Fantazja (25-26 Mar. 2016)

Fantazja (25-26 Mar. 2016)

Nie mogłem się opanować. Delikatny słodko-gorzki zapach chłopaka doprowadzał mnie już do szaleństwa. Objąłem do ciasno rękoma i zaatakowałem jego drobne, blade usta. Na początku cały zesztywniał z nerwów. Nie spodziewał się po mnie aż takiej gwałtowności,  a że sam do najśmielszych nie należał, przez chwilę niekontrolwanie dygotał w moich rękach. Zupełnie nieświadomie, westchnął w moje wargi, ale potem wreszcie uległ.

Z talii, moje ręce szybko przeniosły się na jego biodra. Anglista wydał z siebie kolejny zgłuszany przez moje pocałunki jęk i po raz kolejny poczułem jak sztywnieją mu wszystkie mięśnie. Już nawet zaczynałem z lekka panikować, ale wreszcie oplótł mnie swoimi rękoma i niepewnie oddał pocałunek. Mruknąłem niemal bezgłośnie z aprobatą i natychmiast zacząłem dobierać się do rozporka jego spodni. Nie protestował, choć kiedy na moment uchyliłem powieki, widziałem, że bardzo mocno się czerwieni. Kiedy rozdzieliłem nasze wargi, widziałem, jak ucieka wzrokiem na boki. Oparłem lewą rękę na jego głowie, wplotłem mu palce w te szaro-brązowe oczy i starałem się go przytrzymać. Nie za mocno, nie zbyt gwałtownie, ale stanowczo. Przymknął powieki i cichutko westchnął, kiedy przypadkowo pociągnąłem go za włosy. Spojrzałem na niego nieco zmieszany. Podobało mu się? Uśmiechnąłem się potem lekko i postanowiłem kontynuować naszą zabawę, skoro nie widziałem u Nathana jakichkolwiek znaków, prób protestu.

Przyssałem się do jego szyi. Zacisnąłem zęby na delikatnej skórze chłopaka i mocno zassałem. Westchnął boleśnie, ale też chyba rozkosznie. Zacisnął mocno palce na materiale mojej koszulki i bardzo ochoczo, odchylił głowę nieco w tył. Kiedy się odsunąłem i skontrolowałem jego szyję, zauważyłem, że mój podpis bardzo szybko nabierał pięknego, ciemnoczerwonego koloru. Rumieniec dwudziestotrzylatka był prawie tak samo intensywny jak malinka, którą mu zostawiłem. Przynajmniej tak z aprobatą stwierdziłem wtedy.

Gwałtownie zdarłem z niego koszulkę i pchnąłem go do tyłu. Natychmiast opadł na zmechaconą pościel. Spojrzał na mnie nierozumnie, ale wpół nieprzytomnie z przyjemności spod nie do końca przymkniętych powiek. Usta miał lekko rozchylone, oddychał płytko, szybko.
Myślałem, że zwariuję… Odrzuciłem gdzieś w kąt swoją koszulkę, natychmiast pozbyłem się naszych spodni. Nathan nie protestował, choć widziałem, że trochę się wstydził. Postanowiłem bezczelnie ośmielić go pieszczotami. Ułożyłem się gdzieś na wysokości jego krocza i delikatnie chwyciłem ustami jego nabrzmiałą męskość przez cienki materiał szarych bokserek.
Szatyn westchnął głośno i niekontrolowanie uniósł nieco biodra. Zrozumiałem przekaz. Zdarłem z niego bieliznę i natychmiast wziąłem go w usta, jak najgłębiej potrafiłem. Na ten ruch z mojej strony odpowiedział kolejnym rozkosznym dźwiękiem. Na chwilę przypatrzyłem się jego twarzy.  Zasłaniał oczy wysoko uniesionym przedramieniem. Cały czas miał rozwarte usta, które teraz zaczerwieniły się mocno, zwilgotniały z podniecenia. Oddychał coraz szybciej i głośniej. Pewnie nawet nie był do końca świadomy tych słodkich jęków, jakie z siebie wydawał.
Zacisnąłem mocno usta na jego główce i przesunąłem sztywno językiem po jej małym wgłębieniu, niemal wsuwając czubek języka do środka. Chwycił pościel w pięści i wygiął się w łuk, jęcząc głośno. Nie przestawałem, przy czym strużką ściekającej mi po brodzie śliny, spróbowałem nieco zwilżyć swoje palce.
Przejechałem wskazującym w okolicy bladych pośladków Nathana i wcisnąłem go pomiędzy nie. Przesunąłem ostrożnie opuszkiem po jego wejściu. Bardzo szybko się rozluźnił, pod wpływem moich pieszczot. Wsunąłem palec do środka. Zadrżał, mięśnie mocno mu zesztywniały. Dłonie cały czas trzymał mocno zaciśnięte na pościeli i głośno wzdychał.

– Oh, god…! – prawie wyszeptał. Spojrzał na mnie nieśmiało spod na wpół przymkniętych powiek. Widziałem. Wstydził się prosić o jeszcze, chociaż bardzo tego chciał. No, dobrze… Tym razem byłem zdolny do tego, żeby przeprowadzić całą robotę za kogoś, zwłaszcza za niego. Może wkrótce mógłby się do tego przyzwyczaić. Przyjemne dreszcze przeszły mi po plecach, kiedy niekontrolowanie wyobraziłem sobie Nathana, świadomie i z premedytacją mnie uwodzącego i zapraszającego mnie do łóżka na bardzo pikantną, pełną uniesień noc. Poczułem jak mój członek zaczyna mocno pulsować. Cholera…

Złapałem go za biodra i odsunąłem się od jego krocza. Spojrzałem na niego jeszcze raz, ucałowałem ostrożnie jego usta. Zwilżyłem go mocno śliną. Niestety nie za bardzo miałem jakieś płyny pod ręką, a jak mi się wydaje, wylewanie na tyłek coca-coli mogłoby się raczej nieciekawie skończyć…

Wszedłem w niego powoli. Nie chciałem od razu, nie chciałem sprawić mu jakiejś przykrości, przy czym wiedziałem, że gwałtowne zachowanie w jego przypadku, nie zawsze mogło się dobrze skończyć. Raczej był zbyt nieśmiały i zdecydowanie za delikatny na dziadowskie pierdolenie. Musiałem obchodzić się z nim ostrożnie, a wiedziałem, że prędzej czy później miało to zaowocować dla nas obu.

Prawie krzyknął i oparł obie dłonie na swojej twarzy. Przesunął koniuszkiem języka po spierzchniętych, nabrzmiałych wargach. Jego biodra zafalowały jakby. Uniosły się niekontrolowanie, kiedy natrafiłem na czuły punkt chłopaka.

– Oh, god! – powtórzył głośniej. Nie spodziewałbym się tego po nim… Musiało mu być naprawdę nieziemsko, skoro złapał mnie mocno za biodra i usiłował zmusić do kolejnego, gwałtownego pchnięcia w to samo miejsce. – There! Please…! Hit it again! Oh, god!

Spełniłem prośbę Nathana i parę razy wbiłem się w niego agresywnie, uderzając w rozkoszny punkt wewnątrz niego. Musiałem uciszyć go pocałunkiem i na moment przestać się ruszać. W życiu nie spodziewałbym się po tym chłopaku, że w łóżku mógłby być tak rozpalony… Przecież wcześniej był taki płochy i nieśmiały, a teraz?  Spodobało mi się ta jego kurewska wersja. Bardzo.

Cały czas trzymał zaciśnięte ręce na moich biodrach. Usiłował mną poruszyć, ale kiedy niekontrolowanie prawie podrywał się do siadu, nie było mi najłatwiej spełnić jego gorących, rozkosznych próśb.
Pchnąłem go znów na kanapę. Zaprotestował.
Spojrzał na mnie zamglonymi z przyjemności oczyma. Wydawał się być jakby zahipnotyzowany. Szatyn był cały czerwony z podniecenia, drżał niekontrolowanie i oddychał szybko i płytko. Jego słodko-gorzki zapach wypełniał cały pokój. Myślałem, że zwariuję, ale w sumie było za późno. JUŻ zwariowałem.

– I want to ride you… – wyszeptał błagalnie, patrząc na mnie swoimi wielkimi, prawie czarnymi oczyma. Widziałem, usta też nieco mu dygotały. Ledwo rozumiałem, co do mnie cichutko pomrukiwał. – Please! – jęknął rozpaczliwie. – Let me ride you! Please!

– Oh… oh-kay…

Zszedłem z niego i położyłem się na kanapie na plecach. Podszedł do mnie na czworakach, cały czas się trzęsąc. Byłem naprawdę mocno zszokowany. Nathan, który raczej sprawiał wrażenie grzecznego, nieśmiałego świętoszka, szedł teraz w moją stronę na czworakach, kompletnie rozpalony, żądny, żeby mnie dosiąść. Sam z podniecenia zacząłem lekko dygotać pod jego ciałem.

Przełożył jedną nogę nad moim biodrem. Drugą, zgiętą w kolanie ustawił po mojej prawej stronie. Powoli przymierzył się do moich bioder, wyprostował się nieco i chwycił mojego penisa, naprowadzając go na swoje wejście. Jęknął głośno, kiedy weszła w niego moja główka. Zacisnąłem mocno powieki i przygryzłem wargi z przyjemności. Zrobił to specjalnie! Specjalnie… Zacisnął na mnie mięśnie i mimo, że to ja znajdowałem się w nim, pozbawił mnie zupełnie kontroli nad tym wszystkim. Teraz to ja byłem prawie, że bezwładny. Gdyby nie rozkoszny amok, pewnie nie za bardzo by mi się to spodobało…

Prawie krzyknął, kiedy wsunął go w siebie na całą długość. Przez moment siedział na mnie niemal w zupełnym bezruchu, tylko dygotał z przyjemności i jęczał. Potem spróbował się na mnie poruszyć. Uniósł się nieco, wspomagając się udami. Wygiął się nieco do tyłu, a oparłszy dłonie na swoich piętach, zaczął się unosić i opadać na mnie. Żadna, nawet najmocniejsza czy najbardziej romantyczna muzyka na świecie nie była tak atrakcyjna, jak jego coraz to głośniejsze jęki i westchnienia. Poruszał się na mnie coraz pewniej. Odpłynąłem. Czułem, że już nie mam nad tym żadnej kontroli. Uchyliłem tylko lekko powieki, żeby móc podziwiać ten cudowny widok – ujeżdżającego mnie, nagiego, wygiętego w łuk chłopaka, który z każdą kolejną chwilą przyspieszał swoje ruchy. Wyciągnąłem ręce w jego stronę. Musnąłem palcami jego talię. Nachylił się posłusznie nade mną. Złapałem mocno jego biodra i z całej siły zacząłem dociskać go do siebie. Zwiesił głowę, zaciskając powieki i krzyknął kilka razy.

– Oh, god…! – znowu wzywał tego boga… Dlaczego nie mógł wzywać mnie? – Oh, god, Oliwer…! – No, kurwa, nareszcie.

Przyspieszyłem ruchy jego bioder, mocno łapiąc go za pośladki. Prawie się na mnie położył. Uniosłem go nieco. Oplótł mnie ciasno rękoma. Było m już zbyt dobrze, był zbyt blisko i nie dawał rady z narzuconym przez samego siebie tempem.

– Fuck me… – westchnął mi do ucha. Był już tak nagrzany, w takim stanie, że nie potrafił się opanować. Wychodziło z niego prawdziwe zwierzę i strasznie mnie to podniecało. Zamierzałem spełnić jego prośbę… – Please, fuck me hard… I’m gonna cum… Please, do this!

– F-fine… As you wish, my prince… – odparłem w przerywanych szybkim oddechami szeptach. Gwałtownie przewróciłem go na łóżko. Znów leżał pode mną, zupełnie rozłożony, roztrzęsiony z podniecenia. Złapałem jego nogę w udzie i uniosłem. Wbiłem się weń gwałtownie i starałem się pieprzyć go jak najmocniej i najszybciej potrafiłem. Rozrzucił ręce na boki i kurczowo złapał poduszkę w ciasny uścisk drobnych palców. Krzyknął głośno, kiedy trafiłem w prostatę.

– Oli…! – na więcej nie było go stać. Nic więcej niż na część mojego imienia i głośne krzyki zapowiadające szczyt. Mocno zacisnął się na mnie. Nie wytrzymałem, ale on doszedł pierwszy i to bardzo głośno. Wtedy o tym nie myślałem, ale teraz wiem, że zapewne słyszeli nas wszyscy jego cholerni sądzi.

– Oli, please…!  – wydarł się chwilę zanim sam zacząłem szczytować. – Please, cum inside me…! Cum inside! I want you inside…!

Nachyliłem się nad nim i przyspieszyłem ruchy na tyle, na ile w ogóle byłem w stanie. Natychmiast doszedłem w środku. Nathan ciasno oplótł mnie jedną ręką. Drugą przytrzymywał moje biodra jak najbliżej siebie. Za żadne skarby nie chciał, żeby zmarnowała się chociażby kropelka naszych rozkosznych, wycieńczających starań…

Jęknął mi do ucha, co jakiś czas lekko je podlizując i przygryzając. Zacisnął palce na mojej skórze, do bólu wbijając się we mnie paznokciami.

– Oli… – cały czas wzdychał moje imię. – Oli!

Myślałem, że zwariuję, że zaraz drugi raz mi stanie…

Ostrożnie wysunąłem się z niego.

Nathan jeszcze przez krótką chwilę niekontrolowanie poruszał biodrami i wzdychał. Widzieć kogokolwiek w takim stanie to niezwykła rzadkość i przez myśl przeszło mi nawet czy kiedykolwiek ktoś w łóżku go zadowolił. Taki niby nieśmiały, delikatny chłopiec, a w łóżku? Prawdziwa, cholerna bestia…

Opadłem obok niego na pościel i przyciągnąłem go do siebie. Minęło jeszcze kilka krótkich minut, zanim uspokoił swoje niekontrolowane ruchy i ciche westchnienia. Miałem nieoparte wrażenie, że nadal dochodzi, ale oprócz tego, co wcześniej wylał na moje podbrzusze, nic już raczej nie wsiąkało w cholerną pościel w serduszka.

– Oli… – jęknął moje imię, oplatając mnie rękoma. Przysunął się do mojej twarzy i zaczął mnie namiętnie całować. Pogładziłem go lekko po policzku i spojrzałem w te ciemne oczy. Nadal były troszkę zamglone. Nadal wydawał się być półprzytomny, ale ta przedziwna mgiełka zdawała się powoli „schodzić”. (…)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *