi palcami, pojękując w materiał kanapy. Z norki zaczynało już ciec. Walczyła energicznie nie poddając się. Wyjąłem palce, ściągając stringi na kostki. Żeby nie upaść musiała wyjąć z nich jedną nogę. Kiedy już się z tym uporała, rozstawiła lekko nóżki, przyjmując stabilniejszą pozycję. Tego było mi trzeba. Rozpiąłem rozporek, pozwalając nabrzmiałemu maksymalnie fallusowi wyjść na zewnątrz. Znowu palcami odnalazłem jej ociekającą cipkę. Rozszerzyłem ją wkładając z głośnym chlupotem dwa środkowe. Teraz próbowała zacisnąć uda, ale było już za późno. Wśliznęły się całe bez żadnego oporu.

Musiałem za mocno trzymać jej włosy, bo jedną ręką próbowała się uwolnić, drugą wyciągnąć moją rękę z norki, jednocześnie zaciskając uda. Wyciągając palce z mokrej szparki, złapałem jej dłoń i unieruchomiłem na plecach, trzymając tą samą ręką za pasek mini, co unieruchomiło jej biodra. Mój nabrzmiały członek był gotów do wejścia. Puszczając na chwilę jej włosy, zadarłem jej mini na biodra.

Wszedł jak w masło. Śliska wilgoć pozwoliła dobić do końca jednym ruchem bioder.
– Nieee – zdusiłem jej krzyk wciskając znów twarz w kanapę.
Narzuciłem szaleńcze tempo. Niewiele brakowało do wytrysku. Walka i obmacywanie były tak podniecające…

Podłożyła rękę pod czoło, pomagając sobie w przekręceniu głowy.
– Proszę, nie kończ we mnie. Obciągnę ci go, ale nie kończ… – wydyszała w oparcie kanapy.

Pompowałem mocno, kiedy poczułem że jestem tuż tuż… Wyszarpnąłem go, tryskając na wypięte smakowicie pośladki. Sapnęła głośno.
– Dzięki – wydusiła ciężko oddychając.
– Teraz go wyliżesz do czysta kurwo – za szybko skończyłem.
– Nie. Zostaw mnie zbo… – znów musiałem wcisnąć jej twarz w kanapę.

Przydusiłem ją lekko, podnosząc jej głowę. Miała szeroko otwarte usta łapiąc powietrze jak ryba. Ciągle sztywny, duży członek, był tym co pierwsze rzuciło jej się w oczy po uniesieniu głowy. W tym samym momencie, lśniący drąg zagłębił się do połowy w czerwone, dyszące usta. Puściłem szyję, dociskając jej głowę do podbrzusza. Usłyszałem bulgoczący sprzeciw… Wbiłem się głębiej, czując jak wchodzi w gardło. Ucichła. Teraz narzuciłem tempo, traktując ją jak gumową lalkę. Początkowo odpychała moje biodra, ale po paru sekundach coś się w niej załamało. Pozwoliła wbijać się głęboko, korzystając z możliwości złapania płytkiego oddechu, kiedy się wycofywał. Była już tylko wymęczoną kukiełką. Popchnąłem ją na plecy, schodząc między jej uda. Miała je szeroko rozwarte. Lśniący olbrzym znowu wdarł się miedzy jej malutkie płateczki.

– Nieee – musiałem zatkać jej dłonią usta.
Kręciła szaleńczo głową uwalniając się na chwilę.
– Nie kończ tam. Daj mi go do ust… – ponowiła propozycję, ale teraz wytrzymać mogłem o wiele dłużej. Dobijałem głęboko rozciągając ją na tyle, że chowałem go całego.
– Zamknij się suko, bo ci przyjebię – uciąłem.
– Proszę, bardzo proszę… – zaczęła płakać.

Trochę to trwało, zanim podciągnąłem ją do pozycji siedzącej i wbiłem się w jej gardło. Przestała szlochać, dławiąc się na początku. Sama teraz robiła wszystko, żebym skończył jak najprędzej. Już nie odpychała moich bioder, próbując objąć go całego ustami. To musiało przynieść szybkie efekty. Czując jej usta na podstawie, pompowałem w jej gardło gorącą lawę. Przełykała głośno, znowu mnie odpychając. Poruszyłem się w niej jeszcze kilka razy, korzystając z ruchliwego języczka, który zbierał wszystko z całego trzona mojego kutasa.

W półmroku się zapiąłem, wychodząc szybkim krokiem przez drugą klatkę schodową. Nie podniosła głowy cichutko pochlipując. Nie skorzystałem z windy, przeskakując po trzy stopnie. Nikt mnie chyba nie widział.

Tydzień później wracałem od znajomych przed północą. Miasto znów było prawie wymarłe. Daleko przede mną zobaczyłem mało pewnie idącą postać. To była dziewczyna. Długie, czarne włosy, zgrabna sylwetka… Była dosyć niska, ale bardzo proporcjonalnie zbudowana. Obcisłe jeansy i ciemna opięta bluzka nie fałszowały pierwszego osądu; była zgrabna.

Kiedy mnie zobaczyła, zaczęła się zbliżać przecinając mi drogę tak że musieliśmy się spotkać. Będąc parę metrów od niej, zobaczyłem że trzyma w palcach nieprzypalonego papierosa.
– Masz może ognia? – język też lekko jej się plątał.

Przypaliłem jej. Odwróciła się zaciągając się głęboko i kierując się na ciemny że oko wykol plac manewrowy nauki jazdy. Poszedłem za nią. Nie odwróciła głowy nawet, mijając ciemną bramę. Zaraz potem trzymałem przedramieniem jej szyję. Nie walczyła, nie krzyczała… po prostu stała czekając co się stanie. Pociągnąłem ją dalej w kierunku boiska szkolnego za wysokim żywopłotem. Szła potulnie jak owieczka. Za żywopłotem zniknęliśmy z oczu ewentualnych przypadkowych obserwatorów.

– Wolisz wziąć go do ust, czy chcesz żebym cię przeleciał? – wymruczałem jej do ucha, odpinając jednocześnie guzik jeansów i pakując łapę w majtki.
Nie chciała odpowiedzieć.

Miała mięciutkie, jedwabiste włoski na wzgórku i gładko wydepilowane, mięsiste wargi. Nie były suche. Ręka wjechała mi w wilgotne majteczki i po chwili palec wśliznął sie w gorącą nawilżoną szparkę. Stała jak słup soli, pozwalając gmerać między śliskimi wargami.
– Kucnij dziwko – powiedziałem, wyciągając jednocześnie sztywnego fiuta.

Bez protestu wciągnęła go w gorące usta. Nie musiałem jej do niczego zmuszać. Głowa rytmicznie nabijała się na sztywny pal…Teraz zacząłem falować biodrami wychodząc jej naprzeciwko i wbijając go calutkiego w ciasne gardło. Nie trzeba było długo czekać na drgawki. Uśpiła mnie swoją biernością. Kiedy gorąca śmietanka pokonywała ostatnie centymetry, szarpnęła głową wypuszczając go z ust. Z zafascynowaniem patrzyła, jak białe salwy lecące wysokim lobem lądują w wysokiej trawie.

Kiedy zapinałem się, też wstała podciągając jeansy i chowając przed moim wzrokiem biel majteczek. Za łatwo było, trzeba to wykorzystać do maksimum. Wziąłem ją za kark i pociągnąłem w stronę niskiej, szerokiej ławeczki pod samym żywopłotem.
– Chodź, jeszcze mi go trochę possiesz – wyrwał jej się jakby jęk, ale bez sprzeciwu poszła kierowana moją ręką.

Sprowadziłem ją do parteru, Wyciągając jednocześnie ciągle nabrzmiały kawał nadal lśniącego mięska. Klęcząc pracowała całą głową z dużym samozaparciem, obijając mi brodą klejnoty. Nie musiałem jej trzymać, więc zająłem ręce rozpinaniem jej bluzeczki. Jędrny, duży biuścik po chwili wylądował mi w dłoniach. Czułem duże, twarde sutki, ugniatając miękkie nie mieszczące mi się w łapach cyce. Chyba jej się spodobało sądząc po mokrych odgłosach i moim odczuciu mokrych warg na woreczku i skórze nad trzonem. Wciągnęła go całego; z wcześniejszych doświadczeń wiedziałem że to nie takie łatwe. Sięgnąłem w dół rozpinając jej znowu spodnie. Pozwoliła wepchnąć znowu łapę w gorąco-śliską przestrzeń miedzy udami, rozchylając je bez ponaglania. Jej praca dała piękne efekty, Fiut stał jak dyszel. Pociągnąłem ją do góry, sugerując żeby wstała. Lekko zdziwiona wypuściła go z ust, powoli się podnosząc. Nie zdążyła się jeszcze wyprostować, kiedy spodnie razem z majteczkami miała już na kostkach. Wstałem i ciągle bierną rozciągnąłem na ławeczce. Uwolniłem jej nogi z ubrania, rozszerzając je szeroko zaraz potem. Dopiero teraz wydarły jej się jęki protestu. Miała wspaniałe ciałko; jędrne, gorące… Rozwarta cipka lśniła w skąpym świetle dalekich latarni ulicznych a włoski nad nią były tak mięciutkie.

Przejechałem językiem po mokrym rowku. Zajęczała głośniej próbując odepchnąć moją głowę. Unieruchomiłem jej ręce, wbijając język w śliską dziurkę. Teraz już jęczała głośno protestując
– Nieee, zostaw… nieee… proszę…

Była tak smaczna. Podciągnąłem się do góry, przenosząc jej ręce nad głowę i wbijając się bez najmniejszych trudności w ociekającą cipkę. Była bardzo wąska i sprężysta. Dopiero teraz zaczęła walczyć próbując wypchnąć intruza. Za późno, czułem główką jej tylną ściankę, a cały trzon opasywały gorące, śliskie zwoje mięśni pochwy, szaleńczo teraz się zaciskające. Nie byłem pierwszy, ale na pewno nie było ich przede mną wielu. Trzymając jej ręce, obcałowywałem jej twarz wdzierając się w końcu językiem w rozjęczane usta. Poruszałem się wolniutko żeby nie wytrysnąć za wcześnie, a robiła nieświadomie chyba wszystko, wszystko żeby mnie doprowadzić do końca. Ale doszła pierwsza, prężąc się i unosząc mnie na sobie.

Wyszarpnąłem go przechodząc nad nią nad jej usta i wepchnąłem go głęboko. Nie spodziewała się tego, krztusząc się na początku, ale potem trzymając się moich ud, przyjęła go całego. Leżąc na ławeczce, przyszpilona do niej fiutem, tym razem nie mogła się uwolnić. Łykała głośno, ulewając troszkę płynnej bieli kącikami ust. Walczyła… to musiał być jej pierwszy raz.
– Nie robiłam tak nawet mojemu chłopakowi – pierwsze pełne zdanie, odkąd ją dopadłem.

Pogrzebałem sobie jeszcze palcami w ciągle rozedrganej szparce, pokonując teraz zaciśnięte kurczowo uda, wymacałem jednocześnie ssąc sutki jej wspaniały biuścik. Kiedy ją puściłem zwinęła się w fasolkę. Nie mogłem tak ją zostawić. Postawiłem ją na nogi pomagając się jej ubrać a potem wyprowadziłem na światło ulicy, stleniając się tuż przed jasnością. Na drugi dzień bym jej pewnie nie poznał, ona mnie prawdopodobnie też.

Parę dni później przechodziłem przed północą przez dworzec. Jak zwykle mnóstwo przysypiających meneli płci obojga, zwijający już o tej porze swoje kramiki drobni handlowcy i… podróżni próbujący jak najszybciej wyrwać się z zatęchłego pomieszczenia na świeże powietrze. Mój wzrok przyciągnęła tak na oko trzydziestka w króciutkiej sukience i rozpiętym płaszczyku. Miała zgrabne, długie nogi i ciężką torbę, którą wytrwale niosła chociaż widać było, że to ją bardzo męczy. Poszedłem za nią. Ominęła postój taxi i przystanek autobusowy… blisko mieszka, czy kasa się skończyła? Przeszła przez ulicę, zagłębiając się między stare ciemne rudery. Zrobiło się tak ciemno że jedynym drogowskazem mógł być tylko jej jasny płaszczyk. Odległość miedzy nami topniała w oczach. Zwalniała zmieniając rękę… Obejrzała się przez ramię, próbując zobaczyć kto za nią idzie. Nie mogła mnie widzieć, mogła tylko słyszeć. Stukot jej szpilek i odgłos moich kroków, mieszały się w ciszy ciemnych studni. Przed ciemną kamienicą z uchylonymi drzwiami byłem już trzy kroki za nią . Znów się obejrzała… Nic nie widząc, poświęciła uwagę temu co przed nią…

To wystarczyło żeby po wykonaniu tygrysiego skoku zatkać jej ręką usta. Może się tego i spodziewała, ale torba skutecznie uniemożliwiła jej obronę.

Usłyszałem zduszony pisk i zaraz potem przydusiłem jej długą szyjkę, wpychając ją w ciemną czeluść klatki schodowej. Ciche sapania w kompletnej ciemności… Nie wypuściła torby z ręki, próbując mnie nią zdzielić. Poczułem na kolanie jakieś butelki czy słoiki… to dlatego tak kurczowo ją trzymała. Przyduszając ją wyczułem biodrem jakąś klamkę… piwnica. Drzwi się otworzyły. Ściągałem ją w piwniczny zaduch, zamykając je za nami po dużych perypetiach. Mocniej przyduszona przestała walczyć przebierając za mną nogami. Byłem już na dole a ona na ostatnim stopniu, kiedy wreszcie mogłem wepchnąć jej łapę pod sukienkę.

Zacisnęła uda na mojej dłoni. Wyczułem pończochy i cieniutkie majteczki. Wsadziłem w nie łapę energicznie je szarpiąc. Powiodła się druga próba… Dostęp do mięciutkiego, wydatnego wzgórka był otwarty. Znowu zaczynała walczyć, próbując krzyczeć. Dostała lekko po pysku, nieważna siła – ważny sam fakt. Złamałem ją psychicznie.
– Kucnij dziwko i ssij – wyciągałem już sztywnego fiuta.

Usłyszałem brzęk szkła w torbie i poczułem jak schodzi niżej. Po omacku znalazła olbrzymiego kutasa i bez ociągania wepchnęła go sobie głęboko. Trzymając ją za włosy nadziewałem ją energicznie, wkrótce poczułem migdałki i usłyszałem odgłosy dławienia.
– Masz szmato za ostre zęby. Wstawaj.
Uniosłem ją za ramiona i popchnąłem na ścianę.
– Rozłóż szerzej nogi kurwo – usłyszałem coś jak zduszony płacz, kiedy zadzierałem płaszczyk i sukienkę.

Nie była całkowicie sucha, ale mój mały ociekał jej śliną i lubrykatorem. Sam znalazł prawidłową drogę, wdzierając się od razu do końca. Jęknęła głucho.

Nad nami trzasnęły drzwi wejściowe. Ledwie zdążyłem znów ją przydusić zatykając jej usta dłonią i dopychając do ściany biodrami. Była całkowicie unieruchomiona, ale na członku czułem zaciskające się rytmicznie mięśnie. Pracowała nieświadomie, własne ciało ją zdradziło. Teraz głębokimi rzutami bioder wbijałem się w nią z całych sił. Zaczęła sapać odpowiadając biodrami.

Rozpoławiałem ją obijając się główką o dno pochwy. Wygięła mocniej gorący tyłeczek umożliwiając jeszcze mocniejszą i głębszą penetrację. Doszliśmy razem. Miałem nadmiar śmietanki, teraz ściekał jej po wewnętrznej stronie ud.
– Teraz wyliż go do czysta suko!

Kucnęła bezzwłocznie wpychając go sobie całego do gardła. Potem zajęła się woreczkiem. Wiedziała jak to robić, no ale jakość przychodzi z doświadczeniem i wiekiem.
– Jak cię usłyszę, wrócę i wtedy poznasz co to gwałt – zagroziłem skulonej postaci. Cicho wymknąłem się ze śmierdzącej rudery słysząc tylko odgłos własnych kroków.

Jakiś czas później, wracałem lekko podcięty uliczką przylegającą do osiedlowego parku. Było już po północy. Park ciemny i cichy… Chciałbym widzieć taką, która by tu weszła nie zmuszona o tej porze. Nawet w dzień był omijany dużym łukiem przez co strachliwsze laski, z powodu jego niesławnej renomy. Wierząc plotkom, wiele dziewczyn tu straciło cnotę, większość raczej nie z własnej woli.

Jakieś dziesięć kroków przede mną szły objęte dwie młode laski, a na chodniku zauważyłem najnormalniejszego tulipana z butelki po piwie w błyszczących brązowo szkłach. Pomysł przyszedł sam w mgnieniu oka. Podniosłem szyjkę butelki, przyspieszając. To była długa ulica, duży park i w dodatku oprócz nich nie widziałem żywej duszy. Po minucie byłem tuż za nimi… W ułamku sekundy trzymałem mniejszą, przykładając jej do policzka ostre krawędzie szyjki.

– Zostaw ją zboczeńcu. Ratunkuuu – wydarła się wyższa odskakując od koleżanki.
– Krzyknij jeszcze raz i potnę jej buźkę – szybko myślała zamykając się momentalnie.
Unieruchomiona moim ramieniem drobna blondyneczka, nawet nie drgnęła.
– Teraz grzecznie i cicho pójdziecie ze mną, albo nie poznasz jej jutro – wycedziłem spokojnie ciągnąc w krzaki swoją ofiarę.

Wysoka szatynka jak lalka, sztywno podążyła trzy kroki za nami. Znałem ten park, wiedziałem że gdzieś tutaj muszą być ławeczki, okupowane za dnia przez miejscową żulię. Były, stały w takim mroku, że o mało ich nie minąłem.
– Siadaj tutaj – wysoka po chwili namysłu przycupnęła na skraju.
Zaciągnąłem blondyneczkę do ławki, ustawiając ją koło czarnuli. Sam stanąłem przed kolanami siedzącej.
– Teraz wyjmij go i ssij dziwko – to było do wysokiej.
– Nie mogę. Jeszcze nigdy tego nie robiłam – chlipała czarnula.
– A chcesz mieć całą koleżankę?

Czułem jak nieporadnie rozpina mi rozporek. Mały był już tak nabrzmiały i sztywny, że o mało nie wybił jej oka, kiedy ściągnęła mi na uda bokserki. Objęła go ciepłą dłonią nieśmiało masując.
– Bierz go do ust.

Wyciągnęła ociągając się języczek, przejeżdżając nim po główce. Dłonią z szyjką przyciągnąłem ją za włosy, nabijając sobie jej usta do połowy. Trzymając ją, pokazałem jak to ma robić. Teraz już automatycznie nabijała usta sama, za każdym suwem wpuszczając go głębiej.
– Dobra, starczy. Teraz ściągnij majtki koleżance.

Blondynka wierzgnęła biodrami, czując ręce czarnuli pod spódniczką. Przydusiłem ją mocniej. Poddała się. Kiedy zobaczyłem biel majteczek w rękach wysokiej, popchnąłem blondyneczkę na ławkę trzymając ją za włosy. Opadła na ręce i kolana stając na czworaka. Zadarłem jej jeansową spódniczkę. Była tak króciutka, że sztywny bolo sam by znalazł wejście, ale teraz biel pośladków dostarczała dodatkowych emocji. Wbiłem się torując sobie drogę w ciasnym tuneliku. Czarna zafascynowana obserwowała poruszający się energicznie członek. Przyciągnąłem jej głowę do moich lędźwi, wpychając jej głowę pod woreczek.
– Liż go i ssij – znowu z oporami wyciągnęła języczek.

Trzymając dwie głowy, wyciągnąłem fiuta z gorącej i mokrej cipki, wbijając się zaraz potem w niczego nie spodziewające się usta wysokiej. Szarpnęła głową, ale już czułem jej migdałki. Blondyneczka z szeroko otwartymi oczami, przez ramię gapiła się z otwartymi ustami na kiwającą się głowę kumpeli. Znowu wbiłem się w mokrą ciasnotę pod wypiętymi pośladkami. Czarna głęboko oddychała oblizując usta ze smaku koleżanki.
– Ściągaj spodnie – wyszeptałem scenicznie do czarnuli.
Ociągając się ściągnęła je na kostki.
– Majtki też i klękaj obok – jak automat wypięła pośladki.

Były równie gładkie i gorące. Przełożyłem tulipanka do dłoni trzymającej włosy posuwanej kruszynki. Teraz wolną ręką gładziłem pupkę wyższej. Ta miała już mokre uda. Powędrowałem wyżej i wjechałem dwoma palcami jak w masło w rozpulchniony, gorący i śliski tunel. Tam mogło być jeszcze ciekawiej. Teraz sztywny dyzio zagłębił się z poślizgiem w szatynce. Ta głęboko jęknęła, cofając gorącą dupkę i nadziewając się jak najgłębiej. Teraz buzia blondynki została wciśnięta między moje uda od spodu. Poczułem na klejnotach drżący i gorący języczek. Tego było już za dużo.

Wyszarpnąłem go z norki wysokiej pakując się w usta małej. Głośno przełykała ale i tak biały budyń przelewał się kącikami ust. Ta przynajmniej nie robiła tego po raz pierwszy.

– Obciągnijcie mi suki jeszcze raz i dam wam spokój – propozycja nie do odrzucenia.
Obydwie widząc światełko w tunelu, zabrały się za niego bez zwłoki. Obdzielały go swoimi języczkami i ustami sprawiedliwie, ale po około dziesięciu minutach tym razem łykać musiała szatynka.
– Dla własnego dobra, lepiej nikomu o tym nie opowiadajcie.

Zanim się spostrzegły, rozpłynąłem się w ciemnościach, wyrzucając do pobliskiego strumyka wyeksploatowanego sytuacyjnie tulipanka. Jakie to proste. Trzeba tylko znaleźć strachliwą i ładną ofiarę. Czasami nawet trafią się dwie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *