MW-Interwal Rozdział 38 Boski punkt podparcia

MW-Interwal Rozdział 38 Boski punkt podparcia

Przepycham się w zatłoczonym tramwaju, wpycham bezceremonialnie  między dziewczynę z naręczem kwiatów, a jakąś babę, wsuwam dłoń pomiędzy jakieś bardzo długie nogi.

– Witaj Joanno!

Zaskoczona jest podwójnie, bo już zdążyłem sięgnąć jej pod spódniczkę.

– Cześć. Co tu robisz?

– Chciałem się z tobą pilnie zobaczyć.

Wsuwam jej dłoń w majtki. To znaczy chciałbym, lecz okazuje się, że Joanna nie ma majtek. Nie ma jak się bronić – jedna ręką trzyma się poręczy, w drugiej dzierży te kwiaty. Mogłaby co najwyżej zacisnąć uda. Ale nie zaciska.

– Moi uczniowie dotykają mnie w szkole, majtki tylko by przeszkadzały – mówi mi prosto do ucha. Staje mi od tego.

– Mów tak dalej, a zaraz cię przelecę w tym tramwaju, już mi stanął.

– To jest ta pilna sprawa?

– To przy okazji. Przecież tego pragniesz, nie zaprzeczaj.

Tramwajem rzuca na rozjazdach, Joanna nie może ustać w miejscu, skutkiem czego jej pizda przemieszcza się w mej dłoni. Wkładam w nią dwa palce, przytrzymuję.

– Szkoda, że nie można tutaj!

– Twoja cipa mówi mi to samo.

– Moja cipa z tobą rozmawia?

– Zrobiła się śliska. Puszczasz soczki, Joanno, o to mi chodzi.

W odpowiedzi Joanna wzdycha, a cipa zaciska się na moich palcach.

– Co my wyprawiamy! Tramwaj pełen ludzi.

– Właśnie dlatego. W prawie pustym by się nie dało.

– A w pustym?

– Miałabyś w piździe coś więcej, niż te dwa palce.

– Na przykład trzy palce?

– Na przykład mojego kutasa.

Na takich rozmowach, szeptankach właściwie bo sączymy sobie te sprośności do ucha, mija nam podróż. Całe trzy przystanki stania na palcach, pamiętajcie o wzroście Joanny.

* * *

Gdy tylko zatrzaskują się za nami drzwi mieszkania, Joanna opiera się rękoma o te drzwi. Kwiaty lądują na podłodze. Zadziera spódniczkę, odsłaniając wypięty, naszykowany na przyjęcie mojego kutasa tyłek. Lubię, jak dziewczyna jest całkiem naga, ale w tym wypadku…

– Pierdol mnie!

Więc pierdolę, a ona jeszcze mnie nakręca opowiadając, jak to napaliła się w tym tramwaju. Orgazm nadchodzi szybko. Gwałtowne skurcze pochwy wyciskają z mięknącego penisa resztki nasienia; kolejne pozbywają się go z cipy. Dopiero wtedy Joanna się rozbiera. Już naga, układa schludnie ubranie. Potem schyla się, zbiera rozrzucone kwiaty, umieszcza w wazonie i jakichś słoikach, tyle ich jest. Na koniec, z chusteczką w dłoni przemierza jeszcze raz mieszkanie swym śladem; znaczą go krople mojej spermy. Ściera je z podłogi. Przy tej czynności zaskakuje ją dzwonek domofonu.

– To moi uczniowie. Otworzysz?

– Jasne.

Odrywam wzrok od jej wypiętych pośladków i tego, co tak uroczo okalają. Przyszli w samą porę, by ją tam wylizać – myślę sobie, uchylając drzwi.

– O kurwa!

– Wypraszam sobie! – mówi młoda dziewczyna, wsuwając się bokiem do środka, bokiem, bo zamarłem z dłonią zaciśniętą  na klamce. Mówi tak, ale w jej oczach widać figlarne iskierki.

Odwracam się, by ostrzec Joannę, ale mleko już się rozlało. Dziewczę wbija wzrok, w to, w co ja przed chwilą kutasa.

– Och!

Dopiero teraz Joanna odwraca głowę, wcześniej specjalnie wypinała się w stronę drzwi, by zrobić wrażenie na Smoczkach. I zrobiła, jeszcze jakie! Tylko, że na kimś innym. Zrywa się teraz na równe nogi, chowa za stołem. Rozstawione tam kwiaty od biedy ją zasłaniają.

– Zuzanna! Co ty tu robisz?!

Wspomniana Zuzanna odrywa dłoń od ust.

– Hihihi, wiedziałam!

Najwyraźniej odzyskuje rezon.

– Co niby wiedziałaś?

– Nie wiedziałam – przyznaje. To znaczy o pani i tym panu nie wiedziałam.

– Możesz wyrażać się jaśniej? – Nauczycielka odzyskuje inicjatywę. Jak to nauczycielka.

– O pani i chłopcach wiedziałam. O Wacku i Jacku. Podsłuchałam ich kiedyś, siedzę w następnej ławce. I od tego czasu uważnie obserwuję. A propos, zaraz tu będą.

I rzeczywiście – domofon dzwoni dwa razy.

– Mógłbyś? – naga Joanna wciąż czai się za stołem, rzucając tęskne spojrzenia w kierunku komody. Tam złożyła ciuszki.

– Tym razem najpierw sprawdzam, kto jest za drzwiami. Niepotrzebnie.

Chłopcy najpierw szczerzą się na mój widok, potem zamierają kompletnie zaskoczeni widokiem koleżanki z klasy.

– Może się mylę, ale zdaje się Zuzannie jakiś szantaż w głowie.

Joanna myli się kompletnie. Rzeczona Zuzanna milczy jeszcze przez chwilę, by wzmóc napięcie. A może by zdobyć się na odwagę, bo w końcu, dalej bez słowa, zaczyna się rozbierać. Zaczyna od zrzucenia bucików. Oszołomieni przyglądamy się, jak na podłodze lądują kolejno biała bluzeczka, czarna spódniczka, białe skarpetki – słowem strój galowy na rozpoczęcie/zakończenie roku szkolnego. Pod spodem też jest na galowo, czy raczej – na wyjściowo. Białe majteczki z cienkiej koronki ładnie opinają się na wydatnej cipce, podobny stanik… Stanik właśnie frunie w kąt pokoju a ja cieszę oczy ślicznymi małymi piersiątkami. Na koniec, po chwili wahania, Zuzanna zahacza kciukami o majtki. Zsunięte do połowy ud odsłaniają bujne blond loczki. Z miejsca zakochuję się w tych loczkach.

Majteczki ostatecznie opadają na podłogę, dziewczyna  z nich wychodzi i pyta:

– To kto pierwszy?

Szok! Jednak w moim przypadku mniejszy, niż u Smoczków; różne historie już przeżyłem.

– Ja! – podnoszę rękę, wyrywam się do odpowiedzi, jako pierwszy. Joanna parska śmiechem, czuć w nim ulgę.

Zuzanna natomiast otwiera szeroko oczy na widok mojej pały. Nie do końca wzwiedziona, dopiero co się spuściłem, ale i tak robi wrażenie.

Joannę brałem kompletnie ubrany, teraz tylko wyjąłem penisa. Zuzanna gapi się na niego, a ja rozbieram się szybko do naga. Pała dalej mi zwisa. Podchodzę do dziewczęcia i szybkim ruchem wkładam jej rękę między nogi; sunę w górę aż do oporu.

Zuzanna wrzeszczy i podskakuje na milę, ale jeszcze i tak za nisko, bo nadal wierci się, podskakuje i podryguje na swoim boskim punkcie podparcia przez całych piętnaście sekund, zanim wreszcie udaje jej się uwolnić.*

– No wie pan!

– Reaguje jak dziewica – zwracam się do Joanny i Smoczków, ignorując pretensje dziewczęcia – pewnie jeszcze nikt nie trzymał jej za cipkę, nie mówiąc już o wkładaniu…

– Bo mnie pan zaskoczył!

– A jaka pachnąca! – wącham swoje palce.

– Świntuch!

Ale oczy jej się śmieją. I nie protestuje, gdy moja dłoń powraca.

– Pewien pisarz nazwał to boskim punktem podparcia.

– Cipkę? – upewnia się Zuzanna.

– A czyż nim nie jest w tej chwili? – I naciskam mocniej. Lepki srom rozpłaszcza się w mojej dłoni. Dziewczyna staje na palcach, znów się wierci. Ale teraz wyłącznie z przyjemnością.

– Twoja kolej, Zuzanno. Weź go do ręki, najlepiej do obu. Przywitaj się z nim.

– Mów mi Zuzia – mówi dziewczyna do mojego chuja, wdzięcznie dygając. Chuj w odpowiedzi staje się większy – dotyk chłodnych, dziewczęcych dłoni robi swoje.

– To we mnie wejdzie?!

– W twoje rówieśniczki wchodziło…

– Ale… ja rzeczywiście jestem dziewicą! Myślałam, że ten pierwszy raz, to będzie z którymś z nich – zerka na Jacka i Wacka. Obaj już rozebrani, dziarsko prężą prącia.

Dziewica! Na myśl o rozdziewiczeniu tej małej w lędźwiach mi buzuje, a kutas pulsuje. Nie tym razem, chłopcy, macie dziś pecha.

– Uwielbiam rozdziewiczać. I mam w tym wprawę, dobrze trafiłaś. – Biorę Zuzię za rękę, wyłuskując z niej moje jądra; prowadzę w stronę łóżka.

– Możemy skorzystać? – pytam Joanny.

– Ależ proszę bardzo! Możemy popatrzeć?

– Ależ proszę bardzo!

Rozprawiczam Zuzię w asyście Joanny masturbującej  leniwie (by się za szybko nie spuścili) obu chłopców. Nakręcamy się nawzajem; defloracja z reguły nie kończy się orgazmem, lecz z powodu takiej asysty Zuzia zupełnie odlatuje.  Ale po kolei:

Dziewczyna kładzie się na wznak na łóżku, zamyka oczy i rozkłada szeroko uda.

– Wstawaj!

Otwiera oczy.

– No wstawaj, mówię! Zrobimy to po mojemu. – i sam zajmuje jej miejsce. Tyle, że nie zmykam oczu i nie rozkładam ud.

– Teraz ty.

Zuzia siada, okraczając mnie udami, dociska gorącą cipkę do mojego członka.

– Musisz być odpowiednio wilgotna…

– Już dawno jestem.

– Pozwól, że sprawdzę – przyciągam ją wyżej za pośladki, jej cipka zostawia śliski ślad na kutasie. Ale i tak pragnę nad nią popracować, najlepiej językiem.

– Nie odmówię sobie wylizania cipki dziewicy!

Jeszcze przez moment, nim nasunę sobie to krocze na twarz, widzę jej spłonioną buzię, tak słodko się rumieni! I taka słodycz z niej spływa… Nie mogę  oderwać języka od tej dziewiczej szparki. Ale w końcu muszę. Zsuwam ten tyłeczek niżej. Zuzka siedzi mi teraz na torsie.

-Lizaliście kiedyś dziewicę, chłopaki? – Wiem, że nie lizali. – To poliżcie, póki macie okazję.

Trzymając Zuzię za ramiona, odchylam w tył, póki jej głowa nie zlegnie między moimi nogami.

– Rozłóż nóżki, nie żałuj kolegom tego miodziku!

– A panu widoku?

Ale chętnie rozkłada te nóżki i widok mam rzeczywiście przedni. Jej dziewiczy kwiatuszek rozkwitł i taki już pozostaje. Rozchylone skutkiem lizania bladoróżowe płatki waginy nie mogą się zamknąć – tak szeroko rozwiera uda nadstawiając cipy kolegom. Ci niestety szybko zasłaniają mi ten widok, pochylają się kolejno, smakują, mlaskają…

– Ależ proszę pani! – mówi Zuzia, gdy jej pani idzie w ślady chłopców.

– Przyzwyczajaj się, kochanie. Nawet nie wiesz, w jakie towarzystwo wpadłaś.

– Jest pani Bi? Domyśla się Zuzia. I wzdycha z lubością.

– Żeby chodziło tylko o mnie… – wzdycha Joanna.

Przerywam te dywagacje wysuwając się spod Zuzi. Wsparty na rękach i palcach stóp wiszę nad nią, z biodrami między jej rozwartymi udami, z czubkiem penisa wycelowanym mniej więcej w cipkę.

– Jak chcecie, chłopcy, też możecie mieć w tym udział. Naprowadźcie mnie.

Jacuś jest szybszy, chwyta mnie w połowie dyszla i rozgarnia  nim różowe firanki. Gdy schodzi niżej napieram na wejście do pochwy.

– Maciek jestem. – Wypada, żeby dziewczyna wiedziała komu oddała dziewictwo.

I opadam. Jacuś zabiera rękę, Zuzia traci błonkę.

– Och! To już?

– I tak i nie…

– No chyba już nie jestem dziewicą – Zuzia wzroku oderwać nie może od nasady mojego penisa (reszta jest w niej).

– Oczywiście, że nie jesteś. Ale jeszcze nikt się w tobie nie spuścił.

– Och!

– Boli?

– Nie bardzo… Wcale – poprawia się zaraz. Czyli boli, ale i tak chce. Więc posuwam tę jużniedziewicę, wstrzymując się na ile mogę. Niewielka jest szansa na jej orgazm przy pierwszym razie, ale przynamniej próbuję. I zdaje się skutecznie. Zuzia zaciska rozwiedzione wcześniej uda, popiskuje coraz głośniej. Nie wytrzymuję, gdy i tak ciasna pochwa robi się jeszcze ciaśniejsza, spuszczam się głęboko w Zuzi. A umiejętnie pokierowani przez Joannę chłopcy – na Zuzię. Dopiero ta kumulacja wytrysków, z których dwa na oczach dziewczęcia, sprawiają, że Zuzia odlatuje. Ma orgazm.

– Szczęściara – komentuje Joanna, po czym klęka i wysysa  resztki z obu smoczków. Zuzia nie może oderwać wzroku.

– Już widzisz, w jakie towarzystwo wpadłaś?

– Akurat tego mniej więcej się spodziewałam. Że im pani obciąga i w ogóle…

– A tego?

Bowiem igraszki Joanny z chłopcami stają się naprawdę wyuzdane. Nauczycielka przysiada na krześle, wprowadza sobie do pizdy jeden z wciąż sztywnych kołków, po czym każe go oblizać drugiemu z chłopców.

Liże bez szemrania, stwierdza tylko, że najpewniej wyruchałem jego panią, zanim przyszli.

– Ja cię! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! – mówi, nie odrywając wzroku od Joanny, która właśnie wprowadza sobie do pochwy drugiego penisa.

– Niby gdzie nie widziałaś?

Znów się płoni.

– No… w tych…

– Masturbujesz się, oglądając pornole!

– Ale chyba przestanę.

– Ale nie przestań się masturbować, chłopcy to lubią.

– Ależ… No dobrze, przyznaję – odpuszcza. – Rozumiem, że mam to robić przy nich?

– Przy nas wszystkich, od czasu do czasu. Chyba się nie wstydzisz?

– Nie bardziej, niż oni!

Wacuś właśnie wylizuje koledze prącie świeżo wyjęte z cipki ich pani. I rzeczywiście, zero wstydu.

– Widzę, że będzie nam się dobrze… współpracować!

Wysuwam się z Zuzi, co kwituje cichym jękiem. Jednak bolało.

– Chyba zabrudziliśmy ci pościel.

– Zaraz zapiorę. A ty pod prysznic! – komenderuje Joanna zerknąwszy na moją zaczerwienioną od krwi dziewiczej pałę.

– A ja? – dopytuje się Zuzia.

– Najpierw niech chłopcy skończą sprzątać – Joanna patrzy wymownie na spryskane spermą brzuszek i cycuszki dziewczyny. A ja w tym czasie umyję Maćka.

I ciągnie mnie do łazienki, wiadomo za co. Oglądam się jeszcze – chłopcy zlizują spermę z ciała Zuzi, nie kłopocząc się, która jest czyja. Podparta na łokciach przygląda się temu z mieszaniną zadowolenia i zdumnienia w oczach. Gdy po chwili do nas dołączają, a właściwie z braku miejsca, zastępują pod prysznicem, widzę w tych oczach już samo zadowolenie.

– Fantazjowałam o czymś takim, proszę pana – przyznaje otwarcie, gdy natarczywe dłonie chłopców prześlizgują się po jej ciele, walczą o cycki, tłoczą w kroczu, suną namydlonym rowkiem pieszcząc pośladki. Chce jeszcze coś powiedzieć, ale jeden z chłopców zamyka jej usta pocałunkiem. Po chwili zastępuje go drugi.

– Lizać też się lubię – mówi w przerwie Zuzia i wywija języczkiem w moją stronę.

– To widać!

– Ale, tak w ogóle, to ja jestem strasznie nieśmiała…

– Tego akurat nie widać…

– …i wstydliwa – mówi dalej – ale zmusiłam się i przyszłam. Romans nauczycielki z uczniami, to nie byle co; zależy wam na dyskrecji. Jak i mnie.

– Romansem bym tego nie nazwał…

* * *

– Jakie masz plany wakacyjne – pytam, przypomniawszy sobie, po co właściwie przyszedłem. Może upiekę dwie pieczenie przy jednym ogniu.

– Właściwie, to żadnych – odpowiada Zuzia nie przestając się masturbować. Na ogólne życzenie weszła na stół i rozgarnąwszy jedną ręką kłaczki na cipce, dogadza sobie paluszkiem drugiej.

– Oprócz tego, by jak najczęściej odwiedzać panią Joannę – dodaje.

– Bo widzisz Zuziu…

* * *

– Zawsze tak wszystko załatwiasz na ostatnią chwilę?

Nie powiem Joannie, że sam zostałem zaskoczony pomysłem Stasia,** bo zdradziłbym, co ją czeka na Ibizie.

– A zawsze w ostatniej chwili pojawia się taka atrakcyjna dziewica? Albo na przykład nauczycielka – nimfomanka?

– Mnie mogłeś powiedzieć wcześniej. A o tej nimfomance, to jeszcze sobie porozmawiamy!

– Właśnie po to wtedy przyszedłem, żeby ci zaproponować ten wyjazd.

– I przy okazji przelecieć?

– No, ba!

– Teraz mnie przeleć!

– Przecież widzisz, że jestem zajęty! Ale możesz lizać mi jądra.

– Chciałbyś!

Ale kładzie się między nogami Zuzi i wkrótce czuję jej język na mosznie.

– A biednemu tylko jaja! – mówi jeszcze.

Leżąca pode mną „atrakcyjna dziewica” nie wytrzymuje i parska śmiechem.

– Wy zawsze tak?

– Jak się dziewczynę rozbawi, to tak fajnie porusza biodrami…

Zgodnie z moimi oczekiwaniami, ta odpowiedź rozbawia ją bardziej. Albo inspiruje. Wychodzi na jedno – to, co jej pochwa wyrabia z moim penisem, sprawia, że jestem w siódmym niebie. Zuzia jest jeszcze taka niedoświadczona, ale nadrabia entuzjazmem. Tak wielkim, że Joanna ucieka z głową.

– Za bardzo się szamoczecie – mówi, przyglądając się finiszowi z bezpiecznej odległości, podobnie, jak Smoczki.

– A kto jeszcze z nami leci? – Pyta nagle.

– Wszyscy, jak tu stoimy.

– Ale wy leżycie…

– I, jak tu leżymy – dodaję.

– A jemu stoi, czuję to – dodaje Zuzia.

– A Tidżeje z nami nie lecą? – drąży temat Joanna.

– Nie lecą. Mają inne plany.

Technicznie rzecz biorąc nie kłamię, lecą innym samolotem. I z pewnością przelecą Joannę nie jeden raz na Ibizie. Na razie jednak dziewczyna jest rozczarowana.

– Tidżeje?

– Moi kuzyni, Joanna miała okazję ich poznać.

Na szczęście Zuzia dochodzi i nie w głowie jej dalsze pytania. Mocne skurcze pochwy towarzyszące jej głośnym jękom są takie stymulujące… Nie powstrzymam się dłużej, choćbym chciał. A nie chcę – jednoczesny orgazm, to najlepszy orgazm.

* * *

Zuzia nie słyszy przeprosin Joanny. Joanna przeprasza, bo miała nie wspominać o Tidżejach; Zuzia nie słyszy, bo jest zajęta. Tworzy wraz ze Smoczkami malowniczy trójkącik. Przysiadłszy na Wacusiu, rozmazuje mu na twarzy moją spermę. Równocześnie obciąga Jacusiowi, a ten ostatni ręcznie stymuluje penisa kolegi. Pomysł jest mój, ich trojga zaś wykonanie, ale muszę przyznać, że jak na świeżo zdeflorowaną, Zuzia ma niezłe tempo. Muszę ją przepytać na okoliczność erotycznych doświadczeń, to, że zachowała błonkę, nie świadczy, że również niewinność. W każdym razie są tacy zajęci sobą, że możemy z Joanną spokojnie porozmawiać. A muszę uważać na to, co mówię: chłopcy poznali już kilka „moich” dziewcząt; Joanna zna tylko Tidżejów i Alę, a Zuzia jest święcie przekonana, że na Ibizie będziemy się pieprzyć w aktualnie obecnym składzie. Słowem każdego czeka niespodzianka, ale każdego inna.

* * *

Trzeba działać szybko. Rodzicom Zuzi sprzedajemy tę samą historię, co starym obu Smoczków: Joanna jest jedną z opiekunek grupy młodzieży lecącej na wycieczkę do Hiszpanii. W ostatniej chwili zwolniło się jedno miejsce i…

– A dodatkowo, stracimy zniżki na bilety – tłumaczy Joanna. Rodzice jeszcze się wahają.

– Mamo, prooooszę! To tylko tydzień!

Właściwie to osiem i pół dnia, ale tydzień brzmi lepiej.

– Ech… Tylko dzwoń codziennie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *