Deja wu

Deja wu

Cześć usłyszałem w słuchawce głos – początkowo nie mogłem go skojarzyć, a nie spojrzałem na wyświetlacz – dopiero po chwili zorientowałem się, że to moja kuzynka Hany. Co u Ciebie? Spytała zdawkowo , by po chwili wyjawić mi z czym dzwoni. Otóż okazało się że wyjeżdżają z mężem na narty do Włoch i chcieli pożyczyć box , bo ich sąsiad od którego zawsze brali ( zdaje się że był ich wspólny) też w tym czasie jedzie poszaleć na deskach. Nie ma sprawy – już wam zazdroszczę odparłem. Z Hany miałem zawsze dobry kontakt, a przed laty – to było za studenckich czasów- połączył nas krótki namiętny romans. Teraz była już babcią, ale pozostawała nadal atrakcyjną, dojrzałą kobietą. Jesteśmy rówieśnikami – ja prowadzę hurtownię środków technicznych, a ona wciąż uczy WF-u i dlatego ma świetną figurę i kondycję. Mieszkamy blisko siebie, ale dwujezdniowa droga z ekranami skutecznie nas izoluje . Spotykamy się rzadko, tylko z racji rodzinnych uroczystości lub u wspólnych znajomych. Stąd też wiedzieli, że w tym roku już byliśmy w Schladming spłaszczając nieco miejscowe stoki. Umówiłem się, że Kaziu – jej mąż wpadnie po box i go zamontujemy. Wyjeżdżali w poniedziałek , więc w piątek zamontowaliśmy go, a potem długo gadaliśmy – Kaziu namawiał nas na narty we Włoszech. My dotychczas jeździliśmy do Czech, Austrii lub Niemiec. Zresztą nie bardzo mogliśmy – syn miał zaległe kolokwium, żona w szkole, a ja akurat miałem wyjazd. No chyba że na 4-5 dni, ale w tym czasie to Wy będziecie już wracać!. Pokusa była jednak ogromna. W niedzielę okazało się, że mógłbym dolecieć do Mediolanu, a miejsce w pensjonacie też się znajdzie!. Zapakowali mój sprzęt bym nie musiał go targać – najwyżej się przewietrzy. Tydzień później wylądowałem z neseserem na lotnisku koło Mediolanu. Autobusem szybko dotarłem do Santa Maria Maggiore i odnalazłem pensjonat w którym mieszkali. Na miejscu okazało się że pokój, który miałem zarezerwowany, jest już zajęty, a inne są niedostępne przez najbliższe dni , bo odbywają się jakieś uroczystości religijne. Ładny klops. Jedyne dostępne było w apartamencie za 160 E za dobę!!!. Kaziu był sprawcą całego tego zamieszania, bo mimo znajomości włoskiego – tak się dogadał z właścicielem!. W koncu stanęło na tym iż będę mieszkał z nimi, a spał na materacu. Właściciel czuł się współwinny i za mój pobyt nie wziął ani lira!. Było to trochę krępujące, ale prawie całe dni spędzaliśmy na stoku, a wieczory w knajpkach lub saloniku, gdzie gospodarz lub Kaziu zabawiali towarzystwo. Kaziu był w tym nieoceniony (p. prof. wykładowca wielu uczelni – biegle władający 6-cioma językami) służąc nam za tłumacza. Pierwszej nocy, po emocjach związanych z zakwaterowaniem, zmianą klimatu i kilkoma zjazdami zasnąłem snem kamiennym. Gorzej było kolejnej, gdyż zbudziły mnie jakieś szepty, później westchnienia, ciche postękiwania, jednostajne poskrzypywanie łóżka, aż w końcu chichot świadczący o jej spełnieniu. Nie mogłem usnąć, a wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowe obrazy tego, czego byłem świadkiem. Mało tego – przypomniałem sobie te intymne chwile, które przed laty nas z Hany połączyły. Próbowałem sobie wyobrazić ją teraz w takiej sytuacji – czy nadal ma tak małe ale ponętne piersi?, zwarte, kształtne nóżki?, gładkie płaskie łono?. To wszystko sprawiło, że błogi sen który był teraz ich udziałem nie przychodził, a moja erekcja domagała się zaspokojenia. Musiałem dwukrotnie doprowadzić się do ejakulacji nim zasnąłem. Następnego ranka szaleliśmy na stokach. Po południu Hany miała już dość i poszła się opalać na śniegu – my dalej szusowaliśmy. W pewnym momencie Kaziu postanowił zjechać z samego szczytu, ja wybrałem łatwiejszą, krótszą trasę. Podjechałem do Hany, która opalała się i chyba spała na leżaku. Cicho podszedłem od tyłu i ulepiłem ze śniegu mokrą kulkę. Przyglądałem się jej złocisto – brązowemu apetycznemu ciału. Zlodowaciałym sopelkiem dotknąłem dekoltu. Wrzasnęła, ale przytrzymałem ją i dalej zadawałem jej tortury zimnym śniegiem z rozkoszą patrząc jak kropelki spływając zostawiają ślad na skórze. Wiedziałem że polubi tak wyrafinowaną pieszczotę. Masz natychmiast przestać! – ale jej ciało mówiło coś innego. Pochyliłem się i ustami scałowywałem chłodne jeszcze kropelki.. Odsypiasz nieprzespaną noc? – spytałem – Nie no skąd zaprzeczyła. Nie masz się czego wstydzić – powiedziałem – ja też nie mogłem zasnąć i powiem ci szczerze że wam zazdrościłem tych rozkoszy! – po tylu latach małżeństwa?!. Była nieco zakłopotana. I muszę się do czegoś przyzCześć usłyszałem w słuchawce głos – początkowo nie mogłem go skojarzyć, a nie spojrzałem na wyświetlacz – dopiero po chwili zorientowałem się, że to moja kuzynka Hany. Co u Ciebie? Spytała zdawkowo , by po chwili wyjawić mi z czym dzwoni. Otóż okazało się że wyjeżdżają z mężem na narty do Włoch i chcieli pożyczyć box , bo ich sąsiad od którego zawsze brali ( zdaje się że był ich wspólny) też w tym czasie jedzie poszaleć na deskach. Nie ma sprawy – już wam zazdroszczę odparłem. Z Hany miałem zawsze dobry kontakt, a przed laty – to było za studenckich czasów- połączył nas krótki namiętny romans. Teraz była już babcią, ale pozostawała nadal atrakcyjną, dojrzałą kobietą. Jesteśmy rówieśnikami – ja prowadzę hurtownię środków technicznych, a ona wciąż uczy WF-u i dlatego ma świetną figurę i kondycję. Mieszkamy blisko siebie, ale dwujezdniowa droga z ekranami skutecznie nas izoluje . Spotykamy się rzadko, tylko z racji rodzinnych uroczystości lub u wspólnych znajomych. Stąd też wiedzieli, że w tym roku już byliśmy w Schladming spłaszczając nieco miejscowe stoki. Umówiłem się, że Kaziu – jej mąż wpadnie po box i go zamontujemy. Wyjeżdżali w poniedziałek , więc w piątek zamontowaliśmy go, a potem długo gadaliśmy – Kaziu namawiał nas na narty we Włoszech. My dotychczas jeździliśmy do Czech, Austrii lub Niemiec. Zresztą nie bardzo mogliśmy – syn miał zaległe kolokwium, żona w szkole, a ja akurat miałem wyjazd. No chyba że na 4-5 dni, ale w tym czasie to Wy będziecie już wracać!. Pokusa była jednak ogromna. W niedzielę okazało się, że mógłbym dolecieć do Mediolanu, a miejsce w pensjonacie też się znajdzie!. Zapakowali mój sprzęt bym nie musiał go targać – najwyżej się przewietrzy. Tydzień później wylądowałem z neseserem na lotnisku koło Mediolanu. Autobusem szybko dotarłem do Santa Maria Maggiore i odnalazłem pensjonat w którym mieszkali. Na miejscu okazało się że pokój, który miałem zarezerwowany, jest już zajęty, a inne są niedostępne przez najbliższe dni , bo odbywają się jakieś uroczystości religijne. Ładny klops. Jedyne dostępne było w apartamencie za 160 E za dobę!!!. Kaziu był sprawcą całego tego zamieszania, bo mimo znajomości włoskiego – tak się dogadał z właścicielem!. W koncu stanęło na tym iż będę mieszkał z nimi, a spał na materacu. Właściciel czuł się współwinny i za mój pobyt nie wziął ani lira!. Było to trochę krępujące, ale prawie całe dni spędzaliśmy na stoku, a wieczory w knajpkach lub saloniku, gdzie gospodarz lub Kaziu zabawiali towarzystwo. Kaziu był w tym nieoceniony (p. prof. wykładowca wielu uczelni – biegle władający 6-cioma językami) służąc nam za tłumacza. Pierwszej nocy, po emocjach związanych z zakwaterowaniem, zmianą klimatu i kilkoma zjazdami zasnąłem snem kamiennym. Gorzej było kolejnej, gdyż zbudziły mnie jakieś szepty, później westchnienia, ciche postękiwania, jednostajne poskrzypywanie łóżka, aż w końcu chichot świadczący o jej spełnieniu. Nie mogłem usnąć, a wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowe obrazy tego, czego byłem świadkiem. Mało tego – przypomniałem sobie te intymne chwile, które przed laty nas z Hany połączyły. Próbowałem sobie wyobrazić ją teraz w takiej sytuacji – czy nadal ma tak małe ale ponętne piersi?, zwarte, kształtne nóżki?, gładkie płaskie łono?. To wszystko sprawiło, że błogi sen który był teraz ich udziałem nie przychodził, a moja erekcja domagała się zaspokojenia. Musiałem dwukrotnie doprowadzić się do ejakulacji nim zasnąłem. Następnego ranka szaleliśmy na stokach. Po południu Hany miała już dość i poszła się opalać na śniegu – my dalej szusowaliśmy. W pewnym momencie Kaziu postanowił zjechać z samego szczytu, ja wybrałem łatwiejszą, krótszą trasę. Podjechałem do Hany, która opalała się i chyba spała na leżaku. Cicho podszedłem od tyłu i ulepiłem ze śniegu mokrą kulkę. Przyglądałem się jej złocisto – brązowemu apetycznemu ciału. Zlodowaciałym sopelkiem dotknąłem dekoltu. Wrzasnęła, ale przytrzymałem ją i dalej zadawałem jej tortury zimnym śniegiem z rozkoszą patrząc jak kropelki spływając zostawiają ślad na skórze. Wiedziałem że polubi tak wyrafinowaną pieszczotę. Masz natychmiast przestać! – ale jej ciało mówiło coś innego. Pochyliłem się i ustami scałowywałem chłodne jeszcze kropelki.. Odsypiasz nieprzespaną noc? – spytałem – Nie no skąd zaprzeczyła. Nie masz się czego wstydzić – powiedziałem – ja też nie mogłem zasnąć i powiem ci szczerze że wam zazdrościłem tych rozkoszy! – po tylu latach małżeństwa?!. Była nieco zakłopotana. I muszę się do czegoś przyznać – tak mnie podjaraliście, że gdybym sobie nie ulżył i to dwukrotnie– też bym nie zasnął!. A my tylko raz – odparła Hany i nic nie słyszeliśmy. Zerwała się z leżaka i pociągnęła mnie za sobą. Nagle znaleźliśmy się w jakimś zapleczu, gdzie stały jakieś stare meble, narty – typowa graciarnia. Przez małe okienko wpadał snop światła. Hany szybko pozbawiała mnie ubrania i sama stanąwszy na stoliku odsłoniła skraj majteczek zaczęła się opuszczać jednocześnie nadziewając się na stojącą, zadartą pałę. Przywarła całym ciałem leciutko podrygując. No powiedz sam – o kim myślałeś kiedy „to” robiłeś w nocy ? – spytała. Nie o kim, a czym – o twoich piersiach i łonie!. Ciekaw jestem czy nadal są takie powabne jak przed laty? – no to zobacz – powiedziała unosząc staniczek i prezentując je. Przywarłem do nich ustami – nadal są śliczne –wycharczałem. Hany przyssała się do ust, a biodra puściła w ruch co w połączeniu z pulsującą cipką doprowadziło nas na skraj rozkoszy. Wbiła się z całych sił i czując wytrysk omdlała. Szybko zaczęliśmy się ubierać. Jeszcze tylko całusek i pytanie – czy tak bardzo się zmieniłam? – nadal jesteś cudowna!. Na chwilę wróciły studenckie czasy.
Do końca wyjazdu byliśmy już tylko kuzynostwem, a miłe wspomnienia ze stoków przeplataliśmy spojrzeniami, które wiele mówiły tylko nam.
Wiktornać – tak mnie podjaraliście, że gdybym sobie nie ulżył i to dwukrotnie– też bym nie zasnął!. A my tylko raz – odparła Hany i nic nie słyszeliśmy. Zerwała się z leżaka i pociągnęła mnie za sobą. Nagle znaleźliśmy się w jakimś zapleczu, gdzie stały jakieś stare meble, narty – typowa graciarnia. Przez małe okienko wpadał snop światła. Hany szybko pozbawiała mnie ubrania i sama stanąwszy na stoliku odsłoniła skraj majteczek zaczęła się opuszczać jednocześnie nadziewając się na stojącą, zadartą pałę. Przywarła całym ciałem leciutko podrygując. No powiedz sam – o kim myślałeś kiedy „to” robiłeś w nocy ? – spytała. Nie o kim, a czym – o twoich piersiach i łonie!. Ciekaw jestem czy nadal są takie powabne jak przed laty? – no to zobacz – powiedziała unosząc staniczek i prezentując je. Przywarłem do nich ustami – nadal są śliczne –wycharczałem. Hany przyssała się do ust, a biodra puściła w ruch co w połączeniu z pulsującą cipką doprowadziło nas na skraj rozkoszy. Wbiła się z całych sił i czując wytrysk omdlała. Szybko zaczęliśmy się ubierać. Jeszcze tylko całusek i pytanie – czy tak bardzo się zmieniłam? – nadal jesteś cudowna!. Na chwilę wróciły studenckie czasy.
Do końca wyjazdu byliśmy już tylko kuzynostwem, a miłe wspomnienia ze stoków przeplataliśmy spojrzeniami, które wiele mówiły tylko nam.
Wiktor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *