Mój Bi-zon (część 2)

Mój Bi-zon (część 2)

„Właśnie się masturbuje wyobrażając sobie, jak siedzisz na moich ustach, a ja wysysam Cię do ostatniej kropelki. Coraz mocniej rozchylam Twój twardy, zgrabny tyłek, który czeka bym w niego weszła palcem. Zobacz… jaka jestem mokra…”

W komplecie z sms’em była fotka. Na niej centralnie mieniła się mięsista, bordowa, wygolona cipka. Z pomiędzy rozchylanych przez wilgotne palce warg widać było sączący się gęsty, biały sok. No i te paznokcie. Długie, wypielęgnowane, krwisto-czerwone paznokcie, które zapamiętam chyba do końca życia.

Na szczęście wiadomość przyszła wczesnym wieczorem, a nie jak to bywało o 2 w nocy. Miałam chwilę, by ochłonąć i pozbierać myśli, a nie wysłuchiwać złośliwych komentarzy Maćka o moich byłych klientach z agencji towarzyskiej. Tak, to była Małgorzata, moja była szefowa. I moja była kochanka. Od tamtej przygody minęło już dobre kilka lat. I mimo, że dałam jej jasno do zrozumienia, że nie chce utrzymywać z nią kontaktu, to raz na jakiś czas dostawałam na komórkę takie oto seksowne smaczki.

Nigdy nie odpowiadałam na jej smsy. Mimo to nie zmieniałam numeru telefonu, ani nie eskalowałam swoich zakazów. Fakt, mój rozum zawsze w takich przypadkach uruchamiał wszelkie możliwe alarmy typu: ani mi się waż… głupia… nie odzywaj się… zwariowałaś!!?? Jednak ciało ma coś takiego jak pamięć mięśniowa, choć w tym przypadku należało by ją nazwać pamięcią cipkową. Bo ta zawsze przyjemnie wilgotniała, gdy dostawałam smsy od Małgosi. Tak było też tym razem.

Widok jej nabrzmiałej waginy szybko dotarł synapsami do mojej Wygolonej, która po chwili zaczęła przyjemnie pulsować i się lepić. Uff… Maćka nie było jeszcze w domu, jak zwykle w środy miał trening i wiedziałam, że mam chwilę dla siebie. Byłam już po prysznicu i siedziałam przed laptopem w lekkich, bawełnianych spodniach, szarym topie, bez bielizny.

Moja prawa ręka powędrowała w dół, by przywitać się z cipką. Lewa dłoń zaczęła nieudolnie na pasku wyszukiwania hamstera wypisywać znajome frazy… momy loves schollgirl… old and young lesbian… milf with teen girl… Gorące obrazy przywiodły wspomnienia upojnych nocy z Małgorzatą.

Znalazłam filmik, który fajnie się zapowiadał. Klasyczna scena, gdzie dojrzała, cycata mamusia wprowadza młodą „not her daughter” w arkana zmysłowej lesbijskiej rozkoszy. Oddałam się obrazom. Moje rozchylone nogi powędrowały na stół ukazując pełnię mojej kobiecości na wprost ekranu.

Prawa ręka rozpoczęła jakże znany mi rytuał, który tak uwielbiała moja Lepka: najpierw cała dłoń nakryła vaginę przyciągając ją do głębi ciała. Spośród palców zaczął sączyć się sok. Jeszcze głębiej zapadłam się w fotelu podnosząc lekko biodra do góry.
Palce powędrowały między wargi i weszły do środka. Najpierw jeden, potem dwa, trzy… nasada dłoni zaczęła uciskać wzgórek Wenery automatycznie stymulując nabrzmiałą już łechtaczkę. Pod opuszkami poczułam znajomą chropowatość punktu G. Ciepło cipki przyjemnie objęło palce coraz bardziej lepkie od mojej erotycznej wydzieliny.

Panie na ekranie przeszły do konkretów: ta starsza, już całkiem naga leżała rozkraczona na łóżku. Młoda, jeszcze majtkach, ale już bez stanika łapczywie ssała i gryzła sutki starszej jednocześnie robiąc jej coraz głębszy fisting. Jej wąska dłoń ginęła w czeluściach doświadczonej kochanki, która doskonale wiedziała, co robi jej najlepiej.

Ach, Małgosiu… wspomnienia jeszcze mocniej uderzyły mi do głowy. Ja też już postanowiłam dłużej nie czekać. Wyjęłam palce z cipki i przez chwilę bawiłam się pierścieniem drugiej dziurki. Choć po chwili zaczęła ona ustępować i wpuszczać mnie do środka postanowiłam zająć się moją Pieszczochą.

Cztery palce wróciły na łechtaczkę. Nie musiałam ich nawet ślinić, moje soki w zupełności wystarczały za lubrykant. Kilka razy dałam klapsa Chętnej by dać sygnał, że zaraz zacznie się jazda. Z krocza po całym ciele rozszedł się przyjemny dreszcz. Lewa dłoń mocno zacisnęła się na piersi. Prawa dłoń coraz szybciej stymulowała Głęboką zamykając pomiędzy wargami nabrzmiałą łechtaczkę.

Odchyliłam głowę wysuwając język z pomiędzy ust, włosy przyjemnie głaskały mnie po karku i piersiach. Na monitorze starsza kochanka ruchem nie znoszącym sprzeciwu właśnie wsadzała młodszej wibrator w tyłek wsysając się jednocześnie w jej skarby… a ja między nogami miałam już jacuzzi któremu właśnie ktoś włączył tryb turbo…

Nim Maciek wrócił do domu, doszłam dwa razy. Co generalnie było mało roztropne, bo luby po treningu zawsze wracał jakiś taki bardziej napalony, a ja lubię sobie dawkować przyjemności. Ale co ważniejsze cały ten epizod zmobilizował mnie, by zrobić kolejny krok w moim biseksualnym planie. Od naszego serialowego epizodu minęło wszak niewiele czasu, choć poza luźnymi rozmowami przy seksie i bez seksu nie zadziało się nic konkretnego.

Z jednej strony wiedziałam, że moja historia raczej się chłopakowi spodoba, bo naszych rozmów jasno wynikało, że lesbijki były na szczycie jego fantazji erotycznych. Z drugiej strony fakt, że miałam być główną aktorką tej opowieści pozostawiał pewną dozę niepewności.

Nigdy wcześniej o tym nie rozmawialiśmy, bo trochę chciałam się odciąć od tamtych czasów i skoncentrować moje libido na moim ukochanym facecie. Poza tym bzykanie było na tyle satysfakcjonujące, że nie trzeba było uwalniać jakiś wspomagaczy. No ale z czasem konsekwencja ustąpiła polu impulsom. Skoro tak się ostatnio sprawy toczyły, to przyszła pora na kolejny krok. I raczej nie zamierzałam owijać w bawełnę.

– Jak trening? – zapytałam, gdy już leżeliśmy w łóżku. Ja jeszcze czułam efekty popołudniowej sesji, więc byłam w miłym nastroju i bardzo pozytywnie nastrojona.
– Znowu nie przyszło kilku kolesi, więc było dość lajtowo, a nie pełny mecz. Mam nadzieję, że następnym razem wreszcie będzie komplet. Poza tym jakiś taki klapnięty je…
– Słuchaj – przerwałam – Bo taka sprawa jest. Wcześniej ci tego nie mówiłam, ale po naszych ostatnich seansach z Netflixem i rozmowach i w ogóle pomyślałam, że w sumie to powinnam ci o czymś powiedzieć…

Maciek jak zwykle przed spaniem jeszcze dłubał coś w swoim smartfonie, więc niespecjalnie był skoncentrowany na tym co mówię. Generalnie zawsze mnie to wkurwiało, ale z drugiej strony wiedziałam, że szybko zdobędę jego uwagę.
-Wiesz, że byłam kiedyś z kobietą? – postanowiłam zacząć jednak stopniowo.
Maciek nawet nie oderwał nosa od komórki. Po chwili ciszy, która dla mnie była wiecznością, odparł:
– Wiem.
– Cooooooooo? Skąd? Jaki? – totalnie mnie zatkało. – Weź kurwa zostaw tą komórkę, jak do ciebie mówię pajacu! Gadaj, skąd to wiesz. Ja pierdziele!

Maciek wyszczerzył zęby.

– Od Majewskiego.
– Od Majewskiego? A skąd ty znasz Majewskiego . Wale to! Skąd Majewski o tym wie??!!
– Oddychaj… Zaczął pracę w twoim korpo niedługo po twoim odejściu. Znamy się jeszcze ze studiów, choć ostatnio nie utrzymywaliśmy jakoś kontaktów. Wpadłem na niego na ulicy kilka miesięcy temu, to poszliśmy na piwo. Zgadało się, że też tam pracowałaś. No, a że aktualnie, to znaczy wtedy, Majewski pukał regularnie panią Małgosie, a ta miała do niego słabość, to kiedyś opowiedziała mu o swojej młodej kochance. Po szczegółach doszliśmy, że musiałaś być to ty.
– I nic mi nie powiedziałeś?
W myślach przeklinałam Małgorzatę. Obiecywała mi, że to na zawsze pozostanie między nami.
– Wiesz. Po pierwsze była szansa, że to jednak nie ty. A po drugie pomyślałem, że jak będziesz chciała to kiedyś mi sama powiesz. Fakt, skręcało mnie na początku, a ostatnio podczas naszych seansów nawet był pretekst. No i jak widać przyszła koza do woza.
– Niezłe jaja. Czyli zero zaskoczenia. Widzę, że Gośka nie dotrzymała tajemnicy.
– Wiesz, minęło jednak sporo czasu. To tylko przypadek, że Majewski Cię skojarzył, bo z tego co wiem mocno unikała szczegółów osobistych. Pewnie chciała trochę podkręcić romans takimi opowiastkami. Wiesz jak to facetów kręci.
– Byłam ciekawa, czy po naszym epizodzie znajdzie sobie jakiś nowy obiekt i kogo omota.
– Majewski się nadaje. Mało ambitny facet, ale za to pałę ma ponoć gigantyczną.
– To by się zgadzało. To pojemna babka…
– Poza tym wspominał, że nie utrzymujecie kontaktów, więc tym bardziej stwierdziłem, że nie będę cię cisną. Ale skoro – wziął głęboki oddech – już temat wypłyną… to cały zamieniam się w słuch. I mój wacek też!
– Haha! – Moje zdenerwowanie szybko ustąpiło rozluźnieniu. Postanowiłam iść za ciosem.
– Z tym brakiem kontaktu to tak troszkę nie do końca. Poznaj Małgorzatę…

I w tym momencie podetknęłam pod nos Maćkowi telefon ze zdjęciem jędrnej cipki mojej eks-kochanki. A pod kołdrą poczułam natychmiastową erekcję pały Macka. Nawet nie byłam zazdrosna.

***

Małgorzata pracowała w innym dziale niż ja. To było klasyczne korpo, kilkuset pracowników, kilka pięter w nowoczesnym biurowcu. Anonimowość i jeden wielki burdel. Dosłownie. To co się działo na wyjazdach integracyjnych mogło być scenariuszem na niejednego pornosa.

Mimo, że miejscami naprawdę byłam zdegustowana, to sama robota była bardzo fajna i z czasem wylewający się z każdej dziury testosteron i estrogen przestał mi przeszkadzać. Nauczyłam się też trzymać młodych byczków na dystans i z dlatego wyrobiłam sobie opinię zimnej suki, z którą nie warto się zadawać. Bardzo mi ta sytuacja odpowiadała. Poza tym to był właśnie okres moich dogłębnych eksploracji pornograficznych i zderzania ich z rzeczywistością. A wtedy właśnie skutecznie nastrojona byłam w kierunku kobitek. A Małgorzata?

Małgorzata była klasyczną, ryczącą czterdziechą. Dawałam jej jakieś 43-45 lat. Później się okazało, że byłam blisko. 46. Była cholernie zgrabna, elegancka, kobieca, dojrzała. Z racji zajmowanego stanowiska mogła sobie pozwolić na najlepsze ciuchy, co było widać. Zakupy ewidentnie robiła za granicą, bo zawsze miała na sobie najnowsze kreacje.

Dyskretny makijaż dodawał jej uroku, a delikatna biżuteria podkreślała kobiecość. Tak, kręciła mnie. I na początku budziło to we mnie spory niepokój, ale pomału przerodziło się to w fascynacje. Nigdy w jej wyglądzie nie było nic wulgarnego czy wyzywającego. A mogło być.

Ze swoim pokaźnym biustem i długimi, naturalnymi blond włosami była obiektem marzeń każdego samca ze działu sprzedaży, któremu szefowała. A że była mądrym i sprawiedliwym bossem, to dział osiągał wspaniałe wyniki. Chłopaki robili wszystko by się jej przypodobać. Jednak ona trzymała ich na dystans umiejętnie wykorzystując swój seksapil do korporacyjnych celów.

Jedyną jej ekstrawagancją były paznokcie – zawsze wypielęgnowane do granic możliwości (u stóp z resztą też, co miałam okazję później sama sprawdzić. Zdecydowanie naturalne, długie, ale nie dziwkarsko, często z mocnym, hybrydowym krwisto-czerwonym lakierem. Czasem niektóre miała zdobione fantazyjnym wzorkiem czy brokatem. Musiała mieć świetną kosmetyczkę, na którą wydawała majątek. Jej dłonie były istną galerią sztuki. Zero pierścionków czy obrączki. Tylko te paznokcie. I to one stały się przyczynkiem do mojej biseksualnej korpo-przygody.

Ja pracowałam w dziale marketingu, więc z Małgorzatą nie miałam często bezpośredniego kontaktu. Ale wielokrotnie czasami wpadałam na nią w kuchni czy w korytarzu. I jeśli tylko była taka okazja to zawsze chciałam koniecznie zobaczyć, co tym razem wymyśliła jej manicurzystka. Oczywiście dyskretnie jak tylko mogłam.

Im więcej się jej przypatrywałam, tym bardziej nakręcałam się na nią fizycznie. Nie było to jakieś obsesyjne, ale jeśli tylko nadarzała się okazja to łowiłam Małgorzatę wzrokiem po biurze, przychodziłam na między działowe spotkania, szukałam informacji i jej zdjęć w Internecie.

Któregoś dnia, gdy robiłam sobie późną kawę Małgorzata weszła, by zrobić sobie herbatę. Trochę mnie to zdziwiło, bo miała kuchnię na swoim piętrze. Oraz barek w swoim gabinecie, więc nie musiała bratać się z planktonem. W kuchni nie było nikogo, więc nie mogłam się wmieszać w „tłum”. Ale ciekawość była silniejsza.

Obie stałyśmy przy blacie. Udając, że mieszam cukier zaczęłam kierować swój wzrok w kierunku jej dłoni. Oczywiście nie zawiodłam się. Tym razem wybrała piękny, lawendowy odcień, a końcówki paznokci zwieńczone były na ciemnofioletowo. Ubrana była w szarą garsonkę, a na szyję oplatał fioletowy, muślinowy szal. Klasa, jak zwykle. Gapiąc się na te cholerne paznokcie zupełnie straciłam poczucie rzeczywistości. Z otępienia wyrwał mnie głos Małgosi.

– Podobają ci się? – zapytała nagle.
– Hmm…? – Na początku nie załapałam o co chodzi.
– Widzę przecież jak zerkasz. Fajny ten lawendowy, co?
– O jesu, tak, śliczny. Przepraszam panią, nie chciałam być namolna. Tak, ten kontrast na końcu. Cudowne!
– Nie szkodzi, to miłe – Małgosia się uśmiechnęła, a ja odetchnęłam z ulgą.
– Ja muszę zapytać, ale gdzie przyjmuje ta manicurzystka? To musi kosztować majątek.
– Nigdzie. Sama je sobie robię.
– Wow. Zazdroszczę talentu. Ja to nigdy nie mam cierpliwości. – Mówiąc to odruchowo schowałam dłonie za siebie.
– Zauważyłam, że często się im przyglądasz…
– Jej, naprawdę? No tak. Ale one zawsze są takie piękne. – nawijałam jak jakaś siksa.
– Dziękuje. Zrobić ci takie?

Zamarłam. Przez chwilę zapanowała cisza. Małgorzata dostrzegła, że do kuchni zbliżają się ludzie i by nie stawiać mnie w kłopotliwej sytuacji rzuciła:
– Jak masz ochotę, to wpadnij do mnie w środę do pokoju jakoś po 20:00.
I wyszła. A ja stałam w kuchni jak głupia nie słysząc ludzi, których coraz więcej było wokół mnie.

To był poniedziałek. Nietrudno się domyśleć, że przez resztę dnia, cały wtorek i praktycznie całą środę nie myślałam o niczym innym. Wciąż biłam się z myślami, czy powinnam skorzystać z zaproszenia. O dziwo jakoś kwestia relacji biurowej oprawności nie zaprzątała mi głowy. Z miejsca pojawiły się nieprzyzwoite myśli i rozpalające pragnienia. A chodziło tylko o paznokcie, kurde!

Nieobecność Małgorzaty w biurze (była w delegacji) nie ułatwiała w podjęciu decyzji – nie miałyśmy okazji minąć się na korytarzu, spotkać wzrokiem, rozmówić w kuchni. Ale z czasem obawy zaczęły ustępować fantazjom o tym, jak to będzie wyglądało, jaki kolor dobierze, czy będę mogła wybrać, ile to potrwa i tak dalej. Do tego doszły coraz niegrzeczniejsze myśli na temat relacji z tą starszą, dojrzałą kobietą.

Niewiele w sumie o niej wiedziałam, poza tym, że była rozwódką i miała 2 dzieci. Zakładałam też, że mogę nie martwić się o bezpieczeństwo. W środy zazwyczaj większość jej działu była w terenie, a pokój Małgorzaty mieścił się w drugim końcu biura. Prawdopodobieństwo, że ktoś znajomy mnie tam nakryje było więc niewielkie.

W środę rano poszłam do pracy z decyzją – raz się żyje. Chcąc wypaść jak najlepiej ustawiłam siebie jeszcze szybką wizytę w nail-barze, zamiast lunchu. Nie, nie by malować paznokcie, ale by je przygotować na seans z Małgosią. Ubzdurałam sobie, że przy jej perfekcji każdy szczegół będzie szalenie istotny.

W środę o 14:00 dostałam niespodziewanego maila, bez treści, z jednym słowem w temacie: „Będziesz?”. Widocznie musiała już wrócić z delegacji, choć w biurze jej jeszcze nie widziałam. Po chwili odpisałam: „Oczywiście, 20:00, tak?”. Co było głupie, bo Małgorzata była znana ze swojej dokładności i punktualności. Nawet mnie nie zdziwiło, że już nie odpisała.
Do końca dnia siedziałam jak na szpilkach. Po 17:00 biuro zaczęło pustoszeć. Koleżankom sprzedałam ściemę, że musze nad czymś pilnie posiedzieć. Po 19:00 nie było już na moim piętrze praktycznie nikogo. Ochrona włączyła techniczne oświetlenie nadające przestrzeni przyjemny półmrok. Przez okna wdzierały się światła pobliskich biurowców. Chwilę prze dwudziestą z bijącym sercem ruszyłam w kierunku biura Małgorzaty.

Gdy podeszłam do jej pokoju zauważyłam, że wszystkie zasłony są opuszczone. Zapukałam.
– Wejdź, proszę…
Wsunęłam się do pokoju zamykając za sobą drzwi. Małgosia siedziała przy biurku. Tym razem miała na sobie białą koszulę, rozpięta na tyle, że widać było fragment kremowego stanika. Obok biurka leżały szpilki. Pokój rozświetlała tylko lampka, jasna na tyle, by asystować przy planowanej sesji. Z wieży w rogu pokoju sączył się miły chillout.
– Dobry wie…
– Zamknij drzwi.
Karnie spełniłam prośbę i nie wiedząc co robić dalej stanęłam w rogu pokoju.
– No chodź, chodź…
Małgosia wstała i podeszła do mnie. Nie pytając o zdanie położyła dłonie na moich ramionach i pocałowała w policzek.
– No nie mów, że się denerwujesz.
– Oj, sama nie wiem, Pani…
– Daj spokój, Małgosia jestem!
– Gosiu, twoja propozycja była tak niespodziewana, że totalnie nie wiedziałam co zrobić. No ale jestem.
– Fajnie, cieszę się. Pewnie już zauważyłaś, że na punkcie manicure mam obsesję. Zanim weszłam w świat korpo byłam… kosmetyczką. Pewnych nawyków widocznie nie da się zapomnieć.
– No tak, to wiele tłumaczy. – Byłam coraz bardziej rozluźniona. Deklaracja Małgosi sprawiła, że automatycznie stała mi się bliższa.

Kontynuując niezobowiązująca rozmowę podeszłyśmy do jej biurka. Gdy usiadłyśmy na fotelach Małgorzata przybrała niby oficjalną pozę, zapytała:
– Witam. Co panią do mnie sprowadza?
W mig pojęłam o co chodzi. Położyłam dłonie na biurku i wdzięcząc się zakomunikowałam:
– Poproszę jakiś piękny manicure. Mam wieczorem randkę i chcę wyglądać szałowo.
Zaśmiałyśmy się obie. Małgosia chwyciła za rączkę szuflady biurka i otwierając ją trochę zawstydzona powiedziała:
– Tylko się nie śmiej…

Oniemiałam. W środku w idealnym porządku urządzone było paznokciowe królestwo: lakiery i akryle najlepszych marek, tipsy, toniki, kremy, waciki, pilniki, oliwki, cyrkonie, balsamy… no, czego tam nie było.
– Full profeska – pochwaliłam. – Gdzie znajdę cennik?
– Dla naszych stałych klientów dzisiaj pracujemy gratis! – Małgosia nie wychodziła z roli.

Przyznała, że ostatnio zupełnie nie miała okazji, by poza swoimi paznokciami zrobić coś więcej. Dlatego moja obecność tak ją cieszyła. Pochwaliła moje dłonie. Przyznałam się do południowej wizyty w nail-barze co skwitowała szczerym śmiechem. Jak nietrudno się domyśleć od razu zauważyła masę niedoróbek. Moja decyzja o wyborze koloru, a jakże, krwisto-czerwonego wyraźnie wprawiła ją w jeszcze lepszy nastrój. Ujęła moją prawą dłoń, delikatnie ale stanowczo. Ja automatycznie przymknęłam oczy.

Nie rozmawiałyśmy dużo. Jej bliskość, delikatny zapach perfum i skupienie wytworzyły swoisty kokon, w którym zanurzyłam swoje zmysły. Podziwiałam jej dokładność i staranność. Każdorazowe zetknięcie naszych dłoni wprawiało mnie w coraz przyjemniejszy, nieznany dotąd stan. Gdy je ujmowała to miałam wrażenie, że celebruje ten moment, chłonie ciepło i fakturę mojej skóry. Początkowe głaskanie, które wzięłam za formalność, stawało się czymś więcej… jakby zaproszeniem.

Co jakiś czas nasze spojrzenia spotykały się na chwilę, jakby szukając aprobaty i akceptacji całej sytuacji. Po chwili Małgosia wracała do pracy. Nasze twarze były blisko, czuć było ciepło oddechów. Coraz bardziej walczyłam z narastającym, zaskakującym podnieceniem. Jednak kontekst całej sytuacji sprawiał, że czułam się nieswojo. Co tu się dzieje???

W pewnym momencie Małgorzata poprosiła, bym przytrzymała dłonią jej włosy. Były bujne, długie i niesamowicie miękkie. Nie miała spinki, ja z resztą też nie, a trochę przeszkadzały w całym rytuale. Naiwnie spełniłam prośbę. To sprawiło, że znalazłam się jeszcze bliżej niej, jej twarzy… Przez chwilę pracowała w skupieniu. Dla wygody oparłam rękę na jej ramieniu. Dłoń musnęła policzek.

Zastygłam. Małgosia podniosła głowę.

Patrzyła na mnie. Ja na jej usta. Ona na moje usta. Ja szukałam jej wzroku. Ona błądziła swoim po mojej twarzy.

Trwało to chwilę. Albo całą wieczność.

Zacisnęłam swoje uda. Ona ścisnęła moją dłoń.

Moje usta się rozchyliły. Już miałam powiedzieć:

– Ja…

Małgosia nie dała mi dokończyć. Jej wargi przylgnęły do moich. Zastygłam. Trwało to milisekundy. Chyba. Po chwili, nie czekając na moją reakcję jej język zaczął szukać kontaktu z moim. Zakręciło mi się w głowie. Działałam jak na autopilocie. Już… już miałam oddać pocałunek, gdy z głębi mnie doszło mnie wołanie mojego zdrowego rozsądku.

„O ja pierdole!”

Oderwałam usta od ust Małgorzaty. Ta też trochę oszołomiona próbowała ogarnąć myśli. Zerwałam się z fotela i w amoku wybiegłam z pokoju, zupełnie nie słysząc jej wołania. Zbiegając po schodach w głowie miałam mieszankę podniecenia, zaskoczenia, strachu, niepewności. Ale przede wszystkim podniecenia. Zajebistego podniecenia.

„Kurwa, kurwa, kurfaaaaa…”

Jak ja się jutro wyspowiadam laskom w pracy z tego jednego, niepomalowanego paznokcia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *