Kroniki Tomka

Kroniki Tomka

Powrót do domu po feriach w Zakopanym był fantastyczny. Nagle wszystkie prowadzone budowy, korki ciągnące się kilometrami czy ściany pokryte sprayami przez ulicznych artystów (czy bandytów jak twierdził mój tata) stawały się czymś pięknym. Budowy udowadniały że świat wciąż się powiększa i wzbogaca, korki że świat tętni życiem a ściany pokryte rysunkami, nagle oprócz tylko ładnego i kreatywnego obrazka ukazywały swoje prawdziwe przesłanie i znaczenie. Oznaczało to że albo stałem się wybitnym filozofem albo się zakochiwałem. Do filozofii było mi daleko więc obstawiałem to drugie. Po powrocie z Zakopanego wszystko tętniło życiem. Ba, chciało się żyć. W końcu miałem dla kogo. Chociaż dobra, przyznam się z ręką na sercu, że nie do końca byłem pewny co czeka mnie po powrocie. Bałem się że mimo wszystko co się wydarzyło między nami, że mimo wszystkich słów które padły z jego ust, po powrocie stracą swoją ważność. Bałem się że powie mi że było fajnie ale to jednak nie to. Bałem się że będzie mi kazał o sobie zapomnieć, że po prostu byłem kimś tylko na raz. Albo po prostu naoglądałem się zbyt dużo seriali i niepotrzebnie tworzyłem milion scenariuszy.

Miałem pełno czasu na tworzenie tych scenariuszy, bo cały dzień i pół kolejnego po powrocie się do mnie nie odzywał. Naprawdę zacząłem panikować. Tak już było w moim życiu – wszystko co dobre nie miało prawa trwać zbyt długo. Nie chciałem naciskać i wyjść na żałosnego gdyby jednak zmienił zdanie. Miałem też dużo czasu na przemyślenie tej całej sytuacji. Doszedłem do wniosku że raz się żyje i nie ma sensu z czegoś rezygnować. Tylko wciąż nie wiedziałem czy on zrezygnował ze mnie. Oczekiwanie na jakiś sygnał od niego było wtedy jak oczekiwanie aż święty z obrazka się uśmiechnie. Miałem naprawdę zepsuty humor, mimo że wciąż mógłbym się uśmiechać wspominając wydarzenia ze stolicy mojej miłości. Nie dość że nieszczęśliwy to jeszcze miałem być samotny, starsi wybierali się na imieniny jakiejś tam. Ze stosu płyt wyciągnąłem jedną z moich własnych składanek i odpaliłem wierzę. Wróciłem na łóżko, przybrałem swoją pozę nic nie robienia przed laptopem i włączyłem FaceBook’a mimo że nie tak dawno na nim byłem. Irytował mnie ten portal, poważnie. Dookoła zdjęcia tych wszystkich idiotek które musiałem na co dzień tolerować. Naprawdę mało mnie interesowało to gdzie była dziś popołudniu, co tam kupiła, o której się opróżniła i kto jej towarzyszył. Jak dobrze że moda na zdjęcia w lustrze łazienkowym już się skończyła, teraz była nowa. . Z koleżaneczką, zrobione z rączki, z dziubkami i albo znakami peace’u albo wycelowanymi wprost we mnie środkowymi palcami. Czekam niemiłosiernie na chwilę gdy twórcy tego portalu wpadną też na guzik pod tytułem „Chuj mnie to obchodzi” lub chociaż „Nie lubię”. Ciekawiło mnie z którą z nich mógł być teraz Filip. Zawsze miał powodzenie, a największe wśród tych pustych idiotek. Nie potrzebnie się dołowałem, wiem. Do mnie też się przylepiały ale rzadko kiedy byłem zainteresowany. „Czekam, przyleć i mnie weź, czekam przyleć i mnie weź, czekam przyleć i mnie weź, chcę pokochać anioła” cicho śpiewałem tekst jednej z piosenki gdy przerwała mi moja mama wchodząc do pokoju po wcześniejszym zapukaniu (w końcu się tego nauczyła, dacię wiarę?).

– Masz gościa, powiedziała.
– Dziś żadnych nie przyjmuję, odrzekłem pesymistycznie.

I po chwili w drzwiach zobaczyłem mojego anioła. Strasznie się ucieszyłem na jego widok. Stał w tych drzwiach, i jak zwykle wyglądał nieziemsko. Na jego twarzy gościł lekki uśmieszek, który tak lubiłem. Włożył ręce do kieszeni swojej czarnej bluzy czekając na zaproszenie do środka, tak jak by nigdy tu nie wchodził jak do siebie. Gdy mama zostawiła nas samych, sam się ugościł i zamknął za sobą drzwi. Usłyszałem „Cześć” po czym poczułem jak wchodzi na łóżku. Otarł się swoim ciałem o moje, złapał mój policzek i obrócił moją głowę w swój kierunek i pocałował. Od razu odwzajemniłem pocałunek po czym przerwałem przypominając sobie że mama jest w pobliżu. Zszedł ze mnie i położył się na brzuchu obok mnie.

– Cześć, odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.
– Co robisz?
– Nic. Czekałem na jakiś znak życia od ciebie, odpowiedziałem z nutką złośliwości w głosie.
– Przepraszam, po czym jeszcze raz mnie pocałował – przejdziemy się gdzieś?

Znowu poczułem się niepewnie. Były dwie opcje – albo chciał mi powiedzieć że chce ze mną być albo że nie. Widocznie tamtego dnia byłem skazany na odrobinę stresu. Chociaż była iskra nadziei skoro mnie pocałował, aż dwa razy. Albo po prostu było to na pożegnanie. Nie no, nie był taki. Chyba nie całował by w ten sposób gdyby chciał to zakończyć? A może? Moje myśli nie dawały mi spokoju. Wstałem z łóżka i skierowałem się do szafy by znaleźć jakieś przyzwoite spodnie w których można wyjść. Filip w tym czasie przekręcił się na plecy, kładąc głowę na mojej poduszce. Zdjąłem spodnie i usłyszałem ciche gwizdnięcie Filipa.

– Dopiero co przyszedłem a ty już się przede mną rozbierasz, zaśmiał się.
– Spadaj, wymruknąłem walcząc z samym sobą by się nie uśmiechnąć.

Ubrałem się, lekko ogarnąłem i wyszliśmy. Nie miałem pojęcia co mnie czeka. Pogoda była nawet nawet. Było może z zero stopni, czy nawet na plusie. Lekko wiało. Przez chwile szliśmy w ciszy. Szliśmy równo przy sobie, chociaż to Filip tak naprawdę prowadził. Czasami nasze ręce lekko się ocierały. Miałem ochotę złapać tą jego dłoń, pragnąłem tego. Cisza była lekko krępująca, przyzwyczaiłem się że z nim nigdy nie jest cicho. Oboje byliśmy strasznymi gadułami. Po jakiejś chwili w końcu przemówił.

– Sporo myślałem o nas, zaczął. Podobało mi się że użył słowa nas. Zawsze mógł powiedzieć że myślał o sobie i o mnie, czy coś w tym stylu.
– Też sporo myślałem, odrzekłem niepewnie.
– Wejdziemy, będzie trochę spokojniej?, zapytał patrząc na McDonalda. Miał rację, Grunwaldzka o tej porze potrafiła być naprawdę głośna i niespokojna.

Zamówił dwa Happy Meal’e po czym poszliśmy na górę. Kiedyś był tu specjalny pokój dla dzieci, z takim wielkim samochodem. Zawsze był on frajdą a pokój na ogół służył do wyprawiania urodzin. Teraz po tym pokoju nie było ani śladu, na rzecz paru dodatkowych stolików, kanap i telewizorów. Usiedliśmy przy samym oknie, w rogu gdzie było w miarę spokojnie. Mimo że się uśmiechałem to stres zżerał mnie od środka. Nie chciałem by to wszystko co nas połączyło się zakończyło. Zamiast kontynuować temat który zaczęliśmy przed wejściem tu, zastanawialiśmy się ile może mieć lat mięso z którego został zrobiony nasz hamburger. Był taki słodki. Od samego patrzenia na niego można było nabawić się nadmiaru cukru w organizmie. Dzięki niemu chciało mi się uśmiechać. W jego towarzystwie już od dawna czas szybko leciał a wszystkie problemy znikały. Ubóstwiałem go. Wciąż ubóstwiam. W pewnym momencie ręce z blatu włożył pod stół. Wykorzystałem tą sytuację i robiąc to samo przejechałem swoją dłonią po jego dłoni. Uśmiechnął się i złapał moje dłonie. Moje pragnienie sprzed kilku chwil zostało spełnione.

– Nadal myślisz o nas na poważnie?, zapytał nadal spełniając moje pragnienia.
– Pewnie że tak, a ty?, zapytałem niepewnie, lekko się uśmiechając przypominając sobie jak mama mówiła że nie powinno odpowiadać się pytaniem na pytanie.
– Nigdy wcześniej nie myślałem tak poważnie o nikim jak o tobie, powiedział z tym swoim szermierskim uśmiechem na twarzy.
– Lizus, skomentowałem krótko, śmiejąc się.

Wyswobodziłem dłoń z jego uścisku i bez zastanowienia wytarłem palcem kącik jego ubrudzonych ust. „Ubrudziłem je specjalnie” powiedział po chwili. Jego śmiech był taki uroczy. Mogłem się wpatrywać w niego godzinami, jak w jakiś obrazek. Zaproponowałem żeby został dziś na noc, skoro nie miało być rodziców. Wystarczyło żeby się zgodził, rodzice nigdy nie mieli z tym problemu. Często nocował u mnie, czy ja u niego przedtem. Można było powiedzieć że pomieszkiwał u mnie a ja u niego. Zawsze pojedynkowaliśmy się nocami w różne gry, zazwyczaj w Fifę i Pro Evolution Soccer. Tym razem też graliśmy tylko że sposób gry się diametralnie zmienił. Po strzeleniu bramki przeciwnikowi zamiast przybicia piony była teraz piona z buziakiem. A zamiast siedzieć przy nim, siedziałem teraz w jego rozkroku, ciesząc się jego dłońmi owiniętymi dookoła mojego brzucha. Mi to tam pasowało.
Kroniki Tomka – Porwanie zakończone coming out’em (cz. 2)

Nasz związek kwitł. Pod koniec każdego dnia zasypiałem ze świadomością że coraz bardziej go kocham. Na początku, odrobinę się tego przestraszyłem. Nie byłem pewien czy chcę się tak bardzo angażować, już raz się spaliłem. No dobra, strasznie chciałem się angażować ale jednak czasami objawiała mi się odrobinka niepewności. Nie jestem w stanie określić jaka niepewność to była, bałem się że pewnego dnia mu się po prostu odwidzę. Jasne, codziennie pokazywał że czuje to samo ale jednak wiecie. . z facetem nigdy nie wiadomo. Wiem wiem, zabrzmiałem strasznie kobieco ale taka jest prawda, nie wiadomo co może takiemu odbić. Chociaż czy ja wiem, nie był on takim typem faceta. Zawsze był zdecydowany, pewny siebie i szczery. Więc jeśli chciał iść do przodu to znaczyło to że był tego pewny, że tego właśnie chce. Chciałem dokładnie tego samego co on. Zdawałem sobie sprawę że to wszystko co działo się między nami było na poważnie, i to mi się nawet podobało. Byłem pewny że nie jest to typowa szczeniacka miłość, gdzie najważniejszą rzeczą są pocałunki i trzymanie się za rączki. Czułem że mogłem na nim polegać, niezależnie od pory, miejsca czy sytuacji. Czułem się bezpieczny.

A on. . z dnia na dzień był coraz wspanialszy. Matko, jak ja nie mogłem wcześniej zauważyć jakim wspaniałym człowiekiem był. Nigdy nie dostrzegałem go od tej strony. Imponował mi swoją wiedzą, zdaniem i zachowaniem. Miał mi tyle rzeczy do powiedzenia, tyle mi pokazał i chciał pokazać. Wcześniej trzymaliśmy się zazwyczaj razem ale nigdy nie było to w taki sposób jak teraz. Był kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju a ja tego nie zauważyłem. Teraz trzy pary okularów w cenie dwóch wiec może skorzystam. Przedtem też mi imponował ale. . kompletnie innymi cechami. Zawsze był roześmiany, pozytywny. Lubił pożartować i pogadać. Wszyscy go lubili, dziewczyny wzdychały. Ale nigdy nie pokazał tego co ma w sobie, tej mądrości. Albo po prostu ja jej nie zauważyłem? Nie wiem, często czegoś nie wiem albo sam sobie przeczę. Do dziś nie pojmuje co on takiego we mnie zobaczył.

Po powrocie do domu, mój rozkład dnia diametralnie się zmienił. Nie miałem już na nic innego czasu niż na szkołę i Filipa. I to mi nawet pasowało. Najważniejsze dla mnie było to że mogłem przebywać w jego otoczeniu. W szkole trzymaliśmy się jeszcze bardziej razem niż kiedyś. Prawie każdą przerwę spędzaliśmy razem. Nasi przyjaciele się nawet trochę na nas obrażali. Pamiętam jak raz do nas dołączyli na schodach i na powitanie zasugerowali że chyba się w sobie zakochaliśmy. Jak dobrze że zaraz się zaśmiali, bo strasznie się przestraszyłem. Często uczyliśmy się razem, więc przesiadywał u mnie czy ja u niego godzinami. Potem zazwyczaj gadaliśmy do późna na Gadu-Gadu. Nie chcieliśmy przesadzać z zostawaniem na noc, żeby się nie wydało więc komunikator był idealnym rozwiązaniem. Pewnego piątku wieczorem właśnie w ten sposób się ze sobą komunikowaliśmy.

– Dasz się jutro porwać?, zapytał.
– A gdzie?, zapytałem zaciekawiony.
– Porywacze zazwyczaj nie ostrzegają gdzie porwą ofiary.
– Wiesz, porywacze zazwyczaj nie ostrzegają że zamierzają porwać, więc trochę spaliłeś.
– Wcale nie, niektórzy są tak mili że ostrzegają. To jak?
– No dobra, byle bez bicia. Bo nie miałbyś szans. A w ogóle jak mam się ubrać?
– Ta, pomarzyć możesz. Położyłbym cię małym paluszkiem. Przyjdę do ciebie to coś pomogę Ci wybrać.
– Wiesz, to będzie łatwe bo mam szafę pełną ubrań specjalnie przeznaczonych na porwanie, odpowiedziałem.

Uwielbiałem te nasze nocne rozmowy. Nigdy nie kończyły nam się tematy do dyskusji. Było tyle rzeczy o których można było porozmawiać, o których było trzeba porozmawiać. Chociaż rano, gdy było trzeba wstać nie było tak kolorowo. Dzięki temu komuś kto wymyślił kawę. Filip przyszedł jakoś przed obiadem. Zapewne też spał do późna. Nic dziwnego, w końcu gadaliśmy do piątej nad ranem. Zresztą, był piątek, to mogliśmy sobie pozwolić prawda? Chwile posiedzieliśmy u mnie, a po skończeniu dawania mi instrukcji jak mam się ubrać, poszedł po podlizywać się moim rodzicom. Kochali go chyba tak samo jak mnie, a może nawet bardziej? A dobra, bo wyjdę na zazdrosnego. Cieszyło mnie to że tak dobrze się dogadują, mogło się to przydać. Załapał się na obiad, jak zwykle zachwalał kuchnię mamy. Ja cały czas się śmiałem jak głupi bo kopał mnie pod stołem, czasami dyskretnie gilgotał swoją nogą. Pewno bym się powstrzymał by się starsi niczego nie domyślili, ale sami się śmiali bo Filip jak zwykle zarzucił jakimś żartem. On to potrafił owinąć sobie moich rodziców dookoła palca. Czemu ja tego nie potrafiłem? Zjedliśmy i wyszliśmy. Mój porywacz właśnie mnie porywał a ja nie miałem ku temu nic przeciwko.

Albo jest tak bardzo słabym porywaczem albo tak bardzo oryginalnym. Zabrał mnie w strasznie publiczne miejsce. . do kręgielni. Ale to było coś czego było mi trzeba. W końcu coś w czym byłem lepszy od niego, haha. Za każdym razem spokojnie z nim wygrywałem. Bawiliśmy się świetnie, a nic innego tak nie zachęcało do działania jak możliwość rywalizacji. Wygrałem ale minimalnie. Potem dołączyliśmy do jakiejś pary z toru obok którzy chcieli zagrać w czwórkę a brakowało im chętnych. I z przykrością muszę przyznać że rozmietli nas. To pewnie byli jacyś zawodowcy czy coś. Albo kula była nie ta. Lekko speszeni wyszliśmy z kręgielni wciąż zszokowani naszą przegraną.

– I co teraz, porywaczu?, zapytałem.
– A teraz impreza.

Zawsze musiał zaskakiwać. Poszliśmy do pobliskiego klubu, w którym wcześniej jeszcze nie byłem. Byłem zdziwiony że o tej porze było już tylu ludzi, a zabawa była w toku. Było w końcu jeszcze w miarę wcześnie. Na początek zasiedliśmy przy barze, chętni porozmawiać. Dałem się namówić na drinka a potem drugiego. Kompletnie bezmyślnie złapałem go za rękę i wyciągnąłem na parkiet. Nie wiadomo na kogo byśmy trafili, ale wtedy wcale się tym nie przejmowałem. Chciałem się trochę z nim „po gibać”. Nasze ciała lekko się o siebie ocierały a nasze oczy wpatrywały w siebie. Kompletnie nie przejmowaliśmy się tym co działo się dookoła. Tylko my. Tylko nasze spojrzenia. Muzyka zwolniła. Przytulił mnie do siebie po czym objął. Gibaliśmy się do rytmu muzyki. Niektórzy patrzeli się na nas ale sami byli sobą zajęci. Była jedna dziewczyna która bezczelnie się wpatrywała z drugiego końca sali. Skrępowany jej wzrokiem wysunąłem swój język w jej stronę po czym się odczepiła. Filip wybuchnął śmiechem po czym mnie pocałował. Ach te jego usta. Nigdy nie miałem ich dosyć. Jeszcze chwilę tam posiedzieliśmy i wyszliśmy. Gdańsk wieczorem był przepiękny. Ba, zawsze jest piękny. Następnym naszym przystankiem był pobliski monopolowy. Filip zakupił plastikowe kubki i wino. Nalał sobie i mi po czym udaliśmy się na spacer po mieście.

– Wiem wiem, szczyt romantyzmu. Wino w plastikowym kubku, zaśmiał się.
– Oczywiście. Nigdy wcześniej nie poznałem kogoś bardziej oryginalnego od ciebie.
– Wiem. Miałem się ciebie o coś spytać ale nie wiem od czego zacząć.
– Może od początku?, zaproponowałem.
– Nie chcę już ukrywać swojej miłości do ciebie. Jeśli rozumiesz o co mi chodzi?
– Wiem, rozumiem. Na pewno tego chcesz?, zapytałem.
– Na pewno.
– Mimo tego że będzie więcej takich osób jak ta dzisiaj w klubie?
– Mimo wszystko. Zawsze będą się gapić, a my się nie przejmujemy prawda?
– Prawda, przytaknąłem.
– Tylko wiesz, rodzice, powiedział zmartwiony.
– Wiem, powiedziałem obejmując go w talii.
– Powiemy im o nas? Na pewno będzie ciężko ale damy radę, czy nie damy?, zapytał.
– Pewnie że damy.

Drążyliśmy jeszcze ten temat przez godzinę. Strasznie zmarzłem. Obeszliśmy całą starówkę i wypiliśmy całą butelkę wina. Udaliśmy się na przystanek tramwajowy oczekując na nasz tramwaj. Poważnie chcieliśmy to zrobić, chcieliśmy powiedzieć naszym rodzicom i znajomym o nas. Nie wiedziałem kompletnie jak się do tego zabrać ale strasznie tego chciałem. Chciałem być z nimi szczery. Nie chciałem ich oszukiwać. Nie chciałem ukrywać swojej miłości do niego. Musiałem coś wymyślić. Nasz tramwaj nadjechał. Jak na tą porę było spokojnie. Zazwyczaj można było o tej porze zgubić zęby albo portfel ale tym razem było może z dziesięć całkiem normalnych osób w tramwaju. Zajęliśmy miejsca z samego przodu co było błędem. Rozmawialiśmy aczkolwiek ciszej niż wcześniej. Nie chciałem angażować reszty tramwaju w detale mojego coming outu. Dwa przystanki przed naszym celem spotkała nas przykra niespodzianka – kanary. Cholera no. Czy oni mają jakieś życie w ogóle? W sobotnie wieczory zamiast czymś się zająć to sprawdzają bilety. No i oczywiście zaczęli od nas. Nie zaprzątaliśmy sobie głowy taką sprawą jak bilet. Zaczęliśmy się jąkać i w końcu „zaprosili” nas do wysiadki na następnym przystanku. Panowie zaczęli wypytywać o jakąś legitymację czy możliwość zapłaty od zaraz. Spojrzeliśmy po sobie. Zaraz miało świecić zielone światło na przejściu obok. Faceci byli coś po trzydziestce, jeden z nich lekko przy sobie. Uśmiechnąłem się do Filipa dyskretnie. Wyciągnął swoją rękę do mnie. Złapałem ją i pobiegliśmy słysząc dźwięk towarzyszący zielonemu światłu. Ależ wystartowaliśmy. Próbowaliśmy w nikogo nie wpaść. Na początku dwóch facetów siedziało nam na ogonach, a po chwili już tylko jeden próbował nas jeszcze dogonić. Prawie zahaczyliśmy o jedną lampę, w ostatniej chwili puszczając swoje dłonie by potem znów złączyć je w uścisku. Biegliśmy śmiejąc się i dysząc i nie wiadomo kiedy zgubiliśmy i tego drugiego.

– No no, najlepsze porwanie jakie kiedykolwiek mnie spotkało, skomentowałem wciąż zadyszany koło domu.
– Starałem się jak mogłem.

Jego blok był przed moim. Chciałem go odprowadzić ale uparł się że to on odprowadzi mnie, tylko po to by się upewnić że nikt inny mnie nie porwie. Tylko on miał do tego prawo.

– Dzięki za dzisiaj, powiedziałem.
– To ja dziękuję że dałeś się porwać, odpowiedział po gentlemeńsku.

Upewniając się że nikt się dookoła nie kręci pocałowaliśmy się. Nie mogliśmy przestać. Oparł mnie o drzwi i nadal całował. Pozwoliłem swoim dłoniom jeździć po jego plecach i głaskać jego głowę. Bałem się że ktoś może nas przyłapać ale chęć bliskości była silniejsza.

– No dobra, bo nas ktoś jeszcze zobaczy, powiedziałem po chwili.
– Racja, powiedział przeczesując swoje włosy.
– Mocno zmęczony jesteś?, zapytałem.
– Nie a co?
– To może Gadu-Gadu za dziesięć minut?
– Umowa stoi, zaśmiał się.

Pocałował mnie na pożegnanie. Znów nie mogliśmy się od siebie odlepić. Nie chciałem go wypuścić ze swoich objęć.

– No idź już, powiedział w przerwach między pocałunkami.
– No to idź, odpowiedziałem ściskając go jeszcze mocniej.

To jeszcze chwile potrwało zanim byłem już w domu. Rodzice oglądali jakiś film a ja udałem się do swojego pokoju, by porozmawiać z Filipem. Mieliśmy ważny temat do przedyskutowania, a mianowicie jak powiedzieć o nas naszym rodzicom.

***

Kręciłem się po domu i nie wiedziałem od czego zacząć. Kompletne szaleństwo. Powinniśmy przynajmniej odczekać parę dni po podjęciu takiej decyzji, lepiej to zaplanować. Chociaż z drugiej strony bez sensu było czekać, oszukiwać i ukrywać. Nie wiem czego obawiałem się bardziej, powiedzenia że jednak lubię chłopaków czy powiedzenie z którym chłopakiem jestem. Tego drugiego chyba bardziej. Starsi chyba czuli że ze mną coś jest nie tak, albo po prostu mi się wydawało. Pewnie, przyprowadzałem jakieś dziewczyny do domu ale to nie było to. Spiąłem dupę i postanowiłem powiedzieć im co mi na sercu leży. To samo robił wtedy Filip.

– Jestem ee. . tym no gejem, zająknąłem się po dłuższej chwili rozmyślania jak tu zacząć. Mama stanęła jak wryta a ojciec zrobił wielkie oczy. Śmiesznie to wyglądało.
– Jak to gejem?, zapytała mama po chwili.
– No normalnie, odpowiedziałem zdenerwowany.
– W końcu się przyznał, odrzekł ojciec przyciszając telewizor.
– Oj dobrze wiesz że to wymaga czasu, powiedziała mama.
– To co, że niby wiedzieliście?, zapytałem jeszcze bardziej zdenerwowany.
– Ależ oczywiście. Od razu wiedziałam gdy przyprowadziłeś tu tego Dawida.
– To nie mogłaś powiedzieć?, zapytałem z wyrzutem próbując nie drążyć tematu o moim byłym.
– Ależ po co miałabym ci to ułatwiać, nie mogliśmy się doczekać z ojcem aż w końcu nam to powiesz.
– I co w pełni akceptujecie?, zapytałem już nie zdenerwowany a podirytowany.
– Tak. To twój wybór i twoje życie synu, odpowiedział ojciec uśmiechając się do mamy.

Nie no, oni sobie najzwyczajniej w świecie ze mnie jaja robili. No haha naprawdę śmieszne. Ale wiedziałem że zaraz nie będzie im do śmiechu. Emocje trochę opadły, ale zaraz miałem zadać cios. Cios który mógł zaboleć obie strony. Miałem wielką ochotę już uciec z stamtąd. Ale musiałem to dokończyć.

– Jest jeszcze coś, zacząłem niepewnie.
– Tak?, zapytali prawie równocześnie.
– No bo ja ten. . no tak jakby jestem z tym no. . Filipem, wyjęknąłem z trudem.
– Z jakim znowu Filipem?, zapytał tata.
– A jakiego znacie?, zapytałem czekając na cios.

Tego to się na pewno nie spodziewali. Spojrzeli po sobie uświadamiając sobie o kim mówię. „Wyluzuj, jakoś to zniosą” zasugerowała Agnieszka w smsie. Czekałem na jakiś odzew. Cisza dłużyła się w nieskończoność. Moja nogi wcześniej się trzęsły a teraz już same tańczyły. Serce mi pękało a adrenalina dawała o sobie znać. Matko kochana, najdłuższa cisza w moim calutkim życiu.

– Żartujesz?, zapytała mama przerywając ciszę która trwała przez wieki.
– Nie żartuje, odrzekłem ze łzami w oczach.
– Przecież dziecko. . Przecież wy, matko.

Dokładnie zapamiętałem to jej zdanie. Teoretycznie w jednym zdaniu nazwała dziecko i matkę. Teraz mogło wydawać się to zabawne ale wcale takie wtedy nie było. Jej ton sprawiał że coraz bardziej pękało mi serce. Czułem się jak by lada moment miało wybuchnąć, kompletnie eksplodować. Łzy pociekły same, bez żadnego zezwolenia. Wstałem i ze spuszczaną głową w kompletnej ciszy udałem się do swojego pokoju, zamykając drzwi na zamek. Czułem wiele rzeczy leżąc głową wepchniętą między poduszki. Smutek, żal. Ale czułem też ulgę, pewnego rodzaju szczęście że się odważyłem. Uczucie żalu przeważało. Spodziewałem się że coś powiedzą a zamiast tego dostałem ciszę. Zupełną ciszę. Nie wiedziałem w końcu czy zrobiłem coś złego czy. . moje myśli tak samo jak serce też miały ochotę eksplodować. Przecież nie związałem się z kotem, emerytom czy gangsterem tylko z kimś kogo tak doskonale znali. Z kimś kogo kochali jak swoje własne. Mnie by to nie bolało, byłbym z tego powodu szczęśliwy, ale co ja tam wiem, nie byłem rodzicem. Przez godzinę leżałem i myślałem. Cisza mnie denerwowała. Cisza mnie irytowała. Zazwyczaj głośno grającego telewizora teraz nie było wcale słychać. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. To wszystko tak strasznie się dłużyło. Miałem wtedy wielką nadzieję że Filipowi poszło lepiej niż mnie. Następną godzinę spędziłem na bezczynnym leżeniu, tym razem z włączoną muzyką. Po tych dwóch najdłuższych godzinach mojego życia usłyszałem pukanie do swoich drzwi. Posłusznie wstałem, otworzyłem i z powrotem opadłem na łóżko bojąc się wzroku mojej mamy. Przyciszyła muzykę i położyła się koło mnie.

– Musimy porozmawiać, powiedziała masując moje ramie.
– Nie musimy, odpowiedziałem tonem małego dziecka.
– Musimy.
– Żebyś była zła na mnie?
– Nie jestem na ciebie zła kochanie, po prostu zszokowana.
Odwróciłem się. Racja, nie wyglądała na złą, raczej przejętą. Jej zatroskane oczy wpatrywały się we mnie. Uspokoiło mnie to jak nic innego.
– To nie jesteś zła?, zapytałem dla upewnienia.
– Nie jestem zła, tylko trochę przestraszona i ciekawa.
– Czemu i czego?
– Boję się o ciebie. Wiesz jak to jest teraz. Nie wszyscy jeszcze są tak tolerancyjni. Boję się żebyś nie miał przez to jakichś przykrości. A ciekawa jestem dlaczego Filip. O co tu chodzi? Jak długo to trwa?
– Już jakichś czas mi nie wiem, imponował. Ale wszystko zaczęło się u dziadków, gdy się do siebie bardzo zbliżyliśmy. Zakochaliśmy się w sobie. Na zabój. Nigdy wcześniej nie czułem tego co czuję do niego. Nie myśl że to jakieś szczeniackie zauroczenie. Jest dla mnie kimś wyjątkowym, kimś najważniejszym. Jest wspaniałą osobą, tak bardzo mądrą i wyrozumiałą. Dostrzegłem i pokochałem to piękno które ma w sobie. Nie umiem tego wyrazić słowami no, mamo, odpowiedziałem z łamiącym się głosem.
– Chyba nawet to zauważyłam, ten sposób w jaki na ciebie patrzy, powiedziała ze łzami w oczach.
– Niby jaki?, zapytałem zaciekawiony.
– Taki jak ja patrzę na ciebie. Dziecko czy ty jesteś pewny tego wszystkiego? Wybacz ale w końcu wychowaliście się razem, powiedziała.
– Ale ty też wychowałaś się z tatą, na podwórku w piaskownicy a potem w szkole. Rozumiem o co ci chodzi ale nie jesteśmy spokrewnieni.
– No tak ale my byliśmy w innej sytuacji.
– No tak, ale przynajmniej wiesz o co mi chodzi.
– Kocham cię i kocham też Filipa ale jeśli naprawdę chcecie być razem to musisz zdawać sobie sprawę z tego że będzie trudno. Że niektórzy mogą was skrzywdzić, to jedyne czego się obawiam.
– Wiem mamo.
– A Filip już powiedział Ani i Bartkowi?
– Pewno właśnie im mówi.

Po chwili do pokoju przyszedł tata. Mama zdała raport tacie a potem wypytywali o więcej szczegółów. Dzięki bogu że nie pytali o sprawy intymne, wtedy to bym chyba umarł. Gdy już dali mi trochę spokoju wysłałem smsa do Filipa z relacjami i pytaniem jak u niego. Nie odpowiadał. Zniecierpliwiony poszedłem obejrzeć jakiś mecz z tatą. Po jakieś chwili usłyszałem dźwięk na który tak niecierpliwie czekałem – dzwonek do drzwi. Miałem nadzieję że zobaczę w nich uśmiechniętego Filipa a zobaczyłem Filipa któremu wcale nie było do śmiechu.
Kroniki Tomka – Ten tego (cz. 3)

Gdzieś w głębokiej podświadomości przewidywałem taki scenariusz. Tylko że myślałem że to moi rodzice zareagują ostro a nie jego. Gdy zobaczyłem go w drzwiach od razu wiedziałem co się stało. Nie trudno było zresztą się domyśleć. Naprawdę, rzadko można było go zobaczyć ze łzami w oczach. Gdy tylko go takiego zobaczyłem i we mnie coś pękło. Nie wiedziałem co powiedzieć, nawet nic nie chciałem mówić. Po prostu, nagle zapomniałem jak wydać z siebie jakikolwiek głos. Przytuliłem go najmocniej jak mogłem, nic innego nie mogłem zrobić. Wybuchł płaczem a ja razem z nim. Po jakiejś chwili przyciągnąłem go do siebie i zamknąłem drzwi, głupio było tak wyć na klatce. Byłem bezradny. Obejmowałem go najmocniej jak mogłem i ryczałem razem z nim. Mama z tatą stali w przedpokoju i nam się przyglądali. Oni też już zrozumieli co się stało. Lekko zawstydzony Filip z trudem próbował zdusić swój płacz w sobie. Wytarł dłońmi swoją mokrą od łez twarz i przywitał się z moimi rodzicami jeszcze bardziej zawstydzony. Mama lekko go objęła, pocałowała w czoło i wytarła kciukiem łzę która wypłynęła z jego pięknych oczu. Tata jak zawsze klepnął go po plecach na przywitanie. Po tym wszystkim złapałem jego dłonie i zaciągnąłem do swojego pokoju by móc w spokoju porozmawiać.

Było mi go tak strasznie żal. Byłem zły na siebie, na swoją bezradność. Wszystko mnie bolało od patrzenia na niego. . cierpiącego. Sam cierpiałem z tego powodu. Przez jakiś czas leżał na moich kolanach w kompletnej ciszy. Głaskałem go i próbowałem pocieszyć. Po dłuższej chwili przerwał ciszę opowiadając to co się wydarzyło. Tak jak się domyśliłem jego rodzice nie przyjęli tego zbyt dobrze. Najpierw byli zaskoczeni a potem się kompletnie wściekli. Filip powiedział im o tym w sposób całkowicie odmienny od mojego. Prosto z mostu wyjawił im że jest ze mną a dopiero potem zaczął im to tłumaczyć. Przynajmniej wysłuchali go do końca, zanim nakrzyczeli na niego. Jasne, wiedziałem że nie dostaniemy gorących gratulacji i kwiatów ale z drugiej strony to nie było nic wielkiego. Byliśmy dorośli, dokonywaliśmy własnych wyborów. No i co z tego że się razem wychowywaliśmy? To akurat uważałem za plus bo dobrze znaliśmy siebie nawzajem, wszystkie wady oraz zalety przez co bardzo rzadko się kłóciliśmy. Nie byliśmy spokrewnieni. A nawet gdybyśmy byli to nic by to nie zmieniło, nie zmieniło by to naszych uczuć, prawda? Więc kompletnie nie potrzebnie tak się unieśli, moim skromnym zdaniem. Krzyczenie na niego, wyzywanie i nazywanie tego obrzydliwym, ohydnym i nieprawdopodobnym w niczym nie pomogło, tylko jeszcze bardziej pogorszyło tą całą sytuacje. Gdy mi to opowiadał, nie mogłem uwierzyć, poddałem się i znów płakałem z nim. Rozpętała się kłótnia. Filip zresztą bywał czasem porywczy więc i od niego padło kilka ostrzejszych słów. Nie wytrzymał i trzasnął drzwiami po czym przyszedł tutaj.

Złapał mnie za rękę ciekawy jak mi poszło. Ucieszył się że u mnie poszło lepiej niż u niego ale szybko znów posmutniał. Był z nimi bardzo zżyty i to że nas nie zaakceptowali okropnie go bolało. Poprosił bym położył się koło niego. Położyliśmy swoje głowy na poduszkach, wciąż trzymając się za ręce. Położyłem się bokiem by móc go wciąż głaskać. Zdecydowanie ułatwił mi to kładąc swoją głowę na moim torsie, wtulając się w niego. Gdyby moje dziecko mi powiedziało że ma inne preferencje seksualne to bym to bez żadnego problemu zaakceptował. Podobnie jak moja mama, bał bym się że ktoś mógłby je skrzywdzić ale w pełni bym to zaakceptował. Czy można przestać kochać swoje dziecko czy kochać je mniej niż wcześniej tylko z powodu preferencji osobistych? Dlaczego to on miał cierpieć z powodu że jego rodzice byli ślepi? Czemu miał przepraszać za to że chce być szczęśliwy, że kocha kogoś kto jest tej samej płci co on? Grzeszył on byciem szczęśliwym i zakochanym? Robił tym komuś krzywdę, ktoś cierpiał przez niego, ktoś głodował, ciął się czy przeżywał depresje? Czemu sprawy takie jak własne preferencje stanowią dla kogoś taki problem? Czemu ktoś ma pretensje? Ma w ogóle prawo je mieć? Przecież on nikomu w majtki i do łóżka nie zaglądał? Pełno takich pytań zadawałem sobie w tamtym okresie, te wszystkie chciałem zadać jego mamie i swojemu wujkowi. Miłość nie ma reguł, nie ma żadnych zasad. Zakochać można się w każdym, niezależnie od płci, religii, pochodzenia, koloru skóry, dorobku życiowego czy poglądów. Należy tylko otworzyć się na miłość, na ludzi. Skąd wiesz czy nie byłbyś/byłabyś w stanie zakochać się w kimś tej samej płci co ty? Mogą odpychać cię sprawy intymne ale nie uczucie. Zresztą, skąd możesz wiedzieć że to takie złe jeśli tego nawet nie spróbowałeś? Nie bój się miłości. Zastanów się czy wolałbyś żyć nie do końca szczęśliwy tylko dlatego że ktoś by powiedział że to złe. Wolałbyś być nieszczęśliwy a być akceptowanym czy może być szczęśliwym i walczyć o akceptację?

– Sorry że tak się rozbeczałem, przerwał ciszę próbując jakoś się rozluźnić.
– Też beczałem, zresztą nie musisz się tego wstydzić, nie przede mną, powiedziałem.
– A tam, zawsze była z ciebie beksa więc się nie zdziwiłem, zażartował.
– Wcale nie!
– Okropnie cię kocham, wyznał.
– W sekrecie mogę ci powiedzieć że ja ciebie jeszcze okropniej, odpowiedziałem.
– Przynajmniej ty mnie jeszcze kochasz, odrzekł pesymistycznie.
– Miśku, oni wciąż cię kochają, daj im i sobie czas. Rozmawiałeś z tatą?
– Jeszcze nie.
– To może zadzwoń do niego i porozmawiaj z nim, masz telefon ze sobą?
– Mam, powiedział podnosząc się.

Gdy chciałem zostawić go samego by mógł w spokoju porozmawiać ze swoim ojcem, przytrzymał mnie prosząc bym przy nim został. Rozmowa z jego tatą chwile potrwała jako że chciał i ze mną zamienić kilka słów. Tak bardzo żałowałem że jego mama nie mogła zareagować dokładnie tak jak jego ojciec – pełną akceptacją, radością i humorem. Rozmowa z ojcem znacznie poprawiła mu humor. Co prawda nie skakał z radości ale przynajmniej wiedział że może liczyć na wsparcie u swojego biologicznego ojca. Był szczęśliwy że Filip sam mu o tym powiedział a nie że musiał by dowiedzieć się od na przykład jego mamy. Kazał mu się nią nie przejmować, i zapewnił że jej przejdzie. Przyznał że nic mu to nie przeszkadza i w pełni to akceptuje. Jednym słowem, jak dla niego nic się nie zmieniło. Tata Filipa był zawsze pogodnym i roześmianym człowiekiem tak samo jak Filip. Zdziwiłem się że chciał ze mną porozmawiać. Cieszył się że taki ktoś jak ja będzie miał oko na jego syna. Zarówno jak Filipa tak i mnie to podbudowało i ucieszyło. Na koniec naszej rozmowy opowiedział mi najkrótszy żart świata o gejach, tzn – ten tego. Na koniec dodał że wiedza który którego nie jest mu do niczego potrzebna. Nie daleko pada jabłko od jabłoni, cieszyłem się że otaczało mnie tylu jajcarzy. Po rozmowie z tatą, na twarzy Filipa zagościł malutki ale tak bardzo cenny wtedy uśmiech.

Po dobrych trzech godzinach przesiadywania w moim pokoju poszliśmy do salonu gdzie siedzieli moi rodzice. Chcieliśmy z nimi porozmawiać. A raczej odpowiedzieć na masę pytań które ich trapiły. Filip jeszcze raz opowiedział to co go spotkało ze strony jego mamy i brata mojej mamy. Czasami mówiłem za niego nie chcąc by przeżywał tego jeszcze raz. Potem opowiedzieliśmy to co powiedział nam tata Filipa. Moja mama trzymała dłoń Filipa i próbowała go pocieszyć gdy ja trzymałem i głaskałem jego drugą dłoń. Temu to było dobrze. Tata nie krył swojego oburzenia spowodowanego zachowaniem swojego szwagra i jego żony. Też na swój sposób próbował okazać mu swoje wsparcie na które mógł od niego liczyć. Potem zasypali nas pytaniami, o to jak to sobie wszystko dalej planujemy i jak zamierzamy postąpić. Na niektóre nie potrafiliśmy wciąż odpowiedzieć, wszystko było kwestią czasu i zdarzeń. Mama podzielała moje zdanie, powtarzając że miłość rządzi się swoimi prawami, sama była tego przykładem. Powtórzyła się, mówiąc że wszystko akceptuje ale wciąż się o nas boi. Prosiła byśmy byli ostrożni. Gdy Filip poszedł do łazienki skorzystałem z chwili sam na sam z rodzicami.

– To co, może zostać na noc?, zapytałem najładniej jak mogłem, zwracając uwagę na to że był już wieczór.
– No nie wiem Tomku, powiedziała mama ze skrzywioną miną.
– No proszę, widzisz w jakim jest stanie. Nie może wrócić dziś do domu, musi ochłonąć, ciocia z wujkiem też a nie ma gdzie indziej iść. Chcesz żeby gdzieś się szlajał całą noc w taki mróz?, spróbowałem tym sposobem.
– No ale w tych okolicznościach, no nie wiem, odpowiedziała ale już bardziej skłonna do współpracy.
– No ale mamo, nie będziemy odprawiać całej kamasutry tak? Tylko będę przy nim dziś, przytulę i pocieszę, tyle. Chcesz żeby się zamknął w sobie czy załamał?, spróbowałem całkowicie pewny siebie.
– O Boże, a robicie to? Albo nie nie, nie mów!, powiedziała lekko zawstydzona a lekko rozbawiona.
– Mamo!
– No dobrze ale śpi na sofie tutaj, powiedziała.
– Myślisz że to coś zmieni jak będzie tu samotny? Jeszcze bardziej będzie smutny. Mamo tylko dzisiaj. Możemy spać w różne strony, ze swoimi kołdrami, z otwartymi na rozcież drzwi. Muszę być dziś przy nim, obiecaliśmy sobie że zawsze będziemy przy sobie w ciężkich sytuacjach. Czy ja kiedyś naruszyłem twoje zaufanie? No proszę cię, mamuś.
– No pozwól im, bo nam żyć nie da. Zresztą sama słyszysz że nasz syn ma mocne argumenty. Nic złego się przecież nie stanie, powiedział tata rozbawiony tym moim błaganiem.
– No dobrze już dobrze, ale z osobną kołdrą i otwartymi drzwiami, poddała się po chwili głaszcząc mój policzek.

Filip bardzo się ucieszył że będzie mógł spędzić u nas noc a do tego u moim boku. Zjedliśmy razem kolację. Mama poprosiła Filipa by chociaż napisał smsa do swojej mamy że nie wróci na noc i że wszystko z nim ok. Niechętnie ale jednak to zrobił po czym wyłączył telefon. Nie był ciekawy co miała mu do powiedzenia, nie tamtego dnia. Tata miał ubaw po pachy z żartu taty Filipa. Naprawdę się zawstydziłem, w końcu żartowano o moim życiu seksualnym przy stole a do tego w takich okolicznościach. Idealnie przyjęli Filipa i sprawili że uśmiech nie schodził z jego twarzy aż do końca tego dnia. Po kolacji udaliśmy się z Filipem do mojego pokoju dając rodzicom trochę spokoju, po tym dniu pełnym wrażeń. Mieli pewno wiele spraw do przedyskutowania.

– To może meczyk, co?, zapytałem spoglądając na konsolę.
– Uuu, ktoś tu chce przegrać z mistrzem FIFY, zażartował.
– Żebyś się nie zdziwił, odrzekłem.

Przybraliśmy swoją ulubioną pozę do gry. Pojedynkowałem się z nim, siedząc w jego rozkroku. Od czasu do czasu muskał moją szyję. Uwielbiałem jego bliskość, jego zapach. Uwielbiałem czuć jego oddech na swoim karku, był tak przyjemny, wręcz kojący. Śmiał się gdy moja linia obrony zawodziła a ja cieszyłem się razem z nim z lekkim niedowierzaniem że popełniam takie dziecinne błędy. Jego bliskość tak strasznie mnie dekoncentrowała. Cieszyliśmy się jak dzieci gdy obojgu udawało nam się pokonać przeciwnika. Grając w tej samej drużynie okazaliśmy się świetnie zgrani, rozumieliśmy się bez słów, także w grze. W pewnym momencie zauważyłem mamę stojącą w drzwiach z kołdrą dla Filipa. Kompletnie jej nie zauważyłem.

– Nie siedźcie zbyt długo, powiedziała kładąc kołdrę na łóżku.
– Dobrze proszę pani, zażartował Filip.
– Znajdziesz Filipowi coś do spania, tak?, skierowała swoje pytanie do mnie.
– Dobrze, odpowiedziałem krótko zajęty grą.
– Macie jutro przerabiać coś ważnego w szkole?, zapytała gdy już miała wychodzić.
– Raczej nie, odpowiedziałem.
– No to jak chcecie to możecie jutro iść na wagary, bo Filip raczej nie wziął ze sobą książek, prawda?
– Prawda, odpowiedzieliśmy równocześnie.
– Obym tego nie żałowała, i grzecznie tutaj bo będę sprawdzała, ostrzegła pół serio pół żartem.
– Kocham cię, powiedziałem gdy już wychodziła.
– Ja też, zawołał Filip.
– Nie dość że skradłeś mi serce to teraz chcesz mamę, zażartowałem próbując udać oburzonego.

Ogromnie cieszyłem się z możliwości spędzenia nocy u jego boku. Uwielbiałem to uczucie gdy mogłem przy nim zasnąć i się obudzić. Taki mały drobiazg a sprawiał tyle radości. Do spania dałem mu dokładnie tą samą koszulkę którą miałem na sobie tamtej nocy w Zakopanym. Czerwony T-shirt idealnie leżał na jego ciele. Uśmiechnął się gdy mu ją dałem, wspomnienia wróciły. Telewizor w pokoju cicho grał gdy już leżeliśmy. Tak jak obiecaliśmy, drzwi były otwarte a my leżeliśmy pod swoimi kołdrami, chociaż i tak nogi Filipa były pod moją kołdrą. Dobrze że mama nic nie wspominała o tym że mieliśmy spać w przeciwne strony, mimo że sam jej to zasugerowałem. Leżał pod ścianą ciągle się wiercąc. Leżał na boku a ja brałem z niego przykład. Nasze usta często dzieliło tylko parę centymetrów. Od czasu do czasu obdarowywał mnie pocałunkiem. Za każdym razem obojgu nam było za mało ale nie chcieliśmy przesadzać gdyby mama jednak się gdzieś tam czaiła. Zawsze była bardzo ciekawa wszystkiego. Rozmawialiśmy próbując unikać tego ciężkiego tematu. Nie chciałem by znów tak bardzo posmutniał jak parę godzin wcześniej. Uważnie mu się przyglądałem co nie umknęło jego uwadze. Zawsze to zauważał.

– Co mi się tak przyglądasz?, zapytał zaciekawiony.
– Nic nie umknie twojej uwadze co? Patrzę jak patrzysz na mnie, odpowiedziałem.
– No mów, zachęcił.
– No mówię, patrzę jak patrzysz na mnie.
– A czemuż to patrzysz na mnie by popatrzeć jak ja patrzę na ciebie?, zapytał.
– A bo mama mówiła że podobno patrzysz na mnie w ten sposób co ona, i sprawdzam czy miała rację.
– Zależy czy twoja mama patrzy na ciebie jak na najcenniejszy skarb świata.

Rozbroił mnie tym tekstem. Uśmiech nie chciał zejść z moich ust. Był taki kochany. Nie mogłem pojąć jak udało mu się tak bardzo rozkochać mnie w sobie. Nasz związek nie był przypadkowy. Czułem jak by był zaplanowany przez los już od samego początku. Każdy dzień z nim spędzony sprawiał że miałem na wszystko ochotę. Był moim legalnym dopalaczem. Kochałem go. A on kochał mnie. Nasza historia była niesamowita, niepowtarzalna i niewiarygodna. Teraz to on przyglądał się mi. Kompletnie niepotrzebnie, założę się że od dawna wiedział że patrzę na niego tak jak on na mnie. Był najcenniejszy w moim życiu. Ba, najważniejszy, na równi z rodzicami i moją siostrą. Siostrą do której zapomniałem zadzwonić tamtego dnia mimo że obiecałem. Wysłałem jej krótkiego smsa że wszystko jej opowiem następnego dnia, dodając że jak na razie nie jest zbyt kolorowo między Filipem a ciocią i wujkiem. Miałem nadzieję że wszystko się rozwiąże i poukłada. Chciałem by wszystko było jak dawniej, jak by nic się nie zmieniło. Bo w końcu chyba w sumie nic takiego się nie zmieniło, prawda? Byliśmy tylko razem, zresztą zawsze byliśmy razem, zawsze razem się trzymaliśmy więc co by to komu miało przeszkadzać. Nie stwarzajmy problemów których nie ma. Leżąc natrafił na coś. W szparze mojego łóżka była wepchnięta jego koszulka.

– A wszędzie jej szukałem – mruknął zaskoczony. – Wiedziałem że tu została.
– A jak byś zareagował gdybyś się dowiedział że tak jakby ją sobie przypadkowo przywłaszczyłem?, zapytałem lekko zawstydzony.
– Przypadkowo powiadasz. A przypadkowo w jakim celu?
– Spania z nią – powiedziałem nadal zawstydzony. – Za każdym razem gdy kończymy rozmowę na gadu, jest mi tak jakoś. . samotnie to czasem zdarzy mi się do niej przytulić.

Ucieszył się, zaznaczając że teraz już nie muszę czuć się samotnie. Leżeliśmy i patrzeliśmy na siebie jeszcze przez długi czas. Jego oczy ukazywały pełną gamę emocji. Wszystko można było wyczytać w tych jego oczach. Żal, smutek, zdenerwowanie, oburzenie, podirytowanie ale też zadowolenie, radość, nadzieję i miłość. Zasnęliśmy. Zasnęliśmy z nadzieją na lepsze jutro, spragnieni zaakceptowania przez innych.

***

Nie wszystko poszło po naszej myśli. Filip znów został zraniony przez swoich rodziców. Nie potrafili tego zaakceptować, nie potrafili się z tym pogodzić. Po spędzonej nocy u nas, niechętnie pod wieczór wrócił do swojego domu, w którym został ponownie skrzywdzony. Zamiast rozmowy znów były krzyki. Nie rozumiem czemu nie mogli tego zrozumieć, nie robiliśmy niczego złego. Na dwa dni straciłem z nim kompletny kontakt. Nie pojawiał się w szkolę, na podwórku, telefon miał wyłączony tak samo GG. Gdy w końcu odważyłem się pójść do niego spotkała mnie niemiła niespodzianka. Otworzyła jego matka. Co prawda wpuściła mnie do środka ale tylko po to by na mnie pokrzyczeć. Próbowała wybić mi z głowy swojego syna przy nim samym. Dała mu szlaban i chciała zmienić szkołę. Postępowała całkowicie bezmyślnie, na niecałe dwa miesiące przed maturą chciała przewrócić całe jego życie do góry nogami. Filip, słysząc plany swoje matki wybuchł gniewem. Jedno przekrzykiwało drugie. Zrobił to co chciał zrobić za pierwszym razem gdy nie otrzymał zaakceptowania u swoich rodziców. Wyprowadził się. Gdy zaczął pakować swoje rzeczy, jego zdesperowana matka je rozpakowywała. Nie wiedziałem co robić. Gdy oni wciąż na siebie krzyczeli poszedłem poszukać telefonu Filipa. Trudno było mi go znaleźć ale w końcu przypomniałem sobie gdzie zazwyczaj chowała coś przed Filipem wcześniej. Włączyłem telefon. Jak dobrze że znałem PIN. Wybrałem numer jego ojca całkowicie bezradny. Gdy w skrócie mu wszystko opowiedziałem, obiecał że już wsiada w samochód. Nie zbytnio mnie to pocieszyło bo mieszkał kilkanaście kilometrów za miastem.

Próbowałem jakoś ich powstrzymać. Filip musiał ją nieźle rozwścieczyć chęcią wyprowadzki ale co innego mógł zrobić? Czy ona nie widziała jak go krzywdzi? Po nieudanych próbach przekrzyknięcia ich, opadłem na ziemie wyjmując telefon. Tym razem zadzwoniłem do swojego taty mając nadzieję że wrócił już do domu. Po pięciu minutach zjawił się razem z mamą a zaraz za nimi przyszedł ojciec Filipa z dodatkową torbą. Rozpętało się piekło. Gdy pomagałem Filipowi się pakować, jego matka stała się bezradna. Moi rodzice i ojciec Filipa próbowali ją uspokoić. Ta krzyczała na moją mamę. W kółko pytała się jak ona tak może, czy kompletnie straciła rozum. Nie mogła pojąc jak ją to nie odrzuca. Zarówno jak nas i tak moją mamę to zabolało. Odpowiedziała że jej dziecko nigdy by jej nie odrzuciło. Mimo tych wszystkich okrutnych słów zrobiło mi się jej cholernie żal, była na skraju wytrzymania. Wszystko we mnie wybuchło. Moja mama zalała się łzami. Trudno było jej kłócić się ze swoją przyjaciółką. Ba, szwagierką. Po jakimś czasie do domu wrócił wujek. Wybuchła jeszcze większa afera. Zapłakany Filip błąkał się po domu wrzucając do torby wszystko to co jego. Próbowałem przytulić jego mamę. Serce mi pękało patrząc na nią. Wtedy nie było sensu się unosić, chciałem by się uspokoiła. Niestety zostałem odepchnięty. Poczułem się jak śmieć. Okropnie bolało. Nie byłem w stanie nawet wyobrazić sobie tego co czuł Filip, będąc sam potraktowany jak śmieć przez nich. To piekło trwało dobrą godzinę jak nie dłużej. Nie chcieli go puścić gdy już się do końca spakował. I tak wszystkiego nie dał rady zabrać. Co prawda Filip i tak by niedługo się wyprowadził ale nikt chyba nie spodziewał się że w takich okolicznościach. Dla Filipa zgasło słońce a przy okazji i dla mnie.

Wszyscy przyszliśmy do mojego domu. Do naszego jak niedługo się okazało. Filip był strasznie roztrzęsiony. Nigdy go takiego nie widziałem. To co zobaczyłem w niedzielę nic nie miało się z tym co zobaczyłem wtedy. Ojciec Filipa próbował jakoś do niego dotrzeć, ale bez skutku. Nie chciał nikogo widzieć oprócz mnie. Zamknęliśmy się w moim pokoju. Mocno go objąłem, próbując zaprzestać jego trzęsienia się. Przycisnąłem go do swojej piersi powtarzając że już dobrze. Sam się trząsłem i płakałem. Minęło około pół godziny zanim przestał tak strasznie dygotać. Mocno mnie obejmował, aż czasami bolało. Okropnie się o niego bałem, by się kompletnie nie załamał. Zluźniając swój uścisk opadł całkowicie swoim ciałem na łóżko. Zwinął się w kłębek. Podniosłem koc który spadł na ziemie i okryłem go nim kładąc się koło niego, mocno tuląc. Na szczęście już tak przeraźliwie nie płakał. Jęczał z bólu. Nie wiedziałem co gorsze. Okropnie mnie to bolało, patrzenie na niego w takim stanie. Nie potrafiłem zrobić nic efektywnego, czegoś co by sprawiło żeby przestał tak cierpieć. Moje gadanie mało co dawało, przynajmniej tak to odczuwałem. Głaskałem go dla uspokojenia, zarówno siebie jak i go. Zasnął. Na początku przestraszyłem się że stracił przytomność, w końcu bez powodu nie naoglądałem się tych wszystkich medycznych seriali. Gdy zobaczyłem jego wyraz twarzy i spokojne oddychanie uspokoiłem się. Jego twarz była okropnie zapłakana i mokra od łez. Pościel też była lekko mokra. Sam zmoczyłem jego czarną koszulkę a on moją. Ze stolika przy łóżku najciszej jak potrafiłem otworzyłem szufladę szukając chusteczek by móc go wytrzeć. Gdy jak najostrożniej wycierałem jego twarz biała chusteczką jego tata wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie znacząco a ja pokiwałem głową. Naciągnąłem koc na jego odkryte nogi. Chciałem położyć się przy nim i go pilnować ale czułem że tata Filipa powinien to zrobić. Zrobił coś co bardzo mnie zaskoczyło ale i ucieszyło. Przytulił mnie i poklepał po plecach. Z moich oczu znów wypłynęły łzy. „Nie płacz” usłyszałem. Zostawiłem go ze śpiącym synem w pokoju, samemu udając się do łazienki, by móc w spokoju się wyryczeć. Mama zauważając mnie, zamknęła się razem ze mną w łazience. Teraz to ja wybuchłem panicznym płaczem. Nie umiałem przestać, tego już było za dużo. To teraz ona mnie mocno przytulała i próbowała uspokoić. Kompletnie straciłem panowanie nad swoimi emocjami.

Gdy już udało mi się przestać, poczłapałem z powrotem do swojego pokoju. Filip nadal spał. Położyłem się koło niego, delikatnie głaskając jego głowę by go nie obudzić. Mimo tych okropności, teraz gdy spał miał bardzo spokojny wyraz twarzy. Gdy spał, przypominał najsłodszego aniołka, do tego to jego cichutkie chrapanie sprawiło że i ja na chwilę poczułem spokój. Przyłożyłem głowę do jego karku i dobrowolnie dałem porwać się w objęcia Morfeusza. O niczym nie śniłem. Albo pewno o czymś śniłem tylko tego nie pamiętałem. Pamiętałem tylko ciemność. Gdy się przebudziłem, zdziwiłem się bo u mojego boku nie było już Filipa. Zerwałem się przerażony że już wyszedł a nawet że mogę już go więcej nie zobaczyć. Przez te kilka sekund czułem się okropnie. Gdy już łzy chciały same wypłynąć z moich oczu usłyszałem jego głos z zamkniętych drzwi mojego pokoju. Uspokoiłem się. Przetarłem swoją twarz i chwilę odczekałem za nim otworzyłem drzwi swojego pokoju. Mój ukochany siedział wtulony w swojego tatę i sam był głaskany po ramieniu przez moją mamę siedzącą obok. Ucieszył się na mój widok. Przysiągł bym że na chwile się uśmiechnął. Zdziwiłem się patrząc na zegarek, nie mogłem tak długo spać. Mama zrobiła mi miejsce koło Filipa. Odlepił głowę od ramienia swojego taty by spojrzeć na mnie i lekko pocałować w policzek. Poczułem zarówno radość i uczucie zakłopotania. Obawiałem się że któremuś z rodziców może się to nie spodobać ale wręcz przeciwnie, nawet się uśmiechnęli. Wytarłem palcem kąciki jego oczu i przytuliłem do siebie. Po chwili usłyszałem jego głos. Strasznie się za nim stęskniłem. Narzekał że wpychają w niego jedzenie. Świadom tego że nic nie jadł od tego feralnego zdarzenia nałożyłem jakiejś sałatki na jego talerz i poprosiłem by coś zjadł. Zgodził się ale tylko pod warunkiem że go nakarmię. Nie miałem nic przeciwko, mimo że żartował. Jadł mi z ręki, he he. Rodzice zauroczeni nami kon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *