Fizjologia

Fizjologia

Piotr wyjechał. Dotychczas nie zdarzały mu się wyjazdy służbowe, przyzwyczaiłam się do tego,
że zawsze jesteśmy razem, że każdej nocy mogę się w niego wtulać, podświadomie, przez sen czuć
jego ciało. Nagłe „osierocenie” i to aż na trzy miesiące spowodowało, że byłam rozbita psychicznie,
nie potrafiłam się za nic zabrać, nie potrafiłam nawet skupić się nad książką.
A w pracy akurat nawał roboty związany z pracą nad katalogami z odzieżą zimową i
karnawałową. Wnerwiał mnie od zawsze ten aspekt mojej pracy, ze względu na cykl produkcji
wymuszający znaczne wyprzedzenie. Dla mnie jesień i zima przychodziły zawsze wcześniej. Na
dworze jeszcze gorące wrześniowe słońce, a w studio zimowe płaszcze, kurtki i ciepłe wysokie
buty. Koleżanki zazdrościły mi tego, bo twierdziły, że z wyprzedzeniem mam wiedzę, co się będzie
nosiło, dla mnie jednak ta świadomość była frustrująca, bo zapowiadała nadchodzące chłody i zimę,
której nie cierpię.
Julia, moja szefowa będąca współwłaścicielką agencji obwieściła mi właśnie, że dzisiejsze
popołudnie i wieczór, a jeśli się nie sprężę to i noc, będę miała zajętą fotografowaniem kolekcji
zimowej.
– Kolekcja przyjedzie za dwie godziny, ale zamówiłam Ci już dwóch fajnych chłopaków – rzuciła
na odchodnym. – A właściwie, to wyskocz sobie na obiad, bo później już nic nie zjesz.
– Po co chłopaków – zapytałam – i uświadomiłam sobie, że chodzi o odzież męską. Byłam
wściekła. Moi asystenci wyjechali z szefem na kilka dni na plener i wychodziło na to, że nie tylko
będę musiała fotografować, ale wcześniej trzeba będzie uprasować całą górę łachów.
– Cholera nadała, szlag by trafił – piekliłam się wyłączając generatory i komputer chcąc jak
najszybciej pojechać do miasta coś przegryźć.
Gdy wsiadałam do nagrzanego na słońcu samochodu, zadzwoniła komórka. Nawet nie
sprawdzając, kto dzwoni, warknęłam:
– Czego?
– Czeeeść, co robisz? – usłyszałam zdziwiona głos Karoli i od razu zaczęła ze mnie odpływać
wściekłość. Karolina miała wyjątkowy dar działać na mnie kojąco, tym swoim głupawo –
pogodnym głosem. Im bliżej ją znałam, tym bardziej byłam pewna, że ktoś wymontował jej układ
nerwowy i wszelkie emocje które mnie często ponosiły, jej były obce. W tym momencie jej głos był
dla mnie wyjątkowo miły.
– Właśnie mam lukę w pracy i jadę gdzieś na obiad; muszę szybko coś zjeść, bo mam chyba noc
pracy przed sobą – odpowiedziałam.
– To wpadnij do mnie, jestem sama, Karol wyleciał do Londynu i nudzę się paskudnie, a właśnie
wstawiłam chińszczyznę.
Karolina była dla mnie zdumiewającą istotą, bo przy totalnym ignorowaniu świata
rzeczywistego, który traktowała jak coś co musi niestety istnieć, ale nie należy specjalnie się tym
przejmować, poważnie traktowała dwie rzeczy: jedzenie i seks. Jeśli chodzi o jedzenie, to miała
nadzwyczajny talent do błyskawicznego zrobienia wspaniałości z niczego. A seks… Hm… To
zupełnie inna historia. Karolina potrafiła zajmować się seksem zawsze i wciąż. Gdy nie miała pod
ręką, … a właściwie nad sobą Karola, wykorzystywała do masturbacji ogromną kolekcję – kiedyś mi
ją pokazała – wszelkiego kształtu, koloru i wielkości onanizatorków, jak je nazywała, a poza tym z
wielkim zaangażowaniem lubiła eksperymentować ze wszystkim, co miało podłużny kształt i dało
się włożyć do cipki. Od czasu naszego pierwszego spotkania u nas, miałam okazję kilkakrotnie
spotkać się tylko z Karolą i… Zawsze, mimo iż nie zawsze jechałam do niej z myślą o seksie,
seksowałyśmy się namiętnie. I za każdym razem Karolina łączyła w sobie niesłychaną niewinność i
naiwność ze skrajnym wyuzdaniem. I zawsze… Potrafiła mnie w to wciągnąć!
– Ale Karolinko, mam cholernie mało czasu, więc… bardzo Cię proszę, tylko obiadek – rzuciłam –
a może… – nie, przez głowę przeleciała mi jedna myśl, ale postanowiłam, że wyjawię ją osobiście.
Powitała mnie w drzwiach dziwnym grymasem – wejdź szybko, chodź do pokoju – rzuciła przez
ramię. Podążyłam za nią i ze zdziwieniem zauważyłam, że dziwnie idzie, jakoś nienaturalnie
stawiając nogi.
– Karolina, czy ty się dobrze czujesz? Co cię tak połamało? – pytałam idąc za nią przestronnym i
jasnym korytarzem.
– No wiesz, Karola nie ma, jest mi pusto i próbowałam jakoś wypełnić tę pustkę i zrobił mi się
mały problem – odpowiedziała.
– Coś ty znowu wykombinowała?
– Włożyłam sobie dwa ogórki i się jakoś zaklinowały – odpowiedziała.
– Po co Ci dwa, nie mogłaś jednym? – zapytałam jak pierwsza naiwna, jak bym już wcześniej nie
znała możliwości „twórczych”” Karoliny.
– Nie mogłam jednym, bo czułam wielką pustkę wszędzie – odpowiedziała, a ja miałam na końcu
języka pytanie, dlaczego jeszcze jednego nie włożyła sobie do przełyku. Powstrzymałam się jednak
i zapytałam:
– A właściwie w czym problem? O co chodzi?
Karolina niewinnie spuściła oczy i prawie szeptem odpowiedziała.
– Bo z przodu… to właściwie nie ogórek, tylko wiesz, taka mniejsza cukinia i jak do tyłka
włożyłam ogórek i zaczęłam się pieścić, no to wiesz, przyszedł taki dziwny skurcz, że teraz nie
mogę ani tego, ani tego wyjąć. I… trochę źle mi się chodzi. Uwierają mnie…
Nie byłam pewna, czy to nie jest kolejny podstęp Karoli, abym się zainteresowała jej cipką, ale..
chyba nie. Nie robiła by chyba aż takich podchodów, a poza tym widać było, że coś jej doskwiera.
– No dobrze, pokaż się. – Karolina położyła na stole miękki koc i sama rozłożyła się na nim,
opierajac stopy na krawędziach. Króciutka sukienka sama zsunęła się z ud odsłaniając nie tylko uda.
Cipka Karoliny była zaczerwieniona i nabrzmiała. Jej łechtaczka, która zawsze wystawała
prowokująco spomiędzy mięsistych warg, teraz była całkiem na zewnątrz odsłaniając różowy
łepuszek. Aż się prosiła, aby ją pocałować, ale jadąc tutaj, składałam sobie solenną obietnicę, że
dzisiaj nie pozwolę sobie nawet na odrobinę słabości. Spróbowałam włożyć palce do środka, ale
poczułam opór. Oho, chyba rzeczywiście mówiła prawdę. Spróbowałam rozchylić jej wargi, gdzieś
w środku ujrzałam coś ciemnego.
– Karola, jesteś szurnięta, aby coś takiego wpychać w siebie, mając w szufladach tyle fajnego
sprzętu – skrytykowałam przyjaciółkę, przypominając sobie jej zbiory, którymi mi się wielokrotnie,
praktycznie, chwaliła.
– Tak, może jestem szurnięta, ale ta pustka… tak mnie ssało – rzuciła płaczliwie.
– A teraz nie masz pustki, i też Ci źle – stwierdziłam coraz bardziej rozeźlona, nie mogąc w żaden
sposób dobrać się do tkwiącego w jej wnętrzu owocu.
– Karola, spróbuj zaprzeć się o moje ramiona i przyj, może urodzisz – nie wiedziałam czy śmiać
się czy płakać.
– Wiesz, ale… ale to może być niebezpieczne…, niebezpieczne dla ciebie. Bo ja mam wzdęcia od
wczoraj no i… Sama rozumiesz.
O cholera, Karola poczekaj, jeszcze nie teraz, krzyknęłam przerażona nie na żarty. Ale gdy się
odsunęłam, stopy Karoliny przestały mieć oparcie i nie mogła „rodzić”.
– Poczekaj, przysunę Cię ze stołem bliżej ściany. – mruknęłam po chwili namysłu.
Przesunęłam się na węższą krawędź stołu i przepchnęłam go razem z Karoliną pod ścianę. Gdy
stwierdziłam, że jej stopy mogą zaprzeć się już o ścianę, rzuciłam zza głowy komendę:
– Przyj, mocno – Karola, która nigdy nie rodziła, chyba jednak wiedziała o co mi chodzi i zaczęła
się naprężać wydając z ust nieartykułowane dźwięki i… niestety… Najpierw poczułam w powietrzu,
a później usłyszałam…
– O cholera, Karolina, coś Ty jadła.
Rzuciłam się do okna, aby je otworzyć na oścież. Karolina wzdychała i pokrzykiwała.
Odważyłam się zajrzeć od przodu. Pomiędzy różowymi płatkami Karoliny pojawił się obły,
zielonkawy przedmiot.
– Przyj, Karola – krzyknęłam i wpiłam paznokcie w wystające warzywo. Drgnęło, – jeszcze –
krzyczałam i narażając na złamanie moje wypielęgnowane paznokietki ciągnęłam co sił. Ale
wysiłki były daremne. Cukinia wypchnęła się co nieco, ale dalej nie chciała wyjść.
– A jak byś mnie trochę popieściła, Paulinko, to bym się rozluźniła – rzuciła Karolcia nieśmiało –
proszę. Pocałuj ślicznotkę.
Karolina nauczyła mnie seksu z kobietą, uwielbiałam go, ale teraz miałam uczucia mieszane.
Miałam świadomość, że możemy się zatracić, a firma… niech to szlag.
Pochyliłam się nad ślicznotką, jak Karolina uroczo określała łechtaczkę i wzięłam między wargi
długą, pulsującą delikatną pałeczkę. Muskałam językiem trzymając całość wargami.
Karola jęknęła:
– Taaak… taaaaak, jeszcze… mmmmmm…
Nie musiała wydawać z siebie żadnego dźwięku i tak bym kontynuowała. Lubiłam ten zapach,
smak i widok. Karolina już podczas naszego pierwszego, pamiętnego spotkania rozbudziła we mnie
dualizm natury i zapach cipki wprost oszałamiał mnie. Poczułam, że jeśli nie zdejmę natychmiast
majtek, będę odczuwała dyskomfort mając lepkie przez dalszy ciąg dnia. Moja wygolona cipka źle
znosiła obcieranie wilgotnymi majtkami. Nie odrywając ust od Karoliny zsunęłam z bioder figi.
Figi, bo nie przepadałam chodzić do pracy w stringach. Pracując na co dzień z dwoma
asystentami, którzy wodzili za mną śliniącymi się obscenicznie gałami, czułam się za bardzo goła.
Jak dosadnie określił kiedyś jeden z nich – stringi, to majtki których nie ma, bo wszyscy mają je w
d…
Zsunęły się do kostek, ja skupiłam się na pipeczce Karolci. Nie musiałam rozchylać palcami
płatków, bo na wskutek zawartości, którą pochłonęły dzięki zachłanności Karoliny, rozchylały się
same, więc palcami zajęłam się jej biustem zaczynając coraz intensywniej ugniatać maleńkie
brodawki. Po chwili, intensywnego ssania łechtaczki… Karolina, krzycząc w niebogłosy zaczęła
wypychać z siebie owoc. Jeszcze dwa okrzyki i cukinia nie narażając na szwank moich paznokci
wysunęła się z Karoliny.
– Jeszcze, jeszcze troszeczkę, proszę – zakwiliła cicho. W rozchyloną mocno, zaczerwieniona
szparkę wsunęłam język. – Taaaak, miło, jesteś boska – mruczała moja przyjaciółka. Pochyliłam się
nad jej twarzą i pocałowałam w usta, czego dotychczas nie robiłam. Zatopiłam się w nich głęboko, a
język Karoliny splątał się z moim. Coś stuknęło, Karolina roześmiała się chichotliwie, a ja
odrywając się od niej zauważyłam, że „pozbyła” się również ogórka.
– Paula, kochanie, co bym bez ciebie poczęła. Uratowałaś mi dupę.
– Oj tak, w całej rozciągłości i w pełnym tego słowa znaczeniu, uratowałam ci dupę i nie tylko.
Ale było miło.
– Miło? Było cudownie, fantastico. Kładź się natychmiast na moim miejscu, teraz ja…
Nie chciałam kontynuować figli, mając na uwadze konieczność powrotu do pracy, ale Karolina
była za bardzo rozochocona, a i ja właściwe byłam już bardziej rozgrzana niż rozsądna. Oparłam się
o przykryty kocem brzeg stołu, a Karolina zanurkowała między moimi udami. Westchnęłam z
rezygnacją, dając się ponieść fantazji przyjaciółki. Nie musiałam zbytnio z sobą walczyć, bo brak
Piotra uczynił mnie bardzo łasą na pieszczoty. Karolina pchnęła mnie na stół i po chwili już leżałam
w pozycji identycznej jak przed chwilą ona. Zamiatała intensywnie językiem od pośladków po
łechtaczkę. Moje ciało otwierało swoje podwoje na zakusy jej języka, a ja coraz bardziej pragnęłam,
aby mnie penetrował i penetrował. Karola na maleńką chwilę przerwała, aby na powrót
zintensyfikować pracę języczka. Aż…
– Nie, Karola, ty małpo, nieeeee… – krzyczałam, ale ona nie zważając na moje protesty coraz
intensywniej wpychała we mnie swoją… cukinię.
Miałam wrażenie, że mnie rozerwie. Podobne gabaryty przeciskały się przeze mnie tylko raz i to
w zgoła odmiennych okolicznościach i to w odwrotną stronę, gdy rodziłam. Karolina, pochylając się
nade mną na przemian lizała mnie i wpychała coraz głębiej owoc. Dookoła miednicy zaczęłam
odczuwać coraz mocniejsze skurcze. Nadchodziły powoli, ale coraz intensywniej. W którymś
momencie, nie wiem w którym, bo chyba straciłam świadomość, fala skurczy dosłownie złamała
mnie wpół. Zawyłam jak wilczyca i odfrunęłam.
Do życia przywróciły mnie muśnięcia ust Karoliny po powiekach. Gdy otworzyłam oczy,
uśmiechnęła się do mnie.
– No wiesz, sama chciała bym tak odlecieć. Byłaś niesamowita, zgniotłaś cipką cukinię i …
– Co i ? – szepnęłam.
– Posikałaś się, trysnęłaś takim strumieniem… Ho, ho … fajnie to wyglądało.
Zerwałam się, spojrzałam na posadzkę i… rzeczywiście. Błyszczała spora kałuża, a pośrodku niej
bieliły się moje białe majtki.
– Cholera, Karola, ja cię przepraszam, nie chciałam. – zaczęłam dukać.
Ale Karolina roześmiała się szelmowsko i rzuciła:
– Nie ma sprawy, pod warunkiem, że ty mnie kiedyś też do tego doprowadzisz!
– Karolciu, kiedyś, ale ja się śpieszę do pracy i wyskoczyłam tylko coś przegryź.
– No właśnie, my się tutaj gzimy, a ty głodujesz. Właź do łazienki, odśwież się, a ja zaraz podam.
Ryż już dojrzewa pod kołderką. Będą polędwiczki z porami, orzeszkami i grzybami mun w sosie
słodko-kwaśnym z papryczkami.
Obiad był wyśmienity, pikantny, jak wszystko co go poprzedzało. Postanowiłam wrócić do
pomysłu, który mi zaświtał w głowie, gdy Karola zadzwoniła do mnie.
– Wiesz, mam takie pytanie, czy chciało by Ci się wpaść do mnie do studia?
Mam do sfotografowania od cholery ciuchów, które wcześniej trzeba wyprasować, a sama nie
wyrobię się z tym do rana. Gdybyś mi pomogła…
– No pewnie, przecież widzisz, że mi małpie pomysły przychodzą do głowy, gdy sama siedzę w
domu.
– Wiesz, Karola, nie słyszałam, aby małpy z nudów zabawiały się cukinią.
Karolina przewróciła z rozmarzeniem białkami i westchnęła:
– Sama spróbowałaś, że cukinie potrafią być nadzwyczaj smakowite, taaaak, nadzwyczaj!
* * *
Gdy przyjechałyśmy do firmy, właśnie kończyli rozładowywać samochód.
Pośrodku studia stał skromny wieszak z kilkoma garniturami w foliowych workach i kilka
sporych kartonów. Kierowca podszedł z kwitami i rzucił.
– Liczymy wszystko, czy podpisze pani w ciemno?
– A kiedy będzie reszta? – zapytałam – Przecież miało być tego więcej.
– To już wszystko, niczego więcej nie ma.
Rzuciłam się do pudeł, otworzyłam pierwsze z brzegu i zrozumiałam. Do sfotografowania poza
jednym wieszakiem garniturów mam ponad setkę męskich majtek, slipek, bokserek, a nawet
stringów. W różnych deseniach i fasonach. Właściwie niepotrzebnie angażowałam Karolinę, bo
przecież majtek nie trzeba prasować. No ale cóż, lada moment przyjdą modele, więc już nie ma
czasu, aby ją odwozić. A poza tym… I tak się sama „nudzi” w domu.
Nie zdążyłam zalać kawy w kubkach, gdy usłyszałam dzwonek przy bramie. Po kilku minutach,
dźwięk dzwonka się ponowił.
– Cholera, ktoś mógłby otworzyć – warknęłam, ale gdy dzwonek zadzwonił po raz trzeci,
zrozumiałam, że poza mną i Karoliną nie ma w agencji nikogo. Julia gdzieś wyjechała.
Przy bramie stało dwóch dwudziestoparoletnich chłopaków i jakieś dziewczę.
– Dzień dobry, przyszliśmy pozować do zdjęć, umówiono nas telefonicznie – krzyknął jeden z
nich przez bramę.
Nacisnęłam guzik otwierający furtę.
– Dzień dobry! Zamówiła nas jakaś pani, zdaje się Julia. Dzwoniła do naszej agencji.
– To jest moja dziewczyna, koniecznie chciała zobaczyć jak pozuję. Pozwoli pani? – zapytał
nieco niższy.
– Hm, jeśli nie będzie cię rozpraszała, proszę. Paulina jestem. Po prostu, tak łatwiej będzie.
– Adam, – Jacek – przedstawili się. – A ja jestem Inka.
Jacek, dotychczas milczący, bardzo śniady, z rysami wskazującymi na domieszkę afrykańskich,
negroidalnych genów, patrzył na mnie ogromnymi, czarnymi oczyma w taki sposób, że ciarki
przeszły mi po plecach. Miał coś szlachetnego w pociągłej, z wystającymi kośćmi policzkowymi
twarzy i wspaniałą sylwetkę. Przez cieniutką, z białego kreponu koszulę zarysowywała się
wspaniała muskulatura ciemnego ciała. Mniam… Myślałam, że Michał Anioł był jedynym
kreatorem doskonałości, a tu natura sama stworzyła ideał.
– No to już prawie wszyscy się znamy, a tam przy stoliku siedzi moja przyjaciółka, Karolina.
Będzie nam towarzyszyć i zastępować moich asystentów. Panowie – mamy do sfotografowania te
kilkanaście garniturów i… – celowo zawiesiłam głos – tamte majtki. – wskazałam na kartony palcem.
Zauważyłam, że ukradkiem spojrzeli po sobie i że miny im trochę zrzedły.
– Majtki? – zapytał Adam – tamta pani, która ze mną rozmawiała przez telefon nie wspominała
nic o majtkach. Mówiła że chodzi odzież na jesień, zimę.
– Rozumiem, że zimą chodzisz bez majtek? – zapytałam coraz bardziej rozbawiona ich minami. A
sama też byłam zadowolona, bo zanosiło się, że „przy majtkach” stracę o wiele mniej czasu i
wcześniej skończę pracę.
– No nieee, ale… A co tam. – machnął ręką, patrząc z niepewną miną na swoją dziewczynę.
Jacek, z karnacja mulata nie odzywał się wcale. Omiótł wzrokiem studio i znowu zaczął się na
mnie patrzyć. Przez moment przeleciała mi przez głowę myśl, że chyba nie dostrzegł, że nie mam
na sobie bielizny. Niee, chyba nie dostrzegł.
Karolina, z coraz bardziej podekscytowana miną spoglądała w naszym kierunku. Widziałam jej
wzrok zawieszony na ciemnym chłopaku. Chyba w myślach już go zdobywała…
– Więc do roboty – rzuciłam. – Dziewczyny, tam stoi deska do prasowania i żelazko.
Przeprasujcie wszystkie koszule i pozawieszajcie je według przypiętych numerów do garniturów. A
wy chłopcy, szorujcie do góry, tam jest łazienka. Weźcie prysznic, aby te ciuchy za bardzo nie
przeszły wami i… do roboty. Ręczniki są w szafce obok łazienki.
Przeczytałam „didaskalia”, czyli opis załączony przez klienta, a dotyczący jego oczekiwań
odnośnie koloru tła i rodzaju oświetlenia. Klient życzył sobie delikatne, niebieskawe tła i miękkie,
rozproszone światło. Żadnych cudów.
Byłam w coraz lepszym nastroju. To, co się zapowiadało na długą wyczerpującą, całonocną
harówkę, mogło skończyć się za trzy, góra cztery godziny. Wybrałam i opuściłam tło,
porozstawiałam reflektory, włączyłam generatory i podłączyłam kable do portów. Wyjęłam z szafy
Hasselbladta, przystawkę cyfrową i całość podłączyłam do komputera.
– Chodź, Karolina na chwilę, muszę ustawić i zmierzyć światło.
Karolina zostawiła Inkę przy prasowaniu i w podskokach, jak nastolatka wskoczyła na tło.
– Co mam robić? – zaczęła stroić miny.
Nacisnęłam spust, pyknęły Elinchromy i na monitorze ukazała się twarz Karoli.
– Ale fajne – krzyknęła – zrób jeszcze!
– No tak, dopiero próbuję – odrzekłam, zmieniłam przysłonę i nacisnęłam ponownie. Karolina
była rozanielona kolejnym wynikiem na monitorze. Spojrzałam ponownie na matówkę wizjera i
roześmiałam się głośno. Karola, podniosła kieckę i zasłoniła nią twarz, a odsłoniła… odsłoniła sobie
wszystko. Albowiem, nie miała niczego więcej na sobie. A nie miała na sobie, bo po naszych
owocowo-warzywnych zmaganiach nie założyła majtek.
No tak, ładne rzeczy, dwóch młodych chłopaków w studio, a my dwie bez bielizny. Zaczęłam
żałować, że moje mokre wylądowały w koszu do prania w łazience Karoliny.
– Karolina – syknęłam – nie rób obciachu, to są młodzi chłopcy którzy przyszli do pracy, a to jest
poważna firma która niestety, nie do mnie należy i nie chcę mieć kłopotów.
Szybko skasowałam w komputerze fotkę z cipką Karoli na pierwszym planie. Na schodach
usłyszałam kroki chłopaków. Schodzili owinięci w ręczniki. Jacek, przy swej brązowej karnacji
mulata w żółtym ręczniku wyglądał wprost oszałamiająco. Nie wiem, co się ze mną działo, ale
spojrzeniem usiłowałam rozsupłać węzeł ręcznika, rozsupłać i zsunąć go z bioder chłopaka.
– Cholera, źle ze mną, stara baba, a napala się na młodzieniaszka – pomyślałam w duchu, mając
świadomość, że moja fizjologia nie pozostaje obojętna i uda zaczynają mi się kleić.
– No panowie, zaczynamy od garniturów. Proszę ubierajcie zestawy według numerów
przypiętych na plecach i nie pomieszajcie wszystkiego. Do każdego garnituru należy konkretna
koszula, krawat i buty. Nie wolno tego pomylić. Na ścianie jest lustro. A pod nim szczotka do
butów. Przetrzyjcie je za każdym razem, aby nie było kurzu. Bardzo proszę o skrupulatność, bo nie
chciała bym powtarzać sesji.
– A czy, proszę pani, czy Paulino – poprawił się – jest tu jakaś kabina? – zapytał Jacek.
Od momentu powitania odezwał się po raz pierwszy. Miał, niski, o przyjemnej barwie głos.
– Niestety, nie ma, jeśli chcesz, wejdź między regały. Nie będziemy patrzyły w tamtą stronę –
rzuciłam, aczkolwiek, nie byłam pewna czy Karolcia, tak dotkliwie odczuwająca „pustkę” nie
będzie kikała za regały mając wiedzę, jakie „towary” będą się za nimi przebierać.

– Tylko nie pobrudź się, albo o nic nie zahacz, bo klient się wścieknie.
Pierwszy na tło wyszedł Adam. Mimo, że jak twierdził, pracował już kilkakrotnie w charakterze
modela, wyczuwałam u niego spięcie.
– OK, chwila na odprężenie, bądź swobodny, zrób kilka naturalnych gestów, a ja będę pstrykała.
Za chwilę ochłoniesz. Po kilku ujęciach będziesz mógł zobaczyć rezultaty na monitorze. W ten
sposób będziesz mógł się korygować. To jest błogosławieństwo fotografii cyfrowej… A może
szklaneczka whisky z lodem? – zapytałam.
– O taaak, poproszę, jeśli można.
– Jeszcze ktoś ma ochotę? – zapytałam.
Nie jestem zwolenniczką popijania w pracy, ale na takie okazje, gdy trzeba było szybko
rozluźnić osobę fotografowaną trzymałam zawsze w szafie ze sprzętem stosowny zestaw w postaci
butelki whiski i płynów rozcieńczających.
Okazało się że wszyscy mają ochotę, rzecz jasna poza mną, no bo ja prowadziłam auto, a nie
bardzo chciało mi się zostawiać je w firmie i wracać taksówką. Poprosiłam Karolinę, aby wyjęła i
nalała wszystkim do szklaneczek.
– Lód jest w tej dużej lodówie z tyłu, za regałami!
Rzeczywiście, kilkanaście trzasków opadającego, niezwykle hałaśliwego lustra w Hasselbladtcie,
dwa łyki alkoholu i Adam rozluźnił się. W międzyczasie dołączył do niego Jacek. Wystarczyło
jeszcze piętnaście minut i praca zaczęła nabierać rytmu.
Inka, która już wszystko poprasowała, a właściwie tylko przody koszul, bo reszty i tak nie widać
usiadła sobie za stojącym z lewej strony tła dużym „parasolem” i będąc nim zasłonięta z uwagą
przyglądała się raz chłopakom, raz mi. Karolinę musiałam wygonić za swoje plecy, aby mi nie
rozpraszała spojrzeń chłopaków. Skończyły się szybko garnitury i nadszedł czas na bieliznę.
– Karola, nalej wszystkim, po jeszcze jednej szklance – zadysponowałam, widząc niepewne miny
chłopaków. Twarz Inki była beznamiętna i nieodgadniona. Zastanawiałam się, co myśli widząc
swojego chłopaka w kusych majtkach.
Karolina usiadła na biurku za moimi plecami i cmoknęła na widok Adama wkraczającego na tło.
Chłopak był bardzo spłoniony, jego twarz stężała. Widać było, że sytuacja jest dla niego krępująca.
Zaczęłam naciskać spust raz za razem, licząc, że kolejne uderzenia ciepłego powietrza z fleszy
spowodują że ochłonie. I gdy już jego twarz wróciła do normy, mięśnie twarzy rozluźniły się, zza
moich pleców dobiegł dźwięk. Zbaraniałam, bo Karolcia siedząca za mną na biurku, po prostu
głośno i przeciągle pierdnęła.
– Sorki – mruknęła jak by nigdy nic.
Jacek, gmerający się jeszcze za regałami parsknął śmiechem, a po chwili dołączył do niego
Adam. W studio prysnął, z takim trudem, wypracowywany przeze mnie nastrój, ta niezbędna relacja
między bezosobowym modelem a obiektywem.
– Cholera, Karolina, ja wiem, że to ludzkie, ale mi ich rozpraszasz. Opanuj się!
– Sorki – powtórzyła – próbowałam się powstrzymać, ale to fizjologia…
Nie opanowałam. Chłopaki rechotali pokładając się ze śmiechu, a Adam rzucił:
– Karolinko, jesteś dużą dziewczynką, nie chodzisz już do przedszkola i powinnaś panować nad
organizmem. To nic trudnego. A w takich warukach, to nie da się pracować, atmosfera ciężka, nie
do zniesienia, a poza tym, nie idzie się skupić na pracy – skontastował ni to żartem, ni to poważnie.
– Dziesięć minut przerwy. – orzekłam. – Wy chłopaki poćwiczcie na tle, a ja muszę odsapnąć.
Usiadłam na moim, zastrzeżonym tylko dla mnie fotelu i z wyrzutem spojrzałam na Karolinę. Jej
mina nie wyrażała niczego, żadnych emocji. Cholera, ja po czymś takim chyba bym się pod ziemię
zapadła. Gdy wchodziłam po schodach do kuchenki na górę zrobić sobie kolejną kawę, rzuciłam
okiem na chłopaków i ze zdziwieniem zauważyłam, że wolną chwilę wykorzystują na mizdrzenie
się do Inki. Zdziwiło mnie, że w czułościach uczestniczył również Jacek, mimo iż jak zrozumiałam,
Inka była dziewczyną Adama. Spoglądając z góry wyraźnie widziałam ciemne dłonie Jacka
obłapiające pośladki dziewczyny, gdy Adam całował ją po szyi wsuwając dłonie za dekolt.
– Koniec przerwy, pracujemy! – wrzasnęłam. Cholera mnie brała. Niby przyszli do pracy, a… a
może ja już jestem starą, zacofaną jędzą, nie mającą pojęcia o życiu…
Adam w kusych, powycinanych majtkach złożonych z dwóch trójkątów i opasujących go
szerokiej, czarnej gumy, wkroczył na tło. Nacisnęłam spust raz za razem, kolejne klatki oglądane z
szybkością 21/s tworzyłyby film.
Po chwili Jacek zmienił Adama. Kilka uderzeń migawki, błysków fleszy spojrzałam na monitor
i… W studio zalegała dziwna cisza, patrzyłam w obraz na monitorze i zrozumiałam, dlaczego
wszyscy milczą. Popatrzyłam na stojącego nieruchomo na papierowym tle jak wyciosany posąg,
Jacka. Jego ciemna twarz była nieruchoma, a oczy nie wyrażały niczego, a właściwie wyrażały
chyba wszystko: zakłopotanie, wstyd, dumę i rządzę. Patrzyłam na niego i wiedziałam, że Jacek na
dzisiaj skończył pracę. A skończył, bo się do tej pracy nie nadawał. Był piękny, tak wspaniale,
harmonijnie umięśniony, że sam Apollo mógłby przy Jacku popaść w kompleksy, ale… ale chyba to
była wina, a właściwie zasługa jego częściowo afrykańskich genów. Jego penis nie mieścił się w
majtkach. A właściwie, może nawet mieścił się ale wyglądało to, jak by jego majtki wypychał długi,
poskręcany misternie grzechotnik, a zdjęcie nadawało by się do reklamy filmów porno z cyklu „Czy
chcesz poznać mojego węża”, a nie reklamy banalnych, bawełnianych majtek.
– Jacku, przepraszam Cię, ale zdajesz sobie sprawę, że nie mogę Ciebie fotografować… jesteś
cudowny, ale… natura Cię tak wspaniale obdarzyła, że w tym przypadku… No proszę Cię, zrozum
mnie.
Było mi głupio, czułam się niezręcznie i jako fotograf i jako kobieta. A właściwie to drugie było
istotniejsze. Jacek uśmiechnął się trochę smutno, a może z triumfem, bez słowa zszedł z tła i stanął
obok. Stał nieruchomo w „służbowych” majtkach i spoglądał na mnie tymi swoimi przepastnymi
oczami. Miałam wrażenie, że mnie rozbiera spojrzeniem, a na jego ustach pojawił się
melancholijny, tak mi się wydaje, uśmieszek.
– Paulina, nie bądź głupia, rób mu fotki, one zrobią furorę, wszyscy będą chcieli mieć ten katalog
– odezwała się z tyłu bezceremonialnie Karola. – Ja sama chcę mieć taki rarytas w kompie.
Spojrzałam na nią z rozbawieniem i wyrzutem, umilkła.
– No Adam, w tej sytuacji liczę tylko na Ciebie. Wskakuj na plan i do roboty, szkoda czasu –
rzuciłam jakby nic się nie wydarzyło i pochyliłam się nad wizjerem. Adam wyglądał OK. Nie był
tak pięknie zbudowany jak Jacek, był też nieco niższy, ale bez konfrontacji z ciemnym kolegą
prezentował się bardzo dobrze. A poza tym, to przecież chodziło tylko o majtki…
Po kilka ujęć i zmiana majtek. W ferworze pracy, Adam przestał wchodzić przebierać się za
regały, po prostu obracał się tyłem, wypinając w naszym, tzn. moim i Karoliny kierunku, kształtny,
owłosiony tyłek przy kolejnych zmianach bielizny. Inka, przed którą przebierał się frontem, patrzyła
na niego z wypiekami i błyszczącymi oczyma. Zauważyłam, że nerwowo przebiera nogami, trąc
kolano o kolano.
Zignorowałam jej stan i praca znowu nabrała rytmu. Po kilku następnych zmianach spojrzałam
kontrolnie na monitor i… Przybliżyłam obraz… – O… cholera – nie dowierzałam własnym oczom…
Adamowi spod gumki założonych właśnie slipek wystawał czubek prężącego się penisa. Cofnęłam
kilka ujęć i ujrzałam, że na poprzednich ujęciach z Adamem, adamowe majtki też prawie pękają od
nadmiaru… a na bokserkach, które miał poprzednio zaznaczał się spory namiot.
Co jest grane… nie zauważyłam tego patrząc na całą sylwetkę chłopaka. Przecież, gdyby te fotki
zobaczyła ta zgryźliwa baba z marketingu od klienta, to by dostała apopleksji…
– Adam – nie wiedziałam co mam powiedzieć, z podobną sytuacją nigdy się w pracy nie
spotkałam. Erekcja modela… – czyś ty zwariował!? Zapanuj nad sobą, zrób coś z tym, to nie do
takiego katalogu robimy te zdjęcia. Przecież mi uszy oberwą…
– To… to wszystko przez nią, to ona… – odezwał się zarumieniony jak piwonia, wskazując
wzrokiem na siedzącą za mną na biurku, z podkurczonymi wysoko nogami Karolinę.
Spojrzałam na przyjaciółkę, jej mina nie wyrażała nic, pełna obojętność. No może oczęta
błyszczały jej nienaturalnie…
– Jak do cholery przez nią, nie gap się po prostu na nią, baby nie widziałeś, czy co? – prawie
ryknęłam.
– No widziałem, ale ona… ona się rozkracza i… pokazuje swoją pipę – odezwał się wulgarnie – i
widzisz efekt! W końcu facetem jestem!
Zerknęłam przez ramię do tyłu i zdążyłam dostrzec, jak Karolina szybko składa rozwarte,
podkurczone wysoko kolana. Przez ułamek sekundy mignęła mi ciemna, lśniąca cipka przyjaciółki.
– Karola, jak możesz, do cholery! Przecież tu jest praca, ja tu pracuję, a ty… – zawiesiłam głos.
– Przynajmniej zrozumie, że nad fizjologią się nie panuje… Czepiał się mojej fizjologii, to niech
wie jak to jest. Jeśli jest dużym chłopcem to niech zapanuje. Przecież twierdził, że nad wszystkim
można panować – rzuciła ze złośliwym uśmieszkiem.
– Adam, szoruj pod zimny prysznic, piorunem! – rozkazałam coraz bardziej rozeźlona, ale Inka,
obok której stał Adam wyciągnęła w jego kierunku szczupłą dłoń i złapała delikatnie wystającego z
majtek penisa.
– Ja to zrobię lepiej niż zimna woda – roześmiała się i bezceremonialnie pochyliła nad czerwoną,
pobawioną napletka główką. Przeciągnęła językiem wzdłuż już teraz błyskawicznie rosnącego i
prężącego się kutasa.
Porno w moim studio – pomyślałam – tego jeszcze nie było. We trójkę, czyli ja z Karoliną i Jacek
wpatrywaliśmy się w zaserwowane nam przedstawienie. Inka uklękła przed Adamem ustawiając się
z nim w taki sposób, aby nic nie uszło naszej uwagi. Widać było, że ma w tym dużą wprawę, sporą
wiedzę i absoluty brak jakichkolwiek zahamowań.
Jacek, bezwiednie, prawie odruchowo, przesunął dłonią po swoim podbrzuszu. Jego dotychczas
misternie poskręcany pod białą bawełną „ogór” wychynął spod gumki majtek; rósł i rósł. Był coraz
dłuższy i grubszy. Patrzyłam raz na niego, raz na spektakl w wykonaniu Inki i Adama. Jacek powoli
pozbył się krępujących go majtek, a jego wspaniały penis początkowo, mimo znacznej erekcji
zwieszający się żołędzią w dół, teraz coraz bardziej podnosił się, nabierając tężyzny i coraz bardziej
zadzierając głowę. Na oko, mógł mieć sporo powyżej dwudziestu centymetrów, bardzo sporo, a
może trzydzieści?
Był pięknie opleciony grubymi żyłami, cały troszeczkę ciemniejszej karnacji niż ciało Jacka,
natomiast górę wieńczyła purpurowo-fioletowa głowica. Patrzyłam oniemiała na młodzieńca z
opadniętą szczęką. Z trudem powstrzymałam się od głośnego „wow”!
Jacek, jakby odruchowo przesuwał ręką po prężącym się kutasie; to nie była jednak masturbacja,
a raczej pieszczotliwe prezentowanie daru natury. W pewnym momencie oderwał wzrok od Inki,
klęczącej przed Adamem i spojrzał na mnie. Spojrzenie, jego ogromnych, czarnych oczu było tak
wymowne, że właściwie nie musiał nic mówić. Pomiędzy nogami i tak już czułam lepkość,
ociekającą na uda. Przecież, przez przedobiednie „wypadki” w domu Karoli nie miałam na sobie
majtek. Jacek zaczął sunąć wolno w moim kierunku. Jego kutas, na wskutek przesuwania się po nim
Jackowej dłoni podnosił swój łeb coraz bardziej w górę. Był naprężony jak wielka sprężyna i swym
jednym, lśniącym oczkiem mierzył we mnie jak działko przeciwlotnicze. Odruchowo cofnęłam się
do tyłu w kierunku biurka, na którym siedziała głośno oddychająca Karola. Ją to wszystko chyba
również na tyle zaskoczyło, że siedziała nieruchomo, nie reagując na rozgrywające się wydarzenia.
Oparłam się pośladkami o biurko, a Jacek ciągle patrząc, jak zahipnotyzowany w moje oczy
stanął na wyciągnięcie… kutasa.
– Pomożesz mi też? Tak jak Inka? – szepnął ochryple – Podobasz mi się od pierwszego wejrzenia,
Paula, zakochałem się w tobie; piękna jesteś. To nie oni, to Ty tak na mnie działasz. Zauważyłem,
że nie nosisz majtek, proszę, zróbmy to…
Oczy Karoliny zrobiły się okrągłe i wprost wychodziły z orbit.
– A ja… a ja też mogę? – wydukała i nie czekając na odpowiedź i nieśmiało wskazującym palcem
dotknęła błyszczącego otworku na czubku.
Jacek, nie zwracając na Karolinę zbytniej uwagi wyciągnął dłonie, złapał mnie za biodra i…
powoli, ale stanowczo podciągnął moją sukienkę w górę. Po głowie miotały mi się myśli z
szybkością kosmiczną. Piotr wyjechał… Nigdy nie obiecywałam mu wierności, bo było to sprawą
oczywistą, nie miałam potrzeby aby go zdradzać. Spotkania z Karolą nie były dla mnie zdradą, a
raczej miłymi chwilami nie mającymi nic wspólnego ze zdradą. Ot, takimi miłymi sesjami
odreagowawczymi. Bez podtekstów… cholera, czy na pewno?
Dłonie Jacka objęły moje pośladki i przyciągnęły mnie do… na brzuchu, wysoko powyżej pępka
ugniatał mnie olbrzym. Karola błyskawicznie zsunęła się z biurka, uklękła pomiędzy naszymi
nogami iż bardziej domyśliłam się niż poczułam, że dobiera się do nas obojga od dołu. A
domyśliłam się dlatego, bo całą moją uwagę, całe moje odczuwanie skupiło się na tym, co mieściło
się między mną a Jackiem. W tym momencie poczułam, że pomiędzy nas wsunęła się jeszcze
szczupła dłoń i ciągnie kutasa w dół. Rychło poczułam go między rozstawionymi nogami. Jacek
cofnął się, aby jego końcówka znajdowała się tam, gdzie najbardziej, jego zdaniem było jej miejsce.
Sprężynujący w górę kutas uwierał mnie o kość łonową. Czułam pulsujące gorąco. Mimo sprzeciwu
tzw. zdrowego rozsądku, czułam się coraz bardziej błogo. Powietrze łapałam krótkimi urywanymi
haustami, a usłużne dłoń i usta Karoliny coraz bardziej pozbawiały ostatnich hamulców i
opamiętania.
Spojrzałam, w kierunku Inki i Adama. Inka oparła się dłońmi o krzesło i stojąc w szerokim
rozkroku wypięła bezceremonialnie swoją opaloną dupę w kierunku Adama. Jej białe stringi
zawinęły się dookoła kostki lewej nogi.
Jacek podsadził mnie na biurko, podniósł szeroko nogi na kształt litery V. Aby nie opaść do tyłu
oparłam się dłońmi o krawędź biurka tym samym, pozbawiając się możliwości wykonania
jakichkolwiek, chociażby pozornych gestów oporu. Czubek jego olbrzyma, powoli, ale stanowczo
napierał na moją już raz „rozdziewiczoną” tego dnia przez działania Karoli i cukinii pipeczkę.
Bolało mnie spojenie łonowe, bolało mnie całe krocze, a dłoń Karoli pracowicie masowała mnie,
abym się rozluźniła, przy tym nie omijała wsuwającego się we mnie kutasa. Filigranowy figura
Karoliny znakomicie umożliwiała jej przebywanie pomiędzy rozstawionymi szeroko naszymi
nogami a biurkiem.
Jacek cały czas milczał patrząc mi w oczy. Jego milczące spojrzenie uniemożliwiało mi
odchylenie głowy swobodnie do tyłu, bo łączyła nas jakby niewidoczna lina. Lina
porozumienia?……. Nieeeeee, nie…… ……. ……. przecież nie chciałam żadnego porozumienia! Ja
właściwie tylko polubiłam tego pięknego, nieśmiałego (?) chłopaka, a on… On zaczynał właśnie
mnie rżnąć. Po wsunięciu we mnie głowicy i jeszcze sporego kawałka, wysunął się nagle, by
gwałtownie natrzeć do przodu. Teraz udało mu się wsunąć jeszcze więcej, a moje spojenie jakby
trochę ustąpiło. Odczuwałam ból, pomieszany z przyjemnością.
Przyjemnością? Nie, to było coś o wiele więcej. To była rodząca się wolno rozkosz. Jak zwykle,
skurcze rozkoszy promieniście otaczały całą miednicę. Jacek znowu się wycofał, by powrócić
jeszcze głębiej. Nie miałam odwagi spojrzeć w dół, by ocenić ile już go pochłonęłam, ale czułam
jego lędźwie coraz bliżej. Zawsze z nadchodzącą rozkoszą zamykałam oczy, ale wzrok chłopaka
mnie hipnotyzował i nie zezwalał. Gdy po raz kolejny wycofał się, by ponowić atak ryknęłam
przeciągle i zarzuciłam mu ręce na szyję. Przywarłam do niego we wstrząsających spazmach. Moim
ciałem miotały konwulsje, skurcze obejmowały już nie tylko miednicę. Cała byłam jednym
spazmem rozkoszy.
Wpiłam się w jego usta by stłumić krzyk i jęk wydobywający się z moich trzewi. Odpływałam,
czując w sobie ciągle nie strzelający organ. Wyczuła to Karolina odpychając lekko chłopaka i
ujmując kutasa dłońmi. Nie mieszcząc go w szeroko rozwartych ustach lizała zapalczywie
językiem, przesuwając dłonią energicznie do przodu i do tyłu. Lekko ochłonąwszy stanęłam na
nogi, mimo że bolały mnie uda, przykucnęłam z prawej strony chłopaka i dołączyłam do zabiegów
Karoliny. Lewą dłoń położyłam na mokrej żołędzi i zaczęłam wykonywać delikatne ruchy
obrotowe, a palcami prawej podążyłam do miejsca u nasady potężnych jaj ugniatając mocno
kciukiem miejsce, gdzie jak uczył mnie mąż, leżała prostata. Działałam w transie upojenia,
wariackiego podekscytowania, a Jacek poddawał się naszym zabiegom oddychając coraz szybciej.
Teraz zmrużył oczy i odchylił się do tyłu. Jego armata drgała coraz intensywniej. Karolina
błyskawicznie usadowiła się na biurku Rozchyliła szeroko nogi podciągając je wysoko i opierając
na krawędzi biurka. Nakierowałam żołądź na rozchylone już płatki jej pipki. Jacek pchnął
gwałtownie wywołując dziki wrzask Karoli.
Nie była przygotowana na taki brutalny atak i przewróciła się na wznak. Jacek lekko się wycofał
i ponowił pchnięcia. Jego brązowe ciało całe ociekało potem, przewrócił gałki oczne błyskając
białkami, ale nie wydawał z siebie żadnego dźwięku poza coraz szybszym posapywaniem. Sprawiał
wrażenie, jak by usiłował wziąć odwet za to że nie był przydatny w sesji bieliźnianej. Teraz coraz
gwałtowniejszymi, jak w transie zadawanymi pchnięciami, udowadniał swoją przydatność.
Trzymając w dłoni jego jądra usiłowałam stymulować siłę jego pchnięć mając na uwadze
bezpieczeństwo i zdrowie wrzeszczącej Karoliny, ale moje zabiegi uchodziły jego uwadze. W
którymś momencie zadrżał, westchnął ciężko i po kolejnym pchnięciu zatrzymał się na moment,
ponowił pchniecie, ale znacznie słabiej, po kolejnych słabnących wyraźnie ruchach, opadł ciężko na
Karolinę, która krzyczała, szlochała i biła pięściami w blat mebla. Organ Jacka wysunął się z jej
wnętrza, a po pośladkach zaczęła skapywać na podłogę biaława strużka protein.
Będąc po tak ciężkich przejściach zupełnie zapomniałam o obecności Adama i Inki. Spojrzałam
w ich stronę i zobaczyłam jak Adam, klęcząc za stojącą w akrobatycznej pozie dziewczyną
intensywnie wylizuje jej szczelinę. Inka stała bowiem w szerokim rozkroku pochylając się do
przodu tak głęboko, że złapała się dłońmi za nogi na wysokości kostek, a jej sukienka zarzucona na
głowę swobodnie opadała w dół odsłaniając widok na wypiętą dupę. Wyglądała jak pół kobiety,
resztę ukrywała zwieszająca się sukienka.
Adam nie słysząc już naszych hałasów obejrzał się i z szelmowskim uśmiechem odezwał się:
– Zawsze sprzątam po sobie do czysta.
Faktycznie, z zaróżowionej, z leciutkimi blond odrostami szparki dziewczyny nic nie
wydobywało, odwrotnie niż z cipki Karoli. Byłam obolała, oszołomiona i miałam kłopoty z
swobodnym staniem na nogach. Karolina sprawiała wrażenie, jakby ledwo uszła z życiem z
zamachu na nią. Jacek milcząc, nie patrząc w moją stronę usiłował bezskutecznie, upchnąć swoje
narzędzie w podciągane na powrót majtki.
Ochłonęłam powoli i postanowiłam nad wszystkim zapanować. W końcu byłam w pracy, jeszcze
jej nie skończyłam, czego świadomość namolnie do mnie wracała, a jednocześnie nie bardzo
miałam ochotę ją teraz kończyć. Ale poczucie obowiązku brało górę.
– Uwaga! Koniec swawoli, co się zdarzyło, to się zdarzyło, a teraz praca! – Po pierwsze –
powiedziałam niepewnym głosem, usiłując powrócić do panowania nad sytuacją – wszyscy pod
prysznic! Szybko, bo jeszcze trochę pracy przed nami. Przerwa, jak wiecie była nieplanowana.
Ciszę nagle przerwały dziwne odgłosy dobiegające ze schodów. Spojrzeliśmy do góry i…
Na górze schodów siedziała z zamkniętymi oczyma Julia, moja szefowa. Miała wysoko zadartą
spódnicą. Grube uda, szeroko rozchyliła dając wszystkim wgląd w kosmaty gąszcz, w który
gwałtownie i rytmicznie wsuwała jakiś przedmiot. Ze względu na to, iż część przedmiotu trzymała
w dłoni, a cześć pochłonęło jej wnętrze, nie mogłam dostrzec, co tak zaciekle w siebie wpychała.
Staliśmy w ciszy oniemiali patrząc na niezwykły widok. Spanikowana zadałam sobie pytanie, co
szefowa widziała i jakie mogą być konsekwencje tego, co widziała. Widok, jaki miała z góry
schodów, nie pozostawiał złudzeń i sugerował, że widziała wszystko albo prawie wszystko. W
końcu, działania, jakie czyniła na sobie, musiały być zainspirowane silnym bodźcem.
Julia chrypiała, stękała coraz głośniej, jej grube uda zamykały się i rozwierały, aż stęknęła
chrapliwie i zamarła w bezruchu by po chwili otworzyć oczy. Spojrzała na nas i nie skonfundowana
przedstawieniem jakie nam zafundowała, wstała ogarnęła falbany spódnicy i warknęła.
– Na dzisiaj dosyć, jutro Paula dokończysz. A teraz spierdalajcie… Szybko!
W jej ręku lśniła czarna słuchawka bezprzewodowego telefonu…
Nikt nie odważył się wejść za znikającą na górnym podeście Julią i pójść do łazienki. Szybko
powyłączałam główne wyłączniki prądu zasilające studio, schowałam sprzęt do szafy pancernej i
chyłkiem opuściliśmy firmę.
W samochodzie panowała cisza. Jej przyczyną była nie tylko chęć ochłonięcia po ekscesach w
studio, ale wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że mogę mieć kłopoty. Wysadziłam ich na
pierwszym przystanku autobusowym i skierowałam samochód w kierunku dzielnicy, gdzie
mieszkała Karolina. Ciszę przerwała Karola, spojrzała na mnie i odezwała się cicho:
– Paulinko, jak myślisz, będzie OK?
– Nie wiem, jeśli chodzi o Julę, to myślę że tak. W końcu, jeśli ją poniosło, to chyba zrozumie,
ale ze mną… nie wiem, chyba nie. Było to niesamowite, miłe, ale mam ogromne wyrzuty sumienia i
nie wiem jak sobie z tym poradzę. Przecież zdradziłam Piotra!
– Oj Paula, nie dramatyzuj, przecież to zwykła fizjologia, a jak wiesz, nad nią nie zawsze się
panuje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *