Miastowy chłopak cz. 1

Miastowy chłopak cz. 1

Wyprowadzka do miasta była w moim przypadku konieczna. Umówmy się – człowiek bez zdolności manualnych nie ma czego szukać na wsi. Mój ojciec jest zagorzałym konserwatystą; nie potrafił zrozumieć, że w dzisiejszych czasach drogą do majątku nie jest tylko i wyłącznie praca fizyczna. Nie miałem siły na dalszą, jakby to ładnie ująć, wymianę poglądów. Sądziłem, że zgromadzone środki wystarczą mi na to, aby wypłynąć na głębsze wody.

Popytałem po znajomych, pogrzebałem w Internecie – w końcu dostałem cynk, że do wynajęcia jest mieszkanie na obrzeżach Tarnowa. Umeblowane, wyremontowane, w przyjemnej okolicy i za równie przyjemną kwotę. Miałem trochę oszczędności, postanowiłem więc wybrać się na oglądanie owego apartamentu.

Tarnów, osiedle Piastów. Znałem te okolice jak własną kieszeń – jeszcze dwa lata temu nocowanie u babci mieszkającej w tamtych rejonach było nieodłącznym elementem mojego imprezowania, a raczej zaliczania zgonów po imprezach. Dwa lata temu rodzice dowiedzieli się o tych ekscesach, jednocześnie zabierając mi wszelkie możliwości kontaktu z babcią. Uczyłem się w Tarnowie, ale od tamtego czasu nie musiałem czekać godziny na autobus – matka lub ojciec odbierali mnie tuż po lekcjach.

Przez dwa lata zmieniło się naprawdę wiele. Osiedle, które niegdyś miało złą sławę, teraz stało się jedną z najbezpieczniejszych okolic w Tarnowie. Jeszcze dwa lata temu gwałty, pobicia czy kradzieże były tu na porządku dziennym – a to wszystko przez brak latarń czy jakiegokolwiek innego oświetlenia na ulicach. Teraz, prostytutki nie mogłyby narzekać na brak miejsc. Latarnie, lampiony, światła… a poza stanowiskami pracy, powstały tam dwa place zabaw, wydzielono miejsce na trawnik, na którego środku posadzono drzewo.

Blok 20, mieszkanie 14. Jestem. Zadzwoniłem domofonem, w odpowiedzi usłyszałem przyjemny, damski głos:

– Tak?

– Andrzej Trąbka, przyszedłem w sprawie wynajmu mieszkania.

*bzzz* – Proszę, zapraszam.

Otworzyłem drzwi wejściowe, po czym schodami odbyłem podróż na trzecie piętro. Idąc tam miałem pustkę w głowie, niespecjalnie zastanawiałem się nad tym, kogo tam ujrzę, co może się stać, czy dobijemy targu.

Stoję pod drzwiami z numerem „14”. Pukam. Z mieszkania ponownie rozległ się przyjemny, damski głos – „Proszę!”. Chwyciłem za klamkę, po czym powolnym, choć stanowczym krokiem wszedłem do mieszkania. Przywitała mnie młoda dziewczyna; postanowiłem nie tracić czasu i w towarzystwie Anki zrobiłem przemarsz po mieszkaniu. W sumie zajęło mi to aż dziesięć minut – mieszkanie było niewielkie (zaledwie 50 metrów kwadratowych – pokój, salon, przedpokój, łazienka i kuchnia), wystrój wnętrza wprowadzał mnie jednak w osłupienie. Projektant z pewnością kierował się zasadami modernizmu – wszystko było nowoczesne, świeże, piękne, nie to co na wsi… I to za jedyne osiemset złotych plus czynsz i opłaty, czyli miesięcznie wychodziło 1250 zł. Starając się zachować pokerową twarz, subtelnie nakłaniałem młodą damę do obniżenia odstępnego. Z powodzeniem. Umówiliśmy się na tysiąca ze wszystkim. Umowa podpisana, pieniądze przelane na konto, mogłem więc przewieźć swoje rzeczy do nowej kondygnacji i z czystym sumieniem mieszkać tam przez miesiąc.

Z przeprowadzką pomógł mi, o dziwo, mój tata. Myślałem, że będzie się ze mną kłócił, bo wszystkie obowiązki przejdą na niego… ale z drugiej strony, i tak nie miał ze mnie pożytku. Fizycznej pracy unikałem tylko wtedy, gdy była ona połączona z upokarzającymi komentarzami ze strony ojca. Czyli tak właściwie, to cały czas starałem się nie mieć styczności z łopatą i grabiami.

Pożegnałem się z ojcem, z poczciwej skody favorit zabrałem ostatni karton z ubraniami, po czym wybrałem się w stronę bloku. Będąc w połowie drogi wpadłem na kogoś schodzącego z góry. Na szczęście nie upuściłem balastu, który miałem w rękach – wytrącił mi go nerwus z naprzeciwka. Co prawda nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku nieco się przeraziłem – owym nerwusem okazał się łysy, szeroki typek, w tamtej chwili mający na sobie białą koszulkę, czarną, wyblakłą marynarkę, przetarte dżinsy i czarne lakierki.

– Kurwa, koleś, mam cię nauczyć chodzić?… ty, czekaj. Przydasz mi się. Bądź dziś o siedemnastej pod dwudziestką.

Była szesnasta. Nie zareagowałem, choć bez zakłóceń zapamiętałem wygłoszony komunikat. Pospiesznie zebrałem swoje rzeczy ze schodów i pobiegłem do domu. Nie rozpakowywałem się, nie miałem ochoty.

Siedemnasta, stoję pod dwudziestką. Znajoma sylwetka nadchodzi z drugiego końca klatki.

– No, tak trzymać – powiedział, po czym zapukał pięć razy i zaprosił mnie do środka.

Miałem wiele obaw, mimo to wszedłem. Nie ściągając butów wstąpiliśmy na salony. Nie byliśmy sami – już wcześniej była tam Ania, która nie krępowała się widząc nas siedząc na skórzanej sofie w samej bieliźnie. „Nie wnikam”, pomyślałem i zasiadłem na jeden z wolnych, pasujących do sofy foteli.

– Anka, spadaj do pokoju, zaraz przyjdzie twój kolega. – powiedział kark, po czym wrócił do mojej osoby – A ty chłopaku chyba potrzebujesz kasy, co?

– Wiesz, wczoraj się tu wprowadziłem, nie pogardzę dodatkową kasą… co masz na myśli?

– Potrzebujemy takiego chłopaka jak ty – zbadał mnie wzrokiem – do naszego projektu. Zagrasz w paru filmach, za jeden dostajesz bańkę. Wchodzisz w to?

– N-no dobra, ale jakie filmy, co miałbym robić?

– To co teraz, pieprzyć. Krótka piłka – wchodzisz czy nie?

Mimowolnie przytaknąłem, a od tego nie było już odwrotu.

– No. Bądź tu jutro o dwudziestej, zapukaj cztery razy i wejdź. Tylko nie świruj.

Leniwie podniosłem się z fotela i skierowałem się ku drzwiom. W drzwiach minąłem się z facetem w garniturze, który miał obstawę składającą się z dwóch dryblasów, podobnych do tego, z którym przed chwilą rozmawiałem.

Po powrocie do domu wziąłem prysznic i poszedłem spać. Myśl o następnym spotkaniu odebrała mi apetyt, choć jednocześnie czułem pewien niedosyt. Jakie pieprzenie, o czym on mówił? Tysiąc za jeden film? Może mam podkładać głos? Ale pod co?

Następnego dnia wstałem o godzinie ósmej. Była wtedy niedziela, więc w planach miałem odwiedzenie kościoła i basenu, no i te nieszczęsne spotkanie… Nie zaprzątałem sobie tym głowy, po prostu czekałem, aż nadejdzie godzina dwudziesta.

I nadeszła. Stoję pod dwudziestką, na dżi-szoku godzina 19:59:33, zgodnie z instrukcją zapukałem cztery razy i otworzyłem drzwi. Z korytarza zauważyłem, że w salonie czeka na mnie znajomy kark, chudzielec w wakacyjnej koszuli i okularach, a wraz z nimi Anka. „Wytrzep buty i wskakuj do środka” – donośnym głosem zawołał najszerszy, słuchając jego instrukcji wszedłem w głąb mieszkania, przywitałem się i, tak jak wcześniej, zająłem skórzany fotel.

– Dobra misiek, ja jestem Czarny, ten (wskazując na gościa w okularach) to Kewin, Ankę już znasz. Teraz konkrety. Zagrasz w paru filmach. W szkole, może nawet w twojej, więc teren masz już obcykany. Za dzień filmowy dostajesz tysiaka. W jednym dniu mamy nagrać co najmniej jeden film. Zaczynamy jutro, po lekcjach – po czym wybuchła salwa udawanego śmiechu. – Zorganizuj sobie czas po szkole i o 17 bądź w technikum przy Witosa, klasa 205. Zapamiętałeś?

– N-no pamiętam – odpowiedziałem z niepewnością wypisaną na twarzy.

– No, weź gumki. Miłego wieczoru misiek, leć się przygotować.

Całe spotkanie zajęło maksymalnie pięć minut. Ze słów Czarnego wywnioskowałem wszystko – kręcą pornola w szkole, a ja mam pieprzyć jakieś dziewczyny przed kamerą. No, oby dziewczyny.

Szybkim krokiem wróciłem do swojego mieszkania i położyłem się na łóżku, bijąc się z myślami. Iść, czy nie iść? To tylko seks, tyle że na kamerach. Pieniądz nie śmierdzi, ale co powiedzą rodzice? Ale oni przecież nie oglądają takich filmów… chociaż, kto wie? Co sobie pomyślą, jak zobaczą mnie po drugiej stronie ekranu? Ah, najwyżej wcisnę im kit, że to ktoś podobny. A może nawet głupio będzie im o to pytać, i sprawa pójdzie w zapomnienie.

Poniedziałek niemiłosiernie mi się dłużył. Odwiedziłem siłownię, zrobiłem zakupy w aptece, przygotowałem ubrania na wyjście do starej szkoły, wziąłem dłuugą kąpiel. „Co, dopiero trzynasta?” – tymi słowami skwitowałem nadmiar wolnego czasu, po czym ustawiłem budzik na czwartą i poszedłem do łóżka.

Mój sen nie należał do najprzyjemniejszych. Byłem w klasie 205. Zemdlałem pod wpływem czegoś, co dosypano mi do trunku, z perspektywy obserwatora przyglądałem się lekarzom, którzy wycinali mi nerkę wtedy, kiedy leżałem na ławce. Na koniec strzelili mi kulkę w łeb, a to wszystko było na kamerach…

Uh, w końcu szesnasta, zadzwonił budzik. Byłem prawie pewny, że tam nie pójdę. Nie znałem tych ludzi, skąd mogłem wiedzieć, jakie mają plany wobec mnie. Ale z drugiej strony, w szkołach nie dzieją się „takie” rzeczy, najwyżej będę uważał na to, co robię… Umyłem zęby, wskoczyłem w przygotowane wcześniej ubrania, założyłem buty i pobiegłem na MPK-a.

Kierowca wysadził mnie bezpośrednio przy szkole znajdującej się na ulicy Witosa. Pod klasą byłem już o godzinie 16:45, przez te piętnaście minut nieustannie przelatywały mi przez głowę różne czarne scenariusze. A to miał być tylko pornol…

16:58, widzę Czarnego.

– No, tak trzymać młodziaku, wchodź do sali.

Złapałem za klamkę, otworzyłem drzwi i wszedłem, Czarny był za mną. W środku był Kewin (kamerzysta, montażysta, scenarzysta, onanista) i… nauczycielka od angielskiego, która jeszcze niedawno uczyła mnie o czasie „present continuous”.

– Taka scena chłopaczku – powiedział Kewin. – Ruchasz tę oto panienkę na biurku. Jakieś pytania?

Oniemiałem. Szparka, a właściwie pani Mariola, miała wtedy dokładnie 52 lata. Kiedyś znalazłem jej portfel z dowodem osobistym, a ciekawość po prostu zżerała mnie od środka… no i stąd wiem. Gdyby nie ten incydent, nadal żyłbym w błędzie myśląc, ze tych lat ma zaledwie czterdzieści. W „studiu” miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę, która idealnie zgrywała się z czarnymi, lakierowanymi szpilkami. Cały ten układ idealnie uwydatniał jej długie nogi przyozdobione beżowymi rajstopami. W sumie wolę blondynki, ale brunetka o śniadej cerze, do tego ze „sportowym”, choć już pewnie niekoniecznie jędrnym biustem… jedni wolą jędrne, ja jestem zupełnie na opak, o gustach się nie dyskutuje. Dla mnie był to ideał; szkoda, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach.

– No co tak stoisz? Odezwij się coś chłopaczku.

Wzrok, jakim obcinała mnie Mariola, dawał mi jasno do myślenia. Tej kotce musiało wtedy brakować seksu. Oto ja, SuperAndrzej.

Udawałem, że jej nie znam. Chyba załapała i grała to razem ze mną. Podszedłem do niej i przywitałem się.

– Cześć, Andrzej.

– Mariola, cześć.

Ironiczny uśmiech nie schodził jej z twarzy, mi zresztą też.

– Kewin, zarzuć nam jakiś schemat, jak to mamy grać – powiedziałem.

– Plan jest taki – siedzisz przy ławce, zaliczasz test, Mariolka cię kokietuje, zamiast testu zaliczasz Mariolkę. Zrozumiałeś?

– Mhm, oby wyszło za pierwszym razem. Możemy zaczynać.

Kewin dał mi kartkę i długopis, po czym chwycił za kamerę i zaczął pracę. Mariola siedziała za biurkiem, ja przy ławce, pisząc test. W pewnym momencie Mariola wstała, podeszła do mnie, nachyliła się i kuszącym tonem zaczęła pytać:

– Jak ci idzie? Chyba nie za dobrze, niewiele napisałeś.

– No wie pani, nie mogę się dziś skupić… może zaliczę go innym razem, a teraz przygotuje mnie pani pod jego kątem?

– W porządku, podejdź do biurka.

Szedłem za nią, kiedy w pewnym momencie wypięła się do mnie (pod pretekstem szukania czegoś na biurku), straciłem uwagę i wpadłem na nią. Natychmiastowo wyprostowała się i odwróciła w moją stronę; wyglądała, jakby chciała mnie rozerwać.

– Maciek, zgłupiałeś? Chcesz, żebym unieważniła twoją poprawę? Zresztą, wyjdź już z klasy…

– Teraz, bierz się za nią – szepnął do mnie Kewin.

Po słowach pani Marioli byłem zbity z tropu, na szczęście kamerzysta nakierował mnie na odpowiednią drogę. Patrząc nauczycielce w oczy zbliżyłem się do niej, złapałem za uda i próbowałem posadzić na biurku. Po paru sekundach uległa i zaczęliśmy się namiętnie całować…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *