Mieszkanie nr 69 [PROLOG]

Mieszkanie nr 69 [PROLOG]

Mieszkanie nr 69 – to zbiór opowiadań bohatera, którego przygody zaczęły się właśnie od przeprowadzki do tego mieszkania.

Gdy, z uglą, na reszcie skończyłem liceum, a rodzice chyba z rozmysłem zaproponowali mi, że wynajmą mi mieszkanie w centrum bym miał bliżej na uczelnie, którą wybrałem. Fakt był taki, że cokolwiek nakłoniło moich starych do takiej decyzji sprawiło mi ogromną radość.

W połowie września wprowadziłem się do swojego mieszkania, które niestety nie było szczytem moich marzeń, jednak stanowiło szczyt możliwości finansowych moich rodziców. Na pomarańczowych drzwiach do mieszkania wisiała tabliczka z numerem ’69’. Już od gimnazjum wszystkich nas śmieszyła ta liczba. W końcu kojarzyła nam się z pozycją w seksie oralnym.

Moje mieszkanie nie było kawalerką, więc śmiało mogłem znaleźć współlokatora lub współlokatorkę, co było całkiem niezłą opcją, jednak wolałem przez jakiś czas cieszyć się samotnością.

Jako chłopak średniego wzrostu (ok. 177 cm), o czarnych włosach jak pióra kruka, ciemnych oczach, i lekko latynoskiej urodzie nie narzekałem na brak zainteresowania ze strony obu płci. Jednak jak do tamtej pory nie zdołałem znaleźć nikogo na dłużej. Co do seksu ten zdarzał mi się raz na kilka długich miesięcy – i to przy dobrych wiatrach.

Któregoś razu wychodząc z klatki natknąłem się na dwóch, młodszych ode mnie ziomeczków, którzy widząc mnie, a raczej mój strój, niemal nie parsknęli śmiechem. Zdawałem sobie sprawę z tego, że teraz mieszkam na blokowisku i powinienem się dostosować, ale po co? Wolałem pozostać sobą. Spojrzeli na mnie ledwo nie dławiąc się dymem papierosowym. Zdziwiło mnie, że palą tak otwarcie na chodniku bo z całą pewnością byli poniżej 18-stki.

– Moja siostra ma chyba luźniejsze spodnie – rzucił jeden z nich drwiąco, przyglądając się moim nogom.

– Męskich nie mieli? – zachichotał drugi.

Nic nie mówiąc ruszyłem przed siebie. Przyzwyczajony byłem do takich uwag, którymi częstowany byłem w szkole. W prawdzie według większości dziewczyn nie byłem spedalony, ale nie wyobrażałem sobie chodzenia w luźnych spodniach. Czułbym się przedziwnie. Wyjąłem z kieszeni telefon i odpaliłem Grindr’a. Jednym z plusów mieszkania w centrum było większe prawdopodobieństwo na natknięcie się na kogoś sensownego i wartego uwagi. Tak stało się tym razem. Miałem szczęście. Zaledwie 500 m ode mnie znajdował się chłopak, ciut starszy ode mnie, który miał ochotę na zabawę. Przyznaję, zdarzało mi się czasami umówić z kimś na seks przez neta od czasu do czasu. Ale starałem się nie robić tego zbyt często.

Bartek, jak przedstawił się ów blondyn z Grindr’a, zaproponował spotkanie. Po kilku minutach walki z samym sobą zdecydowałem się spotkać się z nim. Poza zrobieniem zakupów tego dnia nie miałem nic innego w planach.

Tego samego dnia po 18 czekałem już w swoim mieszkaniu, gotowy. Jak Bartek poprosił miałem na sobie tylko obcisłe bokserki i białe stopki. Siedząc na kanapie w dużym pokoju usłyszałem dźwięk parkującego pod blokiem motoru. Bartek uprzedzał, że porusza się właśnie nim po mieście. Zerwałem się na równe nogi i podszedłem pod drzwi. Po kilku minutach Bartek zapukał, a ja speszony jak jakiś szczeniak niemal podskoczyłem na ten dźwięk. Otworzyłem mu drzwi i na jego widok niemal zamarłem.

– Siemka – powiedział mierząc mnie wzrokiem. – No no, numer mieszkania chyba do czegoś zobowiązuje, co? – Uśmiechnął się i wszedł do środka.

Zamknąłem za nim drzwi i nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wydawał się starszy niż pisał – ale nie dużo. Z drugiej strony to chyba dodawało mu nawet uroku. Był wyższy ode mnie – co lubiłem – był lekko umięśniony, miał krótkie lekko kręcone blond włosy i twarz niegrzecznego typka. Objął mnie w pasie i bez zawahania pocałował, wsuwając w moje usta swój wilgotny jęzor. Nogi ugięły się pode mną, w przeciwieństwie do mojego członka, który stanął na baczność. Nagle poczułem tam jego dłoń.

– Już? Ty chyba serio jesteś wyposzczony – oderwał się ode mnie i zrzucił z siebie skórzaną kurtkę a zaraz po niej biały t-shirt. – To co przemyślałeś moje pytanie?

– Zdaję się na ciebie – mruknąłem niepewnie. – Nie umiem podejmować tego typu decyzji.

– Jak to? Nie wiesz czy wolisz dymać czy dać dupska? – Bartek uniósł brwi zdziwiony. – A jesteś chociaż pewny czy chcesz to zrobić, w ogóle?

– Tak…chcę…za długo już czekam – speszyłem się spuszczając wzrok w podłogę.

– Jak ostatnio to robiłeś…to on ciebie czy ty jego?

– On mnie – wycedziłem.

Bartek rozpiął swoje spodnie i spuścił je do kostek obnażając swoje jockstrapy. – Połóż się! – Rozkazał wskazując kanapę. – Nie pozostawiasz mi wyboru. Będę dziś dowodził.

Zrobiłem jak kazał. Położyłem się na plecach na kanapie, on zdjął ze mnie bokserki i przykucnął nad moją twarzą. Moim oczom ukazała się jego różowa, pokryta kilkoma kłaczkami dziurka. – Liż! – powiedział zacząwszy masować mi małego. Po chwili poczułem na nim również jego usta. Nie chciałem pozostać mu dłużny więc zacząłem lizać jego rowek. – Mieszkanie 69 i masz 69 – śmiechnął i wziął mojego kutasa w usta po same jądra. Moje ciało penetrowała gorąca fala dziwnej przyjemności. Nie wiedziałem czy spowodowane było to nową pozycją, czy może Bartek był aż tak dobry.

Nagle Bartek podniósł się ze mnie i uśmiechnął. – Nieźle młody – rzucił. – Przechodzimy do rzeczy – dodał siadając nad moim, wilgotnym od jego śliny, penisie. Po paru sekundach poczułem zaciskający się na nim ciepły i miękki otworek jego dupci. Westchnąłem odchylając głowę do tyłu. W końcu byłem w nim cały. Jęknąłem przygryzając dolną wargę. Jego ręce spoczęły na mojej szyi, co trochę mnie zaniepokoiło, ale było mi tak dobrze, że nie miałem nawet ochoty reagować w jakikolwiek sposób. Ruchy jego ciała dodawały mi tylko rozkoszy. Ręce zaczęły zaciskać się na mojej szyi niebezpiecznie mocno, po chwili nie mogłem już wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Czułem jak moja twarz pulsuje. On przyspieszył ruchy bioder dysząc nade mną. Oczy zaszły mi łzami. Jego ruchy stały się znacznie agresywniejsze. Jak swoją pozycję w tamtej chwili stał się niezwykle pewny siebie i stanowczy w tym co robił. W końcu puścił moją szyję, a ja – jak opętany – wzdrygnąłem się i wystrzeliłem w jego wnętrzu salwą swojej śmietanki. Z mojej krtani wydarł się głośny jęk. Bartek jednak nie schodził ze mnie. Pomyślałem więc, że liczy na powtórkę. Tyle, że w moim przypadku przed dłuższy czas po wytrysku było to niemożliwe.

– Dobry chłopiec – poklepał mnie po policzku. – Mam nadzieję, że nie było za mocno? – Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Pokiwałem przecząco głową. – Leż – wstał ze mnie i z powrotem znalazł się nad moją twarzą swoim tyłkiem. – Gotowy?

Nigdy tego nie robiłem w ten sposób. Cholera. Zacząłem panikować.

– Spokojnie jestem czysty. W każdym sensie – nie czekając na moją reakcję wypuścił z siebie moją spermę, na szczęście trafił na twarz nie do ust, które i tak zdążyłem zamknąć. – Nie wiesz co tracisz – rzucił wyraźnie oburzony po czym wstał.

– Ja…po prostu nie bawiłem się tak nigdy.

– Straciłeś właśnie okazję – Bartek mruknął oburzony i zaczął się pospiesznie ubierać. – Czar prysł.

– Bo nie chciałem…

– Taa…wybacz. Lubię konkretną zabawę – powiedział i zakładając koszulkę i kurtkę ruszył do drzwi. – Trzymaj się!

Tego się nie spodziewałem. Zmywszy z siebie spermę usiadłem w salonie i odpaliłem fajkę. Sam nie wiedziałem co w tej sytuacji było dziwniejsze: moje tchórzostwo czy jego obraza?

>>> ROZDZIAŁ 1 >>>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *