Joanna w klubie Cz.7. Zasadzka szefa

Joanna w klubie Cz.7. Zasadzka szefa

Dni mijały, Joanna natomiast zaczęła mieć coraz bardziej urozmaicony grafik. Nie pracowała już wcale jako kelnerka. Zamiast tego jeździła na sesje zdjęciowe. Dawała pokazy w klubie, a kilka razy pracowała też „w terenie”. Przez cały ten czas o dziwo Kamil miał do niej dość „oficjalny” stosunek. Parę razy zadowolił się tym, że zrobiła mu loda, poza tym kilka klapsów w czasie nocek i pochwały pod jej adresem, były stosunkowo niewielkimi wymaganiami jak na niego. W końcu jednak zauważyła, że coraz częściej i chętniej kręci się wokół niej i interesuje jej osobą. Faktycznie początkowo zadowalał się istniejącym stanem rzeczy, tym że Joanna pracuje u niego, że jest uległa i zadowala widzów oraz producentów bielizny. W końcu zaczął jednak odczuwać niedosyt. Pamiętał cudowne chwile z nią spędzone i zaczął pragnąć ich znowu. Zasmakował w niej i nie chciał, żeby było to jednorazowe skosztowanie. Mógł co prawda zwolnić ją z jednego czy dwóch występów i zamknąwszy z nią w pokoiku, brać ją jak by tylko chciał. Jednak wiedział, że nie mogłoby to nawet po części dorównać chwilom jakie spędził z nią w jej domu. Chciał znów wprowadzić się do niej i przeżywać chwile uniesienia, podczas gdy ona oddawałaby się mu. Często wołał ją do siebie i kazał opowiadać jej co u niej w domu. Bardzo ją to dziwiło, ale zgodnie z poleceniem opowiadała o dzieciach, które wyniosły się z domu, żeby kontynuować naukę, o Henryku, który pracuje w firmie budowlanej i o wszystkim czego jej szef sobie życzył. Zanim się obejrzała, nauczyła się bez zastanawiania, nawet wbrew sobie wykonywać wszystkie jego polecenia.
Kamil liczył, że jego „laleczka”, jak ją ciągle nazywał, wygada się o jakimś wyjeździe jej męża, lub jego nieobecności przez parę dni w domu. Wówczas mógłby się wprowadzić na jego miejsce i powtórzyć to, co już kiedyś udało mu się z nią przeżyć. Jednak nic takiego nie było w planach Henryka.
Pewnego dnia Kamila załatwiającego swoje sprawy na mieście, spotkał jego dobry znajomy Janusz. Był on szefem firmy budowlanej. Wypytywali się wzajemnie o interesy, o pracę, o to jak się im wiedzie. Janusz miał u szefa Joanny kilka długów wdzięczności. Nieraz zdarzało się, że pod nieobecność żony, kiedy zaczął odczuwać ochotę na jakieś kobiece ciałko, dzwonił do Kamila, a ten od razu wysyłał do niego jedną ze swoich tancerek, nie życząc sobie od niego nic w zamian. Zaświadczał też na jego korzyść, że nic takiego nie miało miejsca, kiedy żona Janusza zaczynała mieć podejrzenia co do męża. Podczas rozmowy zwrócił uwagę, kiedy znajomy opowiadając o pracy w firmie, wymówił imię Henryk.
– Henryk pracujący w firmie budowlanej – myślał – to musi być mąż mojej Asi.
Zaczął więc zastanawiać się czy nie dałoby się jakoś przez Janusza wysłać go, na chociaż parę dni, poza dom. Najpierw jednak chciał się upewnić, że ma rację. Wypytywał więc sprytnie Joannę, żeby opowiedziała mu o pracy męża. Jej słowa potwierdziły jego domysły. Jego szefem był jego znajomy. Zaczął się zastanawiać, jak mógłby wykorzystać ten fakt. Zaprosił Janusza na drinka, mając nadzieję, że uda mu się go jakoś podpuścić. Wypytywał go więc czy pracują tylko na miejscu, czy gdzieś dalej też? W odpowiedzi usłyszał, że mają możliwość pracy nawet poza krajem, nawet ostatnio ruszył gdzieś w Portugalii jakiś duży projekt i mogliby pracować tam nawet przez trzy miesiące.
– Trzy miesiące – powtórzył sobie Kamil – trzy miesiące z Joanną. To byłoby coś niesamowitego.
– I co nie wybieracie się tam? To byłby niezły zarobek pewno – spytał.
– Nawet lepiej niż niezły. Ale musiałbym wysłać tam moich sprawdzonych fachowców, a nie wiem czy młodzi poradzą sobie na miejscu.
– Czemu mieliby nie poradzić? – podpuszczał Kamil – Jak nie pozwolisz się im sprawdzić to nigdy sobie nie zaczną radzić.
– Mówisz?
– No a jak, nie są to przecież studenci na praktykach, bo już pracują jakiś czas z tobą. Człowieku, jak można dorobić się na tym, to nawet się nie zastanawiaj, czasem trzeba nieco zaryzykować.
– Wiesz, może masz rację.
– No też tak myślę.
– Ale wiesz, to trzeba przygotować, uzgodnić, chłopaki musieliby zostawić swoje rodziny na trzy miesiące.
– A co rodziny nie poradzą sobie trzy miesiące bez tatusiów? Jeśli mają małe dzieci to masz rację, ale jak mieszkają z samymi żonami albo z wyrośniętymi już dzieciakami, to w czym problem? Jeszcze będą się cieszyć z kasy.
– No może i tak, muszę to jeszcze przemyśleć.
– A jak żona?
– Wyjechała znowu na kilka dni.
– To co? Potrzebujesz towarzystwa? Haha!
– A wiesz, wieczorami może by się i jakieś przydało.
– No to na koszt firmy! I zdrowie, za małżonków wyjeżdżających do pracy.
Starał się jak mógł, niepewny sukcesu. Wieczorem wysłał Januszowi do towarzystwa jedną z tancerek, karząc jej dodatkowo, w razie gdyby zaczął z nią rozmawiać o takich wyjazdach, powtarzać jego słowa.
Kilka dni później, spadła na Joannę wiadomość, jak grom z jasnego nieba. Szef wysyłał Henryka i jego kolegów po fachu do pracy przy dużym projekcie w Portugalii, co prawda za grube pieniądze, ale na aż trzy miesiące. Nie wiedziała co powiedzieć, to było na tyle nadzwyczajne wydarzenie, że czuła że jej szef musiał maczać w tym palce. Nie miało to sensu, ale musiał. Trzy miesiące bez Henryka oznaczało dla niej trzy miesiące z samym Kamilem. Prosiła męża jak umiała, żeby nie wyjeżdżał, ale nie był władny decydować, to było polecenie odgórne. Z resztą ta perspektywa dla niego, nie była jakoś specjalnie straszna. Joanna nic nie mogła zrobić.
– Może jednak to tylko przypadek? – mówiła sobie – Może uda mi się utrzymać to w tajemnicy, przynajmniej przez jakiś czas?
Henryk miał jechać za nieco ponad tydzień, Joanna z ogromnym niepokojem szła następnego dnia do pracy. Nie wydarzyło się jednak nic nadzwyczajnego. Kamil nie wzywał jej na rozmowę, nie wypytywał o nic. Przyszedł dzień wyjazdu Henryka, a w klubie nadal cisza.
– Więc to jednak był przypadek – mówiła.

Wyjechał i nadal nic nie wskazywało na jakiekolwiek zaangażowanie Kamila. Następnego dnia szef niby niepozornie wypytywał ją jak to robił nieraz o to, co u niej w domu słychać. Wiedział, że została sama i chciał się przekonać, czy posłusznie powie mu o tym. Zamierzał jednak dać jej kilka dni.
– W porządku, wszystko po staremu – odpowiadała.
– A mąż nie planuje jakiegoś wyjazdu w najbliższym czasie? – spytał z uśmiechem.
– Nie – odpowiedziała – nic mi o tym nie wiadomo.
– Szkoda… Pamiętaj, że masz być wobec mnie szczera i posłuszna, bo inaczej spotkają cię bardzo nieprzyjemne konsekwencje, więc jeśli o czymś się dowiesz, to masz dać mi znać, jeśli zataisz to choć dzień a ja się dowiem, będziesz tego żałowała do końca życia.
– Dobrze.
Joannie serce biło jak szalone. Wzmianka o konsekwencjach przeraziła ją.
– Powiedzieć, czy nie powiedzieć? – pytała sama siebie stojąc w domu przed lustrem – Jeśli nie powiem a on dowie się, że Henryk wyjechał, zniszczy moje życie, a jeśli powiem, czekają mnie trzy koszmarne miesiące z nim.
Była w rozterce. Każde wyjście wydawało się jej okropne. Siedziała, płakała i pytała kolejny raz samej siebie, jak do tego wszystkiego doszło? Analizowała każdy dzień, odkąd zgodziła się iść z Jolką na babski wieczór i została podstępnie wciągnięta do pracy w klubie. Wszystko co było potem, było tylko następstwem i obciążało coraz bardziej jej rachunek. Kręcąc się po domu myślała co zrobić. W końcu stanęła w progu sypialni i patrząc na łóżko szepnęła drżącym głosem.
– Nie chcę żeby zniszczył nasze życie, dlatego muszę to zrobić – i rozpłakała się.
Następnego dnia, rano poszła do Kamila, była drżąca, zapłakana i wylękniona. Wiedziała, że może ją ukarać za zatajenie tego przez dwa dni.
– O co chodzi? – spytał.
– P… panie Kamilu, ja… ja muszę coś panu powiedzieć, niech się pan na mnie nie gniewa – z trudem opanowywała drżenie głosu, bała się jego reakcji.
– Co takiego musisz mi powiedzieć?
– Ja… ja… Bo widzi pan, bałam się panu powiedzieć a teraz żałuję, że tego nie zrobiłam. I boje się, że mnie pan ukarze.
– O czym powiedzieć?
– Mój… mój mąż Henryk… on… on wyjechał za granicę, na trzy… miesiące. Wiem, że miałam pana nie okłamywać, ale bałam się. Źle zrobiłam. Proszę niech mnie pan… nie karze, zrobię dla pana wszystko, tylko niech pan nie mówi Henrykowi co robiłam i co robię – płakała i szlochała.
– Faktycznie, okłamałaś mnie wczoraj.
– Przepraszam.
– I powinienem cię za to ukarać zgodnie z zasadami, o których dobrze wiedziałaś.
Joanna płakała. Panicznie bała się teraz, kiedy powiedział, że powinien ją ukarać.
– Jednak skoro przyszłaś tu mnie dobrowolnie, żałując swojego kłamstwa i przyznałaś się posłusznie do wszystkiego, zapomnę o tym, że zataiłaś to przede mną.
Joanna dalej szlochała, nie mogąc się opanować.
– W tym stanie nie nadajesz się dziś do żadnej pracy. Wracaj do domu, i doprowadź się do normalnego stanu. Masz dziś wolne a jutro przyjdź rano.
– Dziękuję – odpowiedziała drżącym głosem.
W domu rozpłakała się znowu. Nie dlatego, że powiedziała mu o wszystkim, ale dlatego, że obszedł się z nią tak łagodnie i bez krzyku oraz, że wybaczył jej to nieposłuszeństwo. Nie tego się spodziewała i rozmiękczyło ją to dodatkowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *