Kuzynka w ciąży

Kuzynka w ciąży

Naszego pierwszego spotkania nie pamiętam, bo było to w nasze chrzciny.
Byłem o miesiąc starszy od mojej kuzynki H i tę uroczystość rodziny wyprawiły nam razem. Czyżby to był jakiś omen ?. Potem prawie jej nie widywałem, bo mieszkali na drugim końcu Polski i rzadko bywały okazje do spotkań. Specjalnie jej nie lubiłem, ale wszystko do czasu. Kiedy mieliśmy po 12 lat jej rodzina postanowiła przeprowadzić i zamieszkali w naszej miejscowości. Przez pół roku nawet mieszkali w naszym dużym domu i wtedy dopiero mogłem ją lepiej poznać. Podobaliśmy się sobie i ja byłem nią zauroczony, a i ona traktowała mnie bardziej jak swojego chłopaka niż kuzyna. Imponowało jej to że chodziłem o klasę wyżej, bo poszedłem do szkoły jako sześciolatek. W wielu sprawach byłem dla niej wyrocznią. Ale to ona pierwsza wyszła z propozycją byśmy się całowali – chciała zobaczyć i poznać jak to jest jak robią to starsi, czy na filmach. Tak mi w każdym razie tłumaczyła swą propozycję, choć dobrze wiedziała że mi się podoba. „Pierwszy raz w życiu się całowałam z chłopakiem” – powiedziała zachwycona, a tobie jak się podobało ? – spytała – no może być – odparłem – bo w przeciwieństwie do niej nie byłem skory do okazywania swoich uczuć – zwłaszcza wobec niej. Choć z każdym dniem byłem nią coraz bardziej zauroczony i zachwycony, ale udawałem dość daleko posuniętą obojętność. Dopiero później kiedy już mieszkaliśmy osobno zauważyłem że „moja” kuzyneczka ma olbrzymie powodzenie i wtedy dostrzegłem w niej śliczną dziewczynę. To inni otworzyli mi oczy na jej urodę i czar jaki wokół siebie roztaczała. Tymczasem jej rodzice wybudowali dom po drugiej stronie naszej drogi i znów nasze kontakty się zacieśniły. Ja już byłem dumnym licealistą, a ona znów we mnie zadurzona „moją” dziewczyną. Oprócz czułych pocałunków doszło do pierwszych niewinnych pieszczot. By być bliżej mnie koniecznie chciała zdawać do mojego liceum, ale jej rodzice wybrali inne – bliższe – była niepocieszona. Wkrótce jednak rzuciła się w wir życia towarzyskiego i poszedłem w odstawkę. Znów wokół niej zaroiło się od „absztyfikantów”, a ona teraz łaskawie obdarzała mnie swoimi względami tylko wtedy gdy byłem jej potrzebny. Byłem wykorzystywany by odgrywać rolę jej chłopaka by wzmóc zainteresowanie i zazdrość innych. Często sama mnie o to prosiła i szczerze mi o tym mówiła – nie wiem czy nie chciała tym wzbudzić mojej zazdrości. Byłem zły na siebie że dawałem się tak za nos wodzić, ale ulegałem jej bo po pierwsze sam nie miałem dziewczyny, no a przede wszystkim miała na mnie jakiś przemożny wpływ. Kilka razy próbowałem nawiązać jakiś bliższy kontakt z koleżankami z liceum, ale przy niej każda inna nie miała szans. Aż wreszcie ona się autentycznie zakochała i to z wzajemnością – tylko idiota odrzuciłby jej miłość !.. I sam nie wiem co się wówczas ze mną stało, bo cieszyłem się jej szczęściem, a równocześnie uwolniłem się od niej. Nadal jednak pozostawaliśmy w bardzo bliskich relacjach. To mi się zwierzała ze swych rozterek uczuciowych, mnie się radziła i oczekiwała życzliwej pomocy. I nie sądzę że robiła to po to by wzbudzić moją zazdrość, gdyż sama zauważyła że jej uczucie ma moją aprobatę. To był cudowny okres kiedy mogliśmy być dla siebie najlepszymi powiernikami. Mnie pierwszemu opowiedziała o swoim „pierwszym razie”. Z radością i wdzięcznością towarzyszyła mi na mojej studniówce i balu maturalnym. Koledzy i koleżanki pytali gdzie i dlaczego ukrywałem swoją dziewczynę tak długo i nie dawali wiary że to „tylko” kuzynka. Ale zaraz ochłodziłem zapędy chłopaków mówiąc że jest szczęśliwie zakochana. Następny rok był dla nas trudny, bo mało czasu mogliśmy sobie poświęcać – miałem dużo nauki na polibudzie, a ona prócz matury dostała się do pierwszego składu drużyny AZSu. Potem świętowała awans do I ligi i przyjęcie na AWF. Z braku czasu nasze kontakty nieco się rozluźniły, ale starałem się ją wspierać w trudniejszych chwilach. Zwłaszcza że w jej związku też zaczęły się pojawiać zgrzyty. Straciła formę i wypadła z zespołu – pocieszałem ją i dodawałem otuchy. I wtedy okazało się że jest w ciąży – to mi pierwszemu o tym powiedziała i prosiła o radę co z tym fantem ma zrobić? Strasznie na nią wtedy nakrzyczałem – że nie z fantem, a ze swoim dzieckiem ! – – to właśnie chciałam usłyszeć – odparła wtulając się we mnie. Pomagałem jej w tych trudnych chwilach i rozmowach, przygotowaniach do szybkiego ślubu. Na uczelni zmieniła kierunek na nowo powstały wtedy TiR i mogła kontynuować studia. Gdy była w 4-tym mies. przyszła z rozterkami czy dobrze uczyniła – przytuliłem ją, położyłem rękę na leciutko zarysowanym brzuszku i pogładziłem. Ta pieszczota wywołała w nas dawno skrywane uczucia i pożądanie. Delikatnie uniosłem bluzeczkę, odsłaniając nabrzmiewające, ale wciąż drobne piersi, a drugą ręką opuszczałem majteczki pod którymi ukazała się różowa zwilżona podnieceniem cipeczka. Najpierw pocałowałem brzuszek, a następnie językiem pozdrowiłem spojenie najcudniejszych warg. Cichutko westchnęła i zapytała – czy chcesz wejść ? – bo teraz już możesz – już zaszłam więc spokojnie możesz wejść i pozostać. W tej deklaracji nie było pytania, a raczej prośba, a jak wiadomo kobiecie w ciąży się nie odmawia – co powiedziawszy zostałem przez nią pozbawiony spodni wraz z slipkami. Mój rycerz wyskoczył niczym rączy rumak, a ona pocałowała go w główkę i kładąc się na tapczaniku rozchyliła uda. Sama ujęła go w dłoń i pocierając nakierowała na wejście. Ledwie zdążyłem go dotknąć a roztryskałem się na cipkę, na brzuszek i tylko wyrzut jej bioder pozwolił na wejście w nią i uratowanie ostatnich trysków by trafiły do jej wnętrza. Przeprosiłem ją za moje nieopanowanie – przyjęła to nie tylko ze zrozumieniem, ale i z zachwytem, a następnie zapytała czy to był mój debiut z kobietą. Zapewniłem ją że jest pierwszą i tą mam nadzieję jedyną. Lepiej nie składaj takich deklaracji, bo choć to bardzo miłe, to wiedz że chciałabym byś spotkał w swoim życiu wielką spełnioną miłość, a my do tego czasu pozostańmy kochankami, przyjaciółmi , najlepszym kuzynostwem. Tak przekomarzając się zaczęliśmy obdarzać się pieszczotami. Ona rozsmarowywała moim penisem nasienie po swoim brzuszku, łonie i cipce, a następnie znów go wprowadziła do swojej groty rozkoszy ściskając go rytmicznie. Tym razem i mnie doprowadź do szczytu – poprosiła – zajęło to nam kilka długich ale jakże rozkosznych minut. H doznała wstrząsu dygocząc i pojękując, a ja chwilę po niej wstrzyknąłem w nią kolejną porcję mojego spełnienia. Tego dnia jeszcze dwukrotnie kuzyneczka doprowadziła nas do miłosnej ekstazy, a wychodząc powiedziała że nareszcie czuje się spełniona i wypełniona, bo jako kobieta miała wobec mnie wyrzuty sumienia, że rozkochała mnie w sobie i tylko zadawała cierpienia. Teraz będę miała inne wyrzuty, bo nie dochowałam wierności – dodała, ale to już mój problem. Wraz z upływającym czasem i rosnącym brzuszkiem, nasze stosunki – i to w dosłownym znaczeniu – się zacieśniały. W ciąży wręcz promieniała urodą i radością i wszyscy jej to powtarzali, a ja nie tylko jej to mówiłem, ale i tak często jak tylko się dało dawałem dowody swojego uwielbienia i zachwytu. Podlewałem jej ogródek łonowo- sromowy i pieściłem coraz bardziej wzdęty brzuszek. Z rozkoszą i radością pielęgnowała go balsamem z moich jąder, twierdząc że to najlepszy sposób na zapobieżenie rozstępom. Kiedy był już dość pokaźnych rozmiarów i ledwie sięgałem jej wejścia uważając by zbytnio go nie uciskać tryskałem do przedsionka. Jeszcze później musieliśmy zmienić pozycję na pieska, a na mies przed rozwiązaniem tylko zaspokajałem jej wciąż duży apetyt na sex przy pomocy języczka i paluszka. Ona zaś przynosiła mi ulgę ustami, przyjmując moje spełnienie połykając, bądź na coraz bardziej nabrzmiały biust. Zlizywałem z jej piersi białawą maź i przenosiłem na nadęty do granic brzuszek. Także kiedy nadszedł czas porodu i wszyscy spanikowali, to jedynie ja opanowany odwiozłem ją na porodówkę. Na świat wydała pięknego, zdrowego bobasa i nawet przez chwilę pomyślała o mnie jako o chrzestnym, ale odradziłem jej to ze względów na łączące nas stosunki. Nawał obowiązków i dużo nauki na jakiś czas nas pozbawiły częstszych kontaktów, ale kiedy mały miał dwa latka wybraliśmy się na wspólne wczasy i znów między nami zaiskrzyło. Zaczęło się niewinnie – w czasie spaceru w Pobierowie dostrzegła zamszową spódniczkę w mysim kolorze, która bardzo jej się spodobała, ale była zbyt droga. Chcąc jej zrobić niespodziankę udałem że muszę się po coś cofnąć i ją kupiłem – nawet ekspedientka stwierdziła że muszę żonę bardzo kochać !. Wieczorem wręczyłem jej prezent, a ona po uśpieniu małego przyszła w niej do mojego pokoju – jakież było moje oczarowanie, gdy stwierdziłem że pod nią jest naga ! – to wystarczyło by doszło między nami do ognistego, cudownego zbliżenia uwieńczonego wspaniałym orgazmem. Znów zostaliśmy na resztę pobytu czułymi kochankami. Później jeszcze wielokrotnie i często w spontaniczny, radosny sposób dochodziło między nami do zbliżeń. Któregoś razu, gdy leżeliśmy wtuleni po rozkosznych przeżyciach wyznała, że od zawsze mnie kochała i czasami w takich chwilach jak teraz myślała, a raczej marzyła by te nasze miłosne stosunki zaowocowały córeczką, którą chciałaby nas obdarzyć. Jej wyznanie zmroziło mnie, więc szybko dodała bym się nie martwił, bo stosuje antykoncepcje, ale to nigdy do końca nie jest pewne, a gdyby tak się stało, to z pewnością bym urodziła. Wybrała już nawet dla niej imię – Marcelinka. Kiedy następnym razem znów byliśmy razem, to po cielesnych uciechach powiedziałem Jej że nie tylko oswoiłem się z tą myślą, ale nawet spodobała mi się ona – to by było ukoronowaniem naszej miłości – dodałem. Zostałem za to wyściskany i wycałowany, a na dodatek oświadczyła – na co czekasz ? – bierz się do dzieła !. Ale zaraz potem dodała że nie będzie przerywać stosowania antykoncepcji – po prostu niech los zadecyduje. A kiedy kilkanaście lat później została młodą babcią, to Jej oświadczyłem że musimy zakończyć nasze romansowanie – bo z babcią sypiać nie mam zamiaru ! – dobrze odparła – zobaczymy jak długo wytrzymasz ? – no i miała rację – jeszcze tego samego dnia pokornie prosiłem o wybaczenie tego żartu ! – na moje szczęście wspaniałomyślnie wybaczyła, ale musiałem to odpokutować, a że była to najsłodsza pokuta, to sumiennie ją wypełniłem – nawet dosłownie. Tego dnia i nocy musiałem spełniać wszystkie Jej zachcianki i polecenia. Taki stan trwa – no może trochę mniej surowo egzekwowany – do teraz, ku satysfakcji nas obojga !.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *