Fantazja podróżnicza

Fantazja podróżnicza

niedziela przywitala mnie zaskakujaco lekkim kacem. do tego perspektywa spedzenia reszty tego pieknego dnia w moim naturalnym srodowisku bytowania przepelnila mnie nieslychana radoscia. nie trwala ona dlugo: wywleczono mnie z lozka cholernym telefonem, a radosc prysla tak nagle jak caly bal o 24 w pewnej bajce…

jestes na wakacjach, musisz jechac – powiedzial mi wewnetrzny glos spragnionego wrazen turysty. ubralem sie zgodnie z protokolem, wzialem aparat i poszedlem. wczesniej jednak moje uczesanie nabralo forme niecodzienna: trzeba wtapiac sie w tlum, a na paradzie gejow to nie jest latwe dla heteryka. waska koszulka, kupiona niedawno na wyprzedazy i wlos ustawiony w przod, do gory, postmodernistyczna wersja ucywilizowanego punka… jade…

w m. wszystko jest inaczej niz w domu. na ulicach tym razem bylo jeszcze dziwniej. dzieki mojemu wczorajszemu upojeniu, nie zdarzylem na czesc glowna, czyli przejazd przez miasto lawet, rodem z love parade w nowym istambule europy polnocnej. struktura rasowa mocno mnie zaskoczyla: narod turecki nie bierze udzialu w degeneracji spolecznej i pozostaje wierny tradycyjnym formom uprawiania milosci, lub tez mocno sie z tym maskuje.

musialem wygladac pociagajaco. znajomym o sklonnosciach homoseksualnych szczerze zazdroscilem powodzenia u kobiet. to, ze nieznajomi brali mnie za swojego, mile lechtalo moje wewnetrzne poczucie atrakyjnosci seksualnej. brakowalo mi tylko teczy na szyi, a mialbym niezly dzien… powodzenia mi nie brakowalo, szkoda tylko, ze wsrod tej drugiej plci. z nia blizej nie obcuje, oprocz konkurencji czystko alkoholowych.

imprezy techno na ulicach miasta to rzecz niespotykana, bawilem sie wiec na calego, robiac mnie niedostepnego. przezerala mnie jednak frustracja, ze z prawdziwych zabaw dzisiaj nici. nie znajde tu kobiety skorej do harcow, mimo iz heteryczki rowniez przyszly.

o 21 rozpadalo sie tak, ze moja waska koszulka, kupiona niedawno na wyprzedazy, kleila sie do ciala. jeszcze ten napis: urban lounging, ktory nie wiedzialem co mial oznaczac, ale fajnie wygladal… postanowilem opuscic towarzystwo i udalem sie na dworzec. ‚oto zalety mieszkania na zadupiu!’ – pomyslalem spogladajac na rozklad. przesiadka w l., normalne. bylo mi wszystko jedno. spieprzony wieczor, brak towarzyszki zabaw w pustym jak nigdy mieszkaniu. koszmar.

postanowilem wiec specjalnie lazic po deszczu, aby bylo jeszcze bardziej obrzydliwie.

absolutnie mnie nie zaskoczylo spoznienie pociagu – zdarzylem sie przyzwyczaic. wsiadlem; trasa byla dziwna: jechalem w przeciwnym kierunku, niz do domu. ale co mnie to obchodzilo?! jeszcze te glupie usmieszki tych dwoch dziwek przy wejsciu… gapia sie, jakby nigdy nie widzialy wkurwionego czlowieka. mimo to siadlem za nimi, bo dalej bylo zajete. pieknie, kurwa, pieknie – mysle sobie.

zaczalem gapic sie przez szybe. alez ten r. szeroki i jak dzis dziwnie wyglada, caly czarny, az widac w szybie moje odbicie.

moje odbicie? teraz juz wiem, skad te usmieszki.

pamietam, ze wielki konkurs fryzjerski w m. ma sie odbyc dopiero za miesiac, moge tej fryzury nie dotrzymac. a szkoda, czegos takiego juz chyba nikomu nie uda sie stworzyc, mialbym spore szanse. pozostanie tajemnica, jak to sie stalo, ze wygladam mimo wszystko nawet ladnie, a na pewno niecodziennie. w koncu jakies mile zaskoczenie – pomyslalem. rozkoszujac sie swoja niesamowitoscia, katem oka dostrzeglem spogladajaca na mnie przez przerwe miedzy siedzeniami twarz. ladna twarz: brazowe oczy, krotkie czarne wlosy i szczery usmiech, ktory odwzajemnilem.

‚moge ci zadac pytanie?’ – uslyszalem, cieszac sie przy tym z niesamowitych postepow jakie poczynilem ostatnio w nauce niemieckiego. ‚ale po angielsku, jesli mozna…’ – to jest jednak przywilej bycia turysta. jednak prosba o wyartykulowanie pytania w zrozumialym przeze mnie narzeczu spelzla na niczym. nastapilo krepujace obie strony milczenie.

spojrzalem na zegarek: 15 minut do l.

nietrudno mi bylo sie domyslic, o co chciala zapytac… bedac wiec bogatszy o te wiedze, dosiadlem sie do brunetki. jej towarzyszki juz nie bylo. ciekawe gdzie poszla, skoro nigdzie sie nie zatrzymywalismy? niewazne. spogladalismy na siebie przez dobra minute, mezczyzna i kobieta, spetani nieformalnym spotkaniem, pelnym przypadkowosci.

– ich aussteige im l. – jakze wiele krylo sie w tym jednym krotkim zdaniu, oczywiscie oprocz wspanialych bledow jezykowych.

spojrzenie siedzacego nieopodal mlodziana w okularach, zdradzalo zaskoczenie, gdy udawalismy sie w kierunku korytarza. zapewne zrezygnowalby z pasjonujacej lektury na rzecz sledzenia na biezaco sytuacji rozgrywajacej sie za sciana. ‚deutsche bahn zapewni ci komfort podrozy!’ – szczera prawda, przynajmniej podrozy w toalecie. sterylne otoczenie umozliwilo skladowanie zdejmowanej napredce odziezy wprost na podlodze. przed zanurzeniem sie w czelusciach nieznajomej podziekowalem sobie w duchu za przesadny optymizm, ktory jednak okazal sie zbawienny: nie zawsze idac na parade gejow bierzemy ze soba prezerwatywe.

‚to nie moze byc niemka, ona jest zbyt kobieca’. przyszlo mi to do glowy, gdy patrzylem jak spazmatycznie porusza sie w dol i w gore, ocierajac sie plecami o naklejke, za posrednictwem ktorej dyrekcja prosi o zachowanie czystosci w toalecie. niemiecki formalizm kontra wschodnioeuropejska fantazja. i to jaka fantazja!

ceremonial zakonczylem kilkoma delikatnymi, finalowymi ruchami. w sama pore, bo pociag tez zwalnial. zgralem sie z lokomotywa, czerwonym potworem od ktorego odroznial mnie brak oznaczen DB po bokach, oraz – nie ma sie co oszukiwac – rozmiar.

na szczescie zdarzylem wysiasc w l. sam. podroz do domu przebiegala w zupelnie odmiennym humorze. w ferworze kilkuminutowach uniesien, moja fryzura stracila wiele ze swojego uroku. a szkoda, bo przeciez mialem jeszcze jechac pociagiem dobre 20 minut…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *