Kolega z Japonii

Kolega z Japonii

Szczerze powiem, że byłem zdziwiony. Co prawda nie znałem Hirokiego za długo, ale nie miałem pojęcia, że mógłby mieć tak słabą głowę. Naprawdę wystarczyło parę kieliszków, żeby chłopak prawie zupełnie się rozłożył.
Zrobiło mi się jednak zaraz wesoło, gdy zobaczyłem, jak dziwne miny robił, usiłując prosto chodzić. Śmiać mi się chciało, kiedy widziałem te jego wygibasy.
Japończyk odwrócił się i przystanął, opierając się o szafkę i zmierzył mnie wzrokiem. Jego zarumieniona twarz wyglądała teraz naprawdę uroczo. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu.

– Nani? – mruknął, po czym na chwilę zasłonił usta ręką i czknął głośno. – C-co cię tak bawi, no?!

Urocze, doprawdy. Nie wiem czy Hiro w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, jak słodko wyglądał, kiedy się wkurzał. Zwłaszcza, że towarzyszyły temu pijańskie rumieńce. Nie, żebym lubił jak jest pijany, bo w takim stanie widziałem go pierwszy raz, ale trudno mi powstrzymać się od takich komentarzy.

Hiroki Shiro był prawie dziesięć lat młodszy ode mnie i mimo, że był dorosły, w cale tak nie wyglądał. Przeciwnie, wyglądał jak licealista najwyżej. Miał bardzo delikatne rysy twarzy nawet jak na Azjatę, a długie ciemnobrązowe, prawie czarne włosy właściwie nie dodawały mu niezwykle męskiego wyglądu, ba. Nawet chłopięcego… Z budowy też był raczej drobny. Szczupły chłopak o przeciętnym kobiecym wzroście i niedużych ramionach. Większość koszulek, jakie nosił była chyba damska, skoro szew nie zjeżdżał mu z ramion.

– Słabą masz głowę… – stwierdziłem. Na moment przymknąłem oczy i pociągnąłem z gwinta parę łyków wódki. Czysta… Skrzywiło mnie, ale już nie aż tak, jak na początku. Teraz w zasadzie nie było daleko od tego, aby picie tak mocnego alkoholu duszkiem mi zupełnie wisiało.
Podrapałem się po głowie potem.
– …a poza tym to naprawdę zabawnie wygląda, jak się tak bujasz. – nie mogłem, parsknąłem śmiechem niekontrolowanie.

Shiro zmarszczył brwi i wyciągnął dłoń. Chciał mi chyba pogrozić, ale gdy tylko poruszył ręką, stracił równowagę i upadł na kolana.

– Przestań się śmiać wreszcie! – fuknął, gdy kolejny raz nie wytrzymałem i ryknąłem w głos. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, ścisnął usta, nadął policzki i przy tym już nie mogłem i położyłem się na podłogę. Łzy ciurkiem ściekały mi po twarzy.

– Bakayaro! – warknął, podchodząc do mnie na czworaka.
To naprawdę niesamowite, ile człowiek jest w stanie zrobić, żeby drugiemu pieprznąć w łeb.

Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem. Nie było trudno go teraz rozłożyć. W przeciwieństwie do mnie, Hiroki miał we łbie minimalny poziom świadomości tego, co się dzieje. Zakręciłem butelkę i pchnąłem ją lekko. Poturlała się pod szafkę nocną.

– Mam tak teraz leżeć na podłodze? – bełkotał, pocierając twarz rękoma. Łatwo było go podejść.

Uniosłem się trochę na rękach i usiadłem okrakiem na jego biodrach.
Młodszy natychmiast wyciągnął ręce w moją stronę i zaczął mnie spychać.

– Złaśśśśś! – zajęczał, mrużąc oczy. – Złaśśś, kurwa, bo mnie miaszczyszsz…!

Nie zszedłem. Zawisnąłem nad jego głową, opierając się o zgiętą rękę. Drugą bezwiednie zacząłem gładzić jego rumiany policzek.

– Jesteś taki słodki jak się wkurzasz… – wymruczałem. Hiro uniósł brwi wysoko. Cholera, ta mina była bezcenna! Czasami naprawdę zachowywał się jak dziecko. Wydaje mi się jednak, że taki po prostu był jego urok i to też była jedna z rzeczy, która mnie w nim pociągała. Był często trochę bezmyślny i zdarzało się, że palnął coś głupiego, a potem histeryzował, biegał i przepraszał ludzi naokoło, ale to było naprawdę urocze.

Nie odpowiedział ani słowa, z resztą nie dziwię się. Myślę, że wtedy go po prostu zatkało. Leżał tylko nieruchomo i gapił się na mnie dużymi czarnymi oczyma.
Mimowolnie pochyliłem się nad nim jeszcze niżej. Miał takie śliczne małe, pełne usta. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale pocałowałem go. Pocałowałem i w jednej chwili, gdy tylko zdecydowałem się tylko go spróbować, zapragnąłem dosłownie pochłonąć go całego.
Nie mogłem się od niego oderwać. Bił we mnie rękoma i coś mruczał, ale nie potrafiłem. Shiro był jak narkotyk, gdy raz się „porządnie” spróbuje, sama myśl o odstawieniu sprawia, że człowiek wpada w rozpacz.

– Sawaranaide, yo! – wydarł się, kiedy przerwałem pocałunek. Za chwilę dostałem z liścia. To powinno mnie otrzeźwić, ale niestety. Ja też piłem i nieźle się wkurzyłem.

Chwyciłem go za nadgarstki i przygwoździłem go jedną ręką do podłogi. To nie było trudne. Shiro miał chude rączki, nie miał prawie w cale siły.

– Yamete, yo!

Kolejny raz go pocałowałem. Teraz jednak byłem zdecydowanie bardziej agresywny.

Hiroki zmrużył oczy i zaczął nieopanowanie drżeć na całym ciele. Coś tam jeszcze mi burknął w usta, ale nie miałem prawa tego zrozumieć, kiedy wsuwałem mu język do gardła.

– Nienawidzę jak coś mówisz, a ja tego nie rozumiem… – warknąłem, po przerwaniu pocałunku. Podniosłem się zaraz, ale nie puściłem jego rąk. To był błąd, co prawda, bo prawie wykręciłem mu nadgarstki…
Rzuciłem go na rozłożoną kanapę, na której zazwyczaj spał. Byle szybko, byle nie uciekł, uwaliłem się nad nim. Uwiesiłem tak samo, jak przed chwilą.

Pochyliłem się nad nim i zacząłem całować go po szyi. Myślałem, że oszaleję. Nie dochodziły do mnie już żadne jego słowa, krzyki czy jęki, czy cokolwiek tam mógł z siebie wydawać. Jego zapach doprowadzał mnie do obłędu. Zawsze mi się podobał jego zapach, co prawda, jego wygląd, uroczy, ale trochę drapieżny charakterek, ale teraz już nie mogłem się powstrzymać. Myślę, że do tego przyczyniły się zarówno alkohol, jak i jego śmieszne ubranie.

Puściłem ręce dwudziestojednolatka, ale tylko po to, żeby zedrzeć zeń przyduży sweterek, odsłaniający jedno ramię. Został jeszcze obcisły (chyba damski) podkoszulek, spodnie… Podążyłem rękoma w stronę jego rozporka.

– James! – usłyszałem pretensjonalny okrzyk. Spojrzałem na jego twarz na moment. Teraz wydawał się być raczej przerażony, a nie wściekły, ale nie powstrzymywał mnie. Po samej minie można było poznać, jak bardzo był też zmieszany. Taka dawka strachu i dziwnej niepewności nie pozwalała mu w tej chwili, ani pomóc mi w rozbieraniu go, ani też jakiejś koślawej samoobronie. Szatyn po prostu leżał, dygotał i bez przerwy świdrował mnie tymi swoimi oczyma. Myślałem, że zwariuję, widząc jak jego małe wilgotne usta lekko drżały.

Pocałowałem go natychmiast, rozpinając mu jednocześnie pasek od spodni. Długo nie musiałem się męczyć. Jeansy były mu za duże, jak mogłem się domyślić i wystarczyło rozpiąć pasek, mocno pociągnąć za nogawki, żeby je zeń zedrzeć. Potem przyszła kolej na podkoszulek.
Hiro zaczął zasłaniać się rękoma. Kiedy tylko zabrałem się za pozbywanie się swojej odzieży, skulił się na łóżku.

– Co ty robisz? – spytałem, kładąc się za nim. Miałem wrażenie, że się oparzyłem, kiedy czubkiem penisa dotknąłem jego pośladków. Objąłem go jedną ręką.

Nie odpowiedział. Znów się podniosłem i gwałtem przewróciłem go na plecy.
Mały złapał kurczowo pościel w ręce i odwrócił głowę w bok, zaciskając mocno powieki. Uśmiechnąłem się pod nosem, gładząc go po udach.

– Rozluźnij się… – szepnąłem, pochylając się nad jego męskością. – Rozluźnij… – powtórzyłem, a potem objąłem wargami główkę jego członka.

Cichy pisk. To właśnie usłyszałem, kiedy zacząłem mu robić dobrze ustami. Potem było dyszenie, najpierw ledwie dosłyszalne, potem ciężkie i głośne, a wreszcie zaczął pojękiwać. Myślałem, że zwariuję, choć nigdy bym nie podejrzewał jakiegokolwiek mężczyzny o wydawanie tak niedorzecznie cienkich dźwięków. Do tego nie były zdolne chyba nawet niektóre kobiety!

Przestałem, gdy przerwy między kolejnymi jego jękami i westchnieniami robiły się coraz krótsze. Zawisnąłem nad nim, opierając się jedną ręką o poduszkę. Miał zamknięte oczy, ściągnięte brwi. Usta mu drżały, ramiona… Był jednocześnie śmiertelnie przerażony, ale i podniecony.

Poczułem się winny, naprawdę. Czy ja go molestuję? Spytałem samego siebie w myślach. Samo wyobrażenie gwałtu na nim sprawiało, że robiło mi się przykro, słabo… Miałem ochotę samego siebie pierdolnąć.

Co ja robię, do cholery?

Kolejny dziwny dźwięk.

Czy on płacze?

Coś ścisnęło mnie w gardle. Zrezygnowałem. Położyłem się naprzeciwko i mocno go przytuliłem. Shiro oplótł mnie ciasno. Cały dygotał.
Oderwałem rękę od jego talii, aby pogłaskać go po głowie uspokajająco.

– Przepraszam… – szepnąłem. Nie odpowiedział. To był zły znak, kiedy chłopak stawał się małomówny, albo nie odzywał się w cale. Wtedy albo był naprawdę na kogoś obrażony, albo sprawiono mu niesamowitą przykrość. Raczej nie był agresywny czy skłonny do bójek. Mógł krzyczeć, przeklinać i wygrażać, ale oprócz zafundowaniu komuś liścia (typowego bardziej dla kobiet), nie robił raczej nic, co kogoś mogłoby fizycznie zaboleć.

– Hiroki – westchnąłem – przepraszam.

Nagle uniósł głowę. Dostałem w podbródek, a łeb mi odskoczył. Cofnąłem się trochę.
Był zapłakany, ale miał raczej pretensjonalny wyraz twarzy. Trzymał zaciśnięte w pięści dłonie na mojej klatce piersiowej.

– Jeśli chcesz to zrobić, zrób! – szok. – Ale, bądź, kurwa delikatny, co?!

I znów w płacz. Poczułem się naprawdę nieswojo i znów go przytuliłem.

– Przepraszam… – po raz trzeci to mówiłem. Teraz naprawdę źle się ze sobą poczułem, tak, jakbym go zgwałcił, a on bezczelnie mówił mi, że „było fajnie, ale szkoda, że jeszcze np. jeden raz nie nazwałeś mnie dziwką”. To było jak mocny i celnie wymierzony policzek. I na pewno poskutkowało.

– Jestem pierdolonym prawiczkiem! – wybąkał, po czym parę razy walnął mnie pięściami w klatkę piersiową. Zakasłałem mimochodem, ale potem uśmiechnąłem się nieco skrępowany. Znów go objąłem.

– W-wiem… – nie wiem, czemu to powiedziałem.

Kolejny raz go zszokowałem.

– J-jak to „wiem”?!

Zmrużyłem oczy i pochyliłem głowę lekko. Było mi głupio, jak jasna cholera.

– W-wiem po prostu, no… – mruknąłem. Znów dostałem pięściami po klacie. Nie, żeby to bolało, ale na pewno też nie był to jakiś pieszczotliwy gest z jego strony… Zasłużyłem sobie. Zachowałem się potwornie. Chciałbym teraz zapaść się pod ziemię, słowo daję…

– Raczej ktoś, kto się na „tym” zna się tak nie zachowuje.

Twarz szatyna zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Zacisnął usta na chwilę.

– No, co ty nie powiesz, do cholery?!

Leżeliśmy  milczeniu. Nadzy, wtuleni w siebie… Oboje zawstydzeni i upokorzeni przez siebie nawzajem. Dopiero, kiedy chłopakowi zaczęło robić się chłodno, zdecydowałem kontynuować swoje zboczone działania.

Podniosłem się, ułożyłem go ostrożnie pod sobą i pocałowałem. Nie protestował. Nawet na swój nieumiejętny sposób usiłował odwzajemniać pocałunki, ale nie wychodziło mu to zbytnio. To było naprawdę słodkie… Uwielbiałem tę jego dziwną nieporadność, infantylność czasami. Hiro, choć był dorosły często zachowywał się jak dzieciak, ale naprawdę nie miał nasrane w głowie. To bardzo mądry młody mężczyzna tylko trochę nad to żywy i niezupełnie stabilny emocjonalnie. Może potrzeba mu było jeszcze jakiś dodatkowych wrażeń? Może właśnie takich, które miałem mu zafundować.

Odwróciłem go na brzuch i przybliżyłem zwilżone palce do jego pośladków. Rozchyliłem je nieco i zacząłem gładzić go ostrożnie po wejściu.
Zacisnął mocno palce na poduszkach i jąknął głośno. Jego twarz była cała czerwona.

– N-nigdy nie myślałem… – westchnął – n-nigdy nie myślałem, że pierwszy raz będę to robić z mężczyzną…

Uśmiechnąłem się pod nosem, nie przerywając pieszczot. Potem wsunąłem w niego jeden palec. Głośne jęknięcie wynagrodziło mi moją cierpliwe i powolne poczynania.

– To źle? – spytałem, cały czas ostrożnie wiercąc palcem w jego ciasnym wejściu.

– N-nie. – prawie szepnął, a potem wziął kilka głębszych wdechów. Cały płonąłem, widząc, że mimo wszystko moje najmniej możliwie odczuwalne ruchy tak bardzo go podniecają.

– James… – jęknął.
Pochyliłem się nad nim i złożyłem kilka namiętnych pocałunków na jego  drobnych ramionach. Mruknąłem tylko w odpowiedzi. Słucham…

– C-cieszę się, że to ty… – usłyszałem. -… a nie ktoś inny.

Zatkało mnie. Przez długą chwilę tylko siedziałem i patrzyłem na odsłonięty fragment jego twarzy. Serce mocniej mi zabiło, zrobiło mi się cieplej. Nie spodziewałem się tego, naprawdę.
Nie miałem na co czekać. Uśmiechnąłem się wreszcie, pochyliłem nad nim i zacząłem obcałowywać jego wątłe ciało od łopatek w dół, bez przerwy pieszcząc go palcem. Potem dołożyłem drugi. Kolejny raz usłyszałem ten słodki dźwięk. Przyjemne dreszcze przebiegły mi po plecach.
Wreszcie dotarłem na sam dół i wyjąłem palce z niego. Cały czas starałem się rozchylać nieco jego pośladki. Ostrożnie polizałem go w tamtym miejscu.
Shiro zacisnął mocno palce na poduszkach i wtopił głowę w jasnoniebieski materiał, żeby stłumić cichy okrzyk rozkoszy. Nie wiem czemu się tego wstydził. To była właśnie jedna z najbardziej podniecających rzeczy w tym wszystkim.

Odsunąłem się potem. Naplułem sobie na rękę i mocno zwilżyłem sobie penisa. Nie trudno było powstrzymać się od dotykania siebie, kiedy miałem przed oczyma taki piękny widok. Hiroki czekał… czekał na mnie. Z trudem przechodziło mi to przez myśl, ale było to naprawdę coś pięknego.

Wymierzyłem się, opadając na zgiętą w pół rękę. Zacząłem całować go po karku i lewym ramieniu, a wreszcie też powoli w niego wchodzić. Kiedy już wsunąłem główkę członka, przeniosłem rękę na jego talię i przesunąłem nią parę razy do biodra i z powrotem.

– Rozluźnij się. – szepnąłem, przerywając pocałunki tylko na chwilę. Hiro nie odpowiedział, ale widziałem, że stara się robić co w swojej mocy, aby ułatwić mi pierwszą penetrację. Zaraz potem krzyknął głośno w poduszkę. Pogładziłem go po włosach, starając się nawet nie drżeć, ale teraz było to wyzwanie. Hiro był tak przyjemnie ciasny i ciepły. Zmrużyłem oczy, starając się stłumić własny jęk.

Zaraz znów usłyszałem coś podobnego do szlochu. Kolejny raz całowałem jego kark i ramię, potem przeszedłem na drugie. Delikatnie oblizałem jego policzek, kiedy usiłował wziąć oddech.

– Kocham cię. –szepnąłem do niego. Ucałowałem go w czubek głowy, nada siląc się, aby nie wykonać jakiegokolwiek ruchu biodrami. Kątem oka zobaczyłem, jak wybałusza oczy, a potem moje przepiękne czarne tęczówki szklą się przez łzy. – Kocham cię. – powtórzyłem, ostrożnie dotykając jego włosów.

Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi, ale wiedziałem, że uspokoiłem go wreszcie. Potem mogłem już próbować powoli zacząć wykonywać jakieś minimalne pchnięcia.
Przez jakiś czas jeszcze wzdychał nieco boleśnie i parę łez niestety wsiąkło w jego biedną poduszkę, ale już niedługo głośno jęczał wyłącznie z przyjemności.

– Baka…! – jęknął, wyginając się w łuk. Był bliski orgazmu, bardzo bliski. Wiedziałem. Chwyciłem jego biodro i uniosłem go nieco do góry. Wsunąłem rękę pod jego podbrzusze i starałem się zrobić mu dobrze.

– Baka! – wydarł się wtedy, ale nie powstrzymywał mnie. Nie powstrzymywał już także żadnego z tych cudownych westchnień i coraz głośniejszych krzyków oznajmiających, że zbliżał się koniec.

Doszedłem w nim. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale nie byłem trzeźwy i nie pomyślałem o tym w ogóle. Wyszedłem powoli i gdy tylko ułożyłem się na pościeli, objąłem ciasno swojego kochanka i ułożyłem go na swoim ciele.

Shiro dyszał ciężko. Miał całą rumianą twarz, śliczne usta mu drżały. Resztki jego spermy spłynęły mi teraz po udach. Położyłem dłoń na jego głowie i pogładziłem go ostrożnie, potem ucałowałem.
Nie chciałem tego żałować następnego dnia. Nie chciałem biegać za nim i go przepraszać. W głębi duszy miałem nadzieję, że tak zostanie… Chciałem bardzo, żeby nawet było lepiej i może też, aby spytać go czy mu się podobam, czy może coś do mnie czuje. Chciałbym, żeby kiedyś sam rzucił mi się w ramiona i powiedział chcę się z tobą kochać, teraz!

– Aishiteru, yo… – wyszeptał.

Uśmiechnąłem się pod nosem i kolejny raz ucałowałem go w czubek głowy.

– Co powiedziałeś? – spytałem, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Mój japoński aniołek zasnął… 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *