Grudzień 2012

Grudzień 2012

Tomek, freelancer – programista, jak co dzień pracuje przy komputerze. Jest zmęczony, cały rok ciężkiej pracy bez odpoczynku. Bez urlopu, bez wolnych weekendów. Chciał zrealizować swój cel. Pracował więc tak wytrwale jak tylko mógł. Miał dosyć biedy i ciągłych ograniczeń.
Tomek też studiował. Dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim. Pasją Tomka była komunikacja niewerbalna. W wolnych chwilach chodził więc do biblioteki miejskiej i wypożyczał książki na ten temat. Był bystrym chłopakiem z perspektywami.
Pewnego wieczora, gdy oczy miał na tyle zmęczone od ciągłego patrzenia w monitor postanowił odetchnąć i dla rozrywki przejrzeć nowości w TV. Zatrzymał się na kanale Polsat News. Wiadomości były inne, niż co dzień. Panował chaos, strach. Wyglądało to zupełnie inaczej, niż strach i chaos po wypadku Smoleńskim. Inaczej niż w trakcie poszukiwań Madzi z Sosnowca. Inaczej niż zwykle.
– Ogromny meteoryt…. – usłyszał Tomek pierwsze słowa prezentera – … leci w stronę Ziemi. Naukowcy z NCP i NATO mówią jasno – to koniec istnienia Ziemi.
Tomek nie za bardzo rozumiał sens tych słów, próbował słuchać dalej.
– Asteroida o średnicy 3,9km uderzy za 13 minut w Środkową Europę. Fala uderzeniowa będzie tak duża, że zniszczy infrastrukturę na całym globie. – Tomek zamarł. Słyszał już drastyczne informacje, oglądał TV gdy terroryści zaatakowali World Trade Center, gdy Al Kaida zdetonowała ładunek w brytyjskim metrze. Ale to, że za 13 minut, gdzieś koło jego domu spadnie ogromna kupa żelastwa (to chyba żelastwo, bo z czego zbudowane są ateroidy?), odurzyło go zupełnie. Postanowił żyć jeszcze przez 13… już 12 minut pełną piersią.
„Zrealizuję swe wszystkie pragnienia” – pomyślał. I nagle opanowała o dzika żądza rozpusty, seksu i przemocy. Wyleciał ze swojego pokoju, nikogo nie było w domu. Mama jeszcze w pracy, tata szlaja się po barach. Wyskoczył z mieszkania, chciał biec do swojej dziewczyny kilka ulic dalej ale… zbiegając klatką schodową zastukał w drzwi sąsiadki.
– Jest mąż? – zapytał, gdy Agata otworzyła mu drzwi. Była w samym szlafroku.
– Nie ma, jeszcze nie wrócił… – nie zdążyła odpowiedzieć.
Tomek wepchnął ją do mieszkania. Była ładna, miała około 26 lat, niska, drobna brunetka o zielonych oczach. Przestraszyła się, była zdezorientowana:
– Ej, co robisz… – próbowała zapytać, jednak Tomek już zdarł z niej szlafrok i siłą rzucił całkiem nagą na dywan. Nie zadał sobie nawet trudu zamknąć drzwi wejściowych. Przez trzy minuty, brutalne minuty leżał na niej gwałcąc ją. To był jej ostatni stosunek w życiu. Pełen bólu, łez i wulgarnych uwag Tomasza W. Gdy skończył jej ciało drżało z zimna i przerażenia. Nic nie mówiła. On też w milczeniu ubrał się szybko i wyszedł.
Od momentu, gdy usłyszał tragiczną wiadomość minęło sześć minut. Tomek stał przed blokiem i rozglądał się. Dyszał ze zmęczenia. W jego oczach widać było blask. Blask bestii, która dyszy, by rzucić się na ofiarę. Zobaczył sąsiadkę z parteru. Pani Zosia była emerytką i zawsze wszystko wiedziała. A jak nie wiedziała to wymyślała, byleby tylko żyć plotką i mieć ciekawsze newsy od sąsiadek. Tomek pamiętał, jak skrzywdziła jego matkę. Pewna plotka na temat jej życia seksualnego. Wanda, matka Tomka płakała przez trzy dni. Nie wychodziła z domu przez siedem. Obawiała się publicznego linczu. Tomek wiedział co robić. Podszedł do Pani Zosi.
– Dzień dobry.
– O, dzień dobry Tomuś, jak miło… – zaczęła sąsiadka jednak nie skończyła. Zobaczyła, że Tomek podnosi z chodnika gałąź, którą bawił się chwilę wcześniej Kautun – owczarek niemiecki jego kuzyna. Bez wahania Tomek machnął badylem wprost w głowę staruszki. Przewróciła się. Podszedł i uderzył jeszcze raz. Jeszcze raz, mocniej. Krew wypłynęła z ust, czaszka była zmiażdżona. Uderzył jeszcze raz, by po raz ostatni napawać się uczuciem triumfu. Ostatni raz, bo nagle zobaczył na horyzoncie, jakby księżyc spadał. Jakaś wielka gwiazda, która co noc świeci malutka na ciemnym niebie nagle zbliżała się. I bliżej. I Tomek poczuł podmuch. Spojrzał na Panią Zosię. Uśmiechnął się, a zbliżająca się fala ciepła, palącego gorąca sprawiła, że uśmiech zniknął z twarzy Tomka. Zniknął Tomek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *