Dzika żądza

Dzika żądza

Ekstra. Wakacje u cioci. Nic lepszego nie mogło mnie po prostu spotkać. Wszyscy moi koledzy rwali panienki w Grecji, Włoszech czy na Majorce, a ja utknąłem w „rodzinnej posiadłości” ze starymi, i piątą wodą po kisielu, czyli dalekimi ciotkami i paroma kuzyneczkami (dodam, że byłem jedynym facetem). Przez tydzień siedzenia tutaj miałem już maksymalnie dość słońca, wody i komarów. Ciągłe bzyczenie ciotek („A pamiętasz Andrzeja z IIIC? Jaaakie on miał męskie dłonie), które nie nagadały się od czasów ogólniaka zaczynało mnie wykańczać. Kuzynki oddawały się głównie gwałtom zbiorowym dokonywanym przez słońce na ich nie powiem, całkiem apetycznych ciałkach. Ania, Kasia i Mariola zamierzały za wszelką cenę zaimponować koleżankom ze swoich liceów. Czy muszę dodawać, że byłem maksymalnie wyposzczony? Za sąsiadów mieliśmy tylko nieletnie smarkule ze wsi i panie z GS’u, które biegnące lata pokrywały coraz to barwniejszymi rodzajami szminek. No cóż… „rodzinna posiadłość” zbudowana jeszcze przez dziadków na terenie „niezwykle obiecującym turystycznie” stała się szybko typową peerelowską „daczą” w środku wsi, z małym jeziorkiem trzy kilometry dalej pośród lasów. Tereny owszem, malownicze, jednakże na totalnym zadupiu. Dzięki ci panie, że byłem na tyle przewidujący i wziąłem swojego laptopa. Przy luksusie posiadania własnego pokoju na poddaszu, tuż przy gnieździe telefonu, mogłem bez obaw oddawać się cielesnym uciechom internetowego seksu i zdjęciom nastoletnich modelek w najbardziej wyuzdanych pozach. Nie raz onanizowałem się, oglądając białe kaskady spermy spływające po twarzach i szparkach młodych dziewcząt, i zastanawiając się, jak to by było z którąś z kuzyneczek. Nie ja jeden.
Któregoś dnia, gdy maksymalnie spocony i wyposzczony, z niemal bolącym fiutem wymigałem się od kolejnego rodzinnego „integracyjnego meczu siatkówki” pełzłem po schodach na strych, z korytarza już usłyszałem ciche jęki i poskrzypywanie łóżka. Przez dziurkę od klucza ujrzałem widok, który natychmiast zlikwidował wolne miejsce w moich szortach. Mariola leżała na łóżku, z napięciem wpatrując się w monitor mojego laptopa, a jej prawa ręka nieustannie pieściła nabrzmiałą, gładko wygoloną cipcię. Widziałem jak jej pokryte sokami palce błyszczały w mdłym świetle wpadającym, przez zamknięte okiennice. Już po kilku pierwszych sekundach wyjąłem sztywną laskę i zacząłem się brandzlować, nie mogąc oderwać oczu od urzekającego widoku. Gdy zmieniła pozycję i odwrócona do mnie tyłem pieściła dwoma palcami łechtaczkę nie wytrzymałem. Po cichu wszedłem do pokoju i stan[TL1] ąłem za nią. Jęczała teraz już na tyle głośno, że nie usłyszała mojego wejścia, ani odgłosu, jaki wydawała moja dłoń trąca błyszczącego od soków fiuta. Wypięta pupa Marioli stanowiła zbyt wielką pokusę. Chwyciłem jej oba pośladki i mocno wszedłem w nią jednym pchnięciem. Wydała z siebie odgłos będący czymś pośrednim między okrzykiem strachu, a jękiem rozkoszy, próbowała się odwrócić, lecz nie pozwalały jej na to moje ręce i biodra, coraz szybciej wbijające mojego fiuta w jej rozpaloną, wilgotną cipkę. Po paru pchnięciach przestała się rzucać i zaczęła dopasowywać ruchy swego tyłeczka do moich pchnięć. Gdy poczułem, że już się nie broni, moje dłonie z jej bioder powędrowały na piękne, duże piersi, zacząłem szczypać jej sutki, ściskać i miętosić kulistość jej ciała. Potem przyszedł czas na łechtaczkę, przesunąłem dłonie z jej piersi w dół, ująłem sterczący guziczek w dwa palce i zacząłem go pocierać. Gdy jej jęki stały się tak głośne, że zagłuszyły mój oddech, a cipka zaczęła spazmatycznie masować mojego fiuta wiedziałem, że ona dochodzi. Gdy zaczęła krzyczeć i kurczowo zaciskać dłonie na narzucie łóżka znów schwyciłem ją mocno za biodra. Moje ruchy z gwałtownych i szybkich zamieniłem na głębokie, mocne pchnięcia, chciałem, żeby poczuła mnie całą swoją ciasną, dziewczęcą szparką Po paru chwilach nie wytrzymałem, mój kutas zaczął pompować kaskady spermy w głąb jej drgającej spazmatycznie kobiecości. Po chwili wyczerpani i spoceni opadliśmy na łóżko. Gdy tak leżeliśmy bokiem, w pozycji „na łyżeczkę”. Z przyjemnością obserwowałem jej głęboki oddech, mojego małego, wciąż spoczywającego w jej wilgotnej norce, nasze zmieszane soki na jej udach. Po paru minutach znów zacząłem twardnieć. Następny raz zakończył się w jej gorących ustach.
Nieco przeszkodził nam gromadny, hałaśliwy powrót zgłodniałej rodzinki. Akurat lizałem jej łodyżkę, gdy usłyszeliśmy tupanie na schodach i radosne pokrzykiwania pozostałych kuzynek. .Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, mimo, że z naszych oczu dosłownie biła żądza. Umówiliśmy się na zbieranie jagód i wycieczkę kajakiem następnego dnia. Przez długie letnie dni mojego pobytu na „daczy” wielokrotnie mogłem nasycić oczy widokiem białych kaskad spermy na twarzy Marioli, jej piersiach i pupie. A była to tylko jedna z trzech kuzyneczek. Inne okazały się równie integracyjnymi laskami. Ale, drogi pamiętniku, to temat na osobną bajkę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *